Wala Korycka

28.05.1914 Nowogród - 08.02.2000 Warszawa

01wk

















Była „od zawsze”


Poznałam Walę Korycką opracowując Jej wspomnienia. Zdążyła z autoryzacją, wprowadziła trochę uzupełnień, ciągle przepraszając, że nie pamięta. Chciała być dokładana, doceniała wartość dokumentacji i pamięci zbiorowej, z której tworzy się historia - Ojczyzny i Rodaków.

Pani Anna Szemborowicz-Grabowska, córka Wali, pokazała mi i udostępniła do publikacji pamiątki rodzinne i niewielkie archiwum Walerii Koryckiej, na które składają się przede wszystkim robocze zapiski i nieskończenie długie spisy osób, członków SDP, którzy znaleźli się w kręgu Jej zainteresowania. Spisy robocze, z naniesionymi uwagami, z zaznaczeniem kontaktu - najczęściej telefonicznego. Próba zrobienia statystyki, obliczenia ile było tych telefonów, rozmów nie udaje się, trzeba by je zwielokrotnić. Prosty wynik liczbowy nie pokaże, tylko przybliża obraz Jej starań.

Inspirowała. Była tak przekonywująca, że inni podejmowali Jej zadania. I stąd biorą się liczne podziękowania Wali dla osób, które Jej pomogły, pomogły tym samym nam - Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.

Zaczęła pracę również nad spisaniem dziejów swojej rodziny. Zostawiła dwa szkice pt.: Saga rodu Staniszewskich. Zwięzłe, prawie same konkrety. Wala odziedziczyła najlepsze cechy swoich przodków, kontynuowała tradycje i życie wedle wartości. Dla niej było oczywiste, że dla dobra wspólnego, Ojczyzny i Rodaków pracuje się nieustannie, jak kto potrafi.

Elżbieta Binder

Pracownia Wolnego Słowa - Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Warszawa 2008 r.


Saga Rodu Staniszewskich - napisała Wala Korycka

O rodzinie

Ród Staniszewskich herbu Pobóg, wywodzi się z dóbr Wojdzewicze ziemi grodzieńskiej, w Polsce królewskiej była to kasztelania.

02wk

W latach sześćdziesiątych XIX wieku gospodarzyła tam wdowa Eleonora z Radwiłłowiczów - Staniszewska wraz z czterema nieżonatymi synami. Mąż umierając nie podzielił majątku. Córki: Agnieszka i Hortensja otrzymały pieniężne posagi.

Agnieszka wstąpiła do klasztoru. Ze swego posagu ufundowała kaplicę.

Hortensja swój posag przekazała Uniwersytetowi Warszawskiemu. Zostawiła też zlecenie, by procenty od pozostawionych pieniędzy zostały przekazane potomkini jej rodu, tej, która podejmie studia na obdarowanej uczelni. Sama Hortensja studiować nie mogła - za jej młodości nie przyjmowano kobiet, więc chciała powetować wyrządzoną jej krzywdę.

03wk

Kiedy w latach 30-tych XX wieku rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Warszawskim, wypłacono mi z zapisu babci Hortensji 500 zł. Tyle wypadło po wojennej inflacji. Wystarczyło mi to na rok studiów.

Wszyscy synowie Eleonory Staniszewskiej poszli do Powstania 1863 r.

Najmłodszy Stanisław - nasz dziadek - miał wówczas 16 lat. Dwaj średni: Florian i Tomasz zginęli. Najstarszy Hipolit i Stanisław poszli na katorgę do Syberii. Jako zesłańcy uczestniczyli w budowie polskiego kościoła w Irkucku (widziałam ten kościół! ). Wojdzewicze zostały skonfiskowane, podzielone i sprzedane przez władze carskie.

Matka - Eleonora poszła dobrowolnie za synami na Syberię i tam umarła.

Po amnestii carskiej Hipolitowi i Stanisławowi pozwolono osiedlić się w Nowogrodzie Wielkim nad rzeką Wołchowem. Nie pozwolono im wrócić na ojczystą ziemię.

W Nowogrodzie było wielu polskich zesłańców. Działał tam Komitet Pomocy, w którym brała czynny udział Augusta von Keller. Pochodziła z rodziny baronów saskich, od wielu pokoleń osiadłych w Rosji. Była to panna kształcona na Zachodzie, która po powrocie ze studiów prowadziła w Nowogrodzie gimnazjum żeńskie.

Augusta poznała Stanisława i wyszła za niego za mąż - był już niemłody. Hipolit niebawem umarł i został pochowany na polskim cmentarzu w Nowogrodzie. Wcześniej do Hipolita i Stanisława przyjechała opiekować się nimi młodziutka bratanica Eleonory, Helena Radwiłłowicz. Z nią ożenił się brat Augusty Robert - budowniczy kolei, wywiózł ją do Saratowa.

Helena i Robert Keller dzieci nie mieli. Opiekowali się młodszymi braćmi: Kazimierzem i Michałem oraz dziećmi zmarłego Antoniego, najstarszego brata Heleny: Władysławą, Konstantym i Heleną. Po nich żyją w USA wnuczki Kazimierza - Ewa Mayerhoff i Bożena Tuszyńska, córki zmarłej Ireny Radwiłłowicz; ich dziadek był stryjecznym bratem naszego dziadka Stanisława Staniszewskiego.

Helena Radwiłłowicz zmarła w czasie wojny. Po niej żyje w Moskwie córka Helena Radwiłłowicz, adoptowana przez swego wuja Konstantego Radwiłłowicza, badacza polarnego. Konstanty i Helena Radwiłłowicz nie wydostali się z Rosji i są pochowani w Moskwie.

Kazimierz [Radwiłłowicz] był w Polsce generałem, wywieziony na Syberię wyszedł z niej z Andersem i zmarł w Palestynie.

Michał Radwiłłowicz żył i umarł w Polsce.

Stanisław i Augusta Staniszewscy mieli syna Henryka.

Stanisław zginął w wypadku, kiedy syn miał 2 lata. Matka - Augusta chowała go w wierze katolickiej, choć sama była luteranką, nie uczyła go jednak języka polskiego, którego nie znała. Poznał natomiast francuski, niemiecki, angielski.

Henryk Staniszewski jako syn baronówny v. Keller kształcił się w Korpusie Kadeckim, dostał przydział do eleganckiego pułku kawalerii, stacjonującego w Kreczewicach blisko Petersburga. W czasie I wojny został delegowany do Kaukaskiej Dywizji - jako świetny jeździec, objął dowództwo pułku Inguszy. Rannego w bitwie, z polowego szpitala matka przewiozła do Nowogrodu. Tam zastała go rewolucja październikowa. Od rozstrzelania uratował go były żołnierz z dowodzonego przez niego szwadronu kawalerii - po rewolucji komisarz bolszewicki; żołnierze uwielbiali Henryka - swego dowódcę.

Henryk i Maria Okinczyc - Staniszewscy mieli 6 dzieci. Oto w kolejności urodzin, począwszy od 1912 roku:

Syn Jan - zmarł po urodzeniu (wcześniak) .


04wk

Druga córka Waleria - przeżyła głód, mieszka w Warszawie, dziennikarka-emeryt, działaczka społeczna (w latach okupacji - PCK, AK) ze środowisk twórczych.

Trzecia córka Irena - zmarła z głodu w 1919/1920, pochowana w Nowogrodzie. Czwarty syn Stanisław przeżył głód, zginął w Powstaniu Warszawskim jako oficer Armii Krajowej - Batalion „Odwet II” na kolonii Staszica.
Piąty syn Bronisław - zmarł z głodu, mając 1 rok i 8 miesięcy, zimą 1920 r., pochowany w Nowogrodzie.
Szósta córka Helena urodziła się w Polsce, żyje w USA.

Henryk i Maria Staniszewscy w grudniu 1922 r. z dwojgiem ocalałych dzieci [Waleria i Stanisław] wydostali się do Polski. Zatrzymali się w Stołopcach. Matka podjęła pracę nauczycielki. Henryka nie przyjęto do wojska (stan zdrowia) . Pracował kolejno u księcia Radziwiłła w nadleśnictwie Okinczyce, w firmie budującej strażnice graniczne, ostatnio w angielsko- polskim tartaku w Swierzyniu nad Niemnem - jako korespondent obcojęzyczny. W 1930 r. w czasie wiosennej powodzi Henryk ratował z wody urządzenia tartaczne. Zaziębił się i stracił głos. Dyrekcja tartaku wysłała go do Wilna do kliniki. Tam stwierdzono gruźlicę gardła - zmarł w czerwcu 1930 r., pochowany na Cmentarzu Rossa w Wilnie.

Augusta Staniszewska - matka Henryka [babcia Walerii] zmarła z głodu zimą 1919/20 pochowana w Nowogrodzie. Dom w Nowogrodzie na ulicy Nutnej 6 stoi - przebudowany na małe komunalne mieszkania. Przetrwał dąb zasadzony przez pradziadka Henryka v. Kellera.

Rodzeństwo Augusty
Robert - zmarł w latach 30-tych w Moskwie,
Eugeniusz - zginął w pojedynku jako oficer marynarki,
Emilia - żyła w Gruzji, zginęła po rewolucji,
Katarzyna - zmarła na tyfus jako sanitariuszka w wojnie rosyjsko-japońskiej,
Maria zmarła na gruźlicę,
Mikołaj - zmarł na ślepą kiszke,
Wilhelm - zmarł na gruźlicę jako oficer marynarki (chrzestny ojciec Wali Staniszewskiej).


05wk

Z potomków rodu Staniszewskich z Wojdzewicz żyją wnuki powstańca Stanisława: Waleria ze Staniszewskich Korycka w Warszawie, w Polsce.

Helena ze Staniszewskich w Burlington, Conn. - USA

Syn Heleny Janas ze Staniszewskich Janusz Janas po maturze zdanej w USA, został powołany do wojska i wysłany na wojnę do Wietnamu. Po zwolnieniu z wojska studiował na wyższej uczelni w USA plastykę oraz wychowanie fizyczne, po studiach zdał egzamin na trenera piłkarskiego. Specjalista w zakresie fotografii artystycznej, w tej dziedzinie pracuje. Ma córkę Katarzynę studentkę medycyny w USA.

Mąż Heleny ze Staniszewskich, inż. architekt Zbigniew Edmund Janas studiował architekturę w Polsce, przez wiele lat działał jako architekt w Szczecinie, przejściowo w Niemczech. Emigrował do USA, tam nostryfikował dyplom, zdobył uprawnienia ogólnoterenowe w zawodzie architekta w USA. Działał w architekturze jako pracownik, potem jako właściciel - szef zespołu architektów w firmie Du Bose Associates Architects, w stanie Connecticut.

Z potomków rodu Radwiłłowiczów - wnuczki Kazimierza Radwiłłowicza generała Wojska Polskiego:

Ewa Meyerhoff - Nowy York, USA Bożena Tuszyńska - Rzym, Italia

oraz wnuczka Antoniego Radwiłłowicza, córka Heleny Radwiłłowicz - Helena Radwiłłowicz, inżynier hydrobudowy, Moskwa.

06wk
O sobie

Waleria Staniszewska uzyskała maturę w Państwowym Gimnazjum w Stołpcach i podjęła studia na Uniwersytecie Warszawskim. Kształciła się o własnych siłach (korepetycje, porządkowanie dokumentacji prof. Mariana Grzybowskiego w Klinice Dermatologicznej, dyżury telefoniczne w gabinecie lekarskim, sekretariaty w biurach adwokackich, itp. ) Mieszkała z trzema koleżankami w pokoikach na Starówce - cierpiały tam wielką biedę, żywiły się chlebem i zupą przesyłaną przez matkę koleżanki, córki kolejarza ze Stołpców, na lokomotywie pociągu Władywostok - Rzym.

Wala studiowała historię. Praca dyplomowa dotyczyła historii szpitalnictwa warszawskiego - od XV wieku, na seminarium prof. Oskara Haleckiego - na podstawie zbiorów biblioteki Rappersville /spłonęły w 1939 r./ W czasie studiów działała w Bratniej Pomocy Studentów UW, pod opieką prof. Władysława Tatarkiewicza. W 1934 r. w czasie zebrania w Bratniaku, wraz z kolegami została aresztowana przez policję i spędziła 6 tygodni na Pawiaku (wtedy po zabójstwie ministra Pierackiego spadły represje ze strony sanacji na organizacje młodzieżowe).

07wk

W 1937 r. Wala wyszła za mąż za Jerzego, prawnika-adwokata firm budowlanych. Mieszkali na Szczęśliwickiej, potem na Dobrej 22 do Powstania Warszawskiego, kiedy to ich mieszkanie zostało zbombardowane.

W latach 1937-1939 pracowała w redakcjach „Wieczoru Warszawy” i „Kroniki Polski i Świata’’, prowadziła dział „Co tydzień - konkurs”.

Od 1937 r. wychowywała siostrę Helenę i opiekowała się bratem Stanisławem, kończącym gimnazjum w Siedlcach. Helena w wieku 15 lat walczyła w Powstaniu, w Batalionie Krybar i była więziona w Oberlagen. Stanisław zginął na Staszica, walcząc w Batalionie Odwet II - był dowódcą patrolu.

W latach wojny Wala działała w PCK, jako sanitariuszka saperów - w obronie Warszawy 1939 r., potem organizowała dożywianie rannych żołnierzy w Szpitalu Ujazdowskim (akcja w śródmieściu: „Każdy dom - raz w tygodniu posiłki dla żołnierzy”. Podkomendną była Halina Miroszowa, (po wojnie redaktor w Telewizji), potem w Służbie Kobiet AK. W mieszkaniu Koryckich na ul. Dobrej działał uniwersytecki wydział prawa prof.

Józefa Rafacza, wykłady tajnej podchorążówki - zebranie grupy „Szaniec-AK Juliusza Sędka”, pomoc dla jeńców Oflagu II z Wolenberga.

08wk

Po Powstaniu uciekła z transportu. Nawiązała kontakty z PCK w Piotrkowie. Do Warszawy powróciła w lutym 1945 r. Pracowała kolejno w wydziale Prasy Min. Informacji, w „Związkowcu” (współorganizator tygodnika), w „Żołnierzu Wolności”, w Polskim Radiu. Zewsząd zwalniana

za przeszłość, miała kłopoty z UB. Przez 5 lata bezrobotna, przepisywała na maszynie, załatwiała cement na budowy itp. W 1949 r. rozwiodła się.

09wk

Po Październiku 1956 r. przywrócona do pracy, podjęła ją w Agencji API i w „Kurierze Polskim’’, organizowała „Konkurs Winawera” i „Wieczory z techniką”, wraz z API dostała się do AR i Interpress. Potem pracowała w „Głosie Pracy”, a po jego rozwiązaniu w stanie wojennym, w „Gromadzie”.

Przeszła na wcześniejszą emeryturę.

10wk

W 1956 r. podjęła społeczną pracę w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, organizując wspólnie z red. Janem Dąbrowskim - Komisję Pomocy i Zatrudnienia.

Od tej chwili była w stanie wojny z Partią /zawsze była bezpartyjna/, głównie z KW PZPR - w obronie dziennikarzy represjonowanych przez władze.

W 1957 r. współzałożyła Spółdzielnię Pracy Dziennikarzy Omnipress. Kiedy ta placówka była w rozkwicie, zlikwidował ją KW PZPR, w Warszawie i oddziałach terenowych w latach 60-tych.

[Była z delegacją SDP w ZSRR. Szukała tam również śladów rodziny.]


Z Walą w Dubnej

Starsi wiekiem dziennikarze pamiętają na ogół dobrze Walę Korycką spokojną, łagodną, ale przede wszystkim troszczącą się o sprawy kolegów - ich prawa, warunki pracy, sytuację życiową. A gdy trzeba było o te sprawy walczyć, znikała łagodność Wali - pojawiał się upór, zdecydowanie, wytrwałość.

Ja pamiętam Walę Korycką najlepiej ze wspólnej pracy w zarządzie Klubu Dziennikarzy Naukowych SDP. Niektórych kolegów w tym klubie uważano niekiedy za ludzi oderwanych nieco od realiów życia, skoncentrowanych na odległych galaktykach, czy wnętrzu atomu. Wala oczywiście do takich nie należała.

W związku z tym chciałem przypomnieć charakterystyczny epizod.

Rzecz działa się w połowie lat 60. Klub nasz choć posądzany czasami o abstrakcjonizm, wcale niezgorzej radził sobie z zadaniami natury organizacyjnej. Między innymi organizowaliśmy sporo spotkań czy innych imprez, służących podniesieniu naszej wiedzy. Stosunkowo często udawało nam się zorganizować wyjazdy zagraniczne, co w owych czasach było niesłychanie trudne.

Tak więc około 1963 roku odbył się wyjazd do Dubny nad Wołgą, do istniejącego od paru lat Międzynarodowego Ośrodka Badań Atomowych. Ośrodek ów powstał w 1957 roku na fali chrusz- czowowskiej „odwilży” i skupiał badaczy z krajów bloku wschodniego. Pracowało tam także kilku naukowców z Zachodu, którzy byli członkami tamtejszych partii komunistycznych i zdecydowali się na emigrację do ZSRR. Najbardziej znany z nich był znakomity fizyk włoski Bruno Pontecorvo, który mieszkał w ZSRR od roku 1950.

11wk

Kierowniczą rolę w Instytucie odgrywali fizycy rosyjscy Ilja Frank i Igor Tamm, którzy za swe badania otrzymali w 1958 roku Nagrodę Nobla; pierwszy prowadził pracownię neutronową, drugi - jak zdołaliśmy się dowiedzieć - kierował badaniami kontrolowanej reakcji termojądrowej.

Nasza grupka zdawała sobie sprawę, że charakter wizyty w Dubnej będzie grzecznościowy, trudno byłoby bowiem oczekiwać, że naukowcy podzielą się z nami pilnie strzeżonymi tajemnicami technologii jądrowej. Na spotkaniach zadawaliśmy więc w zasadzie pytania, odpowiedź na które nie byłaby kłopotliwa dla gospodarzy.

Ale taka rola ani trochę nie odpowiadała Wali Koryckiej. Odrzucała wszelkie konwenanse i przy każdej okazji pytała o ochronę radiologiczną pracowników zatrudnionych przy reaktorach, o okresowe badania lekarskie, o kontrolę poziomu radiacji w pracowniach i laboratoriach, o sprawność aparatury pomiarowej, o odzież ochronną - i wiele innych szczegółów, które mogły wydać się błahe w porównaniu z perspektywami nowej energetyki, nie mówiąc o możliwościach militarnych atomu.

Pytania Wali były rzeczowe, konkretne, odpowiedzi naukowców wymijające, ogólnikowe. Wala nie dawała za wygraną, zagadywała fizyków w stołówce, na spacerze... Wtedy postawa Wali Koryckiej wydawała się trochę przesadzona, może nawet niezbyt grzeczna. Ale to co zapamiętaliśmy z Dubnej, przyszło nieuchronnie na myśl w ponad dwadzieścia lat później, kiedy opinią światową wstrząsnęły echa czarnobylskiej katastrofy. Może właśnie taka postawa była konieczna, by choćby w jakimś stopniu ograniczyć atmosferę niedbalstwa, bylejakości, karygodnej beztroski.

Od wybuchu w Czarnobylu minęło kolejnych dwadzieścia lat. Ale problem pozostaje ciągle aktualny - przypomina o nim hala wystawowa w Katowicach, zakłady farmaceutyczne w Jeleniej Górze, kopalina „Halemba”.


Edward Karłowicz luty 2007 r.


Wala Korycka zdobywała miejsca pracy dla kolegów zwalnianych w czasie represji 1968 r., w stanie wojennym 1981 r. i późniejszych latach nie dopuściła do zawieszenia Komisji.


„Jubileusz”

[ze sprawozdania W. Koryckiej]

W chwili ogłoszenia stanu wojennego zajmowałam stanowisko przewodniczącej Komisji Pomocy i Zatrudnienia ZG SDP. 15 grudnia 1981 r. miał być jubileusz 25-lecia Komisji ze mną na tym stanowisku od 15. XII.1956 do 15. XII.1981.

Komisja nie została zawieszona, gdyż przedstawiłam komisarzom zezwolenie ministra pracy i spraw socjalnych oraz umowę z urzędem pracy z moim podpisem /podpisali te dokumenty sekretarze SDP i ja/. Pozwolono mi wprawdzie działać oficjalnie tylko jednoosobowo, ale miałam pomoc kolegów z Komisji.


Uruchomiła Kursy Przekwalifikowań dla 300 dziennikarzy zwolnionych po weryfikacji - doprowadziła do wypłacenia im 6-miesięczne odprawy i opiekę ZUS.


...chleb ofiarom weryfikacji

[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Kontynuowaliśmy prace organizacyjne przy zakładaniu „Omnipressu”, rozpoczęte w listopadzie 1981 r. Represje stanu wojennego nie objęły spółdzielczości pracy - a „Omnipress” był pomyślany jako spółdzielnia. Zakładałam go zresztą po raz drugi - pierwszy powstał w styczniu 1957 r. - w latach 60-tych rozwalił go KW PZPR. „Omnipress” - placówka SDP - dawał chleb ofiarom weryfikacji.


Organizowała tajne zebrania w Lodzi i w Gdańsku. Stworzyła Omnipress II dla ofiar weryfikacji.


12wk

Zanotował Maciej Lukasiewicz:

16 lutego 1981

Wlaśnie z Gdańska wróciła Wala Korycka, Która jeździła tam w sprawie założenia filii „Omnipressu”, gdzie mogliby się zaczepić niezweryfikowani dziennikarze z Trójmiasta.

(Maciej Lukasiewicz: Weryfikacja. Z notatnika stanu wojennego 1981-1982, Oficyna Wydawnicza MOST, Warszawa 1994, str. 406)


Była wśród 5 organizatorów Zespołu Seniorów SDP, którzy uzyskali patronat Związku Emerytów i utrzymali nasze stowarzyszenie rozwiązane w stanie wojennym. Komisję Zatrudnienia prowadziła jako pełnomocnik SDP wspólnie z red. Zagańczykiem i wieloma zaproszonymi do pomocy kolegami, uzyskała cenną pomoc „Gazety Wyborczej”.


Wala Korycka wychowała córkę /przybraną/ - Annę Szemborowicz-Grabowską.

Anna jako dziecko była ranna w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie uczęszczała do szkoły podstawowej św. Kazimierza, zdobyła maturę w liceum Zamoyskiego na ul. Smolnej. Ukończyła Warszawską Akademię Sztuk Pięknych - Grafikę artystyczną u prof. Kulisiewicza. Prowadziła komplety plastyczne dla uzdolnionych dzieci. Przez szereg lat wykładała w warszawskim Liceum Plastycznym. Poślubiła Jerzego Grabowskiego, artystę-plastyka, absolwenta warszawskiej ASP. Jerzy jest profesorem grafiki w łódzkiej Wyższej Szkole Plastycznej i warszawskiej Europejskiej Akademii Sztuki, działaczem związku plastyków. [Jerzy Grabowski 1933-2004]


13wk

Ich córka Agnieszka-Maria Matuszewska [10.12.1965 - 10.05.2000] ukończyła szkołę podstawową na ul. Spartańskiej, liceum im. Żmichowskiej z rozszerzonym francuskim, Architekturę Krajobrazu w warszawskiej SGGW. Pracuje w wydawnictwie jako redaktor w magazynach „Dom i Wnętrze”, „Piękny Ogród”, „Dobre Wnętrze”. Jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Poślubiła Marka Matuszewskiego, lekarza weterynarza, absolwenta SGGW, prowadzi przychodnię dla zwierząt. Mają synka Ignacego-Gabrjela.

Waleria Korycka mieszka w segmencie, który zbudowała jako współzałożyciela spółdzielni budowlanej. Towarzyszy Wali, a obecnie - po groźnej chorobie przebytej w 1996 r. - opiekuje się nią córka Anna.


Wala Korycka umarta 8 lutego 2000 roku. Bezpośrednią przyczyną było zapalenie płuc.


Będzie nam jej brakowało

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 15 lutego 2000 r.. o godz. 12 na Dawnym Cmentarzu Wojskowym [kwatera A II]; po Mszy św. w kościele św. Jozefata.


Przyszli dziennikarze. Kilka pokoleń, wielu z rodzinami. Były pożegnania nad grobem, wśród ktorych:

Słowa pożegnania red. Wali Koryckiej

odprowadzając Walę Korycką na miejsce wiecznego spoczynku wypada dokonać wspomnień jej aktywności społecznej i stowarzyszeniowej. Ja osobiście zetknąłem się z nią po raz pierwszy w roku 1939 na terenie Państwowych Zakładów Inżynierii w Warszawie, gdzie była pracowniczką. Zgłosiłem się do niej jako członek Polskiej Ligi Obrony Przeciwlotniczej w oddziale warszawskim po odbiór polskiego motocykla „sokół 600”, którego używałem w pierwszych 2 tygodniach wojny niemiecko-polskiej, następną aktywność w działalności społecznej Wali Koryckiej na rzecz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich napotkałem w latach 19801982 po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Podjęła wówczas inicjatywę utworzenia agencji „Omnipress”, w której Wala udzielała pomocy dziennikarzom prześladowanym przez władze partyjne PRL.

Od chwili rozwoju w Polsce kapitalizmu Wala Korycka zaktywizowała się w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich w Komisji Zatrudnienia oraz w Zespole Seniorów SDP.

Zespół Seniorów SDP


Przez dziesiątki lat była wsparciem dla młodych dziennikarzy, służyła zawsze radą i pomocą, troszczyła się o seniorów. Zawsze ponad sprawy własne stawiała potrzeby środowiska dziennikarskiego. Jej odejście jest dla nas niepowetowaną stratą.

Przyjaciele z Zespołu Dziennikarzy Seniorów SDP


Wala przez całe swoje zawodowe życie pomagała dziennikarzom poszukującym pracy, bez względu na ich polityczne poglądy. Pozostanie na zawsze w serdecznej naszej pamięci

Wspólna Komisja Zatrudnienia Dziennikarzy SDRP i SDP


Była osobą niezwykłą. Była instytucją. Telefon przy fotelu, z którego przez ostatnie cztery lata, po przebytych zawałach serca, prawie nie wstawała, dzwonił z krótkimi przerwami. Chłonęła wiadomości o ludziach, głównie o starych, chorych, niezaradnych, bezradnych. Wiedziała, co robić, by im pomóc.
Urodziła się, jak wieść niesie, ze słuchawką telefoniczną w ręku. O określonych godzinach, punktualnie co do minuty, łączyła się codziennie z samotnymi podopiecznymi, czekającymi na krótką rozmowę - znak, że się o nich pamięta. To była terapia, dodawanie otuchy w stanach depresji.

Miała kontakty z urzędami. Wiedziała, jak rozprawiać się z bezdusznością, kogo wzruszyć, jak zmiękczyć, przekonać, jak zredagować prośbę, a jak suche podanie. Pomagała dziesiątkom, jeśli nie setkom osób. Załatwiała renty, emerytury, pracę, miejsca w szpitalach, sanatoriach. Mobilizowała przyjaciół do współpracy. Jeśli odmawiali, tłumacząc się brakiem czasu lub innymi okolicznościami, umiała ich zobowiązać stanowczym:,, jeśli mnie lubisz - zrobisz to dla mnie”. Nie było odwołania.

Była „od zawsze”. Nie wiedzieliśmy, ile ma lat. W grudniowym numerze,,Forum Dziennikarzy”, piśmie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, ukazał się pierwszy odcinek jej wspomnień, współczesnej historii dziennikarstwa polskiego, w którym miała swój wybitny udział.

Wala Korycka umarła 8 lutego 2000 roku. Bezpośrednią przyczyną było zapalenie płuc. Będzie nam Jej brakowało.

Redakcja „Forum Dzennikarzy”
Przyjaciele z Zespołu Seniorów SDP
Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich


Odeszła od nas redaktor Wala Korycka z d. Staniszewska, wnuczka powstańca z 1863 roku.

Absolwentka gimnazjum w Stołpcach i Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, sanitariuszka Batalionu Szaserów w obronie Warszawy w 1939 r., działaczka PCK, Armii Krajowej, dziennikarz.

Pracowała w latach 1938 - 39 w Wieczorze Warszawy. Po wojnie w Związkowcu, Żołnierzu Wolności, Agencji API, Interpressie, Głosie Pracy, w Gromadzie - Rolniku Polskim.

Wyjątkowa działaczka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w latach od 1956 r. do końca.

Inicjatorka i współzałożycielka Klubu Dziennikarzy Naukowych, Komisji Zatrudnienia Dziennikarzy, Zespołu Seniorów Dziennikarzy, Agencji Omnipress.

Pracowała w Punkcie Pomocy Środowisk Twórczych w stanie wojennym.

Całym swoim życiem związana z dziennikarstwem, zawsze służyła radą i pomocą.

Żegnamy Ją głębokim żalem Pozostanie zawsze w naszej pamięci

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich



W Forum Dziennikarzy w numerach: 12- 1999; 1-2, 2000; 3-4, 2000; 5, 2000 zamieszczone są wspomnienia Wali Koryckiej.

Oto one, uzupełnione zapiskami Wali i fragmentami Jej sprawozdań.


„Wszystkich nie zapamiętałam”

Działalność socjalna Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich trwa od początku istnienia naszej organizacji, to jest od 1951 r. W okresie wcześniejszym od lutego 1945 r., podejmowano sporadycznie różne działania, najpierw w ramach syndykatu, później Związku Zawodowego Dziennikarzy. Były dostosowane do ówczesnych potrzeb - kotły z zupą i kaszą w budynku Ministerstwa Informacji, skromne przydziały żywności. Pamiętam, że kiedyś otrzymaliśmy drożdże, można je było sprzedać na praskim bazarze, miały one popyt, kupowano je na produkcję bimbru.

14wk

W zdobywaniu przydziałów celował Stefan Tabaczyński. Razem z nim znalazłam się w zespole, który szukał domu do przeznaczenia na siedzibę organizacji dziennikarzy. Zabiegaliśmy o kamienicę na Foksal - tę, w którym później znalazł się Państwowy Instytut Wydawniczy, ale nam odmówiono, ponieważ w ówczesnych planach odbudowy miasta w tym miejscu przewidziano park leśny. Wmawiano nam dom na Szczęśliwickiej, obiecując, że tam dojdzie metro. W końcu wywalczyliśmy pałacyk na Foksal, przedwojenny klub BBWR, gdzie na ganku w 1934 r. zginął minister Pieracki. Podczas powstania był tam szpital wojenny, spalony razem z rannymi.

15wk

W tym czasie, gdy trwała odbudowa gmachu byłam przez kilka lat bezrobotna (wyrzucono mnie za AK z Żołnierza Wolności, z Radia). Wówczas moja działalność na rzecz dziennikarzy ograniczała się do zdobywania miejsc w szpitalach dla chorych kolegów.

Cofnę się jeszcze do 1945 r. Na Walnym Zjeździe Dziennikarzy przypomniano, że na ostatnim przedwojennym - w 1939 r. - powzięto uchwałę, że na następnym spotkamy się w Gdańsku.

Delegaci, wśród nich byłam i ja, zdobyli wojskową ciężarówkę i pojechaliśmy. Był środek grudnia, śnieg z deszczem, ślisko, podróż trwała 20 godzin. Pociągi wtedy nie jeździły do Gdańska, a wojskowe samochody bywałe atakowane przez niedobitków hitlerowskich. Koło Torunia ostrzelano jadący przed nami samochód, wszyscy zginęli.

Trzeci dzień zjazdu (poprzednie dwa dni obradowano w Warszawie) odbył się w Gdyni, bo Gdańsk był spalony. Prezes prof. Wasowski szybko zakończył zebranie - padaliśmy ze zmęczenia. Koledzy z Gdyni nakarmili nas, ogrzali, dali wałówki na powrotną drogę. Komenderował nami Juliusz Pollack, który wrócił z oflagu.

Odwilż - 1956

Pamiętny rok 1956 przyniósł istotne zmiany w naszej organizacji.

Na popaździernikowym zjeździe wybrany zarząd powołał komisję socjalną, przejęłam sprawy zdrowia.

16wk

W grudniu 1956 r. razem z Janem Dąbrowskim, z Agencji Publicystyczno-Informacyjnej, stworzyliśmy Komisję Zatrudnienia. Zmienił się rynek pracy, wielu było bezrobotnych dziennikarzy - wczasach stalinowskich zwalnianych z różnych redakcji za przedwojenną przeszłość i AK.

Jan Dąbrowski został sekretarzem Oddziału Warszawskiego SDP, ja - przewodniczącą Komisji Zatrudnienia. Ustaliłam dyżury Komisji. W jej skład wchodzili kolejno Bogdan Skąpski, Jadwiga Rojkowa, Halina Miroszowa, Zdzisław Szakiewicz, Tomasz Hopfer, Andrzej Dobrzyński, Henryk Pie- karniak. Po zakończeniu kadencji sekretarza OW SDP dołączył do nas Jan Dąbrowski. Administrację prowadziła zatrudniona w SDP Ula Rymaniak. Zwołałam „sejm” bezrobotnych. Zapełnili salę kinową. Postanowiliśmy utworzyć dziennikarską spółdzielnię pracy.

„Glob” i „Omnipress” [Pierwszy]

Tak powstał „Omnipress” [Pierwszy], który działał do połowy lat 60. Wybrana grupa robocza ustaliła zakres działań i załatwiła formalności. Zarejestrowano „Omnipress” jako spółdzielnię pracy dziennikarzy.

Byliśmy już doświadczeni. Grupa dziennikarzy, zrzeszonych w syndykacie, utworzyła bowiem w 1945 r. spółdzielnię pracy dziennikarzy „Glob”. Miała ona dostarczać ówczesnym instytucjom codzienne przeglądy prasy z cytatami z głównych publikacji, później wycinki z gazet. Dłużej niż spółdzielnia przetrwało jej biuro wycinków.

Założycielami „Globu” byli: Korycka, Wadyas, Mieczysław Krzepkowski, Tadeusz Dziekoński, redaktor działu ekonomicznego w „Życiu Warszawy”, Makulski, Deulak, Zakrzewska. Kierownictwo powierzyliśmy Tabaczyńskiemu.

Na wycinki był popyt. Do pracy przy nich zatrudniano wdowy po dziennikarzach.

Opracowałam system znakowania wycinków. Lektorat, czyli czytanie prasy, objęła repatriantka Marynow- ska, pomagała jej studentka - łączniczka AK w Powstaniu Warszawskim.

Zaczęliśmy skromnie, wynajmując pomieszczenie w prywatnym mieszkaniu na Targowej. Nasi gospodarze zajmowali się produkcją bimbru. Tabaczyński prowadził sprawnie działalność „Globu”. Dorobiliśmy się skromnego lokalu.

W nie wyjaśnionych okolicznościach „Glob” został włączony do RSW „Prasa”. Dyrektorem mianowano Stefana Tabaczyńskiego. Stało się to na jubileusz X - lecia. Założycieli „Globu” nie zaproszono.

Stefan Tabaczyński zmarł nagle w lokalu „Globu” podczas przygotowywania rocznego bilansu. O jego śmierci dowiedzieliśmy się na balu sylwestrowym w Domu Dziennikarza.

„Omnipress” [Pierwszy] ma bujną historię. W zarządzie znaleźli się dziennikarze mający zdolności ekonomiczne: Roman Biesiada, Henryk Piekarniak, wybrani z grupy organizacyjnej. „Omnipress” przyjmował do pracy kolegów kierowanych przez naszą Komisję Zatrudnienia SDP.

17wk

W latach 60-tych dawał zarabiać 400 ludziom. Zajmował się głównie reklamą, przymierzał się do własnego wydawnictwa. Założony przeze mnie oddział poznański „Omnipressu” stworzył Biuro Prasowe Targów Poznańskich. Zatrudnił kolegów wyrzuconych z gazet za to, że za bardzo wychylili się w Październiku. Rozwój „Omnipressu” był niewygodny dla Komitetu Wojewódzkiego PZPR, bo był konkurencją dla działu reklamy RSW „Prasa”, którego dochody służyły partii. KW PZPR i Helena Zatorska doprowadzili do zawieszenia Omnipressu.

Znalazł się też prokurator, który spowodował wszczęcie śledztwa i procesu w sprawie „Omnipress”. Aresztowali prezesa, Romana Biesiadę. Pretekstem była jedna z udanych akcji Spółdzielni. Przemysł tłuszczowy powierzył „Omnipressowi” reklamę margaryny. Przygotowano na ten temat konferencję prasową, reklamowano margarynę w radio i telewizji, komponowano piosenki. Biesiada zrobił album z wycinkami publikacji, które ukazały się po konferencjach prasowych i oferował go zleceniodawcom. Prokurator zarzucił, że zarząd „Omnipressu” chwali się materiałami, których nie opłacał. Komitet Wojewódzki PZPR wywierał nacisk na SDP, aby usunęło Biesiadę, ale Stowarzyszenie tego nie zrobiło. Powołany przez sąd ekspert, był nim Tadeusz Ucieszyński z RSW „Prasa”, orzekł, że wszystkie działania spółdzielni były krystalicznie czyste. Wyprowadzono z więzienia Biesiadę. Ale trwało to długo.

W międzyczasie rozwiązano „Omnipress”. Zabrano lokale, samochody, przepadły pieniądze. Nie było do czego wracać. Dla Biesiady załatwiłam pracę w „Ekspresie Wieczornym”. Ala Piekarnicka zatrudniona została przy wystawach artystycznych.

Dziennikarzy z likwidowanego „Omnipressu” lokowaliśmy w prasie związkowej, w PAX, w Radio, kolegów z Poznania - przy Targach i w Towarzystwie im. Henryka Wieniawskiego. Komisja Zatrudnienia miała trudną sytuację. Helena Zatorska nie odezwała się. Trzeba przypomnieć, że przed tą napaścią na „Omnipress” i prezesa Biesiadę KW PZPR nakazał zatrzymać również panią Braunową, żonę dygnitarza z Urzędu Bezpieczeństwa i jej przyjaciółką Hagę Zielińską. Prokurator posłużył się ich donosem.

Zdrowie i Pomoc

Równocześnie z Komisją Zatrudnienia działała w SDP Komisja Zdrowia i Komisja Pomocy [Socjalna]. Byłam przewodniczącą w jednej i drugiej. W Komisji Zdrowia działali koledzy z różnych redakcji, pomagali delegaci redakcyjni. Moim zastępca był śp. Witold Nowakowski, który po pracy w charakterze rzecznika premiera Cyrankiewicza, a potem u ministra Lechowicza objął wydawnictwa SDP.

Dołączył Jacek Ratajczak, który został etatowym sekretarzem SDP. Przede wszystkim pomagał nam prof. dr Kazimierz Wątorski - lekarz SDP. Część składki członkowskiej zwiększała nasz fundusz pomocy doraźnej, z którego dawaliśmy zapomogi według opinii oddziałów SDP.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Fundusz Socjalny

Załatwiliśmy podania zaległe od Walnego Zjazdu - następne posiedzenie w pierwszej dekadzie marca. Gospodarujemy z konieczności oszczędnie - potrzeby rosną, a środki są skromne: na koncie mamy osiemdziesiąt kilka tysięcy. Podania - zaopiniowane - napływają z całego kraju; są bardzo trudne sytuacje.

W związku z Funduszem Socjalnym przeprowadzamy obecnie sondę w redakcjach, badając czy dodanie do składki członkowskiej sumy 10 tysięcy zostanie pozytywnie przyjęte przez członków SDP.

Staramy się zorganizować poradnictwo gerontologiczne w Warszawie - prowadzone na ten temat rozmowy zostały przerwane wobec śmierci dr Bieleckiego. Wymaga odnowienia nasz kontrakt z Instytutem Reumatologii, który od lat przyjmował naszych kolegów.

Kontakt z oddziałami SDP

Utrzymuje się w drodze telefonicznej oraz przy okazji wyjazdów dziennikarskich członków Komisji. Najlepiej nawiązane kontakty mieliśmy z Łodzią, Katowicami, Poznaniem, Wrocławiem, Gdańskiem, Krakowem.


Wspólnie z prof. Wątorskim zorganizowaliśmy sympozjum na temat zdrowia dziennikarzy. Badania wykazały, że nasz zawód ma najkrótszą średnią życia, taką samą dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Wzięto to ustalenie przy tworzeniu układów zbiorowych, obniżono wiek emerytalny do 55 lat dla kobiet i 60 dla mężczyzn.

Zmobilizowaliśmy RSW „Prasę” do uruchomienia przychodni specjalistycznej na Spiskiej i do wprowadzenia obowiązkowych badań profilaktycznych dla zespołów redakcyjnych.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Przychodnie specjalistyczne

Z przychodni przy ul. Spiskiej korzystają tylko dziennikarze z RSW „Prasy”. Ich też kieruje tam nasza Przychodnia.

Sprawa przychodni na Jasnej pozostała nie rozwiązana - i to w sposób dość kłopotliwy. Mianowicie w porozumieniu z Sekretarzem ZG red. Szaniewiczem przeprowadziliśmy tam rozmowy: prof. Wątorski - i ja. Przychodnia udostępniła nam szeroki wachlarz specjalności - na skierowania od lekarzy z naszej przychodni. Chodziło o odpłatność dla lekarzy - mieli przyjmować nas po swoich godzinach urzędowych oraz

o niewielką zapłatę dla sekretarki przychodni, która miała kierować naszych pacjentów itp. W porozumieniu z red. Szaniewiczem zgodziliśmy się na te warunki. Przychodnia nie policzyła nam za cały okres do grudnia ub. r. Od grudnia mieliśmy płacić - wynosiło to 5000 złotych miesięcznie - dla 8 specjalności, laboratorium analiz, EKG i sekretarki łącznie. Sprawa pozostała zawieszona - nic tam nie zapłaciliśmy.

Z przychodni tej korzystać mogli wszyscy dziennikarze kierowani przez gabinet lekarski na Foksal bez względu na miejsce pracy. To rozwiązanie wówczas wydawało się korzystne - zwłaszcza, że spodziewaliśmy się jednak załatwienia sprawy Funduszu Socjalnego na zjeździe.

Mamy zapewnioną pomoc w trudnych przypadkach indywidualnych w Poliklinice Akademii Medycznej na ulicy Banacha oraz w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc. Udzielają nam też pomocy poza kolejką poradnie istniejące przy poszczególnych klinikach AM. W przypadkach wymagających pomocy psychiatry korzystamy z przychodni przy ul. Sobieskiego a w razie potrzeby - z sanatorium otwartego w Komorowie.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Sprawa badań profilaktycznych

Przekracza nasze możliwości doraźne - wobec rozproszenia pomocy lekarskiej dla dziennikarzy na terenie Warszawy.

Poprzednie badania, które odbyły się przed kilku laty z naszej inicjatywy objęły tylko 60 proc. dziennikarzy na terenie Warszawy. Odbywały się na zasadzie wyznaczenia dla poszczególnych zespołów godzin i miejsc badań /kardiologicznego, RTG, analiz i in. /. Nie mieliśmy możliwości dopilnowania czy stwierdzone przypadki chorobowe były sygnalizowane lekarzom leczących tych dziennikarz.


Nawiązałam kontakty ze szpitalami, przyjmowały naszych chorych szpitale: Kolejowy w Międzylesiu, Elżbietanek, Instytut Kardiologii, Instytut Reumatologii na Spartańskiej. Instytut w Aninie wyznaczył specjalnego lekarza do opieki nad dziennikarzami, kierowanymi przez przychodnię SDP.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Szpitale

Komisja świadczy pomoc zarówno dziennikarzom warszawskim jak i terenowym przy uzyskiwaniu miejsc w szpitalach na terenie Warszawy - zarówno ogólnych, jak i specjalistycznych. Mamy zawsze zapewnione miejsca w Szpitalu Kolejowym /Międzylesie/ w szpitalach: Bielańskim i na Goszczyńskiego, w klinikach AM, oraz w szpitalach MSW i Wojskowym - na zasadzie specjalnych zezwoleń. W razie potrzeby opłacamy z Funduszu Socjalnego dyżury pielęgniarskie /po operacjach/.


Udało mi się wprowadzić nasze wnioski do puli sanatoriów, którymi dysponowało Ministerstwo Zdrowia. Skierowania wystawiane przez naszych lekarzy opiniował balneolog w przychodni na Wilczej, potem ja zanosiłam na Miodową do pani Wandy Prezes, prowadzącej w Ministerstwie Zdrowia dział interwencyjny - i w ciągu 2 tygodni otrzymywałam bezpłatne miejsce w sanatoriach, zgodnie ze wskazaniami na wnioskach.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Sanatoria

W chwili obecnej załatwiamy miejsca w sanatoriach dla 7 osób, które przekazały nam wnioski lekarskie.

Tak jak i w poprzednich latach, wnioski RSW „Prasy” staramy się umieścić w rozdzielniku jej działu socjalnego - wnioski kolegów z innych wydawnictw próbujemy załatwić przez związek zawodowy

w przypadkach awaryjnych przez Gabinet Ministra. Mamy tylko 1 zgłoszenie na wykup pełnopłat- ny - i otwartą drogę na znacznie więcej, również w sanatoriach którymi dysponuje Gabinet Ministra. Przy wykupie pełnopłatnych staramy się przynajmniej część pieniędzy uzyskać od rad narodowych.


Ważnym osiągnięciem było uzyskanie prawa do bezpłatnego leczenia się dla naszych „wolnych strzelców” nie zatrudnionych na etatach, to prawo dawała im legitymacja SDP.

Uzyskałam to prawo w sposób dramatyczny.

Nasz kolega Andrzej Kobyłecki po kilku latach w Oświęcimiu wrócił psychicznie niezdolny do pracy, utrzymywali go koledzy. Pewnego dnia zatelefonował do mnie „Wala, jestem w Instytucie Onkologii, mam raka, chcą tu mnie zatrzymać, ale pytają kto będzie płacił. Powiedziałem, że Ty”. Potwierdziłam i pobiegłam do Henryka Korotyńskiego, który ubezpieczył wstecz Andrzeja w ZUS jako gońca w „Życiu Warszawy”. Tę sprawę przedstawiłam ministrowi Sztachelskiemu. Bardzo się przejął. Porozumiał się z ministrem finansów. W Dzienniku Ustaw ukazało się Rozporządzenie pozwalające z SDP leczyć się za okazaniem naszej legitymacji. To prawo dziś zachowały oba Stowarzyszenia.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Leczenie - na legitymację SDP

W latach 70-tych (za Gierka) załatwiałam i uzyskałam prawo do leczenia się na zasadzie ubezpieczenia dla dziennikarzy nie pracujących na etacie - za okazaniem legitymacji SDP (w Ministerstwach Zdrowia i Finansów). Naszą legitymację służba zdrowia honorowała i po rozwiązaniu SDP. Po naszej rejestracji potwierdziłam to ponownie.


Uzyskaliśmy dostęp do rent specjalnych, wyjątkowych - od kolejnych premierów, prezesów ZUS, Opieki Społecznej. Fundusz Wczasów przydzielił mi 100 miejsc na wczasach w uzdrowiskach - za niewielką odpłatnością według wskazań lekarskich. Pomyśleliśmy o Domu Seniora. Na razie chorych - samotnych umieszczaliśmy w Domach Opieki w Kalwarii, Henrykowie, Radości, Radzyminie. Podjęliśmy starania o własną siedzibę. Witek Nowakowski wynalazł dwór w pobliżu Zaborowa.

Ja równocześnie pertraktowałam ze Stołecznym Wydziałem Zdrowia i Opieki o dom w Warszawie, wspólnie z dr Małgorzatą Wasilewską, kierownikiem Wydziału Zdrowia, uzyskaliśmy na godziwych warunkach budynek do remontu.

Miasto dawało pieniądze na adaptację i na pensje personelu. W tym domu planowaliśmy pokoje mieszkalne, gabinet lekarza, kawiarnię - jadalnię. Pobyty okresowe, co pozwalało zachować własność mieszkania. W czasie pobytu zabierano 75% emerytury. Innym związkom twórczym mieliśmy oddawać 25% miejsc. Na razie pomogła prof. Szwarc. Załatwiłam rehabilitację seniorów w przychodni geriatrycznej na Krzywym Kole.

18wk

Przychodnia kierowała też na 6-tygodniową, bezpłatną rehabilitację w Henrykowie, gdzie były 2-osobowe pokoje, jadalnia i sala ćwiczeń w szwedzkich pawilonach. Wszystkie nasze starania przekreślił stan wojenny. SD PRL ich nie podjęło mimo, że ich prezes Klemens Krzyżanowski o tym był poinformowany.

Trzeba wspomnieć o uchwale Komisji Zdrowia w rozbudowie naszej przychodni. W Wydziale Zdrowia uzyskałem zgodę na zatrudnienie drugiego lekarza, z tym, że miał to być lekarz - emeryt. Kolejno zatwierdziłam w Urzędzie Pracy prof. Fejgina, dr Mogilnickiego - ojca, a po nim syna. Załatwiłam konsultację psychiatryczną w Instytucie na Sobieskiego. Załatwiłam domowe opiekunki społeczne. W Departamencie Leków na Długiej i w Centrum na Skierniewickiej w „Polfie” zdobyłam deficytowe leki, rozruszniki serca, aparaty słuchowe.

Zatrudnienia

Własną historię ma Komisja Zatrudnienia SDP. Zaczęła się ona od kłopotów.

Prawnik z Urzędu Pracy zjawił się na dyżurze. Zainteresował się na jakiej podstawie działamy. Groził konsekwencjami prawnymi. Ja z kolei zapytałam Urząd Pracy o stanowiska dla dziennikarzy. Nie mieli żadnych. Doprowadziliśmy do zawarcia umowy, podpisanej ze strony Urzędu przez dyr. Kowalską, a ze strony SDP - aktualny sekretarz OW SDP Stefan Olszewski i ja jako przewodnicząca Komisji Zatrudnienia. Umowa pozostawiała Komisji wszystkie wolne stanowiska w redakcjach, z wyjątkiem administracyjnych, zobowiązywała do obowiązku zgłoszenia wolnych miejsc do Urzędu, uprawniała do kierowania na staże redakcyjne, do wystawiania zaświadczeń, do załatwiania pracy dla studentów.

Miewaliśmy na dyżurach wypadki. Nawiedzali nas osobnicy niezrównoważeni psychicznie. Jeden z nich demonstrując nam swój wynalazek spowodował wybuch, wyleciały szyby. Inny wariat na moim dyżurze zamknął drzwi od środka, powiedział, że mnie zabije, jeśli nie umieszczę jego artykułu w jakiejś gazecie, bo od tego zależy zbawienie świata. Posłałam go do „Trybuny Ludu” i poszedł.

Zdarzało się, że bezrobotnym fundowałam ze środków finansowych SDP obiady. Alkoholików i lekoma- nów kierowałam na leczenie odwykowe, chętnych dokształcania się na kursy zawodowe.

Dyżury odbywały się codziennie, bez urlopów i przerw. Do Komisji dołączył się Henryk Zagańczyk, któremu załatwiłam pracę w PAP.

Pomoc doraźna

Bardzo ścisłe kontakty utrzymuje Komisja Socjalna z Zespołem Starszych Dziennikarzy /koledzy z Zespołu weszli w skład Komisji/. W planach pracy wspólnej na okres najbliższy przewidujemy m. in. przeprowadzenie „inwentaryzacji” dziennikarzy-emerytów i rencistów i zbadanie w jakiej sytuacji się znajdują /być może trzeba będzie objąć niektórych opieką Komisji Zatrudnienia - w celu uzyskania ryczałtów lub dorywczych zarobków/.


[ze sprawozdania W. Koryckiej]

Dla wdów i sierot

Sierotom wypłacamy 3 x rocznie po 500złotych /najbliższa wypłata - przed wakacjami/. Wdowom - po 1000 zł rocznie na Nowy Rok. Co roku robimy weryfikację sierot /dajemy zapomogi uczącym się/. Niezależnie od zapomóg Komisja opiekuje się - na zasadach pomocy doraźnej - wdowami i sierotami /dla wdów - pomoc w uzyskaniu pracy, lecznictwa i in., dla sierot - pomoc przy umieszczaniu w szkołach, kolnie wakacyjne, ewent. praca/.

„Wojna Jaruzelska”

15 grudnia miał być jubileusz Komisji Zatrudnienia SDP - 25-lecia ze mną na stanowisku przewodniczącej Komisji Pomocy i Zatrudnienia ZG SDP od 15. XII.1956 do 15. XII.1981.

Zamiast tego wybuchła „wojna Jaruzelska”. Do Domu Dziennikarzy wkroczyli komisarze. W zawieszonym SDP zostały dwie placówki. Nie dałam zawiesić Komisji, motywując tym, że podlegamy Urzędowi Pracy, co potwierdziła dyr. Kowalska.

Komisja nie została zawieszona, gdyż przedstawiłam komisarzom zezwolenie ministra pracy i spraw socjalnych oraz umowę z urzędem pracy z moim podpisem /podpisali te dokumenty sekretarze SDP i ja/. Pozwolono mi wprawdzie działać oficjalnie tylko jednoosobowo, ale miałam pomoc kolegów z Komisji.

Komisarz Górski na moją interwencję pozwolił mi w sprawach zdrowia działać jednoosobowo. Pełniłam więc codziennie dyżury w naszej przychodni.

„Omnipress” Drugi

Udało się uruchomić „Omnipress” Drugi.

Zrobiliśmy fikcyjny protokół z datą poprzedzającą stan wojenny, spółdzielczości nie ruszano. Zarząd Omnipressu uformowaliśmy z bezrobotnych zarejestrowanych w Komisji. Swoje doświadczenie wniósł Witold Florczak. Omnipressowi oddali komisarze pokój nieczynnej kancelarii na parterze.


Zanotował Maciej Łukasiewcz:

Warszawa, 7 stycznia 1982 r.

... wstępuję do urzędującej obok Stasia Eli Otffinowskiej. Przypomina mi o „Omnipressie”; przekazała listę zwolnionych Wali Koryckiej, która obecnie jest prezesem tej tworzącej się spółdzielni.

19wk

Wala - jedna z najbardziej popularnych postaci na Foksal - od lat angażuje się w działalność społeczną w środowisku. Bardzo lubiana i szanowana przez wszystkich, tym razem wykombinowała spółdzielnię dziennikarską, aby stworzyć przytulisko dla bezrobotnych kolegów. Mają to być jakieś prace zlecone od różnych instytucji - foldery, opracowania, obsługa rozmaitych imprez.

„Omnipress” ma lada tydzień ruszyć. Trzeba zgłosić się do Wali osobiście, na Foksal. Być może jakieś chałtury z tego będą, ale wątpliwe, czy uzyskamy tam stałe zaczepienie, choćby ćwierćetatowe, aby nie zostać zaliczonym przez władze do „pasożytów”. [str. 129]

Maciej Łukasiewicz: Weryfikacja. Z notatnika stanu wojennego 1981-1982, Oficyna Wydawnicza MOST, Warszawa 1994, s.406


Kol. Krystyna Czerwiecka z Wydziału Finansowego ZG SDP wyniosła nam pieniądze na kilka zapomóg - wstawiliśmy przy nich wcześniejsza datę. Otrzymała zapomogę m. in. Basia Mineyko, która z mężem i 16-letnią córką uległa wypadkowi - wojskowy wóz rozbił ich malucha. Odwiedzałam ich w trzech szpitalach.

Rozpoczęła się weryfikacja

W „odwieszonych” redakcjach wyrzucono na bruk dziennikarzy. Przekonałam komisarza Górskiego, że trzeba ich przekwalifikować. Porozumiałam się z Urzędem Pracy na Karowej i z Zakładem Doskonalenia Zawodowego na Podwalu. W ramach tych instytucji powstały kursy dla których ja zapewniałam program i wykładowców.

Tematykę kursów ustaliłam tak, by mogły przydać się dziennikarzom: promocja książek,redakcja, reklama, archiwistyka, dokumentacja

20wk

Kursy musiały trwać 5 miesięcy. Tego wymagała Uchwała 112, z której skorzystałam, zapewniała słuchaczom średnią płacę przez 6 miesięcy. Zakład Doskonalenia Zawodowego przydzielił pieniądze na koszty, dyr. Kowalska z Urzędu Pracy finansowała wypłaty. Pomagali kol. kol. Tomasz Jarzębowski, Witold Florczak, oraz prof. Witold Nawrocki z PAN-u. Utrzymywałam stały kontakt z Dariuszem Fikusem i Maciejem Iłowieckim. Absolwentom kursów dano dyplom. Zarejestrowało się kilkuset bezrobotnych dziennikarzy. Były to ofiary weryfikacji. Po zdelegalizowaniu SDP, 19 marca Komisję Zatrudnienia przejęło SD PRL. Powierzono ją red. Henrykowi Zagańczykowi. Prezydium SD PRL postanowiło usunąć mnie z Komisji. Uratował mnie Zagańczyk. Oświadczył, że bez mego udziału nie może prowadzić Komisji, opierał się na podpisanej przeze mnie umowie z Urzędem Pracy. Postanowiono więc mnie w Komisji jako konsultanta. Zagańczyk postąpił wspaniale. W praktyce pozostawił mi dyżury i pomagał bezrobotnym z SDP. Komisja zachowała lokal w Domu Dziennikarza, kontakty z Urzędem Zatrudnienia. RSW „Prasa” przyznał nam etaty interwencyjne. Prowadziliśmy kartoteki i naliczaliśmy zasiłki naszym bezrobotnym. Etat interwencyjny opłacony był przez Urząd Zatrudnienia przez pół roku.

22wk

Skorzystali z tego red. red. Jolanta Bok-Kujara, Maria Maniowska, Barcikowska, Kuźbida i inni.

Zorganizowaliśmy 5 kursów komputerowych dla bezrobotnych dziennikarzy. Pieniądze na koszty zdobyliśmy od Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa”.

Z tych szkoleń skorzystało prawie 300 osób, w tym kursy obsługi mikrokomputerów oraz komputerowego redagowania gazet w systemach „Cy- frosrt”, „Polsert” i „Ventura“ skończyło 159 osób. Kurs „Reklama w działalności marketingowej” ukończyło 25 dziennikarzy, zaś kurs „Jak otworzyć własną firmę” przeszło 60 osób. Były też kursy intensywnej nauki języka angielskiego.

Przeprowadziliśmy jednorazową zbiórkę pieniędzy od pracujących kolegów. Z braku własnego konta bankowego, złożyliśmy je na koncie Stronnictwa Demokratycznego, było to około 33 mln starych złotych.

Urząd Zatrudnienia pozbawił nas obliczenia zasiłków i kartotek. Przejęło je Rejonowe Biuro Pracy na ul. Ciołka. Karty rejestracyjne były odbierane w trybie przekazywania ich do decyzji o wypłatę zasiłku do merytorycznego zatwierdzenia. Dziennikarze dostawali decyzję w Rejonowym Biurze Pracy, a karty rejestracyjne już nie wracały do Komisji.

Po ponownej rejestracji SDP w 1989 r. Zarządy Główne obu Stowarzyszeń porozumiały się co do wspólnego prowadzenia Komisji Zatrudnienia. Patronat nad nią objęło Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej, co pół roku musimy składać mu sprawozdania. Kolejni ministrowie pracy potwierdzają umowę z Komisją Zatrudnienia. Bezskutecznie staraliśmy się o przyznanie dziennikarzom prawa do samodzielnego opłacania ZUS. Tę sprawę pilotowała kol. Danuta Szczerska-Ławska i kol. Jolanta Bok-Kujara, która interweniowała u Rzecznika Praw Obywatelskich. Upadek Układu Zbiorowego Dziennikarzy utrudniał wcześniejsze emerytury kolegom, którzy z powodu wieku nie mogli znaleźć pracy. Udało się w Ośrodkach Opieki Społecznej i u prezesa ZUS załatwić dla nich renty socjalne i wyjątkowe, także naszym „wolnym strzelcom”, ale były to niskie renty. W Ośrodkach Opieki Społecznej załatwiałam opiekunki domowe dla osób niepełnosprawnych samotnych. Nawiązałam w tej sprawie kontakt z działaczką polonijną ze Lwowa, która dobiera opiekunki i wysyła do Polski, jeśli zamieszkają u chorych to przyjazd z Ukrainy nie wymaga wizy.

Koło Dziennikarzy przy Związku Emerytów i Rencistów.

Zespół Seniorów SDP powierzył mi swą sekcję socjalną. Włączył się do niej kol. Wacław Nowowiejski i kol. Maria Karaś. W stanie wojennym zespół działał oficjalnie jako samodzielne Koło Dziennikarzy przy Związku Emerytów i Rencistów. Założyli to Koło kol. kol. Wacław Czarnecki, Juliusz Pollack, Renata Sosnowska, Julian Żebrowski, Wala Korycka. Związek Emerytów i Rencistów dał nam lokal w swojej siedzibie przy ul. Konopnickiej 3. Pełniliśmy tam stałe dyżury. Wacław Czarnecki z Renatą Sosnowską organizował regularne spotkania Seniorów w Domu Kultury na ul. Grzybowskiej.

21wk

Ja uzyskałam zgodę Związku Emerytów i Rencistów na utworzenie Koła Przyjaciół Seniora - dla młodych kolegów. Organizacją tego Koła zajęła się kol. Agnieszka Wróblewska. Początkowo udostępnili nam swój lokal klubowy w Alejach Ujazdowskich adwokaci. Przestraszeni przez UB pozbyli się nas. Wówczas Agnieszka załatwiła dla naszych spotkań kawiarnię „Ewa” - w piwnicy Domu Mody. Kawiarnia też bała się nas.

Dla ułatwienia działalności socjalnej podzieliłam Warszawę na dzielnice i dobrałam dla nich grupowych. Było ich kilkunastu na ponad 400 członków Zespołu.

23wk

Żoliborz - Halina Dudowa

Wola - Irena Niziałkowska

Powiśle - Zbigniew Laskowski i Helena Gorczowa

Śródmieście - Emanuel Planer

Starówka - Teresa Skrzynecka-Podolska

Śródmieście Południe - Janina Stefańska,

Maria Kassyanowicz

Czerniaków - Maria Karwój

Mokotów - Janina Petroń, Rudolf Kryspin,

Wiesława Zagórska, Henryk Piekarniak Ochota - Renata Sosnowska i Barbara Rosłoniec Saska Kępa i Praga Południe - Anna Dąbrowska.

Do Woli dołączyła się Maria Karłowicz.


Niestety ten podział nie zachował się. Zmarli: Halina Dudowa, Janina Petroń, Barbara Rosłoniec, Henryk Piekarniak, Anna Dąbrowska, Laskowska, Irena Niziałkowska. Ciężko zachorowali: Emanuel Planer, Gorczyc, Jadwiga Rojkowa, Maria Kassyanowicz, Teresa Skrzyńska, Janina Stefańska.

24wk

W stanie wojennym pomoc socjalną prowadziły punkty przy kościołach. Jeździły paczki od „Marii Panny” - tam działał Punkt Środowisk Twórczych u księdza Wiesława A. Niewęgłowskiego przy kościele na Przyrynku. Hanna Kassyanowicz założyła podobny punkt z odzieżą, lekami i odżywkami. Najpierw przy kościele św. Kazimierza na Chełmskiej, potem u księdza Niedzielaka na Powązkach, a po jego zamordowaniu, w parafii św. Barbary na ul. Emilii Plater. Rafał Brzeski prowadził swój skład na Chłodnej, a Dariusz Fikus i Ewa Skudro na Ursynowie. Dyżurowałam na Chłodnej i na Powązkach trzy razy w tygodniu. Prowadziliśmy kartoteki podopiecznych. Leki dawała na recepty farmaceutka. Dary pochodziły z krajów zachodnich.

W naszym punkcie pracowały dziennikarki z SDP: Hanna Kassyanowicz-Pawłowicz, jej matka Maria, Wiesława Zagórska i ja oraz przedstawiciele filmu, wydawnictw i innych środowisk twórczych. Księża z tych parafii przysłali swoich podopiecznych. Krystyna Konarkowa pomagała mi wysyłać dzieci dziennikarzy do Rabki.

SDP - reaktywowane

Od czerwca 1989 r. działa już SDP. Zarząd Główny zawarł umowę z SD RP (przemianowane SD PRL) co do wspólnego prowadzenia Komisji Zatrudnienia i opłacania jej sekretariatu. Ustalono, że kierownikiem pozostanie red. Henryk Zagańczyk, ja zastępcą, z tym, że pracę codzienną wykonywałam ja. Ściągnęłam do Komisji z Zespołu Seniorów SDP: Szczerską-Ławską, Otffinowską, Nowowiejskiego, Koniecznego. Dobrym, ofiarnym sekretarzem na pół etatu, ubezpieczonym w ZUS, została Maria Maniowska-Szychowska, pobierająca od SDP i SDRP swą pensję po połowie. Na pokrycie naszej części otrzymałam pieniądze od „Gazety Wyborczej”. Oddział Warszawski daje brakującą niedużą sumę. SD RP finansowało delegacje Komisji Zatrudnienia, „Gazeta Wyborcza” regularnie zamieszczała nasze ogłoszenia - bezpłatnie. Parokrotnie wydrukowała je „Rzeczpospolita”. Co roku w grudniu dawaliśmy „Gazecie” odbitki ksero naszych sprawozdań składanych Ministerstwu Pracy. Utrzymywałam służbowe kontakty z placówkami Urzędu Pracy na ul. Ciołka po wprowadzeniu rejonizacji także z jego filią przy ul. Grochowskiej.

Obecnie sytuacja na naszym rynku pracy jest trudna. Są grupowe zwolnienia. Pracodawcy szukają ludzi młodych, znających języki, komputer, z samochodami.

Komisji nieustannie przybywa klientów. Rejestrują się koledzy z oddziałów terenowych, starszym staramy się pomóc, przedłużając zasiłki. Nie mamy środków na zapomogi. Najtrudniej zdobyć etaty dla dziennikarzy po czterdziestce, zwłaszcza dla kobiet. Staramy się dla nich o współpracę i namawiamy, by sami opłacali ZUS, co obecnie jest możliwe (składki ustalono na 7% średniej krajowej) .

25wk

Nasze starania w Ministerstwie Pracy o przyznanie nam prawa do samodzielnego opłacania składek ZUS stanowią osobny rozdział. Zwracaliśmy się do wszystkich kolejnych ministrów. Pilotowała tę sprawę z dużym zaangażowaniem Danuta Szczerska. Starania długo nie odnosiły skutku, odrzucali je urzędnicy. Obecnie wyszła ustawa, która pozwala samodzielnie opłacać składki ZUS. Natomiast nie przysługują nam wcześniejsze emerytury.

Własną historię ma restauracja w Domu Dziennikarza. Do stanu wojennego było to miejsce licznych spotkań. Restauracja serwowała tańsze posiłki i trunki, organizowała imprezy, tętniło w niej życie dziennikarskie. Kawiarenka była klubem, w którym krążyły wieści i plotki z różnych redakcji, niektóre pamiętam.

Oto gościliśmy dziennikarzy z ZSRR. Byłam ich tłumaczem. Częstowaliśmy ich humorem politycznym, sporo wtedy kawałów krążyło w naszym środowisku. Nagle jeden z gości mówi: „A wy Biełomor kanał znajetie? U nas aniegdocziki go stroili”.

34wk

Kiedy indziej opiekowaliśmy się z Januszem Bieniem gośćmi Agencji Robotniczej. Byli dziennikarze z „Prawdy”, z „Izwiestii” i z „Litieratury” z Moskwy oraz Tadżyk z Duszanbe, który przygotowywał obchody jubileuszu 50-lecia Rewolucji Październikowej. Zaczęli się z tego wyśmiewać rosyjscy dziennikarze. Bień ostro zwrócił im uwagę. Kilkoro radzieckich dziennikarzy zaczęło się martwić, że ich koledzy będą mieli przykrości od władz. A skąd dowiedzą się wasze władze? - zapytałam. Jak to, wy nie doniesiecie? - zdumiała się moja rozmówczyni.

Z historyjek krajowych pamiętam przygodę kolegi, który po zakropionym obiedzie wybrał się do PAP. Szefowa PAP była Mincowa. Wartownicy zażądali przepustki. „Kogo wy tak pilnujecie. Tej starej Żydówki? - oburzył się kolega. Zatrzymano go, zadzwonili do Mincowej. „Ale czego od niego chcecie, przecież on ma rację” - zarecytowała - „Tylko dlaczego starej”? Wypuszczony kolega przysłał jej kwiaty. Szumiało o tym w naszej knajpie.

SD PRL wynajęło restaurację i kawiarnię firmie, która zrobiła z niej ekskluzywny lokal. Martwa cisza zapanowała na Foksal.

Przedtem kawiarenkę otwierano na parę godzin serwując w niej znane wśród prasowej braci obiady firmowe. Bezrobotnym dopłacało SDP, wpisywali się w zeszycie wyłożonym w Komisji Zatrudnienia. Tradycyjnie oblewali tu nagrody laureaci konkursu dziennikarskiego im. Brunona Winawera. Z tym konkursem związane są wzruszające historie.

Zainicjowały go Klub Dziennikarzy SDP i „Kurier Polski”. Nagrody ufundowały: SDP, „Kurier Polski”, NOT, PAN, CRZZ. Redagowałam w „Kurierze” kolumnę naukową, byłam jednym z założycieli Klubu - wybrano mnie zatem na sekretarza zarządu konkursu, do którego wchodzili przedstawiciele fundatorów nagród. Wymieniałam między jurorami teczki z nadesłanymi pracami i organizowałam uroczyste wręczanie nagród.

W tym czasie chorował śmiertelnie Jan Dąbrowski. Nie miał pracy etatowej, utrzymywał się z ryczałtu, który zobowiązywał go do pisania czterech felietonów miesięcznie w cyklu „Szkiełko i oko” w „Głosie Pracy”. Nie mógł pisać. Porozumiałam się z „Głosem Pracy” co do zastępstwa. Mieli te felietony pisać na zmianę Jacek Kunicki, Stefan Weinfeld i ja, podpisując to wszystko anonimowo „Paweł Prot”. Robiliśmy to przez 7 miesięcy. Jan Dąbrowski otrzymał swój ryczał i nigdy nie dowiedział się, że nam za to pisanie za niego nie płacą. Nagle na wniosek jury - „Paweł Prot” otrzymał jedną z nagród. Pozostał jednak anonimem. Nagrodę odebrał zastępca naczelnego redaktora „Głosu Pracy”. Przepiliśmy ją.

Pomoc chorym to nasza służba. Pełnimy ją według możliwości. Do chorych samotnych telefonowałam codziennie, sprawdzając ich potrzeby. Zrobiliśmy listę dziennikarzy znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji, okazało się, że było ich dwadzieścia pięć osób. Dwa razy do roku dawaliśmy świąteczne zapomogi. Pieniądze na to przyznaje nam zarząd OW SDP. Załatwiam chorym opiekę w domu, dopłatę do mieszkań, kartki na obiady z barów mlecznych, miejsca w domach opieki i w szpitalach. Utrzymywałam kontakty z lekarzami. O naszych poczynaniach powiadamialiśmy zarząd SDP. Zamieszczaliśmy też informacje w „Forum”. Komisja Zatrudnienia ma niełatwą pracę. Mnożą się grupowe zwolnienia, podają tytuły. Są trudności z przechodzeniem na wcześniejsza emeryturę.

Syndykat walczy o nasze prawa

Przychodnia lekarska obsługiwała i obsługuje SDP i SD RP, podpisała umowę z kasą chorych. Zatrudnia kadrę lekarską: 2 internistów, 2 kardiologów, okulistę, psychiatrę, stomatologa, pielęgniarkę zabiegową. Pomaga załatwiać renty inwalidzkie, opiniuje skierowania do sanatoriów. Pełne ręce roboty ma Sekcja Socjalna Zespołu Seniorów SDP. Wprowadziłam zwyczaj codziennych kontaktów telefonicznych z samotnymi kolegami, porozumiewamy się z ich ośrodkami zdrowia. Kol. kol. Maria Korab, Wacław Nowowiejski - ich odwiedzają Renata Sosnowska i Laryssa Strąk, sprawdzały warunki stałego pobytu naszych kolegów w Domu Aktora w Skolimowie. Ja sprawdzałam domy opieki w Górze Kalwarii, w Radości, w Henrykowie.

26wk

Czego nam brak? Warunków do relaksu. Potrzebna jest klubo-kawiarnia w Domu Dziennikarza na Foksal, gdzie można by spotkać się ze znajomymi, poczytać prasę, odpocząć. Niestety, SD RP wynajmuje pomieszczenia, którymi zarządza, różnym firmom.

W czasie stanu wojennego SDP straciło swój fundusz socjalny, pochodzący z naszych składek, przejęło go i nie zwróciło nam SD RP. Fundusz pośmiertny mamy wspólny, obsługuje go administracja SD RP. Wypłaca zasiłki spadkobiercom.

Rada Narodowa miasta st. Warszawy przydzieliła na Cmentarzu Wojskowym miejsca na groby naszych zmarłych kolegów. Koleżanka Anna Borkowska pochowała tam w grudniu 1990 roku Jana Brzeskie- go[24.05.1906-02.12.1990].

Nasze SDP

Działacze nasi w latach 1945-1999 (wszystkich nie zapamiętałam, niektórych pogubiłam imiona, niech mi wybaczą) .

prof. Józef Wasowski - był prezesem.
prof. Kazimierz Wątorski - leczył nas, organizował badania profilaktyczne, sympozja.
Jan Dziedzic z PAP - sekretarz SDP
Mikołaj Wadyas, wykładowca z Instytutu Dziennikarstwa - przewodniczący komisji członkowskiej OW
Kazimierz Pollak - prezes OW
Jan Dąbrowski - sekretarz OW
Stefan Olszewski - sekretarz generalny SDP
Juliusz Pollak - organizator Zjazdu w 1945 r.
Tadeusz Rojek - sekretarz generalny SDP
Henryk Piekarniak - organizator Redaktorów Technicznych i pierwszego Omnipressu
Alicja Solska-Jaroszewiczowa - założycielka Klubu Dziennikarzy Ekonomicznych. (załatwiała spotkania z ministrami).
Stefan Tabaczyński - budowniczy Dom Dziennikarza (zdobywał przydziały w 1945 r.).
Zespół Starszych Dziennikarzy SDP założył Jerzy Nowakowski. Działała w nim także Renata Sosnowska

Klub Dziennikarzy Naukowych miał kilkoro twórców: Jan Dąbrowski, Ryszard Joński, Olgierd Wołczak, prof. Włodzimierz Zonn, Wala Korycka.

Działali: Janusz Bień, Tadeusz Jacewicz, Jerzy Wunderlich, Kuśmierek, Edward Karłowicz, Elżbieta Żnin, Teresa Skrzyńska, Andrzej Konieczny, Regina Godlewska, Eliza Bojarska, Jerzy Swolkień, Irena Niziałkowska, Mirosław Ikański, Stefan Weinfeld, Teodor Zubowicz, prof. Hurwic.

Ten Klub usiłował doprowadzić do stworzenia Międzynarodowego Klubu Dziennikarzy Naukowych Konferencji Kopernikowskiej w Toruniu. Sekretariat miał być w Polsce. Przeszkodził KC PZPR.

Komisję Zatrudnienia założył Jan Dąbrowski i ja. Pracowali w niej ponadto: Roman Biesiada, Jadwiga Wajdowa, Halina Brodzka, Halina Miroszowa, Tomasz Hopfer, Henryk Zagańczyk, Krystyna Grzybowska, Wanda Badalska, Ola Zgorzelska, Agnieszka Wróblewska, Rzętowski, Jola Bok-Kujara, Bartosińska, Maślińska, Danuta Szczerska-Ławska, Wacław Nowoczyński, Henryk Piekarniak, Andrzej Dobrzyński, Szarewicz, Maria Maniowska, Ela Otffinowska.

W Komisji Zdrowia działał Bronisław Troński.

W Komisji Socjalnej ja byłam przewodniczącą. Pracowali także Ewa Skudro, Piekarska, Tomasz Hopfer, Wacław Zuchniewicz, Krystyna Okuszko, Witold Morawski. Ta Komisja miała swoich przedstawicieli w Oddziałach Terenowych, dysponowała funduszem zapomogowym.

Na osobne opracowanie zasłużyła nasza działalność w podziemnym SDP w stanie wojennym.

Zaczęła się dramatycznie: trzeba było pochować Jurka Zieleńskiego i zaopiekować się jego rodziną. Brak łączności telefonicznej utrudniał kontakty z podopiecznymi. SDP wykazało w tym czasie zdolności organizacyjne, wzajemnie mogło też liczyć na pomoc społeczeństwa. Kościoły dawały lokale na punkty pomocy. Tłumy zapełniały salę parafialną u księdza Niewęgłowskiego, gdzie Roma Przybyłowska w niedzielę po mszy zwoływała „Dzwonek Niedzielny” czyli gazetę mówioną. Adwokaci udzielali porad, lekarze leczyli - gratis. Dzięki im za pomoc!

Parafia w Rabce pomagała wysyłać bezpłatnie nasze dzieci na wypoczynek w górach. Służba zdrowia świadczyła usługi medyczne już po rozwiązaniu SDP na stowarzyszeniowe legitymacje. Dostałam dla nas kilkanaście bezpłatnych miejsc w sanatorium.

Koledzy dysponujący samochodami rozwozili paczki po domach. Pamiętam jak Wojciech Kętrzyński zwalał w holu Domu Dziennikarza sto paczek żywnościowych. Instytut Kardiologii wyciągnął z obozu internowanego Krzysztofa Klingera, kolegę z naszego działu zagranicznego. Wyrzuceni z pracy po weryfikacji zapełniali naszą Przychodnię, gdzie prof. Wątorski umożliwił mi rejestrowanie ofiar weryfikacji z „Kuriera Polskiego”, gdzie zwalniano masowo, kierowała Ela Otffinowska, też wyrzucona z tej gazety.

W SDP szefowa administracji rozpędzała personel, sekretarz organizacyjny Jacek Ratajczak dostał nakaz pracy przy rejestracji samochodów. Żonie Jacka załatwiłam poród w Instytucie Matki i Dziecka. Jacek w końcu z rodziną wyemigrował do Kanady. Wacław Czarnecki zorganizował Zespół Seniorów SDP przy Związku Emerytów i Rencistów.

Utrzymywałem wtedy kontakty z wieloma działaczami podziemnego SDP: z Dariuszem Fikusem, Maciejem Iłowieckim, Maciejem tukasiewiczem, Halszką Pracelową, Władkiem Karwanem, Janem Bazylim Lipszycem z Omnipressu, z Ewą Skudro-Bołtuć, Danutą Nowakowską-Kazimierczuk, z Andrzejem Gelbergiem, z mecenasem Wiesławem Johannem.

27wk

Wygraliśmy w Gdańsku sprawę w Sądzie Najwyższym. Wyrzucono z pracy młodą, samotną dziennikarkę na zlecenie towarzysza z KC PZPR członka Komisji Weryfikacyjnej. Powód: reportaż jej autorstwa o zajściach w Bydgoszczy został puszczony do druku przez redaktora naczelnego, a cenzura go zatrzymała i nie ukazał się. Natomiast drukarze rozprowadzili tekst po mieście.

Zaskarżyliśmy to zwolnienie do Sądu w Gdańsku, wygraliśmy. KW PZPR kazał wydawnictwu pisma, z którego zwolniono reporterkę, apelować. Tak sprawa Marii Nowak dotarła aż do Sądu Najwyższego. W związku z tą sprawą jeździłam w stanie wojennym do Gdańska na spotkanie w prywatnym domu, przyszło dwadzieścia osób. Wśród nich szpicel. Nagrał mnie. Ostrzegł ktoś z UB. Uciekłam do Elbląga. Nagranie poszło do Warszawy, przejął je płk Górski, który nie nadał sprawie biegu. Mówił, że on nie jest z UB, a z MSW.

Wróćmy do naszych działaczy. Zespół Seniorów miał aktywnych prezesów: Wacława Czarneckiego, Henryka Korotyńskiego, Juliusza Zagórnego, Tadeusza Rojka, Witolda Florczaka. Obecnie nadal organizuje tradycyjne spotkania w pierwszy wtorek miesiąca. Magda Arska, Irena Poznańska telefonicznie zawiadamiają kolegów. Z Krzysztofem Boruniem zabiegają o prelegentów. Renata Sosnowska troszczy się o salę.

We wtorki i czwartki czynny jest klub brydżowy zorganizowany przez Renatę Sosnowską, która częstuje nas kawą. Na zjazd SDP, licznie obsadzony, Zespół przygotował cztery kwatery dla przyjezdnych. Zespołem Seniorów opiekowała się Anna Borkowska, która była przez dwie kadencje prezesem OW SDP oraz Maria Karłowicz. Pomaga Bożena Dobrzyńska - pracownik Sekretariatu OW SDP. Cenną pomoc daje Seniorom Maria Maniowska - sekretarz Komisji Zatrudnienia. m. in. służy swoim samochodem i komputerem, przepisuje i powiela materiały. Zespół gromadzi wspomnienia dziennikarskie, m. in. z czasów wojny, organizuje konkursy.

Przez 40 lat pełniłam dyżury, uczestniczyłam w imprezach, byłam czynna zawodowo. Pewnego dnia zasłabłam. Zabrało mnie Pogotowie Ratunkowe. W szpitalu Elżbietanek leżałam z ciężkim zawałem na reanimacji 5 dni, potem długo w szpitalu. W domu przeszłam rehabilitację, działam telefonicznie. Utrzymuję w ten sposób codziennie kontakt z podopiecznymi, z Opieką Społeczną, z dyżurami w Komisji Zatrudnienia, z Sekretarzem OW SDP.

Czytam, co piszą nasi dziennikarze, starsi i młodsi. Mam wnuczkę studiującą dziennikarstwo [Agnieszka Grabowska-Matuszewska].

W SDP przed stanem wojennym wydawano „Prasę Polską”. Obecnie prasą środowiskową jest „Forum Dziennikarzy”.

Wiem, że zanika zwyczaj spotykania się w kawiarniach. Mała kawiarenka na Foksal zmieniła przeznaczenie. Kiedyś spotykaliśmy się „U Marka”, „W Kopciuszku” - dziś te lokale służą innym celom. A szkoda. Zachowują jakoś tradycje w swych domach literaci, architekci i aktorzy.

Wielu naszych dziennikarzy odeszło w zaświaty. Po Dariuszu Fikusie pozostała nagroda Jego imienia. „Gazeta Wyborcza” udostępniła swe łamy wspomnieniom o zmarłych. Niestety, rzadko się tam pisze o zasłużonych dziennikarzach.

Zdarzało się, że SDP bezpośrednio wpływało na życie swych członków. Tak było z Janem Brzeskim. Zaangażował się w poznańskim październiku. Zespół „Gazety Poznańskiej” wyrzucił z redakcji dotychczasowego naczelnego Siemka i powierzył ją Brzeskiemu. Siemek wyjechał do Warszawy, został szefem cenzury. Po kilku miesiącach Biuro Prasy KC PZPR odebrało Brzeskiemu stanowisko naczelnego, pozostał jako publicysta. Zainteresował się nim handel zagraniczny. Godziemski z PIHZ zaproponował stanowisko rzecznika prasowego. Brzeski, wykształcony doskonale prawnik miał dyplomy 2 wyższych uczelni - Akademii w Antwerpii i Uniwersytetu w Poznaniu, znał 4 języki zachodnie. Założył po wojnie 2 gazety: „Głos Wielkopolski” i „Ziemię Pomorską”. Zdecydował się na wyjazd do Warszawy. I tu już na miejscu dowiedział się, że dyrektor PIHZ nie podpisał jego nominacji po interwencji Siemka. Został bezrobotnym. SDP zadziałało, Komisja Zatrudnienia załatwiła mu etat w „Głosie Pracy”, gdzie naczelnym został świeżo zwolniony z więzienia Teofil Głowacki, dawny szef PPS-owski Agencji. A Jan Dziedzic, sekretarz SDP, rekomendował go na rzecznika prasowego Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Tu wpływy Siemki nie sięgały.

28wk

W ciągu tych ubiegłych lat spotkałam się zawsze z pomocą różnych instytucji i ugrupowań zawodowych. Pomagał nam Kościół. Ksiądz Niewęgłowski udostępnił swą parafię rozwiązanemu SDP. Punkty pomocy działały przy kościołach na Przyrynku, na Powązkach, na Piwnej, Chłodnej, na Placu Trzech Krzyży, na Solcu, u św. Barbary, przy budowanym kościółku na Grochowie i na Ursynowie, ul. Żytniej.

Ksiądz Niewęgłowski nadal organizuje spotkania po mszy dla Duszpasterstwa Środowisk Twórczych, do których zaliczają się dziennikarze, do niedawna u Karmelitów, a teraz w odbudowanym kościele Kanoniczek na Placu Teatralnym.

Po odwilży 1956 r. organizowaliśmy budownictwo mieszkaniowe. Powstały dwa osiedla domków jednorodzinnych: na Gimnastycznej „Antena” utworzone przez pracowników Radia i na Kaniowskiej przez „Ekspress”. Reprezentowałam SDP w komisjach dzielących mieszkania budowane przez spółdzielnię „Dziennikarz”, czy rozdzielanych z puli RSW „Prasa”.

Uczestniczyłam z ramienia SDP w przydziałach pożyczek z Funduszu Budownictwa Mieszkaniowego RSW „Prasa”, spłacano je w niewielkich ratach, nisko oprocentowanych. Wojowałam z kwaterunkiem i z Biurem Zamiany Mieszkań. Te sprawy należą do przeszłości, na szczęście! A bywały dramatyczne, niektóre nawet tragikomiczne. Red. Laskownicki odbudował swoje przedwojenne spalone mieszkanie. Nagle zmarła mu żona, była po Oświęcimiu. Jeszcze przed pogrzebem kwaterunek zajął jej pokój. Poradziliśmy Laskownickiemu, żeby szybko ożenił się z siostrą żony. Była panną, wiejską nauczycielką. Ślub cywilny odbył się zaraz po pogrzebie. A potem wyszło z tego udane małżeństwo.

Jako dziennikarze naukowi SDP obsługiwaliśmy kongresy. Na jednym z nich udało mi się załatwić poważną sprawę. Kazimierz Moczarski, autor „Rozmów z katem” spędził - on, a także jego żona - wiele lat w więzieniu Urzędu Bezpieczeństwa. Po powrocie, na wolności urodziło im się dziecko. Miało ciężką wadę serca, wymagało szybkiej operacji. Wtedy nikt w Polsce nie operował takich małych dzieci. W Warszawie odbywał się Kongres Kardiologów. Obsługiwałam jego biuro prasowe. Dowiedziałam się, że jest na Kongresie specjalista od takich operacji - światowa sława. Ściągnęłam na Kongres Kazia z dokumentacją lekarską. Sławny gość obejrzał i orzekł: „Zostanę dzień dłużej i zoperuję to dziecko”. Asystowali przy tej operacji nasi profesorowie. A Kazik przez kilkanaście lat cieszył się córką.

I na tym zakończę. Przecież można by napisać tomy o naszym SDP!


Wala jakiej nie znamy

Wala była dziennikarką, przede wszystkim człowiekiem pióra.

Jej postawa patriotyczna i obywatelska, wielkie zasługi społeczne, przyjaźń i życzliwość pozostały w pamięci przyjaciół. A Jej pisanie? Jakby uleciało. Bo też i sama Wala traktowała swoje publikacje gazetowe bez nadzwyczajnego sentymentu, po harcersku jako zadanie i po prostu jako pracę, z której się żyje. Osadziła się w niszy apolitycznej, w dziennikarstwie popularyzującym naukę. Niestety tak dzieje się z twórczością dziennikarską drukowaną w gazetach codziennych, że powstaje z dnia na dzień i ginie z dnia na dzień.

30wk

A Wala była człowiekiem pióra o niewykorzystanych możliwościach twórczych. Pozostał po Niej zbiorek dziesięciu opowiadań, napisanych dla wnuczki Agnieszki.

31wk

„Strachy o zmroku” pomyślane były jako wspólne dzieło Babci

Wnuczki. Agnieszka ilustrowała. Razem pracowały nad nadaniem zwykłemu zeszytowi kształtu książki. Ile w tym tęsknoty za normalnym światem! Bez cenzury, rozdzielnika papieru, kolejki autorów do wejścia w plan wydawniczy któregoś z nielicznych wydawnictw. Nie do końca jednak „Strachy o zmroku” są wolnym słowem. Powstały w 1977 roku. I chociaż wydanie domowe było bezdebitowe, kolportowane w jednym egzemplarzu w obiegu jednego mieszkania, opowiadanie o pobycie Babci w Ameryce urywa się, kilka kartek zostało wyrwanych. Dalszy ciąg zapewne prawdziwie opisany uznała autorka za zagrażający, to nie były czasy na nadmierną szczerość.

„Strachy o zmroku” są znakomite. Napisane świetną polszczyzną z lekkim, dodającym uroku, nalotem języka rosyjskiego, co nie dziwi, bo ten język był mową Jej dzieciństwa. Opowiada o swoich bliskich, o prababci i babci i matce, o pradziadku i dziadku, o krewnych, zwyczajach kresowych, krajobrazie znad Niemna.

29wk

Agnieszce przekazała również pasję dziennikarską. Wykształcona w innym kierunku, inżynier i plastyczka, niewątpliwie pod wpływem Babci stała się dziennikarką. Zaczęła pracować w trudnym i niezwykłym czasie budowania w latach 90 - tych wolnej prasy w Polsce. Była współtwórcą i redaktorem magazynów „Dom

Wnętrze”, „Piękny Ogród”, „Dobre Wnętrze”.


Agnieszka-Maria Matuszewska

[10.12.1965-10.05.2000] należała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Była naszą Koleżanką.


Po Wali pozostał wiersz.


Ach, gdyby zwykli śmiertelnicy
Mogli się unieść tak wysoko
Aby na słoneczną źrenicę
Spojrzało z bliska ludzkie oko
wiecznie płonące oceany
wzywałyby swoje bezmiary.
Płomienne wichry nad falami
Co nigdy brzegów nie zaznały.
U stóp - kipiący war kamieni
Gorący deszcz nie niesie chłodu...


Takiej Wali nie znaliśmy.


33wk














opracowała Elżbieta Binder - Cykl SYLWETKI

Pracownia Wolnego Słowa - Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich



Download: Wala_Korycka.pdf






[Zdjęcia można powiększać poprzez kliknięcie]


Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

Foksal 3/5

00-366 Warszawa

tel. 22 827 87 20