BŁAŻEJ TORAŃSKI: Czy w Polsce handluje się wyrokami sądowymi?

MACIEJ KUCIEL: W przypadku sędziego Janusza K. z Sądu Rejonowego w Kościerzynie, byłego przewodniczącego Wydziału Karnego, który opisałem w reportażu „Sędzia” – tak. On handlował wyrokami i został za to co najmniej dwukrotnie skazany. Nie można jednak generalizować. Jestem zdania, że trzeba głośno mówić o przypadkach, kiedy ktoś zostanie złapany za rękę. To było, jest i będzie. Prawdziwy problem kryje się jednak w czym innym: środowisko nie oczyszcza się ze skorumpowanych sędziów, tylko hoduje takie wrzody, jak Janusz K.

Przez kilka lat sędzia K. za łapówki chronił przed wykonaniem wyroku Mariana T., przedsiębiorcę skazanego na wyrok bezwzględnego więzienia. Szantażował go: „Albo pójdziesz siedzieć, albo płacisz pieniądze”. Co roku Marian T. płacił sędziemu 10 tys. zł, w sumie uzbierało się 100 tys. zł. Jak to możliwe, że przez tyle lat sprawa nie wyszła na jaw?

Bo nikt nie miał w tym żadnego interesu. Sędzia szantażował skazanego. Skazany nie chciał iść do więzienia, więc płacił. Sędzia, przewodniczący Wydziału Karnego w niewielkiej Kościerzynie,  wymyślał, w jaki sposób odroczyć wykonanie kary. Układ zamknięty, w którym każdy odnosił korzyść. Nikt nie miał interesu, aby ten zaklęty krąg przerwać. Marianowi T. skończyły się jednak pieniądze, a nadal był szantażowany. Wielu ludzi wiedziało, że u sędziego można coś załatwić.

W reportażu sędzia Janusz K. mówi: „zmienię kuratora, ustawię go”. Albo: „jest wniosek prokuratora i wszystko będzie dobrze”. Myślisz, że skorumpowany sędzia dzielił się łapówkami z prokuratorem lub kuratorem? A może był to tylko układ koleżeński?

Władza sędziowska jest niemal nieograniczona. Janusz K. odraczał wykonanie kary, a nikt od jego decyzji się nie odwoływał. Sędziowie mają tak wielką władzę, ze mogą to robić bez końca. Wątpię, żeby się z kimś dzielił. To były koleżeńskie uprzejmości.

Mógł mataczyć, wykorzystując prawo?

Przez dziesięć lat robił to zgodnie z procedurami.

Marian T. skazany został za to, ze zaniżył przed urzędem skarbowym ilość importowanej z Niemiec margaryny.

W tym samym czasie wielu biznesmenów sprowadziło margarynę, zaniżając jej wartość. Dostali oni jednak niskie wyroki. Marian T. miał wyrok trzy czy cztery lata więzienia i 50 tys. grzywny.

Nie wytrzymał szantażu, przerwał milczenie pod wpływem żony. Zapytała go: „Jak długo, baranie, będziesz dawał się tak wodzić za nos?”.

Wtedy pękł. Pojechał na policję. Ostatni raz wręczał sędziemu łapówkę – znaczone banknoty – pod kontrolą policjantów. Sąd dyscyplinarny nie zgodził się jednak na jego aresztowanie.

I to jest najciekawsze. Policja musiała wypuścić sędziego, którego przyłapała na gorącym uczynku, bo chronił go immunitet. Przez siedem lat toczyło się postępowanie karne w Sądzie Rejonowym w Koszalinie, w tym czasie rzecznik dyscyplinarny nie zrobił nic. Dlaczego?

Z jednej strony rzecznik zachował się biernie z wygody. Tłumaczył, że czeka na wyrok sądu. Po wyroku karnym mógłby automatycznie usunąć sędziego z zawodu. Przy takim tłumaczeniu nie musiał zbierać materiału dowodowego, ciągać po sądach kolegi po fachu. Dał mu spokój.

To jedyna hipoteza? A może ręka rękę myje?

Nie znalazłem na to dowodów. Dlatego opowiadam się za hipotezą, że nikt nie chce występować przed szereg. Zapewne myślą: „niech to zrobi za mnie sąd karny, dostane wyrok skazujący, automatycznie usunę go z zawodu. Inaczej, to ja musiałbym zrobić coś przeciwko koledze, a tego nie muszę”. Zarzucam rzecznikowi dyscyplinarnemu sędziów, że nic nie zrobił, ale podejrzewam, że gdyby zadziałał, inni sędziowie mogliby mu zarzucić, ze pospieszył się zanim został wydany wyrok skazujący. A może był niewinny?

Ok. Ale w innych zawodach, na przykład w policji, w takich przypadkach natychmiast wyrzuca się z pracy. Skąd ta pasywność sędziów?

Nie potrafię tego wytłumaczyć, choć to był najważniejszy cel mojego reportażu, a nie fakt, że sędzia brał łapówki. Czarne owce w każdym środowisku się trafiają. Sędziowie – w jednostkowych przypadkach – brali, biorą i będę brać. Natomiast sposób, w jaki gdańscy sędziowie zamietli ten problem pod dywan jest dla mnie skandalem. Nadal tego nie rozumiem, bo nie wykorzystali możliwości, jakie mieli. Nic nie zrobili. Narazili się na zarzuty kolesiostwa.

A Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku deklaruje przed Twoją kamerą, że bardzo im zależy na załatwieniu tej sprawy, ale czekają na zakończenie postepowania karnego. Z opinii, jaką uzyskałeś w Sądzie Najwyższym, nie ma potrzeby uzależniania postępowania dyscyplinarnego od karnego. Wypowiedź rzecznika sądu nie jest wyrazem zakłamania?

Zgadzam się, bo nie zrobili nic. Bali się podjąć inicjatywę. Zrobili jedynie minimum, co leży w ich obowiązkach, czyli wszczęli formalnie postępowanie dyscyplinarne i odwiesili je na kołek. Patrzyli, co w tej sprawie zrobią inni.

Konsekwencje odwieszenia sprawy na kołek, jak powiedziałeś, są poważne, bo polski podatnik zapłacił za to już ponad pół miliona złotych. Tyle dostał oskarżony sędzia Janusz K., któremu przez siedem lat płacono pensję: 6 tys. zł brutto.

Taki był efekt pasywności jednego sędziego: zastępcy rzecznika dyscyplinarnego. Zamknął akta w szafie i czekał.

Kojarzysz, że w tym samym Sądzie Okręgowym w Gdańsku kilka lat temu była afera „sędzia na telefon”: osoba podająca się za urzędnika z kancelarii premiera ustalała z prezesem gdańskiego sądu okręgowego szczegóły związane ze sprawami sądowymi dotyczącymi Amber Gold.

Dokładnie tak.

To chyba nie jest przypadek?

Publicyści mogą pisać o powiązaniach, ja mogę mówić tylko o pasywności i brak poczucia sprawiedliwości ze strony rzecznika dyscyplinarnego tego sądu.

Ale taką samą pasywnością wykazał się Sąd Rejonowy w Koszalinie prowadząc przeciwko skorumpowanemu sędziemu postępowanie karne przez siedem lat! Sędzia Sławomir Przykucki, rzecznik prasowy koszalińskiego sądu mówi w Twoim reportażu tak zwyczajnie, że „oskarżony ma prawo wykorzystywać wszystkie możliwości do obrony”.

Sam mam doświadczenia w charakterze oskarżonego, który nie unika sądu. Po sześciu latach procesu mam za sobą już trzy wyroki, a nadal brakuje prawomocnego. Oskarżony jestem o niezgodną z prawem emisję wypowiedzi pewnej sędzi. Dlatego historia sędziego Janusza K. mnie nie dziwi. Widzę, że praca polskiego wymiaru sprawiedliwości opiera się na trwających latami procesach. Jeśli ktoś chce, może zgodnie z procedurami to utrudniać. Sędzia K. ma w tej mierze wyjątkowe doświadczenie i wykorzystuje każdą furtkę, aby postepowanie przedłużyć. Nawet tłumaczyć się, że … zabrakło mu okularów, aby przeczytać akta, a w związku z tym nie ma możliwości obrony. Sąd Okręgowy uznał ten argument i uchylił mu wyrok skazujący. W składzie orzekającym był także… sędzia Sławomir Przykucki. 

 

Główna Nagroda Wolności Słowa

za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl