Dawno, dawno temu,  z publicznej telewizji płynęły słodko brzmiące słowa o tym, że jesteśmy wreszcie we własnym domu, a premier Mazowiecki przekonywał, że żyjemy oto w państwie prawa.

W tych zamierzchłych czasach hitem wśród moich znajomych (a byli to pełni wiary w moc obywatelskiego społeczeństwa zieloni ze Społecznego Instytutu Ekologicznego, w którym dzisiejszy profesor Gliński był prezesem, a ja, wciąż spierającą się z nim, wice) był Kodeks Postępowania Administracyjnego. Na jego kolejne punkty nawet nie trzeba było powoływać się w korespondencjach z urzędami – one bowiem, przez pewien krótki czas, traktowały KPA jak świętość. I  odpowiadały Obywatelom w terminie, oraz merytorycznie, co dziś może się wydawać opowieścią z innego świata. Fakt, że Jarema Dubiel, niby spadkobierca nieznośnie upartych konfederatów z Baru,  co jakiś czas musiał stawać na beczce pod urzędem miasta i wołać coś gromko przez tubę ale jednak komunikacja urząd-Obywatel działała.

Lata mijały, porozumienia magdalenkowe odkryły swoją prawdziwą treść i mówienie dziś o państwie prawa wydaje się wielu młodym niepotrzebnie nierzeczywiste. Tylko Starcy coś tam pamiętają i smędzą o pierwszych dniach tej niby wolnej Polski. I czytają dziś bełkotliwe choć sążniste pisma od urzędów. Potem im coś odpowiadają. Powołując się na jakieś prawa człowieka, niezrozumiałe dla urzędniczej kasty, która kosztuje nas jakieś 50 miliardów rocznie. Tak w każdym razie szacuje Naczelny Nowych Konfederatów.

Jeden z moich ulubionych typów pism dotyczy, jak na Starca przystało, korespondencji z zusem na temat renty.  Jak podaje owa instytucja w sprawozdaniu*, w ubiegłym roku niemal 75 tysięcy Starców odwołało się od opinii – excuses le mot - lekarza orzecznika do zusowskiej komisji excuses le mot -  lekarskiej. Więcej niż połowa odwołała się następnie do sądu pracy. Co oznacza, że każdy z tych szacownych Starcow musiał mieć przed oczyma decyzję komisji excuse le mot…, odmawiającej mu prawa do renty.

Decyzja ta sprowadza się do formuły „nie jest niezdolny do pracy” i nie zawiera merytorycznego uzasadnienia. Choć hit mojej starczej młodości czyli KPA, w artykule 107. § 3. jasno formułuje, że  Uzasadnienie faktyczne decyzji powinno w szczególności zawierać wskazanie faktów, które organ uznał za udowodnione, dowodów, na których się oparł, oraz przyczyn, z powodu których innym dowodom odmówił wiarygodności i mocy dowodowej. A skoro uzasadnienie  powinno zawierać…, niepotrzebnie logiczny umysł zakłada, że powinno owo uzasadnienie najpierw istnieć. A tu - nie ma.

Jest więc  sobie 37 tysięcy spraw w sądach: w każdej sędzia, sekretarz, protokolant, pan co konserwuje sędziowski komputer i pani co sprząta wysokie pokoje, a jeszcze panie w sekretariatach przywalone tonami papierów, a jeszcze biegli – w każdej sprawie jeden, dwóch lub trzech - wszystko finansowane i przez tych Starców i przez ich dzieci i wnuki oraz dzieci i wnuki sędziów, panów od konserwacji i biegłych w sumie też.

Co czwarty Starzec sprawę w sądzie wygrywa, co i tak jest wynikiem niezłym, bo procedura przypomina jednak scenę, w której Franz Kafka nerwowo gra w ruletkę choć nie bardzo lubi.

Helsińska Fundacja praw Człowieka na to nic.

Rzecznik Praw Obywatelskich na to nic.

Chyba wiedzą, że jak się ruszy jeden element z tego systemu, trzeba będzie stanąć na wielkim gruzowisku – więc nie tykają. Zwłaszcza, że Sąd Najwyższy Najjaśniejszej wydał był ostatnio wyrok, zgodnie z którym składki wpłacane do zus  przez Obywateli, Suwerena czy jak to tam zwać, nie są jego własnością, tylko daniną publiczno-prawną.

Sytuacja 37 tysięcy Starców upraszających rocznie sądy o odwołanie decyzji, których treść jest im w sumie nieznana, przypomniało mi historię rodziny mojego ulubionego szwarc-charakteru z czasów konfederacji targowickiej czyli nieszczęsnego Szczęsnego Potockiego. W swoim wielkim pałacu w Tulczynie, trzymając w domowym archiwum list Katarzyny przyrzekającej opiekę petersburskiego dworu nie tylko jemu  lecz i najdalszym  potomkom,  oszalał na stare lata. A kiedy umarł, w noc przed pogrzebem, lokalni rabusie zwlekli z trupa bogaty mundur rosyjski, zerwali odznaczenia, zabrali wszystkie klejnoty. Nagiego trupa pana na Tulczynie porzucili pod ścianą kaplicy. Syn zaś Szczęsnego, Mieczysław, który naraził się był carowi kilkudniowym romansem z bliską sercu władcy damą, zsyłany był  za to a to do Woroneża, a to do Saratowa i wciąż błagał  cesarza o pozwolenie powrotu do Tulczyna lub o paszport za granice.(…) Na koniec umyślił więc napisać do monarchy list w stylu najpokorniejszej prośby, aby go uwiadomiono za co jest tak długo więziony (...) gdyż on sam nie wie za co tak długo znosi niewole, skoro dekret nie został mu ujawniony.

Znajomi mi mówią, że mi się niesłusznie kojarzy, bo przecież  paszporty mamy w domu. Fakt. Ale jednak ta nieujawniona treść dekretów…

 

Tekst ukazał się tydzień  w 2 numerze nowego pisma "Nowa Konfederacja" - http://nowakonfederacja.pl

Link do tekstu w portalu redakcyjnym: http://www.nowakonfederacja.pl/najjasniejsza-starcy/

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl