Z Alicją Grzechowiak o Wiedźmie Biebrzańskiej, gusłach i nasłuchiwaniu dźwięków przyrody rozmawia Błażej Torański.

  1. Alicja Grzech

BŁAŻEJ TORAŃSKI: Gdzie jest raj? Nad Biebrzą?

ALICJA GRZECHOWIAK: Nie wiem. Każdy ma swój raj. Bohaterka mojego reportażu, Agnieszka Zach, znalazła raj nad Biebrzą. Przez chwilę, zaledwie dwa dni, byłam w tym raju, realizowałam z ekipą reportaż. Moi koledzy, trzydziestolatkowie, nie byli zachwyceni, gdy oznajmiłam im, że mają bardzo wcześnie wstać na nagrania. Jednak gdy zobaczyli magiczne mgły i wschód słońca nad Biebrzą, złość im minęła. Byli pod wielkim urokiem biebrzańskiej przyrody.

Bo przyroda nad dziką Biebrzą jest rozbuchana. Agnieszka Zach powiada, że „trzeba jej się pokłonić z szacunkiem, z pokorą, a wtedy przyroda odda nam, pokaże wszystko, co najpiękniejsze”.

Zawiozła nas tam, gdzie mogliśmy zobaczyć łosie. Nie wierzyłam jej, gdy mówiła, że wie, gdzie są, i w którym miejscu wyjdą. A one się pojawiły i sfilmowaliśmy cudowne łosie i żurawie. Te ostatnie na naszych oczach stoczyły spór o terytorium. Bohaterka mojego filmu ma wspaniały zmysł i kontakt z naturą.

Nazywają ją Wiedźmą Biebrzańską, czarownicą. Czyżby pochodziła z natury?

Krzysztof Kawenczyński – zwany „królem Biebrzy”, niegdyś warszawski antykwariusz – tak właśnie o niej powiedział, gdyż rodzina „Wiedźmy” pochodzi znad Biebrzy i Narwi.

Agnieszka Zach jest przewodniczką, nurkuje, zajmuje się ziołolecznictwem i gusłami, jeździ na motocyklu i tworzy witraże. Ale: stale chodzi boso i pozostaje w nieustannym kontakcie z przyrodą. Powiada, że w miejscu, w którym żyje, czas inaczej płynie. W naturalnym rytmie człowieka?

Tak mi się wydaje. Moja babcia miała na Podlasiu domek na wsi i chodziła ze mną do lasu i na łąki po zioła. Zdejmowałam sandałki i biegałam boso, za babcią. Pamiętam radość z kontaktu z ziemią. Agnieszka też zdobywała wiedzę o ziołach od swojej babci. Twierdzi, że ludzie z miasta, żyjący bliżej „cywilizacji” w codziennym zapomnieniu, oderwali się od natury, ale ich korzenie w niej pozostały. Twierdzi, że chodząc boso, nie choruje i nie odczuwa stresu. Ma też u siebie „stodołę snów”, w której organizuje warsztaty zielarskie. Dzieciaków z pobliskich szkół uczy rozpoznawania ziół, tłumaczy, do czego te naturalne leki można wykorzystać. Organizuje koncerty. Słucha śpiewu ptaków, odgłosów przyrody. Trafiła mi się naprawdę nietuzinkowa bohaterka. W reportażu „Wiedźma” bohater jest podwójny – Agnieszka Zach oraz wspaniała biebrzańska przyroda.

Skąd bierze się u Pani zdolność wynajdywania barwnych, bogatych wewnętrznie postaci? Intuicja?

Kiedy szukam ciekawych tematów, wyostrzam zmysły, zwłaszcza słuch. W telewizji, przy herbacie, jedna z koleżanek powiedziała o fantastycznej wyprawie swoich znajomych nad Biebrzę. Spotkali tam przewodniczkę, która po leśnych ostępach chodzi boso. Zapaliło mi się światełko. Już podczas rozmowy telefonicznej Agnieszka okazała się osobą otwartą. Wiedziałam, że od razu znajdziemy wspólny język. Osobisty kontakt to potwierdził, nadawałyśmy na tych samych falach. Realizowaliśmy ten film w ciągu dwóch dni, ekipa Discovery, która odwiedziła Biebrzańską Wiedźmę wcześniej, potrzebowała na to tydzień.

Siłą Pani filmu, noszącego tytuł „Wiedźma”, jest plastyczny, poetycki obraz. Postawiła Pani już Romanowi Wasilukowi małą wódkę?

Planuję dużą… Romek jest wybitnym operatorem. Realizuję z nim filmy od lat. Jest zakochany w Biebrzy. Bywało, że nie mógł znaleźć czasu na realizację innych, wspólnych tematów, bo planował sfilmowanie np. przelotu gęsi lub tokowanie batalionów. On również zainspirował mnie do realizacji tego filmu.

 

Nagroda im. prof. Stefana Myczkowskiego

Klubu Publicystów Ochrony Środowiska "Ekos" za publikacje o problemach ochrony środowiska

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl