BŁAŻEJ TORAŃSKI: Zawsze autoryzujesz rozmowy?

KRYSTYNA PYTLAKOWSKA: Jednej nie autoryzowałam.

Rozmówca odmówił?

Nie, chciał się wycofać z wywiadu.

Małgorzata Foremniak?

Nie, Kamil Sipowicz. Udzielił mi wywiadu kilka lat temu, kiedy Kora zachorowała. Potem zadzwonił, że Kora się na tę publikację nie zgadza. Odpowiedziałam, że w takim razie wydrukuję bez autoryzacji. Że mam nagranie i napisałam tak, jak rozmawialiśmy. Tuż przed drukiem, kiedy wywiad był już w numerze, odesłał mi autoryzację i – przez przypadek –  korespondencję, jaką prowadził z „Newsweekiem” (śmiech). Wynikało z niej, że przetrzymał mi autoryzację przez kilka dni, bo chciał udzielić wywiadu Tomaszowi Lisowi. Napisał mu: „>>Viva<< zablokowana” i pytał go: „Kiedy robimy rozmowę”. (śmiech).

Pomylił się.

No tak, przesłał mi to niechcący. Zdecydowałam się puścić bez autoryzacji, bo nie lubię, jak się mnie robi w Karola.

Śmieszne.

Bardzo i utwierdziło mnie w przekonaniu, że często autoryzacja jest kartą przetargową. Dopóki bohater nie zautoryzuje, uważa, że rozmowy nie było. To powinno być zmienione w prawie.

Ano właśnie. Wkrótce wejdą nowe regulacje Prawa prasowego: Twój rozmówca będzie miał na autoryzację tylko 24 godziny.

I bardzo dobrze, bo często autoryzacje sa przetrzymywane po kilka, nawet kilkanaście dni. Wiadomo, że jak redakcja zaplanowała materiał, nie ma czasu na czekanie. Wysyłam wtedy dziesiątki mejli z prośbą o odesłanie autoryzacji: do bohaterów, ich menadżerek. W końcu udaje mi się to uzyskać, ale jest to naprawdę ciężka praca.

Ile dni czekałaś najdłużej?

Przeprowadziłam rozmowę z Magdą Gessler i jej ojcem, Mirosławem Ikonowiczem. Magda autoryzowała, a wywiad z ojcem czekał na jego biurku, aż przeczyta. Odesłał po miesiącu, kiedy tekst już dawno był w numerze. Zgodę na druk bez autoryzacji wziął na siebie ich menadżer.

Wedle drugiej propozycji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozmówca nie będzie mógł dopisywać pytań ani informacji, których nie przekazał dziennikarzowi, albo zmieniać kolejności wypowiedzi. Rzecz w tym, aby autoryzujący całkowicie nie zmieniał treści. Często Twoi bohaterowie zmieniają treści?

To akurat mnie nie niepokoi. Wiadomo, że jak człowiek rozmawia z dziennikarzem, bywa zestresowany i ponad godzinna rozmowa spisana z kasety często nie ma rąk, nóg, mnożą się niejasności, nielogiczności. Komuś się coś przypomni, więc lepiej, jeśli poprawi, co mu nie pasuje. Pozwalam na dopisywanie, bo nie ma to większego znaczenia dla tekstu, a często wywiad zyskuje. Nie znoszę natomiast zmiany pytań. Wolę, jak napisze: „Wymyśl inne pytanie, aby to się lepiej łączyło”. Robię to, bo jestem biegła w wymyślaniu pytań, które ujmą różne wątki w całość.

Jak dalece celebryci ingerują w napisany tekst? Często grymaszą i mają muchy pod nosem?

Nie można generalizować. Każdy jest inny. Mniej więcej ich znam. Często przeprowadzam wywiady po raz kolejny. Jesteśmy ze sobą oswojeni. Nie zaskakujemy się. Trudniej jest z nowym rozmówcą, ostatnio z Pawłem Małaszyńskim po serialu „Belle Epoque”. Zmienił mi pół wywiadu, efekt był gorszy.

Wykłócałaś się z nim?

Nie miałam takich możliwości. Kontaktowałam się tylko z jego agentką. Wyraziłam jej swoje niezadowolenie. Jeżeli ktoś udziela mi wywiadu, decyduje się otworzyć duszę, mówi, że doznał w życiu wielu zawodów, że robiono go w konia, a potem mi to wyrzuca i twierdzi, że wszystko jest piękne, to mnie ogarnia wściekłość. Szkoda mojej pracy. Jeszcze muszę się pod tym podpisać.

Kiedy czułaś największą wściekłość? Podczas autoryzacji wywiadu z Kingą Baranowską, himalaistką, kiedy dopisywała Ci pytania?

Nie byłam o to na nią zła, dopisywała ze swojego punktu widzenia. Co innego wydawało się jej interesujące, aniżeli mnie. Jej pytania o geograficzne informacje usunęłam. Mojego czytelnika interesowały tylko uczucia i emocje towarzyszące wspinaczce. Wywiad był dobry.

Którzy rozmówcy czynili Ci najwięcej kłopotów przy autoryzacji? Daniel Olbrychski i jego syn Rafał? Małgorzata Foremniak?

Chyba chcesz, żeby mnie całe środowisko wyklęło (śmiech).

A który z celebrytów czyta portal SDP?

Czytają, ściągają też plotkarskie portale.

Olbrychski się na Ciebie nie pogniewa. Przyjaźnicie się od lat.

Rzeczywiście jesteśmy w dobrych stosunkach. Nie obrazili się na mnie, kiedy opisałam autoryzację rozmowy z Danielem i Rafałem.

Mówiłaś mi przed laty: „Daniel jest bardzo szczery. Rafał jest impulsywny, choleryk. Było tak, że w pewnej chwili obraził się na Daniela i wyszedł. Oczywiście ja byłam temu winna (śmiech), bo zadawałam pytania dociekliwe. Ale za tydzień dokończyliśmy tę rozmowę. Tylko potem miałam potworne problemy z autoryzacją”.

Z tego po latach można się pośmiać, ale nigdy nie wybaczę – choć raczej wybaczam – Małgosi Foremniak.

W trakcie autoryzacji powiedziała, że nie chce tego wywiadu i niech go zrobi ktoś inny?

Jej agentka uzgodniła z kierownictwem mojej redakcji, że tę rozmowę jeszcze raz zrobi kto inny. To było dla mnie upokarzające. Moja robota poszła na marne, choć to był świetny wywiad. Prawdziwy. Bez przesłodzenia. Nie piłyśmy sobie z dziubków. Nikt nikogo nie potępiał. Nie zdradzałyśmy tajemnic alkowy. Taki wywiad Małgosi by nie zaszkodził.

Rozmawiasz najczęściej z aktorami, piosenkarzami, sportowcami. Jakie zwykle mają życzenia podczas autoryzacji? Robert Mazurek powiedział mi, że jeden ze znanych aktorów zażądał od niego autoryzacji kroju czcionki.

(śmiech). Nie. Proszą tylko, żeby wysłać im tytuł i wyimki. Wysyłam, bo po co narażać się dla jakiegoś głupstwa? Na ogół nie mam  kłopotów z autoryzacją. Zaskoczyła mnie ostatnio Magda Cielecka, bo uchodzi za trudną przy autoryzacji, a nie miała żadnych ważnych uwag.

Jak to osiągasz?

Staram się słuchać, co do mnie mówią. Jeśli coś piszę po swojemu to tylko dlatego, że wypowiedź rozmówcy była za długa, a trzeba coś skompensować albo połączyć dwa wątki. Natomiast nie ingeruję w to, co chcą powiedzieć. Mają pewność, że to, co powiedzą, znajdzie się w wywiadzie. Oczywiście nie wszystko. Wiele drobiazgów nie interesuje masowego czytelnika. Z tego rezygnuję. Przede wszystkim wywiad piszę od nowa. Jakbym pisała reportaż. Nie pracuję na spisanym z taśmy surowcu. Układam klocki w odpowiedniej kolejności. Chyba im się to podoba, bo nie zgłaszają pretensji.

Są dwie szkoły: rozmowy agresywne i empatyczne.

Agresja jest mi obca. Zakochuję się w swoich bohaterach i staram się o wzajemność.

Krysiu, autoryzacja jest potrzebna czy nie? Zdecydowana większość dziennikarzy jest za jej odrzuceniem. Wielokrotnie posługują się przykładem słynnego wywiadu Oriany Fallaci z ajatollahem Chomeinim. Nie powstałby, gdyby musiała go autoryzować.

No tak, ale to była Oriana Fallaci. Chciałabym, żeby legalnie polegać na tym, co jest nagrane na taśmie. Reszta jest kwestią umówienia się dziennikarza z rozmówcą. Jeśli bohater wywiadu poprosi o autoryzację, a dziennikarz nie chce mu zrobić krzywdy, to się zgodzi.

Prawie trzydzieści lat temu Krzysztof Mroziewicz powiedział mi, że nie autoryzuje. Po prostu pisze to, co rozmówca mu powiedział.

No tak (śmiech). Gdybym się tak umówiła z Pawłem Małaszyńskim to byłby o wiele lepszy wywiad.

Wysłać Ci tę rozmowę do autoryzacji?

Nie wysyłaj.   

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl