Tomasz Plaskota: Skąd bierze się przekonanie, że w nocy z 1 na 2 września – w rocznicę uprowadzenia i zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary – ktoś próbował podpalić Twoje mieszkanie?

Krzysztof M. Kaźmierczak: Nie przesądzam, że była to próba podpalenia. Biorę pod uwagę dwie wersje. Pierwszą, że próbowano podpalić moje mieszkanie tyle, że sprawców coś spłoszyło lub coś innego pokrzyżowało im plany. I drugą, że była to próba zastraszenia mnie, przez pokazanie mi, że można było dokonać podpalenia. 

Czy substancja, którą wlano do Twojego mieszkania była łatwopalna? Policja temu zaprzecza. Jaka to była substancja?

Policja poinformowała, że nie jest to substancja łatwopalna i zarazem stwierdziła, że dopiero zostanie ona zbadana. Zatem na jakiej podstawie policja wie, chociaż badań nie wykonano? Nie jestem ekspertem do spraw badania substancji chemicznych i ani składając zawiadomienie, ani później nigdy nie powiedziałem, że była to substancja łatwopalna. Mogę powiedzieć tylko, że miała silną woń kojarzącą się z olejem napędowym lub smarem, ale co to było – nie wiem. Co zdumiewające, dziennikarzom powiedziano też nieprawdę, że substancję rozlano przed drzwiami do mieszkania, tymczasem wlano ją do wnętrza mieszkania po uszkodzeniu drzwi.

Co przemawia za tym, że za próbą podpalenia odpowiadają sprawcy albo osoby związane ze śmiercią Jarosława Ziętary?

Trudno, żebym nie wiązał tego zdarzenia ze sprawą Ziętary. Nastąpiło to w rocznicę zbrodni, której ofiarą padł Jarosław Ziętara. Jestem świadkiem w tej sprawie. W związku z nią otrzymywałem pogróżki w ostatnich latach. Byłem też celem agresywnych działań ze strony oskarżonych o udział w zbrodni i pracujących dla nich osób – obserwowano mnie i fotografowano, pomawiano publicznie, jeden z oskarżonych  o porwanie Jarka wytoczył mi sprawę karną z osławionego artykułu 212 Kodeksu karnego.  Moje zaangażowanie w wyjaśnianie zabójstwa dziennikarza jest nie na rękę zarówno oskarżonym jak i innym osobom zamieszanym w zabójstwo Ziętary, którym nie postawiono zarzutów. Cały czas prowadzone jest bowiem śledztwo w trzecim wątku, bezpośrednio dotyczącym zbrodni. 

Nie obawiasz się, że jeśli policja umorzy śledztwo w sprawie próby podpalenia, ponieważ stwierdzi, że nie ma dowodów, Twoja wiarygodność może zostać podważona? Nie wątpię, że mówisz prawdę i masz rację, ale czasem mamy do czynienia z piętrowymi prowokacjami. Przestępcy potrafią być sprytni, a dla nich większym zyskiem może być podważenie Twojej wiarygodności niż zrobienie Ci krzywdy lub zastraszenie.

Od początku raczej nie mam wątpliwości, że sprawa ta zakończy się umorzeniem. Nikt bowiem nie doznał obrażeń ani nie ma szkód materialnych kwalifikujących się do uznania sprawy jako przestępstwo. Zawiadomienie na policji złożyłem po konsultacji z Prokuraturą Krajową i za jej radą. Prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa Ziętary wiedzą doskonale, że wielu świadków poddawano presji i zastraszaniu, w różnorodny sposób. I dlatego śledczy nie lekceważą takich zdarzeń. Oczywiście odpowiedzialni za zabójstwo Jarka są zainteresowani wszystkim, co działa na moją niekorzyść i niejednokrotnie, także publicznie podczas spraw sądowych i w wypowiedziach do mediów ich pełnomocnicy próbowali przedstawiać mnie w złym świetle. Byłbym jednak niepoważny, gdybym z tego powodu zrezygnował z zaangażowania w sprawą Ziętary, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem narażenia na niepochlebne opinie czy próby kompromitacji.

„Udałem się do Komisariatu Poznań Stare Miasto gdzie po bardzo długim czasie oczekiwania przyjęto zawiadomienie i przesłuchano mnie, a dopiero późnym popołudniem wykonano oględziny kryminalistyczne” - napisałeś w oświadczeniu. Dziwne zachowanie, przecież policja wie, jakimi sprawami od lat się zajmujesz.

Od początku informowałem na komisariacie, że o zdarzeniu wie Prokuratura Krajowa, ale cierpliwie czekałem prawie dwie godziny na przyjęcie zawiadomienia. Zdaję sobie sprawę, że policja ma wiele pracy, a to, czego doświadczyłem, nie jest sprawą wielkiej rangi. Sprawa Ziętary jest jednak wielką plamą na honorze poznańskiej policji, która swoimi zaniedbaniami doprowadziła  do wieloletniej bezkarności sprawców jedynego w Polsce zabójstwa dziennikarza na zlecenie. Dlatego mimo sprzecznych z faktami i dezinformujących wypowiedzi udzielonych przez biuro prasowe poznańskiej policji mam cały czas nadzieję, że policjanci z Poznania nie potraktują przestępstwa, które zgłosiłem, w sposób lekceważący i nieprofesjonalny, tak jak było niegdyś ze sprawą zabójstwa Ziętary.

W jaki sposób w przeszłości zastraszano Cię w związku ze sprawą Jarosława Ziętary?

Otrzymywałem anonimowe telefony, dwukrotnie od czasu postawienia zarzutów podejrzanym w sprawie zabójstwa Ziętary. W obu przypadkach informowałem o tym publicznie i powiadamiałem organy ścigania, a za drugim razem także sąd, gdyż dotyczyło to procesu Aleksandra G., oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Jarka. Tamte przypadki nie kwalifikowały się jednak jako przestępstwo, gdyż nie były to wypowiedzi zawierające bezpośrednie, jednoznaczne groźby.

Dlaczego osoby oskarżone o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary oraz pomoc w porwaniu i zbrodni są na wolności i odpowiadają przed sądem z wolnej stopy?

Sam się nad tym zastanawiam, słysząc np. o stosowaniu aresztu wobec osób odpowiadających za przestępstwa znacznie niższej rangi niż zbrodnia. To jednak nie pytanie do mnie, tylko do prokuratury i sądu, w których kompetencjach jest śledztwo i proces w sprawie zabójstwa dziennikarza.

***

Tomasz Plaskota jest dziennikarzem portalu wPolityce.pl.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl