Jacek Żakowski powiedział niedawno, że po zmianie władzy należy zlikwidować media publiczne. Mówi się o tym od wielu już lat. I jest to postulat niewykonywalny. Każda kolejna władza będzie chciała utrzymać wpływ na media. A jakimi kanałami ten wpływ jest najbardziej możliwy? Właśnie poprzez media publiczne.

   Stawianie radykalnych diagnoz i postulowanie radykalnych propozycji ma to do siebie, że jest atrakcyjne, ale zarazem rozmija się z realiami. Trudno mi wyobrazić sobie jakąkolwiek władzę, która powie: drogie społeczeństwo, oddajemy wam media publiczne, rządźcie nimi sami, a my będziemy się temu przyglądać. A przecież do likwidacji mediów publicznych potrzebna jest wola polityczna, której nie ma i nie będzie. Po co więc roić sobie mrzonki, że politycy zrezygnują z mediów publicznych i je zlikwidują?

   Moje stowarzyszenie (SDP) walczyło o inny kształt mediów publicznych. I można powiedzieć, że nie o takie media walczyliśmy. Media publiczne nie zostały odpolitycznione. A stopień ich wiarygodności (szczególnie programów informacyjnych TVP) spadł - według raportu Reuters Institute for the Study of Journalism - znacząco. Myślę jednak, że nie należy wszystkich mediów publicznych wrzucać do jednego worka. Inaczej traktowałbym programy Polskiego Radia, a inaczej TVP. W tym drugim przypadku odróżniłbym też programy publicystyczno-polityczne i informacyjne od reszty programów (kulturalnych, sportowych, historycznych czy rozrywkowych), które nie uprawiają nachalnej propagandy politycznej, sprawiającej, że często o TVP mówi się jako o tubie propagandowej jednej partii i rządu.

   Słuszna diagnoza dotycząca politycznej instrumentalizacji części programów telewizji publicznej zrodziła nierealistyczny pomysł likwidacji całej sfery mediów publicznych. Oczywiście istnieją kraje bez takich mediów, jak choćby Stany Zjednoczone, ale tradycja europejska jest inna: silne media publiczne stanowią jeden z głównych filarów demokracji i służą zbalansowanemu dyskursowi publicznemu (przykłady, to m.in Wielka Brytania, Niemcy, Szwecja). Trudno też wyobrazić sobie Polskę bez takiej, publicznej, telewizji.

   Jednak, mimo to, telewizja publiczna wymaga reformy, wymaga zmian. Jej niewydolność finansowa bez pomocy państwowej stała się faktem. Abonament praktycznie zamarł i przestał spełniać swą rolę. Dziś bez zastrzyku ze strony państwa TVP nie dałaby sobie rady na rynku medialnym. Jest podtrzymywana przy życiu za pomocą „kroplówki finansowej” – kilka tygodni temu Sejm przyznał TVP miliard złotych z budżetu tytułem rekompensaty za ubytki wpływów z abonamentu. Wypadałoby teraz oczekiwać wypełniania misji publicznej, ale optymistą nie jestem. Według Ustawy o Radiofonii i Telewizji (rozdz. 4, art. 21) z grudnia 1992 roku TVP ma oferować: „[...] zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu”. Nie chcę popadać w krytykanctwo, ale nawet prawicowi dziennikarze – zwolennicy dobrej zmiany - przyznają, że propaganda w programach informacyjnych TVP przekroczyła wszelkie dopuszczalne granice politycznej stronniczości. Czego zatem należałoby żądać i co zmienić w funkcjonowaniu TVP? Pozwolę sobie na wysunięcie kilku propozycji, do dalszej dyskusji. Jestem jednak realistą i nie sądzę, żeby udało się je zrealizować w najbliższych latach, ale przecież kropla drąży skałę, i może kiedyś doczekamy pokolenia takich polityków, którzy będą przedkładać interes publiczny nad partyjnym. Wierzę, że są już tacy wśród obecnej elity politycznej, ale ich głos milknie w tłumie zwolenników plemiennych interesów.

   Co zatem postuluję?

   1. Finansowanie programów misyjnych, tj. sportowych, historycznych, edukacyjnych, kulturalnych (w ramach kanałów TVP Sport, TVP Historia, TVP Kultura) z budżetu państwa.

   2. Uznanie audycji politycznych, w których partie/ugrupowania/koalicje polityczne prezentują swoje programy i kreują swój wizerunek, za programy o charakterze reklamowym/marketingowym, które powinny być finansowane z budżetów tych partii. Audycje powinny być opatrzone logo „program sponsorowany”, tak, aby widz nie miał wątpliwości, co do ich rzeczywistego charakteru.

   3. Stworzenie kanału czysto obywatelskiego, którego treść publicystyczną i informacyjną wypełnialiby w sposób pluralistyczny twórcy (m.in. dziennikarze, działacze organizacji pozarządowych, artyści, itp.) o rożnych sympatiach politycznych i ideologicznych. Program mógłby być finansowany przez niezależnych sponsorów, z reklam i z abonamentu.

   4. Utrzymanie publicznej telewizji regionalnej, współfinansowanej przez samorządy (tak, jak to się dzieje obecnie). 

   Zdaję sobie sprawę, że w ostatnich kilkunastu latach powstało wiele ofert „uzdrowienia” mediów publicznych. Ja również przedstawiłem ich co najmniej kilka. Można więc mówić o daremności naszych wysiłków. Mimo to uważam, że zmiany zasad finansowania i zarządzania TVP (np. prezesem nie mógłby być prominentny polityk jakiejkolwiek partii), jej odpolitycznienie, „umisyjnienie”, „zobiektywizowanie” i powołanie struktur redakcyjnych wydają się konieczne, aby ta telewizja mogła funkcjonować w kształcie społecznie akceptowanym. W przeciwnym razie będą pojawiać się próby „wylania dziecka z kąpielą” i nawoływanie do bałamutnej i niemającej oparcia w realiach całkowitej likwidacji mediów publicznych.

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl