CMWP SDP w obronie dobrego imienia red. BEATY PAWLIKOWSKIEJ

W odpowiedzi na bezpodstawny atak tygodnika Newsweek na dziennikarską niezależność red. Beaty Pawlikowskiej CMWP SDP oświadcza, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę i udzieli dziennikarce wsparcia oraz nieodpłatnej pomocy prawnej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ataki na dziennikarkę w ocenie CMWP mają charakter cenzury, gdyż ich celem jest uniemożliwienie dotarcia z ważnymi treściami do odbiorców, co jest w szeroko pojętym interesie społecznym. 

Redakcja tygodnika Newsweek w numerze z 36/2026 z 31 sierpnia   2026 r.  opublikowała na okładce zdjęcie red. Beaty Pawlikowskiej z podpisem „Szarlatanka”. Dodatkowo okładkowy artykuł w kontrowersyjny i wypaczony sposób przedstawia poglądy autorki na temat leczenia depresji oraz związanych z tym tematem jej publikacji. Użycie określenia „szarlatanka” na okładce tygodnika w odniesieniu do konkretnej osoby – w tym przypadku Beaty Pawlikowskiej – stanowi bezpośrednie, głębokie i potencjalnie bezprawne uderzenie w jej dobra osobiste, które są chronione przez Kodeks Cywilny (art. 23 i 24).  Słowo „szarlatan” w języku polskim ma jednoznacznie pejoratywny wydźwięk. Według słowników oznacza osobę, która bez odpowiednich kwalifikacji, wiedzy lub uprawnień udaje specjalistę (najczęściej w dziedzinie medycyny) i oszukuje ludzi, oferując im bezwartościowe metody lub środki.

Beata Pawlikowska od ponad 35 lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako dziennikarka, podróżniczka, ale przede wszystkim autorka licznych książek (w tym poradników motywacyjnych i psychologicznych). Zarzut „szarlatanerii” wprost podważa rzetelność jej pracy twórczej i uczciwość wobec czytelników. Okładka z jej zdjęciem i tak pejoratywnym podpisem bezpośrednio uderza w możliwość dalszego wykonywania przez nią zawodu dziennikarskiego, ponieważ zarówno wydawcy, inne media, jak i przede wszystkim czytelnicy mogą rezygnować ze współpracy z osobą w poczytnym i poważnym tygodniku okrzykniętą kimś, kto miałby być oszustem medycznym.

Redaktor Beata Pawlikowska to znana publicystka, pisarka, fotografka, podróżniczka i tłumaczka. Ogromną popularność przyniósł jej cykl książek i reportaży podróżniczych oraz autorska audycja radiowa „Świat według blondynki”, którą przez wiele lat prowadziła w Radiu Zet. Jest autorką ponad stu książek, nie tylko podróżniczych, ale także poradników motywacyjnych, publikacji dotyczących rozwoju osobistego, zdrowego stylu życia oraz nauki języków obcych. Do wielu swoich książek samodzielnie wykonuje ilustracje i zdjęcia.  Red. Beata Pawlikowska samotnie przemierzyła wiele egzotycznych zakątków świata, ze szczególnym uwzględnieniem Ameryki Południowej (m.in. dżungli amazońskiej).  Obecnie aktywnie działa w internecie, prowadząc m.in. swój kanał w serwisie YouTube oraz profile w mediach społecznościowych, gdzie promuje zdrowy styl życia zgodnie ze sztuką dziennikarską wypowiadając się m.in na temat zdrowia psychicznego, depresji czy medycyny naturalnej.

Dlatego CMWP SDP oświadcza, iż deprecjonowanie i takie jak w/w opisane naruszanie dóbr osobistych red. Beaty Pawlikowskiej jest próbą ograniczenia wolności słowa i niezależności dziennikarskiej. W świetle orzecznictwa zarówno krajowego, jak i międzynarodowego, w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, cenzurowanie publicystyki, w tym próby ograniczenia swobody wypowiedzi dziennikarzy w sprawach ważnych dla każdego, jakimi są publikacje dotyczące zdrowia i różnorodnych metod leczenia chorób jest działaniem sprzecznym z Europejską Konwencją Praw Człowieka, a przede wszystkim z Polską Konstytucją. Opisana okładka tygodnika oraz towarzyszący jej artykuł naruszają dobra osobiste dziennikarki, ponieważ nie stanowią formy merytorycznego dialogu, lecz są personalnym atakiem, który ma na celu zdyskredytowanie Beaty Pawlikowskiej jako człowieka i autorki w oczach opinii publicznej.

CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że w tym wypadku naruszanie dóbr osobistych red. Beaty Pawlikowskiej ma na celu zniechęcenie innych dziennikarzy do podejmowania trudnej i złożonej problematyki leczenia m.in depresji, do wiedzy o której każdy obywatel ma prawo. Krytykowanie dziennikarki, która ma odwagę stawiać publicznie pytania i podnosić wątpliwości, jakie zgłasza nawet samo środowisko medyczne, służy w istocie tłumieniu wymiany poglądów i opinii na ważne społeczne tematy, co stanowi niezbędny element społeczeństwa demokratycznego i jest fundamentem demokracji.  Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji powoduje to tzw. efekt mrożący i jest nie do pogodzenia z aktywnością i profesjonalizmem dziennikarzy, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, przedstawiać nawet trudno akceptowalne czy rozbieżne opinie na dany temat i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP) oraz prawa każdego do wolności wypowiedzi i własnych poglądów.

Według oceny CMWP SDP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Beaty Pawlikowskiej. W związku z powyższym CMWP SDP zapowiada objęcie monitoringiem w/opisanej sprawy zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 4 września 2026 r.

 

zdj. z witryny z czasopismami

CMWP PARTNEREM XXXV FORUM EKONOMICZNEGO: Przedstawiciele SDP na prestiżowym spotkaniu Karpaczu 8 – 10 września br.

Zbliża się kolejne, tym razem jubileuszowe, XXXV Forum Ekonomiczne w Karpaczu. W tym roku Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich jest partnerem instytucjonalnym imprezy. Forum potrwa od 8 do 10 września. Zaplanowano ponad 600 debat. Wśród przeszło 6 tys. uczestników znajdą się oczywiście przedstawiciele SDP, a władze reprezentować będą: prezes dr Jolanta Hajdasz, która również jest dyrektorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i prezes Oddziału Mazowieckiego SDP Michał Karnowski z „Kanału Tak!” Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP zostało partnerem instytucjonalnym tegorocznego, XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Umowę o współpracy pomiedzy pomiędzy Fundacją Instytut Studiów Wschodnich, a Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich w tej sprawie  podpisali Jerzy Bochyński, prezes Zarządu Fundacji i dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP. W tym roku Forum odbywa się w dniach 8- 10 września, pod hasłem „Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian”. 

Pod szyldem Centrum odbędzie się panel dyskusyjny pt. „Lajki i zasięg zamiast papieru – media i informacja w erze cyfrowej” *.

XXXV Forum Ekonomiczne rozpocznie się 8 września o godzinie 12.00 prezentacją Raportu SGH i Forum Ekonomicznego. Forum, jak podkreślaja organizatorzy, jest jednym z największych i najważniejszych wydarzeń w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie spotykają się osoby o decydującym wpływie na losy Polski, Europy i świata. Pomysłodawcą wydarzenia jest Zygmunt Berdychowski,  a organizatorem Fundacja Instytut Studiów Wschodnich. W latach 1992–2019 Forum odbywało się w Krynicy -Zdroju. W 2020 roku wydarzenie z powodu pandemii Covid -19 odbyło się w Karpaczu,  który stał się miejscem Forum od 2021 roku. W ubiegłym roku wzięło w nim udział ponad 6 tysięcy osób z ponad 50 państw.

Lajki i zasięg zamiast papieru – media i informacja w erze cyfrowej Sala:4.6 *

Cyfrowa rewolucja zmienia sposób tworzenia, dystrybucji i konsumowania informacji. Tradycyjne media mierzą się ze spadkiem czytelnictwa i zaufania, rosnącą rolą platform cyfrowych oraz szybkim rozprzestrzenianiem się dezinformacji. Jednocześnie pojawiają się nowe formaty, modele biznesowe i formy dziennikarstwa. Jak zmienia się krajobraz medialny w Europie? Jak odbudować zaufanie do informacji i dostosować media do nowych nawyków odbiorców? Panel poświęcony będzie przyszłości dziennikarstwa i komunikacji w erze cyfrowej.

Moderator:
Barnabás Heincz, Hype&Hyper – Kierownik Projektu, Redaktor Naczelny, Węgry
Paneliści:
Bogusław Szwedo, Radio Leliwa – Prezes Zarządu, Polska
Domenico Ercoli, Lanterna – Dziennikarz, Włochy
Péter Pető24.hu – Redaktor Naczelny, Węgry
Jolanta Hajdasz, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – Prezes, Polska
Michał Karnowski, kanał TAK! Stowarzyszenie Dzienniarzy Polskich

Sekrety Matki Teresy. W rocznicę urodzin Świętej z Kalkuty w SDP projekcja wyjątkowego filmu o niej w reżyserii Barbary Lorynowicz

To nie była prosta produkcja, ale nigdy nie przyszło by mi do głowy, że będzie aż tak trudno – powiedziała Barbara Lorynowicz pytana o kulisy nakręcownego przez nią filmu dokumentalnego o Matce Teresie z  Kalkuty  w 1997 roku, roku śmierci Świętej założycielki zgromadzenia Misjonarek Miłości w Indiach. Barbara Lorynowicz to polska reżyserka, która swoją determinacją i desperacją zrealizowała unikatowe filmy o  najważniejszych autorytetach duchowych przełomu tysiąclecia . W swoich dokumentach pokazuje niezwykłe, intymne portrety Matki Teresy z Kalkuty, Jana Pawła II, Brata Rogera z Taize oraz Dalajlamy.  W zorganizowanym i prowadzonym przez red. Annę Popek spotkaniu  w Domu Dziennikarza  przy ul. Foksal 3/5  w środę, 26 sierpnia, Barbara Lorynowicz opowiadała jak powstały te legendarne filmy i dlaczego wciąż poruszają widzów na całym świecie.

Miało być szybko i tanio, bo na ten projekt za prezesury Ryszarda Miazka w TVP nie było w ogóle na tę produkcję pieniędzy. Pani Barbarze udało się pozyskać kilku prywatnych sponsorów , więc reżyserka poleciała z ekipą filmową do Kalkuty. I wtedy Matka Teresa złamała objczyk i zamiast krótkich zdjęć trzeba było czekać czy i kiedy wyjdzie ze szpitala. Pani Barbara nie poddała się, mimo iż prasa w Indiach raz po raz podawała coraz bardiej pesymistyczne informacje, że pobyt w szpitalu Matki Teresy potrwa co najmniej pół roku, albo minimum 3 miesiące…  Reżyserka w Indiach spędziła łącznie 40 dni, ale efekt pracy jej i calej ekipy jest unikatowy, zarejestrowała bowiem ostatnią przed śmiercią rozmowę z Matką Teresą. Gdy  5 września 1997 roku Święta zmarła,  reżyserka przebywała w USA, wywiady z nią przeprowadzały wtedy media z wielu krajów na całym świecie. Film, do którego prawa ostatecznie za niewielką część nakładów kupiła TVP (sfinansowano tylko postprodukcję), nie został wtedy w Polsce nawet wyemitowany.

W SDP odbyła się projekcja tego unikatowego obrazu. Jego tytuł to „Sekrety Matki Teresy”. Na archiwalnych zdjęciach Barbary Lorynowicz uwiecznione są także pokazy jej filmów sprzed 30 lat, jakie wówczas odbywały się w tej samej sali , w Centrum Prasowym Foksal.

Zobacz zdjęcia:

Cały wywiad Anny Popek z reż. Barabarą Lorynowicz jest dostępny  na POPCAST TV

link :

ZBIGNIEW NATKAŃSKI: Zapomniane dziedzictwo przedwojennego Związku Dziennikarzy RP

Mija 75 lat od założenia Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W związku z jubileuszem przypominamy niektóre epizody z historii organizacji dziennikarskich. Swoje dni chwały przeżywało SDP 45 lat temu, kiedy to po utworzeniu NSZZ Solidarność stowarzyszenie wspierało demokratyczne zmiany w kraju, to zręby nowoczesnych grup zawodowych powstały już przed II wojną światową. Po latach komunizmu działający za granicą Związek Dziennikarzy RP uznał odnowione po 1989 roku SDP za organizację mogącą kontynuować tradycję niezależnych związków dziennikarskich.

Pierwsze stowarzyszenia i syndykaty dziennikarzy na ziemiach polskich powstawały na początku XX wieku, m.in. w Krakowie i Warszawie. Po odzyskaniu przez Polskę suwerenności syndykaty rozwijały działalność nie tylko na rynku pracy i związkowym krajobrazie kraju.

Elita w kraju i na świecie

Na początku lat 30. XX w. powstał Związek Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej. Po wynegocjowaniu wraz z syndykatami Układu Pracy zaczęto mówić o silnym ruchu związków dziennikarskich. W 1938 roku ZDRP zrzeszał ponad 1200 członków. Do tego Związku zapisywali się wyłącznie dziennikarze zajmujący się pisaniem, właściciele pism, gazet, pracownicy techniczni prasy nie mogli być przyjęci do tego związku. Był on organizacją zawodową i elitarną, dostęp do niego był regulowany przepisami statutu ZDRP.

Po wybuchu II wojny światowej środowisko dziennikarskie uległo rozproszeniu. Ci, którym udało się wyjechać na zachód Europy, przystąpili do walki o utraconą niepodległość przy instytucjach powstającego na obczyźnie rządu polskiego na emigracji. Zaś ci, którzy zostali w kraju pod okupacją niemiecką i rosyjską, stali się grupą zawodową, która poddana została represjom. Byli aresztowani, rozstrzeliwani w miejscach kaźni takich jak Piaśnica na Pomorzu, Palmiry i Wawer pod Warszawą, las pod Lućmierzem niedaleko Łodzi i wiele innych miejsc. Rosjanie z kolei wysyłali masowo na daleką północ i Syberię.

Próby reaktywacji

W 1940 r. we Francji reaktywowano Związek Dziennikarzy RP. Powstał on dzięki tym członkom, którym udało się uciec z okupowanego kraju. Byli to korespondenci polskich agencji prasowych i gazet, ludzie związani z instytucjami rządu polskiego na emigracji. Podstawowym zadaniem odrodzonego ZDRP była działalność informacyjno-polityczna. Chodziło o to, aby sprawa odzyskania niepodległości Polski nie schodziła ze sceny polityki światowej i była wyzwaniem dla sumienia świata. Działalność związku tą wspierało blisko pół tysiąca polskich dziennikarzy rozsianych na całym świecie.

Z chwilą zakończenia wojny dziennikarze ci nie pogodzili się z politycznym kształtem powojennej Europy i świata ustalonym w Jałcie i Poczdamie. Wraz z likwidacją większości instytucji rządu polskiego na emigracji i rozwiązaniem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie ponad 500 zawodowych dziennikarzy pozostało bez pracy. Związek Dziennikarzy RP stał się organizacją, która starała się pomóc im znaleźć zatrudnienie.

Emigracja

Problem został stopniowo rozwiązany poprzez powstanie rozgłośni radiowych nadających w języku polskim. Zespoły polskie powstały mi.in. w Hiszpanii (Radio Madryt); przedłużono działalność i rozbudowano sekcję polską w Londynie w BBC; podobne zespoły powołano w Paryżu, Luksemburgu i Rzymie. W USA wzmocniono program polski Głosu Ameryki. Wydarzeniem szczególnym było powstanie Radia Wolna Europa w Monachium, które rozpoczęło działalność 3 maja 1952 r.

Działalność i zasługi Związku Dziennikarzy RP na emigracji jest historią nieznaną i niedocenioną. Warto przypomnieć kilka nazwisk prezesów tej organizacji: Zygmunt Nowakowski, Antoni Bogusławski, Bolesław Wierzbiański, Ludwik Rubel, Aleksander Bregman.

Najwybitniejszy z nich to Bolesław Wierzbiański, który w 1990 r. przyjechał do Polski i uznał, że odtworzone po Okrągłym Stole Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich godne jest przejęcia roli odgrywanej przez ZD RP. Polegała ona na walce o niepodległość i wolność naszej ojczyzny, której kształt w latach 1944-1989 był wynikiem międzynarodowych umów krzywdzących nas jako państwo i naród. Była to decyzja polityczna, z którą Polacy nigdy się nie pogodzili.

Klamra niepodległości

Bolesław Wierzbiański był tą osobą, która w 1947 r. powołała do życia Międzynarodową Federację Wolnych Dziennikarzy w proteście przeciwko usunięciu z Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) Związku Dziennikarzy RP. Do organizacji Wierzbiańskiego weszli dziennikarze z krajów okupowanych przez komunistów, oprócz Polaków byli tam dziennikarze Europy Środkowo-Wschodniej, Bałkanów i krajów Bałtyckich oraz Kaukazu. Organizacja ta rozrosła się i z czasem liczyła półtora tysiąca dziennikarzy z krajów zza żelaznej kurtyny. Jej zadaniem było informowanie świata o wydarzeniach w krajach poddanych komunistycznemu ustrojowi.

To dzięki Wierzbiańskiemu Jan Nowak-Jeziorański mógł skompletować zespół dziennikarski w polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Bolesław Wierzbiański przez całe życie uważał, że członkowie Związku Dziennikarzy RP winni się kierować tolerancją poglądów politycznych i dbać o rzetelne informowanie odbiorców informacji.

JULIANOWI SPITOSŁAWOWI KULSKIEMU I JULIANOWI EUGENIUSZOWI KULSKIEMU, ojcu i synowi, których losy wpisały się w historię Warszawy i Polski

12 sierpnia 2021eoku odszedł Julian Eugeniusz Kulski, jeden z najmłodszych uczestników Powstania Warszawskiego, którego życie, odwaga i służba Polsce pozostają dla nas źródłem dumy oraz zobowiązaniem do pielęgnowania pamięci o wartościach, którym był wierny. W tym symbolicznym dniu, w imieniu Fundacji Kulskich oraz Instytutu Pamięci Narodowej, mamy zaszczyt zaprosić Państwa na dwa wyjątkowe wydarzenia poświęcone Julianowi Spitosławowi Kulskiemu i Julianowi Eugeniuszowi Kulskiemu, ojcu i synowi, których losy na trwałe wpisały się w historię Warszawy i Polski.

 

17 sierpnia 2026 r. o godz. 17.00 zapraszamy do Centralnego Przystanku Historia IPN przy ul. Marszałkowskiej 107 w Warszawie na wernisaż i debatę „Dziedzictwo odwagi. Niezwykła historia ojca i syna”. Będzie to spotkanie z historią dwóch pokoleń Kulskich, których łączyły odwaga, odpowiedzialność, służba publiczna i głębokie przywiązanie do Ojczyzny.

Dzień później, 18 sierpnia 2026 r. o godz. 11.00, zapraszamy do wspólnego oddania hołdu Julianowi Spitosławowi Kulskiemu, Wiceprezydentowi Warszawy, w 50. rocznicę Jego śmierci. Uroczystość odbędzie się przy Pomniku Prezydentów Wielkiej Warszawy Stefana Starzyńskiego i Juliana S. Kulskiego, przy ul. Wybrzeże Gdańskie, u zbiegu z ul. Grodzką w Warszawie.

Te dwa sierpniowe spotkania łączy pamięć o ojcu i synu oraz dziedzictwie, które pozostawili kolejnym pokoleniom. To historia dwóch niezwykłych ludzi, dla których służba Warszawie i Polsce była nie tylko obowiązkiem, lecz życiowym zobowiązaniem.

 

Z  zaproszenia Fundacji Kulskich

www.fundacjakulskich.org.pl

Urzędnicza bezradność… DANE 19 MILIONÓW POLAKÓW SKRADZIONE PRZEZ HAKERÓW – potwierdziło to Ministerstwo Cyfryzacji

Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy potwierdził w środę wieczorem, że dane nawet 19 milionów Polaków „wyciekły” i mogą być w posiadaniu hakerów. Zastępca Donalda Tuska uznał jednak, że to nie aż tak szkodliwe jak mogłoby być, bowiem Gawkowski określił to wydarzenie mianem „niebywałego incydentu”.

Podczas wieczornej konferencji prasowej rządowi przedstawiciele podali, że „podjęto odpowiednie kroki”, ale nikt nie wyjaśnił, jak „wyciek danych 19 milionów Polaków” wpłynie na funkcjonowanie państwa. Wiadomo tylko, że chodzi o ujawnienie danych z bazy My Dr EDM, którą wdrożyło – jak podaje ministerstwo – ponad 10 tysięcy placówek służby zdrowia.

Czy skutków takiej kompromitacji nie mógł przewidzieć wicepremier i szef resortu cyfryzacji Krzysztof Gawkowski? Może nie być w stanie. Bo to w końcu tylko polityk. W takim razie, co robią rządowi specjaliści? I co zrobią? Już nie pytam (retorycznie) o to, co urzędnicy mają zamiar zrobuć aby zneutralizować ten atak? Co zrobią jednak w przyszłości (to już poważne pytanie), aby takim cyberprzestępstwom zapobiec? No i jeszcze kluczowa sprawa? Kto zapłaci za ewentualne skutki tej niefrasobliwości rządu? Rząd? Czyli my wszyscy? Czy tak trudno przewidzieć, że takie ataki się pojawią w czwartym roku wojny na Ukrainie albo „tylko” wobec wzmożenia cyberprzestępczości?

Informacja o potężnej kradzież danych 19 milionów Polaków, jak się wydaje, też „wyciekła” przypadkowo, bo rząd planował spokojny wieczór z zaćmieniem słońca i deszczem Perseidów.

A będzie jak zwykle, wstyd i „zaćmienie” urzędników oraz „deszcz” zarzutów. Wobec kogo? No, jak myślicie?

 

zdj. Ministerstwo Cyfryzacji

KOMENTARZ PREZES SDP JOLANTY HAJDASZ: Pierwszy rok prezydentury KAROLA NAWROCKIEGO. Duma, radość i obawy

„Przecz z komuną” i „dziękujemy” – to najbardziej głośne i najbardziej spontaniczne okrzyki, które można było usłyszeć na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie podczas obchodów pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta Karola Nawrockiego. Wydarzenie niecodzienne, bo w ten sposób nie świętował roku swojej działalności żaden prezydent, ale przecież ten obecny naprawdę ma się z czego cieszyć. Po 12 miesiącach pracy Karol Nawrocki stał się liderem sondaży na temat społecznego zaufania z poparciem większym niż uzyskał w wyborach.  Można i trzeba gratulować, a raczej, tak, chcemy gratulować i szczerze gratulujemy.  Ale w naszym dziennikarskim zwariowanym świecie też warto się zatrzymać i warto sobie postawić pytanie –   z którymi dziennikarzami Pałac współpracuje najczęściej, kogo hołubi, a od kogo się dzisiaj dystansuje? I co to nam mówi o roli mediów w dzisiejszych czasach w naszym kraju u progu ostrej kampanii wyborczje, jaka nas czeka w 2027 roku. 

6 sierpnia, godzina 17. 30, Pałac Prezydencki. Kolejka tzw. zwykłych ludzi, którzy bez zaproszeń, a jedynie po szybkim sprawdzeniu przez funkcjonariuszy SOP wchodzą na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego jest nadal bardzo długa. Pierwsze osoby weszły na dziedziniec już o 15.00, spędziły więc w tym wielkim ponad 33 stopniowym upale ponad 4 godziny, bo samo wydarzenie trwało ponad dwie.

Przed Pałacem

Determinacja, upór, by mimo przeszkód i trudu osiągnąć cel, widać ich radość i satysfakcję z uczestnictwa w czymś wyjątkowym.  Nastrój udziela się chyba wszystkim, biało czerwone flagi widać wszędzie, a uśmiechnięte twarze mają także ci, którzy nie mają szans, by wejść do środka. Debata publicystów ucisza błyskawicznie rozmowy. Prowadzi ją Dorota Gawryluk z Polsatu, na jej pytania odpowiadają prof. Andrzej Nowak, Rafał Ziemkiewicz i Krzysztof Stanowski. Dobór komentatorów jest oczywiście merytorycznie uzasadniony, ale ten ukłon w stronę tych teoretycznie „neutralnych” i „niepolitycznych”  mediów  trudno nie zauważyć.  Całe wydarzenie transmituje TV Republika, ale gdy później w trakcie wywiadu, jaki prowadzi red. Danuta Holecka ze Zbigniewem Boguckim, tuż obok nich przechodzi Karol Nawrocki, to prezydent zatrzyma się obok niej tylko po to, by przekazać, że ma inne obowiązki i że nie podejdzie i nie powie choćby kilku słów widzom tej stacji w programie na żywo, choć na antenie pada wyraźne zaproszenie prowadzącej. Sytuacja zapewne przypadkowa, ale nie da się ukryć, ma swoją wymowę. Czy Prezydent nie chce być kojarzony z tymi, którym już dawno mainstream przykleił łatę „głównego bastionu twardej prawicy” i „radykalnego narzędzia propagandy partyjnej”, że zacytuję najbardziej popularne określenia Republiki w Internecie? W trakcie przemówienia Karol Nawrocki z dumą mówi o  radach społecznych, w których udało mu się zebrać ponad 700 osób „zupełnie apolitycznych”,  a nazwę „Prawo i Sprawiedliwość” i nazwisko Jarosława Kaczyńskiego wymienił tylko raz w jednym bodajże zdaniu w długim, bo ponad godzinnym przemówieniu. Jasne, trzeba to zrozumieć, nadal trwa gra i zabiegi o poparcie wśród tych, których politolodzy nazywają swing voters, ci,  którzy nie są niczyim twardym elektoratem i którzy płynnie zmieniają poglądy polityczne. Co innego jednak o tym wiedzieć, a co innego oglądać to w praktyce.

Debata

Gdy w trakcie dyskusji publicystów padło pytanie o „patriotyzm inkluzywny”, taki mniej bogoojczyźniany i z mniejszą ilością lub prawie bez tych biało czerwonych flag, bo ”czy pan prezydent ma ofertę dla tych co nie chcą chodzić na manifestacje?” stojący obok mnie ludzie zaczęli szemrać i protestować miedzy sobą, raczej przeciwko pomysłom pani redaktor Doroty niż przeciwko Prezydentowi, ale w powietrzu zawisło to pytanie, czy Prezydent naprawdę chce się teraz dystansować, czy  odcinać od prawej strony sceny politycznej,  od tych, którzy go wybrali. Coś w tym jest, bo tyle razy we wszystkich przemówieniach padła informacja o 400 tysiącach osób z poglądami lewicowymi, które zagłosowały na Karola Nawrockiego w drugiej turze i przesądziły o wyniku wyborów, że trudno nie zauważyć tego wyróżnienia. Czy to sygnał trochę innej strategii i taktyki politycznej? Czas pokaże, ale historia nas wszystkich nauczyła, że cel nie uświęca środków.  Nic by się nie stało, gdyby wczoraj Prezydent dostrzegał i doceniał jednak także swoje realne zaplecze polityczne, tych którzy naprawdę wypracowali wygraną . Do tej pory Karol Nawrocki był człowiekiem niezwykle autentycznym, jego reakcje, a także oceny sytuacji były prawdziwe, oparte na tym co wiedział i czuł. Wczorajsza wspaniała uroczystość zasygnalizowała mi jednak, że specjaliści od story tellingu jako metody komunikowania masowego już są w Pałacu Prezydenckim, już sterują i kreują. Wykorzystanie zwykłych ludzi i ich historii jako nośnika idei, pomysłów i treści jest dziś bardzo popularne i nadal mało rozpoznane przez odbiorców, „szary to kupuje”, jak mawiają w agencjach, więc czemu nie miałby z tych metod korzystać i Karol Nawrocki? Oby tylko nie zgubił po drodze tego co najważniejsze, rzeczywistych relacji i swojego prawdziwego „ja”.  Prawda rzadko leży pośrodku i nie da się stracić cnoty i ją nadal mieć.

Podsumowanie

Bilans pierwszego roku tej prezydentury jest imponujący. Karol Nawrocki złożył 29 wizyt zagranicznych, w tym 4 w Stanach Zjednoczonych. Wypracował bardzo dobre relacje z USA i prezydentem Trumpem, a one dzisiaj kształtują nasze bezpieczeństwo i są  z całą pewnością jego fundamentem. Te polsko–amerykańskie relacje są dziś najlepsze w historii i wygląda na to, że mają szanse się rozwijać, bo oparte są na wspólnocie wartości i na wspólnocie interesów, bo my i oni cenimy wolność, patriotyzm i przedsiębiorczość, co raz po raz podkreśla Karol Nawrocki. Prezydent 17 razy spotykał się z wojskiem, wydał 23 postanowienia o użyciu sił zbrojnych poza granicami RP i wręczył 40 nominacji generalskich w siłach zbrojnych i służbach mundurowych. Wręczył ponad 90 tysięcy odznaczeń. Zastosował prawo łaski wobec 7 osób, w tym także wobec Adama Borowskiego, o co apełowało także SDP. Złożył 22 inicjatywy ustawodawcze, zawetował 41  ustaw, a podpisał 255. Nie jest więc żadnym „wetomatem” , jak przedstawia go Donald Tusk i jego zaplecze medialne i polityczne. Z tych 22 projekstów ustaw w sejmowej zamrażarce decyzją marszałka Czarzastego jest aż 21. Nie ma wątpliwości, że wygrana Karola Nawrockiego uratowała Polskę przed domknięciem systemu przez Donalda Tuska i jego mocodawców.

Możemy się tylko domyślać, w jakim kierunku zmieniono by prawo, lub jego interpretację, jak bardzo niszczono by nadal polską gospodarkę, szkołę czy kulturę, bo że to wszystko miałoby miejsce, nie można wątpić.  My jako środowisko dziennikarskie także mamy powody do zawodowego zadowolenia i satysfakcji, bo PKN podpisał ustawę anty SLAPP.  Zapewne Donald Tusk nie przewidział, że będzie to możliwe, gdy znienacka pod koniec kwietnia wrzucił ten projekt na listę rządowych projektów ustaw i gdy Sejm rozpoczął jego procedowanie w trybie ekspresowym. Ale potraktowaliśmy tę sprawę poważnie, połączyliśmy siły z bardzo różnych stron i poglądów i dosłownie (jak np. zrobiło to SDP) wepchnęliśmy się i na posiedzenia Sejmu i Senatu, podpowiadając tym, którzy mieli możliwość zgłaszania poprawek do Ustawy. Nasz apel do Prezydenta o podpisanie tej ustawy zapewne pomógł Karolowi Nawrockiemu podjąć decyzję o podpisie. Doceniamy i dziękujemy za tę ustawę Panie Prezydencie.  Wy naród jesteście siłą i nadzieją Prezydenta, zawsze będę Wam wierny – powiedział Karol Nawrocki. Oby faktycznie tak było.

 

Jolanta Hajdasz, prezes SDP

zdj. Jolanta Hajdasz

Legenda opozycji antykomunistycznej ADAM BOROWSKI UŁASKAWIONY przez PREZYDENTA RP KAROLA NAWROCKIEGO

Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej, prezes Klubu Gazety Polskiej w Warszawie, obrońca praw człowieka nie pójdzie do więzienia za to, że nie przeprosi posła PO/KO Romana Giertycha. Wielokrotnie represjonowanego za komunistycznych rządów Adama Borowskiego za mocne słowa wobec adwokata koalicji ułaskawił prezydent RP Karol Nawrocki.

W poniedziałek na temat ułaskawienia Adama Borowskiego wypowiedziała się Kancelaria Prezydenta RP. Minister w KPRP Mateusz Kotecki przedstawił w poniedziałek informacje na temat decyzji o ułaskawieniach, podjętej przez prezydenta Karola Nawrockiego.

„Prezydent Karol Nawrocki wydał trzy postanowienia w związku z zastosowaniem prawa łaski. Zgodnie z art. 144 konstytucji prawo łaski wpisuje się w prerogatywę prezydencką, która nie wymaga kontrasygnaty premiera. Prawo łaski jest prerogatywą prezydencką, która nie podlega kontroli. Prezydent podejmując decyzję, zapoznaje się z całością dokumentacji nt. skazanego, w tym aktami sprawy, wyrokiem sądu, uzasadnieniem. Wczytuje się we wniosek prokuratora generalnego, opinię sądu, opinię środowiskową. Skazany ubiegający się o ułaskawienie musi spełnić jeden z kilku warunków” – powiedział minister Kotecki.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na Rzecznika Praw Obywatelskich, który nie został wybrany przez większość sejmową, został skazany na sześć miesięcy więzienia. Powód -zniesławienie adwokata i posła KO Romana Giertycha. Borowski powiedział, że nie przeprosi polityka, chociaż wtedy uniknąłby wyroku.

O ułaskawienie Adama Borowskiego, przed kilkoma miesiącami wystąpiło do Prezydenta RP także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Na powyższym zdjęcoi Adam Borowski z prezesem SDP Jolantą Hajdasz podczas manifestacji przed aresztem na warszawskiej Białołęce, Był to protest przeciwko aresztowaniu na podstawie kontrowersyjnych dowodów dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego, ktory pisał o aferze Polnordu i roli, którą odgrywał w niej poseł PO/ KO Roman Giertych, prawnik i adwokat wielu polityków koalicji rządzącej.

Wraz z Adamem Borowskim Prezydent RP ułaskawił Piotra „Starucha” Staruchowicza jednego z liderów środowiska kibiców Legii Warszawa. Ułaskawiony przez prezydenta został też  Piotr Pytel, który, jak relacjonują media, siedział 22 lata w więzieniu za zbrodnię, ktorej nie popełnił

 

Państwo oblało wojenny egzamin – pisze HUBERT BEKRYCHT: Dlaczego media prorządowe milczały ws. ataku rakietowego?

Rząd Donalda Tuska mimo udawania twardej formacji politycznej już kolejny raz był w Zaleszczykach. Chociaż porównując to z 1939 rokiem, teraz ruscy nas nie napadli. Jeszcze… Po ataku rakietowym spaliły się jednak w blokach prorządowe media. To nie był jednak zwykły błąd. To skutek zaniedbań.

Media publiczne, jeśli zaufać obserwacjom ekspertów i zwykłej logice, nie podały komunikatu, chociaż – jeśli wiedziały – powinny ostrzec ludzi na Lubelszczyźnie. A jeśli TVP, PR i PAP rano o ataku nie wiedziały, tym gorzej dla nich. I powinny być zlikwidowane, nie tylko fikcyjnie.

Czy wyłączenie nadajników mediów publicznych było testem?

W sumie jednak nie ma, co się dziwić nieporadności mediów państwowych. Mediów, które nie zapomniały jednak podawać we wszystkich serwiskach, że, rząd nagrodził mec. Sylwię Gregorczyk-Abram stanowiskiem RPO. Dlaczego nagrodził? Właśnie prawniczka, czyli teraz, przepraszam za wyrażenie, Rzecznik Praw Obywatelskich (nie moich) była w grudniu 2023 roku liderem grupy Wejście. Do czego? Już niczego. Bo wówczas Gregorczyk-Abram kierowała akcją, de facto, niszczącą media publiczne jako tzw. środki przekazu demokratycznego państwa. Rozumiecie to? Obecna RPO, raptem dwa i pół roku temu, nadzorowała bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych. Towarzyszyli jej marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP powołani kilka godzin wcześniej na mocy dokumentów przygotowanych przez… cóż za przypadek, podpisanych przez mecenas Gregorczyk-Abram.

To właśnie wtedy koalicja Tuska – wahałem się czy napisać „po raz pierwszy”, ale w końcu napisałem – wyłączyła sygnał telewizyjny, który stanowi pasmo zapasowe dla wojska podczas wojny. A wówczas za naszą południowo-wschodnią granicą już od prawie dwóch lat trwała wojna, Rosja napadła na Ukrainę. Czy trzeba coś dodawać?

Media państwowe bezradne wobec wojny?

Układ się domyka. Podejrzewam, ale chcę się mylić, że teraz, gdyby – nie daj Boże – ruskie wojska weszły na Przesmyk Suwalski, media publiczne nadałyby jakiś dobry mecz lub premierowy, sensacyjny film szpiegowski. Nie odciągnęliby uwagi mieszkańców z – też nie daj Boże – okupowanych terenów, ale na pewno, w rozumieniu koalicji Tuska, ten przekaz „uspokajałyby sytuację do reakcji Berlina, Paryża i Brukseli”. NATO i Stany Zjednoczone dowiedziałyby się wcześniej i zawiadomiłyby media niezależne, czyli w Polsce konserwatywne…

Czarne wizje? Scenariusz jak z horroru? Nie, to to tylko łagodna jego wersja. W każdej jednak negatywnej sytuacji antycypowanej przez analityków, polskie media stanowią ważny filar systemu bezpieczeństwa. No właśnie polskie media, a wiele z popularnych portali i czasopism nie ma większości kapitału polskiego.

To chyba nie przez przypadek, że na miejsce, gdzie spadła ruska rakieta, jako pierwsza dotarła reporterka Polsatu. A nie na przykład ktoś z TVP, Polskiego Radia, czy Polskiej Agencji Prasowej. Co nie przeszkadza tym mediom publicznym w fikcyjnej likwidacji rozwijać się za pieniądze podatników. Za pieniądze nie ujęte prawidłowo w budżecie, ale dawane „po uważaniu” przez rząd. Zatem za te pieniądze, samochody reporterskie powinny mieć teraz 24-godzinne dyżury w kilku oddziałach terenowych na wschodzie Polski. Plus ekipy z Warszawy, które też muszą mieć zadania związane z informowaniem o zagrożeniach.

Mozolne sklejanie systemu informacji w razie wojny może się odbyć tylko wtedy, kiedy z TVP, PR i PAP odejdą szkodnicy mieniący się władzami tych spółek skarbu państwa. Ale to nie nastąpi natychmiast. A Moskwa nie zaczeka aż Tusk wyrzuci z pracy Daniela Gorgosza i Tomasz Syguta z TVP, Pawła Majchera z PR i Marka Błońskiego z PAP.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP

 

zdj. hub

Dlaczego EFJ lekceważy złą sytuację MEDIÓW W POLSCE, ale wszczęła ALARM WS. SERBSKICH DZIENNIKARZY, głównie tych z lewicy

European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?

Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.

EFJ jak cyklop

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.

„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.

Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk

Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.

„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.

Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.

Polityka a rzeczywistość = EFJ

Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?

Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.

Może wyjść?

SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?

Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.

Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.

Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem

Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.

17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.

Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.

Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.

W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też

Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.

Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk  tego określenia).

Prosta sprawa, tak jak medialna Europa

Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?

To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.

Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.

Witajcie w dziennikarskiej Europie AD 2026!

 

hub/ red. sdp.pl/ EFJ

 

zdj. EFJ/ Stringer / AFP/ hrob