BŁAŻEJ TORAŃSKI: Pamięta Pan kpiarski dialog Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego, twórców legendarnej „Sondy”? Kurek wzdychał: „Kiedyś to były programy”. Kamiński na to: „Proszę Pana, wszystko zawsze wydaje się ludziom lepsze, co było kiedyś”. Czy „Sonda 2” oderwała się już od porównań ze swoim kultowym pierwowzorem?
TOMASZ ROŻEK: Nie będę chyba obiektywny w odpowiedzi na takie pytanie. Na pewno z powodu tytułu nie jest to łatwe. Wszędzie, gdzie tylko mogłem, a pytano mnie o to, podkreślałem, że „Sonda 2” jest zupełnie innym programem. Nie tylko dlatego, że kompletnie zmieniły się czasy, ale i z tego powodu, że zmieniła się telewizja i nasza percepcja. Ludziom, którzy tęsknią za tamtym – jak najbardziej kultowym – programem, polecam obejrzenie kilku archiwalnych odcinków. Tempo prowadzenia absolutnie by się współcześnie nie sprawdziło. Reżyserowane dyskusje między dwoma osobami także byłyby sztuczne. W tamtych czasach wydawały się ożywcze w porównaniu do reszty telewizji. Znając ograniczenia wynikające ze zmiany czasów nie chciałem popełnić błędów kopiowania.
Czy formuła remake’u się sprawdziła? Konfrontacja starych nagrań z nowymi odkryciami?
Za próbę zmierzenia się z legendą wylało się na mnie wiele gorzkich słów.  
Marek Siudym, jedyny żyjący współtwórca „Sondy”, zarzucił TVP brak etyki dziennikarskiej i ludzkiej przyzwoitości, gdyż nikt z realizatorów nie zapytał go, czy nie ma nic przeciwko temu, aby wykorzystać nazwę „Sondy” w nowej formule.
Nazwa „Sonda” nie jest moja własnością, tylko Telewizji Polskiej, nie ja decydowałem o tytule. Gdybym spróbował dokładnie skopiować program Kurka i Kamińskiego niechęć widzów byłaby jeszcze większa.
Gdyby miał Pan jeszcze raz wystartować: poszedłby Pan własną drogą czy stosował porównania do „Sondy” Kurka i Kamińskiego?
Miałem taką koncepcję, ale widzowie szybko dali do zrozumienia, że tego nie oczekują. Jak ktoś cokolwiek robi zawsze znajdzie się grupa niezadowolonych, którzy najczęściej niemerytorycznie atakują. Oczywiście słucham tych głosów, aby mieć świadomość, że i takie opinie są, nie mogą one mieć mocy decydowania o tym, co robię, a czego nie. Dużą część moich widzów są ludzie młodzi. Dla nich remake nie stanowi żadnej wartości.
Po prostu nie znają tamtej „Sondy”, nie było ich na świecie. To Pan był jej widzem.
I to mocno nieletnim. Zgadza się. Nigdy nie zamierzałem odnosić się do tamtego programu przez cały czas emisji „Sondy 2”, nie planowałem kopiować konwencji. Chciałem oddać cześć i honor Andrzejowi Kurkowi i Zdzisławowi Kamińskiemu, którzy w PRL byli niedoścignieni i wydaje mi się, że to zrobiłem.
Ale co z tą własną drogą? Co – po ponad roku doświadczeń – by Pan w „Sondzie 2” zmienił?
Wiele. Ale trudno określić własną drogę, bo ten program cały czas się zmienia. Nikt nie narzuca mi ani tematów, ani konwencji, ale korzystam z wiedzy telewizyjnej ludzi, szanuję ją. Na pewno w pierwszym sezonie nie nawiązywałbym tak często do „Sondy” Kurka i Kamińskiego, kiedy pokazywałem fragmenty tego programu. Nie robiłem tego zresztą, aby cokolwiek odebrać twórcom kultowego programu. Chciałem przez to pokazać młodym widzom, że – jak mówił cytowany przez pana Andrzej Kurek – kiedyś to były inne, dobre programy.
Bolały Pana krytyczne recenzje, ale były też niezwykle pochlebne. W jednej z nich przeczytałem: „dwudziestominutowe odcinki trzymają widza w ciągłym zaciekawieniu, a charyzmatycznego i miłego prowadzącego aż chce się oglądać. Tomasz Rożek nie zanudza swoich widzów, serwuje im wiedzę, która otwiera oczy na naukę i jest szalenie ciekawa?”.
Dla mnie satysfakcja wynika nie z tego, co ktoś napisze, ale z tego, czy ktoś poświęci 25 minut swego czasu, aby obejrzeć mój program. Widzów jest wielu, choć chciałbym – rzecz jasna – mieć ich jeszcze więcej.
Średnia widownia „Sondy 2” wynosi 550 tys. Pierwszy odcinek – w marcu ubiegłego roku – zobaczyło 1 mln 340 tys.
To bardzo duża oglądalność, zwłaszcza w sezonie letnim, bo program emitowany jest o 14.30, w środku niedzieli, kiedy wielu ludzi wychodzi na spacery. Mam nadzieję, że teraz widownia będzie większa. Staram się doskonalić program nie przez rewolucję, ale ewolucyjnie. Nadal zdarzają się jednak krytyczne głosy. Jeśli są merytoryczne, wyciągam wnioski. Smucą mnie jednak opinie, których celem nie jest poprawienie programu …
… tylko hejt, mowa nienawiści.
Nie rozumiem tych, którzy za nic, z definicji, kogoś nienawidzą. Na przykład dlatego, że program jest w „telewizji Kurskiego”. Albo z zasady, że pracuję dla „Gościa Niedzielnego”. Że jestem wierzący. Takie głosy mnie smucą, bo z pierwszego zawodu jestem naukowcem i zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłość i rozwój wykuwa się ze sporu, z różnicy poglądów, wymiany zdań. Ta różnica powinna być merytoryczna. Musimy różnić się czymś konkretnym. Aby rozmawiać, wymieniać się poglądami. Hejt dla samej nienawiści jest totalnym zaprzeczeniem otwartości i chęć rozwoju.
Pańska wrażliwość została wystawiona na trudna próbę. Pan się nie ma z czego tłumaczyć.
Nie tłumaczę się, tylko żyło by nam się łatwiej, gdyby strony każdego sporu potrafiły dyskutować, wymieniać się poglądami. Natomiast mam pewność, że bardzo często nie ma chęci wymiany myśli, tylko pragnienie przywalenia komuś. To nie jest tak, że się smucę i płaczę po nocach, bo ktoś napisać coś niepochlebnego na mój temat. Nie. Mnie jest po prostu szkoda energii, czasu i potencjału dużej grupy ludzi, która, zamiast się rozwijać, woli stać w miejscu i hejtować.
Zgoda. Pan robi swoje, często, w poszukiwaniu prawdy, idąc pod prąd. Jednym z dowodów jest odcinek o Puszczy Białowieskiej. Ministerstwo Środowiska zwiększa wycinkę drzew z powodu korników, a w Pana programie prof. Bogumiła Jędrzejewska z Instytutu Badań Ssaków PAN jest temu przeciwna. Mówi wprost: „Puszcza da sobie radę z tym problemem sama”.
Nie rozumiem, że nie mogę dotykać jakichkolwiek tematów, bo jestem w jakiejś grupie środowiskowej. To jest kosmos! Zajmuje się tematami, które uważam za interesujące dla ludzi i aktualne. Nie rozumiem ocen w kategoriach klanowych. Moją rolą nie jest robienie komuś dobrze lub źle. Rola dziennikarza jest pokazywanie faktów i zaciekawianie mojego widza. I nie ma znaczenia, czy pisze artykuł dla „Gościa Niedzielnego” czy realizuję materiał na mój kanał na You Tube. W materiale o Puszczy Białowieskiej nie padło ani jedno słowo na temat polityki czy ministrze środowiska. Dałem głos osobom, co do których mam zaufanie i pewność, że nie zrobią mojemu widzowi „intelektualnej krzywdy”. W tym odcinku pokazałem piękno i wyjątkowość tego miejsca. Oczywiście pojawił się wątek korników, ale nie w kontekście politycznym.
Szkodzą świerkom czy nie?
Oczywiście, że szkodzą, bo je żrą i przez to świerki usychają. Pytanie jest inne: czy kornik, jako naturalny element rezerwatu albo parku narodowego, powinien być sztucznie regulowany? Świerki giną, bo zmienia się klimat, obniża się poziom wód gruntowych, zwiększa temperatura i drzewa są coraz słabsze. Dlatego kornik je atakuje. Takich mechanizmów są w przyrodzie miliony. Czy należy świerki wycinać? W takim kompleksie leśnym jak Puszcza Białowieska absolutnie nie! Pierwszy odcinek „Sondy 2” po wakacjach będzie o drzewach. Pokażę tam, że ok. połowy gatunków żyjących w lasach jest związanych z martwymi drzewami. Jeśli je usuniemy, zubożymy biologicznie dziki las.
Powiedział Pan portalowi Wirtualne media, że „docelowo Sonda 2 ma być formą bardziej dokumentalną niż studyjną”. Zamierza Pan definitywnie wyjść ze studia?
To jest skomplikowane. Nie wszystko można zrealizować poza studiem. Na przykład niektóre eksperymenty wymagają przyciemnienia światła albo braku wiatru, ruchu powietrza.
W kolejnej edycji zapowiada Pan tematy ciekawostki: o zapachach, wirusach komputerowych, o polskich górach, geologii, atmosferze i wietrze. Ale także o mitach w medycynie. O polewaniu ran wodą utlenioną czy połykaniu drażetek z witaminą C. Czy te praktyczne porady nie są większym magnesem dla widza?
To jest pytanie do widzów. Mam z nimi stały kontakt na Facebooku. Czasami proszą, aby o czymś opowiedzieć i staram się co najmniej dwa odcinki realizować na ich życzenie. Wtedy program jest bardziej poradnikowy. Ale każda z rad, jakie daję, jest punktem wyjścia do rozmowy o nauce.
Jaką ma Pan receptę na utrzymanie w programie ciekawości, napięcia, emocji?
Bardzo ważne jest, aby dziennikarz szanował swojego odbiorcę. Oczywiście można wiele mówić o dostosowywaniu treści czy formy programu do widza, ale to są truizmy. Podstawą jest szacunek do widza czy czytelnika i nie traktowanie go, jak idioty. Jak to widzę w innych programach – kiedy nie podaje się widzom niczego do przemyślenia, traktuje się ich, jak zsyp, do którego wrzucamy, co popadnie – burzy się we mnie krew. Tak być nie powinno. Staram się traktować widza poważnie i ambitnie. Jak kogoś, na kim mi zależy.
A język? Czy kluczem nie jest język? Pan nie jest typem jajogłowego, sztywnego naukowca. Skomplikowane zjawiska wyjaśnia Pan prostym językiem. Jakby Pan mówił do swoich dzieci.
To nie jest program młodzieżowy, ogląda go także wielu starszych ludzi. Chciałbym, aby to był program familijny. Żeby rodzice wołali do ekranu dziecko: „Chodź, zobaczysz coś ciekawego. Będziesz mądrzejszy”. Nie mam jednak badań fokusowych, aby sprawdzić, czy tak jest. Język zawsze jest kluczem. Na zajęciach z komunikacji mówię studentom, że szybko uczymy się mówić, ale przez całe życie uczymy się przemawiać. Każdy ma inna wrażliwość, wiedzę i doświadczenia, ale dla mnie szacunek do widza wyraża się także w używaniu innego języka. Jestem wdzięczny swojemu widzowi, że zaufał mi i poświęcił na obejrzenie „Sondy 2” pół godziny swojego życia. Nie mogę więc widza zostawić z poczuciem, że jest głupi. A taki byłby efekt, gdybym do niego mówił niezrozumiałym językiem. Nie mogę go tez zostawić z poczuciem, że stracił te pół godziny, gdyż wcześniej już o tym wiedział. Nie może to być więc język dla przedszkolaków. Dużą wagę przywiązuję do formy przekazu, aby opowiedzieć o skomplikowanym zjawisku.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl