Rysuje Cezary Krysztopa

Nie tylko filozoficzne poszukiwania CEZAREGO KRYSZTOPY: Przestaliście już żreć?

Niejaki Filipiak Milioner oznajmił miastu i światu, że biedota powinna mniej żreć. Mięsa głównie. Bo kiedy biedota będzie żarła mniej mięsa, wtedy zapewne będzie puszczała razem z byłem i trzodą mniej bąków i w ten sposób uratujemy klimat. A jeszcze na wakacje nie powinna latać, po co ma świat zasmradzać. Filipiak Milioner uważa, że sam nie ma z czego rezygnować, a nawet jeśli ma prywatny samolot, to przecież taki malutki i potrzebuje go do pracy.

Wkurza Was wypowiedź Filipiaka Milionera? Mnie również, ale warto dostrzec, że jednocześnie jest to wypowiedź poznawczo bezcenna. Żaden aktywista, żadna Greta Thunberg nie powie Wam tego, co tak klarownie wyłożył Filipiak Milioner, który idealnie opisał miejsce styku interesów i wyobrażeń na temat przyszłości świata jakie mają „obrzydliwie bogaci” z aktywistami spod rożnych znaczków.

Sądzicie, że kiedy mówią o zastąpieniu samochodów spalinowych samochodami elektrycznymi, to mówią o zastąpieniu ich w stosunku 1:1? Na świecie nie ma tyle litu żeby wyprodukować dla nich baterie. Raczej nie będzie to „przyjemność” dostępna powszechnie.

                                                                         Klasy

Prawda jakie to kompatybilne z tym co mówi Filipiak Milioner? W tej wspólnej aktywistyczno-milionerskiej wizji istnieje klasa niższa, tłuszcza, która ma jeździć środkami transportu zbiorowego (który nie jest niczym złym, pod warunkiem, że to kwestia wyboru, a nie przymusu), żreć jakąś tanią genetycznie modyfikowaną paszę, najlepiej pochłaniającą CO2 i siedzieć na d. żeby nie robić bałaganu na świecie. I po co w ogóle tyle tej tłuszczy? Większość jej pracy są w stanie wykonać automaty.

Eutanazja, aborcja, promocja „niestandardowych zachowań seksualnych”, coś z tym motłochem trzeba zrobić. No, ale ma istnieć też klasa wyższa, której wyrafinowanymi usty lud będzie jak za PRL pił szampana i zajadał się sarniną w restauracji żony Filipiaka Milionera. Ta będzie mogła rozbijać się luksusowymi samochodami spalinowymi, które Parlament Europejski planuje wyłączyć z zakazu produkcji po 2035 roku. No i latać „w ważnych sprawach” swoimi małymi samolocikami, które „nie będą szkodziły klimatowi”.

A żeby tłuszczy nie przepaliły się styki i żyła spokojnie w matrixie przekonania o życiu w czasach „postępu, miłości i wolności” trzeba jej jeszcze sprzedać gotowe pakiety ideologiczne przypadkiem kompatybilne z interesami Milionerów. Sprzedaje się je w nowoczesnych automatach z ideologiami, ładnie opakowane i perfumowane sztucznym feromonem rzekomego „buntu”.

                                                                 Problem

Pojawił się tylko jeden problem. Dość zasadniczy. Wojna. Z całym jej dramatyzmem, ma pewien chyba nieprzewidziany przez aktywistów i Milionerów efekt. Brutalnie urealnia postawy społeczne.

Odziera je z bezużytecznych ideologii i sztucznych feromonów. Ludzie zmuszeni są znów walczyć za ojczyznę. Szukając oparcia w chaosie żenią się i wychodzą za mąż. Postawieni przed sytuacjami ostatecznymi w naturalny sposób poszukują odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi daje wyłącznie wiara. Być może nadciąga awaria systemu.

Być może „umowa społeczna” – wybaczcie obcesowość, ale to słowo chyba najlepiej oddaje to co chcę opisać – „Zajmij się ru…..em i się nie interesuj. Poważnymi sprawami zajmą się lepsi od ciebie” – nieco traci na aktualności.

Pokaz najnowszego filmu Dagmary Drzazgi „Życie to coś pięknego”

W niedzielę, 26 czerwca o godz. 17 w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku odbędzie się pokaz nowego filmu Dagmary Drzazgi „Życie to coś pięknego”.

Bohaterem dokumentu jest Wiesław Kępiński, który jako 11-letni chłopiec ocalał z Rzezi Woli. Prawie cała jego rodzina została wówczas rozstrzelana. Po wojnie Wiesia przygarnęli Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie. Ofiarowali mu nie tylko dom, ale i swoją miłość.

W wydarzeniu będzie uczestniczyć Wiesław Kępiński oraz ekipa filmu. Wstęp jest wolny.

Dagmara Drzazga to dziennikarka i reżyserka od lat związana z katowickim oddziałem TVP. Autorka filmów dokumentalnych, reportaży, artykułów naukowych i esejów.  Laureatka wielu nagród, m.in. Prix Italia, Nagrody SDP im. Macieja Łukasiewicza, przyznanej za publikację na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy. Wykłada w Szkole Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego UŚ w Katowicach.

 

Gala Dziennikarzy Warmii i Mazur 25 czerwca w Olsztynie

25 czerwca o godzinie 11.00 w sali konferencyjnej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie (ul. 1 Maja 5) odbędzie się uroczysta Gala Dziennikarzy Warmii i Mazur.

Podczas Gali zostaną wręczone nagrody w konkursach:  XIV edycji Konkursu Dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego oraz IV Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa.

Jan Paweł II, Pamięć i Tożsamość, Wydawnictwo Znak; graf.: Znak/ re

O św. Janie Pawle II i prześladowcach Kościoła pisze TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Święty i bestie

 

18 maja 1920 r. w Wadowicach urodził się Karol Wojtyła, Ojciec Święty Jan Paweł II. Papież-Polak był znienawidzony przez bolszewików do tego stopnia, że 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra w Rzymie chcieli go zabić.

Pozbyć się JP II chcieli również rodzimi bolszewicy. Ale po kolei.

„Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem” – pisał papież Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość”.  „Wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. »Cud na Wisłą«, zwycięstwo marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy”. 

Ojciec Święty przypominał również, że wokół „Cudu nad Wisłą” przez całe lata trwała zmowa milczenia: „Dlatego opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy”.

Marzenia Kiszczaka

13 grudnia 1981 r. Jerzy Urban, czyli „Goebbels stanu wojennego” (określenie śp. senatora Ryszarda Bendera) był nie tylko rzecznikiem ukonstytuowanego wówczas związku przestępczego o charakterze zbrojnym (określenie sądu III RP), ale jednym z decydentów. I tak np. w 1983 r. namawiał Czesława Kiszczaka do stworzenia w MSW specjalnego pionu, który kreowałby czarną propagandę, a z drugiej strony ocieplał wizerunek SB, MO i ZOMO. Pion ten co prawda formalnie nie powstał, ale w sposób nieformalny świetnie działa do dziś.

Szef PRL-owskiego MSW Czesław Kiszczak o JP II mówił tak: „Mamy do czynienia z najsławniejszym Polakiem na świecie” i zaraz dodawał: „na nieszczęście mamy do czynienia tu w Polsce„. Był rok 1983, władza z przerażeniem myślała o zbliżającej się pielgrzymce Papieża do Ojczyzny. „Możemy obecnie jedynie marzyć, żeby Bóg powołał go jak najszybciej na swoje łono” -tak ober-esbek zwierzał się dalej towarzyszom z KGB. Te szczere słowa przywołał historyk IPN Grzegorz Majchrzak.

Podkreślić warto, że za zbrodnie komunizmu Kiszczak nigdy realnie nie odpowiedział. A UrbanUrban nie odpowiedział nawet symbolicznie.

 

A Urban-Goebbels od lat wiedzie prym w hejcie na papieża-Polaka. Kto jak kto, ale on na Kościele się zna. To przecież gęba totalitarnego, zbrodniczego systemu, którego „nieznani sprawcy” mordowali księży: Jerzego PopiełuszkęStefana NiedzielakaStanisława SuchowolcaSylwestra Zycha. Ci trzej ostatni zginęli w 1989 r. – nie wiedzieć czemu uważanym za „rok przełomu”. Miesiąc przed zabójstwem ks. Popiełuszki, we wrześniu 1984 r., Urban nazwał kapelana Solidarności „Savonarolą antykomunizmu„. Jana Pawła II zamordować nie dali rady, choć to on był głównym celem dla sowieckiego imperium zła. Po nieudanym zamachu pozostało ośmieszanie i opluwanie.

Teraz III RP. Kto papieża nazywał „sędziwym bożkiem, Breżniewem Watykanu, Obwoźnym sado-maso„? Właśnie Urban. W artykule z sierpnia 2002 r., zamieszczonym w tygodniku „Nie”. Tuż przed pielgrzymką papieża do Polski Urban pisał m.in.: „Kochany staruszku! Połóż się do łóżka. Przykryj kołderką. (…) Wyrzuć te starcze środki dopingowe, którymi Cię szpikują jak byczków hodowanych na olimpiadę, żebyś mógł przez godzinę ruszać nogą i mniej trząść ręką. (…) Choruj z godnością, gasnący starcze, albo kończ waść, wstydu oszczędź„. Urban nazwał też papieża m.in. „Breżniewem Watykanu„, „żywym trupem” i „sędziwym bożkiem„.

Za to znieważenie Jana Pawła II jako głowy państwa watykańskiego, Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził ostatecznie Urbanowi 20 tys. zł grzywny. Mało, Urban za te i inne działania powinien siedzieć!

Elżbieta Ruman, dziennikarka, założycielka Centrum św. Hildegardy w Józefowie

Konferencja o medycynie św. Hildegardy 21 maja w Domu Dziennikarza w Warszawie

21 maja w siedzibie SDP na Foksal 3/5 odbędzie się konferencja: „Podstawy Życia i Zdrowia – jak odbudować odporność organizmu”.

Jak odbudować odporność organizmu, dlaczego Rodanid orkiszowy chroni przez nowotworami, gdzie znaleźć prawdziwy krzem, który jest najważniejszym budulcem organizmu, co to jest „esencja życia” – to tylko niektóre pytania, na które udziela odpowiedzi wybitni prelegenci.

Od 10.00 do 17.00 w Domu Dziennikarzy posłuchać będzie można:

– Remigiusza Szczepaniaka, biochemika – autora ponad pięćdziesięciu prozdrowotnych patentów

– Sławomira Gacki twórcy polskich „emów” i esencji probiotycznych

– prof. Ewy Solarskiej, profesor w Katedrze Biotechnologii, Mikrobiologii i Żywienia Człowieka Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Fitopatologa, która przedstawi badania orkiszowego Rodanidu

– dr. Małgorzaty Stępińskiej, specjalisty medycny hildegardowej z prezentają „mistrzowskich napojów św. Hildegardy”.

Całość poprowadzi Elzbieta Ruman – dziennikarka, pisarka, twórczyni Centrum św. Hildegardy z Bingen.

Wydarzeniu towarzyszyć będą  ciasteczka na inteligencję, krzem i inne pierwiastki oraz degustacje napojów św. Hildegardy.

Szczegóły:

  1. Co nas wzmacnia , co zatruwa? Podstawy medycyny Hildegardy z Bingen – Elżbieta Ruman
  2. Pierwiastki życia – gdzie je znaleźć? – Remigiusz Szczepaniak
  3. Zdrowie zaczyna się w jelitach – Sławomir Gacka
  4. Mistrzowskie napoje św. Hildegardy – Elżbieta Ruman, dr. Małgorzata Stępińska
  5. Rodanid w orkiszu – wyniki badań naukowych – prof. Ewa Solarska
  6. Glutation i jego działania – Remigiusz Szczepaniak
  7. Bakterie i ich rola w jelicie – esencja życia. Sławomir Gacka
  8. Fizjologia jelita i jego wpływ na odporność – dr. Małgorzata Stępińska
  9. Orkisz i tajemnicza płaskurka – Jerzy Lenartowicz, rolnik, twórca Społecznego Komitetu Ochrony Życia i Zdrowia Człowieka

Promocje produktów i degustacje

Wstęp – 30 zł. Wplata na konto: 27 1050 1025 1000 0090 9834 7306

Zapisy: 500403358, 501767378

centrum.hildegardy@gmail.com

www.centrum-hildegarda.pl

 

„Twarze olsztyńskiej estrady”. Spotkanie autorskie Andrzeja Zb. Brzozowskiego

Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich serdecznie zaprasza na olsztyńską premierę książki „Twarze olsztyńskiej estrady”,  które odbędzie się 12 maja 2022r,. o godzinie 17.00 w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie (sala konferencyjna).

W ramach wydarzenia odbędzie się spotkanie autorskie z Andrzejem Zbigniewem Brzozowskim, wystawa rysunku satyrycznego Zbigniewa Piszczako (rysunki stanowią także część książki). O akcent muzyczny zadba MC Kwadrat. Spotkanie poprowadzi wiceprezes Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP Mateusz Kossakowski.

Eletrownia jądrowa w Czarnobylu po wybuchu; zdjęcie archiwalne

HUBERT BEKRYCHT: Głupota (i elektrownie jądrowe) pod specjalnym nadzorem

Nigdy nie zapomnę tamtego dnia z końca kwietnia 1986 roku. Było bardzo przyjemnie. Ciepło. Wiele osób już w podkoszulkach. W drodze powrotnej z liceum, koleżanka z innej szkoły zaczęła opowiadać, że jej tata coś nieprawdopodobnego usłyszał „w takim jednym radiu”.

