Z dr Rafałem Kasprzykiem o tym, jak radzić sobie z kłamstwem medialnym rozmawia Błażej Torański

BŁAŻEJ TORAŃSKI: Czy kłamstwo medialne jest w Polsce bezkarne?

RAFAŁ KASPRZYK: Bezkarne nie jest, ale trzeba wytoczyć pozew o ochronę dóbr osobistych, jeśli to kłamstwo w nie godzi.

BŁAŻEJ TORAŃSKI: Radio Zet podało niedawno – a za nim Wirtualna Polska i portal NaTemat – że w Bochni nakazano zasypać wykopalisko archeologiczne z powodu planowanej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło. Prezydent nie planował takiej wizyty, czy ma podać Radio Zet do sądu? 

Oczywiście nie. Ustawa daje możliwość Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji nakładania kar administracyjnych  na nadawców, ale niestety nie przewiduje kar w wypadku nierzetelności dziennikarskiej. Gdyby doszło do znieważenia  prezydenta w grę wchodzi jeszcze art. 135 § 2 kodeksu karnego. W razie zniesławienia - choć jest to przestępstwo z oskarżenia prywatnego - prokurator mógłby wszcząć postępowanie na podstawie art. 212 tego kodeksu, gdyż wymaga tego interes społeczny.

W przypadku Radia Zet nie było zniesławienia. Ale w serwisie internetowym był redakcyjny komentarz: „Czy po raz kolejny rzeczywistość prześciga >>Ucho Prezesa<<? Nie sposób też uniknąć skojarzeń z kultowym malowaniem trawy na zielono na przyjazd dygnitarzy partyjnych za czasów poprzedniego ustroju”. Z pewnością niejeden radiosłuchacz wybuchnął śmiechem. To źle rzutuje na wizerunek prezydenta. Jak z tym walczyć?

Nie ma niestety skutecznej drogi prawnej.

Węgrzy znaleźli na to sposób. Ich Rada ds. Mediów za kłamstwo medialne może wymierzać kary: mediom elektronicznym do 700 tys. euro, wydawcom dzienników i publikacji internetowych – 89 tys. euro. Nie da się tych przepisów przenieść do polskiego systemu prawa?

Za kłamstwo tak, ale za "niewyważone politycznie" nie, bo byłoby to sprzeczne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Polska przegrałaby takie sprawy w Trybunale Europejskim. I wydaje się, że Węgry też będą przegrywać. Trybunał bowiem dopuszcza w ramach swobody dyskusji i wolności słowa także wolność do formułowania wręcz obraźliwych zarzutów. 

Nic nie można zmienić?

Można na przykład wprowadzić możliwość karania przez przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nadawcy, który rozpowszechnia informacje oczywiście nieprawdziwe. 

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji może przecież karać nadawców. W 2014 roku nałożyła karę 50 tys. zł na radio Eska Rock za obrażanie Ukrainek przez Jakuba Wojewódzkiego i Michała Figurskiego w programie „Poranny WF”.

Przepis mówi, że audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym. W szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość. W sprawie Ukrainek KRRiTV i sąd powołały się  na to, że audycja propagowała treści dyskryminujące Ukrainki ze względu na ich narodowość. Innym razem TVN zapłacił karę 471 tys. zł za znieważenie polskiej flagi w programie Kuby Wojewódzkiego. 

W talk-show „Kuba Wojewódzki” rysownik Marek Raczkowski i aktor Krzysztof Stelmaszyk podczas programu wkładali miniatury polskich flag w atrapy psich odchodów. 

Było to bezczeszczenie symboli narodowych, propagowanie działań sprzecznych z prawem, z moralnością, dobrem społecznym. Natomiast sama nierzetelność dziennikarska nie upoważnia przewodniczącego KRRiT do nałożenia kary na wydawcę.

Niedawno przewodniczący KRRiT upomniał TVN. Nakazał zaniechanie działań „polegających na niedochowaniu należytej rzetelności i staranności przy zbieraniu oraz wykorzystywaniu materiałów podczas prezentowania problemów objętych tematem audycji”. Chodziło o reportaż Piotra Świerczka „(Nie)czyste teorie” (pokazany w „Czarno na białym”) o zespole Antoniego Macierewicza, wyjaśniającego sprawę katastrofy smoleńskiej.

Przewodniczący KRRIT mógł tylko pouczyć stację, bo nie ma podstaw prawnych do nałożenia kary. Potrzebna jest zmiana ustawy, żeby karać za nierzetelność dziennikarską, ale nie w stylu węgierskim. 

Po wpadce Radia Zet prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Przykład absolutnego kłamstwa medialnego”. Można było zrobić więcej?

W tej sprawie prokuratura powinna wytoczyć powództwo o ochronę dóbr osobistych Prezydenta przeciwko dziennikarzom, którzy puścili „fake news”.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl