Prywatyzowanie domeny publicznej. Możliwe? Możliwe.

To było trzy lata temu. Wracałam z pogrzebu "Ponurego", na przystanku tramwajowym zobaczyłam Jednego Znanego Dramaturga, lubianego przez Teologia Polityczna. Osobiście go nie znam, ale jego sztuki cenię, więc - odłożywszy na bok konwenanse - zapytałam go o wrażenia. Był zadowolony, ja mniej, więc zaczęliśmy ciekawą rozmowę, w której w jakimś momencie użyłam informacji przeczytanej właśnie na blogu Gabriela Maciejewskiego - Coryllusa. "No tak - rzekł był wtedy Jeden Znany Dramaturg - wszyscy czytamy Coryllusa." I się zamyślił.

Przypomniało mi się to zdanie dziś, bo właśnie dziś na blogu Coryllusa znalazła się informacja o prywatyzowaniu domeny publicznej. Z grubsza idzie o to, że w miłościwie nam panującej UE płacić trzeba teraz za coś, co teoretycznie należy do nas wszystkich. Rzecz idzie przede wszystkim o źródła, do których swobodny dostęp powinni mieć naukowcy. Już nie mają. Muszą płacić, podobnie jak za referaty na konferencjach, które System zamieni im na punkty, a bez punktów, wiadomo, naukowiec nie istnieje. W domenie publicznej znajdują się utwory autorów zmarłych, do których nie ma/wygasły prawa majątkowe. Teraz zarabia na tym prywatna firma. Już sprywatyzowała była duńską biblioteką królewską, narodową biblioteką we Florencji, holenderską biblioteką narodową… Uniwersytet Jagielloński już płaci.

Stalinowi nawet się to nie przyśniło - ale od czego liberalny i kreatywny przedsiębiorca.

http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/historia-wydzierzawiona-zydom

 

http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/historia-wydzierzawiona-zydom

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl