Jak się wydaje gazetę dla Polaków w Szwecji?

Ciężko. Z kilku przyczyn. Jeśli chce się być całkowicie niezależnym trzeba zadbać o finanse, po prostu mieć kasę. Dlatego, że wszystkie formy dotacji uzależniają wydawcę. Ograniczają mu możliwości krytyki.

Znalazłbyś sponsora, zdobył dotacje?

Prawdopodobnie tak.

Z grantów europejskich?

Nie. Z pieniędzy polskich. Ze Stowarzyszenia Wspólnota Polska lub z Senatu RP. Ale nigdy o to nie zabiegałem, bo nie chcę się uzależniać. Poza tym widzę, jak to wygląda w przypadku innych gazet polonijnych na szwedzkim rynku. Jeśli oprą swą egzystencję na dotacjach, żyją w wielkiej niepewności. Bo dzisiaj są dotacje, a jutro – jak zmieni się rząd – może ich nie być. Nowa władza może uciąć dotacje, uznać, że gazeta im nie odpowiada. Dlatego też gazety polonijne w Szwecji często padają albo mają przerwy w wydawaniu. Czekają, aż się znowu zmieni władza na taką, która będzie im chciała dawać pieniądze.

Kto utrzymuje Twoją gazetę?

Żyję wyłącznie z reklam. Prowadzę komercyjny biznes. Niezależny od politycznych decydentów.

„Nowa Gazeta Polska” nie ma nic wspólnego ze środowiskiem „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza. Wręcz przeciwnie. Wychodzi na szesnastu kolumnach, w nakładzie 3 tys. egzemplarzy i jest rozdawana w polskich sklepach i pod kościołami. Jaki ma charakter?

To jest gazeta lokalna. Jak gazety powiatowe w Polsce. Zajmujemy się sprawami szwedzkiej, a właściwie sztokholmskiej Polonii. Mamy bowiem problem z dotarciem do Polaków w całej Szwecji, gdzie jest ich mniej więcej 120–140 tys. W samym Sztokholmie połowa tego. Niestety, 90 procent emigracji nie wykazuje jakiegokolwiek zainteresowania sprawami polskimi. Jeśli w ogóle oglądają polską telewizję, to przeważnie programy popularne i sitcomy. Rzadko informacje. Połowa odbiorców mojej gazety pochodzi z najnowszej fali emigracji, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Pracują bardzo ciężko, przeważnie na budowach, przez sześć dni w tygodniu, a w niedzielę odpoczywają na tapczanach.

Porównujesz „Nową Gazetę Polską” do gazet powiatowych w Polsce, jednak one w ogóle nie zajmują się polityką na najwyższym szczeblu! Jedynie lokalną. Te gazety żyją tym, co ludzie w powiecie: inwestycjami, rynkiem pracy, kulturą, piłką nożną w klasie „A” i dziurami w chodnikach … U Ciebie dominują felietony i opinie, nazywane przez prawicę w Szwecji paszkwilami. W jednym z wywiadów cytujesz Tomasza Walata, który nisko ocenia intelekt Jarosława Kaczyńskiego. Obraża go.

To jest gazeta prywatna i wyraża także moje opinie. Wyznaję liberalne wartości, jak autorzy, którzy dla mnie piszą. Nie znaczy to, że nie  opublikowałbym tekstu sprzecznego z moimi poglądami. Nie chcę jednak nikogo oszukiwać i zapewniać, że chcę być obiektywny. Nie jestem.

Jest jeszcze jeden problem związany z redagowaniem gazety polskiej na emigracji: brakuje ludzi, którzy potrafią pisać. Grono autorów jest bardzo ograniczone. Prawdziwych dziennikarzy można policzyć na jednej dłoni. Wielu natomiast jest chętnych do napisania felietonu, bo uważają, że to jest łatwiejsza forma dziennikarska.

Złudzenie, bo to nie są felietony na poziomie „Kisiela”.

Oczywiście tak. Ale mimo wszystko wyrażanie własnej opinii jest łatwiejsze, niż prawdziwe, obiektywne, profesjonalne dziennikarstwo.

W Twojej gazecie przeważają słabo napisane, luźne, antyprawicowe i antypisowskie opinie.

Podziały polityczne w Polsce przeniosły się na waśnie wśród emigracji, autorzy też się podzielili. Przy mnie pozostali tylko ci, którzy myślą, jak ja. Ale to jest czołówka intelektualna w porównaniu do tych, którzy są po drugiej stronie.

Chcesz powiedzieć, że prawicowi publicyści na emigracji w Szwecji są „gorszego sortu”?

Rozumiem, że mnie prowokujesz, ale nie użyłbym tego określenia. To nie jest „gorszy sort”, ale ludzie, którzy realizują propagandę.

Oni dokładnie to samo mówią o was. Działacze Kongresu Polaków w Szwecji „Nową Gazetę Polską” nazywają gadzinówką. Przykro Ci?

Ubolewam z tego powodu, ale nie przejmuję się. Konstatuję, że tak jest. Jak rozdawałem kolejne numery pod kościołem, wielokrotnie słyszałem, że to żydowska, faszystowska albo lewicowa gazeta. Ale ludzie ją brali, bo chcieli się dowiedzieć, gdzie przyjmuje polski lekarz, gdzie adwokat, a gdzie można kupić polski chleb. Nie przeszkadza mi, że większość czytelników bierze gazetę tylko z powodu reklam. Tak samo jest ze szwedzkim „Metrem”. Wiem, że niektóre artykuły są dla nich za trudne, za długie i kompletnie ich nie interesują. Wydaję gazetę opinii i komentarzy, która promuje wydarzenia, publikuje recenzje książek mieszkających w Szwecji Polaków albo napisanych przez Szwedów o Polsce. Filmoznawca Aleksander Kwiatkowski pisze recenzje z filmów trudnych. W „Nowej Gazecie Polskiej” staramy się jednak przede wszystkim tłumaczyć mechanizmy i bronić uniwersalnych wartości, jak wolność, tolerancja, poszanowanie innych ludzi.

Szacunkiem dla Jarosława Kaczyńskiego jest nazywanie go słabym intelektualnie? Przecież to oczywiste kłamstwo, propaganda.

Przeprowadziłem ten wywiad, zapisałem poglądy osób, z którymi rozmawiałem.

Ale nie oponowałeś.

Nie sądzę, aby to dyskredytowało tę rozmowę. O wiele gorsze opinie ukazują się w polskiej prasie. Moja gazeta nie różni się od tonacji, obowiązującej obecnie w Polsce. Ponadto zgadzam się z tym poglądem.

W Polsce w przestrzeni publicznej jest równie wiele mowy nienawiści. Dla mnie najskuteczniejszymi politykami ostatnich dekad byli – lub są – Jarosław Kaczyński, Leszek Miller i Donald Tusk.

Sorry, ani Kaczyński, ani Miller.

W polityce liczy się skuteczność.

Owszem, obaj wiele osiągnęli, ale i wiele przegrali. Tusk jest dla mnie wielkim odkryciem. Dla mnie, powiem żartobliwie, najbardziej skuteczny był Pawlak. Wchodził w koalicję z kim tylko się dało.

PSL wie, gdzie leżą konfitury. Ale ten wątek odbiega od tematu redagowania gazety na emigracji. W „Nowej Gazecie Polskiej” nie ma reportaży, relacji, są niemal wyłącznie opinie.

No tak, ale reportaż jest jednym z najtrudniejszych gatunków dziennikarskich. Kto ma to zrobić, skoro nie mam dziennikarzy?

Krawiec kraje, jak mu materii staje?

Taka jest smutna prawda.

To zaproś do redagowania dziennikarzy z Polski. Chyba, że nie chcesz się dzielić zyskami.

Tematyka polska mnie nie interesuje, a moja gazeta nie jest finansowym eldorado. Starcza mi tylko na przeżycie. Za mało mam pieniędzy, aby zbudować redakcję z prawdziwego zdarzenia. Nie jestem w stanie nikogo zatrudnić.

Redagujesz gazetę antypisowską, a dostałeś niedawno Nagrodę im. Macieja Płażyńskiego w kategorii dziennikarz medium polonijnego. Jury nagrodziło Cię „za odwagę podejmowania bardzo trudnych i kontrowersyjnych tematów oraz wszechstronną działalność dziennikarską i publicystyczną, także w języku szwedzkim”. Jak to się stało? Środowisko Kongresu Polaków w Szwecji jest oburzone.

Nie wiem, jakimi drogami to chodzi, ale Nagrody im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii przyznaje Press Club Polska, który jest chyba teraz opozycyjny wobec władzy?

Jest. Pieniądze na nagrody wykładają prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni, a także marszałek województwa pomorskiego.

Sztokholm, 5 maja 2017 roku

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl