Czy w dobie pośpiechu i dążenia do skrótu, ludzie znajdują jeszcze czas na wysłuchanie reportażu? A może jesteśmy świadkami powolnego umierania tego gatunku dziennikarskiego?

Anna Sekudewicz: Od kiedy pamiętam zawsze słyszałam tę opinię, która na początku mojej pracy w radiu budziła pewien lęk, a później już tylko śmiech: czy reportaż radiowy umiera? Minęło wiele lat  i muszę powiedzieć, że reportaż radiowy nie tylko nie umiera, ale jego kondycja jest po prostu świetna.

Reportaż zawsze będzie miał swojego słuchacza, bo ludzie lubią opowieści o nich samych i nie zawsze w krótkiej formie. Wielu fascynuje pogłębiony obraz świata, który odnajdują w reportażu, jego przesłanie, pytania jakie stawia. Tematy poruszane w reportażach bardzo często odnoszą się do osobistych doświadczeń wielu ludzi, którzy identyfikują się z bohaterami, ich przeżyciami, dramatami.  Osobiście o reportaż radiowy się nie boję.

Jak polskie reportaże są odbierane na konkursach przez międzynarodowe gremium? 

Przez siedem lat reprezentowałam polską radiofonię w Komisji Reportażu Radiowego EBU i brałam udział w bardzo wielu międzynarodowych konferencjach, konkursach, festiwalach, w trakcie których słucha się wybranych reportaży, a następnie prowadzone są fachowe dyskusje. Te konferencje są organizowane przez różne stacje radiowe w całym świecie dzięki czemu mogłam się przyjrzeć jak pracują dziennikarze w rozgłośniach np. niemieckich, norweskich, austriackich, irlandzkich czy w BBC. Podczas międzynarodowego spotkania reportażystów można przekonać się czy to, co robimy jest trochę archaiczne, czy wręcz odwrotnie. Twórcy z Niemiec czy Skandynawowie, mają fantastyczne warunki pracy, doskonałe możliwości finansowe.  Nasi reportażyści pracują w innym  rytmie . Powstaje więcej materiałów w krótszym czasie. Za granicą dziennikarze mogą poświęcić nawet kilka miesięcy na jeden materiał, u nas to raczej niemożliwe. To jednak nie oznacza, że nasze reportaże wypadają słabiej na arenie międzynarodowej.  Przeciwnie w ostatnich dekadach posypały się nagrody w najważniejszych światowych konkursach, takich jak „Prix Italia”, „Prix Europa” czy Premios Ondas. Nasza pozycja była coraz silniejsza i na konferencjach, gdzie wszystkie prezentowane reportaże  są poddawane  ostrej krytyce, i na festiwalach, gdzie trwa zaciekła walka o nagrody. Staliśmy się konkurencją. Polskie reportaże wyróżniały zawsze ciekawe tematy i umiejętność  „otwierania”  bohaterów, którzy, bywało, że powierzali autorom swoje najgłębsze  tajemnice. Powstawały  audycje poruszające a czasem wstrząsające. Nasi zagraniczni koledzy trzymają wobec swoich bohaterów większy dystans.

Które reportaże szczególnie Panią urzekły podczas ubiegłorocznych Melchiorów i Konkursu im. Jacka Stwory?

Przyznam, że w tym roku reportaże, które pojawiły się w czołówce „Melchiorów”, Grand Prix Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, czy Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory  to były naprawdę znakomite audycje. Znalazły się wśród nich reportaże historyczne, które były prawdziwymi, dojrzałymi reportażami, nie publicystyką historyczną. Autorzy docierali do rodzin nieżyjących już najczęściej bohaterów. Odwiedzali miejsca zdarzeń z przeszłości. U słuchających powstawało wrażenie bezpośredniego uczestniczenia w tej historii. Oczywiście nadeszło sporo reportaży o sprawach współczesnych, dziejących się tu i teraz, były także reportaże psychologiczne, portrety dźwiękowe różnych, znanych i nieznanych ludzi. Wszystkie prace  były bardzo przemyślane formalnie, pomysłowe, nawet wyrafinowane konstrukcyjnie, bo kluczem do reportażu nie jest sam temat, ale to jak temat został zrobiony.

Istotna jest dramaturgia, kompozycja całości, co pokazuje tak naprawdę umiejętności autora.  Oczywiście nie wszystkie reportaże były arcydziełami, ale bardzo mało było prac słabych  nieprzemyślanych. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to już w ogóle nie zdarzają się reportaże źle nagrane, czy zrealizowane. Wszystkie elementy współtworzące reportaż słowo, dźwięki otaczającego świata, muzyka na ogół dobrze ze sobą współgrają i uzupełniają się tworząc spójną całość. Seminarium reportażu, towarzyszące konkursom, odbywało się w Muzycznym Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej gdzie są znakomite warunki akustyczne i świetnie słychać każdy szczegół, głębię i barwę dźwięku, różne plany  dźwiękowe. To bardzo sprzyja uczeniu się, poznawaniu tajników gatunku.

Czy w trakcie poszukiwania młodych talentów już teraz może Pani powiedzieć, że w przyszłości te osoby docelowo zechcą doskonalić się w sztuce reportażu?

Choć reportaż ma w sobie coś uwodzicielskiego to wielu młodych ludzi niekoniecznie go wybierze. Młodzi radiowcy często wolą żywą antenę, interesuje ich muzyka, sport i krótkie formy radiowe. Do pracy nad reportażem trzeba mieć jednak określone predyspozycje, bo to jest wciągająca, ale i żmudna praca. Nie ma gwarancji, że efekt okaże się świetny, chociaż czasem pracuje się miesiącami żeby stworzyć jakąś całość, która ukazuje, dociera  prawdę zdarzenia, ale jednocześnie pokazuje historię z naszej perspektywy. Wplata nasz punktu widzenia. Na pewno już w studio, na  seminarium można dostrzec osoby, które uległy fascynacji tym gatunkiem i to jest fantastyczne. 

Reportażysta przyjmuje rolę spowiednika i kreatora?

Rzeczywiście często zwierzania bohatera reportażu, to prawie spowiedź.  Zaryzykuję stwierdzenie, że reportażysta może czuć się trochę jak „guru”, bo „włamuje się” do czyjegoś życia. Towarzyszą temu ogromne emocje. Dlatego mówi się o reportażu, że jest gatunkiem przede wszystkim obiektywnym, bo szuka prawdy o człowieku, czy zdarzeniu, ale jednocześnie jest też  bardzo subiektywny, bo reportażysta ukazuje temat  z własnej, bardzo osobistej perspektywy.

W reportażu Pani autorstwa pt.: „Ziemie obiecane Wojciecha Kilara” nie ma narratora. Obrazy, fragmenty filmów z muzyką Kilara w tle, pełnią funkcję elementów narracji. W  innych reportażach głos narratora wyeksponowany jest dość mocno. Jaki jest Pani stosunek do narracji w postaci głosu autora reportażu?

To kwestia wyboru pewnej formy reportażu. Muszę przyznać, że reportaży mojego autorstwa z narracją jest niewiele. W polskich produkcjach narracja zaczęła pojawiać się od niedawna. W zachodnich jest odwrotnie,  np. właściwie nie pamiętam niemieckiego reportażu bez narracji. Narracja funkcjonuje w bardzo różny sposób. Z jednej strony może być przezroczystym, czytanym przez lektora, ale niezbędnym komentarzem. Tak było, w moim nagrodzonym Prix Italia reportażu „Cena pracy”, gdzie pojawił się po prostu suchy komunikat. Czasem narracja jest osobista, autorska, może też funkcjonować w inny sposób, jako rodzaj eseju, albo dialog autora z otaczającą go rzeczywistością.  Możliwości jest mnóstwo. Taką autorską narrację zastosowałam w reportażu „Tajemnica czaszki z Katynia”.  W tę historię byłam zaangażowana nie tylko jako reporter, ale mimowolny uczestnik zdarzeń. To był naprawdę reportaż śledczy, historia z Katyniem w tle i jedyny mój reportaż, w którym podczas nagrywania kolejnych wątków, do samego końca nie wiedziałam jak się ta sprawa zakończy. Myślę, że w tym przypadku miałam pełne prawo, aby być przewodnikiem po tej historii.  Uważam natomiast, że dziś zwłaszcza młodzi ludzie trochę nadużywają narracji. Ja wolę kiedy reportaż budowany jest scenami.

Powiedziała Pani, że „relacja między autorem, a bohaterem polskiego reportażu nie jest chłodna, to bardzo specyficzna i emocjonalna więź.” Co to oznacza?

Powiedziałabym, że jest to jedna z najdziwniejszych i najgłębszych więzi jakie się rodzą między ludźmi. Pewnie, że to trwa mniej więcej tak długo, jak praca nad reportażem. Czasami jednak te znajomości jeszcze jakoś się utrzymują, a niektóre kontakty nawet pozostają na całe życie. Pojawia się więź i wzruszenie, a mikrofon powoduje, że ta bliskość powstaje. Tak było w przypadku reportażu „Tajemnica czaszki z Katynia”- historia Ludwika Szymańskiego, który zginął od strzału  w tył głowy. Rozmowy z Jerzym Szymańskim, jego synem przerodziły się właśnie w taką przyjaźń, która trwała wiele lat, aż do jego śmierci. Teraz nieoczekiwanie pojawiła się szansa aby  wrócić do tego tematu po latach…

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl