BŁAŻEJ TORAŃSKI: Będą na antenie TVP Historia filmy o Lechu Wałęsie, jako „Bolku”, Adamie czy Stefanie Michnikach, o Jedwabnem?

PIOTR LEGUTKO: Nie wiem, czy ludzie chcą oglądać takie filmy. W przypadku Lecha Wałęsy nasycenie informacją jest obecnie tak duże, że nie sądzę, aby widzowie TVP Historia oczekiwali na taki film.

 

No nie. Dokładnie rok temu telewizyjna Jedynka pokazała film dokumentalny Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „TW Bolek”, poświęcony agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy. Ten film jest stary – z 2008 roku – a obejrzało go 3,5 mln widzów!

Rzeczywiście miał znakomitą oglądalność, ale media tak funkcjonują, że przez ostatnie dwa tygodnie strach było otworzyć lodówkę, aby nie wyszedł z niej Lech Wałęsa.

 

Nadal jednak nie ukazała się polska biografia Adama Michnika, choć jest w przygotowaniu. Pisze ją Roman Graczyk.

Wydawnictwo Literackie wydało tylko biografię Adama Michnika pióra francuskiego politologa i dyplomaty Cyrila Bouyeure' a. Temat jest niewątpliwie ciekawy, gdybym zobaczył świetny scenariusz i miał pieniądze (śmiech), chętnie bym taki film zamówił. Teraz – z powodu tych ostatnich – działalność produkcyjna telewizji jest, mówiąc eufemistycznie, spowolniona.

 

Nie masz pieniędzy. Dlaczego więc nie weźmiesz gotowego filmu o zbrodni w Jedwabnem Elżbiety i Wacława Kujbidów?

Nie znam tego filmu.

Obraz „Jedwabne–Świadkowie–Świadectwa–Fakty” był pokazywany m.in. na ostatnim Festiwalu Niezłomni, Niezależni Wyklęci w Gdyni oraz na Festiwalu Filmu Niezależnego OKNO. Jest przełomowy. Dowodzi, że zbrodni tej dokonali Niemcy.

Jeśli jest dobry, z pewnością go pokażemy.

 

Jest wiele zrealizowanych filmów i napisanych scenariuszy, wypełniających białe plamy współczesnej historii. Skorzystasz z tych projektów?

Faktycznie jest bogactwo produkcji, inicjatyw oddolnych. Ludzie sami znajdują pieniądze i realizują filmy. Ramówkę TVP Historia w znacznej mierze wypełniamy tymi obrazami. Kupujemy licencje. Autorzy nawet nie żądają wielkich pieniędzy. Rozumieją, jaki jest stan kasy telewizji publicznej. Czasami żal, bo chciałbym zapłacić za te filmy tyle, ile są warte, jak w przypadku dwóch filmów Jolanty Hajdasz o arcybiskupie Antonim Baraniaku: „Zapomniane męczeństwo” i „Żołnierz niezłomny Kościoła”. Twórcom bardziej niż na pieniądzach zależy, aby te filmy trafiły do powszechnego obiegu. Aby zaistniały. To duża wartość, a ja chcę na tych filmach budować ofertę programową.

 

Dominują w tej ofercie filmy o żołnierzach niezłomnych/wyklętych?

Ten temat nadal pulsuje. Są filmowe biografie i portrety, pokazujące nieznane epizody z czasów podziemia antykomunistycznego. Bywa jednak, że często te obrazy realizują entuzjaści – nie profesjonalni reżyserzy czy producenci – pozbawieni znajomości warsztatu, doświadczenia, ale najczęściej – pieniędzy. Jeśli nawet przeprowadzili oni ciekawe dochodzenie historyczne, dotarli do świadków, to szkoda tematu.

 

Zawodowcy też borykają się z brakiem pieniędzy. Jerzy Zalewski siedem lat walczył o powstanie filmu „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać”. Recenzenci go krytykowali, ale przecież takie produkcje wymagają wielkich pieniędzy.

To prawda. Teraz wejdzie na ekrany film Konrada Łęckiego „Wyklęty” o nierównej walce żołnierzy niezłomnych z ludową władzą. Zrobiony został z dużym rozmachem, na wysokim poziomie i za godziwe pieniądze. Powinien odnieść sukces.

 

Masz poczucie, że ciąży na Tobie, jako dyrektorze TVP Historia wielka odpowiedzialność? Jeszcze kilkanaście lat temu niewielu wiedziało, kim byli Danuta Siedzikówna ps. „Inka”, Zygmunt Szendzielarz – „Łupaszka”, czy Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”. Wielu bohaterów powojennej historii nadal czeka na przywrócenie zbiorowej pamięci. Na Telewizji Polskiej spoczywa największy ciężar edukacji.

Oczywiście, mam takie poczucie, gdyż widz TVP Historia jest bardzo świadomy i wymagający. Kanały tematyczne wybierają zwykle ci, którzy interesują się daną tematyką. Widzę to po echach, interakcji, mejlach. W ogóle TVP Historia odbiega od tego, co powszechne w polskich mediach, gdzie dominuje brak powagi. Tu ta powaga jest. Autorzy filmów dokumentalnych i fabularnych i redaktorzy, publicyści, poważnie traktują widza. Nie ślizgamy się po powierzchni, próbujemy głęboko zmierzyć się z tematem. Wszystko spina powaga.

 

Może nazbyt poważnie? Macie zaledwie 1 proc. widowni.

Dlaczego „zaledwie”? W naszej kategorii to jest znakomity wynik. O pozycję lidera cały czas bijemy się z Telewizją Fokus. Ponadto śledząc oglądalność TVP Historia w ostatnich latach widać wyraźny progres. Widzów przybywa i myślę, że przyszłość telewizji należy do kanałów tematycznych. Coraz częściej ludzie sami sobie będą układać program telewizyjny. Łatwiej to zrobić wybierając kanały, o których wiadomo, czego można się po nich spodziewać.

 

Powiedziałem „zaledwie”, gdyż od lat mamy eksplozję sprzedaży magazynów historycznych: „Historia Do Rzeczy”, „Newsweek Historia”, „Focus Historia” czy „W Sieci Historii”. Polacy mają ogromny niedosyt prawdy historycznej. Widzowie TVP Historia też są złaknieni wywabiania białych plam?

Zdecydowanie. Zainteresowanie historią, odkrywanie jej jest fenomenem. Szaleństwo w powstawaniu grup rekonstrukcyjnych objęło cały kraj nie dlatego, że ludzie lubią się zabawić i przebrać w stroje epoki. Dochowują niezwykłego pietyzmu w szukaniu korzeni swych lokalnych ojczyzn.

 

Mówisz o rekonstrukcji bitew?

Nie tylko. Rekonstruuje się już o wiele więcej wydarzeń historycznych, nie tylko o charakterze militarnym. Mamy cykl Grzegorza Gajewskiego „Wojownicy czasów”, gdzie pokazujemy ten fenomen społeczny socjologicznie. W tym roku TVP Historia kończy 10 lat. Chciałbym wokół naszej stacji zintegrować te środowiska. Jest w tym o wiele większy potencjał.

 

O ile Amerykanów spaja Konstytucja, Australijczyków wielokulturowość i styl życia, o tyle Polaków integruje historia.

No tak. Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat odzyskaliśmy też pamięć, jako naród. Polityka historyczna odniosła niebywały sukces. Co jednak ciekawe, nie jest to polityka państwa. To rezultat ruchu republikańskiego. Polacy sami odzyskali tę pamięć. Dopiero teraz zbiegła się z tym polityka historyczna państwa. Ile trzeba było lat, żeby w więzieniu przy Rakowieckiej powstało Muzeum Żołnierzy Wyklętych? Sukces muzeów, które teraz powstają masowo – a zaczęło się od Muzeum Powstania Warszawskiego – jest niebywały.  Ludzie odwiedzają je równie często, jak Zamek Królewski czy Łazienki.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl