Słucham radia. Prowadzący wywiad zadaje istotne pytania, minister rządu na żadne z nich nie odpowiada. Posługuje się komunałami, ogólnikami i pospolitym krętactwem. Redaktor – zamiast dać mu w pysk (ryzyko mniejsze bo to radio, a nie telewizja) rezygnuje i poddaje się. Rządowy bufon na pewno uważa się za zwycięzcę w pojedynku w eterze. Być może nawet oczekuje pochwały przed frontem, lub skromniejszej od premiera. A oczywiście powinien dostać kopa i być wyrzuconym z rządu, ponieważ ośmieszył władzę, odstręczył wielu od „dobrej zmiany”. Panie przypadkowy, szkodliwy ministrze: po co głupiemu rozum.

Gdzie to miało miejsce, kiedy? Napiszę. Niech mnie tylko premier poprosi.

Cieniasy i lizusy to najgorsi pomocnicy władzy. Na pytania trzeba odpowiadać. Struś chowa głowę, a wystawia zad. Minister trafia na delikatnego dziennikarza i odjeżdża zadowolony po wygłoszeniu demagogicznej tyrady.

A, paszoł won!

Niestety tak się nie dzieje.

Pani Zalewska dopuściła do szkół agitatorów pedofilii, bo chce zarobić punkty w UE, gdzie już się widzi. Wydawało mi się, że związkowiec DUDA zbyt ostro sobie z nią poczynał. Otóż nie!

Ministrowie PiS-u, na który ciągle stawiam, strasznie się już napracowali. Rzucają rozgrzebane prace w pół drogi i już chcą odpoczynku i nagrodzenia w euro ( minimum 40x więcej niż  dotychczasowe pobory nauczycieli). Jeszcze można inaczej ułożyć listy kandydatów. Jeszcze można przedstawić wyborcom dobrze wykształconych, dobrze wyglądających i mówiących obcymi językami. Inaczej - „nasze” dziadki i babcie – nikogo w Brukseli i Strasburgu nie zainteresują, z nikim się nie dogadają i nie zaprzyjaźnią. Siermiężni nie mają tam szans.

W obecnej naszej „europejskiej” ekipie dominują plwacze na Polskę. Ich czas mija. Oni chcą być dalej. Najbardziej satyryczna jest obecnie złość Boniego, który „tak bardzo się starał”, a tu go wstawiają w ogonie listy kandydatów. Publikowano w swoim czasie zdjęcia bojowców z PO – murem za Januszem Lewandowskim ustawił się szereg bojowników przeciw własnej ojczyźnie – Hübner, Kudrycka, Zwiefka i inni. Te zdjęcia powinny wisieć w lokalach wyborczych w maju.

Szukajmy mężów stanu. Erzac ich nie zastąpi. 

Słucham radia. Mądrego muzyka, który jeździ i gra z koncertami po całym świecie, który jest świetnym managerem wybranym przez społeczność lokalną. Słuchałem młodej dziennikarki, która niedawno urodziła synka i szybko wróciła do zawodu i pyta na antenie notabli o najtrudniejsze nasze sprawy historyczne, polityczne, gospodarcze. Znam redaktora, który nie idzie z tłumem pochlebców, ale ciągle zadaje władzy niewygodne pytania. Musi jednak zmieniać gazety, choć to on nie zmienia poglądów i zasługuje na uwagę i szacunek.

Czy my naprawdę nie potrafimy desygnować właściwych ludzi? Takich, za których nie będziemy się wstydzić. Takich, którzy nie schowają się pod parlamentowym blatem i cicho przesiedzą kadencję.

Bóg z wami niedorajdy i tchórze, którzy z mizernym skutkiem walczycie o to, co najważniejsze dla Polski. Mówią że chcą, ale nie mogą. Bo im przeszkadzają. Ale pecunia non olet, więc trwają. I dalej chcą.

Jeszcze jeden mazur dzisiaj Beatka prosi Anię. Już zresztą są spóźnione, bo Rafałek tańczy z Pawełkiem. Latarnicy ze śmierdzącym knotem wdarli się do szkół, bo zlikwidowano tam etaty woźnych. „Mój i moich kolesi, groźny, wąsaty woźny ze szkoły podstawowej w Sopocie przy ulicy Książąt Pomorskich - trzeciej płaci na pewno by do szkoły nie wpuścił.  Ale to było pół wieku temu. Teraz wiek wyborczy osiągnęły osoby, które same nie wiedzą kim są. Poplątało się wszystko. Bóg – wiara, sen – mara. No bo i po co głupiemu rozum.

26 III 2019 Stefan Truszczyński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl