Komisja Statutowa rozpoczęła poprawianie statutu

W czwartek, 20 stycznia na drugim spotkaniu zebrała się Komisja Statutowa. Pracowała w formule hybrydowej, omówiła dwa pierwsze rozdziały statutu.

Komisja rozpoczęła szczegółowe analizowanie poszczególnych zapisów statutu. Uwagi i propozycje członków zbierał prawnik SDP Michał Jaszewski, który na ich podstawie opracuje dokładne brzmienie poszczególnych paragrafów dokumentu. Będą one później poddane głosowaniu. Na czwartkowym posiedzeniu omówiono dwa pierwsze rozdziały statutu: „Postanowienia ogólne” oraz  „Cele Stowarzyszenia i środki działania”.

Prezes SDP Krzysztof Skowroński zaproponował, aby w celu usprawnienia pracy komisji, wcześniej do biura Zarządu Głównego SDP nadsyłać uwagi i propozycje do kolejnych dwóch rozdziałów statutu. Ich omówieniem komisja zajmie się na następnym posiedzeniu, które zaplanowano na 17 lutego.

Skład Komisji Statutowej:

Krzysztof Skowroński, Hubert Bekrycht, Agnieszka Borowska, Witold Gadowski, Maria Giedz, Jolanta Hajdasz, Andrzej Klimczak, Wanda Nadobnik, Mariusz Pilis, Sonia Kwaśny, Wojciech Pokora, Grzegorz Radzicki, Aleksandra Tabaczyńska, Jadwiga Chmielowska, Piotr Górski, Grzegorz Mika, Krystyna Mokrosińska, Zbigniew Natkański, Anna Pakuła-Sacharczuk, Jan Poniatowski,  Marek Rudnicki, Martyna Seroka, Ewa Starosta, Paweł Stauffer, Andrzej Stawiarski, Janusz Wikowski, Barbara Ziółkowska.

Fot. Mateusz Kossakowski

Zbigniew Piszczako laureatem Grand Prix międzynarodowego konkursu

Olsztyński karykaturzysta i jednocześnie sekretarz zarządu Oddziału Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Zbigniew Piszczako został laureatem Grand Prix międzynarodowego konkursu „Albert Einstein. Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”, na który wpłynęły 692 prace 376 autorów z 52 krajów.

Konkurs został zorganizowany z okazji jubileuszu 100-lecia przyznania Nagrody Nobla Albertowi Einsteinowi. Naukowiec formalnie nie otrzymał nagrody za Teorię Względności i wzór E=mc2, z czego jest najbardziej znany, lecz za wyjaśnienie efektu fotoelektrycznego. Idea konkursu odnosi się do naukowego dorobku Alberta Einsteina oraz jego społecznej działalności na rzecz pokoju.

Organizatorem konkursu jest Fundacja Festiwalu Satyry Europejskiej „Koziołki” we współpracy z Departamentem Energii Jądrowej i pod Honorowym Patronatem Ministra Klimatu i Środowiska.

Wyniki konkursu:

GRAND PRIX –  Zbigniew Piszczako (Polska) za pracę „Kroplówka”

W kategorii „Albert Einstein”: pierwsze miejsce zdobył Marco D’Agostino (Włochy), drugie Grzegorz Szumowski (Polska), a trzecie Walter Toscano (Peru).
W kategorii „Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”: pierwsze miejsce zdobył Paweł Kuczyński (Polska), drugie Maciej Trzepałka (Polska), trzecie Mello Silvano (Brazylia).

Zbigniew Piszczako jest współzałożycielem Stowarzyszenia Aktywnej Satyry i członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury. Ukończył Akademię Rolniczo-Techniczną w Olsztynie. Rysuje do prasy od 1986 roku. Obecnie współpracuje przede wszystkim z prasą regionalną i lokalną, ale ma na swoim koncie współpracę m.in. z tygodnikiem „Wprost”, „Super Expressem”, „Piłką Nożną”, „Twoim Weekendem” czy „Gilotyną”. Pomysłodawca Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa (obecnie trwa już 4. edycja konkursu) organizowana przez Oddział Warmińsko-Mazurski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (więcej TUTAJ).

 

Fot. Pixabay

Dekalog medialny STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Po pierwsze: nie służ aktualnie sprawującym władzę – kacykom, prezesom ani żadnym innym kupującym dziennikarzy za obietnice stanowisk, prezenty droższe lub śmieciowe. A prawdę i sprawiedliwość mając na względzie służyć będziesz swą pracą społeczeństwu, kierując się prawem i zasadami demokracji.

Po drugie: nie nadużywaj słów wielkich – jak Bóg, Honor, Ojczyzna – by nie stawały się pojęciami wyświechtanymi, nie robiącymi większego wrażenia. Degradacja wartości słowa to niepowetowana strata. A słowo to oręż żurnalisty.

Po trzecie: nie goń za mamoną. Dbaj o poziom i wartość przekazu – aby to osiągnąć, odpocznij czasem.

Po czwarte: korzystaj z wolności Schengen, ale pamiętaj, skąd jesteś i co zawdzięczasz krajowi rodziców, nauczycieli i współobywateli. Szanuj to wszystko.

Po piąte: krytykuj, piętnuj, jeśli trzeba. Wal śmiało i prostolinijnie. Ale nie zabijaj – jak muchę gazetą. Daj krytykowanemu szansę obrony.

Po szóste: nie zawłaszczaj cudzego. Nie wyciągaj łapy korzystając z przywileju władzy, wpływu medialnego. Pamiętaj o swoich pryncypialnych zobowiązaniach.

Po siódme: nie zżynaj, nie przepisuj bez podania źródła. Gardź plagiatem. A jeśli nawet nie boisz się demaskatorskiej roli Internetu, to bój się własnego sumienia. Wierz w to, że oszustwo zawsze się wyda.

Po ósme: nie kłam, nawet dla zysku takiego czy innego. Nie łżyj – bo to najcięższy grzech dziennikarza. A jeśli nie wstydzisz się pisać nieprawdę, nie boisz się sądu ani Pana Boga – bój się Hieny (to antynagroda SDP). Ona cię dopadnie.

Po dziewiąte i dziesiąte: pożądaj laurów i nagród dziennikarskich – a te są liczne w pączkujących ciągle konkursach. To zdrowe pożądanie winno zmobilizować do pracy. A jest o czym pisać, co nagrywać i filmować. Trzymaj się zasad, a znajdą Cię i wyróżnią.

 

 

Fot. Dariusz Popławski

Puchar Polski POD w Steel Darcie w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym

Dom Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym w weekend 8 – 9 stycznia zorganizował rozgrywki Pucharu Polski POD w Steel Darcie.

W tej prestiżowej dla polskiej społeczności darta imprezie wzięła udział prawie setka zawodników. Po emocjonujących rozgrywkach, w sobotę wśród pań triumfowała Ewelina Modrzejewska, a wśród panów Jerzy Kobylarz. W niedzielę najlepsi okazali się Katarzyna Drążek oraz Maciej Zaborski.

Położony na Górze Małachowskiego, w samym środku Kazimierskiego Parku Krajobrazowego, w sąsiedztwie willi Marii i Jerzego Kuncewiczów, Dom Dziennikarza SDP zaprasza wszystkich do klimatycznego Kazimierza Dolnego. Oferuje 65 pokoi o zróżnicowanym standardzie. Jest to też idealny obiekt do zorganizowania konferencji, spotkań biznesowych, a także, co pokazał turniej darta, innych imprez. Więcej informacji można znaleźć TUTAJ. Zapraszamy również do śledzenia profilu Domu Dziennikarza na Facebooku TUTAJ.

opr. jka

 

HUBERT BEKRYCHT: Kazachski blef medialny Kremla

To truizm, ale relacjonując konflikty trzeba zdawać sobie sprawę, że to nie zabawa. W Kazachstanie zginęli ludzie, lecz niektóre media dały się nabrać na sztuczki Moskwy i jej propagandowe wyjaśnienia tragedii.

Nie jestem specjalistą od Azji Środkowej i mam dużo szacunku wobec publicystów, którzy orientują się w tamtejszych skomplikowanych uwarunkowaniach geopolitycznych, ale nie trzeba być ekspertem, aby pamiętać, że to jednak Rosja rozdaje karty w tej części świata.

Co prawda nie pozostaje też bierny inny wielki sąsiad Kazachstanu – Chiny, ale na razie Państwo Środka tylko pilnie obserwuje rozwój wypadków. Na pewno jednak Chińczycy nie pozostaną obojętni na to co zdarzyło się m.in. w Ałmaty i Nur – Sułtanie (Astanie). Nie tylko te dwa miasta były kluczowe dla tego, co stało się w tej części Wielkiego Stepu na początku tego roku. Kluczowe były media, a raczej medialna manipulacja.

Kazachstan jako największa sierota po sowieckim imperium jest wciąż obiektem pożądania Moskwy, a prezydent Władimir Putin i jego służby propagandowe zrobią wszystko, aby jeszcze bardziej zbliżyć ten kraj do Kremla. Dlatego rosyjskie źródła, a większość kazachskich mediów jest pod wpływem moskiewskiej propagandy, od początku konfliktu, zaczęły mylić tropy. To zresztą nie od dziś specjalność rosyjskich mediów.

Najpierw zdziwiło mnie, że oprócz informacji uznanych światowych agencji, wiele polskich mediów powoływało się od początku stycznia na portale rosyjskie i oficjalne komunikaty dostępne nawet, co chyba nie było przypadkiem, w medialnie zamkniętych Chinach. I jakoś nie uwierzyłem w to, że jedyną przyczyną zamieszek były protesty ludzi po podwyżkach gazu, którym napędzane są kazachskie samochody. Przyznaję jednak, że brzmiało to wiarygodnie w pogrążonej w kryzysie paliwowym Europie. Nawet jeden z polityków polskiej opozycji groteskowo straszył nasz rząd „kazachską rewolucją paliwową”.

Kraj niewolony przez postsowieckich kacyków i dyktatorów – a ich kwintesencją jest Nursułtan Nazarbajew (któremu stolica Astana „zawdzięcza” nową nazwę) – ma wiele problemów, bo rządzi nim korporacja możnowładców, dla których nie liczy się coraz biedniejsza ludność Kazachstanu. Tym biedniejsza, że mieszka w bogatym w rozmaite zasoby naturalne kraju.

Stąd bajeczka o wystąpieniach z powodu podwyżek cen paliwa była wiarygodna. I to nie tylko w zmanipulowanych propagandowo portalach internetowych dla Kazachów i Rosjan.

Kazachskie media, na rozkaz prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa, po prostu zaczęły udawać środki masowego przekazu znane z Rosji. Z kolei media moskiewskie udawały, że to wewnętrzna sprawa Astany – w doniesieniach nawet „zapomniano”, że dyktator Nazarbajew zmienił miastu nazwę – i w ogóle nie władze kazachskie zamknęły granicy i zawiesiły połączenia internetowe.

Granice otwarto, ale tylko dla wojsk interwencyjnych z krajów Azji Środkowej. I tak się akurat złożyło, że większość tych wojsk nosi naszywki bojowe z flagą Rosji. Z Internetem też nie było tak, jak głosiły kazachsko-rosyjskie przekazy medialne. Ważne jest przecież nie to, że jakiegoś medium nie można znaleźć w sieci, ale jakie portale, bez reżimowych przeszkód, przekazują kłamstwa m.in. z Ałmaty i Astany. Sprawdziłem, w pierwszych dniach konfliktu państwowe agencje kazachskie i rosyjskie przekazywały informacje uspokajające. Już to dla Europy powinno być sygnałem, że konflikt może być nawet, w odpowiednich proporcjach, początkiem przewrotu, a nawet powstania narodowego, co w azjatyckich warunkach nie jest określeniem przystającym do naszych pojęć politycznych.

W Kazachstanie zginęli ludzie, ale niektóre media dały się jednak nabrać na sztuczki Moskwy i jej propagandowe tłumaczenia tragedii. I to jest ten tytułowy blef Kremla. Putin jako doświadczony sowiecki szpieg, ma wielu, powiedzmy znajomych w kręgach władzy w Asatanie. Wiele mediów europejskich, w tym polskich, oczywiście powołując się na źródła w Ałmaty lub w innych krajach tej części świata, informowała o gospodarczym podłożu zamieszek.

Tymczasem już wtedy trwała krwawa rozprawa kazachskich „siłowników”, którzy dowodzą siłami porządkowymi. Zasłonę propagandową oprócz mediów kazachskich włączyły rosyjskie środki przekazu. Reporterzy z Europy utknęli w sąsiednim Kirgistanie, a o interwencji rosyjskiej „mającej obronić kazachską demokrację” pierwsi -jak podały agencje – poinformowali sami Rosjanie. I tak wszyscy dowiedzieli się, że krwawa rozprawa na ulicach Ałmaty była „dławieniem terroryzmu” a setki ofiar i tysiące uwięzionych to wynik prowokacji wewnątrz dawnych kręgów władzy w Kazachstanie.

I nabraliśmy się wszyscy. Nawet źródła watykańskie pisały, że interwencja w Kazachstanie była spowodowana groźbą „wojny domowej”. Niebezpieczne jest jednak coś innego.

Starcia w stepowym kraju skutecznie odciągnęły uwagę opinii publicznej od przygotowań Rosji do wojny z Ukrainą. I dlatego kazachski blef w podręcznikach dziennikarstwa będzie za kilka lat przykładem postsowieckiej manipulacji medialnej na globalnej scenie politycznej.

Fot. Pixabay

Przepisy o ochronie wolności słowa w serwisach społecznościowych już gotowe

Ministerstwo Sprawiedliwości poprawiło po konsultacjach projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Nowe przepisy są już gotowe –  Jeżeli taka będzie wola Rady Ministrów, projekt może być szybko przyjęty – zapowiedział wiceminister Sebastian Kaleta.

Na konferencji prasowej przedstawiciele resortu sprawiedliwości przedstawili stan prac nad ustawą, która ma zapewnić użytkownikom mediów społecznościowych prawo do wyrażania poglądów i chronić przed arbitralnym usuwaniem treści, gdy np. nie wpisują się one w wizję światopoglądową właściciela danego serwisu.

– O demokracji możemy mówić wtedy, gdy mamy do czynienia z gwarancją wolności słowa i wolności debaty. Niestety, decyzjami wielkich korporacji, wartości znajdujące się w centrum demokracji są zagrożone i naruszane – stwierdził minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Zauważył, że serwisy takie jak Facebook coraz głębiej ingerują w debatę publiczną.

– Dał temu wyraz przez zablokowanie strony Konfederacji. Jest rzeczą niebywałą i nieakceptowalną, że ktoś ingeruje w debatę publiczną i w ten sposób może wpływać na przyszły wynik wyborów – powiedział Ziobro.

To wydarzenie ma m.in. przemawiać za jak najszybszym uchwaleniem przygotowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości ustawy o ochronie wolności słowa w mediach społecznościowych.

– Wielkie korporacje kształtują obraz świata zgodny ze swoim przekonaniem. Ustawa ma zapewnić Polakom korzystanie z wolności słowa i prawa do informacji – podkreślił Sebastian Kaleta.

Projekt ustawy zaprezentowano w styczniu 2021 roku, we wrześniu został on poddany konsultacjom międzyresortowym i społecznym (pisaliśmy o tym TUTAJ). Jak podaje resort sprawiedliwości, w ich wyniku spłynęły liczne uwagi i opinie, co poskutkowało wprowadzeniem szeregu zmian w projekcie.

Najważniejsze dotyczą funkcjonowania Rady Wolności Słowa. Jej przewodniczącym będzie bowiem z mocy ustawy przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a jeśli chodzi o pozostałych członków, tak jak zakładała poprzednia wersja projektu, będą wybierani przez Sejm. Kadencja Rady Wolności Słowa została przewidziana na 6 lat. Obsługę RWS zapewniać będzie biuro KRRiT.

Wprowadzono też istotne modyfikacje przewidujące utworzenie listy ekspertów działających przy Radzie Wolności Słowa, z których doświadczenia i wiedzy będzie ona mogła korzystać. Prawo zgłaszania kandydatów na ekspertów będą miały m.in. podmioty takie jak: Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Aptekarska, Komisja Nadzoru Finansowego, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Pacjenta czy Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Kolejna zmiana polega ma na wprowadzeniu instytucji zaufanych podmiotów sygnalizujących, które będą działać w interesie publicznym, w celu zapobiegania dezinformacji rozpowszechnianej za pośrednictwem internetowych serwisów społecznościowych. Będą one miały prawo wniesienie skargi do Rady Wolności Słowa z żądaniem oznaczenia konkretnego wpisu w internetowych serwisach społecznościowych jako dezinformującego. Kandydaci na zaufane podmioty sygnalizujące certyfikowane będą przez m.in. takie instytucji jak: Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka , Rzecznik Praw Pacjenta czy Komisja Nadzoru Finansowego.

W nowej wersji projektu ustawy zrezygnowano z nakładania administracyjnych kar pieniężnych na serwisy społecznościowe, które nie wypełniają obowiązków nałożonych ustawą, na rzecz utworzenia nowej wersji kategorii przestępstw, zagrożonych wielomilionowymi grzywnami. Jak tłumaczy ministerstwo, taka regulacja pozwoli na przekazanie wykonania grzywny do państwa na terenie Unii Europejskiej, gdzie znajduje się siedziba serwisu, który ingeruje w wolność słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Zdaniem resortu sprawiedliwości, w ten sposób realizacja grzywny będzie w pełni wykonalna, dzięki czemu ustawowe regulacje będą przestrzegane przez wielkie korporacje mediów społecznościowych.

opr. jka, źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości

 

HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarz w kryzysie, czyli życzenia na 2022 rok

To nie dziennikarstwo zeszło na psy, to dziennikarze, bo większość z nich przeżywa kryzys, tak jak otaczający nas świat. Nowy, 2022 rok będzie trzecim rokiem pandemii i którymś z kolei rokiem sztywnego opisu świata przez pogrążonych w kryzysie dziennikarzy, w którym znaleźli z powodu zbytniej wrażliwości lub jej braku.

 

Ponad dziesięć lat temu rewolucja technologiczna ograniczyła wyobraźnię wydawców i właścicieli wielu mediów. Nie sądzili oni wówczas, że rozwój nowych mediów, głównie społecznościowych, zagrozi tradycyjnym gazetom, rozgłośniom radiowym i stacjom telewizyjnym. Sieć i jej prawie nieograniczone możliwości wywołały pełzający kryzys w środowisku dziennikarskim.

 

W Polsce kilka lat temu na emerytalny odpoczynek zaczęli udawać się przedstawiciele następnej, chyba trzeciej już, powojennej generacji dziennikarzy. Wiele z tych osób, choć zawodowo czynni są dużo starsi od nich ludzie mediów, poszło na emeryturę, bo praca była dla nich zbyt skomplikowana informatycznie i narzucała zbyt szybkie tempo życia.

 

Obserwujemy też inne zjawisko. Frustracja 50-latków – obawiających się po prostu, że ktoś sprawniejszy technologicznie wypchnie ich z redakcji – spowodowała też tzw. zmowę pokoleniową. Tak, tak, proszę spokojnie popatrzeć na nasze, dziennikarskie miejsca pracy. Sam już trzy dekady pracuję i wcale nie uważam, że wszyscy, którzy teraz zaczynają w zawodzie to media workerzy. Jest wiele utalentowanych osób czekających w redakcjach na swoją szansę. Często kilka, a nawet kilkanaście lat. Rewolucja mediów m.in. społecznościowych spowodowała, że zaczęli tę szansę po prostu wykorzystywać.

 

Młodsi, z reguły, lepiej znają się na nowinkach technologicznych, chociaż brak doświadczenia nieco ich dziennikarsko ogranicza. Nie ma tutaj zwycięzców i zwyciężonych, bo przecież liczą się Odbiorcy. A co wybierają „nowi” telewidzowie, radiosłuchacze, czytelnicy i internauci?

 

Odbiorcy nie zmieniają się tak szybko. Czekają. Na przykład na swoją prasę. Także jeszcze papierową. Czekają również na mniej inwazyjne media elektroniczne, które poza kluczowymi pierwszymi zadaniami i tzw. paskami oferują coś więcej. Jeśli nikt w redakcjach i koncernach medialnych tego nie zauważy i dążyć będzie do technologicznej dominacji mediów, kryzys ludzi wykonujących zawód dziennikarza pogłębi się.

 

Narzekamy często na dziennikarstwo, które jest coraz bardziej bezduszne, odczłowieczone, odmóżdżone, ale to nie dziennikarstwo zeszło na psy, to dziennikarze, bo większość z nich przeżywa kryzys, tak jak otaczający nas świat. Nowy, 2022 rok będzie trzecim rokiem pandemii i którymś z kolei rokiem sztywnego opisu świata przez pogrążonych w kryzysie dziennikarzy, w którym znaleźli z powodu zbytniej wrażliwości lub jej braku, bo wrażliwość jest pochodną niezgody na świat. Wielu dziennikarzy trwa w kryzysie, bo paradoksalnie to ów stan przynosi znaczne zyski koncernom produkującym informacje.

 

Napisałem tak, bo to produkcja informacji (sic!) jest teraz problemem. Nawet, jeżeli produkowane są newsy są prawdziwe, nie opisują rzeczywistości, tylko ją kreują. Nie, jako trend, zachęta do dyskusji, co jest dopuszczalne. Po prostu działa już masowa wytwórczość informacji nieprawdziwych lub wyrosłych na plotkach, czy onirycznej wizji świata. Na to nie może być zgody środowiska dziennikarskiego.

 

Jeszcze poważniejszy problem to fake newsy – kłamstwa produkowane po to, aby właśnie, jako fałszywy przekaz dotarły do Odbiorców. To już kryminał. Ale w niektórych redakcjach zdominowanych przez polityczne cele tak postępują właściciele, wydawcy i tak zwani dziennikarze. Dla nich nie ma miejsca wśród ludzi opisujących rzeczywistość i w gronie publicystów. Innego zdania są niestety medialni magnaci i niektórzy politycy.

 

Fake newsy nie są jednak, jeszcze, największym przekleństwem dla Odbiorców polskich mediów. To trend właściwy, także jeszcze, tylko dla portali społecznościowych, gdzie fake newsy najczęściej piszą głupi dziennikarze dla głupich polityków.

 

Niestety skoordynowane kłamstwa włamują się do prasy, radia, telewizji i portali internetowych, bo coraz mniej zabezpieczeń stosujemy, bo nie mamy czasu na sprawdzenie czegoś dokładniej, bardziej wnikliwie. Włamywacze, czyli nieuczciwi tzw. dziennikarze, stosują coraz bardziej wyrafinowane metody. Elektroniczne, ale i stare sposoby manipulacji, a nawet po prostu szpiegowskie sztuczki, bo świat, nawet po pandemii, bezpieczniejszy już nie będzie i widmo wojny coraz bardziej się krystalizuje.

 

Mieszkamy w bardzo niebezpiecznej, wbrew pozorom, części świata. Kiedyś dziennikarze ze Starego Kontynentu relacjonowali głównie konflikty w Azji czy Afryce. Teraz do nas przyjeżdżają reporterzy z całego świata, aby – głównie z powodu kremlowskich prowokacji – obserwować napięcia na wschodzie Europy.

 

W sprawach związanych z obronnością, jeszcze dekadę temu obowiązywały dziennikarzy szczególne regulacje. Dziś wystarczą cukierki, czy celowo porozrzucane w lesie dziecięce ciuszki, aby Odbiorcy nabierali się na podłe fake newsy, które nie są już tylko kłamstwami, czy manipulacjami. To po prostu przestępstwa popełniane, aby zwiększyć tzw. klikalność, bo silnikami większości mediów są portale internetowe.

 

Kto z dziennikarską legitymacją zrobi coś takiego? Kto jest w stanie sprokurować takie rzeczy? To najczęściej ludzie, którzy nie znaleźli miejsca w jakiejś redakcji, a teraz za wszelką cenę „udowadniają”, że się ktoś pomylił. Są dziennikarzami tylko z nazwy i raczej wbrew czemuś niż z jakiegoś powodu… Czyli, to już nawet nie dziennikarstwo w kryzysie czy dziennikarze w kryzysie, a ludzie udający dziennikarzy podczas kryzysu.

 

Widać to na przykład podczas uważnej obserwacji relacji z granicy polsko-białoruskiej. Zawodowcy od razu wiedzą, co jest tylko przesadą, co konfabulacją, a co po prostu sprzeniewierzeniem się polskiej racji stanu, czyli po prostu zdradą. Tutaj należy bezwzględnie egzekwować przepisy bez względu czy to dziennikarz jest w kryzysie, czy też kryzys międzynarodowy wpływa na zachowanie dziennikarzy, czy też jest to fałszywy reporter mogący pogłębić kryzys.

 

Być może, kiedy kara dla udających „wolnych” dziennikarzy będzie nieuchronna i w końcu zostaną sklasyfikowani przez służby, jako wolni, ale od rozumu… Przecież istotą ich przekazu jest, nieważne czy zamierzona, pomoc naszym wrogom.

 

W Nowym Roku wszystkim prawdziwym dziennikarzom, i tym w kryzysie i tym, którzy ciągle mają nadzieję, niezależnie od poglądów i redakcji życzę omijania raf, jakie spotykamy codziennie, sukcesów, wynagrodzeń adekwatnych do jakości pracy oraz po prostu zdrowia a także szczęścia, nie tylko dziennikarskiego.