VIDI – nieoczywiste… Łódzka wystawa fotograficzna ZYGMUNTA ŁOPALEWSKIEGO

Czy istnieje życie po nieustannym pędzie zasilanym adrenaliną? Tak, po dziennikarstwie, jak wielu z nas powtarza, jest przestrzeń na inne pasje. Chociaż nawet wtedy żyłka reporterska bierze górę i tęskni się za redakcją i współpracownikami…

Zygmunt Łopalewski to wieloletni dziennikarz. Był związany z TVP Łódź, tam gdzie pracował również jego nieżyjący już ojciec, realizator dźwięku Krzysztof Łopalewski.

Reporter po latach w redakcji informacji postanowił coś w swoim życiu zmienić. Od prawie dwóch dekad pracuje w międzynarodowej korporacji z Włoch. Pasją Łopalewskiego jest od 30 lat fotografia. W jego przypadku ta właśnie pasja związana jest z dawnym zawodem.

Kadr z małego ekranu?

Kiedy nie pracuje, a to rzadko się niestety zdarza, robi zdjęcia. Są to fotogramy niezwykłe, genetycznie związane z kadrem telewizyjnym. Tym, moim zdaniem szlachetnym kadrem, bo z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Łopalewski patrzy na rzeczywistość przez nieco wysłużoną, choć nadal genialną optykę sprzętu naszych rodziców i nauczycieli zawodu.

Jeden z małych – w mojej opinii – mankamentów prac z wystawy to ułożenie ich w sposób wpływający na percepcję. Jasności i kontrasty są bardzo wyeksponowane, ale to tylko wrażenie rozkapryszonego starego pismaka…

Włoski dotyk, polska wrażliwość

Czerń i biel. Delikatne muśnięcie światła, Italia z delikatną domieszką starych dzielnic Łodzi. To temat wystawy fotograficznej Zygmunta Łopalewskiego, który zabiera nas w podróż nieoczywistą, w podróż do naszej młodości, kiedy biegaliśmy po mieście z operatorami kamer i wszystko nas dziwiło, wszystko chcieliśmy mieć w ruchomym obrazie.

A to był błąd. Trzeba było fotografować. Tego błędu nie popełnił Zygmunt, fotografował wtedy i fotografuje teraz. Włoski tytuł „Vidi” wystawy każe sądzić, że Autor jeszcze długo będzie robił zdjęcia i nie powie zbyt szybko „Vici”. Mam nadzieję…

A sam Autor tak mówi o swojej wystawie:

Jest moim bardzo osobistym spojrzeniem na Włochy – nie pocztówkowe, lecz codzienne: na ludzi, miejsca, gesty i atmosferę” – podkreśla Łopalewski.

I jeszcze jedno, dawno nie byłem na wernisażu w miejscu tak adekwatnym do tematu prac z upalnych włoskich plenerów. Centrum handlowe i wyspa – przystanek – odpoczynek z fotografiami Łopalewskiego.

Chcący zobaczyć tę niezwykłą ekspozycję powinni się spieszyć.

Wystawę fotograficzną Zygmunta Łopalewskiego „Vidi” można oglądać tylko do 28 sierpnia w Pasażu Łódzkim przy ul. Jana Pawła II 30 w Łodzi.

hub/ zdj. z wernisażu 21 sierpnia 2026 r. – różni autorzy

O nagonce na Marcina Romanowskiego w prorządowych mediach pisze HUBERT BEKRYCHT: A co, jeśli go tam nie było?

Nie zliczę, ile razy – tylko na portalach prorządowych mediów – w ostatnim czasie obrażano byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który nie miał szans na uczciwy proces w Polsce i opuścił nasz kraj. Ostatnio prorządowe przekaźniki manipulacji powołując się na swoje informacje lub cytując premiera obwieściły oburzone, że Romanowski przebywa w Naddniestrzu separatystycznej części Mołdawii popieranej przez Kreml. Teraz służby mołdawskie podały, że to może być nieprawda…

Marcin Romanowski oskarżany o „zbrodnie” związane z Funduszem Sprawiedliwości, nadal bez procesu, jest już właściwie osądzony przez rząd Tuska i jego media. Wyrok? Winny. Także dlatego, że nie można go osądzić, bo sam obwiniony nie może mieć uczciwego procesu. Czego nie rozumiecie.

Gonić, nie złapać

Romanowski był długo na Węgrzech, ale tam, obecna władza – podobna do tej w Polsce – też już śrozpoczęła ściganie byłego polskiego wiceministra z prawicy. Nasze służby – nie wiem, czy to prezyzyjne określenie –  poprzez informacje rozpowszechniane przez polityków koalicji, widziały już Romanowskiego w USA, Serbii, Mołdawii a ostatnio w separatystycznym Naddniestrzu, do którego Polacy są wpuszczani jako turyści – wielu z nich na profilach społecznościowych udostępnia stamtąd swoje wakacyjne zdjęcia. Chyba nie są ścigani przez nasze organy ścigania. Polskie formacje związane z bezpieczeństwem, które pod wodzą ministra Marcina Kierwińskiego zanotowały niewiele więcej wpadek niż ich szef, uparły się znaleźć Romanowskiego w rejonie wspieranym przez Moskwę i mafijne bandy rozmaitych politycznych rozrabiaków.

A jak się polski agent uprze, agent wspierany przez liberalno-lewicowy rząd, to w końcu znajdzie. Chyba. Bo w ubiegłym tygodniu podano, podobno potwierdzone, wiadomości o tym, że Romanowski jest w Naddniestrzu. Z satysfakcją i bez respektowania zasady oddzielenia faktów od komentarza przekazały na pierwszych miejscach wszystkie prorządowe media.

Komunikat wydali też prokuratorzy. Język śledczych  jest specyficzny.

Niektórzy jednak bystrzejsi medialni akolici rządu powoływali się na premiera, ale… to też było ryzykowne. No, ale nagonka trwała…

 

A może poszli do lasu..?

I wtedy, prawdopodobnie w piątek, mołdawskie władze poinformowały, że w ich kraju ani w Naddniestrzu nie ma Romanowskiego, z którego prorządowe media zrobiły przyjaciela Putina, bo… był w Naddniestrzu. A jeśli, na co wiele wskazuje polityka tam nie ma?

Najpierw Tysol napisał: „Mołdawskie służby zabrały głos w sprawie Marcina Romanowskiego. Policja przekazała, że nie ma danych potwierdzających jego pobyt w Naddniestrzu ani wjazdu na terytorium Mołdawii” – te informacje przekazał jego naczelny Cezary Krysztopa.

Potem Wódz, czyli feleitonista Tysola zapytał: „Tusk wszystko zmyślił? Niewiarygodne…” – napisał na X Thašúŋke Witkó.

Czy media publiczne, TVN, GW, Onet i cały plankton dworskich portali przeproszą. Chociażby za posądzenia, że Romanowski, co stanowi absurd, jest zwolennikiem Rosji? Rakiem wycofuje się z tego portal Wirtualna Polska, kilka dni temu cytował premiera, że Roamnowski jest w nielegalnym państwie na terenie Mołdawii.

Teraz WP troszę łagodzą swoje doniesienia sprzed kilku dni. „Trop się urywa”.

Generalne stwierdzenia o miejscu przebywania Marcina Romanowskiego próbował wytłumaczyć portal Rzeczpospolitej.

Czy siewcy prorządow w mediach przeproszą. Nie, nie przeproszą, bo będą snuli narrację, że wiceminister sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy ucieka, a ucieka, bo zawsze ucieka winny.

Sądy i rozsądek

Czy jakiś sąd wydałby wyrok na podstawie przypuszczeń. A u nas? No parę sądów tak prowadziło sprawy. Wobec polityków konserwatywnych oczywiście. I dziennikarzy. Takich jak na przykład Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy, który ujawnił związek posła PO/ KO Romana Giertycha z aferą Polnord. Został aresztowany, a teraz nie może nawet zamieszkać we własnym domu a aparat represji państwa polskiego sukcesywnie go, wybaczcie szczerość, gnoi.

Co zatem jeśli Romanowskiego nie ma w separatystycznej republice na terenie Mołdawii? Dobrzy prawnicy zacierają ręce. Zleceniodawcy tych sensacji, o ile są nieprawdziwe, nie poniosą odpowiedzialności. A tzw. dziennikarze modlący się codziennie do premiera? Ci zostaną na lodzie. Jak pełnomocniczka od promocji marki Polska z raportem napisanym przez sztuczną inteligencję.

Jak mówią mądrzejsi dziennikarze, nawet jeśli okaże się, że Romanowski spędził w Naddniestrzu ileś, powiedzmy, godzin, nie oznacza prorosyjskich sympatii. Bo chodziło tylko o odpluskwienie polityka prawicy, o to, aby przylepić mu łatkę.

Dla porządku przedstawiam przykłady:

 

 

 

PREZYDENT RP W 106. ROCZNICĘ ZWYCIĘSTWA NAD BOLSZEWICKĄ ROSJĄ: SILNY NARÓD TO SILNE WOJSKO

Podczas defilady Wojska Polskiego z okazji 106. rocznicy zwycięstwa nad bolszewicką nawałą i wstrzymania pochodu czerwonej Rosji na Europę, zwierzchnik Polskich Sił Zbrojnych prezydent RP Karol Nawrocki podkreślił, że wojny nie wygrywa się tylko bronią. „Siła narodu to siła żołnierza”.

Prezydent zwrócił uwagę, że zwycięstwo Polaków w wojnie polsko-bolszewickiej i Bitwie Warszawskiej 15 sierpnia 1920 roku było największym naszym tryumfem w XX wieku a stracie z bolszewikami na polach wokół stolicy zahamowało pochód czerwonych hord na Berlin, Paryż, na całą Europę. To zwycięstwo stanowi przekaz obrońców Warszawy i Polski sprzed 106 lat dla następnych pokoleń. Dzięki temu – jak powiedział prezydent – mieliśmy kolejnych bohaterów. Zwierzchnik Sił zbrojnych wymienił m.in. świętego Jana Pawła II, Zbigniewa Herberta, Obrońców Westerplatte i zdobywców Monte Cassino.

Duch naszego narodu zna cenę wolności, niepodległości, wojen” – akcentował Karol Nawrocki. Dodał, że ponad sto lat temu naród polski został zbudowano na fundamentach chrześcijaństwa, wojska i wokół kompasu wolności. Prezydent przypomniał,że wówczas Polacy byli politycznie byli bardziej podzieleni niż dzisiaj, ale też nikt nie chciał stracić wolności. „Spory kończą się tam gdzi zaczyna się bezpieczeństwo państwa” – zwrócił uwagę. „Rakieta nie będzie pytać, kto na kogo głosował” – powiedział.

W przemówieniu Karol Nawrocki akcentował swoją rolę w procesie zapewnienia bezpieczeństwa Polsce. „Jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych dbam o to, aby rzad realizował programy zbrojeniowe rządów poprzednich. Nie jest wstydem, że dzisiejszy rząd realizuje programy poprzedników. Dbać będę, aby projekty dzisiejszego rządu nie zginęły w walce politycznej” – zapewnił prezydent nawiązując do wyborów w 2027 roku.

Prezydent RP zadeklarował również ścisłą współpracę z sojusznikami Polski w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mówił jednak, że kultura strategiczna polega na zachowaniu suwerenności. Przypomniał, że na sztandarach, tak jak w 1920 roku, polska armia ma hasło Bóg, Honor i Ojczyzna. „Nie SAFE!” – podkreślił. „Bo potrzebujemy sojuszy, ale tutaj jest Polska” – dodał. Prezydent mówił, że decyzje, co do naszego bezpieczeństwa muszą zapadać w Warszawie, a nie w najbardziej nawet przyjaznym nam stolicach” – zauważył i podkreślił, że zagrożenie dla Polski to nadal neo imperialna Rosja.

Niech żyją Żołnierze Wojska Polskiego, niech żyje Wojsko Polskie, nie żyją nasi sojusznicy z NATO! Niech Bóg błogosławi Polskę” – zakończył swoje przemówienie prezydent Nawrocki.

Po wystąpieniu głowy państwa wystąpił minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Zwrócił uwagę na hasło, które wywieszono na trasie defilady „Polska SAFE”. Nawiazuje ono do pożyczki, która zaciągnął ze źródeł UE obecny rząd. „Polska safe bezsprzecznie” – mówił. I przetłumaczył, jak powiedział, to hasło z języka angielskiego. W rzeczywiskości pierwszym literom hasła nadał znaczenie polskich wyrazów: »S« jak sojusze, »A«, jak armia, »F«, jak fabryki, »E«, jak Europa” – wytłumaczył szef MON.

Wcześniej w Gdyni, gdzie również się uroczystości z okazji Świta Wojska Polskiego i defilada morska wystąpił premier Donald Tusk, którego zabrakło na centralnych obchodach w Warszawie. Chcemy uniknąć wojny, a wojny uniknie tylko ten, kto jest silny, niepodległy i suwerenny” – powiedział premier Tusk w Gdyni.

***

Media konserwatywne zaś, m.in. TV Republika, pokazywały całą defiladę, a czekając na przemówienia prezydenta RP i ministra obrony narodowej pokazano również przemówienie premiera Donalda Tuska.

hub/ KPRP/ X/ TV Republika

zdj. Marek Borawski/ KPRP

Urzędnicza bezradność… DANE 19 MILIONÓW POLAKÓW SKRADZIONE PRZEZ HAKERÓW – potwierdziło to Ministerstwo Cyfryzacji

Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy potwierdził w środę wieczorem, że dane nawet 19 milionów Polaków „wyciekły” i mogą być w posiadaniu hakerów. Zastępca Donalda Tuska uznał jednak, że to nie aż tak szkodliwe jak mogłoby być, bowiem Gawkowski określił to wydarzenie mianem „niebywałego incydentu”.

Podczas wieczornej konferencji prasowej rządowi przedstawiciele podali, że „podjęto odpowiednie kroki”, ale nikt nie wyjaśnił, jak „wyciek danych 19 milionów Polaków” wpłynie na funkcjonowanie państwa. Wiadomo tylko, że chodzi o ujawnienie danych z bazy My Dr EDM, którą wdrożyło – jak podaje ministerstwo – ponad 10 tysięcy placówek służby zdrowia.

Czy skutków takiej kompromitacji nie mógł przewidzieć wicepremier i szef resortu cyfryzacji Krzysztof Gawkowski? Może nie być w stanie. Bo to w końcu tylko polityk. W takim razie, co robią rządowi specjaliści? I co zrobią? Już nie pytam (retorycznie) o to, co urzędnicy mają zamiar zrobuć aby zneutralizować ten atak? Co zrobią jednak w przyszłości (to już poważne pytanie), aby takim cyberprzestępstwom zapobiec? No i jeszcze kluczowa sprawa? Kto zapłaci za ewentualne skutki tej niefrasobliwości rządu? Rząd? Czyli my wszyscy? Czy tak trudno przewidzieć, że takie ataki się pojawią w czwartym roku wojny na Ukrainie albo „tylko” wobec wzmożenia cyberprzestępczości?

Informacja o potężnej kradzież danych 19 milionów Polaków, jak się wydaje, też „wyciekła” przypadkowo, bo rząd planował spokojny wieczór z zaćmieniem słońca i deszczem Perseidów.

A będzie jak zwykle, wstyd i „zaćmienie” urzędników oraz „deszcz” zarzutów. Wobec kogo? No, jak myślicie?

 

zdj. Ministerstwo Cyfryzacji

Czy media w Polsce dostawały pieniądze z KE na obalenie rządu prawicy w 2023 roku?

Od kilkunastu dni w portalach internetowych oraz w konserwatywnych mediach pojawiają się informacje o finansowanej przez KE instytucjonalnej walce z prawicą poprzez wrogiej jej media w Polsce. Dotąd były tylko w fazie przypuszczeń i podejrzeń po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku a także po wzmożeniu ataków koalicji na media niezależne, konserwatywne.

Brakujących ogniw tezy, że trzy lata temu to zorganizowana akcja liberałów i lewaków doprowadziła do porażki konserwatystów w wyborach parlamentarnych 2023 roku w Polsce. Koalicja, która od tamtej pory rządzi w Polsce unika odpowiedzi na pytania prawicy o wpływ Komisji Europejskiej i jej finansowania na zwycięstwo PO/ KO i jej politycznych akolitów.

Dlaczego? Odpowiedź wydaję się prosta. Otóż jeszcze w kampanii wyborczej trzy lata temu w przestrzeni publicznej, zwłaszcza w media społecznościowych, pojawiło się szereg akacji, publikacji, „satyry” bardzo często manipulujących opiniami, które godziły w polską prawicę.

Już wówczas sporo mówiło się o tym, że rządząca bez powszechnych wyborów w Unii Europejskiej emanacja większości jej rządów – Komisja Europejska posuwa się do finansowana kampanii przeciwko konserwatystom legalnie sprawującym władzę m.in. na Węgrzech i w Polsce. Taki sposób wpływania na obywateli krajów członkowskich UE, powiedzą krytycy tych działań, jest przecież niezgodny z zasadami praworządności i demokracji. No i co z tego? Tak odpowiedzą cynicy z Brukseli. Tylko oczywiście nie wprost.

Niezależna pl. cytowała niemiecka prasa. Przyglądali się temu dziennikarka konserwatywna Aleksandra Fedorska oraz wieloletni eurodeputowany i jeden z polskich polityków najlepiej znający UE Jacek Saryusz-Wolski, obecnie doradca prezydenta RP Karola Nawrockiego.

Dziennik Berliner Zeitung, który cytowała Niezależna.pl, napisał między innymi: „Obecnie interwencja coraz częściej odbywa się >>w górę<<, poprzez wpływanie na procesy wyborcze za pomocą dźwigni finansowej – takiej jak zamrożenie lub uwolnienie funduszy UE – oraz instrumentów manipulacji informacją” – podała BZ puublikując wywiad z publicystą i dziennikarzem Thomasem Fazim, który wysunął poważne oskarżenie wobec UE.

Zwrócono uwagę, że aktywności wspierane ze środków unijnych przyczyniły się do zmiany rządu w Warszawie w 2023 r. „Przykładem jest unijny program CERV, z którego do różnych organizacji w Polsce przekazano 40 mln euro w latach 2021-2027” – czytamy w Niezależnej.pl

„W swoim raporcie cytuję również prezesa polskiej organizacji pozarządowej, Fundacji Res Publica, który wyraźnie przyznał, że prowadzone prace – również wspierane ze środków unijnych – przyczyniły się do zmiany rządu w Warszawie w 2023 roku. Nie jest to zatem moja interpretacja, a jedynie bezpośrednie stwierdzenie. Wcześniej UE wywierała wpływ „w dół”: niezależnie od wyniku wyborów, polityka europejska pozostawała zasadniczo nienaruszona. Obecnie interwencja coraz częściej odbywa się „w górę”, poprzez wpływanie na procesy wyborcze za pomocą dźwigni finansowej – takiej jak zamrożenie lub uwolnienie funduszy UE – oraz instrumentów manipulacji informacją” – powiedział Thomas Fazi w wywiadzie dla Berliner Zeitung.

Wiele innych wątków związanych z finansowaniem przez KE proliberalnych i prolewicowych mediów w Polsce czeka jeszcze na badania. Chociażby sprawa promocji NASK tylko kandydata PO podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Na razie przeszkadzają w tym prorządowe organizacje i media w Polsce. Nie ma jednak wątpliwości, wkrótce dopowiemy się, czy nieprawdziwe informacje i obrazy dotyczące prawej części polskiej sceny politycznej nie miały swojej przyczyny w nielegalnym finansowaniu przez instytucje europejskie mediów otwarcie sympatyzujących z partią Donalda Tuska.

 

 

Członek KRRiT MACIEJ ŚWIRSKI nadal na celowniku służb. Zabezpieczono jego majątek. SDP: to zemsta polityczna

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, jak sama podała, zabezpieczyła współwłasność nieruchomości do kwoty 1 mln zł członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i jej byłego przewodniczącego Macieja Świrskiego. Ponadto dokonano tzw. zabezpieczenia środków znajdujących się na rachunku bankowym do 200 tys. zł oraz jego wynagrodzenia z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do wysokości 5 mln zł. Zdaniem władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich działania wobec byłego szefa KRRiT są zemstą polityczną. Środowiska związane z opozycją akcentują, że represje mają na celu pozbawienie Świrskiego środków do życia.

To kolejne represje wymiaru sprawiedliwości, które spadły na Macieja Świrskiego jeszcze przed orzeczeniem jakiejkolwiek winy. Członek KRRiT został w lipcu zatrzymany a następnie, po kilkunastu godzinach zwolniony, przez CBA w związku ze sprawą rzekomych nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, z którą Świrski była związany. Sprawa została wyjaśniona kilka lat temu a teraz ją wznowiono. Wraz z członkiem KRRiT zatrzymano związanego z PFN Cezarego Jurewicza i też go wypuszczono. Teraz wobec Jurewicza ustanowiono hipotekę przymusową w wysokości 2 mln zł na należącej do niego we współwłasności.

Szykany wobec Świrskiego natychmiast podjęły media prorządowe, których b. szef KRRiT był krytykiem po bezprawnym przejęciu TVP, PR i PAP oraz ich późniejszej fikcyjnej likwidacji. Portal Press informując o tzw. zabezpieczeniu majątku Świrskiego miesza fakty dotyczące PFN z późniejszymi działaniami publicznymi członka KRRiT. Manipulacje w prorządowych środkach przekazu zwieńczają zdjęcia Macieja Świrskiego z tzw. czarnym paskiem. Takie metody komunikacji stosuje się wobec groźnych przestępców, mimo iż urzędnik wyraził zgodę na publikację danych i wizerunku.

Władze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich opublikowały w połowie lipca tekst protestu wobec zatrzymania Macieja Świrskiego podkreślając, że to właśnie członek KRRiT występował przeciwko niszczeniu mediów publicznych i represjonowanie redakcji niezależnych, konserwatywnych:

„ZG SDP wyraża kategoryczny sprzeciw wobec zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Macieja Świrskiego, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, byłego członka Zarządu Polskiej Fundacji Narodowej. Działania podjęte przez służby podległe obecnemu rządowi noszą wszelkie znamiona tzw. pokazówki medialnej oraz zemsty politycznej.  Stosowanie tak drastycznych środków przymusu wobec osoby publicznej, która nie ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i mogła zostać wezwana do prokuratury w standardowym trybie, rażąco narusza zasady demokratycznego państwa prawa” – napisali członkowie Zarządu Głównego SDP.

Tekst protestu władz Stowarzyszenia poniżej:

MACIEJ ŚWIRSKI NA WOLNOŚCI [Aktualizacja] – PROTEST ZG SDP PRZECIWKO ZATRZYMANIU CZŁONKA KRRIT – PRÓBA ZASTRASZENIA?

zdj. z Rada Wnet

O atakach NA PREZYDENTA KAROLA NAWROCKIEGO pisze DAWID WILDSTEIN: Chuligani polityczni bez żadnych zasad

Z WIELKĄ prośbą o lekturę, komentarz, udostępnienie. Dajmy razem odpór temu szalonemu, obrzydliwemu strumieniowi kłamstw i hejtu na Prezydenta Nawrockiego oraz jego rodzinę, jaki wylewa się ze strony Uśmiechniętej Polski.Zwłaszcza w taki dzień, jak dziś. Rok temu zaprzysiężony został Prezydent Polski Karol Nawrocki. A jednocześnie od roku trwa niebywały, przekraczający wszelkie możliwe normy moralne i cywilizacyjne festiwal nienawiści, chamstwa, przemocy (politycznej i nie tylko), prymitywizmu i zwyczajnej podłości, jaki urządza w tej materii Tusk i jego dwór, a zwłaszcza sprzedane mu media.
Nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, jeśli nie jest funkcjonariuszem Wyborczej czy innego TVNu, albo patologią od Silnych Razem i Giertycha czy jej okolicami, musi czuć zwyczajne obrzydzenie.
– rok temu ci polityczni gangsterzy, na czele z Tuskiem, Giertychem i Bodnarem, usiłowali niedopuścić do zaprzysiężenia Prezydenta, który wygrał wybory. Był to atak na polską demokrację, który nie miał precedensu, absolutny gw#łt na państwie. Próba zamachu stanu.
– Gdy im się to nie udało, także od roku, snują, napisaną jak na Kremlu, destabilizującą i będącą zdradą polskiej racji stanu, narrację o sfałszowanych wyborach. Snuli ją wtedy, snują i dziś, czy przy pomocy tak odrażających kreatur, jak Szczepkowska czy Gretkowska, czy w swoich mediach, za pomocą najbardziej zdeprawowanych funkcjonariuszy medialnych, np. w neo TVP.
– przy okazji pamiętajmy, za jakich idiotów mają swoich własnych odbiorców. Pamiętajmy, że tak nimi gardzą, są tak przekonani o ich durnowatości, że „argumentami” za sfałszowanymi wyborami są analizy niejakiego Kontka (które niezbyt zdolny uczeń podstawówki powinien umieć obalić), rewelacje o Kamratach przejmujących państwo, snute przez Giertycha, oraz model analityczny typa, który sam przyznał, że wymyślił go po pijaku. [Przy tej okazji pamiętajmy, że Tusk tak gardzi swoimi wyborcami, że chciał ich wcześniej przekonać za pomocą „postaci znanej”, Murańskiego].
– od roku trwa najgorszy festiwal hejtu oraz zwyczajnego zbydlęcenia, wymierzony i w Nawrockiego, i w jego żonę, i w dzieci. Świadoma, konsekwentna kampania nienawiści farm trolli powiązanych z władzą, w której groźby pozbawienia życia, przemocy, także seksu#lnej, i to wymierzone w DZIECI I ŻONĘ, to standard. Rozumiecie to? Te bydlaki świadomie życzą kobiecie i jej córeczce… zresztą, nie będę tego opisywać. I oczywiście trwa to do dziś, wystarczy zajrzeć pod jakiekolwiek zdjęcie rodziny Prezydenta. Zaś ludzie, którzy to aktywizują nie tylko nie ponieśli żadnej kary. Oni dostali nagrody- np Giertych ma stanowisko wiceszefa rządzącej partii.
– doszło do takiej brutaluzacji języka i przyzwolenia na hejt, że wezwania do zam#rdowania Prezydenta, komentarze, że dobrze by było, jakby skończył jak Lech Kaczyński, „snucie marzeń” o jego śmierci, to standard „liberalnej” i „Uśmiechniętej Polski”. I nie mówimy tu o trollach.
Przypomnijmy, że Sikorski ostrzegał Nawrockiego, że „skończy jak Kaczyński” a Scheuring Wielgus, że „coś mu się stanie” i zastąpi go Czarzasty. Ci szaleńcy odlecieli tak bardzo, że podczas konfliktu na linii Nawrocki- Zelenski, zaczęli składać publicznej hołdy… temu drugiemu.
– to zaś, co, w sprawie Nawrockiego i jego ludzi, robią media sprzedane władzy, to rzecz bez precedensu, w swojej obrzydliwości, w dziejach 3 RP. Hejt, kłamstwa, fejki- ale też prowokacje rodem z głębokiego PRLu, razem ze Służbami, np hejt na żonę Prezydenta, czy próba, przez jednego z najbardziej odrażających funkcjonariuszy Wyborczej, Czuchnowskiego, zrobienia z Cenckiewicza wariata…
Mógłbym tak wymieniać jeszcze dłuuuugo.
Powtórzę. serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, musi czuć zwyczajne obrzydzenie i stać po stronie Prezydenta i jego rodziny.
Dawid
Ps. To o chuliganach bez zasad to cytat z Jońskiego. W ten sposób opisał Nawrockiego.
Ps.1 A zdjęcie ilustrujące ten post wywołuje wręcz niebywałą furię i apopleksję patusów z mediów Tuska albo Silnych Razem Giertycha czy Szczepkowskiej, Gretkowskiej i ich klonów. Więc uwielbiam je wrzucać.
W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora (możliwe są skróty) – tytuł, nadtytuły, śródtytuły od redakcji.

Prorządowy działacz ANDRZEJ KRAJEWSKI poza Radą Programową TVP.  Przeciw był ROBERT KWIATKOWSKI z RMN. Początek końca?

Prominentny prorządowy dziennikarz, rzecznik rozliczenia prawicy w mediach publicznych, Andrzej Krajewski – publicysta, od ponad dwóch lat znowu często na antenie TVP, nie uzyskał poparcia Rady Mediów Narodowych i nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji – podał portal Wirtualne Media. W publikacji napisano, że sprzeciwił się temu Robert Kwiatkowski, dawny prezes TVP wskazany prawie 30 lat temu przez SLD a do RMN rekomendowany przez b. prezydenta Andrzeja Dudę.

Jeśli te wiadomości się potwierdzą, to będzie kolejna porażka rządowej polityki medialnej wobec TVP, PR i PAP. Chodzi nie tylko o bezczelne faworyzowanie przez obecną koalicję mediów publicznych – spółek skarbu państwa opłacanych z naszych podatków.

Świrski miał rację

W ubiegłym tygodniu sąd orzekł, że przewodniczący KRRiT Maciej Świrski miał rację, kiedy po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, nie będąc przekonany o legalności wyboru władz TVP, PR i PAP, pozostawił część pieniędzy z abonamentu w depozycie skarbowym. „W prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem” – ogłoszono na stronie KRRiT. W wyniku ataków na Świrskiego najpierw, pozostając w KRRiT, został zawieszony w wypełnianiu funkcji przewodniczącego Krajowej Rady. Prawie trzy tygodnie temu członek konstytucyjnego organu, tzw. regulatora mediów, został zatrzymany w dawno wyjaśnionej sprawie sprzed dziewięciu lat i przewieziony w asyście policji z wakacji z północno-wschodniej części Polski, gdzie wypoczywał po zawale do prokuratury w Rzeszowie, gdzie po kilkunastu godzinach został zwolniony.

W tekście protestu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nasze środowisko broniło Świrskiego. Przewodniczący, a później członek KRRiT występował wielokrotnie po grudniu 2023 roku w obronie dziennikarzy niezależnych i konserwatywnych, których prześladował rząd Donalda Tuska i podległy mu wymiar sprawiedliwości kierowany przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka. Zemsta polityczna – tak Zarząd SDP określił ostatnie działania rządu wobec Macieja Świrskiego.

Kogo uwiera skład prezydium Rady Programowej TVP?

Druga, w ciągu kilku dni, porażka wpływowej grupy wspierającej nielegalnie – z pominięciem RMN – wyłonione władze TVP, PR i PAP w likwidacji, dotyczy Rady Programowej TVP. Tam, półtora roku temu, w wyniku działań większości jej członków wyłoniono prezydium złożone z osób o różnych poglądach. Przewodniczącą została publicystka i dokumentalistka telewizyjna Barbara Bilińska, wiceprzewodniczącą Wanda Nadobnik, dziennikarka i publicystka m.in. TVP i PAP, wiceprezes SDP i dziennikarz kojarzonego z lewicą Tygodnika Przegląd Robert Walenciak.

Od razu skład prezydium spowodował ataki tzw. grupy negującej wszystko, czyli m.in. dawnego prezentera TVP i członka KRRiT, który bezskutecznie starał się o miejsce w parlamencie z ramienia PO Krzysztofa Lufta, który – uwaga, jest także doradcą obecnych władz TVP, co za niezgodne z prawem uznaje wielu członków rady oraz dziennikarza ekonomicznego związanego z TVP Jarosława Szczepańskiego a także Krzysztofa Króla, dawnego polityka Konfederacji Polski Niepodległej, dziennikarza i przedsiębiorcę informatycznego, którego widuje się z Adamem Michnikiem, na przykład na imprezach z udziałem władz i dziennikarzy mediów publicznych.

Posiedzenie Rady Programowej TVP w likkwidacji 22 października 2025 roku – Krzysztof Luft (pierwszy z prawej – w okularach)

Uff… No nie, to dopiero początek pomysłów twórców nowego ładu medialnego, których działalność polega na tym, że zrzucają całą winę na prawicę, która już od prawie trzech lat nie rządzi.

Posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji 22 października 2025 roku – od prawej Jarosława Szczepański, Krzysztof Luft
zdj. hub

Ale, pomysły mają. Otóż po śmierci członka Rady Programowej TVP Janusza Daszczyńskiego, byłego wiceprezesa i prezesa TVP śp. Janusza Daszczyńskiego, „opozycyjna” wobec prezydium rady grupa wymyśliła, że nowy członek musi być przebojowy, progresywny i krytyczny wobec prawicy w mediach publicznych. Prawicy, której tam nie ma od prawie trzech lat…

Leki na zło w mediach publicznych

Zaproponowano więc Andrzeja Krajewskiego, dziennikarza i publicystę prasy PRL oraz, jak sam podkreśla, krótkotrwałego, członka PZPR, co w karierze dziennikarskiej wówczas bardzo pomagało. W latach 80. ub. w, jak mówią o nim jego dawni współpracownicy, doznał olśnienia i był zwolennikiem antykomunistycznej opozycji, wydawał nawet jakieś podziemne broszury. Po wyborach w 1989 roku był w TVP, pracował kilka lat w USA jako korespondent, potem roku znów był wydawcą – jak sam opowiada – niezależnych pism. W 2004 kandydował z PO do europarlamentu. I jakoś tak przy tym liberalizmie partii Tuska został. Czy to się przełożyło na jego karierę? „Krajewski to niezły pływak, potrafi napisać dobry materiał, a potem się go wyprzeć. Dlaczego? Z tych samych powodów, dla których skorpion zawsze ukąsi przewożącą go na drugi brzeg żabę. Już taki jest” – wspominają jego znajomi z lat 90. ub. wieku. „Kręcił się też zawsze wokół Foksal i SDP, wtedy było to już zupełnie inne stowarzyszenie niż kiedy Stefan Bratkowski i Dariusz Fikus przesądzali o jego znaczeniu w 1990 i 81 roku” – dodaje znajoma Krajewskiego, który nawet był wiceszefem SDP. Niedługo. O ambicjach Andrzeja Krajewskiego nie ma legend. To, podobno są prawdziwe opowieści – jak żartują starsi dziennikarze – te o bąblach dobywających się z głowy byłego korespondenta TVP. To nie bąble, to ego – pointują.

Odszedł z SDP, razem z dawnym korespondentem zagranicznych mediów Krzysztofem Bobińskim, który przegrał z Krzysztofem Skowrońskim w wyborach na prezesa. To był dość znany konflikt. Doprowadził do utworzenia Towarzystwa Dziennikarskiego. Wiele lat przewodził mu Seweryn Blumsztajn. Zamiast do rozłamu w SDP, do czego, ponoć chcieli doprowadzić Bobiński i Krajewski, doszło do małego pęknięcia. Towarzystwo dziennikarskie liczy, według danych Europejskiej i Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (EFJ, IFJ), ok. 170 osób. Nie jest reprezentatywne, na pewno jednak jest towarzystwem – powiedział mi jeden z kolegów, który zrezygnował z członkostwa w TD. Wyjaśnił tylko, że w jego wieku ma się jeszcze pamięć i za dużo tam ludzi „o czerwonym rodowodzie” albo o „rodowodzie raz takim, a raz innym” – zakończył mój rozmówca. O samym Krajewskim nie chciał mówić.

Lepszy

Andrzej Krajewski oprócz towarzystwa pań i panów z grupy regularnie zakłócających spokój dusz Ofiar zamachu w Smoleńsku, od dawna lubił też  jeździć na zjazdy dziennikarskie EFJ i IFJ. Wraz z Krzysztofem Bobińskim zawsze z dumą wskazywali, że oni są „lepsi” bo są z postępowego, proeuropejskiego Towarzystwa Dziennikarskiego a my „gorsi” bo stanowimy prawicowy kamień w bucie zdrowej tkanki polskiego dziennikarstwa. Ileż oni – jak mówi młodzież – namieszali przy uchwale SDP ws. bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce w grudniu 2023 roku. Tak zmanipulowali uczestników zjazdu w Prisztinie w 2024 roku – co ich nie usprawiedliwia, uczestników i manipulatorów – że dokument był zaledwie szczątkami przedłożonego przez nas projektu. Trudno. Były inne nasze protesty i oświadczenia. W większości lewackich, międzynarodowych, szczególnie europejskich, środowiskach dziennikarskich stanowił Krajewski przykład polskiego progresizmu powiązanego czy to z opozycją PO – PSL, czy to z rządem Tuska, który rozwalił media, ale w Brukseli mówi się, że je oczyścił. Tusk, nie Krajewski.

Andrzej Krajewski przyszedł na posiedzenie RP TVP w likwidacji jako reprezentant Towarzystwa Dziennikarskiego. Od wiosny br. Krajewski zasiada w tzw. komisji antyrepresyjnej badajacej przypadki „szykanowania” mediów i dziennikarzy” przez PiS” w latach 2015 – 2023
zdj. hub

Podczas wielu sporów, które przez trzy lata jako delegat SDP toczyłem, nie da się wyznaczyć jakiejś linii, takiej Krajewski nie ma. Czujnie tylko napuszcza będących w większości liberałów i lewaków z dziennikarskich organizacji europejskich na nas, reprezentujących w SDP dosyć pluralistyczne środowisko, rzeczywiście bardziej konserwatywne niż inne. Andrzej Krajewski, nazywany często, z racji siwych włosów, Papą Smerfem Towarzystwa Dziennikarskiego, przestał przyjeżdżać na zjazdy dziennikarskie w 2025 roku. Przypadek? Nie, został członkiem „komisji ds. ścigania prawicy, która popsuła media w latach 2015-23”. Nazwa w cudzysłowie jest mojego autorstwa, bo oryginalna była dłuższa i przeciętny, dziennikarz, zwłaszcza po grudniu 2023 roku, nic z tego nie zrozumie.

Szefowa Krajewskiego, czyli RPO

Pozwólcie więc, że ostatnim akordem sporu o kandydaturę Andrzeja Krajewskiego w Radzie Programowej TVP w likwidacji będzie fragment mojego wpisu o koleżance dziennikarza, szefowej inkryminowanej komisji mecenas Sylwii Gregorczyk-Abram od niedawna Rzecznika Praw Obywatelskich (nie moich).:

„Wręcz legendarna jest apolityczność RPO S. Gregorczyk-Abram. B. minister kontrkultury o nazwisku Noblisty potwierdzi. Jak podkreślają w resorcie sprawiedliwości, jest mściwa – o czym przekonał się @SamuelPereira pytając ją o tzw. grupę Wejście – oraz niekompetentna. Pierwszemu się nie dziwię, to taki koalicyjny typ, w drugie nie uwierzą przecież jej promotorzy z rządu Tuska.  Co zrobiła ta osoba w grupie Wejście w grudniu 2023 roku? Opisano to wówczas między innymi w @niezaleznapl. Autorami byli redaktorzy Sławomir Wierzchołowski, Toamsz Grodzki i Marcin Dobski  (może nie ta kolejność, może ktoś jeszcze – wybaczcie).

Obecna RPO i marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP koordynowali bezprawne przejęcie mediów publicznych i siłową ich pacyfikację. Obserwowałem to. Jak setki innych. I jak wielu oberwałem za protesty w tej sprawie. Bo jestem (…) od lat we władzach SDP a relacje nasze i Centrum Monitoringu Wolności Prasy z medialnego zamachu stanu rozsyłaliśmy po całym świcie. Podczas procedury mojego odejścia z PAP – po puczu zakomunikowałem publicznie, że się zwalniam – wyprzedzono mój ruch i próbowano się mnie pozbyć dyscyplinarnie   – z tych powodów, które wymieniłem wyrzucono mnie z jednego z obecnie najbardziej żałosnych i prorządowych mediów w Polsce, czyli z państwowej agencji propagandowej, w skrócie PAP (…). Nie żałuję, bo to sądowy dowód winy reżimu Tuska. Nie wobec mnie, ale wobec setek innych konserwatywnych, niezależnych dziennikarzy. Procesy trwają. Tak się składa, że instancje niższe są niższe, ale mamy z moim adwokatem dużo cierpliwości. Wspierają mnie ludzie z władz SDP i CMWP oraz przyjaciele

To właśnie między innymi groteskowa, polityczna RPO winna jest zniszczeniu publicznych mediów i współwinna wyłączeniu sygnału nadawania w obliczu wojny za wschodnią granicą.  To ona ponosi też część odpowiedzialności za chaos w mediach konserwatywnych. To ona była szefową komisji antypisowskiej powołanej przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. To ona współpracowała z wyznaczonymi przez rząd ludźmi, którzy mieli udawać, że się znają na mediach. Między innymi z reprezentującym Towarzystwo Dziennikarskie za granicą, byłym członkiem komunistycznej partii #PZPR, pracującego dla reżimowych mediów Gierka, Kani i Jaruzelskiego, potem cudownie go oświeciło i kręcił się przy solidarnościowej opozycji, a jeszcze później nawet był kandydatem z PO w wyborach do PE.

Takim towarzystwem otaczała się i kierowała Pani dawna mecenas, d. E. Wedel, d. 22 lipca. Właściwie to nadal 22 lipca. To ona właśnie była szefową komisji, z której członków MS zrobiło podsekretarzy stanu płacąc im, jak podały media, ponad 17 tys. zł. Miesięcznie. Ile odbierała kierowniczka tego uniwersum? Chyba nikt nie wie, to w końcu teraz jest RPO i pewnie nie powie. Zapytacie, co robiła/ robi ta komisja? Zgadliście. Już trzeci rok tropi nieprawidłowości, których prawica dopuszczała się w mediach publicznych torturując przez dwie kadencje, medialnych pracowników, którzy tam pozostali po grudniu 2023 roku. Był co prawda raport komisji, której przewodniczyła Pani mecenas a teraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Nic nie wykazał. No przynajmniej na to wyszło. Ani jednego wniosku o ściganie PiS za zarządzanie w TVP, PR i PAP.  Moj Boże, takich apolitycznych ludzi jak RPO to świat nie widział… Mam nadzieję, że – nie tylko RPO – ale wszyscy odpowiedzialni za niszczenie polskich mediów staną przed sadem. Za mojego życia…”

Tym nieco ckliwym wpisem można by zakończyć tę relację, z tego, że prorządowy dziennikarz związany z TVP Andrzej Krajewski nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji. Chodzi jednak o coś, na co próbowałem zwrócić uwagę na początku tego artykułu.

Początek końca?

Czy jest to początek końca architektów, a raczej poprzez swoją mściwość grabarzy, nowego nieporządku medialnego trzeciego rządu Donalda Tuska? Nie wiem. Wygląda jednak, że tak jest, bo jak inaczej wytłumaczyć tak marną szermierczą postawę ludzi takich jak Andrzej Krajewski, Jarosław Szczepański, Krzysztof Król i Krzysztof Luft. Zostali w tej Radzie Programowej TVP i to w likwidacji w dodatku. Zostali trzej ostatni, bo Krajewski wypadł. No, ale dobrze napiszę o tych czterech dygnitarzach medialnych ery Trzeciego Tuska. Zamiast paradować w świetle fleszy po sejmowych bądź rządowych korytarzach, zarabiać krocie, co oznacza jeszcze więcej, użerają się z większością rady i gronem likwidacyjnym telewizji publicznej.

Dlaczego Krajewskiego nie dokooptowano do zacnego grona bojowników o wolność manipulowania mediów publicznych? I tu chyba zaskoczę. To zasługa Roberta Kwiatkowskiego, który jako członek Rady Mediów Narodowych nie zgodził się na tę kandydaturę. Tak, tak tego samego Roberta Kwiatkowskiego nazywanego Brunatnym Robertem przez autorów rubryki „Z życia koalicji, z życia opozycji” Wprost, czyli Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego.

Kłótnia w rodzinie?

Tego samego Roberta Kwiatkowskiego, który od 1998 roku 2004 roku był delegowany przez SLD do pełnienia funkcji prezesa zarządu TVP. Tego samego, który wcześniej zasiadał w KRRiT a później był posłem SLD i od 2020 jest w RMN. Na to stanowisko rekomendował Kwiatkowskiego prezydent Andrzej Duda. Z tego wszystkiego jednak, przede wszystkim z politycznej przeszłości związanej z postkomunistyczną lewicą, można byłoby wysunąć wniosek, że Kwiatkowski z takimi ludźmi jak Krajewski dojdzie do porozumienia.

Przyszłość mediów publicznych, m.in. TVP w likwidacji nie jest jasna
zdj. hub

I tu niespodzianka, otóż nie. Kwiatkowski nie lubi Czarzastego a marszałek Sejmu, jak opowiadają świadkowie z lewicy, wręcz nienawidzi byłego szefa TVP. Skąd zatem ten podstawowy błąd z Krajewskim, czyli kandydatem koalicji? Z przekonania, że mający wiele politycznych i telewizyjnych grzechów na sumieniu Robert Kwiatkowski nie zechce zerwać ze swoim środowiskiem. A może członek RMN wcale nie zerwał z Lewicą. Może jego decyzja o braku poparcia dla Krajewskiego do Rady Programowej TVP w likwidacji bierze się jednak z doświadczenia Kwiatkowskiego w pracy w mediach?

 

Hubert Bekrycht

W tekście wykorzystałem swoje zdjęcia z posiedzenia Rady Programowej Telewizji Polskiej w likiwdacji z 22 października. Zaproszono mnie tam jako reprezentanta SDP, który przrstawił stanowisko naszego Stowarzyszenia w sprawie m.in. fikcyjnej, naszym zdaniem, likwidacji TVP,

Po pół roku dowiedziałem się, że raport z owych obrad i skargę na mój temat otrzymali: minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska i przewodniczący Rady Mediów Narodowych Wojciech Król. Składającymi to pismo byli likwidatorzy TVP Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut. Nie podobały im się moje określenia: „bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku” oraz „nielegalnie wybrani członkowie władz mediów publicznych”. No cóż, nie ukrywam powiedziałem tak. Od lat te akurat dwa zwroty powatrzam dość często. Donos tyleż głupi, co potrzebny, aby i szef RMN i szefowa MKiDN poznali te stwierdzenia. Ale myślę, że je znali, bo po 10 miesiącach od skargi Gorgosza i Syguta nie słyszałem o odpowiedzi na skargę.

HB

Państwo oblało wojenny egzamin – pisze HUBERT BEKRYCHT: Dlaczego media prorządowe milczały ws. ataku rakietowego?

Rząd Donalda Tuska mimo udawania twardej formacji politycznej już kolejny raz był w Zaleszczykach. Chociaż porównując to z 1939 rokiem, teraz ruscy nas nie napadli. Jeszcze… Po ataku rakietowym spaliły się jednak w blokach prorządowe media. To nie był jednak zwykły błąd. To skutek zaniedbań.

Media publiczne, jeśli zaufać obserwacjom ekspertów i zwykłej logice, nie podały komunikatu, chociaż – jeśli wiedziały – powinny ostrzec ludzi na Lubelszczyźnie. A jeśli TVP, PR i PAP rano o ataku nie wiedziały, tym gorzej dla nich. I powinny być zlikwidowane, nie tylko fikcyjnie.

Czy wyłączenie nadajników mediów publicznych było testem?

W sumie jednak nie ma, co się dziwić nieporadności mediów państwowych. Mediów, które nie zapomniały jednak podawać we wszystkich serwiskach, że, rząd nagrodził mec. Sylwię Gregorczyk-Abram stanowiskiem RPO. Dlaczego nagrodził? Właśnie prawniczka, czyli teraz, przepraszam za wyrażenie, Rzecznik Praw Obywatelskich (nie moich) była w grudniu 2023 roku liderem grupy Wejście. Do czego? Już niczego. Bo wówczas Gregorczyk-Abram kierowała akcją, de facto, niszczącą media publiczne jako tzw. środki przekazu demokratycznego państwa. Rozumiecie to? Obecna RPO, raptem dwa i pół roku temu, nadzorowała bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych. Towarzyszyli jej marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP powołani kilka godzin wcześniej na mocy dokumentów przygotowanych przez… cóż za przypadek, podpisanych przez mecenas Gregorczyk-Abram.

To właśnie wtedy koalicja Tuska – wahałem się czy napisać „po raz pierwszy”, ale w końcu napisałem – wyłączyła sygnał telewizyjny, który stanowi pasmo zapasowe dla wojska podczas wojny. A wówczas za naszą południowo-wschodnią granicą już od prawie dwóch lat trwała wojna, Rosja napadła na Ukrainę. Czy trzeba coś dodawać?

Media państwowe bezradne wobec wojny?

Układ się domyka. Podejrzewam, ale chcę się mylić, że teraz, gdyby – nie daj Boże – ruskie wojska weszły na Przesmyk Suwalski, media publiczne nadałyby jakiś dobry mecz lub premierowy, sensacyjny film szpiegowski. Nie odciągnęliby uwagi mieszkańców z – też nie daj Boże – okupowanych terenów, ale na pewno, w rozumieniu koalicji Tuska, ten przekaz „uspokajałyby sytuację do reakcji Berlina, Paryża i Brukseli”. NATO i Stany Zjednoczone dowiedziałyby się wcześniej i zawiadomiłyby media niezależne, czyli w Polsce konserwatywne…

Czarne wizje? Scenariusz jak z horroru? Nie, to to tylko łagodna jego wersja. W każdej jednak negatywnej sytuacji antycypowanej przez analityków, polskie media stanowią ważny filar systemu bezpieczeństwa. No właśnie polskie media, a wiele z popularnych portali i czasopism nie ma większości kapitału polskiego.

To chyba nie przez przypadek, że na miejsce, gdzie spadła ruska rakieta, jako pierwsza dotarła reporterka Polsatu. A nie na przykład ktoś z TVP, Polskiego Radia, czy Polskiej Agencji Prasowej. Co nie przeszkadza tym mediom publicznym w fikcyjnej likwidacji rozwijać się za pieniądze podatników. Za pieniądze nie ujęte prawidłowo w budżecie, ale dawane „po uważaniu” przez rząd. Zatem za te pieniądze, samochody reporterskie powinny mieć teraz 24-godzinne dyżury w kilku oddziałach terenowych na wschodzie Polski. Plus ekipy z Warszawy, które też muszą mieć zadania związane z informowaniem o zagrożeniach.

Mozolne sklejanie systemu informacji w razie wojny może się odbyć tylko wtedy, kiedy z TVP, PR i PAP odejdą szkodnicy mieniący się władzami tych spółek skarbu państwa. Ale to nie nastąpi natychmiast. A Moskwa nie zaczeka aż Tusk wyrzuci z pracy Daniela Gorgosza i Tomasz Syguta z TVP, Pawła Majchera z PR i Marka Błońskiego z PAP.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP

 

zdj. hub

Ochronę wielorybów w Polskim Radiu postuluje HUBERT BEKRYCHT: Promocja czy prostactwo w państwowej rozgłośni?

Jako rekomendowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentant naszej organizacji Radzie Programowej Polskiego Radia S.A. w likwidacji, od półtora roku mierzę się tam ze zjawiskami właściwymi uniwersum, które trudno opisać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to wyparcie rzeczywistości przez obecne władze Polskiego Radia. Stosują ten sposób także inne prorządowe media państwowe, m.in. TVP i PAP, obie w likwidacji i kwiat rządowej propagandy – TVN, który broni się przed przejęciem przez konserwatywny amerykański koncern rozrywkowy.

Postawa, przypominająca wypieranie przez minister zdrowia gigantycznych kolejek do specjalistów, będzie miała – tak w służbie medycznej, jak i w mediach publicznych – skutki o ogromnie negatywnym ładunku następstw. Bo na przykład właśnie w mediach publicznych takie działania doprowadzą wkrótce do katastrofy. Udawanie, że coś się robi za pieniądze z naszych podatków skutkuje tym, iż powołani przez rząd likwidatorzy i wierni im przedstawiciele kierownictwa, na w przykład rozgłośni Polskiego Radia, stosują obłąkańczą medialnie taktykę wyparcia.

Władze mediów publicznych zrzucają wszystkie negatywne przejawy swojej działalności na poprzednie zarządy, których już od prawie trzech lat nie ma… Czy tym się da usprawiedliwić wszystkie błędy? Zdecydowanie nie.

Wejście w RPO

Nie zamierzam opisywać dobrego samopoczucia władz mediów publicznych wobec trwającego kolejnego etapu bezprawnego przejęcia przez rząd TVP, PR i PAP zapoczątkowanego brutalną pacyfikacją tych instytucji i czystkami wśród załóg w grudniu 2023 roku. Moim zdaniem, niszczenie systemu medialnego w Polsce spowodowało autentyczną słabość państwa w obliczu wojny, która toczy się za naszą wschodnią granicą. Przykładem niech będzie opisywane przez wszystkie niezależne redakcje wyłączenie sygnału telewizji państwowej 20 grudnia 2023 roku po interwencji tzw. Grupy Wejście z obecną RPO i powołanymi nielegalnie, marionetkowymi władzami mediów publicznych na czele. Wykonawcami zaś pacyfikacji budynków z woli rządu byli ludzie z prywatnej firmy ochroniarskiej, którą – na co również wówczas zwracały uwagę media – kierowali ludzie o przeszłości w służbach i żandarmerii.

Osłabianie w takiej sytuacji mediów, szczególnie publicznych, ale i nękanie mediów niezależnych, konserwatywnych – to grzech władz. Ale i poważne przestępstwo, może nawet, w pewnych okolicznościach, których jeszcze nie poznaliśmy zdrada stanu. Zrobiła to wtedy i nadal robi koalicja premiera Donalda Tuska. Przedstawiciele tej formacji KO/PO i akolitów robią to z rozmysłem. Po co? Aby zastraszyć niezależnych dziennikarzy i nałożyć knebel konserwatywnym mediom. I znowu, dlaczego? Bo, co w mojej opinii ważniejsze, takie działanie ułatwia rządzącym oszukiwanie odbiorców poprzez prorządowe środki przekazu. Przede wszystkim te w likwidacji.

Media jak zamki z piasku…

Oprócz wychwalania najgorszej polityki rządu  trzeciej kadencji Tuska, koalicja z życzliwymi jej mediami rozwala kraj w każdej dziedzinie. Jak mantrę powtarzam jednak – najgorsze jest zniszczenie części mediów, próby dalszej eskalacji tego procesu i – nade wszystko – próby marginalizacji przekazu w rozumieniu pluralizmu redakcyjnego.

No, bo gdyby tylko emanacja państwowej propagandy, czyli media prorządowe, wciskały, przepraszam, tylko kit ludziom świadomym, to mogliby oni zacząć szukać innych przekazów, aby sprawdzić prawdziwość pewnych bezczelnych tez lansowanych przez rząd Tuska. Ale pluralizm się kurczy. Koalicja PO/ KO i pozostałości po ludowcach i b. marszałku Sejmu, chce krytyków zapędzić do jak najciaśniejszej niszy. Nie uda im się. To nie optymizm, to fakt.

Oprócz poklepywania po brzuszku obecnej koalicji i wychwalaniu rozmaitych polityków, którzy nie mogliby być nauczycielami w podstawówkach, kierownictwo publicznych mediów niszczy je w inny, bardziej wyrafinowany sposób. Bezczelnie.

Jak promocja prezerwatyw w Afryce – kosztowna, ale nieskuteczna, niestety…

Są między innymi w Polskim Radiu w likwidacji kampanie reklamowe nazywane promocyjnymi. Teraz, po największym spadku słuchalności od wielu lat, to trudne, przyznać należy, zadanie. Spadek słuchalności spowodowany został nielegalnym przejęciem instytucji i czystkami, a także powrotem do państwowych mediów tzw. dziennikarzy kadzących rządowi w stopniu niewyobrażanym. Wypromowanie Polskiego Radia kosztuje krocie. Zawsze kosztowało, ale promocja bezsensowna kosztuje jeszcze więcej. Bywa też owe propagowanie programów obrzydliwie, bez gustu. No i – last not least – nieskuteczne.

Polskie Radio w ogóle, a w szczególności Jedynka i Trójka a także największa tuba propagandy koalicji PO/ KO, czyli PR 24, stosują tzw. wizualne środki promocji bilbordy oraz drogie postery w komunikacji miejskiej – tak się składa, że rzuca to się w oczy przede wszystkim w miastach zarządzanych przez PO/ KO.

Ostatnio jednak kampania wyszła bezpośrednio do… dziennikarzy. Wszystkich? Nie, bo to promocja popularnego w czasach PRL „Lata z radiem” radiowej Jedynki została reklamą w serwisie Press, który udaje „obiektywny portal o mediach”.

W tej tzw. promocji wykorzystano grafikę o narracji, zamierzonej chyba, dziecięcej naiwności autorstwa znanego rysownika. Jest tam zdanie, które mnie już nawet nie żenuje, ale żenuje mnie sposób jego „promowania” i szczególne prostactwo zleceniodawcy. Podmiotu działającego, jak mniemam, w imieniu utrzymywanej także z moich podatków państwowej rozgłośni.

Bo w sumie żart na złym poziomie nie powinien wzbudzać większego oburzenia. Wzbudza jednak politowanie…

Co promujący miał na myśli?

Opis tzw. żartu z reklamy Polskiego Radia w likwidacji na wirtualnych łamach serwisu Press:

Facet płynie materacem. Ma radio, które artysta „włączył” rysując nutki powodujące wrażenie aktywności urządzenia. Pod powierzchnią wody, wieloryb, który – jest komiksowy dymek – mówi albo myśli: „Miło posłuchać Lata z radiem, tylko te walenie”…

Śmiejecie się, brygada? Bo ja nie. Mój przyjaciel powtarza, że prostota wyrazu, jak w rysunku z promocją, nie jest niczym złym, jednak prostactwo tzw. dowcipu, jak twierdzi ów przyjaciel, rozwala kulturę. A przecież to właśnie pielęgnowaniem kultury przekazu zajmują się media publiczne. Nawet kiedy są w likwidacji. I nawet, kiedy ta likwidacja jest fikcyjna, aby kierownictwo i powolni władzy rządu Tuska mogli brać olbrzymie wynagrodzenia za swoją… Tu mam problem z określeniem tego procesu myślowego. Pracę?

Popsuty proządowy pilot do wszystkich mediów

Od grudnia 2023 roku obserwuję proces degradacji mediów publicznych do roli pilota, którego przycisków używa premier i jego ministrowie. Jako dziennikarz z prawie 35-letnim stażem przyszło mi, a przede wszystkim przyszło nam, we władzach SDP, protestować przeciwko traktowaniu instrumentalnemu mediów. Jako najstarsze i najliczniejsze w Polsce stowarzyszenie dziennikarskie i pracowników mediów pisaliśmy stanowiska, oświadczenia, teksty protestów oraz, co najważniejsze, broniliśmy i bronimy niesłusznie represjonowanych dziennikarzy.

Wreszcie, widziałem w swoim życiu, nie tylko zawodowym, sporo. Głównie jako reporter, publicysta, czy komentator. Nie zwróciłbym pewnie uwagi na tę oszołamiająco głupią promocję publicznego radia, gdyby nie pewna szczególna cecha, którą mam. Wrażliwość na prostactwo.

 

Hubert Bekrycht

 

                                                      Warszawa – Łódź 23 lipca 2026 roku

 

 

graf. – wykorzystano fragment zrzutu z ekranu portalu Press z 23 lipca 2026 roku

Szykany 3.0, czyli, ZEMSTA POLITYCZNA NA MACIEJU ŚWIRSKIM

To upalne lato będzie pamiętne dla środowiska dziennikarskiego SDP. Niestety. Najgorsza w historii mediów koalicja rządząca, oprócz systematycznego nękania niezależnych dziennikarzy i mediów konserwatywnych, spowodowała zatrzymanie członka KRRiT, publicysty Macieja Świrskiego.

Ten urzędnik państwowy, dziennikarz, eseista i działacz społeczny związany z SDP (zawiesił swoje członkostwo w związku z pełnieniem funkcji w KRRiT) bronił represjonowanych przez rząd Donalda Tuska mediów i dziennikarzy. Zapamiętamy jego wystąpienia po bezprawnym przejęciu przez koalicję mediów publicznych w grudniu 2023 roku. Świrski wspierał następnie szykanowane przez rząd media konserwatywne.

Zatrzymano go na jego działce i po kilkunastogodzinnej podróży przewieziono z Suwalszczyzny na przesłuchanie do Rzeszowa, bo tam postanowiono zbadać wiedzę Świrskiego o dosyć odległych wydarzeniach (dłuższa droga to tego miasta prowadzi tylko ze Szczecina). Po forsownej podróży, Macieja Świrskiego, który odbywa rekonwalescencję po chorobie, zwolniono.

Zarzuty dotyczą postępowania w sprawie sprzed 9 lat, kiedy to w zarządzanej m.in. przez Świrskiego Państwowej Fundacji Narodowej badano rzekome nieprawidłowości. Postępowanie umorzono 6 lat temu. Dlaczego akurat teraz je wznowiono, chociaż sprawa jest bardzo problematyczna, a przesłanki zatrzymania, powiedzmy, bardzo tajemnicze?

Nawet w kręgach koalicyjnych słychać głosy, że to nie są prawdziwe powody szykanowania przedstawiciela ciała konstytucyjnego, czyli KRRiT. Te rzeczywiste są w kontrze do panującego prawa. SDP w proteście przeciwko zatrzymaniu Świrskiego napisało, że to zemsta polityczna:

Zemsta polityczna za wspieranie niezależnego dziennikarstwa i konserwatywnych, szykanowanych przez rząd, redakcji.

Zemsta polityczna, bo działacze PO/ KO nie zapomną Świrskiemu przede wszystkim doprowadzenia do wydania i przedłużenia koncesji na nadawanie TV Republika i telewizji wPolsce24 oraz obrony przed zakwestionowaniem tych decyzji.

Zemsta polityczna za to, że Świrski podważa legalność powołania władz publicznych mediów pod koniec 2023 roku a potem fikcyjnej likwidacji TVP, PR i PAP.

Zemsta polityczna za krytykowanie przez członka KRRiT Macieja Świrskiego polityki medialnej rządu premiera Tuska.

Czy może skutecznie rządzić koalicja, która boi się mediów a przede wszystkim jednego uczciwego człowieka walczącego z niszczeniem krytycznych wobec władz polskich niezależnych redakcji i dziennikarzy? Ten obraz ekipy premiera kierującego miliardy do prorządowych mediów i prześladującego niezależnych polskich dziennikarzy zostanie już na zawsze w pamięci. Elektoratu.

I nie tylko…

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP,

sekretarz generalny SDP

Powyższy artykuł stanowi wstęp do Newslettera SDP z 21 lipca 2026 roku 

zdj. hub

Dlaczego EFJ lekceważy złą sytuację MEDIÓW W POLSCE, ale wszczęła ALARM WS. SERBSKICH DZIENNIKARZY, głównie tych z lewicy

European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?

Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.

EFJ jak cyklop

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.

„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.

Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk

Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.

„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.

Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.

Polityka a rzeczywistość = EFJ

Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?

Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.

Może wyjść?

SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?

Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.

Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.

Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem

Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.

17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.

Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.

Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.

W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też

Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.

Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk  tego określenia).

Prosta sprawa, tak jak medialna Europa

Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?

To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.

Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.

Witajcie w dziennikarskiej Europie AD 2026!

 

hub/ red. sdp.pl/ EFJ

 

zdj. EFJ/ Stringer / AFP/ hrob