Dziennikarskiego rzemiosła Tadeusz Jagodziński uczył się w Sekcji Polskiej BBC. Trafił tam w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku. Ale kontakt z niezależnymi mediami udało mu się nawiązać już wcześniej: jako student anglistyki UJ był kolporterem, bywał też autorem tekstów publikowanych na łamach prasy podziemnej.

Emigrację wybrał z miłości do Frances, dziewczyny z Wysp Brytyjskich, która została potem jego żoną. Poza nią jednak nikt w Londynie na Tadeusza nie czekał. Żeby przeżyć, niedoszły anglista imał się każdej roboty. Stałą pracę znalazł wreszcie w firmie remontowo-budowlanej prowadzonej przez Tadeusza Warszę, legendarnego działacza Solidarności Walczącej, dobrowolnie się przy tym opodatkowując (tzn. oddając część zarobków) na rzecz opozycji demokratycznej w PRL. Kiedyś, gdy zaspany jechał rano do swoich codziennych zajęć (a może było to wieczorem, gdy zmordowany wracał do domu?) zobaczył go w metrze jeden z redaktorów Sekcji Polskiej. Nie znali się wcześniej. Uwagę dziennikarza zwrócił tom wierszy Miłosza czytany przez młodego robotnika. Zagadał do Tadeusza, czy coś ciekawego w nim dostrzegł… Na koniec tego krótkiego spotkania zaprosił chłopaka na rozmowę kwalifikacyjną do radia. Tadek tam poszedł i już w BBC – do samego końca Sekcji Polskiej w 2005 roku – pozostał. Z czasem, już jako wytrawny dziennikarz, podjął również współpracę z innymi polskimi mediami. Był między innymi – choć krótko – londyńskim korespondentem „Gazety Wyborczej”, przede wszystkim jednak stałym współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”, gdzie (w latach 2008-2011) prowadził rubrykę „Powiększenia”, poświęconą analizie sytuacji międzynarodowej.

BBC było szkołą znakomitą, która uczyła rozumienia świata i bezstronności w jego opisywaniu. Wymagała od dziennikarzy profesjonalizmu (np. sprawdzania każdej informacji, ba, czasem nawet niedowierzania własnym zmysłom) i szacunku dla prawdy − także wtedy, gdy z jakichś powodów okazywała się niewygodna. Dawała szerokość spojrzenia, pokazywała, że nasz polski punkt widzenia nie jest wcale najważniejszy. Uczyła pokory. A czasem świetnych „rzemieślników” przekształcała w artystów…

Kiedy myślę dziś o Tadeuszu Jagodzińskim, sam nie wiem, która BBC-owska cecha w nim dominowała: profesjonalizm czy skromność? Tadeusz świetnie znał sytuację międzynarodową, zawsze kompetentny, w lot potrafił odróżnić to, co istotne, od tego, co mniej ważne. Po trosze znał się na wszystkim: na polityce, gospodarce, religii, kulturze, sporcie… Zaś jeśli chodzi o muzykę, był prawdziwym fachowcem. Co więcej: umiał o tym wszystkim opowiadać (pisać) w sposób naprawdę interesujący – a dzięki jego opowieściom również i my, profani, zaczynaliśmy to i owo z problemów tego świata rozumieć.

Jednocześnie nie było w nim nic z zadęcia, poczucia ważności, jakiegokolwiek celebrowania własnej osoby. Kiedyś redakcja „Znaku” przeprowadziła z nim rozmowę o tym, co w pracy dziennikarskiej uważał za najważniejsze. „Świętym obowiązkiem dziennikarza – mówił – jest próba zaalarmowania świata o dokonanej zbrodni. Dla nas to kwestia misyjności tego zawodu”. To właśnie były pojęcia dla niego istotne: obowiązek, misja, poczucie odpowiedzialności… Człowiek (również czytelnik i słuchacz), którego nie wolno zawieść. Oraz prawda, której nie wolno się sprzeniewierzyć.

Kiedy zamknięto Sekcję Polską, Tadeusz – mimo że już przekroczył czterdziestkę – podjął studia w prestiżowej London School of Economics and Political Science. Interesował go islam, uczył się arabskiego. A potem znalazł nową pracę: został analitykiem politycznym w Ambasadzie RP w Londynie. W ostatnich latach pasją jego życia stała się Birma, do której wielokrotnie podróżował, udzielając wsparcia tamtejszej opozycji.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl