Specjalizuje się Pani w reportażach, które pokazują m.in., jak niszczone są prywatne firmy i łamane ludzkie życiorysy. Nagrodzony reportaż, a właściwie film dokumentalny „Pogrążeni w państwie prawa”, dotyczy firmy budowlanej z Żar, na którą wrocławscy urzędnicy nałożyli kolosalne kary, sięgające wielu milionów złotych, za rzekome niedotrzymanie terminów realizacji projektów. Jak to było możliwe w państwie prawa?

W filmie pokazujemy mechanizm zniszczenia firmy i działania urzędników na granicy prawa. Już na samym początku umowa została tak skonstruowana, że urzędnicy mogli obciążyć firmę kolosalnymi karami – 90 tys. euro za każdy dzień zwłoki. Mimo, że prace były realizowane w terminie i podpisywane protokoły odbioru, to naliczono horrendalne kary za okres, który objęty był jeszcze gwarancją. To faktycznie było pozbawione logiki i wyglądało absurdalnie, ale stało się tak ponieważ zabrakło mechanizmów, które mogłyby na bieżąco zweryfikować absurdalne działania urzędników. Teoretycznie, powinna zająć się tym Izba Obrachunkowa, która weryfikuje działania samorządów, ale w praktyce – jak się okazało – urzędnicy Izby nie badali tych decyzji, a cedowali je na sądy. Tymczasem, aby udowodnić w sądzie błędne poczynania samorządowców – potrzeba i czasu, i pieniędzy.

Pani dokładnie prześledziła zmagania przedsiębiorcy budowlanego z urzędnikami. Z czego wynikała ta samowola urzędnicza?

Myślę, że z poczucia bezkarności i świadomości niewydolności prawa w ściganiu nadużyć dokonywanych przez urzędników. Poczucie bezkarności doprowadziło, moim zdaniem, do podejmowania niewłaściwych, szkodliwych i wrogich decyzji, które w konsekwencji zrodziły patologiczną sytuację i doprowadziły do upadku duże polskie firmy budowlane.

Film pokazuje patologię decyzyjną, tak można powiedzieć, bo sąd arbitrażowy w Paryżu przyznał rację przedsiębiorcy, panu Stefanowi Bielawskiemu. Jednak chyba nikt nie może być w pełni zadowolony z tego wyroku, gdyż urzędnicy podejmujący tamte decyzje nie ponieśli żadnej odpowiedzialności…

Procedowanie przed sądem arbitrażowym w Paryżu było bardzo kosztowne - na poczet procesu trzeba było zapłacić kilkaset tysięcy zł - i czasochłonne. Proces trwał kilka lat. Urzędnicy z Wrocławia podważali wyroki arbitrażu w Paryżu i wnosili apelacje. W konsekwencji wszystkie procesy przegrali, narażając tym samym Skarb Państwa na wielomilionowe straty. Moim zdaniem, chodziło o to, by proces przeciągnąć w czasie, aby urzędujący wówczas nie ponieśli odpowiedzialności i bezpośrednio nie byli narażeni na ataki ze strony, na przykład, mediów. Zawsze mogli zasłaniać się odpowiedzią, że wyroki nie są jeszcze prawomocne. Tymczasem wszystkie wyroki się uprawomocniły. Sądy orzekły, że urzędnicy nie mieli prawa naliczyć tak wysokich kar, które zniszczyły przedsiębiorcę. Ale nikt nie pociągnął do odpowiedzialności tych, którzy podejmowali wówczas te decyzje i podpisywali się pod nimi. Wprawdzie prokuratura we Wrocławiu prowadziła w tej sprawie śledztwo, ale je umorzyła.

Dlaczego tak się stało?

To pytanie należałoby skierować nie do reportera, lecz do organów ścigania. Dlaczego śledztwo zostało umorzone? Dlaczego odpowiedzialni za ten proceder nie ponieśli dotychczas odpowiedzialności? My dziennikarze, reporterzy – możemy jedynie pytać, pytać, pytać i… czekać.

W reportażu śledczym ważny jest sukces reportera polegający na tym, że komuś zostaje wynagrodzona krzywda, a odpowiedzialny za nią zostaje ukarany. Słowem, dziennikarz jest tym, kto zmienia, naprawia rzeczywistość. Co się zmieniło po Pani filmie?

Sukcesem i zadaniem reportera, dziennikarza, jest odpowiednie pokazanie tematu, wnikliwa analiza udokumentowanego materiału. Następnie, uświadomienie i uwrażliwienie odbiorcy, ukazanie patologii w taki sposób, aby właściwe instytucje państwa podjęły odpowiednie działania. I w tym kontekście jest tak, że dziennikarz przyczynia się do zmiany i naprawy rzeczywistości.  Już po emisji filmu prokuratura na nowo wszczęła śledztwo w zakresie przekroczenia uprawnień przez odpowiedzialnych urzędników. Śledztwo jeszcze się nie zakończyło.

Postawiła pani oskarżenia wobec urzędników, ale może to także prawo, które urzędnikom pozwoliło na wydawanie takich decyzji, jest niedoskonałe i należałoby je zmienić?

Z całą pewnością prawo w tej kwestii jest dalekie od doskonałości. Gdyby urzędnicy odpowiadali za błędne decyzje własnym majątkiem, to pewnie nie podejmowaliby tak kontrowersyjnych decyzji skutkujących patologią. Jednak nie chodzi tylko o urzędników w samorządach. W tym filmie pokazaliśmy też decyzję sędziego we Wrocławiu, który uznał kary naliczone przez urzędników za wiarygodne i wstrzymał działania komornika wobec Miasta. Tą decyzją sędzia wbił gwóźdź do trumny upadającej firmy i przyczynił się do utraty blisko tysiąca miejsc pracy. Postanowienie sądu zostało wprawdzie zmienione, ale dopiero po kilku miesiącach. W tym czasie firma upadała, komornicy licytowali majątek. Z pewnością odpowiednie organa Państwa powinny przyjrzeć się przepisom, które pozwoliły na dokonanie tak kontrowersyjnej operacji sprzecznej z poczuciem sprawiedliwości społecznej.

Będzie dalszy ciąg tej sprawy? 

Chciałabym za jakiś czas powrócić do tego tematu i zrealizować ciąg dalszy. Wszystko będzie zależało od rozwoju wydarzeń i od tego, czy sprawa ta znajdzie się w zainteresowaniu redakcji w TVP.

W tego typu dziennikarstwie, które pani uprawia w swoich reportażach („Pogrążeni w państwie prawa”, „Wrobieni w kredyty”), co właściwie przychodzi najtrudniej: dotarcie do informatorów, pozyskanie odpowiednich dokumentów poświadczających aferalność  spraw, czy może uzyskanie wypowiedzi osób za nie odpowiedzialnych?

Zwykle najtrudniej jest dotrzeć do osób odpowiedzialnych. Stosują różne wybiegi, aby zniechęcić dziennikarza. W tym wypadku Prezydent Wrocławia odmówił wystąpienia w programie, zasłaniając się różnymi obowiązkami. Wtedy dotarliśmy do jego wypowiedzi archiwalnych, które wpisywały się w dramaturgię filmu. Myślę, że to się udało. Także odpowiedzialna urzędniczka nie chciała początkowo umówić się na spotkanie, ale nie zrezygnowaliśmy i ostatecznie udało się zastać ją w pracy i namówić na rozmowę przed kamerą. Podobnie było z prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu. W tej kwestii dziennikarze, którzy realizują program telewizyjny mają najbardziej utrudnione zadanie. Moim koleżankom i kolegom po fachu radzę nie odpuszczać w takich przypadkach. Naszą rolą jest zadawać pytania, często trudne pytania. Działamy w interesie społecznym.

I to jest ten podstawowy cel i źródło satysfakcji?

Bardzo ważne, chyba najistotniejsze, przynajmniej – w moim przypadku i dla wielu moich redakcyjnych koleżanek i kolegów. To nas legitymizuje w zadawaniu kolejnych trudnych pytań i ekspozycji tematów. Ważna jest ponadto w tej pracy współpraca z redakcjami, podejście, atmosfera, klimat.

A jakie zasady warsztatowe są najważniejsze w pracy dziennikarskiej?

Umiejętność dostrzegania ważnych spraw, które przeradzają się w pomysł na reportaż, film. Wnikliwość i dotarcie do wszystkich stron konfliktu. Obiektywizm w ocenie i dystans do przedstawianej sprawy. Empatia wobec bohaterów i umiejętność wydobywania emocji. Sukces reportażu gwarantuje: temat, sposób jego opowiedzenia i emocje. 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl