Z dr. Władimirem Kirianowem, redaktorem naczelnym „Rosyjskiego Kuriera Warszawskiego” rozmawia Błażej Torański.

Dlaczego wyszedł Pan z TV Republika podczas programu „Bronisław Wildstein Przedstawia"?

Nie dopuszczano mnie do słowa, a wiedziałem, że program skończy się za 30-40 minut. Wszyscy zaproszeni goście wypowiadali się w kółko, a ja siedziałem i słuchałem, co mówili o Rosji. Po dwunastu minutach mówiłem przez półtorej minuty, a potem znowu nie dawano mi prawa do wypowiedzi. Wildstein tak kierował, abym tylko siedział i słuchał.

Ma Pan poczucie, że przypadła Panu rola stojaka, manekina?

Tak, chodziło o to, aby na głowę przedstawiciela Rosji wylewać różne głupoty. Nie mogłem się na to zgodzić. Brałem udział w setkach programów w Polsce i nigdy nic takiego się nie wydarzyło, nie było to tak wyreżyserowane.

Wyreżyserowane? Przecież przed Panem wyszedł ze studia prof. Andrzej Nowak, szef Instytutu Spraw Wschodnich Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był oburzony, że Pan mu ciągle przerywa.

Ale prof. Andrzej Nowak zdążył powiedzieć, co chciał. Dostał wystarczająco wiele czasu. Mówi, że wyszedł, bo mu przerywałem, nie dałem dokończyć zdania. Zaczął mówić, jak Rosja zagraża Polsce, że ćwiczy na manewrach wojskowych…

Zapad-2013 (Zachód-2013). A nie ćwiczy? Nie zagraża?

Mówił, że ćwiczyli uderzenie jądrowe na Warszawę, a to było kłamstwo, bo nie było tego w planie ćwiczeń. Przekonywanie, że Rosja jest tak bezczelna, jest praniem mózgów Polaków. Takie ćwiczenie nie miałyby sensu.

Ma Pan opinię dziennikarza, który przedstawia oficjalne stanowisko Rosji.

Przyklejono mi taki znaczek, że jestem biuletynem ambasady, głosem Kremla - jak pisał kiedyś „Nasz Dziennik” - uchem Moskwy w Polsce itp. A ja jestem absolutnie niezależnym dziennikarzem, który od 22 lat wydaje swoją gazetę za własne pieniądze i gazeta sama zarabia na siebie. „Rosyjski Kurier Warszawski” jest polskojęzyczną gazetą, zarejestrowaną jako pismo polskie. Od nikogo nie jestem zależny, ani od ambasady, ani od Kremla. Nie jestem w żaden sposób związany z Kremlem. Mówię tylko, co sam odczuwam, myślę.

Powtórzę więc: nie ma zagrożenia Polski ze strony Rosji?

A ja spytam: z Polski nie płyną zagrożenia dla Rosji?

Polska jest zbyt słaba wobec rosyjskiego imperium, aby mu zagrażać.

Jak to za słaba? Jest w NATO i tez ćwiczy w manewrach, chce przyjąć u siebie amerykańską bazę rakietową, myśliwce i patrioty, wojska obce. Polska jest członkiem silnego bloku militarnego, który stoi na granicy Rosji i można mówić o zagrożeniu z jej strony, jako członka NATO, ale my, Rosjanie, o tym nigdy nie mówimy. Nigdy nie zadajemy pytania, czy Polska zagraża Rosji, a w Polsce cały czas stawia się takie pytanie. Rosja tak nie zachowuje się w stosunku do Polski. Nie ma ani jednego rosyjskiego tytułu, który krytykowałby polski rząd, prezydenta, obrażał ustrój władzy w Polsce i nazywał go reżimem.

Ale przecież manewry Zapad-2013 miały zastraszyć Polskę, odbywały się na Białorusi tuż przy naszej granicy. Gdyby Panu ktoś jeździł pod domem czołgiem, nie czułby się Pan zagrożony?

Ale przecież każda armia musi ćwiczyć, to normalna rzecz. Tak samo NATO będzie ćwiczyć już w listopadzie przy granicy z Białorusią. Będą latać amerykańskie myśliwce i jeździć czołgi. Przecież nie na Pana podwórku te czołgi jeździły, tylko na swoim terenie. Żadna rakieta nad Polską przypadkowo nie przeleciała. Jak Pana sąsiad wyprawia urodziny, to Pan na niego nie krzyczy. Przecież ma prawo.

Pod warunkiem, że nie zakłóca ciszy nocnej. Czy Pana zdaniem polskie media są antyrosyjskie?

Nie wszystkie, ale większość mediów niestety nastawiona jest antyrosyjsko. Wystarczy przeanalizować artykuły polskich korespondentów z Rosji.

Przykłady?

Wystarczy pogrzebać w Internecie, np. na rosyjskim portalach www.inoforum, www.inosmi, www. perewodika gdzie codziennie tłumaczone są artykuły na ten temat. Nie pamiętam konkretnych przypadków, bo są ich setki.

Nie żałuje Pan z perspektywy czasu, a minęło już kilka dni, że nie został Pan jednak w studio TV Republiki jak prof. Mikołaj Iwanow?

Nie było żadnego sensu, bo zrozumiałem, że siedzę tam, jako bałwan, którego nikt nie chciał słuchać. Wildstein cały czas na mnie krzyczał, jak kiepski nauczyciel. Robił wykłady. Wiedziałem, że program już się kończy i nie zdążę nic odpowiedzieć. Po co zaprasza się dziennikarza czy eksperta? Żeby tylko słuchał prezentera? To było montowane, a ja wolę brać udział w programach na żywo, bo wtedy tylko widz ocenia, co kto powiedział i jak się zachował. A prof. Iwanow mówi mniej więcej tak samo, jak Wildstein. To znany dysydent jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. Cały czas pisze o tym, jak kiepsko postępowano z Polakami, jak Stalin pozwolił zamordować Powstanie Warszawskie itd. Bez względu na nazwisko trudno go zaliczyć do strony rosyjskiej.

Widzi Pan szansę rozmawiania w mediach na argumenty o relacjach polsko- rosyjskich?

Jakby takiej szansy nie było, to nie brałbym udziału w audycjach. Nawet z diabłem mogę dyskutować żeby Polacy mieli alternatywny poglądy. Dwa dni temu byłem w Polsat News, a dziś wieczorem w TVN24 w programie „Tak jest”. Temat ten sam - pomysł nominowania Władimira Putina do pokojowej Nagrody Nobla. W studio Polsatu obok siedziała pani z Amnesty International. Zapytano mnie od razu, czy nie uważam, że w Rosji łamane są prawa człowieka. Padły przykłady Chodorkowskiego i Czeczeni. W TVN dyskutowaliśmy tak samo z „sowietologiem” Krystyną Kurczab-Redlich. W większości polskich programów z góry zakłada się, że Rosja jest totalitarna, wroga i ciągle muszę być adwokatem rosyjskim, tłumaczyć, że Rosja nie jest wielbłądem. Obok, tradycyjnie mam jednak wyłącznie samych prokuratorów.

A gdyby od Pana zależało: przyznałby Pan pokojowego Nobla Putinowi?

A dlaczego nie, skoro Obamie przyznano. Być może Putin uratował świat od trzeciej wojny światowej.

To rzeczywiście oryginalny punkt widzenia.

 

Z drugiej strony mikrofonu

Komentarz Bronisława Wildsteina

Władimir Kirianow swoich rozmówców traktował w sposób skandaliczny. Nie był jedynym Rosjaninem w studiu, był też prof. Mikołaj Iwanow. Pan Kirianow nie tylko miał możliwość wypowiedzi, ale także ingerencji w cudze, której dalece nadużył. To jest zresztą uderzające, bo zmusił do wyjścia ze studia bardzo spokojnego człowieka, prof. Andrzeja Nowaka, historyka. Kiedy prof. Nowak spytał go: „Czy pan pozwoli mi wreszcie skończyć”, usłyszał „Nie, nie pozwolę!”. Warto też dodać jego komentarze: „Tych bzdur nie będę słuchał”.

Kirianow miał możliwość wypowiedzenia tego, co chce. Problem polega na tym, że nie chciał dać rozmówcom powiedzieć tego, co chcieli oni. Nie znam w żadnym cywilizowanym państwie takiego zachowania korespondenta. I w tym sensie było to bardzo pouczające. Przy okazji stwierdzeń, że „jeśli państwa graniczące z Rosją czują się zagrożone, to są ich problemy”. I że Rosja ma w Polsce „szczególne prawa”, gdyż „żyjemy dzięki Rosji”, „zostaliśmy przez nią uratowani” itd. Manifestacja imperialnej buty i twierdzenie expressis verbis, że Rosja ma w stosunku do nas szczególne uprawnienia, a więc i Kirianow w tym programie. To mówiło samo za siebie.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl