HUBERT BEKRYCHT W NEWSLETTERZE SDP: Szykany 3.0, czyli, ZEMSTA POLITYCZNA WOBEC MACIEJA ŚWIRSKIEGO

To upalne lato będzie pamiętne dla środowiska dziennikarskiego SDP. Niestety. Najgorsza w historii mediów koalicja rządząca, oprócz systematycznego nękania niezależnych dziennikarzy i mediów konserwatywnych, spowodowała zatrzymanie członka KRRiT, publicysty Macieja Świrskiego.

Ten urzędnik państwowy, dziennikarz, eseista i działacz społeczny związany z SDP (zawiesił swoje członkostwo w związku z pełnieniem funkcji w KRRiT) bronił represjonowanych przez rząd Donalda Tuska mediów i dziennikarzy. Zapamiętamy jego wystąpienia po bezprawnym przejęciu przez koalicję mediów publicznych w grudniu 2023 roku. Świrski wspierał następnie szykanowane przez rząd media konserwatywne.

Zatrzymano go na jego działce i po kilkunastogodzinnej podróży przewieziono z Suwalszczyzny na przesłuchanie do Rzeszowa, bo tam postanowiono zbadać wiedzę Świrskiego o dosyć odległych wydarzeniach (dłuższa droga to tego miasta prowadzi tylko ze Szczecina). Po forsownej podróży, Macieja Świrskiego, który odbywa rekonwalescencję po chorobie, zwolniono.

Zarzuty dotyczą postępowania w sprawie sprzed 9 lat, kiedy to w zarządzanej m.in. przez Świrskiego Państwowej Fundacji Narodowej badano rzekome nieprawidłowości. Postępowanie umorzono 6 lat temu. Dlaczego akurat teraz je wznowiono, chociaż sprawa jest bardzo problematyczna, a przesłanki zatrzymania, powiedzmy, bardzo tajemnicze?

Nawet w kręgach koalicyjnych słychać głosy, że to nie są prawdziwe powody szykanowania przedstawiciela ciała konstytucyjnego, czyli KRRiT. Te rzeczywiste są w kontrze do panującego prawa. SDP w proteście przeciwko zatrzymaniu Świrskiego napisało, że to zemsta polityczna:

Zemsta polityczna za wspieranie niezależnego dziennikarstwa i konserwatywnych, szykanowanych przez rząd, redakcji.

Zemsta polityczna, bo działacze PO/ KO nie zapomną Świrskiemu przede wszystkim doprowadzenia do wydania i przedłużenia koncesji na nadawanie TV Republika i telewizji wPolsce24 oraz obrony przed zakwestionowaniem tych decyzji.

Zemsta polityczna za to, że Świrski podważa legalność powołania władz publicznych mediów pod koniec 2023 roku a potem fikcyjnej likwidacji TVP, PR i PAP.

Zemsta polityczna za krytykowanie przez członka KRRiT Macieja Świrskiego polityki medialnej rządu premiera Tuska.

Czy może skutecznie rządzić koalicja, która boi się mediów a przede wszystkim jednego uczciwego człowieka walczącego z niszczeniem krytycznych wobec władz polskich niezależnych redakcji i dziennikarzy? Ten obraz ekipy premiera kierującego miliardy do prorządowych mediów i prześladującego niezależnych polskich dziennikarzy zostanie już na zawsze w pamięci. Elektoratu.

I nie tylko…

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP,

sekretarz generalny SDP

Powyższy artykuł stanowi wstęp do Newslettera SDP z 21 lipca 2026 roku 

zdj. hub

Dlaczego EFJ lekceważy złą sytuację MEDIÓW W POLSCE, ale wszczęła ALARM WS. SERBSKICH DZIENNIKARZY, głównie tych z lewicy

European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?

Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.

EFJ jak cyklop

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.

„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.

Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk

Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.

„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.

Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.

Polityka a rzeczywistość = EFJ

Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?

Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.

Może wyjść?

SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?

Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.

Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.

Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem

Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.

17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.

Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.

Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.

W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też

Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.

Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk  tego określenia).

Prosta sprawa, tak jak medialna Europa

Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?

To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.

Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.

Witajcie w dziennikarskiej Europie AD 2026!

 

hub/ red. sdp.pl/ EFJ

 

zdj. EFJ/ Stringer / AFP/ hrob

 

Dziennikarz z wątpliwościami, ale bez wątpliwości? TSUE może, a my nie? – pyta HUBERT BEKRYCHT

A to się porobiło. Teraz już TSUE wątpi w pracę sędziego nominowanego za kadencji prawicy, ale w misję przedstawicieli Temidy powołanych za kadencji obecnie rządzących liberałów i lewaków, już nie… Jednej grupie dziennikarzy wolno pisać krytycznie o opozycji. Dotyczy to tzw. dziennikarzy prorządowych. Bronią oni rządu Donalda Tuska, jak niepodległości. Nie daj Boże wątpić w salonowe dziennikarstwo, można natomiast wątpić w opozycję – to straszne wnioski naszych czasów.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej działa jak fani zespołu Ich Troje. Niby widomo, co to jest TSUE, ale nie wszyscy przyznają się do poparcia tej dziwnej hybrydy polityki i wymiaru sprawiedliwości. Wolę, jak to robię od lat, krytykować TSUE niż Ich Troje, bo zespół z Łodzi jest w kulturze abstrakcją – każdemu wolno słuchać i krytykować, ale TSUE już nie, bo to sąd.

A dlaczego nie mogę krytykować TSUE?

Ten Trybunał to instytucja jednak obca. Nie tylko dal Polski i Polaków. Będąc od 22 lat obywatelem Unii Europejskiej i płacąc w niej podatki umiem czytać prawo unijne. Zatem, w zakresie sądownictwa, też zresztą w Polsce od blisko trzech lat upolitycznionoego i kiepskiego, mogę – przynajmniej teoretycznie krytykować rząd, ale dziennikarzy w tej sprawi gnębi minister sprawiedliwości Żurek.

Powtarzam, korzystam z prawa opisywania rzeczywistości, ale UE znacznie go ogranicza. Każe, wbrew prawu, respektować orzeczenia TSUE na poziomie krajowych Konstytucji. Ale na przykład ja, doświadczony polski dziennikarz będę krytykował TSUE w zakresie wypławiania przez Trybunał na polskie prawo, tam gdzie Bruksela w traktacie akcesyjnym zapewniła krajom członkowskich nadrzędność krajowych przepisów nad unijnymi.

TSUE ogłosił oto kilkanaście godzin temu, że – cytuję za codzienną prasą: „Przebieg procedury powołania sędziego może wystarczyć do podważenia jego niezawisłości i bezstronności, jeśli doszło do nieprawidłowości mogących wzbudzić wątpliwości co do wpływu innych władz na nominację”. Tłumaczyć. Spróbuję:

Nie popierasz rządu Tuska, jesteś wykluczony

Czyli, jeśli na przykład, jeśli jesteś dziennikarzem, czyli co gwarantuje ci prawo prasowe, możesz krytykować wszystko i wszystkich, teoretycznie, także sędziów, ale… Uważaj, jesteś obywatelem Polski, również jednak i UE, jak nie jesteś z obecną, popieraną przez KE, władzą, czyli rządem premiera Tuska, to musisz się liczyć z karą bo unia sama zdecydowała, podejrzewam, że bez protestu polskiego rządu, że ledwie wątpliwości mogą przekreślić twoją, redaktorze, pracę.

Słowem, jeszcze raz to powtórzmy, w UE Polska ma dużo do powiedzenia, ale, mimo nadrzędności orzeczeń rodzimych sądów, sąd hybrydowy polityczny, czyli TSUE, może wszystko. Łącznie z unieważnieniem twojego wczorajszego obiadu, ślubu, matury, dyplomu, pracy, orzeczeń polskich sądów. Wystarczą wątpliwości! Rozumiecie to, Szanowni Państwo. Teoretycznie rozumiem, ale nie mogę pojąć, jak Polska przez 22 lata zdążyła pozbyć się swoich praw obywatelskich w Unii Europejskiej? A to, niestety prawda. Nie, nie jestem za wyjście naszego kraju z UE, ale w referendum akcesyjnej 2003 roku nie było mowy o federacyjnej wyższości unijnego prawa. Nad polskim.

Mam wątpliwości,

zatem wywracam zmurszały stolik niby negocjacyjny. Niby praworządny. Niby dobrowolny. W niby pokojowym procesie integracji Polski z wielk a europejską rodziną.

Powtórzę, mogę, jeszcze, mówić, co chcę. Chociaż coraz częściej – np. od grudnia 2023 roku i późniejszych wydarzeń, odczuwam dyskomfort m.in. z powodu mojej działalności społecznej. Nigdy jednak się nie zatrzymam się w krytyce obecnie rządzących, nie zrezygnuję z wątpliwości i walki o wolność słowa, chociaż. m.in. z powodu mojej działalności w SDP wyrzucono mnie ponad dwa lata temu i to dyscyplinarnie z Polskiej Agencji Prasowej…

Zatem, podobnie jak TSUE, mam wątpliwości i żądam unieważnienia skutków prawnych kilku działań rządu wprowadzonych po grudniu 2023 roku przez koalicję remiera Tuska:

  1. Żądam od Unii Europejskiej odwołania skutków bezprawnego przejęcia przez polski rząd mediów publicznych i nielegalnego powołania, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, marionetkowych władz w TVP, PR, PAP w likwidacji. Fikcyjnej.
  2. Żądam od UE natychmiastowego zaprzestania represji rządowych wobec niezależnych i konserwatywnych mediów w Polsce, a także organizacji dziennikarskich, w tym SDP.
  3. Żądam zaprzestania szykan dziennikarzy i pracowników niezależnych mediów poprzez aparat wymiaru sprawiedliwość, poprzez m.in. nękające skutki przedłużających się postępowań sądowych prowadzących do zastraszania i tzw. efektu mrożącego.
  4. Żądam od UE ukarania prorządowych mediów w Polsce za bezpodstawne szykanowanie mediów konserwatywnych, wywierania presji na nie i stosowania mechanizmu „culture canceling”.

 

  1. A ponieważ, wydaje mi się, że – pomimo przykrych doświadczeń ostatnich lat i prób wywierania na mnie wpływu przez władze – nie straciłem, chyba, poczucia humoru, żądam od UE dostępu do Morza Śródziemnego, eksterytorialnej autostrady z Polski przez Słowację, Austrię, Słowenię albo Włochy oraz odszkodowania w wysokości 100 tys. euro na wybrany przeze mnie cel charytatywny.

Tak to wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonych, czyli krytykujących ten rząd mediów niezależnych, konserwatywnych, społecznych. To jest prawo rzymskie. Szkoda, że nie unijne…

 

 

CIĄG DALSZY POLITYCZNYCH REPRESJI WOBEC MACIEJA ŚWIRSKIEGO Z KRRiT: Blokada konta, kłopoty z wydaniem książki

Zatrzymany we wtorek 14 lipca br. i po kilkunastu godzinach wypuszczony przez CBA,  dziennikarz, publicysta, Maciej Świrski – członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji  – podał w piątek w Radiu Wnet, że trwają represje wobec niego. Zablokowano mu konto. Spowodowało to wstrzymanie publikacji najnowszej, ważnej książki Świrskiego. Publikacja „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” jednak się ukaże. Jest już w przedsprzedaży na platfrormie Maforion.pl

Prowadzący rozmowę w porannym programie Radia Wnet prezes rozgłośni Krzysztof Skowroński pytał o skutkki zatrzymania Macieja Świrskiego. Było to, najogólniej, skandalicznym przekroczeniem wszelkich zasad prawnych. O tym mówią media i dziennikarze. Z analiz prawnych wynika, że złamano też prawo.

Maciej Świrski mówił na antenie Radia Wnet o swojej „wycieczce” na koszt podatnika po zatrzymaniu go podczas urlopu w chacie na Suwalszczyźnie. We wtorek weszli tam funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w związku z – jak wyjaśniły wówczas Świrskiemu służby – sprawą, jak to określono, nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, w której obecny członek KRRiT był w zarządzie prawie dekadę temu .Aby przedstawić mu zarzuty, Świrskiego przewieziono z Suwalszczyzny do Rzeszowa, aby tamtejsza prokuratura mogła mu postawić zarzuty.

Maciej Świrski powiedział w Radiu Wnet, że nie może ujawnić szczegółów, ale „przekroczenie uprawnień” w PFN, które wskazała prokuratura „wynika z niezrozumienia przepisów o fundacjach” – podsumował.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Maciejem Świerskimna na portalu Radia Wnet

zdj. Maciej Świrski – fot. Radio Wnet

 

Członek KRRiT, który od grudnia 2023 roku – kiedy rząd premiera Donalda Tuska bezprawnie przejął media publiczne, aby je potem fikcyjnie zlikwidować – kilkadziesiąt razy bronił TVP, PR i PAP oraz dziennikarzy mediów niezależnych i konserwatywnych – Skowrońskiemu o oburzających szczegółach skutków wtorkowego zatrzymania.

Świrski podkreślił, ze palnował wydać ważną książkę krytyczną wobec władz, nie tylko w Polce. Nie może jednak tego zrobić. „Nie powiadomiono mnie po zakończeniu czynności wobec mnie, że zablokowano mi wspólne z żoną konto, z którego się utrzymujemy. Nie mogę także sfinansować wydania ważnej książki, bo z tego konta miały pochodzić pieniądze na publikację i na budowę nagrobka mojej śp. Mamy” – argumentował Świrski. Dodał, że część zgromadzonych na nieoczekiwanie, bez uprzedzenia zablokowanym koncie pieniędzy to spadek po Zmarłej Mamie członka KRRiT.

„Blokada konta bez zawiadomienia na piśmie, aby skutecznie zabezpieczyć potrzeby bytowe, to jest… Skandal” – mówił sdp.pl jeden z prawników zajmujących się takim sprawami. Inni przedstawiciele Temidy podkreślili, że blokada konta bez ostrzeżenia, stanowić może złamanie niektorych przepisów prawa.

Służby specjalne, a ich działalność nadzoruje minister Tomasz Siemoniak – przekonują w komunikatach prasowych, że zatrzymanie Świrskiego było zgodne z przepisami.

W związku z trudnościami z wydaniem książki, po blokadzie prywatnego konta przez wymiar sprawiedliwości, Świrski – na antenie Radia Wnet – poinformował, że wcześniej niż planował wyda jednak książkę, którą napisał. Książkę „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” Macieja Świrskiego można ją kupić, w systemie przedsprzedaży na platformie maforion.pl – link.TUTAJ

Strona główna

Z powodu, m.in. zablokowania konta Świrskiego, egzemplarze publikacji mogą dotrzeć do nabywców we wrześniu tego roku.

***

Wcześniej o zatrzymaniu Macieja Świrskiego informowały media, które podkreślały, że rzekoma wina członków zarządu PFN to bardzo dziwna, a nawet kontrowersyjna sprawa pochodząca sprzed ponad 9 lat, a 6 lat temu zamknięto to postępowanie.

W obronie Macieja Świrskiego wystąpiło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W proteście, który ukazał się tuż po zatrzymaniu Świrskiego ogłoszono, że to polityczna zemsta rządu na członku KRRiT, a przypomnieć należy, że Świrski był przez trzy lata szefem państwowego regulatora mediów.

„Zarząd Główny SDP podkreśla, iż zatrzymanie (…) Macieja Świrskiego ma na celu wywołanie efektu mrożącego i zastraszenie środowisk konserwatywnych” – podkreślono w proteście. „To kolejne takie działanie podejmowane przez obecny rząd przeciwko środowiskom prawicowym, które wpisują się w konsekwentną próbę sparaliżowania i zneutralizowania krytyków władzy. Akcja CBA służy jedynie odwróceniu uwagi publicznej od bieżących kompromitacji i problemów koalicji rządzącej” – zauważają członkowie władz SDP. „Maciej Świrski to znany publicysta i działacz społeczny oraz ekspert do spraw mediów, bezpieczeństwa i wizerunku Polski w świecie, popularny komentator i autor wnikliwych analiz politycznych. Dlatego obecny rząd prześladuje go od wielu lat z wyjątkową zaciekłością. Obecne działania podejmowane przeciwko niemu są kolejnym tego przykładem” – podsumowali członkowie Zarządu Głównego SDP.

MACIEJ ŚWIRSKI NA WOLNOŚCI [Aktualizacja] – PROTEST ZG SDP PRZECIWKO ZATRZYMANIU CZŁONKA KRRIT – PRÓBA ZASTRASZENIA?

Skandaliczne zatrzymanie MACIEJA ŚWIRSKIEGO z KRRiT; kuriozalne przeszukanie u PIOTRA MATCZUKA dziennikarza TV Republika

zdj. Maciej Świrski – fot. Radio Wnet

W ogarniętych czystkami medialnymi Węgrzech konserwatywny portal opublikował protest SDP przeciwko deptaniu wolności słowa

Konserwatywny węgierski portal konserwatywny Hungary Today, po zamachu na media publiczne ekipy premiera Petera Magyara, jako jedno z nielicznych mediów nad Dunajem opublikowało oświadczenie SDP,w którym nasza organizacja protestuje przeciwko czystkom w węgierskich mediach. 

Protest opublikowaliśmy dwa dni temu w sdp.pl, wysłaliśmy go do mediów, międzynarodowych organizacji dziennikarskich i instutucji zajmujących się obroną wolności słowa i praw człowieka. Protest SDP został zauważony w Polsce i Europie, m.in. przez portale niezależne, konserwatywne i lokalne.

PROTEST SDP przeciwko atakowi rządu węgierskiego na tamtejsze media publiczne

Węgierski konserwatywny portal omówił treść naszego oświadczenia. Przekład artykułu z Hungary Today jest poniżej wraz z oryginalnym linkiem do publikacji.

 

>>Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich potępia restrukturyzację mediów publicznych na Węgrzech   2026.07.10.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich twierdzi, że sytuacja na Węgrzech do złudzenia przypomina przejęcie polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.

Kierownictwo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) opublikowało protest przeciwko restrukturyzacji węgierskich mediów publicznych i trwającym zmianom kadrowym. Organizacja uważa, że ​​nowy rząd pod przewodnictwem Pétera Magyara przejął kontrolę nad mediami publicznymi za pomocą środków przymusu,

Jak podkreślają władze SDP w tekście stanowiska jest uderzająco podobne do przejęcia polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.

SDP twierdzi, że z zaniepokojeniem śledzi wydarzenia na Węgrzech, które rozpoczęły się we wtorek 7 lipca. Jak zauważa, widzowie węgierskiej telewizji państwowej, radia i portali internetowych byli witani czarnymi ekranami wyświetlającymi przeprosiny za rzekome kłamstwa byłego kierownictwa, a transmisje telewizyjne były przerywane, audycje radiowe ograniczane, a aktualizacje stron internetowych zawieszane.

Organizacja twierdzi, że te działania zniekształcają rzeczywistość i naruszają wolność prasy.

Organizacja polskich dziennikarzy dostrzegła bezpośrednie podobieństwo między wydarzeniami na Węgrzech a wydarzeniami w Polsce w grudniu 2023 roku. SDP przypomniało, że premier Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego, również siłą przejęli budynki Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, przerywając transmisje i uniemożliwiając dziennikarzom pracę.

Według SDP, premier Węgier Péter Magyar naśladuje obecnie bezprawne metody stosowane w Polsce przez Donalda Tuska.

Oświadczenie krytykuje również Unię Europejską, która chociaż deklaruje poparcie dla praworządności, biernie przygląda się łamaniu wolności prasy w Europie Środkowej.
Według Stowarzyszenia  Dziennikarzy Polskiech czystka przeprowadzona w węgierskich mediach publicznych i poddanie ich kontroli rządowej stanowią otwarty atak na wolność słowa i można je uznać za próbę wprowadzenia cenzury.

W swoim oświadczeniu SDP wyraziło solidarność z węgierskimi redakcjami walczącymi o swoją niezależność i wezwało społeczność międzynarodową do potępienia demontażu węgierskich mediów państwowych. Dokument został podpisany w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przez Sekretarza Generalnego Huberta Bekrychta i zarząd organizacji.

Za pośrednictwem Mandiner, sdp.pl; Zdjęcie główne: MTI/Hegedüs Róbert<<

 

Artykuł z HT jest publikowany na wielu europejskich paltformach komunikacyjnych i w mediach społecznościowych,

Polish Journalists’ Association Condemns Hungary Public Media Restructuring

Hungary Today 2026.07.10.

Péter Magyar (left) and Donald Tusk (right)

The Polish Journalists’ Association says the situation in Hungary bears an eerie resemblance to the 2023 takeover of Poland’s public media by Donald Tusk’s government, Mandinerreported

The leadership of the Polish Journalists’ Association (SDP) issued a statement protesting the restructuring of Hungary’s public media and the ongoing personnel changes taking place. The organization believes that the new government led by Péter Magyar took control of state media through coercive means,

in a move it says is strikingly similar to Donald Tusk’s cabinet’s 2023 takeover of Poland’s public media.

Black screen displaying a message on Hungary’s M1 television channel on July 7. Photo: MTI/Illyés Tibor

The SDP says it has been following the events in Hungary that began on Tuesday, July 7, with concern. As they note, viewers of Hungarian State television, radio, and online portals were met with black screens displaying messages apologizing for the alleged lies of the former leadership, while television broadcasts were interrupted, radio programming was curtailed, and website updates were halted.

The organization maintains that

these measures distort reality and violate press freedom.

The Polish journalists’ organization drew a direct parallel between the events in Hungary and the developments that took place in Poland in December 2023. They recalled that Prime Minister Donald Tusk and Bartłomiej Sienkiewcz, then Minister of Culture and National Heritage, also used forceful methods to take over the buildings of Polish Television (TVP), Polish Radio, and the Polish Press Agency (PAP), cutting off broadcasts and preventing journalists from doing their work.

According to the SDP, Hungarian Prime Minister Péter Magyar is now imitating the unlawful methods that Donald Tusk employed in Poland.

 

The statement also criticizes the European Union, which

while paying lip service to the rule of law, stands idly by while press freedom is being violated in Central Europe.

According to the Polish alliance, the purge carried out in Hungary’s public media and the act of placing it under government control constitute an open attack on freedom of expression and can be regarded as an attempt to introduce censorship. In its statement, the SDP expressed solidarity with Hungarian newsrooms fighting for their independence and called on the international community to condemn the dismantling of Hungarian state media. The document was signed by Secretary-General Hubert Bekrycht and the organization’s executive board on behalf of the Polish Journalists’ Association.

 

Public Media Goes Silent, EU Mentored Tisza Government Fires Editors and Journalists

Public Media Goes Silent, EU Mentored Tisza Government Fires Editors and Journalists

The move is reminiscent of Stalinist practices when accused individuals were forced to make public confessions. Continue reading

 

Via Mandiner, sdp.pl; Featured photo: MTI/Hegedüs Róbert

 

Link do publikacji o proteście SDP w Hungary Today

TUTAJ

 

Zdjęcie

Hungary Today

 

Mądrość etapu, czy etap głupoty? HUBERT BEKRYCHT ws. pytań SDP o stan mediów publicznych: Likwidowanie likwidowania likwidacji

Fikcja likwidacji mediów publicznych jest jak kubańska komedia. Nie jest ani śmieszna, ani pouczająca. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i jego przedstawiciele SDP w radach programowych mediów publicznych – jak już wielokrotnie informowaliśmy – spotkali się 27 maja br. w siedzibie Stowarzyszenia i zdecydowali, że zapytają likwidatorów Telewizji Polskiej S.A. oraz jej oddziałów, Polskiego Radia S.A., rozgłośni regionalnych PR a także Polskiej Agencji Prasowej o rzeczywisty stan tzw. likwidacji. Naszym zdaniem, powtarzam, fikcyjnej

Odpowiedzi, mimo, że wysłane jako odzew na oficjalne pisma w trybie informacji publicznej, spływają bardzo powoli. Właściwie spływają leniwie, tak jak przebiega fikcyjna likwidacja mediów publicznych.

Próba wyjaśnienia. Kolejna…

ZG SDP i przedstawiciele naszego Stowarzyszenia w radach programowych likwidowanych mediów publicznych ustalili, że likwidatorom TVP, PR, PAP, 17 rozgłośni regionalnych PR i 16 oddziałów terenowych TVP zadamy kilka pytań.

Całe pismo w tej sprawie z 27 maja 20226 roku:

TUTAJ

Zredagowaliśmy pismo i postawiliśmy pytania właśnie w trybie informacji publicznej, aby – zgodnie z prawem – odpowiedziano oficjalnie, formalnie, urzędowo, aby nikt nie mógł się zasłaniać „tajemnicą”, podległością służbową albo niuansami, które skutecznie nas zniechęcą. Krótkie uzupełnienie: nas, ludzi z SDP, zniechęcić nie można. Przypomnijmy pytania do likwidatorów mediów publicznych:

  1. Jaki jest stan prawny jednostki, którą Pan/Pani kieruje?
  2. Jakie działania zostały podjęte w związku z postawieniem spółki w stan „likwidacji” i od kiedy jest on datowany?
  3. Czy spółka w likwidacji sporządziła bilans otwarcia procesu likwidacji, czyli opracowała bilans na dzień rozpoczęcia procesu likwidacji i gdzie jest on dostępny?
  4. Czy i jakie nowe umowy zostały zawarte przez spółkę od dnia postawienia w stan likwidacji?
  5. Czy podjęto jakiekolwiek czynności związane z upłynnieniem majątku spółki, np. sprzedaż maszyn, nieruchomości lub towarów?
  6. Czy nastąpił jakikolwiek podział majątku spółki?
  7. Jakie są aktualne wyniki oglądalności/ słuchalności spółki w likwidacji?

 

Minęło prawie półtora miesiąca, pomijam, że termin odpowiedzi w trybie informacji publicznej ustawodawca określił na dwa tygodnie, z wyjątkami. Nie ma to jednak znaczenia, bo raczej nie spodziewaliśmy się szybkiej i konkretnej odpowiedzi. Dlaczego?

Milczenie jak „cymbał brzmiący”

Fikcyjna likwidacja jest puszką z ogromnym ładunkiem mogącym, jak mówi młodzież, zmieść z planszy wszystkich likwidatorów mediów publicznych. I ich mocodawców w Radzie Ministrów.  Milczą, wobec tego jak zaklęci szefowie mediów publicznych o zasięgu ogólnopolskim: Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut z TVP, milczy Paweł Majcher z Polskiego Radia, chociaż akurat PR przysłało odpowiedź, że dopowie później, milczy Polska Agencja Prasowa z jej likwidatorem, nazywanym teraz chyba dla większego prestiżu, dyrektorem generalnym, Markiem Błońskim. Milczy też wielu szefów jednostek mediów publicznych, chociaż ośmioro likwidatorów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia S.A. w likwidacji wypełniło obowiązek nałożony przez administracyjny nakaz o informacji publicznej.

Dlaczego jednak większość likwidatorów spółek medialnych działających za pieniądze z naszych podatków nie skorzysta z okazji i nie wyjaśni, jak spółki skarbu państwa mogą być w likwidacji, skoro art., 468 Kodeksu Spółek Handlowych stanowi, że w jednostce postawionej w stan likwidacji nie można robić inwestycji, ba, nie wolno nawet – wg. wielu interpretacji  – czynić nakładów na jej funkcjonowanie. A tworzenie jednostek organizacyjnych (dawniej redakcji) z ogromnym budżetem? A zatrudniania olbrzymiej liczby osób i to nie tylko, jako twórców, dziennikarzy, producentów czy pracowników technicznych? A nagrody, podwyżki, plany inwestycji i plany programowe? Czy to nie jest złamanie warunków likwidacji? Właśnie, to miało wyjaśnić nasze pismo m.in. z pytaniami do władz mediów publicznych. I naturalnie, przede wszystkim odpowiedzi likwidatorów.

Ośmioro

Telewizja Polska w likwidacji nie przysłała odpowiedzi. Tak samo jak Polska Agencja Prasowa w likwidacji. Polskie Radio w likwidacji poinformowało, że złoży odpowiedź do 10 lipca. Ale skoro to sobota, to może pismo wpłynie w przyszłym tygodniu.

Odpowiedzi ośmiorga szefów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, czyli oddzielnych spółek mających swoje rady nadzorcze i zarządy, są do siebie podobne. Szczególnie tam, gdzie chodzi o stan likwidacji tych podmiotów. Zdaniem SDP, absolutnie fikcyjnej i wprowadzonej przez ekipę premiera Tuska po to, aby nie buntowały się komisje zakładowe central związkowych, aby nie było strajku, aby „uśpić czujność” krytyków, aby wreszcie, najprawdopodobniej, wyczyścić archiwa. Nie tyle programowe, choć te oczywiście też po przyjściu nowych władz są traktowane z czułością barbarzyńców.

Prolog

Na posiedzeniu jednej z rad programowych tuż po przesłaniu protestu SDP ws. fikcyjnej likwidacji mediów publicznych nasz przedstawiciel tak relacjonował reakcję większości członków rady z nadania koalicji rządzącej:

„Na dzisiejszej Radzie Programowej (…) w wolnych wnioskach odczytałem nasz protest w sprawie (…) spółek [mediów publicznych – red.] w likwidacji. Będzie dołączony do protokołu a pismo trafi do nich [władz jednostki – red.]” – napisał reprezentant SDP w notacje

„Tamta strona była zszokowana, zburzyłem sielankowy nastrój. Jąkali się, nie wiedzieli, jak zareagować ani skomentować. Poczekamy na odpowiedzi” – dodał.

Rozdziały

Odpowiedzi na pytania zawarte w naszym proteście przysłali likwidatorzy bądź ich przedstawiciele z (kolejność przypadkowa): Polskiego Radia Kielce, Polskiego Radia Szczecin, Polskiego Radia Wrocław, Polskiego Radia Zachód, Polskiego Radia Łódź, Polskiego Radia Poznań i Polskiego Radia Rzeszów i Polskiego Radia Opole. Czyli, to osiem odpowiedzi w ogóle, osiem na siedemnaście rozgłośni regionalnych Polskiego Radia. I w ogóle tylko osiem na, wliczając jeszcze centralę TVP, PR i PAP oraz szesnaście oddziałów terenowych Telewizji Polskiej. Nie ma co komentować, ale to chyba nie jest przykład buty ekipy medialnej z nadania rządu? Miałem coś jeszcze napisać, ale przestaję – na chwilę – żartować. Liczba odpowiedzi przed ponad miesiąc ze strony władz mediów publicznych jest przykładem lekceważenia największego w Polsce stowarzyszenia zrzeszającego dziennikarzy i pracowników mediów, czyli SDP.

I mała dygresja, bo piszę teraz o państwowych, regionalnych stacjach radiowych. Zawsze mnie dziwi, że po grudniu 2023 roku, a nawet i jeszcze wcześniej tak wiele rozgłośni regionalnych mając oficjale nazwy rozpoczynające się od „Polskie Radio”, na logotypach ma tylko Radio i nazwę miasta. Ale może się czepiam…

Przytaczam odpowiedzi na pytania z Polskiego Radia Wrocław, ponieważ lapidarność tej odpowiedzi wzruszyła mnie i zawstydziła. Bo ja tu stukam w te klawisze od lat, czasem uda się coś fajnego odtworzyć, a tam w stolicy Dolnego Śląska, jak na zawołanie, umieją z ogromnym zaangażowaniem, ale i ze spokojem, napisać urzędowe pismo wysyłające SDP na drzewo… No, tak sobie trochę kpię, lecz niezupełnie się to udało władzom Polskiego Radia Wrocław i pozostałych siedmiu rozgłośni. O tym później. A teraz obrzerne fragmenty dokumentu:

„(…) w odpowiedzi na wniosek z dnia 28 maja 2026 r. o udostępnienie informacji publicznej, poniżej przedstawiam odpowiedzi na zadane pytania:

Ad. 1

Spółka, którą kieruje pozostaje w likwidacji.

Ad. 2

Spółka została postawiona w stan likwidacji w dniu 29 grudnia 2023 r. Spółka podejmuje działania mające na celu zabezpieczenia bieżącego funkcjonowania Spółki w celu realizacji misji publicznej, do której Spółka nadal jest zobowiązana, a także zmierza do ściągnięcia wierzytelności należnych Spółce m.in. od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z tytułu środków abonamentowych za 2024 rok.

Ad. 3

Tak, Spółka sporządziła bilans otwarcia likwidacji Spółki, który został przekazany i zatwierdzony przez Walne Zgromadzenie Spółki w dniu 26 lipca 2024 r.

Ad. 4

Spółka pomimo stanu likwidacji zobowiązana jest do realizacji misji publicznej zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji, co skutkuje koniecznością zawierania różnego rodzaju nowych umów związanych z bieżącą działalnością Spółki.

Ad. 5

Nie 

Ad. 6

Nie 

Ad. 7

Aktualne dane o słuchalności (za okres kwiecień – czerwiec 2026):

Radio Wrocław: Dolny Śląsk – 4,58%; miasto Wrocław – 3,69%

Radio RAM – Dolny Śląsk – 2,73%; miasto Wrocław – 6,25%

Radio Wrocław Kultura – miasto Wrocław – 0,41%” – pismo kierowane do naszej prezes SDP Jolanty Hajdasz podpisał elektroniczne Tomasz Marcin Duda – likwidator Polskiego Radia Wrocław.

Podobne akapity?

Pozostałe odpowiedzi, przynajmniej w formalnych aspektach sprawy, są bardzo podobne. Nie śmiem twierdzić, że sporządził jej ten sam prawnik, ale dyletantowi może tak się wydawać.

Intersująco zaczepne i tyleż niezrozumiałe są konstatacje szefa likwidowanego Polskiego Radia Rzeszów Jakuba Osiki (też podpis elektroniczny):

„Odpowiadającemu na zapytanie nic nie wiadomo o postawieniu spółki w stan „likwidacji”. Natomiast jeżeli chodzi o rozpoczęcie likwidacji spółki, to uchwałą numer 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia spółki pod firmą ,,Polskie Radio Rzeszów” – Rozgłośnia Regionalna w Rzeszowie Spółka Akcyjna z siedzibą w Rzeszowie spółka została rozwiązana i otwarto jej likwidację” – napisał pan Osika.

Zastanawiające, że likwidatorzy tak skrupulatnie trzymają się litery prawa i gachowego słownictwa, a nie zauważyli, że ich spółki są bezprawnie, bo z pominięciem Rady Mediów Narodowych, przejęte przez rząd. Tym samym oni sami nie mają mandatu do sprawowania kierownictwa nad jednostkami mediów publicznych. W likwidacji.

Próby oryginalnych tłumaczeń

Bardzo podobne były szczególnie odpowiedzi na pytanie nr 4, które w skrócie można by określić tak „dlaczego spółka medialna w likwidacji rozwija się inwestując i zatrudniając nowych pracowników”. „Spółka, pomimo procesu likwidacji, jest zobowiązana do realizowania misji publicznej” – zaznaczył stanowczo, tak jak prawie każdy z odpowiadających na protest SDP szefów mediów publicznych, likwidator Polskiego Radia Kielce Zbigniew Gągorowski.

Chyba tylko likwidator Polskiego Radia Łódź Jacek Grudzień trochę inaczej tłumaczył nam procesy likwidacyjne. „W związku z otwarciem likwidacji istotnie ograniczono działalność generującą dodatkowe koszty oraz wstrzymano realizację nowych inwestycji” – napisał Jacek Grudzień, szef Polskiego Radia Łódź.

Niestety to wyjątek na tym ugorze buty i dobrego samopoczucia, choć pozostałe odpowiedzi łódzkiego likwidatora są podobne do innych.

Epilog

Nie będę Państwa już nudził pozostałymi pismami z innych rozgłośni Polskiego Radia. Dlaczego nudził? Bo nie są to w żadnym stopniu odpowiedzi bazujące na literze prawa, którą tak umiłowali mocodawcy likwidatorów mediów publicznych.

Nie ma sensu przytaczać setek przykładów niekompetencji niektórych z nich. Powstaje, nieformalnie oczywiście, coś w rodzaju białej księgi notującej wszelkie prawne i bezprawne głupie i… mniej głupie działania szczególnie central TV przy Woronicza, PR przy al. Niepodległości i PAP na Brackiej przy Mysiej. Tak, tak tam jeszcze niedawno była siedziba cenzorów z zapałem kreślących teksty twórców i dziennikarzy… Ale to już zupełnie inna historia.

Hubert Bekrycht

 

SDP rekomenduje Radom Programowym mediów publicznych w likwidacji negatywną ocenę ramówek na 2027 rok

 

 

ATAK NA MEDIA PUBLICZNE NA WĘGRZECH, PRZYPOMINA SIŁOWE PRZEJĘCIE TVP, PR i PAP PRZEZ RZĄD TUSKA – będzie protest SDP

We wtorek wieczorem nowa ekipa w węgierskich mediach publicznych wyłączyła sygnał w telewizji i ograniczyła nadawanie radia. Państwowe przekazy są sparaliżowane.  Delegowana przez tryumfatora wiosennych wyborów parlamentarnych, węgierskiego premiera Pétera Magyara, dyrekcja mediów publicznych robi w nich czystkę. We wtorek wieczorem pojawiły się pierwsze doniesienia o wyłączeniu sygnału telewizyjnego i kłopotach z odbiorem państwowego radia. W środę spodziewany jest oficjalny protest ZG SDP w sprawie zamachu na węgierskie media!

To było do przewidzenia – mówią specjaliści medialni. Nowa władza mści się na ekipie byłego premiera Węgier Victora Orbana, który wprowadził reformę mediów.

Nie wiadomo, co dzieje się wewnątrz budynków węgierskich mediów publicznych, ale przypominają się obrazy z siłowego bezprawnego przejęcia mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Stało się to na rozkaz ówczesnego ministra kultury, pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, obecnie, w nagrodę za sprawne złamanie prawa, europosła PO/KO.

Od kilkudziesięciu minut z Węgier docierają sprzeczne informacje o tym, czy rządowe siły zajęły telewizję, czy nie. Na ekranach odbiorcy mogą przeczytać komunikat, z którego wynika, że rząd przejął media publiczne. To tekst z Magyar TV – MTV:

 

Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że kłamaliśmy przez tyle lat! Media publiczne przechodzą transformację, aby w przyszłości stać się niezależne i wiarygodne. Relacja z wydarzeń jest tymczasowo zawieszona. Bądźcie czujni!” – napisano na czarnym tle

Na Węgrzech – jak podkreślają dziennikarze, który obserwują media tego kraju – sytuacja w mediach jest krytyczna. Zderzenie dwóch ekip medialnych może doprowadzić do nieszczęścia. To nie tylko przypuszczenia, to poważne obawy.

Tym bardziej, że były szef węgierskiego rządu Victor Orban nie był, delikatnie mówiąc, zwolennikiem liberalnej demokracji w Unii Europejskiej. Zarzucano mu wspieranie Rosji po wybuchu wojny z Ukrainą. Teraz premier Péter Magyar robi to samo, bo otwarcie krytykuje europejskie, militarne wsparcie dla Kijowa.

A polityczna bitwa o media publiczne w Budapeszcie może być też wykorzystana do prowokacji. Czyjej? Węgry są w NATO…

 

Na profilu FB publicysty Michała Karnowskiego z kanału TAK pojawił się wpis o tytule „UWAGA!! „PRZEJĘCIE” i WYŁĄCZENIE mediów publicznych na Węgrzech”:

 

 

 

Nie żyje MIECZYSŁAW MAŁYSZ, reżyser, realizator, operator telewizyjny związany z TVP. POGRZEB W PONIEDZIAŁEK

4 lipca w wieku 90 lat zmarł Mieczysław Małysz. Tę smutną informację podał portal Film Polski.pl. Małysz był realizatorem telewizyjnym, realizatorem i operatorem w TVP, niemal całe zawodowe życie związał w Telewizją Łódź. Do historii przeszła jego niezwykła praca przy wielu adaptacjach Teatru Telewizji. Był rzetelnym fachowcem – tak przed laty mówił o Mieczysławie Małyszu jego kolega z łódzkiej szkoły filmowej, reżyser i aktor, laureat Oscara – Roman Polański.

Pogrzeb Zmarłego w poniedziałek

Mietek Małysz, z którym piszący te słowa miał zaszczyt pracować na przełomie XX i XXI wieku w TVP Łódź, był już wtedy legendą telewizji publicznej i Szkoły Filmowej w Łodzi, zachowywał się zawsze skromnie.

Mietek jestem!

Jako dziennikarski podlotek, kiedy przywitałem się z nim po raz pierwszy ponad 30 lat temu, powiedziałem chyba „To zaszczyt, Panie Mieczysławie”. Małysz odpowiedział szybko: „Mietek jestem” – ściskając moją prawicę. „Do roboty” – dodał. Długo się przyzwyczajałem do tego, że jestem po imieniu z legendą polskiej telewizji…

Miecio skracał dystans, ale był wymagający. A przede wszystkim jednak umiał przekazywać wiedzą. Potrafił także się uczyć od Koleżanek i Kolegów, a nawet od nas, wtedy jeszcze młodych, nieopierzonych dziennikarzy.

Skończył Wydział Operatorski łódzkiej filmówki w 1959. To był, jak się okazało dobry rocznik. Nie chcąc czegokolwiek pominąć odeślę Czytelników do fachowego biogramu Mieczysława Małysza z portalu FilmPolski.pl

Informacje o dorobku zawodowym MIECZYSŁAWA MAŁYSZA

Mietek pochodził z okolic Cieszyna.  Podobno był krewnym Adama Małysza, ale Mietek się tym nie chwalił. W ogóle, jeśli już nie mówił o telewizji, o zadaniach zawodowych, lubił milczeć. I słuchać. A słuchał jak mało kto, to też zaleta reżysera. Zapamiętywał w lot wszystkie szczegóły programu – to z kolei cechy realizatora telewizyjnego i operatora kamery.

„Były czasy” – mówił z nostalgią Mieczysław Małysz (zanaczony strzałką). Tradycją Teatrów Telewizji było to, że po realizacji spektaklu robiono wspólne zdjęcie twórców FilmPolski.pl.

Mieczysław był też encyklopedią wiedzy na temat Teatrów Telewizji i to nie tylko tych reaalizowanych głównie przez Małysza w Łodzi.

Spokój, opanowanie, dobra energia

„Zapamiętałem go jako człowieka o stalowych nerwach. W reżyserce programu na żywo, gdzie o nagłe zwroty akcji i skok ciśnienia nietrudno, on zawsze zachowywał absolutny spokój” – wspominał Zmarłego Tomasz Lasota, kiedyś dziennikarz TVP, obecnie wydawca Polsat News. Kiedy mieliśmy wspólny dyżur, w relacji wydawca lub prowadzący –  realizator telewizyjny, miałem ten komfort, że wszystko pójdzie gładko, profesjonalnie i bez niepotrzebnych nerwów. Choć sam raczej nie należę do choleryków, to przy nim ten spokój był po prostu zaraźliwy” – podsumował Lasota.

Przypomniała mi się anegdota o Mieczysławie Małyszu i Romanie Polańskim, której z Tomkiem Lasotą, ówczesnym kierownikiem redakcji, byliśmy świadkami. W 2000 roku reżyser „Chinatown” został zaproszony do lokalnego programu informacyjnego Łódzkie Wiadomości Dnia. Tomek z racji funkcji formalnie załatwiał sprawę zaproszenia, ja byłem wydawcą wieczornych ŁWD. Polański wchodzi do portierni TVP Łódź raczej znudzony. I nagle olśniło nas. Lecimy do Miecia do reżyserki. Jak Polański zobaczył Małysza zrobiło się cieplutko, miło… Serdecznie się przywitali. I tak długo gadali przed programem, że musiałem im przerwać, bo spóźniliby emisję ŁWD.

Polański chwali Mietka. Na żywo

Roman Polański zgodził się na pięciominutowy wywiad, rozmowa trwała ponad 20 minut. Prowadziła ją chyba Magdalena Michalak. I – o dziwo – laureat Oscara wspominał Małysza, który realizował rozmowę… Polański wspominał jak Małysz reperował starszym kolegom z filmówki skutery, jak profesjonalnie umiał ustawić światło. Polański mówił o Małyszu, że był po prostu rzetelnym i poważnym filmowcem, chociaż to nie był temat rozmowy…

Tak o Koledze Mieczysławie, który choć w najwyższym stopniu profesjonalista, znany był tylko w kręgach zawodowych, mówił ćwierć wieku temu światowej sławy reżyser. To jak najlepiej świadczy o Polańskim. No, ale przede wszystkim dobrze świadczy o Mieczysławie Małyszu. Jego biblijną skromność po 40 latach docenił oscarowy artysta, który raczej kocha mówić o sobie (teraz już rzadziej). Nie wtedy jednak, kiedy spotkał się z Mieciem. A przecież, przypominam, Mieczysław tę rozmowę realizował. Zażartował wtedy, że jeżeli Roman nie przestanie mu kadzić, zdejmie z anteny wywiad i zamiast transmisji rozmowy wyemituje jakiś teledysk disco-polo. A wtedy tego w TVP nie grano.

Nostalgia

Kiedy musiał – nie wiem, czy musiał, ale tak się mówiło – pójść na emeryturę, mimo radości z planowanego odpoczynku, chyba wiedział, że długo bez telewizji nie wytrzyma. Ale już nie w TVP, tylko w telewizji komercyjnej. Po prostu dorabiał i uczył młodych.

 

Spotkałem go kiedyś, a Mieciu skarżył się na początkujących techników, realizatorów –  nie rozumiał, jak można, według jego relacji, tak „lekko” podchodzić do zawodu. Mówił swoim uczniom zawsze prawdę, ale tylko w owej prywatnej stacji – jak wspomniał – nie spotkało go za to nic dobrego, choć wszyscy wiedzą, w jak kulturalny sposób przekazywał uwagi realizacyjne…

Nie był jednak zgorzkniały, raczej zawiedziony, ale wystarczyła chwila wspomnień i się rozpromieniał. Odszedł z komercyjnej telewizji. Spotykaliśmy się potem raczej sporadycznie przy jakichś okazjach w środowisku byłych pracowników TVP.

 

Mieczysławie,

nie dokończymy tutaj na razie swojego sporu o to, czy Twoja ziemia cieszyńska rzeczywiście jest najpiękniejsza na świecie. Nie wymienimy uwag o mediach publicznych, a dzisiaj nie byłbyś z nich zadowolony.

Liczę jednak, że w stosownym czasie, spotkamy się i przed omówieniem scenariusza programu naszych dalszych działań, spokojnie pogadamy, a Ty będziesz słuchał i wtrącał swoje uwagi. Zawsze potrzebne.

Do zobaczenia

 

Hubert

WOJCIECH SURMACZ – producent wykonawczy NEWSMAX POLSKA dla SDP.PL: nie potrzebujemy krzyczeć, żeby mieć rację

4 lipca rozpoczyna nadawanie nowy kanał telewizyjny NEWSMAX – to amerykański konserwatywny projekt istniejący na rynku USA we współpracy z serbskimi partnerami. 20 kwietnia br. ruszył także portal internetowy NP. Szefem Newsmaxu w Polsce został dziennikarz i publicysta Wojciech Surmacz, w latach 2018 – 2024 prezes Polskiej Agencji Prasowej.
Z Wojciechem Surmaczem, tuż przed uruchomieniem specjalnego sobotniego programu inaugurującego start stacji w 250. rocznicę utworzenia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, rozmawiał  red. nacz. portalu SDP (sdp.pl) Hubert Bekrycht.
Wojciech Surmacz podczas konferencji SDP w rocznicę bezprawego przejęcia przez rząd mediów publicznych w Polsce – 19 grudnia 2024 roku fot. i grafika HB
Hubert Bekrycht: Czy Newsmax to będzie amerykańska telewizja w polskich warunkach, czy polska w amerykańskim stylu?
Wojciech Surmacz: Żadne z powyższych — i oba jednocześnie. Newsmax to marka z amerykańskim rodowodem i kulturą dziennikarstwa, która zakłada, że widz jest dorosły i nie wymaga ideologicznej opieki. Ale robimy to po polsku, dla Polaków, o sprawach, które Polaków dotyczą.
HB: „Krytycy” starają się przypiąć wam łatkę… Zatem Newsmax to „prawicowy Polsat: czy „lewicowa TV Republika”?
WS: Skoro jedni chcą widzieć w nas prawicową, a drudzy lewicową telewizję — to albo jesteśmy doskonale wyważeni, albo nikt jeszcze nie zadał sobie trudu, żeby nas rzeczywiście obejrzeć. Skłaniam się ku tej drugiej teorii. Łatka to narzędzie dla tych, którzy boją się czytać instrukcję obsługi. My nie mamy łatki. Mamy program.
HB: Absolutny prekursor w przekazie informacji — to w ogóle możliwe?
WS: W teorii — tak. W praktyce polskiego rynku medialnego — to pytanie godne filozofa, najlepiej takiego, który ma ubezpieczenie zdrowotne. Ale poważnie: nie twierdzimy, że wynaleźliśmy dziennikarstwo. Twierdzimy, że robimy je inaczej — bez plemiennych wojen, z szacunkiem dla faktów i dla widza. Czy to jest prekursorstwo? Może smutniejsze jest to, że w 2025 roku w ogóle trzeba o tym mówić jak o czymś wyjątkowym.
HB: Rosyjskie powiązania przez serbskich partnerów — plotka, pomówienie?
WS: Klasyk gatunku. Nieznane źródło, nieoparte na faktach, za to niezwykle atrakcyjne medialnie. Jeszcze niedawno, gdybym dostał rubla za każdą podobną insynuację, mógłbym sfinansować całą telewizję. Ale dzisiaj to już pieśń przeszłości. Dziennikarstwo nie polega na kolportowaniu plotek bez weryfikacji. A akurat w tym jesteśmy dość mocni — w weryfikacji.
HB: Patchwork czy monolit — jaka będzie redakcja?
WS: Patchwork, i niech Bóg błogosławi każdą jego łatę. Mamy ludzi z różnych środowisk, różnych doświadczeń i — co tu ukrywać — różnych temperamentów. To nie słabość, to atut. Monolit jest piękny architektonicznie, ale ma jedną wadę: nie słyszy sam siebie. Redakcja, która myśli jednym głosem, bardzo szybko przestaje myśleć w ogóle. Chcemy debaty, także wewnętrznej, bo bez niej nie ma dobrego dziennikarstwa — jest tylko chór wujów.
WS: Czy wystarczy pieniędzy?
To pytanie, które zadaje się ludziom związanym z każdem przedsięwzięciem medialnym, a odpowiedź zawsze brzmi tak samo: nigdy nie masz tyle, ile byś chciał, i zawsze więcej niż myślisz, że masz. Jesteśmy częścią struktury z prawdziwym zapleczem — Newsmax to nie „garage startup” dwóch zapaleńców z kamerą. Mamy plan, mamy budżet, mamy wolę. Czy wystarczy? Zapytajcie mnie za rok.
HB: Co was istotnie wyróżnia?
To, że nie boimy się nudy — w sensie: nie potrzebujemy krzyczeć, żeby mieć rację. Polskie media nauczyły się, że uwagę zdobywa się temperaturą — im głośniej, tym lepiej. My stawiamy na coś staroświeckiego i nieco ekscentrycznego: treść. Rzetelna, podana bez protekcjonalizmu. I jedno praktyczne wyróżnienie: jesteśmy nowi. A nowość w mediach — jak dobry garnitur — jest zaletą dokładnie do momentu, gdy przestaje być nowością. Dlatego musimy zdążyć zbudować reputację, zanim nowość minie. Pracujemy nad tym codziennie.
***

Wojciech Surmacz – rocznik 1973 – polski dziennikarz śledczy i ekonomiczny, publicysta, menedżer mediów. Jak mawia, pracował w wielu redakcjach i ciągle się czegoś uczy. Surmacz to m.in były prezes PAP (2018 – 24). Szefował także spółce Media Alert, która wydawała portal gospodarczy Biznes Alert (2024-2025). Portale medialne, wskazując jako źródło m.in. Wikipedię, piszą o dyrektorze wykonawczym Newsmaxa, że „w latach 2014–2016 [Wojciech Surmacz – red.] był redaktorem naczelnym Gazety Bankowej. Pracował również w dzienniku Puls Biznesu (1998–2007), tygodniku Newsweek (2007–2011) oraz miesięczniku Forbes (2011–2014)”.

Zanim został szefem PAP, był także wiceszefem radiowej Trójki i szefem redakcji gospodarczej Polskiego Radia S.A., w 2017 roku był komentatorem programu TVP W tyle wizji. Po zwolnieniu z funkcji prezesa PAP, po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, 20 grudnia 2023 roku nie uznał swojego odwołania sygnowanego przez ówczesnego ministra kultury z PO i pozostał przez kilka dni w swoim gabinecie.

Wojciech Surmacz prowadził również programy w telewizji Polsce24 i Radiu Wnet.

 

HB/ dp/ Newsmax

O strachu rodzącym głupotę w mediach prorządowych – HUBERT BEKRYCHT: nie będzie powrotu pasty do tuby

Upadek jest bliski. Upadek polskich mediów prorządowych, czyli bezprawnie przejętych przez rząd i obsadzonych operetkowymi władzami TVP, PR i PAP oraz komercyjnych liberalno-lewackich przekaźnikach opinii koalicji 13 grudnia. To, co od prawie od trzech lat tam się dzieje jest karykaturą demokracji i wolności słowa

Sytuacja przypomina pożar w pustej oborze. Jest panika, chociaż inwentarzowi nic nie grozi. Pali się budynek, czyli system środków masowego przekazu w Polsce, ale nikt z rządu nie reaguje, bo w końcu – politycy KO tak uważają – to nie koalicja będzie sprzątać. A pali się w prorządowych mediach aż iskry idą.

Samolikwidacja poprzez likwidację fikcyjną

Druga część mojego tytułu jest symboliczna, bo z czasów komuny. Po stanie wojennym więźniowie polityczni reżimu Jaruzelskiego często mówili o ówczesnych PRL-owskich mediach: „Nic nie zatrzyma koła historii, nie ma powrotu pasty do tuby”. Nie była to jednak zapowiedź zemsty, ale przewidywanie przyszłości przekazu. Nikt jednak nie przewidział, że współczesne media będą się same likwidować. I to prawie 40 lat po likwidacji komunizmu. Chociaż z tą likwidacją ustroju komunistycznego, to różnie bywało…

Obawiam się, że przy okazji fikcyjnej likwidacji, nastąpi prawdziwa likwidacja mediów publicznych. A piszę o tym, bo to przecież chodzi o pieniądze wszystkich Polaków, nie tylko tych z topniejących jak lód w szklance wody grup wyborców koalicji 13 grudnia.

Do tego dodajmy samozagładę mediów prorządowych, ale komercyjnych, chociaż wzmacnianych reklamami i promocjami spółek skarbu państwa. Ten mechanizm już mniej mnie martwi, bo oprócz monitorowania nic nie możemy zrobić. Ani jako SDP ani jako dziennikarze ani jako obywatele.

Lepiej nie będzie?

Smutne? Nie. Histeria polityczna rządu zawiera silne pierwiastki destrukcyjne, które i tak strącą w niebyt fikcyjnie likwidowane TVP, PR i PAP oraz także prokoalicyjne media m.in. TVN. GW, Onet i setki drobniejszych klakierów wychwalających przez 24 godziny na dobę Tuska i jego akolitów.

Żenujące. A lepiej nie będzie. To, przypominam, w sumie spore pieniądze. Nasze. Z podatków, bo abonament RTV to już taka sama prawda, że za wszystkimi potknięciami rządu stoi prawica i kot Filemon z popularnej kreskówki dla dzieci. Nie wiem, czy oni w to wierzą, czy ulegli własnej propagandzie. W sumie wszystko jedno.

Ciąg dalszy nastąpi i będzie to wyjątkowo przykry ciąg. Dla KO i nie tylko. I nie będzie to kolejna opowieść o Szpitalu Południowym w Warszawie. No chyba, że medycy powołają tam swoją telewizję, radio, gazetę, portal, aby bronić młodych, ambitnych lekarzy.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. sdp.pl

UWOLNIĆ LESZKA KRASKOWSKIEGO – PROTEST Z UDZIAŁEM SDP PRZED ARESZTEM, GDZIE UWIĘZIONO DZIENNIKARZA

Przed Aresztem Śledczym Warszawa Białołęka odbył się protest przeciwko opresyjnym działaniom koalicji rządzącej wobec mediów. Środową manifestację zorganizował Adam Borowski pod hasłami „Obrona wolności słowa” i „Uwolnić Leszka Kraskowskiego”, dziennikarza uwięzionego pod problematycznymi zarzutami. Reporter ujawnił aferę Polnordu i niewygodne informacje dla adwokata i posła KO Romana Giertycha. W proteście uczestniczyła delegacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Działacz opozycji antykomunistyczny i szef warszawskiego Klubu Gazety Polskiej Adam Borowski podkreślił, że Kraskowskiego aresztowano, bo zajmował się sprawą Romana Giertycha wpływowego posła partii rządzącej i adwokata wielu prominentnych polityków KO. Kraskowski – zdaniem Borowskiego – jest za kratami, bo naraził się rządowi Donalda Tuska i samemu Giertychowi.

„Bo każdy z nas może żyć spokojnie i nie musi się nie niczego bać, jeśli tylko zamknie oczy na to draństwo, które się dzieje u nas po 13 grudnia [2023 roku – rozpoczęcie pracy obecnego rządu – red.]” – podkreślił Borowski dodając, że jest pewien, iż zarzuty wobec dziennikarza nie są prawdziwe.

Chodzi m.in. rzekome pogróżki Kraskowskiego wobec komendanta policji z Piaseczna oraz posiadanie broni, na którą trzeba mieć pozwolenie. Szef warszawskiego Klubu GP mówił, że nie jest przypadkiem zbiegająca się z demonstracją pod aresztem publikacja oświadczenia żony Kraskowskiego rozwodzącej się z dziennikarzem.  Borowski przyznał, że to przykre, ale nie ma nic wspólnego z tym, za co aresztowano Leszka Kraskowskiego.

W manifestacji pod aresztem, gdzie więziony jest dziennikarz wzięła także udział delegacja SDP z jego szefową i piszącym te słowa. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz przypomniała, że aresztowanie dziennikarzy oznacza słabość rządzących i łamanie wolności słowa poprzez cenzurę.

„Dziękuję Adamowi Borowskiemu i Państwu, że poświęciliście czas, aby wesprzeć aresztowanego dziennikarza” – mówiła Hajdasz. „To jest wydarzenie bez precedensu, wsadzać do więzienia dziennikarza pod wydumanym, fikcyjnym pretekstem. Dziennikarza, który śmie pisać o ludziach na szczytach tej władzy, którzy dysponują aparatem przemocy” – zaznaczyła.

Prezes SDP argumentowała, że dziennikarz wobec opresyjnego państwa pozostaje bezbronny. „Jego bronią jest tylko klawiatura i opis rzeczywistości, po to abyśmy wszyscy wiedzieli jaka jest prawda” – podsumowała Hajdasz. Zapewniła, że, podobnie jak uczestnicy środowej manifestacji, SDP będzie protestować w obronie wolności słowa w Polsce, a także w obronie Leszka Kraskowskiego i dziennikarzy konserwatywnych mediów, którzy są nękani przez służby, jak reporterzy TV Republika i jej prezes Tomasz Sakiewicz.

 

 

Oprócz delegacji SDP i dziennikarzy mediów konserwatywnych nie było przedstawicieli innych mediów. Na przykład redakcji prorządowych, których dziennikarze jeszcze kilka dni temu sprzeciwiali się aresztowaniu Leszka Kraskowskiego i zapowiadali protesty.

W demonstracji wzięli udział parlamentarzyści PiS i politycy prawicy m.in. posłowie Dariusz Matecki oraz Włodzimierz Tomaszewski.

Grupie kilkudziesięciu demonstrantów, m.in. z Klubów GP i Ruchu Obrony Granic, towarzyszyło przed aresztem śledczym na Białołęce blisko dwudziestu umundurowanych policjantów oraz ubrani po cywilnemu przedstawiciele służb.

 

Demonstrację w obronie dziennikarza Leszka Kraskowskiego filmowała policja i kilka kamer, które nie należały do mediów.

 

 

tekst i zdj. Hubert Bekrycht

 

Galeria zdjęć:

SDP WSPIERA ALARM DLA WOLNOŚCI SŁOWA I PROTEST PRZED ARESZTEM, GDZIE WIĘZIONY JEST RED. LESZEK KRASKOWSKI

Ponad 18 tysięcy w niecałą dobę. Rekordowe wpłaty na zbiórkę CMWP SDP na pomoc dla LESZKA KRASKOWSKIEGO

Nagroda im. WITOLDA HULEWICZA dla WOJCIECHA RESZCZYŃSKIEGO, który będzie wkrótce bohaterem cyklu NOTACJE SDP

Nasz Kolega dziennikarz i publicysta oraz Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński został tegorocznym laureatem nagrody im. Witolda Hulewicza.

Gala 31. Nagród im. Witolda Hulewicza odbyła się w piątek 12 czerwca w Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Nagroda wręczana jest od 1995 roku. Jej patron Witold Hulewicz poeta, krytyk literacki, tłumacz i wydawca oraz kapitan Wojska Polskiego, zginął zamordowany przez Niemców w 1941 roku w Palmirach.

W tym roku nagrodę otrzymał m.in. redaktor Wojciech Reszczyński – dziennikarz, publicysta, Rzecznik Dyscyplinarny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Gratulujemy!

Wojciech Reszczyński będzie w przyszłym tygodniu kolejnym bohaterem naszego cyklu Notacje SDP. Rozmowy prowadzi Tadeusz Płużański a program realizowany jest we współpracy z kanałem TAK.