Wieść o katastrofie nuklearnej w komunistycznym kraju, dla obywatela (co prawda przymusowego, ale jednak) innego komunistycznego kraju, nawet tak młodego, jak ja wówczas, była przecież niepojęta. Nagle, nasze mamy, ciocie, chociaż mieliśmy już po 16, 17 lat, zaczęły nam wlewać jakiś brunatny płyn do ust. Ktoś mówił, że to już nie pomoże, bo katastrofa jądrowa na Ukrainie była kilka dni wcześniej. Tyle, że myśmy o tym nic nie wiedzieli, dopiero czwartej doby po wybuchu podano to oficjalnie.

Było ciepłe środowe popołudnie 30 kwietnia 1986 roku, na jakiekolwiek przeciwdziałanie skutkom awarii elektrowni atomowej było za późno… Nawet gdybym wypił wtedy dziesięć litrów roztworu jodyny.

Proszę wybaczyć sentymentalny wstęp, ale rzeczywiście tylko we wspomnieniach możemy nieco lepiej uchwycić to, co dziś wydaje się zwykłą rutyną informacyjną: „Katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej na terenie Ukraińskiej Republiki zależnej ZSRS nastąpił w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 w reaktorze jądrowym. Przegrzanie się rdzenia doprowadziło do wybuchu wodoru, pożaru oraz rozprzestrzenienia się substancji promieniotwórczych poprzez promieniowanie” – napisano w nieco przeze mnie zmodyfikowanej notatce księgi internetowych mądrości. To teraz możemy przeczytać prawie wszystko o największej, na równi z awarią w japońskiej Fukushimie, katastrofie w historii energetyki jądrowej.

Skutki błędu w ruskiej konstrukcji reaktora to pycha sowieckich inżynierów i władców Kremla, którym do głowy nie przyszło, że coś takiego może się stać w komunistycznym imperium imienia Lenina. Skażeniu uległ obszar w granicach trzech państw, w sumie nawet do 150 tys. kilometrów kwadratowych (w porównaniu ponad połowa terytorium Polski). Radioaktywne promieniowanie rozeszło się po całej Europie. Notowano je wszędzie a największe było m.in. w Polsce, krajach bałtyckich, Skandynawii, ale spore dawki przeniknęły też do Niemiec, państw Beneluxu, Austrii a nawet Włoch.

Po skażeniu na Ukrainie ewakuowano i przesiedlono ponad 350 tys. osób. Dziesiątki tysięcy zmarły na skutek następstw choroby popromiennej, a w ciągu 36 lat od wybuchu – jak się szacuje – na nowotwory wywołane skażeniami po czarnobylskim wybuchu zapadły miliony ludzi. Ilu udało się przeżyć popromiennego raka? Nie wiadomo.

Gdyby wybuch nie nastąpił w komunistycznym kraju, byłoby jak w Japonii 11 lat temu. O katastrofie powiadomiły odpowiednie służby w ciągu kilku godzin, nie dni. Prawdopodobnie w okolicach Fukushimy udało się ocalić od chorób, a nawet śmierci, setki tysięcy lub nawet kilka milionów osób. Gdyby tak było w Czarnobylu. Gdyby…

Sowieci a teraz Rosjanie, choć to przecież w końcu ruscy, gdzieś mają śmierć i cierpienia. Nawet swoje. Dziwna, niebezpieczna i prymitywna to nacja.

Po inwazji na Ukrainę dwa miesiące temu nikt nie przekona mnie, że są jacyś „dobrzy” Rosjanie. Może i są, ale jeszcze o tym nie wiedzą lub boją się ową „dobroć” okazać. Bo ruscy działają w grupie, jak zespoły „naukowców” sowieckich po wybuchu w Czarnobylu, których przedstawiciele stwierdzili w kilka dni po katastrofie, że ludziom parę kilometrów od elektrowni nic nie będzie, bo przecież jest słońce, nic się nie dzieje, a ptaki latają… Szczególnie te ptaki, które w momencie wybuchu były daleko. Nie wiem, czy Rosja ma duszę, ale na pewno ma głupotę, którą lata tchórzostwa obywatelskiego spotęgowały…

Po Buczy, Charkowie i Mariupolu, nietrudno już wyobrazić sobie tępotę umysłową prowadzącą do bestialstwa. W końcu nie tak dawno temu, raptem 36 lat. Czarnobyl był niewyobrażalnym owocem głupoty ruskich aparatczyków i komunistycznych technokratów a głupota owa skończyła się też bestialstwem oraz zniszczeniem i pogardą dla mieszkańców – śmiercią cierpieniem i latami zapóźnienia cywilizacyjnego dla ludzi żyjących w czerwonej klatce. Teraz w klatce putinowskiego reżimu, z której przecież łatwiej wyfrunąć jak za komuny.

Teraz mordercy z mundurach z naszywką rosyjskiej armii strzelają do urządzeń innej ukraińskiej elektrowni jądrowej, może nawet azjatycka horda niszczyła wskaźniki instalacji atomowych. Ktoś powie: „…to przecież głupie i mogące doprowadzić nie tylko do samozagłady, ale i zagłady. Tak, racja. Może się taka zabawa skończyć jednym wielkim „bum”.

Obecnie, kiedy bandy uzbrojonych ruskich grasują w elektrowniach atomowych na Ukrainie, skutek takich wypadów, na przykład, próby rabunku czegokolwiek stamtąd może być odczuwalny w całej Europie. Także tam, gdzie miłuje się nadal Putina, czyli we Francji, Niemczech, Niderlandach, czy we Włoszech.

Tylko teraz skutek może być szybszy, bowiem eksplozja od razu doprowadzi, że zbrojący przez lata Rosję liderzy państw awangardy UE od razu poczują ciepło miłości Putina na własnym ciele topiącym się wraz z garniturem za kilka tysięcy euro…

 

28 kwietnia Klub Historyczny SDP zainauguruje swoją działalność

W czwartek,  28 kwietnia br. o godz. 18 rozpoczynamy spotkania Klubu Historycznego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Będą się odbywały w ostatni czwartek miesiąca w Domu Dziennikarza przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie.

Na pierwszym spotkaniu  prelekcję wygłosi doktor nauk humanistycznych, wykładowca historii na Uniwersytecie Rzeszowskim i na Uniwersytecie Warszawskim,  ppłk. Dariusz Fudali.

Temat wykładu: „Kadra kierownicza więzienia  Warszawa Mokotów  – komunistycznej represji rok pierwszy”.  Dowiemy się, kto rządził wówczas w więzieniu na Rakowieckiej, kim byli naczelnicy,  poznamy ich sylwetki i ich „zasługi” dla władzy ludowej. A wszystko na tle realiów politycznych w latach 1945/46.   Dowiemy się także o współpracy służby więziennej z podziemnym  ruchem oporu. I poznamy historię  słynnej ucieczki  więźniów, w której pomagały tamtejsze funkcjonariuszki.  Opowiadać będzie znakomity znawca tematu, autor wielu książek o tej tematyce, wieloletni pracownik Muzeum na Rakowieckiej – podpułkownik służby więziennej w stanie spoczynku.

Barwnej opowieści pełnej nieznanych faktów, anegdot i smaczków towarzyszyć  będzie pokaz slajdów.

Założycieli Klubu Historycznego SDP prosimy o przybycie wcześniej, na godzinę  17, ponieważ wówczas odbędą się wybory władze klubu.

Serdecznie wszystkich zapraszam.

Do zobaczenia.

Hanna Budzisz

Fot. UMFC

Spotkanie z dr Teresą Bochwic, autorką książki „W rytmie Polski. Witold Rudziński – życie twórcy (1913-2004)”

Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina oraz Polskie Wydawnictwo Muzyczne zapraszają na spotkanie z dr Teresą Bochwic promujące jej książkę „W rytmie Polski. Witold Rudziński – życie twórcy (1913-2004)” 

Wydarzenie odbędzie się w sobotę, 23 kwietnia, o godz. 12 w Sali Audytoryjno-Kinowej im. K. Szymanowskiego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, ul. Okólnik 2.

Książka „W rytmie Polski. Witold Rudziński – życie twórcy (1913-2004)” autorstwa dr Teresy Bochwic, to biografia jej ojca – Witolda Rudzińskiego kompozytora, historyka i teoretyka muzyki, pedagoga, twórcy oper, dzieł symfonicznych i kameralnych, muzyki dla teatru i telewizji oraz utworów dla dzieci.

Spotkanie poprowadzą: dr hab. Maria Pokrzywińska, prof. UMFC, dr hab. Alicja Gronau-Osińska, prof. UMFC oraz dr hab. Agnieszka Muszyńska-Andrejczyk. W części artystycznej wysłuchamy kompozycji Witolda Rudzińskiego.