BŁAŻEJ TORAŃSKI: Są jeszcze w Trójmieście polskie gazety?
MARIA GIEDZ: I tak, i nie. Tak, bo są wydawane niskonakładowe gazety i biuletyny stowarzyszeń i rad osiedli, spółdzielni mieszkaniowych, urzędów miast, klubów sportowych. Rzadko są one dostępne w kioskach, czasami w punktach informacji turystycznej czy sklepach z pamiątkami. Dajmy na to „Magazyn Solidarność”, miesięcznik w którym pracuję, jest kolportowany w strukturach związkowych, w komisjach zakładowych Regionu Gdańskiego. Nakład sięga 7,5–8 tys. egzemplarzy. To dużo w porównaniu z „Dziennikiem Bałtyckim”, wydawanym przez niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau w 16 tysiącach. Kiedy zaczynałam pracę w „Dzienniku”, w 1992 roku, jego nakład dochodził do czterystu tysięcy.
Rzeczywiście sprzedaż papierowego wydania „Dziennika Bałtyckiego spada, ale w e–wydaniach gazeta jest liderem wśród dzienników regionalnych i lokalnych. Kapitał niemiecki, ale nie jest to gazeta polska?
To jest gazeta polskojęzyczna, która nie informuje, nie edukuje i nie opiniuje. Nie spełnia więc trzech podstawowych celów mass mediów. Na jej łamach – średnio 24 stronach, w piątek grubszej – publikowane są przede wszystkim reklamy. Promocje towarów i usług.
Jak to się stało, że najsilniejsza w peerelu – obok partyjnego „Głosu Wybrzeża” – gazeta województwa gdańskiego tak skarlała? Pamiętasz początki transformacji.
Zanim trafiłam do „Dziennika Bałtyckiego” pracowałam w „Tygodniku Gdańskim”, ogólnopolskim czasopiśmie społeczno–politycznym, którego współwłaścicielem była „Solidarność”. Pod koniec 1991 roku „Tygodnik Gdański” upadł. Po likwidacji RSW chcieliśmy, jako dziennikarze, kupić „Dziennik Bałtycki” i „Wieczór Wybrzeża”, ale niestety ani my, ani „Solidarność”, nie mieliśmy pieniędzy. Stąd zrodził się pomysł wprowadzenia na nasz rynek kapitału zachodniego. Nie chcieliśmy jednak wpuścić do Trójmiasta kapitału niemieckiego, sprzedaliśmy więc 51 proc. udziałów francuskiemu wydawcy Robertowi Hersantowi. Zresztą Niemcy nawet nie startowali. Wiedzieli, że nie mieli szans.
Jak wobec tego ostatecznie gdańskie gazety trafiły w ręce niemieckie?
Jeden z naszych kolegów z „Tygodnika Gdańskiego”, który został konsulem w Niemczech powiadomił nas chyba pod koniec lata 1994 roku, że Hersant sprzedał nasze gazety niemieckiej grupie wydawniczej Passau. „Dziennik Bałtycki” miał wtedy wysoką sprzedaż i nakład, zwroty niewielkie, spore zyski, był gazetą informacyjną i opiniotwórczą. To była bardzo dobra gazeta. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak to możliwe, że Hersant sprzedał Niemcom „kurę znoszącą złote jaja”.
Co pomyślałaś?
Że to nie Hersant kupił w rzeczywistości dwie najsilniejsze gdańskie gazety tylko Niemcy. Oni wyłożyli pieniądze za „Dziennik Bałtycki” i „Wieczór Wybrzeża”, nie Hersant. W tym czasie nikt nie wpuściłby Niemców do Gdańska. Chociaż Hersant wydawał się być wiarygodny, miał kanał telewizyjny, gazetę… Za jego czasów gazety miały się dobrze. Nie wtrącał się do pracy dziennikarzy. Podejrzewaliśmy, że kupił nas za nie swoje pieniądze, ale nikt nigdy tego nie udowodnił.
W tym samy czasie koncern z Passau kupił też „Dziennik Łódzki”. Pracował tam Sławomir Jastrzębowski, od lat redaktor naczelny „Super Expressu”. Franz Xaver Hirtreiter prezes-dyrektor generalny Verlagsgruppe Passau powiedział niby żartem polskim dziennikarzom: „Nie mogliśmy was podbić militarnie, to podbiliśmy ekonomicznie”.
Czuliśmy dokładnie to samo. Że oni nami zawładnęli. Nie potrzeba wojny czy rozbiorów. Niemcy załatwiają nas gospodarczo. To nie było tylko kupienie tytułów, ale także przejęcie budynków, drukarni, infrastruktury redakcji i całych zespołów. Teraz „Dziennik Bałtycki” jest słaby. Można by go odkupić.
Niemcy nie tylko robią w Polsce biznes, ale realizują także niemiecką rację stanu?
W gazetach regionalnych wydawanych przez Polskapresse, a także przez dwa pozostałe niemieckie koncerny, nie ma informacji, edukacji, tworzenia opinii. Jest manipulacja treścią. Z łamów tych pouczają nas: co mamy jeść, kupować, jak się ubierać, jak umeblować dom, jak się zachowywać, w co wierzyć, jak uprawiać ziemię, postrzegać dobro i zło, jakie święta obchodzić i w jaki sposób, jaką politykę uprawiać, a nawet jak myśleć. Pozbawia się nas indywidualizmu. Stajemy się ludźmi globalnymi, a więc nikim. Nie jesteśmy w tej koncepcji Polakami, ani nawet Europejczykami, tylko obywatelami świata. A kto to jest obywatel świata? Różni się od kosmitów tym, że pochodzi z Ziemi. Ale nie ma już nic takiego, jak polska ziemia! Jak ziemia kaszubska, podlaska czy warmińsko–mazurska. Media polskojęzyczne, wydawane za pieniądze Niemców próbują pozbawiać nas tożsamości narodowej i prywatnej, rodowej, rodzinnej, regionalnej. Na ich łamach dowodzi się, że Kaszubi to „właściwie Niemcy”. Jacy Niemcy? Bzdura. Kaszuba przez całe życie walczył o swoją kaszubskość i o polskość. To samo zrobiono z mennonitami. Kościoły menonickie, to świątynie ewangelickie, a ewangelickie to co – niemieckie, bo reformacja wybuchła w Niemczech? Wtłacza nam się taki nienawistny sposób rozumowania.
Gazety wydawane przez Niemców realizują cele cywilizacyjne i kulturowe?
Oczywiście! Gdańsk ma się stać ponownie Danzigiem, a Polacy na Pomorzu robotami niemieckich panów. Jak kilkanaście lat temu zaczęłam pracować ze studentami, od czasu do czasu czytali oni książki. Teraz nie potrafią ani czytać, ani myśleć. Nie wiedzą, co to jest myślenie, i nawet nie są tego świadomi.
Przypisujesz to strategii niemieckich koncernów medialnych w Polsce?
Oczywiście. Media mają przeogromny wpływ na człowieka. Nie tylko telewizja ma ten wpływ, teraz głównie Internet.
W Internecie 42 mln Polaków miesięcznie odwiedza trzy największe portale – Wirtualną Polskę, Onet i Interia.pl – wszystkie są własnością obcego kapitału. Na dziesięciu największych wydawców w sieci, sześciu jest z zagranicy. Pozostańmy przy gazetach z koncernu Verlagsgruppe Passau. SDP kilka lat temu przygotowało raport dotyczący prasy regionalnej. Wynikało z niego, że 1 września tylko jedna z gazet regionalnych kontrolowanych przez tę niemiecką spółkę zauważyła rocznicę wybuchu II wojny światowej, niemieckiej agresji na Polskę. „Dziennik Bałtycki” wspomina te historyczną rocznicę?
Przepraszam za zdawkową odpowiedź, ale po co?  Żeby rozbudzać w ludziach zainteresowanie zniszczeniami jakich dokonali Niemcy na naszych ziemiach, ludobójstwem dokonanym na Polakach? Tak również było w 37. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, w których wzięło udział kilka tysięcy osób. „Dziennik Bałtycki” nie opublikował żadnej wzmianki. Wystarczyło dać tylko zdjęcie i jednozdaniowy podpis. Nie mówiąc o krótkiej notce. Ale po co, pytam? Przecież to jest edukacja historyczna.

Nie informują o najważniejszych datach w historii Polski?

Oczywiście, że nie. Czasami, jak „Solidarność” coś silnie nagłośni, to powtarzają po niej. Znam redaktora naczelnego „Dziennika Bałtyckiego”, bo pracowałam z nim. Wiem, że gdyby opublikował coś wbrew myśli niemieckiego wydawcy, przestałby pełnić swą funkcję. Gdzie wtedy, jako dziennikarz, znalazłby pracę? Redaguje więc gazetę tak, aby nie wciągać jej w żadne konflikty. Od czasu przejęcia gazety przez Passauera od Hersanta nie tylko knebluje się wolność słowa. Zanika też zawód dziennikarza. Nagminnie stosowano mobbing, wymuszano na dziennikarzach różne działania, szantażowano ich. Wydawca zaczął od obcinania pensji. Za czasów Hersanta wyciągałam z wierszówką około 4 tys. zł. W 2004 roku na tym samym etacie zarabiałam maksymalnie tysiąc dwieście złotych.

Dochodziło do gwałtów na sumieniach?
Wielokrotnie zwalniano dziennikarza pod pretekstem, że czegoś nie zrobił. Notorycznie szantażowano autorów, aby pisali pod dyktando. Argumentowano, że ktoś daje reklamę, więc trzeba o nim pisać pozytywnie.
Gazety wydawane przez niemieckie koncerny nie kontrolują władzy? Nie patrzą jej na ręce?
Jest odwrotnie. To władza samorządowa kontroluje treści publikowane w „Dzienniku Bałtyckim”. Dominuje układ powiązań. Urzędy miast dają gazecie ogłoszenia, często całostronicowe. W zamian oczekują pozytywnych treści. Urzędy państwowe wycofują się z publikowania tam ogłoszeń. Ale wielkie zagraniczne firmy nadal je dają. Nie można więc napisać, że jakaś sieć handlowa łamie prawa pracownicze, bo wycofa reklamy. Oczywiście żaden pracujący w „DB” dziennikarz nie potwierdzi moich słów, bo natychmiast przestanie tam pracować.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl