Z Michałem Rachoniem, laureatem Nagrody Głównej Wolności Słowa, przyznaną za relację z przesłuchania prezydenta Bronisława Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim, w tzw. aferze  marszałkowej, rozmawia Magdalena Uchaniuk.

Był Pan jedynym dziennikarzem, który na żywo zrelacjonował przesłuchanie prezydenta Bronisława Komorowskiego w grudniu 2014 roku. Dlaczego żadna telewizja nie transmitowała, tego wydarzenia, dlaczego zaistniała swoista zmowa milczenia? 

Nie wiem „dlaczego?”. Mogę jedynie powiedzieć o tym, co widziałem na własne oczy. Widziałem kamery wszystkich największych polskich stacji telewizyjnych i na własne uszy słyszałem sędziego Zduna, który wyraźnie dopytywał wszystkich przedstawicieli stacji czy mają techniczną możliwość transmitowania, przekazywania i rejestrowania tych zeznań. Wszyscy obecni poinformowali o tym, że taką możliwość mają. Wszystkie stacje informacyjne, jakie działają w Polsce, poinformowały, że zamierzają zarówno rejestrować jak i transmitować zeznania prezydenta. 

Tak się jednak nie stało.

Tak. Tak się nie stało. Przesłuchanie Bronisława Komorowskiego transmitowała na żywo jedynie Telewizja Republika. 

Ciężko to sobie wyobrazić ale ta transmisja telewizyjna odbywała się bez operatora. 

Tak. Nie uzyskaliśmy zgody od prezesa sądu, który decydował o tym, kto może, a kto nie może wejść na salę, na to, żeby na sali przesłuchań pojawił się operator naszej stacji. Pomimo to, że telewizja wystosowała wówczas , bardzo dużą liczbę wniosków, aby nasi dziennikarze mogli uczestniczyć w tym posiedzeniu. Wszystkie one zostały odrzucone, z jednym tylko wyjątkiem – moją aplikacją. Nie wiem kto tę decyzję podejmował, ponieważ odrzucono wnioski zasłużonych, świetnych, polskich dziennikarzy śledczych, specjalizujących się w sprawach związanych ze służbami specjalnymi. Odrzucono między innymi wnioski Anity Gargas czy Doroty Kani. Jak rozumiem obawiano się, że ich olbrzymia wiedza na temat tego, czym są służby specjalne, czym są Wojskowe Służby Informacyjne mogłaby w jakiś sposób wpłynąć na ton relacji. Ale tego nie wiem, jest to tylko moja interpretacja. Dziennikarze naszej stacji jak również dziennikarze Gazety Polskiej nie uzyskali tego rodzaju pozwoleń, ale co najważniejsze – pozwolenia na wejście nie uzyskał również operator naszej stacji, chociaż wszystkie inne stacje weszły z operatorami i z dużymi ekipami. Nie mogę interpretować tego inaczej, jak po prostu próbą uniemożliwienia Telewizji Republika relacjonowania tego wydarzenia. Ta stacja nie była wówczas,  i nie jest do dzisiaj, w żadnym konglomeracie mediów, które decydują o czym wolno, a o czym nie wolno informować ludzi.

W każdym praworządnym i szanującym obywateli kraju, przesłuchanie głowy państwa byłoby transmitowane w mediach na żywo. Czy w takiej sytuacji można stwierdzić, że media, nie tylko publiczne, były bardzo mocno uzależnione od władzy, a wręcz nawet przez nią zastraszone?

Nie wiem czy były zastraszone. Interpretuję to tak, że media przez wiele lat, tak naprawdę przez całą III RP, były po prostu elementem układu rządzącego. Takim państwem, państwem postkomunistycznym rządzi się po prostu nie tylko przy pomocy władzy wybieralnej, władzy elekcyjnej, ale na sposób wybierania władzy wpływa się za pomocą całego mechanizmu tzw. głębokiego państwa. Tym elementem mechanizmu głębokiego państwa jest system przepływu informacji. Dziś telewizje informacyjne pełnią taką rolę, jak jeszcze 20-25 lat temu  pełniły gazety codzienne czy stacje radiowe. Gazety codzienne niegdyś były podstawowym źródłem bieżącej informacji. Wówczas nie było jeszcze telewizji informacyjnych. Dziś one są i dziś jest Internet, z którego dobrodziejstw korzystaliśmy wówczas w pałacu...

Jednak odpowiedzialność za tę bezprecedensową sytuację ponoszą szefowie anten, których dziennikarze byli obecni w Pałacu Prezydenckim. To oni zdecydowali, by transmisja z zeznań prezydenta została przemilczana 

Każdy  z szefów anten posiada naprzeciwko swojego biurka telewizory i inne urządzenia, za pomocą których śledzi to, co robią konkurencyjne stacje. Posiada również podgląd, na którym widzi to, co widzą jego kamery. To oznacza, że w dniu kiedy przesłuchiwany był Bronisław Komorowski, szefowie największych stacji informacyjnych w Polsce siedzieli w swoich gabinetach, mieli przed sobą ekrany, na których widzieli te zeznania, oraz mieli przed sobą ekrany, na których widzieli sprawę sałatki pani poseł Pawłowicz. Uznali, że sałatka jest ważna, a zeznania nie. I ich nie pokazali. Uznali, że Polacy nie mają prawa wiedzieć tego, co mówi Bronisław Komorowski. To jest absolutna kompromitacja polskich mediów i wszyscy ci, którzy kierowali wówczas polskimi mediami tę odpowiedzialność dzielą. Stopień tej kompromitacji porównywalny jest tylko do abdykacji dominującej części tak zwanego mejnstrimu z choćby próby zdefiniowania kluczowych pytań w sprawie przyczyn zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. 

Nie możemy zapomnieć przy tej okazji, że była to sprawa, w której jednym z oskarżonych był dziennikarz, Wojciech Sumliński. Ostatnie dni nie są dla niego najlepsze. Pojawiły się informacje mówiące o tym, że w wielu miejscach swojej książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” dopuścił się plagiatu. Jak pan ocenia jego działalność dziennikarską w kontekście tego, co się wydarzyło?

Przede wszystkim uważam, że książki Wojciecha Sumlińskiego nie są pracą dziennikarską, jego książki to beletrystyka. I pojawiają się tutaj dwie kwestie, które należy rozróżnić. W pierwszej kwestii, czyli plagiatu, zapoznałem się z kilkoma fragmentami i nie mam żadnych wątpliwości, że to co zostało napisane i podpisane przez Wojciecha Sumlińskiego zostało przepisane z innych źródeł jedynie z drobnymi zmianami . To jest w najwyższym stopniu naganne i wymaga absolutnego potępienia. Jest to po prostu rzecz, której ani dziennikarzowi, ani pisarzowi, nikomu kto się posługuje słowem pisanym, robić nie wolno. Gdyby to była praca magisterska, to ta praca magisterska, czy jakakolwiek inna, powinna zostać odrzucona ze względu na rażące naruszenie zasad tego rodzaju działalności. I to jest jedna kwestia zupełnie poza sporem. Muszę jednak przyznać, że jest mi bardzo przykro, iż to się wydarzyło. 

A druga?

Druga jest związana z aferą marszałkową. Wojciech Sumliński, o czym wielokrotnie mówił, wszedł w niebezpieczny flirt. Nie wiem jak go nazwał ale jestem pewien, że z punktu widzenia ludzi służb traktowany był jako swego rodzaju forma współpracy. Nie wiem też, czy Wojciech Sumliński został formalnie zwerbowany, czy nie. Słyszałem jednak wielokrotnie jak członkowie komisji weryfikacyjnej mówili, że nawiązanie bliskiego kontaktu z ludźmi Wojskowych Służb Informacyjnych czy Wojskowej Służby Wewnętrznej przez Sumlińskiego było momentem, w którym środowisko WSI uzyskało szansę na utkanie prowokacji przeciwko komisji. To niewątpliwy problem Wojciecha Sumlińskiego. Właśnie ze względu na ten fakt Wojciech Sumliński stał się narzędziem i ofiarą oczywistej prowokacji służb specjalnych. Fakt przeprowadzenia tej prowokacji jest sprawą absolutnie skandaliczną, zwłaszcza że jak wynika z akt sprawy u źródła prowokacji leżą spotkania, w których brali udział Bronisław Komorowski, Paweł Graś, Krzysztof Bondaryk i kilku funkcjonariuszy wojskowych służb szkolonych w Moskwie przez KGB. 

Jednak pytam się przede wszystkim o Wojciecha Sumlińskiego jako dziennikarza, bo przecież po tej sytuacji jego artykuły, książki będą mogły budzić zastrzeżenia i bedą bardziej poddawane w wątpliwość. 

Tak absolutnie się z tym zgadzam. Uważam, że po prostu dziennikarz albo pisarz, który w kilkudziesięciu różnych miejscach przepisuje całe fragmenty...

...popełnia zawodowe samobójstwo?

Tak. Jednak też nie chcę się wdawać w tego rodzaju oceny, bo to jest jasne. Natomiast nie zmienia to faktu, że obywatel Wojciech Sumliński, który był w tej sprawie podsądnym i który był w tej sprawie również oskarżonym, padł ofiarą prowokacji służb specjalnych. Celem działania służb było zatrzymanie jednego z najważniejszych procesów odbudowy państwa polskiego, czyli likwidacji rosyjskiej agentury, ekspozytury rosyjskiego, wojskowego wywiadu w Polsce, czyli WSI. 

Mariusz Pilis jest szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Michał Rachoń, zastępcą  dyrektora TAI do spraw publicystyki. Dlaczego odszedł pan z Telewizji Republika?

Telewizja Republika to wspaniała stacja, to miejsce w którym zostawiłem kawał serca. Jestem jednak przekonany, że wolność słowa jest wartością nadrzędną w demokratycznym państwie. Pracowałem i wpółtworzyłem do tej pory Republikę – stację, w której wolność słowa i wolność sumienia są podstawowymi wartościami. Jestem przekonany, że dostęp do wolnej informacji należy się nie tylko tym, którzy mają dostęp do stacji takiej, jak TV Republika z jej ograniczonym zasięgiem. Na temat mediów publicznych wypowiadać się jednak nie będę, ze względu na obowiązujące mnie zasady korporacyjne 

A czym jest dla Pana misja dziennikarza? 

Dziennikarz to człowiek, który ma za zadanie mówić ludziom prawdę zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i docierać do informacji po to, żeby opisywać faktyczny stan rzeczy. Jest piękna definicja dziennikarstwa: opisywanie tego, co ukryte zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i zgodnie ze swoimi najlepszymi intencjami, w poszanowaniu podstawowych zasad, związanych z wykonywaniem tego zawodu.

A jak pan widzi działalność mediów niezależnych w Polsce w obecnej sytuacji politycznej. Chodzi mi przede wszystkim o te media, które do tej pory były w opozycji do władzy.

Media są jednym z najtrudniejszych i najważniejszych pól toczącego się sporu o to, jakie jest i powinno być państwo. W związku z tym  uważam, że najważniejszym zadaniem, najważniejszą domeną, w której odbywa się kończąca czy trwająca jeszcze transformacja systemowa, jest ten właśnie obszar. Obszar mediów. W tym obszarze istnieje olbrzymia ilość rzeczy, które ciągle jeszcze pozostają ukryte, ciągle pozostają niedostępne, a powinny być dostępne dla obywateli. To jest wielka misja dla wszystkich mediów, nie tylko tych, o których pani mówi.

Ale dobrze wiemy, że to właśnie środowisko dziennikarskie jest środowiskiem najbardziej inwigilowanym przez służby i bardzo podatnym na ich wpływy. 

Tak. Nie mam tutaj żadnych wątpliwości. Ostatnia afera, gigantyczna afera, związana z podsłuchami, zorganizowanymi przez rządzących w Polsce, skierowana przeciwko dziennikarzom i ich rodzinom, po to żeby uzyskać informacje na temat źródeł informacji, jakie posiadają dziennikarze, jest tego najlepszym dowodem.

Ale z drugiej strony jak pan się przygląda temu, co się dzieje w mediach to nie widzi pan jednak tendencji, że dziennikarstwo śledcze kuleje? Nie mogę powiedzieć, że ginie, bo to byłoby nadużycie, ale jednak tych dziennikarzy jest coraz mniej. 

Ja bym powiedział „nieliczni, ale śliczni”, cytując wypowiedź Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa z początku lat 90. o pozostających w Polsce żołnierzach Armii Radzieckiej. Nieliczni, ale śliczni i widzimy efekty  ich pracy. Wie pani, mówiliśmy przed chwilą o aferze podsłuchowej, która wypączkowała z innej afery taśmowej, która miała miejsce wcześniej. Już niezależnie od tego, co będziemy sądzić na temat sposobu dotarcia czy źródeł, bo przecież ich nie znamy, jakie mieli dziennikarze, to jednak  to kawał dziennikarskiej roboty śledczej. Dziennikarz ma za zadanie docierać do informacji niejawnych, ukrytych. Dziennikarze dotarli do tych informacji, ujawnili je i ujawnili niespotykaną skalę działań, inwigilacji. Gigantyczną operację nieznanych do dzisiaj służb specjalnych, skierowanych przeciwko wydawałoby się najpotężniejszym ludziom w państwie, a okazuje się, że są ludzie potężniejsi niż ci najpotężniejsi. Ujawnili to dziennikarze. 

Przewiduje pan jakiś program śledczy  w TVP Info albo w TVP1?

Powtórzę jeszcze raz, nie będę udzielał żadnych informacji, nie będę wypowiadał się na temat mediów publicznych. To jest praca, którą w tej chwili wykonuję, pochłaniając się jej w 150% i mam nadzieję, że efekty są i będą widoczne. To jest wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat.

I na koniec czym dla Pana jest prawda? 

Prawda leży tam, gdzie leży, a nie pośrodku. 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję serdecznie

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl