HUBERT BEKRYCHT: Sztuczne dziennikarstwo i prawdziwa inteligencja

Wirtualne podszepty, a nawet całe teksty wytworzone przez AI kuszą znudzonych lub mało doświadczonych pracowników mediów. Są jednak tacy pseudodziennikarze, którym nie pomoże nawet najlepsza sztuczna inteligencja.

Namnożyło się ludzi udających dziennikarzy przez te prawie czterdzieści lat, odkąd komuna zdechła. Chociaż może raczej stała się zombi-komuną. Niby odrąbuje się jej łby, ale odrastają następne. Może dlatego, że dziennikarze głównego nurtu medialnego pomagają tej komunie z recyklingu. Jak tylko mogą. Po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez obecną koalicję, nawet nielegalnie wybrani, marionetkowi uzurpatorzy z TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej urastają do rangi rozdających karty. I pensje.

Medialna komuna i prawne sztuczki

Komuna w wykonaniu rządu Donalda Tuska, w formie partyjna, w fakturze śmieszna, w wymiarze międzynarodowym niedostrzegalna, ma iście stalinowskie kadry. Wymiar sprawiedliwości i kierownictwo policji krzyczące o zbrodniach PiS to nic jeszcze w porównaniu ze śmiesznymi, ale niebezpiecznymi wytworami medialnymi.

Dziennikarstwo współczesne i tak broni się już tylko resztami wojsk. Na gruzach zdrowego rozsądku. Do tego jeszcze te pieniądze na onkologię, które dostają usłużni dla rządu dziennikarze z mediów publicznych, aby mówić, co tam sobie premier i ministrowie chcą. I ta nagła ochrona państwowa mediów komercyjnych. Bo na przykład Polsat i TVN są teraz firmami dla Polski strategicznymi, nie można ich sprzedać bez zgody rządu. Rządu Tuska. Zatem koalicji wydaję się, że może spać spokojnie, bo ma przewagę na rynku medialnym. Nie ma. I to widać.

Rząd Tuska boi się prawdziwych mediów. Konserwatywnych, ale nie tylko. Po prostu niezależnych. System komunistycznych zombi z koalicji PO-PSL-PL2050 i Lewicy pewny swojego rychłego końca postanowił wykończyć jeszcze kilkoro przedstawicieli konserwatywnego dziennikarstwa. Złośliwie.

Bo krytykował…

Ostatnio czyściciele rynku medialnego, czyli połączonych sił mediów publicznych i prywatnych, wzięli sobie na cel konserwatywnego publicystę Samuela Pereirę, który ostro krytykuje propagandę prorządową.

Dziennikarz został skazany przez sąd, bo nie głaskał po główce akolitów Tuska. Krytykował ich i pisał o prawdziwych aferach. Oczywiście Pereirę osądzono teraz, chociaż rzekoma wina dziennikarza ma swój początek kilka lat temu. Przypadek? No pewnie, sądy są przecież przeciążone a sędziowie są represjonowani przez PiS…

Pereira naraził się, bo zadawał pytania. Opisywał patologię władzy. Władzy PO. I ta władza, jak setkom innych dziennikarzy krytykującym rząd, postanowiła przypomnieć, że nie wolno stawiać niewygodnych pytań. Tak straszy się dziennikarzy. Tylko, że konserwatywni dziennikarze nie są tacy strachliwi.

Samuela Pereirę w obronę wzięło Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, któremu szefuje prezes SDP Jolanta Hajdasz. „CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko skazaniu red. Samuela Pereiry za publikację artykułu na temat aktywności Aleksandry Brejzy, lokalnego polityka z Inowrocławia, prywatnie żony prezydenta miasta Ryszarda Brejzy i matki Krzysztofa Brejzy, posła Koalicji Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego.  Dziennikarz ma zapłacić blisko 40 tysięcy złotych kary” – napisała Hajdasz. „W ocenie CMWP SDP wyrok ten narusza zasadę wolności słowa i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim ta wolność jest” – dodała prezes SDP.

Wrzosek i koniec komuny

Czy Pereira byłby teraz ścigany za krytykę innych niż koalicyjnych polityków? Nie, teraz nie. Ten przecinek i trzy słowa to najlepsza recenzja polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Za to nowa urzędniczka ministerstwa sprawiedliwości i tej sprawiedliwości największa kula u nogi prokurator Ewa Wrzosek znana z wrogości do prawicy, ma coraz większe wpływy w resorcie. Sprawiedliwości. Przy okazji, wciąż czekamy na wyjaśnienie sprawy Wrzosek, czyli przesłuchania bez adwokata śp. Barbary Skrzypek, współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego. Kuriozalna jest też walka prok. Wrzosek z dziennikarką konserwatywną Dorotą Kanią. Chodzi o to, że publicystka opublikowała dawno już opublikowane dokumenty na temat prokurator Wrzosek.

Karanie dziennikarzy konserwatywnych i poziom mediów publicznych są tak komiczne jak niezbyt śmieszne żarty niektórych kabaretów chcących uzyskać poparcie rządu. To poważny balast tej koalicji ciągnąca ją na dno. Tak jak afera jachtowa przy wydaawaniu kasy z KPO będzie bezpośrednią przyczyną upadku rządu Tuska, tak walka PO z konserwatywnymi mediami i dziennikarzami będzie symbolem tej porażki. To będzie koniec komuny Tuska i PO.