Dziennikarz, publicysta, sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, redaktor naczelny portalu SDP sdp.pl
Od 1992 r. w mediach. Pracował m.in. w prasie, Polskim Radiu Łódź, TVP (w latach 2016-18 dyrektor - red.nacz TVP3 Łódź) i Polskiej Agencji Prasowej .
W połowie czerwca 2024 r. zwolniony dyscyplinarnie z PAP za publikacje o niszczeniu mediów publicznych w Polsce i reprezentowanie SDP jako sekretarz generalny stowarzyszenia. Pozwał PAP.
"Postępowanie trwa długo. Bardzo długo. W tej chwili II instancja analizuje biurokratyczne kruczki prawne PAP za Twoje pieniądze podatniku" - podkreślił Bekrycht.
Także w związku ze zwolnieniem go z PAP wygrał z ZUS w I instancji (zaległe pobory wstrzymane na skutek informacji od pracodawcy, co pozbawiło go środków do życia). Po 2 latach ubezpieczyciel musiał mu wypłacić pieniądze, ale... warszawski ZUS się odwołał i Sąd Okręgowy w Łodzi najpierw zmienił sędzię, a następnie w postępowaniu niejawnym wysłał w kosmos wyrok z I instancji powołując się na te same argumenty, które zastosował w korzystnym dla moego rozstrzygnięciu. Ale to tylko pozorny koniec tej sprawy. "Dużo o tym mówię piszę" - wyjaśniał dziennikarz w jedym z wywiadów. "Po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku i ich fikcyjnej likwidacji a także po próbach niszczenia mediów konserwatywnych, spraw takich, jak moja, są setki" - mówił.
Od 2009 r. we władzach łódzkiego SDP - wiceprezes oddziału. Od jesieni 2021 r. w ZG SDP, sekretarz generalny SDP. Od 1 stycznia 2022 r. redaktor naczelny portalu sdp.pl, delegowany na to stanowisko przez ZG SDP. Delegat ZG SDP na międzynarodowe zjazdy dziennikarskie EFJ, IFJ. W październiku 2024 r. wybrany ponownie do ZG SDP.
"Zawsze będę przeciwko cenzurze i SLAPP, czyli procesom nękającym dziennikarzy oraz niszczeniu polskich mediów, Przeciwstawiam się także dyskryminacji przez liberalno-lewacką koalicję mediów konserwatywnych, społecznych i katolickich" - delaruje Hubert Bekrycht.
"Precz z komuną!" - podsumował.
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, jak sama podała, zabezpieczyła współwłasność nieruchomości do kwoty 1 mln zł członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i jej byłego przewodniczącego Macieja Świrskiego. Ponadto dokonano tzw. zabezpieczenia środków znajdujących się na rachunku bankowym do 200 tys. zł oraz jego wynagrodzenia z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do wysokości 5 mln zł. Zdaniem władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich działania wobec byłego szefa KRRiT są zemstą polityczną. Środowiska związane z opozycją akcentują, że represje mają na celu pozbawienie Świrskiego środków do życia.
To kolejne represje wymiaru sprawiedliwości, które spadły na Macieja Świrskiego jeszcze przed orzeczeniem jakiejkolwiek winy. Członek KRRiT został w lipcu zatrzymany a następnie, po kilkunastu godzinach zwolniony, przez CBA w związku ze sprawą rzekomych nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, z którą Świrski była związany. Sprawa została wyjaśniona kilka lat temu a teraz ją wznowiono. Wraz z członkiem KRRiT zatrzymano związanego z PFN Cezarego Jurewicza i też go wypuszczono. Teraz wobec Jurewicza ustanowiono hipotekę przymusową w wysokości 2 mln zł na należącej do niego we współwłasności.
Szykany wobec Świrskiego natychmiast podjęły media prorządowe, których b. szef KRRiT był krytykiem po bezprawnym przejęciu TVP, PR i PAP oraz ich późniejszej fikcyjnej likwidacji. Portal Press informując o tzw. zabezpieczeniu majątku Świrskiego miesza fakty dotyczące PFN z późniejszymi działaniami publicznymi członka KRRiT. Manipulacje w prorządowych środkach przekazu zwieńczają zdjęcia Macieja Świrskiego z tzw. czarnym paskiem. Takie metody komunikacji stosuje się wobec groźnych przestępców, mimo iż urzędnik wyraził zgodę na publikację danych i wizerunku.
Władze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich opublikowały w połowie lipca tekst protestu wobec zatrzymania Macieja Świrskiego podkreślając, że to właśnie członek KRRiT występował przeciwko niszczeniu mediów publicznych i represjonowanie redakcji niezależnych, konserwatywnych:
„ZG SDP wyraża kategoryczny sprzeciw wobec zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Macieja Świrskiego, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, byłego członka Zarządu Polskiej Fundacji Narodowej. Działania podjęte przez służby podległe obecnemu rządowi noszą wszelkie znamiona tzw. pokazówki medialnej oraz zemsty politycznej. Stosowanie tak drastycznych środków przymusu wobec osoby publicznej, która nie ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i mogła zostać wezwana do prokuratury w standardowym trybie, rażąco narusza zasady demokratycznego państwa prawa” – napisali członkowie Zarządu Głównego SDP.
Z WIELKĄ prośbą o lekturę, komentarz, udostępnienie. Dajmy razem odpór temu szalonemu, obrzydliwemu strumieniowi kłamstw i hejtu na Prezydenta Nawrockiego oraz jego rodzinę, jaki wylewa się ze strony Uśmiechniętej Polski.Zwłaszcza w taki dzień, jak dziś. Rok temu zaprzysiężony został Prezydent Polski Karol Nawrocki. A jednocześnie od roku trwa niebywały, przekraczający wszelkie możliwe normy moralne i cywilizacyjne festiwal nienawiści, chamstwa, przemocy (politycznej i nie tylko), prymitywizmu i zwyczajnej podłości, jaki urządza w tej materii Tusk i jego dwór, a zwłaszcza sprzedane mu media.
Nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, jeśli nie jest funkcjonariuszem Wyborczej czy innego TVNu, albo patologią od Silnych Razem i Giertycha czy jej okolicami, musi czuć zwyczajne obrzydzenie.
– rok temu ci polityczni gangsterzy, na czele z Tuskiem, Giertychem i Bodnarem, usiłowali niedopuścić do zaprzysiężenia Prezydenta, który wygrał wybory. Był to atak na polską demokrację, który nie miał precedensu, absolutny gw#łt na państwie. Próba zamachu stanu.
– Gdy im się to nie udało, także od roku, snują, napisaną jak na Kremlu, destabilizującą i będącą zdradą polskiej racji stanu, narrację o sfałszowanych wyborach. Snuli ją wtedy, snują i dziś, czy przy pomocy tak odrażających kreatur, jak Szczepkowska czy Gretkowska, czy w swoich mediach, za pomocą najbardziej zdeprawowanych funkcjonariuszy medialnych, np. w neo TVP.
– przy okazji pamiętajmy, za jakich idiotów mają swoich własnych odbiorców. Pamiętajmy, że tak nimi gardzą, są tak przekonani o ich durnowatości, że „argumentami” za sfałszowanymi wyborami są analizy niejakiego Kontka (które niezbyt zdolny uczeń podstawówki powinien umieć obalić), rewelacje o Kamratach przejmujących państwo, snute przez Giertycha, oraz model analityczny typa, który sam przyznał, że wymyślił go po pijaku. [Przy tej okazji pamiętajmy, że Tusk tak gardzi swoimi wyborcami, że chciał ich wcześniej przekonać za pomocą „postaci znanej”, Murańskiego].
– od roku trwa najgorszy festiwal hejtu oraz zwyczajnego zbydlęcenia, wymierzony i w Nawrockiego, i w jego żonę, i w dzieci. Świadoma, konsekwentna kampania nienawiści farm trolli powiązanych z władzą, w której groźby pozbawienia życia, przemocy, także seksu#lnej, i to wymierzone w DZIECI I ŻONĘ, to standard. Rozumiecie to? Te bydlaki świadomie życzą kobiecie i jej córeczce… zresztą, nie będę tego opisywać. I oczywiście trwa to do dziś, wystarczy zajrzeć pod jakiekolwiek zdjęcie rodziny Prezydenta. Zaś ludzie, którzy to aktywizują nie tylko nie ponieśli żadnej kary. Oni dostali nagrody- np Giertych ma stanowisko wiceszefa rządzącej partii.
– doszło do takiej brutaluzacji języka i przyzwolenia na hejt, że wezwania do zam#rdowania Prezydenta, komentarze, że dobrze by było, jakby skończył jak Lech Kaczyński, „snucie marzeń” o jego śmierci, to standard „liberalnej” i „Uśmiechniętej Polski”. I nie mówimy tu o trollach.
Przypomnijmy, że Sikorski ostrzegał Nawrockiego, że „skończy jak Kaczyński” a Scheuring Wielgus, że „coś mu się stanie” i zastąpi go Czarzasty. Ci szaleńcy odlecieli tak bardzo, że podczas konfliktu na linii Nawrocki- Zelenski, zaczęli składać publicznej hołdy… temu drugiemu.
– to zaś, co, w sprawie Nawrockiego i jego ludzi, robią media sprzedane władzy, to rzecz bez precedensu, w swojej obrzydliwości, w dziejach 3 RP. Hejt, kłamstwa, fejki- ale też prowokacje rodem z głębokiego PRLu, razem ze Służbami, np hejt na żonę Prezydenta, czy próba, przez jednego z najbardziej odrażających funkcjonariuszy Wyborczej, Czuchnowskiego, zrobienia z Cenckiewicza wariata…
Mógłbym tak wymieniać jeszcze dłuuuugo.
Powtórzę. serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, musi czuć zwyczajne obrzydzenie i stać po stronie Prezydenta i jego rodziny.
Dawid
Ps. To o chuliganach bez zasad to cytat z Jońskiego. W ten sposób opisał Nawrockiego.
Ps.1 A zdjęcie ilustrujące ten post wywołuje wręcz niebywałą furię i apopleksję patusów z mediów Tuska albo Silnych Razem Giertycha czy Szczepkowskiej, Gretkowskiej i ich klonów. Więc uwielbiam je wrzucać.
W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora (możliwe są skróty) – tytuł, nadtytuły, śródtytuły od redakcji.
Prominentny prorządowy dziennikarz, rzecznik rozliczenia prawicy w mediach publicznych, Andrzej Krajewski – publicysta, od ponad dwóch lat znowu często na antenie TVP, nie uzyskał poparcia Rady Mediów Narodowych i nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji – podał portal Wirtualne Media. W publikacji napisano, że sprzeciwił się temu Robert Kwiatkowski, dawny prezes TVP wskazany prawie 30 lat temu przez SLD a do RMN rekomendowany przez b. prezydenta Andrzeja Dudę.
Jeśli te wiadomości się potwierdzą, to będzie kolejna porażka rządowej polityki medialnej wobec TVP, PR i PAP. Chodzi nie tylko o bezczelne faworyzowanie przez obecną koalicję mediów publicznych – spółek skarbu państwa opłacanych z naszych podatków.
Świrski miał rację
W ubiegłym tygodniu sąd orzekł, że przewodniczący KRRiT Maciej Świrski miał rację, kiedy po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, nie będąc przekonany o legalności wyboru władz TVP, PR i PAP, pozostawił część pieniędzy z abonamentu w depozycie skarbowym. „W prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem” – ogłoszono na stronie KRRiT. W wyniku ataków na Świrskiego najpierw, pozostając w KRRiT, został zawieszony w wypełnianiu funkcji przewodniczącego Krajowej Rady. Prawie trzy tygodnie temu członek konstytucyjnego organu, tzw. regulatora mediów, został zatrzymany w dawno wyjaśnionej sprawie sprzed dziewięciu lat i przewieziony w asyście policji z wakacji z północno-wschodniej części Polski, gdzie wypoczywał po zawale do prokuratury w Rzeszowie, gdzie po kilkunastu godzinach został zwolniony.
W tekście protestu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nasze środowisko broniło Świrskiego. Przewodniczący, a później członek KRRiT występował wielokrotnie po grudniu 2023 roku w obronie dziennikarzy niezależnych i konserwatywnych, których prześladował rząd Donalda Tuska i podległy mu wymiar sprawiedliwości kierowany przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka. Zemsta polityczna – tak Zarząd SDP określił ostatnie działania rządu wobec Macieja Świrskiego.
Kogo uwiera skład prezydium Rady Programowej TVP?
Druga, w ciągu kilku dni, porażka wpływowej grupy wspierającej nielegalnie – z pominięciem RMN – wyłonione władze TVP, PR i PAP w likwidacji, dotyczy Rady Programowej TVP. Tam, półtora roku temu, w wyniku działań większości jej członków wyłoniono prezydium złożone z osób o różnych poglądach. Przewodniczącą została publicystka i dokumentalistka telewizyjna Barbara Bilińska, wiceprzewodniczącą Wanda Nadobnik, dziennikarka i publicystka m.in. TVP i PAP, wiceprezes SDP i dziennikarz kojarzonego z lewicą Tygodnika Przegląd Robert Walenciak.
Od razu skład prezydium spowodował ataki tzw. grupy negującej wszystko, czyli m.in. dawnego prezentera TVP i członka KRRiT, który bezskutecznie starał się o miejsce w parlamencie z ramienia PO Krzysztofa Lufta, który – uwaga, jest także doradcą obecnych władz TVP, co za niezgodne z prawem uznaje wielu członków rady oraz dziennikarza ekonomicznego związanego z TVP Jarosława Szczepańskiego a także Krzysztofa Króla, dawnego polityka Konfederacji Polski Niepodległej, dziennikarza i przedsiębiorcę informatycznego, którego widuje się z Adamem Michnikiem, na przykład na imprezach z udziałem władz i dziennikarzy mediów publicznych.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likkwidacji 22 października 2025 roku – Krzysztof Luft (pierwszy z prawej – w okularach)
Uff… No nie, to dopiero początek pomysłów twórców nowego ładu medialnego, których działalność polega na tym, że zrzucają całą winę na prawicę, która już od prawie trzech lat nie rządzi.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji 22 października 2025 roku – od prawej Jarosława Szczepański, Krzysztof Luft zdj. hub
Ale, pomysły mają. Otóż po śmierci członka Rady Programowej TVP Janusza Daszczyńskiego, byłego wiceprezesa i prezesa TVP śp. Janusza Daszczyńskiego, „opozycyjna” wobec prezydium rady grupa wymyśliła, że nowy członek musi być przebojowy, progresywny i krytyczny wobec prawicy w mediach publicznych. Prawicy, której tam nie ma od prawie trzech lat…
Leki na zło w mediach publicznych
Zaproponowano więc Andrzeja Krajewskiego, dziennikarza i publicystę prasy PRL oraz, jak sam podkreśla, krótkotrwałego, członka PZPR, co w karierze dziennikarskiej wówczas bardzo pomagało. W latach 80. ub. w, jak mówią o nim jego dawni współpracownicy, doznał olśnienia i był zwolennikiem antykomunistycznej opozycji, wydawał nawet jakieś podziemne broszury. Po wyborach w 1989 roku był w TVP, pracował kilka lat w USA jako korespondent, potem roku znów był wydawcą – jak sam opowiada – niezależnych pism. W 2004 kandydował z PO do europarlamentu. I jakoś tak przy tym liberalizmie partii Tuska został. Czy to się przełożyło na jego karierę? „Krajewski to niezły pływak, potrafi napisać dobry materiał, a potem się go wyprzeć. Dlaczego? Z tych samych powodów, dla których skorpion zawsze ukąsi przewożącą go na drugi brzeg żabę. Już taki jest” – wspominają jego znajomi z lat 90. ub. wieku. „Kręcił się też zawsze wokół Foksal i SDP, wtedy było to już zupełnie inne stowarzyszenie niż kiedy Stefan Bratkowski i Dariusz Fikus przesądzali o jego znaczeniu w 1990 i 81 roku” – dodaje znajoma Krajewskiego, który nawet był wiceszefem SDP. Niedługo. O ambicjach Andrzeja Krajewskiego nie ma legend. To, podobno są prawdziwe opowieści – jak żartują starsi dziennikarze – te o bąblach dobywających się z głowy byłego korespondenta TVP. To nie bąble, to ego – pointują.
Odszedł z SDP, razem z dawnym korespondentem zagranicznych mediów Krzysztofem Bobińskim, który przegrał z Krzysztofem Skowrońskim w wyborach na prezesa. To był dość znany konflikt. Doprowadził do utworzenia Towarzystwa Dziennikarskiego. Wiele lat przewodził mu Seweryn Blumsztajn. Zamiast do rozłamu w SDP, do czego, ponoć chcieli doprowadzić Bobiński i Krajewski, doszło do małego pęknięcia. Towarzystwo dziennikarskie liczy, według danych Europejskiej i Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (EFJ, IFJ), ok. 170 osób. Nie jest reprezentatywne, na pewno jednak jest towarzystwem – powiedział mi jeden z kolegów, który zrezygnował z członkostwa w TD. Wyjaśnił tylko, że w jego wieku ma się jeszcze pamięć i za dużo tam ludzi „o czerwonym rodowodzie” albo o „rodowodzie raz takim, a raz innym” – zakończył mój rozmówca. O samym Krajewskim nie chciał mówić.
Lepszy
Andrzej Krajewski oprócz towarzystwa pań i panów z grupy regularnie zakłócających spokój dusz Ofiar zamachu w Smoleńsku, od dawna lubił też jeździć na zjazdy dziennikarskie EFJ i IFJ. Wraz z Krzysztofem Bobińskim zawsze z dumą wskazywali, że oni są „lepsi” bo są z postępowego, proeuropejskiego Towarzystwa Dziennikarskiego a my „gorsi” bo stanowimy prawicowy kamień w bucie zdrowej tkanki polskiego dziennikarstwa. Ileż oni – jak mówi młodzież – namieszali przy uchwale SDP ws. bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce w grudniu 2023 roku. Tak zmanipulowali uczestników zjazdu w Prisztinie w 2024 roku – co ich nie usprawiedliwia, uczestników i manipulatorów – że dokument był zaledwie szczątkami przedłożonego przez nas projektu. Trudno. Były inne nasze protesty i oświadczenia. W większości lewackich, międzynarodowych, szczególnie europejskich, środowiskach dziennikarskich stanowił Krajewski przykład polskiego progresizmu powiązanego czy to z opozycją PO – PSL, czy to z rządem Tuska, który rozwalił media, ale w Brukseli mówi się, że je oczyścił. Tusk, nie Krajewski.
Andrzej Krajewski przyszedł na posiedzenie RP TVP w likwidacji jako reprezentant Towarzystwa Dziennikarskiego. Od wiosny br. Krajewski zasiada w tzw. komisji antyrepresyjnej badajacej przypadki „szykanowania” mediów i dziennikarzy” przez PiS” w latach 2015 – 2023 zdj. hub
Podczas wielu sporów, które przez trzy lata jako delegat SDP toczyłem, nie da się wyznaczyć jakiejś linii, takiej Krajewski nie ma. Czujnie tylko napuszcza będących w większości liberałów i lewaków z dziennikarskich organizacji europejskich na nas, reprezentujących w SDP dosyć pluralistyczne środowisko, rzeczywiście bardziej konserwatywne niż inne. Andrzej Krajewski, nazywany często, z racji siwych włosów, Papą Smerfem Towarzystwa Dziennikarskiego, przestał przyjeżdżać na zjazdy dziennikarskie w 2025 roku. Przypadek? Nie, został członkiem „komisji ds. ścigania prawicy, która popsuła media w latach 2015-23”. Nazwa w cudzysłowie jest mojego autorstwa, bo oryginalna była dłuższa i przeciętny, dziennikarz, zwłaszcza po grudniu 2023 roku, nic z tego nie zrozumie.
Szefowa Krajewskiego, czyli RPO
Pozwólcie więc, że ostatnim akordem sporu o kandydaturę Andrzeja Krajewskiego w Radzie Programowej TVP w likwidacji będzie fragment mojego wpisu o koleżance dziennikarza, szefowej inkryminowanej komisji mecenas Sylwii Gregorczyk-Abram od niedawna Rzecznika Praw Obywatelskich (nie moich).:
„Wręcz legendarna jest apolityczność RPO S. Gregorczyk-Abram. B. minister kontrkultury o nazwisku Noblisty potwierdzi. Jak podkreślają w resorcie sprawiedliwości, jest mściwa – o czym przekonał się @SamuelPereira pytając ją o tzw. grupę Wejście – oraz niekompetentna. Pierwszemu się nie dziwię, to taki koalicyjny typ, w drugie nie uwierzą przecież jej promotorzy z rządu Tuska. Co zrobiła ta osoba w grupie Wejście w grudniu 2023 roku? Opisano to wówczas między innymi w @niezaleznapl. Autorami byli redaktorzy Sławomir Wierzchołowski, Toamsz Grodzki i Marcin Dobski (może nie ta kolejność, może ktoś jeszcze – wybaczcie).
Obecna RPO i marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP koordynowali bezprawne przejęcie mediów publicznych i siłową ich pacyfikację. Obserwowałem to. Jak setki innych. I jak wielu oberwałem za protesty w tej sprawie. Bo jestem (…) od lat we władzach SDP a relacje nasze i Centrum Monitoringu Wolności Prasy z medialnego zamachu stanu rozsyłaliśmy po całym świcie. Podczas procedury mojego odejścia z PAP – po puczu zakomunikowałem publicznie, że się zwalniam – wyprzedzono mój ruch i próbowano się mnie pozbyć dyscyplinarnie – z tych powodów, które wymieniłem wyrzucono mnie z jednego z obecnie najbardziej żałosnych i prorządowych mediów w Polsce, czyli z państwowej agencji propagandowej, w skrócie PAP (…). Nie żałuję, bo to sądowy dowód winy reżimu Tuska. Nie wobec mnie, ale wobec setek innych konserwatywnych, niezależnych dziennikarzy. Procesy trwają. Tak się składa, że instancje niższe są niższe, ale mamy z moim adwokatem dużo cierpliwości. Wspierają mnie ludzie z władz SDP i CMWP oraz przyjaciele
To właśnie między innymi groteskowa, polityczna RPO winna jest zniszczeniu publicznych mediów i współwinna wyłączeniu sygnału nadawania w obliczu wojny za wschodnią granicą. To ona ponosi też część odpowiedzialności za chaos w mediach konserwatywnych. To ona była szefową komisji antypisowskiej powołanej przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. To ona współpracowała z wyznaczonymi przez rząd ludźmi, którzy mieli udawać, że się znają na mediach. Między innymi z reprezentującym Towarzystwo Dziennikarskie za granicą, byłym członkiem komunistycznej partii #PZPR, pracującego dla reżimowych mediów Gierka, Kani i Jaruzelskiego, potem cudownie go oświeciło i kręcił się przy solidarnościowej opozycji, a jeszcze później nawet był kandydatem z PO w wyborach do PE.
Takim towarzystwem otaczała się i kierowała Pani dawna mecenas, d. E. Wedel, d. 22 lipca. Właściwie to nadal 22 lipca. To ona właśnie była szefową komisji, z której członków MS zrobiło podsekretarzy stanu płacąc im, jak podały media, ponad 17 tys. zł. Miesięcznie. Ile odbierała kierowniczka tego uniwersum? Chyba nikt nie wie, to w końcu teraz jest RPO i pewnie nie powie. Zapytacie, co robiła/ robi ta komisja? Zgadliście. Już trzeci rok tropi nieprawidłowości, których prawica dopuszczała się w mediach publicznych torturując przez dwie kadencje, medialnych pracowników, którzy tam pozostali po grudniu 2023 roku. Był co prawda raport komisji, której przewodniczyła Pani mecenas a teraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Nic nie wykazał. No przynajmniej na to wyszło. Ani jednego wniosku o ściganie PiS za zarządzanie w TVP, PR i PAP. Moj Boże, takich apolitycznych ludzi jak RPO to świat nie widział… Mam nadzieję, że – nie tylko RPO – ale wszyscy odpowiedzialni za niszczenie polskich mediów staną przed sadem. Za mojego życia…”
Tym nieco ckliwym wpisem można by zakończyć tę relację, z tego, że prorządowy dziennikarz związany z TVP Andrzej Krajewski nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji. Chodzi jednak o coś, na co próbowałem zwrócić uwagę na początku tego artykułu.
Początek końca?
Czy jest to początek końca architektów, a raczej poprzez swoją mściwość grabarzy, nowego nieporządku medialnego trzeciego rządu Donalda Tuska? Nie wiem. Wygląda jednak, że tak jest, bo jak inaczej wytłumaczyć tak marną szermierczą postawę ludzi takich jak Andrzej Krajewski, Jarosław Szczepański, Krzysztof Król i Krzysztof Luft. Zostali w tej Radzie Programowej TVP i to w likwidacji w dodatku. Zostali trzej ostatni, bo Krajewski wypadł. No, ale dobrze napiszę o tych czterech dygnitarzach medialnych ery Trzeciego Tuska. Zamiast paradować w świetle fleszy po sejmowych bądź rządowych korytarzach, zarabiać krocie, co oznacza jeszcze więcej, użerają się z większością rady i gronem likwidacyjnym telewizji publicznej.
Dlaczego Krajewskiego nie dokooptowano do zacnego grona bojowników o wolność manipulowania mediów publicznych? I tu chyba zaskoczę. To zasługa Roberta Kwiatkowskiego, który jako członek Rady Mediów Narodowych nie zgodził się na tę kandydaturę. Tak, tak tego samego Roberta Kwiatkowskiego nazywanego Brunatnym Robertem przez autorów rubryki „Z życia koalicji, z życia opozycji” Wprost, czyli Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego.
Kłótnia w rodzinie?
Tego samego Roberta Kwiatkowskiego, który od 1998 roku 2004 roku był delegowany przez SLD do pełnienia funkcji prezesa zarządu TVP. Tego samego, który wcześniej zasiadał w KRRiT a później był posłem SLD i od 2020 jest w RMN. Na to stanowisko rekomendował Kwiatkowskiego prezydent Andrzej Duda. Z tego wszystkiego jednak, przede wszystkim z politycznej przeszłości związanej z postkomunistyczną lewicą, można byłoby wysunąć wniosek, że Kwiatkowski z takimi ludźmi jak Krajewski dojdzie do porozumienia.
Przyszłość mediów publicznych, m.in. TVP w likwidacji nie jest jasna zdj. hub
I tu niespodzianka, otóż nie. Kwiatkowski nie lubi Czarzastego a marszałek Sejmu, jak opowiadają świadkowie z lewicy, wręcz nienawidzi byłego szefa TVP. Skąd zatem ten podstawowy błąd z Krajewskim, czyli kandydatem koalicji? Z przekonania, że mający wiele politycznych i telewizyjnych grzechów na sumieniu Robert Kwiatkowski nie zechce zerwać ze swoim środowiskiem. A może członek RMN wcale nie zerwał z Lewicą. Może jego decyzja o braku poparcia dla Krajewskiego do Rady Programowej TVP w likwidacji bierze się jednak z doświadczenia Kwiatkowskiego w pracy w mediach?
Hubert Bekrycht
W tekście wykorzystałem swoje zdjęcia z posiedzenia Rady Programowej Telewizji Polskiej w likiwdacji z 22 października. Zaproszono mnie tam jako reprezentanta SDP, który przrstawił stanowisko naszego Stowarzyszenia w sprawie m.in. fikcyjnej, naszym zdaniem, likwidacji TVP,
Po pół roku dowiedziałem się, że raport z owych obrad i skargę na mój temat otrzymali: minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska i przewodniczący Rady Mediów Narodowych Wojciech Król. Składającymi to pismo byli likwidatorzy TVP Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut. Nie podobały im się moje określenia: „bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku” oraz „nielegalnie wybrani członkowie władz mediów publicznych”. No cóż, nie ukrywam powiedziałem tak. Od lat te akurat dwa zwroty powatrzam dość często. Donos tyleż głupi, co potrzebny, aby i szef RMN i szefowa MKiDN poznali te stwierdzenia. Ale myślę, że je znali, bo po 10 miesiącach od skargi Gorgosza i Syguta nie słyszałem o odpowiedzi na skargę.
Rząd Donalda Tuska mimo udawania twardej formacji politycznej już kolejny raz był w Zaleszczykach. Chociaż porównując to z 1939 rokiem, teraz ruscy nas nie napadli. Jeszcze… Po ataku rakietowym spaliły się jednak w blokach prorządowe media. To nie był jednak zwykły błąd. To skutek zaniedbań.
Media publiczne, jeśli zaufać obserwacjom ekspertów i zwykłej logice, nie podały komunikatu, chociaż – jeśli wiedziały – powinny ostrzec ludzi na Lubelszczyźnie. A jeśli TVP, PR i PAP rano o ataku nie wiedziały, tym gorzej dla nich. I powinny być zlikwidowane, nie tylko fikcyjnie.
Czy wyłączenie nadajników mediów publicznych było testem?
W sumie jednak nie ma, co się dziwić nieporadności mediów państwowych. Mediów, które nie zapomniały jednak podawać we wszystkich serwiskach, że, rząd nagrodził mec. Sylwię Gregorczyk-Abram stanowiskiem RPO. Dlaczego nagrodził? Właśnie prawniczka, czyli teraz, przepraszam za wyrażenie, Rzecznik Praw Obywatelskich (nie moich) była w grudniu 2023 roku liderem grupy Wejście. Do czego? Już niczego. Bo wówczas Gregorczyk-Abram kierowała akcją, de facto, niszczącą media publiczne jako tzw. środki przekazu demokratycznego państwa. Rozumiecie to? Obecna RPO, raptem dwa i pół roku temu, nadzorowała bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych. Towarzyszyli jej marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP powołani kilka godzin wcześniej na mocy dokumentów przygotowanych przez… cóż za przypadek, podpisanych przez mecenas Gregorczyk-Abram.
To właśnie wtedy koalicja Tuska – wahałem się czy napisać „po raz pierwszy”, ale w końcu napisałem – wyłączyła sygnał telewizyjny, który stanowi pasmo zapasowe dla wojska podczas wojny. A wówczas za naszą południowo-wschodnią granicą już od prawie dwóch lat trwała wojna, Rosja napadła na Ukrainę. Czy trzeba coś dodawać?
Media państwowe bezradne wobec wojny?
Układ się domyka. Podejrzewam, ale chcę się mylić, że teraz, gdyby – nie daj Boże – ruskie wojska weszły na Przesmyk Suwalski, media publiczne nadałyby jakiś dobry mecz lub premierowy, sensacyjny film szpiegowski. Nie odciągnęliby uwagi mieszkańców z – też nie daj Boże – okupowanych terenów, ale na pewno, w rozumieniu koalicji Tuska, ten przekaz „uspokajałyby sytuację do reakcji Berlina, Paryża i Brukseli”. NATO i Stany Zjednoczone dowiedziałyby się wcześniej i zawiadomiłyby media niezależne, czyli w Polsce konserwatywne…
Czarne wizje? Scenariusz jak z horroru? Nie, to to tylko łagodna jego wersja. W każdej jednak negatywnej sytuacji antycypowanej przez analityków, polskie media stanowią ważny filar systemu bezpieczeństwa. No właśnie polskie media, a wiele z popularnych portali i czasopism nie ma większości kapitału polskiego.
To chyba nie przez przypadek, że na miejsce, gdzie spadła ruska rakieta, jako pierwsza dotarła reporterka Polsatu. A nie na przykład ktoś z TVP, Polskiego Radia, czy Polskiej Agencji Prasowej. Co nie przeszkadza tym mediom publicznym w fikcyjnej likwidacji rozwijać się za pieniądze podatników. Za pieniądze nie ujęte prawidłowo w budżecie, ale dawane „po uważaniu” przez rząd. Zatem za te pieniądze, samochody reporterskie powinny mieć teraz 24-godzinne dyżury w kilku oddziałach terenowych na wschodzie Polski. Plus ekipy z Warszawy, które też muszą mieć zadania związane z informowaniem o zagrożeniach.
Mozolne sklejanie systemu informacji w razie wojny może się odbyć tylko wtedy, kiedy z TVP, PR i PAP odejdą szkodnicy mieniący się władzami tych spółek skarbu państwa. Ale to nie nastąpi natychmiast. A Moskwa nie zaczeka aż Tusk wyrzuci z pracy Daniela Gorgosza i Tomasz Syguta z TVP, Pawła Majchera z PR i Marka Błońskiego z PAP.
Jako rekomendowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentant naszej organizacji Radzie Programowej Polskiego Radia S.A. w likwidacji, od półtora roku mierzę się tam ze zjawiskami właściwymi uniwersum, które trudno opisać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to wyparcie rzeczywistości przez obecne władze Polskiego Radia. Stosują ten sposób także inne prorządowe media państwowe, m.in. TVP i PAP, obie w likwidacji i kwiat rządowej propagandy – TVN, który broni się przed przejęciem przez konserwatywny amerykański koncern rozrywkowy.
Postawa, przypominająca wypieranie przez minister zdrowia gigantycznych kolejek do specjalistów, będzie miała – tak w służbie medycznej, jak i w mediach publicznych – skutki o ogromnie negatywnym ładunku następstw. Bo na przykład właśnie w mediach publicznych takie działania doprowadzą wkrótce do katastrofy. Udawanie, że coś się robi za pieniądze z naszych podatków skutkuje tym, iż powołani przez rząd likwidatorzy i wierni im przedstawiciele kierownictwa, na w przykład rozgłośni Polskiego Radia, stosują obłąkańczą medialnie taktykę wyparcia.
Władze mediów publicznych zrzucają wszystkie negatywne przejawy swojej działalności na poprzednie zarządy, których już od prawie trzech lat nie ma… Czy tym się da usprawiedliwić wszystkie błędy? Zdecydowanie nie.
Wejście w RPO
Nie zamierzam opisywać dobrego samopoczucia władz mediów publicznych wobec trwającego kolejnego etapu bezprawnego przejęcia przez rząd TVP, PR i PAP zapoczątkowanego brutalną pacyfikacją tych instytucji i czystkami wśród załóg w grudniu 2023 roku. Moim zdaniem, niszczenie systemu medialnego w Polsce spowodowało autentyczną słabość państwa w obliczu wojny, która toczy się za naszą wschodnią granicą. Przykładem niech będzie opisywane przez wszystkie niezależne redakcje wyłączenie sygnału telewizji państwowej 20 grudnia 2023 roku po interwencji tzw. Grupy Wejście z obecną RPO i powołanymi nielegalnie, marionetkowymi władzami mediów publicznych na czele. Wykonawcami zaś pacyfikacji budynków z woli rządu byli ludzie z prywatnej firmy ochroniarskiej, którą – na co również wówczas zwracały uwagę media – kierowali ludzie o przeszłości w służbach i żandarmerii.
Osłabianie w takiej sytuacji mediów, szczególnie publicznych, ale i nękanie mediów niezależnych, konserwatywnych – to grzech władz. Ale i poważne przestępstwo, może nawet, w pewnych okolicznościach, których jeszcze nie poznaliśmy zdrada stanu. Zrobiła to wtedy i nadal robi koalicja premiera Donalda Tuska. Przedstawiciele tej formacji KO/PO i akolitów robią to z rozmysłem. Po co? Aby zastraszyć niezależnych dziennikarzy i nałożyć knebel konserwatywnym mediom. I znowu, dlaczego? Bo, co w mojej opinii ważniejsze, takie działanie ułatwia rządzącym oszukiwanie odbiorców poprzez prorządowe środki przekazu. Przede wszystkim te w likwidacji.
Media jak zamki z piasku…
Oprócz wychwalania najgorszej polityki rządu trzeciej kadencji Tuska, koalicja z życzliwymi jej mediami rozwala kraj w każdej dziedzinie. Jak mantrę powtarzam jednak – najgorsze jest zniszczenie części mediów, próby dalszej eskalacji tego procesu i – nade wszystko – próby marginalizacji przekazu w rozumieniu pluralizmu redakcyjnego.
No, bo gdyby tylko emanacja państwowej propagandy, czyli media prorządowe, wciskały, przepraszam, tylko kit ludziom świadomym, to mogliby oni zacząć szukać innych przekazów, aby sprawdzić prawdziwość pewnych bezczelnych tez lansowanych przez rząd Tuska. Ale pluralizm się kurczy. Koalicja PO/ KO i pozostałości po ludowcach i b. marszałku Sejmu, chce krytyków zapędzić do jak najciaśniejszej niszy. Nie uda im się. To nie optymizm, to fakt.
Oprócz poklepywania po brzuszku obecnej koalicji i wychwalaniu rozmaitych polityków, którzy nie mogliby być nauczycielami w podstawówkach, kierownictwo publicznych mediów niszczy je w inny, bardziej wyrafinowany sposób. Bezczelnie.
Jak promocja prezerwatyw w Afryce – kosztowna, ale nieskuteczna, niestety…
Są między innymi w Polskim Radiu w likwidacji kampanie reklamowe nazywane promocyjnymi. Teraz, po największym spadku słuchalności od wielu lat, to trudne, przyznać należy, zadanie. Spadek słuchalności spowodowany został nielegalnym przejęciem instytucji i czystkami, a także powrotem do państwowych mediów tzw. dziennikarzy kadzących rządowi w stopniu niewyobrażanym. Wypromowanie Polskiego Radia kosztuje krocie. Zawsze kosztowało, ale promocja bezsensowna kosztuje jeszcze więcej. Bywa też owe propagowanie programów obrzydliwie, bez gustu. No i – last not least – nieskuteczne.
Polskie Radio w ogóle, a w szczególności Jedynka i Trójka a także największa tuba propagandy koalicji PO/ KO, czyli PR 24, stosują tzw. wizualne środki promocji bilbordy oraz drogie postery w komunikacji miejskiej – tak się składa, że rzuca to się w oczy przede wszystkim w miastach zarządzanych przez PO/ KO.
Ostatnio jednak kampania wyszła bezpośrednio do… dziennikarzy. Wszystkich? Nie, bo to promocja popularnego w czasach PRL „Lata z radiem” radiowej Jedynki została reklamą w serwisie Press, który udaje „obiektywny portal o mediach”.
W tej tzw. promocji wykorzystano grafikę o narracji, zamierzonej chyba, dziecięcej naiwności autorstwa znanego rysownika. Jest tam zdanie, które mnie już nawet nie żenuje, ale żenuje mnie sposób jego „promowania” i szczególne prostactwo zleceniodawcy. Podmiotu działającego, jak mniemam, w imieniu utrzymywanej także z moich podatków państwowej rozgłośni.
Bo w sumie żart na złym poziomie nie powinien wzbudzać większego oburzenia. Wzbudza jednak politowanie…
Co promujący miał na myśli?
Opis tzw. żartu z reklamy Polskiego Radia w likwidacji na wirtualnych łamach serwisu Press:
Facet płynie materacem. Ma radio, które artysta „włączył” rysując nutki powodujące wrażenie aktywności urządzenia. Pod powierzchnią wody, wieloryb, który – jest komiksowy dymek – mówi albo myśli: „Miło posłuchać Lata z radiem, tylko te walenie”…
Śmiejecie się, brygada? Bo ja nie. Mój przyjaciel powtarza, że prostota wyrazu, jak w rysunku z promocją, nie jest niczym złym, jednak prostactwo tzw. dowcipu, jak twierdzi ów przyjaciel, rozwala kulturę. A przecież to właśnie pielęgnowaniem kultury przekazu zajmują się media publiczne. Nawet kiedy są w likwidacji. I nawet, kiedy ta likwidacja jest fikcyjna, aby kierownictwo i powolni władzy rządu Tuska mogli brać olbrzymie wynagrodzenia za swoją… Tu mam problem z określeniem tego procesu myślowego. Pracę?
Popsuty proządowy pilot do wszystkich mediów
Od grudnia 2023 roku obserwuję proces degradacji mediów publicznych do roli pilota, którego przycisków używa premier i jego ministrowie. Jako dziennikarz z prawie 35-letnim stażem przyszło mi, a przede wszystkim przyszło nam, we władzach SDP, protestować przeciwko traktowaniu instrumentalnemu mediów. Jako najstarsze i najliczniejsze w Polsce stowarzyszenie dziennikarskie i pracowników mediów pisaliśmy stanowiska, oświadczenia, teksty protestów oraz, co najważniejsze, broniliśmy i bronimy niesłusznie represjonowanych dziennikarzy.
Wreszcie, widziałem w swoim życiu, nie tylko zawodowym, sporo. Głównie jako reporter, publicysta, czy komentator. Nie zwróciłbym pewnie uwagi na tę oszołamiająco głupią promocję publicznego radia, gdyby nie pewna szczególna cecha, którą mam. Wrażliwość na prostactwo.
Hubert Bekrycht
Warszawa – Łódź 23 lipca 2026 roku
graf. – wykorzystano fragment zrzutu z ekranu portalu Press z 23 lipca 2026 roku
To upalne lato będzie pamiętne dla środowiska dziennikarskiego SDP. Niestety. Najgorsza w historii mediów koalicja rządząca, oprócz systematycznego nękania niezależnych dziennikarzy i mediów konserwatywnych, spowodowała zatrzymanie członka KRRiT, publicysty Macieja Świrskiego.
Ten urzędnik państwowy, dziennikarz, eseista i działacz społeczny związany z SDP (zawiesił swoje członkostwo w związku z pełnieniem funkcji w KRRiT) bronił represjonowanych przez rząd Donalda Tuska mediów i dziennikarzy. Zapamiętamy jego wystąpienia po bezprawnym przejęciu przez koalicję mediów publicznych w grudniu 2023 roku. Świrski wspierał następnie szykanowane przez rząd media konserwatywne.
Zatrzymano go na jego działce i po kilkunastogodzinnej podróży przewieziono z Suwalszczyzny na przesłuchanie do Rzeszowa, bo tam postanowiono zbadać wiedzę Świrskiego o dosyć odległych wydarzeniach (dłuższa droga to tego miasta prowadzi tylko ze Szczecina). Po forsownej podróży, Macieja Świrskiego, który odbywa rekonwalescencję po chorobie, zwolniono.
Zarzuty dotyczą postępowania w sprawie sprzed 9 lat, kiedy to w zarządzanej m.in. przez Świrskiego Państwowej Fundacji Narodowej badano rzekome nieprawidłowości. Postępowanie umorzono 6 lat temu. Dlaczego akurat teraz je wznowiono, chociaż sprawa jest bardzo problematyczna, a przesłanki zatrzymania, powiedzmy, bardzo tajemnicze?
Nawet w kręgach koalicyjnych słychać głosy, że to nie są prawdziwe powody szykanowania przedstawiciela ciała konstytucyjnego, czyli KRRiT. Te rzeczywiste są w kontrze do panującego prawa. SDP w proteście przeciwko zatrzymaniu Świrskiego napisało, że to zemsta polityczna:
Zemsta polityczna za wspieranie niezależnego dziennikarstwa i konserwatywnych, szykanowanych przez rząd, redakcji.
Zemsta polityczna, bo działacze PO/ KO nie zapomną Świrskiemu przede wszystkim doprowadzenia do wydania i przedłużenia koncesji na nadawanie TV Republika i telewizji wPolsce24 oraz obrony przed zakwestionowaniem tych decyzji.
Zemsta polityczna za to, że Świrski podważa legalność powołania władz publicznych mediów pod koniec 2023 roku a potem fikcyjnej likwidacji TVP, PR i PAP.
Zemsta polityczna za krytykowanie przez członka KRRiT Macieja Świrskiego polityki medialnej rządu premiera Tuska.
Czy może skutecznie rządzić koalicja, która boi się mediów a przede wszystkim jednego uczciwego człowieka walczącego z niszczeniem krytycznych wobec władz polskich niezależnych redakcji i dziennikarzy? Ten obraz ekipy premiera kierującego miliardy do prorządowych mediów i prześladującego niezależnych polskich dziennikarzy zostanie już na zawsze w pamięci. Elektoratu.
I nie tylko…
Hubert Bekrycht
red. nacz. portalu SDP,
sekretarz generalny SDP
Powyższy artykuł stanowi wstęp do Newslettera SDP z 21 lipca 2026 roku
European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?
Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.
EFJ jak cyklop
„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.
„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.
Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk
Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.
„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.
Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.
Polityka a rzeczywistość = EFJ
Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?
Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.
Może wyjść?
SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?
Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.
Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.
Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem
Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.
17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.
Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.
Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.
W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też
Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.
Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk tego określenia).
Prosta sprawa, tak jak medialna Europa
Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?
To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.
Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.
A to się porobiło. Teraz już TSUE wątpi w pracę sędziego nominowanego za kadencji prawicy, ale w misję przedstawicieli Temidy powołanych za kadencji obecnie rządzących liberałów i lewaków, już nie… Jednej grupie dziennikarzy wolno pisać krytycznie o opozycji. Dotyczy to tzw. dziennikarzy prorządowych. Bronią oni rządu Donalda Tuska, jak niepodległości. Nie daj Boże wątpić w salonowe dziennikarstwo, można natomiast wątpić w opozycję – to straszne wnioski naszych czasów.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej działa jak fani zespołu Ich Troje. Niby widomo, co to jest TSUE, ale nie wszyscy przyznają się do poparcia tej dziwnej hybrydy polityki i wymiaru sprawiedliwości. Wolę, jak to robię od lat, krytykować TSUE niż Ich Troje, bo zespół z Łodzi jest w kulturze abstrakcją – każdemu wolno słuchać i krytykować, ale TSUE już nie, bo to sąd.
A dlaczego nie mogę krytykować TSUE?
Ten Trybunał to instytucja jednak obca. Nie tylko dal Polski i Polaków. Będąc od 22 lat obywatelem Unii Europejskiej i płacąc w niej podatki umiem czytać prawo unijne. Zatem, w zakresie sądownictwa, też zresztą w Polsce od blisko trzech lat upolitycznionoego i kiepskiego, mogę – przynajmniej teoretycznie krytykować rząd, ale dziennikarzy w tej sprawi gnębi minister sprawiedliwości Żurek.
Powtarzam, korzystam z prawa opisywania rzeczywistości, ale UE znacznie go ogranicza. Każe, wbrew prawu, respektować orzeczenia TSUE na poziomie krajowych Konstytucji. Ale na przykład ja, doświadczony polski dziennikarz będę krytykował TSUE w zakresie wypławiania przez Trybunał na polskie prawo, tam gdzie Bruksela w traktacie akcesyjnym zapewniła krajom członkowskich nadrzędność krajowych przepisów nad unijnymi.
TSUE ogłosił oto kilkanaście godzin temu, że – cytuję za codzienną prasą: „Przebieg procedury powołania sędziego może wystarczyć do podważenia jego niezawisłości i bezstronności, jeśli doszło do nieprawidłowości mogących wzbudzić wątpliwości co do wpływu innych władz na nominację”. Tłumaczyć. Spróbuję:
Nie popierasz rządu Tuska, jesteś wykluczony
Czyli, jeśli na przykład, jeśli jesteś dziennikarzem, czyli co gwarantuje ci prawo prasowe, możesz krytykować wszystko i wszystkich, teoretycznie, także sędziów, ale… Uważaj, jesteś obywatelem Polski, również jednak i UE, jak nie jesteś z obecną, popieraną przez KE, władzą, czyli rządem premiera Tuska, to musisz się liczyć z karą bo unia sama zdecydowała, podejrzewam, że bez protestu polskiego rządu, że ledwie wątpliwości mogą przekreślić twoją, redaktorze, pracę.
Słowem, jeszcze raz to powtórzmy, w UE Polska ma dużo do powiedzenia, ale, mimo nadrzędności orzeczeń rodzimych sądów, sąd hybrydowy polityczny, czyli TSUE, może wszystko. Łącznie z unieważnieniem twojego wczorajszego obiadu, ślubu, matury, dyplomu, pracy, orzeczeń polskich sądów. Wystarczą wątpliwości! Rozumiecie to, Szanowni Państwo. Teoretycznie rozumiem, ale nie mogę pojąć, jak Polska przez 22 lata zdążyła pozbyć się swoich praw obywatelskich w Unii Europejskiej? A to, niestety prawda. Nie, nie jestem za wyjście naszego kraju z UE, ale w referendum akcesyjnej 2003 roku nie było mowy o federacyjnej wyższości unijnego prawa. Nad polskim.
Mam wątpliwości,
zatem wywracam zmurszały stolik niby negocjacyjny. Niby praworządny. Niby dobrowolny. W niby pokojowym procesie integracji Polski z wielk a europejską rodziną.
Powtórzę, mogę, jeszcze, mówić, co chcę. Chociaż coraz częściej – np. od grudnia 2023 roku i późniejszych wydarzeń, odczuwam dyskomfort m.in. z powodu mojej działalności społecznej. Nigdy jednak się nie zatrzymam się w krytyce obecnie rządzących, nie zrezygnuję z wątpliwości i walki o wolność słowa, chociaż. m.in. z powodu mojej działalności w SDP wyrzucono mnie ponad dwa lata temu i to dyscyplinarnie z Polskiej Agencji Prasowej…
Zatem, podobnie jak TSUE, mam wątpliwości i żądam unieważnienia skutków prawnych kilku działań rządu wprowadzonych po grudniu 2023 roku przez koalicję remiera Tuska:
Żądam od Unii Europejskiej odwołania skutków bezprawnego przejęcia przez polski rząd mediów publicznych i nielegalnego powołania, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, marionetkowych władz w TVP, PR, PAP w likwidacji. Fikcyjnej.
Żądam od UE natychmiastowego zaprzestania represji rządowych wobec niezależnych i konserwatywnych mediów w Polsce, a także organizacji dziennikarskich, w tym SDP.
Żądam zaprzestania szykan dziennikarzy i pracowników niezależnych mediów poprzez aparat wymiaru sprawiedliwość, poprzez m.in. nękające skutki przedłużających się postępowań sądowych prowadzących do zastraszania i tzw. efektu mrożącego.
Żądam od UE ukarania prorządowych mediów w Polsce za bezpodstawne szykanowanie mediów konserwatywnych, wywierania presji na nie i stosowania mechanizmu „culture canceling”.
A ponieważ, wydaje mi się, że – pomimo przykrych doświadczeń ostatnich lat i prób wywierania na mnie wpływu przez władze – nie straciłem, chyba, poczucia humoru, żądam od UE dostępu do Morza Śródziemnego, eksterytorialnej autostrady z Polski przez Słowację, Austrię, Słowenię albo Włochy oraz odszkodowania w wysokości 100 tys. euro na wybrany przeze mnie cel charytatywny.
Tak to wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonych, czyli krytykujących ten rząd mediów niezależnych, konserwatywnych, społecznych. To jest prawo rzymskie. Szkoda, że nie unijne…
Zatrzymany we wtorek 14 lipca br. i po kilkunastu godzinach wypuszczony przez CBA, dziennikarz, publicysta, Maciej Świrski – członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – podał w piątek w Radiu Wnet, że trwają represje wobec niego. Zablokowano mu konto. Spowodowało to wstrzymanie publikacji najnowszej, ważnej książki Świrskiego. Publikacja „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” jednak się ukaże. Jest już w przedsprzedaży na platfrormie Maforion.pl
Prowadzący rozmowę w porannym programie Radia Wnet prezes rozgłośni Krzysztof Skowroński pytał o skutkki zatrzymania Macieja Świrskiego. Było to, najogólniej, skandalicznym przekroczeniem wszelkich zasad prawnych. O tym mówią media i dziennikarze. Z analiz prawnych wynika, że złamano też prawo.
Maciej Świrski mówił na antenie Radia Wnet o swojej „wycieczce” na koszt podatnika po zatrzymaniu go podczas urlopu w chacie na Suwalszczyźnie. We wtorek weszli tam funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w związku z – jak wyjaśniły wówczas Świrskiemu służby – sprawą, jak to określono, nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, w której obecny członek KRRiT był w zarządzie prawie dekadę temu .Aby przedstawić mu zarzuty, Świrskiego przewieziono z Suwalszczyzny do Rzeszowa, aby tamtejsza prokuratura mogła mu postawić zarzuty.
Maciej Świrski powiedział w Radiu Wnet, że nie może ujawnić szczegółów, ale „przekroczenie uprawnień” w PFN, które wskazała prokuratura „wynika z niezrozumienia przepisów o fundacjach” – podsumował.
Członek KRRiT, który od grudnia 2023 roku – kiedy rząd premiera Donalda Tuska bezprawnie przejął media publiczne, aby je potem fikcyjnie zlikwidować – kilkadziesiąt razy bronił TVP, PR i PAP oraz dziennikarzy mediów niezależnych i konserwatywnych – Skowrońskiemu o oburzających szczegółach skutków wtorkowego zatrzymania.
Świrski podkreślił, ze palnował wydać ważną książkę krytyczną wobec władz, nie tylko w Polce. Nie może jednak tego zrobić. „Nie powiadomiono mnie po zakończeniu czynności wobec mnie, że zablokowano mi wspólne z żoną konto, z którego się utrzymujemy. Nie mogę także sfinansować wydania ważnej książki, bo z tego konta miały pochodzić pieniądze na publikację i na budowę nagrobka mojej śp. Mamy” – argumentował Świrski. Dodał, że część zgromadzonych na nieoczekiwanie, bez uprzedzenia zablokowanym koncie pieniędzy to spadek po Zmarłej Mamie członka KRRiT.
„Blokada konta bez zawiadomienia na piśmie, aby skutecznie zabezpieczyć potrzeby bytowe, to jest… Skandal” – mówił sdp.pl jeden z prawników zajmujących się takim sprawami. Inni przedstawiciele Temidy podkreślili, że blokada konta bez ostrzeżenia, stanowić może złamanie niektorych przepisów prawa.
Służby specjalne, a ich działalność nadzoruje minister Tomasz Siemoniak – przekonują w komunikatach prasowych, że zatrzymanie Świrskiego było zgodne z przepisami.
W związku z trudnościami z wydaniem książki, po blokadzie prywatnego konta przez wymiar sprawiedliwości, Świrski – na antenie Radia Wnet – poinformował, że wcześniej niż planował wyda jednak książkę, którą napisał. Książkę „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” Macieja Świrskiego można ją kupić, w systemie przedsprzedaży na platformie maforion.pl – link.TUTAJ
Z powodu, m.in. zablokowania konta Świrskiego, egzemplarze publikacji mogą dotrzeć do nabywców we wrześniu tego roku.
***
Wcześniej o zatrzymaniu Macieja Świrskiego informowały media, które podkreślały, że rzekoma wina członków zarządu PFN to bardzo dziwna, a nawet kontrowersyjna sprawa pochodząca sprzed ponad 9 lat, a 6 lat temu zamknięto to postępowanie.
W obronie Macieja Świrskiego wystąpiło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W proteście, który ukazał się tuż po zatrzymaniu Świrskiego ogłoszono, że to polityczna zemsta rządu na członku KRRiT, a przypomnieć należy, że Świrski był przez trzy lata szefem państwowego regulatora mediów.
„Zarząd Główny SDP podkreśla, iż zatrzymanie (…) Macieja Świrskiego ma na celu wywołanie efektu mrożącego i zastraszenie środowisk konserwatywnych” – podkreślono w proteście. „To kolejne takie działanie podejmowane przez obecny rząd przeciwko środowiskom prawicowym, które wpisują się w konsekwentną próbę sparaliżowania i zneutralizowania krytyków władzy. Akcja CBA służy jedynie odwróceniu uwagi publicznej od bieżących kompromitacji i problemów koalicji rządzącej” – zauważają członkowie władz SDP. „Maciej Świrski to znany publicysta i działacz społeczny oraz ekspert do spraw mediów, bezpieczeństwa i wizerunku Polski w świecie, popularny komentator i autor wnikliwych analiz politycznych. Dlatego obecny rząd prześladuje go od wielu lat z wyjątkową zaciekłością. Obecne działania podejmowane przeciwko niemu są kolejnym tego przykładem” – podsumowali członkowie Zarządu Głównego SDP.
Konserwatywny węgierski portal konserwatywny Hungary Today, po zamachu na media publiczne ekipy premiera Petera Magyara, jako jedno z nielicznych mediów nad Dunajem opublikowało oświadczenie SDP,w którym nasza organizacja protestuje przeciwko czystkom w węgierskich mediach.
Protest opublikowaliśmy dwa dni temu w sdp.pl, wysłaliśmy go do mediów, międzynarodowych organizacji dziennikarskich i instutucji zajmujących się obroną wolności słowa i praw człowieka. Protest SDP został zauważony w Polsce i Europie, m.in. przez portale niezależne, konserwatywne i lokalne.
Węgierski konserwatywny portal omówił treść naszego oświadczenia. Przekład artykułu z Hungary Today jest poniżej wraz z oryginalnym linkiem do publikacji.
>>Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich potępia restrukturyzację mediów publicznych na Węgrzech 2026.07.10.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich twierdzi, że sytuacja na Węgrzech do złudzenia przypomina przejęcie polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.
Kierownictwo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) opublikowało protest przeciwko restrukturyzacji węgierskich mediów publicznych i trwającym zmianom kadrowym. Organizacja uważa, że nowy rząd pod przewodnictwem Pétera Magyara przejął kontrolę nad mediami publicznymi za pomocą środków przymusu,
Jak podkreślają władze SDP w tekście stanowiska jest uderzająco podobne do przejęcia polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.
SDP twierdzi, że z zaniepokojeniem śledzi wydarzenia na Węgrzech, które rozpoczęły się we wtorek 7 lipca. Jak zauważa, widzowie węgierskiej telewizji państwowej, radia i portali internetowych byli witani czarnymi ekranami wyświetlającymi przeprosiny za rzekome kłamstwa byłego kierownictwa, a transmisje telewizyjne były przerywane, audycje radiowe ograniczane, a aktualizacje stron internetowych zawieszane.
Organizacja twierdzi, że te działania zniekształcają rzeczywistość i naruszają wolność prasy.
Organizacja polskich dziennikarzy dostrzegła bezpośrednie podobieństwo między wydarzeniami na Węgrzech a wydarzeniami w Polsce w grudniu 2023 roku. SDP przypomniało, że premier Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego, również siłą przejęli budynki Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, przerywając transmisje i uniemożliwiając dziennikarzom pracę.
Według SDP, premier Węgier Péter Magyar naśladuje obecnie bezprawne metody stosowane w Polsce przez Donalda Tuska.
Oświadczenie krytykuje również Unię Europejską, która chociaż deklaruje poparcie dla praworządności, biernie przygląda się łamaniu wolności prasy w Europie Środkowej. Według Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskiech czystka przeprowadzona w węgierskich mediach publicznych i poddanie ich kontroli rządowej stanowią otwarty atak na wolność słowa i można je uznać za próbę wprowadzenia cenzury.
W swoim oświadczeniu SDP wyraziło solidarność z węgierskimi redakcjami walczącymi o swoją niezależność i wezwało społeczność międzynarodową do potępienia demontażu węgierskich mediów państwowych. Dokument został podpisany w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przez Sekretarza Generalnego Huberta Bekrychta i zarząd organizacji.
Za pośrednictwem Mandiner, sdp.pl; Zdjęcie główne: MTI/Hegedüs Róbert<<
Artykuł z HT jest publikowany na wielu europejskich paltformach komunikacyjnych i w mediach społecznościowych,
Polish Journalists’ Association Condemns Hungary Public Media Restructuring
The Polish Journalists’ Association says the situation in Hungary bears an eerie resemblance to the 2023 takeover of Poland’s public media by Donald Tusk’s government, Mandinerreported.
The leadership of the Polish Journalists’ Association (SDP) issued a statement protesting the restructuring of Hungary’s public media and the ongoing personnel changes taking place. The organization believes that the new government led by Péter Magyar took control of state media through coercive means,
in a move it says is strikingly similar to Donald Tusk’s cabinet’s 2023 takeover of Poland’s public media.
Black screen displaying a message on Hungary’s M1 television channel on July 7. Photo: MTI/Illyés Tibor
The SDP says it has been following the events in Hungary that began on Tuesday, July 7, with concern. As they note, viewers of Hungarian State television, radio, and online portals were met with black screens displaying messages apologizing for the alleged lies of the former leadership, while television broadcasts were interrupted, radio programming was curtailed, and website updates were halted.
The organization maintains that
these measures distort reality and violate press freedom.
The Polish journalists’ organization drew a direct parallel between the events in Hungary and the developments that took place in Poland in December 2023. They recalled that Prime Minister Donald Tusk and Bartłomiej Sienkiewcz, then Minister of Culture and National Heritage, also used forceful methods to take over the buildings of Polish Television (TVP), Polish Radio, and the Polish Press Agency (PAP), cutting off broadcasts and preventing journalists from doing their work.
According to the SDP, Hungarian Prime Minister Péter Magyar is now imitating the unlawful methods that Donald Tusk employed in Poland.
The statement also criticizes the European Union, which
while paying lip service to the rule of law, stands idly by while press freedom is being violated in Central Europe.
According to the Polish alliance, the purge carried out in Hungary’s public media and the act of placing it under government control constitute an open attack on freedom of expression and can be regarded as an attempt to introduce censorship. In its statement, the SDP expressed solidarity with Hungarian newsrooms fighting for their independence and called on the international community to condemn the dismantling of Hungarian state media. The document was signed by Secretary-General Hubert Bekrycht and the organization’s executive board on behalf of the Polish Journalists’ Association.
Fikcja likwidacji mediów publicznych jest jak kubańska komedia. Nie jest ani śmieszna, ani pouczająca. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i jego przedstawiciele SDP w radach programowych mediów publicznych – jak już wielokrotnie informowaliśmy – spotkali się 27 maja br. w siedzibie Stowarzyszenia i zdecydowali, że zapytają likwidatorów Telewizji Polskiej S.A. oraz jej oddziałów, Polskiego Radia S.A., rozgłośni regionalnych PR a także Polskiej Agencji Prasowej o rzeczywisty stan tzw. likwidacji. Naszym zdaniem, powtarzam, fikcyjnej
Odpowiedzi, mimo, że wysłane jako odzew na oficjalne pisma w trybie informacji publicznej, spływają bardzo powoli. Właściwie spływają leniwie, tak jak przebiega fikcyjna likwidacja mediów publicznych.
Próba wyjaśnienia. Kolejna…
ZG SDP i przedstawiciele naszego Stowarzyszenia w radach programowych likwidowanych mediów publicznych ustalili, że likwidatorom TVP, PR, PAP, 17 rozgłośni regionalnych PR i 16 oddziałów terenowych TVP zadamy kilka pytań.
Zredagowaliśmy pismo i postawiliśmy pytania właśnie w trybie informacji publicznej, aby – zgodnie z prawem – odpowiedziano oficjalnie, formalnie, urzędowo, aby nikt nie mógł się zasłaniać „tajemnicą”, podległością służbową albo niuansami, które skutecznie nas zniechęcą. Krótkie uzupełnienie: nas, ludzi z SDP, zniechęcić nie można. Przypomnijmy pytania do likwidatorów mediów publicznych:
Jaki jest stan prawny jednostki, którą Pan/Pani kieruje?
Jakie działania zostały podjęte w związku z postawieniem spółki w stan „likwidacji” i od kiedy jest on datowany?
Czy spółka w likwidacji sporządziła bilans otwarcia procesu likwidacji, czyli opracowała bilans na dzień rozpoczęcia procesu likwidacji i gdzie jest on dostępny?
Czy i jakie nowe umowy zostały zawarte przez spółkę od dnia postawienia w stan likwidacji?
Czy podjęto jakiekolwiek czynności związane z upłynnieniem majątku spółki, np. sprzedaż maszyn, nieruchomości lub towarów?
Czy nastąpił jakikolwiek podział majątku spółki?
Jakie są aktualne wyniki oglądalności/ słuchalności spółki w likwidacji?
Minęło prawie półtora miesiąca, pomijam, że termin odpowiedzi w trybie informacji publicznej ustawodawca określił na dwa tygodnie, z wyjątkami. Nie ma to jednak znaczenia, bo raczej nie spodziewaliśmy się szybkiej i konkretnej odpowiedzi. Dlaczego?
Milczenie jak „cymbał brzmiący”
Fikcyjna likwidacja jest puszką z ogromnym ładunkiem mogącym, jak mówi młodzież, zmieść z planszy wszystkich likwidatorów mediów publicznych. I ich mocodawców w Radzie Ministrów. Milczą, wobec tego jak zaklęci szefowie mediów publicznych o zasięgu ogólnopolskim: Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut z TVP, milczy Paweł Majcher z Polskiego Radia, chociaż akurat PR przysłało odpowiedź, że dopowie później, milczy Polska Agencja Prasowa z jej likwidatorem, nazywanym teraz chyba dla większego prestiżu, dyrektorem generalnym, Markiem Błońskim. Milczy też wielu szefów jednostek mediów publicznych, chociaż ośmioro likwidatorów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia S.A. w likwidacji wypełniło obowiązek nałożony przez administracyjny nakaz o informacji publicznej.
Dlaczego jednak większość likwidatorów spółek medialnych działających za pieniądze z naszych podatków nie skorzysta z okazji i nie wyjaśni, jak spółki skarbu państwa mogą być w likwidacji, skoro art., 468 Kodeksu Spółek Handlowych stanowi, że w jednostce postawionej w stan likwidacji nie można robić inwestycji, ba, nie wolno nawet – wg. wielu interpretacji – czynić nakładów na jej funkcjonowanie. A tworzenie jednostek organizacyjnych (dawniej redakcji) z ogromnym budżetem? A zatrudniania olbrzymiej liczby osób i to nie tylko, jako twórców, dziennikarzy, producentów czy pracowników technicznych? A nagrody, podwyżki, plany inwestycji i plany programowe? Czy to nie jest złamanie warunków likwidacji? Właśnie, to miało wyjaśnić nasze pismo m.in. z pytaniami do władz mediów publicznych. I naturalnie, przede wszystkim odpowiedzi likwidatorów.
Ośmioro
Telewizja Polska w likwidacji nie przysłała odpowiedzi. Tak samo jak Polska Agencja Prasowa w likwidacji. Polskie Radio w likwidacji poinformowało, że złoży odpowiedź do 10 lipca. Ale skoro to sobota, to może pismo wpłynie w przyszłym tygodniu.
Odpowiedzi ośmiorga szefów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, czyli oddzielnych spółek mających swoje rady nadzorcze i zarządy, są do siebie podobne. Szczególnie tam, gdzie chodzi o stan likwidacji tych podmiotów. Zdaniem SDP, absolutnie fikcyjnej i wprowadzonej przez ekipę premiera Tuska po to, aby nie buntowały się komisje zakładowe central związkowych, aby nie było strajku, aby „uśpić czujność” krytyków, aby wreszcie, najprawdopodobniej, wyczyścić archiwa. Nie tyle programowe, choć te oczywiście też po przyjściu nowych władz są traktowane z czułością barbarzyńców.
Prolog
Na posiedzeniu jednej z rad programowych tuż po przesłaniu protestu SDP ws. fikcyjnej likwidacji mediów publicznych nasz przedstawiciel tak relacjonował reakcję większości członków rady z nadania koalicji rządzącej:
„Na dzisiejszej Radzie Programowej (…) w wolnych wnioskach odczytałem nasz protest w sprawie (…) spółek [mediów publicznych – red.] w likwidacji. Będzie dołączony do protokołu a pismo trafi do nich [władz jednostki – red.]” – napisał reprezentant SDP w notacje
„Tamta strona była zszokowana, zburzyłem sielankowy nastrój. Jąkali się, nie wiedzieli, jak zareagować ani skomentować. Poczekamy na odpowiedzi” – dodał.
Rozdziały
Odpowiedzi na pytania zawarte w naszym proteście przysłali likwidatorzy bądź ich przedstawiciele z (kolejność przypadkowa): Polskiego Radia Kielce, Polskiego Radia Szczecin, Polskiego Radia Wrocław, Polskiego Radia Zachód, Polskiego Radia Łódź, Polskiego Radia Poznań i Polskiego Radia Rzeszów i Polskiego Radia Opole. Czyli, to osiem odpowiedzi w ogóle, osiem na siedemnaście rozgłośni regionalnych Polskiego Radia. I w ogóle tylko osiem na, wliczając jeszcze centralę TVP, PR i PAP oraz szesnaście oddziałów terenowych Telewizji Polskiej. Nie ma co komentować, ale to chyba nie jest przykład buty ekipy medialnej z nadania rządu? Miałem coś jeszcze napisać, ale przestaję – na chwilę – żartować. Liczba odpowiedzi przed ponad miesiąc ze strony władz mediów publicznych jest przykładem lekceważenia największego w Polsce stowarzyszenia zrzeszającego dziennikarzy i pracowników mediów, czyli SDP.
I mała dygresja, bo piszę teraz o państwowych, regionalnych stacjach radiowych. Zawsze mnie dziwi, że po grudniu 2023 roku, a nawet i jeszcze wcześniej tak wiele rozgłośni regionalnych mając oficjale nazwy rozpoczynające się od „Polskie Radio”, na logotypach ma tylko Radio i nazwę miasta. Ale może się czepiam…
Przytaczam odpowiedzi na pytania z Polskiego Radia Wrocław, ponieważ lapidarność tej odpowiedzi wzruszyła mnie i zawstydziła. Bo ja tu stukam w te klawisze od lat, czasem uda się coś fajnego odtworzyć, a tam w stolicy Dolnego Śląska, jak na zawołanie, umieją z ogromnym zaangażowaniem, ale i ze spokojem, napisać urzędowe pismo wysyłające SDP na drzewo… No, tak sobie trochę kpię, lecz niezupełnie się to udało władzom Polskiego Radia Wrocław i pozostałych siedmiu rozgłośni. O tym później. A teraz obrzerne fragmenty dokumentu:
„(…) w odpowiedzi na wniosek z dnia 28 maja 2026 r. o udostępnienie informacji publicznej, poniżej przedstawiam odpowiedzi na zadane pytania:
Ad. 1
Spółka, którą kieruje pozostaje w likwidacji.
Ad. 2
Spółka została postawiona w stan likwidacji w dniu 29 grudnia 2023 r. Spółka podejmuje działania mające na celu zabezpieczenia bieżącego funkcjonowania Spółki w celu realizacji misji publicznej, do której Spółka nadal jest zobowiązana, a także zmierza do ściągnięcia wierzytelności należnych Spółce m.in. od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z tytułu środków abonamentowych za 2024 rok.
Ad. 3
Tak, Spółka sporządziła bilans otwarcia likwidacji Spółki, który został przekazany i zatwierdzony przez Walne Zgromadzenie Spółki w dniu 26 lipca 2024 r.
Ad. 4
Spółka pomimo stanu likwidacji zobowiązana jest do realizacji misji publicznej zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji, co skutkuje koniecznością zawierania różnego rodzaju nowych umów związanych z bieżącą działalnością Spółki.
Ad. 5
Nie
Ad. 6
Nie
Ad. 7
Aktualne dane o słuchalności (za okres kwiecień – czerwiec 2026):
Radio Wrocław: Dolny Śląsk – 4,58%; miasto Wrocław – 3,69%
Radio RAM – Dolny Śląsk – 2,73%; miasto Wrocław – 6,25%
Radio Wrocław Kultura – miasto Wrocław – 0,41%” – pismo kierowane do naszej prezes SDP Jolanty Hajdasz podpisał elektroniczne Tomasz Marcin Duda – likwidator Polskiego Radia Wrocław.
Podobne akapity?
Pozostałe odpowiedzi, przynajmniej w formalnych aspektach sprawy, są bardzo podobne. Nie śmiem twierdzić, że sporządził jej ten sam prawnik, ale dyletantowi może tak się wydawać.
Intersująco zaczepne i tyleż niezrozumiałe są konstatacje szefa likwidowanego Polskiego Radia Rzeszów Jakuba Osiki (też podpis elektroniczny):
„Odpowiadającemu na zapytanie nic nie wiadomo o postawieniu spółki w stan „likwidacji”. Natomiast jeżeli chodzi o rozpoczęcie likwidacji spółki, to uchwałą numer 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia spółki pod firmą ,,Polskie Radio Rzeszów” – Rozgłośnia Regionalna w Rzeszowie Spółka Akcyjna z siedzibą w Rzeszowie spółka została rozwiązana i otwarto jej likwidację” – napisał pan Osika.
Zastanawiające, że likwidatorzy tak skrupulatnie trzymają się litery prawa i gachowego słownictwa, a nie zauważyli, że ich spółki są bezprawnie, bo z pominięciem Rady Mediów Narodowych, przejęte przez rząd. Tym samym oni sami nie mają mandatu do sprawowania kierownictwa nad jednostkami mediów publicznych. W likwidacji.
Próby oryginalnych tłumaczeń
Bardzo podobne były szczególnie odpowiedzi na pytanie nr 4, które w skrócie można by określić tak „dlaczego spółka medialna w likwidacji rozwija się inwestując i zatrudniając nowych pracowników”. „Spółka, pomimo procesu likwidacji, jest zobowiązana do realizowania misji publicznej” – zaznaczył stanowczo, tak jak prawie każdy z odpowiadających na protest SDP szefów mediów publicznych, likwidator Polskiego Radia Kielce Zbigniew Gągorowski.
Chyba tylko likwidator Polskiego Radia Łódź Jacek Grudzień trochę inaczej tłumaczył nam procesy likwidacyjne. „W związku z otwarciem likwidacji istotnie ograniczono działalność generującą dodatkowe koszty oraz wstrzymano realizację nowych inwestycji” – napisał Jacek Grudzień, szef Polskiego Radia Łódź.
Niestety to wyjątek na tym ugorze buty i dobrego samopoczucia, choć pozostałe odpowiedzi łódzkiego likwidatora są podobne do innych.
Epilog
Nie będę Państwa już nudził pozostałymi pismami z innych rozgłośni Polskiego Radia. Dlaczego nudził? Bo nie są to w żadnym stopniu odpowiedzi bazujące na literze prawa, którą tak umiłowali mocodawcy likwidatorów mediów publicznych.
Nie ma sensu przytaczać setek przykładów niekompetencji niektórych z nich. Powstaje, nieformalnie oczywiście, coś w rodzaju białej księgi notującej wszelkie prawne i bezprawne głupie i… mniej głupie działania szczególnie central TV przy Woronicza, PR przy al. Niepodległości i PAP na Brackiej przy Mysiej. Tak, tak tam jeszcze niedawno była siedziba cenzorów z zapałem kreślących teksty twórców i dziennikarzy… Ale to już zupełnie inna historia.
We wtorek wieczorem nowa ekipa w węgierskich mediach publicznych wyłączyła sygnał w telewizji i ograniczyła nadawanie radia. Państwowe przekazy są sparaliżowane. Delegowana przez tryumfatora wiosennych wyborów parlamentarnych, węgierskiego premiera Pétera Magyara, dyrekcja mediów publicznych robi w nich czystkę. We wtorek wieczorem pojawiły się pierwsze doniesienia o wyłączeniu sygnału telewizyjnego i kłopotach z odbiorem państwowego radia. W środę spodziewany jest oficjalny protest ZG SDP w sprawie zamachu na węgierskie media!
To było do przewidzenia – mówią specjaliści medialni. Nowa władza mści się na ekipie byłego premiera Węgier Victora Orbana, który wprowadził reformę mediów.
Nie wiadomo, co dzieje się wewnątrz budynków węgierskich mediów publicznych, ale przypominają się obrazy z siłowego bezprawnego przejęcia mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Stało się to na rozkaz ówczesnego ministra kultury, pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, obecnie, w nagrodę za sprawne złamanie prawa, europosła PO/KO.
Od kilkudziesięciu minut z Węgier docierają sprzeczne informacje o tym, czy rządowe siły zajęły telewizję, czy nie. Na ekranach odbiorcy mogą przeczytać komunikat, z którego wynika, że rząd przejął media publiczne. To tekst z Magyar TV – MTV:
„Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że kłamaliśmy przez tyle lat! Media publiczne przechodzą transformację, aby w przyszłości stać się niezależne i wiarygodne. Relacja z wydarzeń jest tymczasowo zawieszona. Bądźcie czujni!” – napisano na czarnym tle
Na Węgrzech – jak podkreślają dziennikarze, który obserwują media tego kraju – sytuacja w mediach jest krytyczna. Zderzenie dwóch ekip medialnych może doprowadzić do nieszczęścia. To nie tylko przypuszczenia, to poważne obawy.
Tym bardziej, że były szef węgierskiego rządu Victor Orban nie był, delikatnie mówiąc, zwolennikiem liberalnej demokracji w Unii Europejskiej. Zarzucano mu wspieranie Rosji po wybuchu wojny z Ukrainą. Teraz premier Péter Magyar robi to samo, bo otwarcie krytykuje europejskie, militarne wsparcie dla Kijowa.
A polityczna bitwa o media publiczne w Budapeszcie może być też wykorzystana do prowokacji. Czyjej? Węgry są w NATO…
Na profilu FB publicysty Michała Karnowskiego z kanału TAK pojawił się wpis o tytule „UWAGA!! „PRZEJĘCIE” i WYŁĄCZENIE mediów publicznych na Węgrzech”: