Przez chwilę nie będę się zastanawiać po co  medialni funkcjonariusze toczą swoje gry i zabawy wokół spotkania na temat 10 kwietnia, które organizuje profesor Kleiber. Przez chwilę poudaję sobie, że żyjemy w zwyczajnym państwie, które ma do rozwiązania realny kłopot i naprawdę chce go rozwiązać. I pochylę się nad cytatem z profesora.  Mówi tak:     „Mnie najbardziej martwi trauma smoleńska, która - jak twierdzą niektórzy - nawet się pogłębia, choć od katastrofy minęły ponad trzy lata. (…) Ja poszukuję terapii na formułowane smoleńskie hipotezy. Mam nadzieję, że konferencja pokaże, że potrafimy rozmawiać o tej katastrofie w racjonalny i cywilizowany sposób.”

No więc dobrze: jest trauma. Co się zwykle z traumą robi? Można próbować przespać, zapić wódeczką albo wykonać telefon do przyjaciela. Albo można  iść do Lekarza od Psyche, co czasem bywa najbardziej efektywne, zwłaszcza jeśli trauma duża i długotrwała.  Na takiego Lekarza od Psyche mówi się zwyczajowo „psychiatra”. Ale i prosty psycholog by wystarczył.

No to wyobraźmy sobie: do tego Lekarza od Psyche przychodzi Baba z Traumą Smoleńską. Lekarz jest zdrowy na umyśle, a także  pokończył szkoły, w których wtłoczyli mu w rozum, że jak człowiek ma problem to trzeba z nim po pierwsze, drugie i dziesiąte - rozmawiać. Siada więc naprzeciwko Baby i nawet na nią patrzy, bo to jeszcze lekarz ze starej szkoły, co to nie przejmuje się zaleceniem NFZ-etu, że na pacjenta wolno mu tylko sześć i pół minuty przeznaczyć, a jak przeznaczy więcej to jest   nieefektywny nie innowacyjny i nie generuje zysku (W końcu jak sobie tylko wyobrażam, to co szkodzi pomarzyć.)

Więc siada ten Lekarz, patrzy na Babę i w końcu pyta  tym swoim łagodnym, szkolonym głosem: „Co się stało? I co w tym wszystkim było dla ciebie najtrudniejsze?”

W tym momencie  Baba – przyzwyczajona, że medialni funkcjonariusze i politycy partii jedynie trzymającej władzę zwykle od razu na nią wrzeszczą, zarzucając że traumatyzuje się nienawistnie, wbrew i na złość dotkliwie oświeconym  – patrzy nieufnie i myśli: „Zwariował doktor, czy co?”

 

Ale że Lekarz od Psyche dalej nie toczy piany z ust tylko spokojnie prosi jeszcze raz: „Opowiedz co się stało i jakie to dla ciebie było” -  baba zaczyna mówić o tym, co było dla niej najtrudniejsze.

 

Ano to, że długo nic nie było wiadomo – ani jaki samolot, ani ile ofiar, ani o której godzinie, choć tylu dziennikarzy było na miejscu.  I żadnych relacji świadków, jak to zwykle przy byle zdarzeniu pokazują. I zaraz śledztwo nasi z rak wypuścili choć rosyjski prezydent proponował, żeby wspólnie.

Ano to, że rosyjski minister nadzwyczajny jeszcze wieczorem tego dziesiątego mówił rosyjskiemu premierowi, że samolot rozpadł się na dwie części, a nasi w telewizorze  mówili wciąż i wciąż, że się rozpadł na milion kawałeczków. I tylko godło z salonki i czapka generała – jakby prosto z fabryki wyszły.

Ano to, że jak potem te niby miliony kawałeczków przenieśli na jakiś beton, to wyglądało tak, jakby leciała do Smoleńska  maleńka awionetka, a nie wielki odrzutowiec w narodowych barwach.

Ano to, że nasza minister powiedziała w sejmie  że przekopali całą ziemię na metr w głąb, a potem się okazało że nieprawda.

Ano to jeszcze, że krzyczeli w gazetach i telewizjach że skoro prezydenta  chcą chować na Wawelu, to znaczy że są oszołomy, sekta i plemię.

No i to jeszcze, że na ten Wawel mało kto z  zagranicznych  dojechał, bo błękitne na oko niebo było jednak zasnute pyłem z wulkanu choć potem się okazało, że żadnego pyłu nie było.

„Jak się z tym czujesz?” – dopytywałby Babę z Traumą Lekarz od Psyche.

„Oszukiwana?” – odpowiedziałaby Baba, z niepewnością zawieszając głos i kierując znak zapytania ku Lekarzowi od Psyche. I ta niepewność dałaby mu do myślenia, bo tak to już jest, że jak ktoś był dugo wystawiony na sytuacje traumatyczne, to jednym z głównych skutków  jest niepewność co do tego co mu się właściwie przydarzyło. I nieustanne zadawanie pytań: „A może mi się  tylko zdawało? Może nic nie stało?”

„Oszukiwana?” – powtórzyłby Lekarz od Psyche, bo nauczyli go w szkołach, że parafraza to jedno z lepszych narzędzi prowadzenia rozmowy.  – „Przez kogo?” – dopytałby.

„No, przez moje państwo” – powiedziałaby zażenowana Baba. – „ Znaczy przez władze czyli niby tych moich przedstawicieli, których w wyborach wybierałam.”

Gdyby Lekarz od Psyche zapomniał nagle o wszystkim, czego nauczył się w swoich szkołach, w tym momencie już naprawdę musiałby na Babę z Traumą nawrzeszczeć: że jest ciemnogród, co nie wierzy państwu które zdało egzamin i najróżniejszym komisjom i oddziałom prokuratur polskich i obcych, więc  najlepiej, żeby spadała. Ale że Lekarz coś tam jeszcze pamiętałby z nauk swoich mistrzów,   poprosiłby  Babę z Traumą, żeby mu pomogła zrozumieć lepiej: „Jak to jest być kimś oszukiwanym? Jakie  emocje się  wtedy przeżywa?”

„Złość” -  mogłaby powiedzieć wtedy Baba. „I bezsilność” – dodałaby. 

A widząc, że Lekarz od Psyche tylko kiwa głową i patrzy z empatią, wyrzuciłaby jeszcze Baba na tym samym oddechu, że już nie czuje się bezpiecznie i że nie ma zaufania.

I może w tym momencie, ale na pewno nie wcześniej,  zaczęliby się razem - Lekarz od Psyche i Baba z Traumą - zastanawiać jak wyrazić te uczucia. Bo wiadomo, że nie wyrażane będą gdzieś tam w człowieku zalegać, co od czasów Freuda i Junga cały świat mniej więcej wie.  A jak będą nie wyrażane zalegać, to i będą miały tendencje do tego, żeby w najmniej oczekiwanych momentach wyskakiwać jak Filip z konopi – żeby sobie trochę na świecie pobyć. 

I jakby już ten Lekarz od Psyche z Babą z Traumą  tym uczuciom pozwolili istnieć, jakby już znaleźli sposób na ich bezpieczne  wyrażenie, to mogliby  razem  - ale nie wcześniej, nie wcześniej  - pogłówkować co zrobić w tej sytuacji, żeby mogły się te emocje przetransformować w coś konstruktywnego. Jak zamienić złość w słuszny gniew, który daje energię do zmiany. Jak  stawić czoła poczuciu bezradności, żeby móc rozmawiać w ten racjonalny i cywilizowany sposób, co o nim mówi profesor Kleiber.

I w zwyczajnym państwie, ten Lekarz od Psyche  namówiłby też może Babę z Traumą na udział w jakiejś grupie wsparcia – żeby mogła bezpiecznie rozmawiać z podobnie doświadczonymi.  W naszym państwie musieliby się raczej  zastanowić jak odnajdywać się na co dzień wśród tych, którzy uparcie wrzeszczą, że żadnej traumy nie było a jak ją ktoś czuje -  znaczy wariat. I to by był ten najtrudniejszy kawałek, bo główne media i politycy jakby ogarnięci szałem.

Albo traumą. 

Też by mogli iść do swojego Lekarza od Psyche. On, ten lekarz ze starej szkoły  pewnie by ich zapytał: „Co się stało?”

Czy mieliby odwagę mówić?

Anna Mieszczanek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl