Spytam Cię, jak prezes TVP Jacek Kurski pyta w liście premier Beatę Szydło: czy państwo polskie chce likwidacji Telewizji Bielsat?

 

Mogę odpowiedzieć za siebie. Gdybym była państwem polskim nie chciałabym, bo to jest bardzo udana instytucja, która dobrze służy interesom Polski. Ale ostatecznie zadecydują o tym rządzący. Jaką podejmą decyzję? Tego nie wiem.

 

Ale jak czujesz? Czy jest akceptacja państwa dla tej telewizji? Kurski napisał: „jako prezes spółki prawa handlowego nie mogę być sponsorem (w imieniu podatników) dzieła, które nie ma akceptacji Państwa”.

 

Ona zależy od decydentów: pani premier, Jarosława Kaczyńskiego, rządu, także od Jacka Kurskiego, Rady Nadzorczej TVP i Rady Mediów Narodowych. Staram się wszystkich przekonać, że utrzymanie Biełsatu leży w interesie państwa.

 

Niewątpliwie przez dziesięć lat powstała silna marka. Macie 750 tys. widzów w 9. milionowym kraju. Co trzeci Białorusin kojarzy stację. Pracuje dla was kilkaset osób. Jesteście ważnym elementem polityki wschodniej Polski. Premier Beata Szydło zapewniła Cię, że istnieniu stacji nic nie zagraża. To nie jest gwarancja?

 

Mam nadzieję, że tak, ale ta deklaracja padła w końcu stycznia tego roku. Mamy jednak już wrzesień, a nie ma jasności jak będzie finansowany Biełsat w przyszłym roku. To budzi niepokój Telewizji  i Jacka Kurskiego, bo ktoś musi na tę instytucję łożyć. Czy TVP sfinansuje to sama, czy państwo polskie uwzględni tę kwotę w budżecie? Osobiście jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania. Ale rozumiem pytania, jakie stawia Jacek Kurski, bo to jest projekt na pograniczu mediów i polityki zagranicznej. Dlatego ze strony politycznej powinien dostać  czy też może raczej "utrzymać" „błogosławieństwo”.

 

Tymczasem Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypowiedziało umowę na finansowanie Biełsatu. Czy cofnięcie dotacji nie jest sygnałem, że coś ważnego zmieniło się w polskiej polityce wobec Białorusi? Czy nie jesteście przedmiotem jakiegoś przetargu? Stoicie przecież Łukaszence kością w gardle.

 

Podejrzewam, że może być coś na rzeczy, choć uważam, że więcej  tu nadgorliwości z polskiej strony niż realnej oceny sytuacji. Pogląd, że poprawne relacje z reżimem białoruskim Polska jest w stanie utrzymywać tylko pozbywszy się perły w koronie polskiej polityki wschodniej, jaką jest Biełsat, jedno z najważniejszych mediów niezależnych na Białorusi – jest błędny. Nie uważam, że ewentualna likwidacja Biełsatu jest niezbędna, aby utrzymać z Białorusią poprawne stosunki.

Warto też zadawać sobie pytanie, jakie konkretnie interesy mamy zamiar realizować na Białorusi. Polacy powinni chyba wiedzieć  z doświadczenia, jak silnym czynnikiem jest oddziaływanie medialne i oddziaływanie na elity. Można prześledzić, jak konkretne elity i konkretne niezależne media  – począwszy od „Tygodnika Mazowsze” – zdeterminowały pierwsze 25 lat polskiej niepodległości... Jeżeli nie potrafimy tego czynnika docenić w  bardzo ważnym kraju sąsiedzkim jakim jest Białoruś, orientując się tylko na jej władze, to nie wiem, co zauważamy w polskiej polityce zagranicznej. Ale  mam nadzieję, że o naszej polityce zagranicznej wobec Białorusi nie decydują idioci.

 

Witold Waszczykowski od dawna krytykuje Telewizję Biełsat. Uważa, że jest niewystarczająco atrakcyjna, ma zbyt mały zasięg i w związku z tym niewielkie znaczenie dla Polaków na Białorusi. I – jego zdaniem – najlepiej stację włączyć do TVP Polonia.

 

Bardzo trudno ustosunkować się do ocen nie opartych na faktach. Ktoś może powiedzieć, że jestem za mała i za gruba, ale przecież, w zasadzie, jestem wysoka i raczej szczupła. Co mam na to odpowiedzieć? Biełsat nie ma zbyt małego zasięgu, bo satelitarnie obejmuje całą Białoruś, Ukrainę i sporą część Rosji. Czy może być większy? Obecnie nie może, bo nie udaje nam się wejść do kablówek. Czy powinien być obecny w Internecie? Tak, tylko że jest. Od kilku lat intensywnie rozwija się w sieci nawet w takich jej miejscach, o których urzędnicy MSZ zapewne nie mają pojęcia. Czy program jest mało atrakcyjny? Fakt, nie mamy bardzo dużo pieniędzy, a program TV kosztuje... ale wyniki oglądalności i tak mamy rewelacyjne. Pamiętajmy, że Telewizja Biełsat jest medium niezależnym i działa w warunkach reżimu, a ogląda ją – tak wynika z badań sondażowych – 750 tys. ludzi w 9. milionowym kraju.  Nie jest możliwe, aby na Białorusi – poza kanałami telewizji państwowej i rosyjskim, nadawanymi naziemnie – jakąkolwiek stację oglądało  kilka mln ludzi. Trudno mi więc dyskutować z kłamstwami.

 

Rzeczywiście z badań sondażowych Civitta Group Satio wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat znacznie wzrosła rozpoznawalność Biełsatu. To może, wobec tego, chodzi o to, na co wskazał na portalu wPolityce Piotr Zaremba: „W pierwszym roku rządów PiS w  elicie tej partii popularne było przekonanie, że trzeba się z Batką dogadać, bo jak nie, to wpadnie on w rosyjskie objęcia tak głęboko, że będzie to dla Polski niebezpieczne”. Czy ataki na Biełsat nie są próbą dogadania się z Batką?

 

Możliwe, że są. Zgadzam się z Piotrem Zarembą, ale nie uważam tej polityki ani za idealistyczną, ani moralną, tylko – powiem otwarcie – za zwyczajnie głupią, bezsensowną. Taka polityka nic Polsce nie daje. Trzeba być ignorantem, aby nie rozumieć, że Białoruś jest fundamentalnie, ekonomicznie uzależniona od Rosji. W związku z tym przekonanie, że mizdrząc się do Łukaszenki i likwidując Biełsat, czyli coś wyjątkowego, co wspólnie udało się zbudować Polakom i Białorusinom, przeciągniemy Białoruś na polską stronę – kiedy po tamtej stronie stoją miliony dolarów i realne, osobiste interesy dyktatora – jest dziecinnie naiwna. Jedyne, co możemy zrobić, to, że tak powiem "trzymać po tamtej stronie granicy stopę". Utrzymywać wpływy i kontakt z elitami niepodległej Białorusi. I jeśli cokolwiek będzie się tam zmieniać, to warto, aby tamtejsze instytucje kształtowały się wobec nas w duchu przyjaźni. Nawet najsilniejsze reżimy – Łukaszenki czy Putina – nie trwają wiecznie. 

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl