BŁAŻEJ TORAŃSKI: Na propozycję wywiadu odpowiedziałeś po kwadransie. Zawsze tak szybko reagujesz?

WOJCIECH SURMACZ: Tak.

To dobra cecha, bo światowe agencje reagują natychmiast. Jak się zostaje prezesem PAP, Wojtku?

Wszyscy wiedzieli, że na stanowisku prezesa PAP jest wakat. Z mediów dowiedziałem się, że jedynym kandydatem na to stanowisko jest dziennikarz TVN Roman Młodkowski. Na gruncie profesjonalnym dzieli nas przepaść, postanowiłem więc wystartować w konkursie i uratować honor tej instytucji.

Wcześniej kandydatką była dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Nie chciałbym z nią konkurować, bo zbyt wysoko ją cenię, jest dla mnie wielkim autorytetem, ale przestała kandydować.

No dobrze. Ale jak się dowiedziałeś, że jest wakat, to tak po prostu zgłosiłeś się do Przewodniczącego Rady Mediów Narodowych?

Spotkałem Krzysztofa Czabańskiego w Polskim Radiu i zapytałem, czy jest taka możliwość. Powiedział, żebym przysłał CV i wizję kierowania PAP–em, co chciałbym zmienić, jak sobie wyobrażam sprawowanie funkcji prezesa. Po kilku tygodniach dostałem informację, żebym się zgłosił na przesłuchanie.

 „Pan Surmacz zaprezentował nam bardzo ciekawą wizję” – powiedział szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański. Jaka to jest wizja?

Miałem zaledwie dziesięciominutowe wystąpienie. Jasno, klarownie powiedziałem, że marzę, aby Polska Agencja Prasowa wróciła do przedwojennych tradycji Polskiej Agencji Telegraficznej. Żeby cieszyła się takim prestiżem. PAT była w tym czasie kręgosłupem systemu medialnego w Polsce. Nie da się, rzecz jasna, tego dzisiaj powtórzyć, bo mamy inne realia. Po 1990 roku ten rynek został zdemolowany przez media zachodnie. Weszły nowe technologie, Internet. PAP jest w tych obszarach obecna, ale przede wszystkim powinna kreować wizerunek Polski w przestrzeni międzynarodowej. Aby tak się stało, agencja musi być dla zagranicznych mediów podstawowym źródłem informacji. W tym celu serwis anglojęzyczny  winien być niezwykle mocny, profesjonalny i atrakcyjny. Chciałbym także, aby PAP wsparła media lokalne i regionalne, małe portale, które funkcjonują na granicy bankructwa, a są solą polskiego dziennikarstwa, zaproponować im dobra ofertę po preferencyjnych stawkach. Nasze serwisy informacyjne są rzetelne, wiarygodne  i wzmocniłyby papierowe i internetowe media lokalne.

To ciekawa propozycja, zwłaszcza, że media lokalne zbudowane są przeważnie na polskim kapitale. Ale ciekawa także dlatego, że wielkim korporacjom medialnym, jak Wirtualna Polska czy Agora, drastycznie podnieśliście cenę za korzystanie z serwisów informacyjnych.

Nie znam jeszcze detali tych problemów, więc nie chciałbym się wypowiadać. Ale bardzo chciałbym, aby Wirtualna Polska czy Agora korzystały z serwisu PAP. Dla mnie wszystkie media są takie same, poza różnicami kapitałowymi. Najsłabsze media powinny korzystać z serwisów PAP na preferencyjnych warunkach.

Zadeklarowałeś również, że chcesz „usprawnić funkcjonowanie PAP”. Za Twojego poprzednika Artura Dmochowskiego PAP nie była sprawna?

Nie nawiązywałem do swojego poprzednika, bo tego wymaga dobry zwyczaj. Mówiąc o usprawnieniu działań miałem na myśli arenę międzynarodową i poziom lokalny, ale także poprawienie jakości i przywrócenie prestiżu. W połowie lat 90., kiedy zaczynałem pracę w mediach, dla mnie i moich kumpli gigantyczną nobilitacją, często ważniejszą od nagrody dziennikarskiej,  było …

… zacytowanie tekstu w PAP?

Zacytowanie przez PAP fragmentu tekstu, to było coś. Teraz, odnoszę wrażenie, już tak nie jest. Dlaczego? W mojej ocenie przez wiele lat media państwowe były przez właściciela, czyli państwo polskie, dołowane. Media prywatne i zagraniczne dostawały ten rynek za darmo. Mediów państwowych już prawie nie ma, więc takie instytucje, jak PAP, powinny mieć dużo większy wpływ na opinie publiczną w Polsce i za granicą. Niestety cieniem na wiarygodność PAP–u kładły się takie historie, jak fantazjowanie przez jednego z najsłynniejszych reporterów na świecie, Ryszarda Kapuścińskiego. Dlatego chciałbym nawiązać do przedwojennej tradycji. Gdyby PAP zachowała tę pozycję, rywalizowałaby na rynku międzynarodowym, jak równy z równym z takimi potęgami, jak Reuters, Agence France Presse czy Associated Press. Polska Agencja Telegraficzna została po wojnie zamordowana, traciła na znaczeniu i przestała istnieć. Odzyskanie prestiżu, to wielkie wyzwanie dla kolejnych prezesów PAP–u, bo przecież nie będę ostatnim. Chciałbym, aby nasze serwisy były źródłami informacji dla takich gazet, jak „Washington Post” czy „Financial Times”.

Nie obawiasz się jednak, że Twoje krzesło jest gorące?Twój poprzednik Artur Dmochowski odwołany został ze stanowiska zaledwie po półtora roku, choć wybrano go na czteroletnią kadencję.

Oczywiście tak. Zdaje sobie z tego sprawę. Nic nie jest dane raz na zawsze. Wyobrażam sobie, że jutro zostanę odwołany ze stanowiska. Liczę się z tym wielkim ryzykiem. Albo mi się uda, albo nie.

Mam nadzieję, że zdążę opublikować ten wywiad na portalu SDP, zanim Cię odwołają. Dmochowski zapewniał, że sytuacja finansowa i kadrowa PAP jest stabilna, a - w jego ocenie - po przeprowadzeniu reform agencja rozwijała się najlepiej od kilku lat. A jednak utracił stanowisko. Gdzie leży prawda?

Nie wiem, jak to wyglądało, bo znam to tylko z relacji mediów. Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie zaledwie po kilku godzinach bycia prezesem PAP–u. Mogę zagwarantować jedno: nawet gdybym miał kierować PAP–em przez tydzień, wykorzystam maksimum swojego doświadczenia.

A będziesz bardziej radykalny od poprzednika? W „Gazecie Wyborczej” padł zarzut, że podobno PAP – w przeciwieństwie do TVP czy Polskiego Radia – była za mało radykalna w obronie „dobrej zmiany".

Czy będę radykalny? Nie. Będę normalny. Co nie znaczy, że nie poradzę sobie z decyzjami, które będą wymagały ode mnie radykalnych ruchów. Staram się być normalny i zawsze na pierwszym miejscu stawiać człowieka. W każdej firmie najważniejszy jest człowiek.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl