Obejmowanie zbyt wielkiego obszaru społecznego życia polityką powoduje obniżenie umysłowej sprawności decydentów przejawiające się w gospodarce, kulturze, obronności, sądownictwie itd. Jest ona niczym piasek niszczący tryby obracającej się betoniarki. W końcu taka grucha staje, beton się utwardza i nic już nie można zrobić.

   Redaktor Stefan Truszczyński i książę Albert Czetwertyński nigdy o sobie nawzajem nie słyszeli, a jednak pospołu przyczynili się do powyższego odkrycia.  Pierwszy, podówczas jeszcze SDP-owski Gensek, uparł się, żeby przeprowadzić ze mną wywiad na temat mojej twórczości. Najpierw miała to być TV Republika, potem radio Wnet, a w końcu rozmowa na Foksal: „Pan wie, ja będę pytał, a pan będzie odpowiadał”. Robiłem, co mogłem, żeby grzecznie odwieść go od tego zamiaru i nie kierowała mną fałszywa skromność czy minoderia. Obawiałem się po prostu, czy aby ten żywy pomnik polskiego dziennikarstwa, który potrafił wziąć z PRL, co chciał, nie brudząc rąk służbą systemowi, nie chce się odegrać za mego brata Lecha. Wiadomo mi bowiem było, że dawno temu pewna piękna i majętna Ola wolała otworzyć serce i konto przed sporo starszym Terpiłowskim, niż ulec młodemu dziennikarzowi. Tak długo robiłem uniki, aż Stefan przepisał informacje o mnie z Wikipedii, a ponieważ przeczytał też mój artykuł „Rządzenie końmi”, to w końcu opatrzył swój wpis na Blogu portalu SDP znamiennym tytułem „Poszły konie po betonie”.

http://www.sdp.pl/prywatny/15221,poszly-konie-po-betonie,1523392945

   Sugerował być może, że jak mam coś na wątrobie, to wykładam bez oglądania się na względy poprawności politycznej. Niech mu będzie – pomyślałem – niewielka strata, chociaż tę gwiazdę publicystyki stać było na coś więcej niż wytarty mem. Mniejsza także o konie. Pisałem, że nie powinno się nimi rządzić, czyli mieszać w hodowlę polityki. Moje argumenty przeciwko wyrzucaniu wieloletnich dyrektorów – hodowców tu i ówdzie wykpiono. „Czyż ci ludzie posiedli jakąś szczególną wiedzę graniczącą z magią, że nie można ich zastąpić?” Ci, którzy uważają, że wszystko można przedstawić przy pomocy równania, w którym lewa strona odpowiada prawej, nie wierzą, że taki dyrektor, napotkawszy zabłąkane na wybiegu źrebię, rozpoznaje je po pyszczku i potrafi wyrecytować imiona jego przodków do trzeciego pokolenia wstecz. Prawa, wedle których człowiek tak nauczył się hodowli koni, aby nieustannie poprawiały swoją dzielność i urodę zakładają bowiem istnienie czegoś, czego nie da się określić wzorem, a co tkwi w niektórych ludziach jak genetycznie przekazywany talent. Mianowanie na takie posady osób bardziej oddanych rządzącej partii spowodowało katastrofę. Najpierw było obniżenie dochodu ze sprzedaży koni, zwalnianie kolejnych dyrektorów, w końcu samego ministra, a teraz słyszymy o stracie finansowej. Aukcje przeprowadzane pod hasłem „Duma Polski” stały się Jej wstydem.

   Apelowałem o zdrowy rozsądek i możliwą zgodę wedle hasła zaczerpniętego z kultowej książki koniarzy „Z końmi między frontami”. Nowy minister zmienił je na poprawny politycznie apel, żeby „konie nie dzieliły, a łączyły Polaków”.

Jaki tekściarz podrzucił panu Ardanowskiemu takie zawołanie wyszmelcowane od nieustannego używania w kręgach „GieWu”? Żeby użyć je w celu naprawy szkód, jakie powstały w stadninach koni czystej krwi trzeba było unieruchomić myślenie!

   Stawiam flaszkę koledze, który mi przypomni, kto po raz pierwszy użył określenia „beton partyjny”. Czy nie wylęgło się ono, aby w naszym stowarzyszeniu? Pasowało niegdyś do tych członków peerelowskiej monopartii, którzy do końca okazywali bezgraniczną wierność doktrynie przechowywanej w kremlowskim mauzoleum wraz z mumią Lenina. Dysydenci, czyli ci, którzy zamierzali budować swoje lepsze jutro w ramach istniejącego systemu, obwiniali później przed narodem partyjny beton za gospodarczą zapaść kraju. Obyśmy nigdy nie spotkali się z podobnym zjawiskiem w nie do końca jeszcze niepodległym, ale patriotycznie chowanym społeczeństwie popierającym w większości trzymające władzę ugrupowanie partyjne.

   I tu pojawia się książę Albert, kolega z peerelowskiej podstawówki, który zapytany po latach, co też porabia w wolnej Polsce, odparł, że sprzedaje gruszki. Zabrzmiało sensacyjnie: arystokrata tak zbiedniał w wyniku ostatniej przemiany ustrojowej, że handluje owocami. Okazało się, jednak, że jest prezesem koncernu zaopatrującego świat w mobilne mieszalnie do przewożenia betonu, które widujemy na szosach. Gigantyczne, szare lub pasiaste żuki z nieustannie wirującą gruchą. Jak się taka zatrzyma - można ją wieść na złom, bo beton zastyga. Musi być w ruchu – zapamiętajmy, to podstawa odkrycia, które wcale nie musi dotyczyć techniki budowlanej. Minister, posługujący się zabetonowanym na amen politycznym banałem, nie przywróci stadninom szlachetnych koni dawnej świetności.

   Ale hodowla tych zwierząt to tylko nieznaczący promil narodowego dochodu lub jego strat. Lepsze jutro zbudujemy wszak w innych dziedzinach gospodarki. O ile ludźmi nie będzie się tam rządzić, tak jak próbowano to robić w stadninach z końmi.

   Władza, w swej demokratycznej trójcy, nie ma rządzić ludźmi przez indoktrynację wybranym modelem politycznym czy wskazaniami Machiawellego, ale administrować wypracowanym przez nich dochodem. Tak, aby uniknąć społecznych klęsk. Głodu, chorób, zanieczyszczenia powietrza i wody, panoszenia się gigantów farmaceutycznych i chemicznych, pospolitego bandytyzmu i niekorzystnego sytuowanie kraju w świecie. Jeżeli na przekór słusznym założeniom część decydentów usadowionych na wysokich stanowiskach państwowych i gospodarczych zabetonuje swoje umysły w ślepym posłuszeństwie jakiejś doktrynie czy nawet szablonom to skutki ich działania będą przypominały efekt unieruchomienia mobilnej betoniarki. Ruszać się drodzy decydenci, a nie gapić w słupki poparcia. Partyjni betoniarze!

   To samo dotyczy zresztą wszystkich obywateli. Dziennikarze, na przykład, zamiast szukać dla siebie najbardziej korzystnego image politycznego powinni nadążać za trendami i techniką. Takie umiejętności, jak wstawianie obrazu czy plików dźwiękowych w internetowe media, posługiwanie się Instagramem, Wordpressem itp. ma już większość szeregowych twitterowiczów. Ruch, bo nam grucha zastygnie!

Jerzy Terpiłowski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl