BŁAŻEJ TORAŃSKI: Najnowsza analiza IAB Polska „Internetowa kultura obrażania?” dowodzi, że w polskim Internecie wypowiedzi przekraczające granice kultury są marginalne. Tak wynika też z Twojego doświadczenia?

MIROSŁAW USIDUS: Wielokrotnie wyrażałem opinię, że negatywne zjawiska w sieci – zwłaszcza hejt, o którym się tak wiele mówi – w rzeczywistości nie są tak groźne i nie mają tak wielkiego zasięgu. Media poświęcają im nieproporcjonalnie wiele czasu, wykrzywiając perspektywę. Obraźliwe wpisy dotyczą głównie świata polityki, co potwierdzają także te badania. A moim zdaniem media – co jest ich wadą – od wielu lat zbyt wiele zajmują się polityką i mają tendencję do wyolbrzymiania pewnych zjawisk.

Tymczasem ponad 60 proc. Polaków raczej – lub w ogóle – nie interesuje się polityką, co z kolei wynika z sondażu Kantar Public.

Ale polityka wyzwala bardzo silne emocje i aktywność w społecznościach internetowych, na forach dyskusyjnych. Jakościowo jest to bardzo silne, ilościowo nie, co potwierdzają badania IAB Polska. Jestem dosyć aktywnym użytkownikiem Twittera, gdzie częstotliwość poruszania tematów można wynieść z hasztagów. Zmienia się to z minuty na minutę. Przy okazji rozmaitych zawirowań politycznych wielokrotnie zauważam aktywność wypowiedzi politycznym w temacie dnia. Co ciekawe, wieczorem czołówka popularnych hasztagów często się radykalnie zmienia. Hasztagi polityczne zastępowane są przez znaczniki związane z meczami piłki nożnej – Ligi Mistrzów lub ekstraklasy – albo z popularnymi – rozrywkowymi lub kulinarnymi – programami telewizyjnymi, jak „Taniec z gwiazdami”, „Jaka to melodia”, czy „Masterchef”. I one wypierają z listy najpopularniejszych hasztagów tematykę polityczną.  Jakby gajowy przyszedł do lasu i pozamiatał. Wtedy okazuje się, że zainteresowanych polityką jest niewielu.

Następnego dnia ten schemat się powtarza?

Bywa, że młócka polityczna rządzi na Twitterze przez cały dzień. Wystarczy jednak, że zagra Liga Mistrzów i mechanizm się powtarza. Ostatnio politykę z pierwszych list popularności hasztagów wymiotła Eurowizja. Media popełniają błąd poznawczy eksponując cały czas walkę polityczną między jednym a drugim plemieniem. Dlatego powstaje wrażenie, jakby Internet był tym przesiąknięty. W rzeczywistości tak nie jest.

IAB Polska najniższy odsetek wpisów przekraczających granice kultury – na poziomie 1 procenta – odnotowała w przypadku blogów. Na portalach społecznościowych też jest niski: ledwie 2 proc. Blogerzy wykazują w sieci najwyższą kulturę wypowiedzi?

Potwierdzam to. Bierze się to stąd, że blogerzy najczęściej nie są anonimowi, gdyż blogi zwykle używane są do autopromocji. Nawet, jeśli ktoś podpisuje się „Kataryna” czy „Matka Kurka” internauci doskonale wiedzą, kto kim jest. Znamy imiona i nazwiska. Przekraczanie granic kultury występuje tam, gdzie autor wpisu  ma przekonanie o swojej anonimowości. Równocześnie rośnie jednak świadomość, że w sieci tak naprawdę nie da się być anonimowym, więc i poziom braku kultury spada. Ludzie się powstrzymują.

Polemika Matki Kurki, czyli Piotra Wielguckiego z Jerzym Owsiakiem przekraczała granice przyzwoitości i dobrego smaku.

Tak, ale statystycznie jest to marginalne. Obaj panowie są medialnie głośni, liczebnie jednak nie stanowią siły.

Odsetek tych, którzy zadeklarowali w badaniu, że Internet pozwala na anonimowość wypowiedzi w ostatnich pięciu latach zmalał zdecydowanie: z 54 do 26 proc. Czy dlatego, że hejterzy coraz częściej przegrywają procesy?

Informacje o przegrywanych w sądach procesach i orzekanych karach finansowych są pedagogicznie bardzo pożyteczne. Wielu ludzi na tych przypadkach się uczy. Coraz więcej jest także artykułów na temat braku anonimowości w sieci. Ta świadomość narasta z wielu źródeł. Choćby z historii, którą ujawnił Edward Snowden o tym, że NSA, amerykańska agencja wywiadowcza, jest w stanie czytać niemal wszystkie informacje, także w prywatnych mejlach i namierzyć każdego. W Internecie przed służbami nie można się schować za jakimś nickiem czy fałszywym nazwiskiem i pisać, co się chce. Wiele wiemy też o tym, jak Google analizuje historię człowieka w Internecie, jak go targetyzuje, żeby podsuwać mu reklamy i produkty. Ludzie widzą te reklamy, związane z historią ich zakupów. Z wielu stron dowiadują się, że są obserwowani przez „Wielkiego Brata”. Nie jest to jeden podmiot. Obserwacje „Wielkiego Brata” mają wiele wymiarów.

Zwiększył się odsetek internautów, którzy w swoich postach żartują. Zauważasz wzrost poczucia humoru?

Ocena czy coś jest żartem – i na jakim poziomie – jest dosyć subiektywna. Owszem, ukształtowała się konwencja żartu, traktowania z dystansem wydarzeń, nie wchodzenia w poważny ton. Zwłaszcza wśród młodzieży jest trend kpienia, nabijania się ze wszystkich i z wszystkiego. Ale jest tu pewne nieporozumienie, bo żarty, krytykę, wyrażanie odmiennego stanowiska bierze się często za mowę nienawiści, co mnie irytuje, bo dowodzi, że zanika umiejętność dyskusji. Ostre, sarkastyczne wyrażanie sądów, dowcipkowanie, nie oznacza jeszcze hejtu, chyba, że ludzie zaczynają się obrażać. Dawniej dyskutowanie było sztuką. Teraz pod hejt podciąga się nawet najbardziej racjonalną krytykę.

Rzeczywiście sztuka erystyki zanika. Paweł Kolenda, dyrektor ds. badań IAB Polska tłumaczy w komentarzu do raportu, który omawiamy, że nie koncentrowali się na hejcie. „Punktem wyjścia projektu IAB Polska było ogólne podejście do kultury wypowiedzi, skali i sposobów przekraczania jej granic oraz wizerunku środków komunikacji”. To dobra metoda oceny poziomu kultury w sieci?

Tak, bo istotą rzeczy jest kontrola formy wypowiedzi. Ostre spieranie się, o czym mówiłem, nie musi oznaczać mowy nienawiści. Używając wulgaryzmów przekraczamy normę dotyczącą formy. Chodzi więc o to, abyśmy nie schodzili poniżej pewnego poziomu, nie obrażali nikogo, nie przekraczali granic kultury. Tego w sieci należy pilnować. Według mnie o wiele groźniejsze jest narastanie nienawiści w polskiej polityce. To zjawisko grozi napaściami fizycznymi, a nawet zamachami. Jego źródło nie jest w Internecie, tylko w politykach, w niskiej kulturze ich zachowań. Nie robią tego już anonimowo, tylko pod nazwiskiem. Na Twitterze politycy w niczym się już nie hamują.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl