"Postępowanie [o delegalizacji Komunistycznej Partii Polski] zostało umorzone. Powód? W ustawie o zakazie propagowania komunizmu mowa o promowaniu "totalitarnego ustroju", a nie idei komunistycznych jako takich. Członkowie KPP odwołują się zaś do tradycji partii komunistycznych z okresu 1918-1938 r. – To nienawiść i uprzedzenie bez żadnego uzasadnienia – komentuje współtwórca KPP Marian Indelak. "
(http://www.wprost.pl/ar/436059/PiS-chce-delegalizacji-polskich-komunistow/)

Polska, od samego początku istnienia bolszewickiego państwa, stała pierwszorzędną przeszkodą dla „eksportu rewolucji” na zachód. Polacy stanęli czerwonym na drodze w 1920 r., trzy lata później nie pozwolili na transport „wsparcia” dla niemieckich komunistów. Polska stanowiła więc parawan, który sprawiał, że – jak określił to Trocki – państwo radzieckie się „dusiło”. Manuilski, komunista ukraiński i bliski współpracownik Stalina, tak określił rolę Polski podczas Zjazdu Komunistycznej Partii Polski:
„Prawdziwą rolą współczesnej Polski jest stawianie barier na drodze przenikania na Zachód idei komunistycznych. Jest to pierwszy i najważniejszy wniosek przy określaniu jej międzynarodowej pozycji. [...] Właśnie dlatego likwidacja kapitalistycznej burżuazyjnej Polski, przekształcenie jej w robotniczo – chłopską i sowiecką, stanowi ocenie zadanie całego międzynarodowego proletariatu.”
 (Musiał B., Na zachód po trupie Polski, s.107 za: RGASPI, f. 523, op. 1, d. 72, ark. 58)

Komunistyczna Partia Polski stanowiła dla sowieckich przywódców narzędzie, mające doprowadzić do wewnętrznej erupcji politycznej i społecznej naszego kraju. Towarzysze radzieccy naciskali polskich komunistów, by ci starali się jak najbardziej zdestabilizować sytuację, poprzez np. podsycanie konfliktów narodowościowych. Grigorij Zinowiew, członek Biura Politycznego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) podkreślał, że „nie wolno nie doceniać znaczenia konfliktów etnicznych, które wybuchną w Polsce, o ile dojdzie do wojny. Czynnik narodowy, tj. Ukraińcy, Litwini, Białorusini, Niemcy i Żydzi, sprawiają rządzącej polskiej klice niesamowite kłopoty.” (ibidem, s.108)
Jak zauważył ŚP prof. Paweł Wieczorkiewicz, czołowi funkcjonariusze Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych ZSRR byli wyjątkowo wrogo usposobieni do Polski. I tak na przykład Maksim Litwinow, późniejszy ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR (znany z wprowadzenia do dyplomacji terminów "pokojowe współistnienie" oraz frazy "pokój jest niepodzielny”), w prywatnych rozmowach nie krył swoich roszczeń terytorialnych względem Polski (Kresy Wschodnie, a także i Białostocczyzna: wedle granicy z lat 1815 – 1831).
Faktem jest, że sowieci w każdej destabilizacji wewnętrznej jakiegoś kraju (europejskiego) wietrzyli swoją szansę. „Płomień rewolucji” miał roznieść się po całej Europie. Strategiczna rola Niemiec, które miały stać się dostawcą technologii i wykwalifikowanej kadry dla zacofanych bolszewików, wymagała bezpośredniego połączenia obu państw. Na drodze, jak wiemy, stała Polska. Stąd też aktywność sowieckiej agentury oraz marionetkowej Komunistycznej Partii Polski skupiała się na przeważnie na sabotażu. Używając dzisiejszych określeń, śmiało można nazwać je atakami terrorystycznymi. Grigorij Biesiedowski w swojej książce „Pamiętniki dyplomaty sowieckiego” wspomina, że ok. 1923 roku
 „w lokalach różnych polskich organizacyj politycznych i czasopism zaczęły wybuchać bomby i maszyny piekielne. Wybuchy następowały w określonej kolejności: to bomba wybuchnie w lokalu organizacji prawicowej, to znowu lewicowej. Zdawało się, że w parlamentarnej republice polskiej partje polityczne przeszły do meksykańskich form walki. (...) Polityczni działacze polscy w każdej chwili mogli spodziewać się wybuchu w bramie domu, w którym mieszkali, w redakcji swojej gazety, nawet w kominie.” (s. 82). I tak – konkretyzując – celami KPP stały się m.in. lokal Bratniej Pomocy na Uniwersytecie Warszawskim, redakcje stołecznych dzienników: "Rzeczpospolitej" i "Gazety Warszawskiej", siedziby wojskowych komend uzupełnień w Białymstoku i Częstochowie czy dom rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego – prof. Władysława Natansona.
Mieczysław Łogonowski, rezydent wywiadu sowieckiego w Warszawie, osoba w głównej mierze odpowiedzialna za zamachy, nie stronił nawet od próby wzniecenia wojny domowej. Na jego celowniku znalazł się Józef Piłsudski, który miał zostać zamordowany w swojej willi w Sulejówku. Była ona ochraniana przez kilkunastu zwolenników marszałka, głównie przed możliwymi „atakami” młodzieży narodowej. Łoganowski zaplanował więc szturm przebranych za „studentów – narodowców” terrorystów. Jak wspomina dalej Biesiedowski: „Rzecz zrozumiała, że taki czyn musiałby wywołać w istniejącej wtedy sytuacji politycznej szereg ataków odwetowych ze strony zwolenników Piłsudskiego. Pod obuchem znaleźliby się najwybitniejsi politycy nacjonalistyczni (...)” (s. 93). Do ataku nie doszło, ze względu na „veto” Feliksa Dzierżyńskiego, choć jego zastępca
Józef Unszlicht (komunista polskiego pochodzenia) był skłonny taką akcję poprzeć.

Niewątpliwie najbardziej znaną akcją działaczy Komunistycznej Partii Polski było wysadzenie w powietrze magazynu prochu w Cytadeli warszawskiej, do którego doszło 13 października 1923 roku. Wybuch był tak potężny, że w różnych częściach Warszawy z budynków powylatywały okna, pozawalały się balkony. Eksplozja naruszyła konstrukcję obu wież kościoła św. Floriana na Pradze. Wedle relacji z tego okresu, wybuch był odczuwalny nie tylko w samej Warszawie (po obu stronach Wisły) i w sąsiednich miejscowościach (w Otwocku, Rembertowie, Piastowie i Piasecznie), ale nawet kilkadziesiąt kilometrów od stolicy (w Mińsku Mazowieckim!). Pierwsze relacje donosiły o , trzęsieniu ziemi, jednak dość szybko zweryfikowano te przypuszczenia. Zniszczeniu uległy wszystkie budynki w cytadeli i okolicy.
Komuniści dwoili się i troili, by zaognić sytuację w Polsce. Nieprzypadkowo właśnie na ten rok przypada szczytowa aktywność terrorystyczna „czerwonych”. Przede wszystkim sowieci za wszelką cenę starali się osłabić Polskę, by móc „przebić się” do ogarniętych chaosem Niemiec. Pod granicę z naszym państwem ściągnięto dodatkowe dywizje Armii Czerwonej. Sowieci świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że i w Polsce sytuacja wewnętrzna była mocno zdestabilizowana. Hiperinflacja, protesty i niepokoje budziły nadzieję bolszewików na wybuch rewolucji, oczywiście przy pomocy komunistów z KPP. Gdyby do takiej sytuacji doszło, przemarsz Armii Czerwonej przez nasz kraj „na pomoc niemieckiemu proletariatowi” stałby się w zasadzie formalnością. Na drodze do proklamowania Niemieckiej Republiki Rad – jak zdawało się sowietom – stała już tylko mocno osłabiona „polska burżuazja”. Jak zauważa dr Mariusz Żuławnik z Instytutu Pamięci Narodowej: „Była to odpowiedź [czyli wzmożona aktywność terrorystyczna – DW] na wezwanie Władimira Milutina, wysokiego przedstawiciela Międzynarodówki Komunistycznej (Kominternu), który nakazał sowieckiej rezydenturze w Polsce wzmocnienie działalności agitacyjnej i dywersyjnej wśród robotników, których położenie ekonomiczne uległo w tym czasie znacznemu pogorszeniu, i - przede wszystkim - wśród żołnierzy. Miała ona polegać na nasileniu strajków, demonstracji i zamieszek ulicznych, a także ataków terrorystycznych.”(
http://archive.is/ZrtPi)
Wbrew oczekiwaniom komunistów, do rewolucji w Niemczech nie doszło, zaś w Polsce rozpoczęła się wielkie polowanie na członków Komunistycznej Partii Polski. Polskiej policji udało się wprowadzić do KPP swojego agenta – Józefa Cechnowskiego, który „posypał” terrorystyczną siatkę, na czele z dwoma oficerami WP: ppor. Antonim Wieczorkiewiczem i por. Walerym Bagińskim. Po zamachu na Cytadelę, przygotowywano kolejny atak, tym razem na most kolejowy (komuniści przekazali Cechnowskiemu kilka bomb).
Działalność ekspozytury sowieckiej w Polsce – zarówno w postaci wywiadu jak i marionetkowej KPP, mocno destabilizowała sytuację odradzającego się po 123 latach zaborów państwa polskiego. Zasadniczą rolę odgrywało tu położenie geopolityczne naszego kraju - pomiędzy potrzebującym zaplecza technologicznego, „duszącym się” i zacofanym Związkiem Radzieckim a Niemcami, gdzie bolszewicy upatrywali swoich szans na pozyskanie technologii i które to miały stać się zarzewiem ogólnoświatowej rewolucji. Polskę więc trzeba było unicestwić...


Szanowni Państwo, czy więc odwoływanie się do "tradycji KPP" z okresu 1918 - 1938 nie stoi w sprzeczności z polskim prawem?!
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl