BŁAŻEJ TORAŃSKI: Zaskoczył Cię list prezesa Ringier Axel Springer Marka Dekana do polskich dziennikarzy pracujących w koncernie?

WOJCIECH SURMACZ: Nie sądziłem, że cokolwiek mnie jeszcze zaskoczy, ale ten list zaskoczył mnie totalnie.

Co najbardziej? Że jest instrukcją, jak należy interpretować wydarzenia?

Nie. Zaskoczyła mnie głupota Marka Dekana. Jego list jest po prostu głupi.

Nie dowodzi, że jesteśmy krajem medialnie skolonizowanym? Nie jest to jawna ingerencja w suwerenne decyzje Polaków?

To nie pierwsza afera wokół wydawnictw niemieckiego kapitału w Polsce i reakcja polskich mediów na ten list jest w pełni uzasadniona. Jestem jednak przeciwny robienia burzy w szklance wody z powodu głupoty jednego człowieka. Pracowałem w tym wydawnictwie przez wiele lat i mam tam wielu przyjaciół, niejednokrotnie o poglądach skrajnie odmiennych od Marka Dekana. Dekan to zwykły księgowy, który zrobił karierę w międzynarodowej korporacji. Może i umie liczyć, ale pisać zdecydowanie nie powinien. Moim zdaniem nie należy wyciągać zbyt dalekich wniosków z jego listu, bo on świadczy przede wszystkim o braku profesjonalizmu autora i jego skrajnej głupocie. Nie wyobrażam sobie żadnej innej korporacji niemieckiej, której prezes posunąłby się do napisania takiego listu do swoich dziennikarzy, a tym bardziej do polskich dziennikarzy.

Według Krzysztofa Skowrońskiego, prezesa SDP, sens listu sprowadza się do tego, że rząd niemiecki reprezentuje interesy Polaków lepiej niż demokratycznie wybrany rząd Polski. Tak samo to odebrałeś?

Wciąż uważam, że to jest opinia Dekana, prezesa dużego koncernu medialnego, w którym połowę udziałów mają Niemcy, a drugą połowę Szwajcarzy. Gdyby Mark Dekan chciał zachować twarz i zaprzeczyć temu, co mówi Krzysztof Skowroński, to podałby się do dymisji i uciął na ten temat wszelkie spekulacje. Gdyby właściciele koncernu chcieli zaprzeczyć słowom prezesa SDP, odwołaliby go. Jeśli Dekan nie poda się do dymisji lub właściciele nie odwołają go ze stanowiska, będziemy mieli pełne prawo mówić tak, jak Krzysztof Skowroński: „Dekan reprezentuje interesy niemieckie oraz szwajcarskie i występuje przeciwko państwu polskiemu”. Rzeczywiście taką treść ma ten list! Równocześnie szalenie krzywdzi wielu ludzi pracujących w Axel Springer Polska. Na Twitterze widziałem już wpis, który parafrazuje słynne hasło z czasów okupacji „Tylko świnie siedzą w kinie”. Ktoś napisał: „Tylko zwierzę pracuje w Springerze”. To bardzo smutne...

Tymczasem Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej w Grupie Ringier Axel Springer Polska całą tę sprawę bagatelizuje. Twierdzi, że Dekan „co tydzień pisze krótki list do pracowników”. Pracowałeś w „Newsweeku” i „Forbesie”. Rzeczywiście prezes RASP co tydzień wydawał swoim pracownikom instrukcje, jak komentować wydarzenia?

Pracowałem w RASP 7 lat i mógłbym niejedną historię opowiedzieć o niemieckim podejściu do „wolności słowa” w tej korporacji. Ale w przeciwieństwie do Marka Dekana jestem profesjonalistą. Uważam, że o byłym pracodawcy mówi się dobrze, albo wcale. Mogę natomiast komentować list Dekana jako zwykły dziennikarz ekonomiczny i uważam, że Mark Dekan to najgłupszy CEO jaki się mógł wydawnictwu Ringier Axel Springer przytrafić. A jeśli dyrektor komunikacji korporacyjnej RASP przyznała, że Mark Dekan co tydzień pisze coś podobnego, to mam prawo wysnuć z tego wniosek, że tym razem napisał coś wyjątkowo ohydnego. Komuś puściły nerwy i list wyciekł na zewnątrz. Współczuję dziennikarzom, którzy pracują w tym koncernie w Polsce, bo wielu z nich znam od lat i szanuję. Teraz nie będą mieli łatwego życia.

List Dekana dowodzi, że w tym koncernie medialnym łamie się sumienia.

To się dopiero okaże. Czy dziennikarze, do których napisał Dekan będą wyjaśniać „>ciemnocie<, nie rozumiejącej Tuska i Unii Europejskiej, że Jarosław Kaczyński jest niewiarygodny”. Tak bowiem można zinterpretować list Dekana. Że namawia w nim dziennikarzy, aby stanęli po stronie tzw. totalnej opozycji w Polsce.

„Newsweeka” nie musi do tego namawiać.

No tak, „Newsweek” pod kierownictwem Tomasza Lisa realizuje to od dawna...

Co realizuje? Niemiecką rację stanu?

Rację Marka Dekana. Właściciele koncernu muszą zareagować. Nie mogą tego bagatelizować. Komunikat Agnieszki Odachowskiej jest żartem, kpiną z rynku mediów w Polsce.

Żart żartem, ale kilkanaście lat temu, kiedy koncern Verlagsgruppe Passau kupował łódzkie „Wiadomościach Dnia”, jej  prezes–dyrektor generalny Franz Xaver Hirtreiter powiedział: „Nie mogliśmy was podbić militarnie, to podbiliśmy ekonomicznie”.

List Marka Dekana jest poważny. Nazwałbym go nawet wystąpieniem politycznym szefa największego koncernu medialnego w Polsce. Z punktu widzenia biznesu i zarządzania, które opisuję jako dziennikarz ekonomiczny od ponad dwudziestu lat, ten list jest skrajnie głupi.

Złamana została zasada oddzielenia biznesu od wolności słowa i misji dziennikarskiej?

I od polityki. Totalnie. Żeby było śmieszniej Mark Dekan naruszył jedną podstawowych wartości, którymi rzekomo kieruje się Ringier Axel Springer. Na stronie internetowej tej korporacji, pod hasłem „uczciwość” widnieje deklaracja: „Nie angażujemy się w gierki polityczne.” Dekan niewątpliwie się właśnie zaangażował, łamiąc własne zasady korporacyjne i wykazując się brakiem zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.

Należy z tego wnioskować, że ważniejsze teksty „Faktu” czy „Newsweeka” cenzurowane są w Berlinie?

Nie wiem czy w Berlinie, może w Zurichu? Niech Mark Dekan odpowie na to pytanie.

Może po tym liście powinniśmy przyspieszyć prace o repolonizacji i dekoncentracji mediów w Polsce?

To jest kolejny powód, aby list Dekana nazwać skrajnie głupim. Jako szef największego koncernu medialnego w Polsce z kapitałem zagranicznym powinien zachowywać się wyjątkowo neutralnie i delikatnie, bo stąpa po niezwykle cienkim lodzie. Tym listem zdetonował temat repolonizacji polskich mediów, który od czasu „dobrej zmiany” cały czas pulsuje. Mark Dekan ma szansę przejść do historii jako ojciec repolonizacji polskich mediów.

Jak repolonizować nie naruszając świętego prawa własności?

To jest pytanie do ustawodawcy, prawników zaangażowanych w ten proces. Stworzenie takiego prawa jest konieczne wobec totalnego braku równowagi kapitałowej na polskim rynku, który po 1989 roku został oddany za bezcen Niemcom. W Niemczech zdecydowana większość rynku medialnego kontrolowana jest przez kapitał niemiecki. Dlaczego w Polsce ten rynek nie miałby być kontrolowany przez kapitał polski?

Jak więc to zrobić?

Możemy czerpać wzorce z repolonizacji rynku bankowego.

Spółki skarbu państwa mogłyby odkupić gazety regionalne?

Nie tylko gazety regionalne. Dlaczego nie miałyby wykupić udziałów w Grupie TVN czy RASP? Dlaczego nie? Dzisiaj rynek medialny przeżywa zapaść, więc jest dobry czas na zakupy. Tym bardziej, że w grę wchodzą dużo mniejsze pieniądze, aniżeli przejęcie kontroli nad jednym czy drugim bankiem.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl