Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie utrzymał w czwartek korzystny dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polski wyrok w sprawie budunku przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie. Tym samym sąd oddalił skargę kasacyjną Michała i Elisbeth Sobańskich – osób, które utrzymywały, że mają prawa do Domu Dziennikarza. SDP reprezentowała prezes Jolanta Hajdasz. „Wraca wiara w sprawiedliwość w sądach” – powiedziała szefowa Stowarzyszenia.
Na sali rozpraw byli przedstawiciele Zarządu Głownego SDP, członkowie Stowarzyszenia i reprezentanci mediów. Sąd przychylił się do wniosku SDP i oddalił kasację. Byli też przedstawiciele SDRP, którzy też mają swoją siedzibę na Foksal. W sprawie obrony Domu Dziennikarza mówiliśmy jednym głosem.
Wyrok ogłosiła sędzia Aleksandra Łaskarzewska.
Prezes SDP podkreśliła, że sprawa była skomplikowana, ale SDP wygrało, bo NSA wyraźnie stwierdził, że roszczący prawa do budynku przy Foksal nie są właścicielami. „Ogromna satysfakcja. Ulga. Wraca wiara w sprawiedliwość w sądach” – powiedziała Hajdasz.
Więcej o wyroku i sprawie Domu Dziennikarza wkrótce.
Serdecznie zapraszam 24 września o godz. 17.30 na spotkanie Klubu Historycznego SDP w Warszawie przy ulicyFoksal 3/5. Tym razem obejrzymy wstrząsający film „1939.Oblężenie Warszawy” w reżyserii wybitnego polsko-amerykańskiego dokumentalisty Eugeniusza Starky’ego.
Film powstał w oparciu o oryginalne zdjęcia i materiały filmowe amerykańskiego filmowca i fotografika Juliena Bryana, który w 1939 roku był w Warszawie i widział dramat oblężonego miasta, zniszczenia spowodowane nalotami bombowymi i ostrzeliwaniem stolicy, tragedię codziennego życia cywili i obrońców miasta.
Budowa barykady na ulicy Nowogrodzkiej. Autorstwa Julien Bryan – Marian Marek Drozdowski, Alarm dla Warszawy, Wiedza Powszechna, Warszawa 1969, photo between pages 112 and 113. Grzegorz Konsalik, Jacek Korpetta, Warszawa 1939. Tem się tylko żyje, za co się umiera, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, Warszawa 2009, pages not numbered., Domena publiczna
Naszym gościem będzie reżyser i twórca filmu Eugeniusz Starky, który mieszkając w USA zrealizował ponad 30 filmów dokumentalnych, m.in. 'Bohaterowie z Jamestown”, „Bitwa o honor miasta”, „Powstanie warszawskie” czy „Z Archipelagu Gułag do Anglii”. Był animatorem życia kulturalnego Polonii w USA i Kanadzie, organizując ponad 250 różnego rodzaju imprez pokazów i festiwali, także we Francji i Włoszech.
Hanna Budzisz – przewodnicząca Klubu Historyczny SDP
„W obronie Domu Dziennikarza” to tytuł konferencji prasowej SDP, która odbyła się tuż przed kluczową decyzją NSA w sprawie budynku przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie. Od decyzji sądu zależy to, czy środowisko dziennikarskie będzie mogło nadal użytkować nieruchomość.
W piątek 18 września br. NSA ogłosi swoją decyzje kasacyjną od wyroku Sądu Wojewódzkiego (korzystnego dla SDP). Kasację tę wnieśli nabywcy roszczeń reprywatyzacyjnych Elisabeth i Michał Sobańscy. Oni w tej sprawie przedstawiają się jako osoby, które nabyły prawa własności do Domu Dziennikarza od Antonio de Bourbon Obojga Sycylii, rzekomego spadkobiercy przedwojennych właścicieli nieruchomości przy Foksal. Już teraz, mimo braku podstaw prawnych, żądają od SDP ponad 10 milionów złotych za „bezumowne zarządzanie ich własnością”. „Wszyscy wiemy jak bardzo groźne są takie żądania i jak się mogą skończyć” – napisała przed konferencją prezes SDP Jolanta Hajdasz.
Dlatego, w ocenie SDP, ta najbliższa decyzja NSA jest kluczowa dla sprawy przyszłości Domu Dziennikarza. Prezes SDP Jolanta Hajdasz poinformowała opinię publiczną o zagrożeniach wynikających z działań małżeństwa Sobańskich, przypomniała wyroki i decyzje prawne przyznające Stowarzyszeniu prawo do użytkowania tego budynku. Wieloletni prezes SDP, obecny skarbnik naszego stowarzyszenia Krzysztof Skowroński mówił o działaniach SDP, jakie podjęto przez ponad 30 laty, by utrzymać status Domu Dziennikarza jako obiektu komunalnego, własności społecznej nas wszystkich.
Kancelaria Spółka Prawnicza I & Z spółka kierowana przez prof. Huberta Izdebskiego przedstawiła sprawozdanie z działalności mec. Jana Barańskiego, mec. Jana Zielińskiego i mec. Tymoteusza Barańskiego, czyli pełnomocników prawnych SDP w tej sprawie. Prawnicy podkreślają jednoznacznie , że SDP niezmiennie stoi na stanowisku, iż brak jest podstaw prawnych dla stwierdzenia nieważności tzw. odmowy dekretowej z dnia 15 kwietnia 1972 r. W świetle aktualnego oraz utrwalonego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego, nabywcy roszczeń dekretowych, tj. osoby, które na podstawie umowy nabyły takie roszczenia od dotychczasowego właściciela, nie mają przymiotu strony postępowania administracyjnego w sprawie ustanowienia praw do nieruchomości na podstawie przepisów dekretu warszawskiego. W kontekście Domu Dziennikarza oznacza to, że na rzecz nabywców roszczeń do gruntu przy ul. Foksal 3/5 nie może zostać wydana tzw. decyzja zwrotowa, a zatem dokonanie reprywatyzacji nieruchomości w naturze na rzecz tych osób jest prawnie wykluczone.
Mec. Artur Wdowczyk, który w imieniu SDP w 2018 r. złożył zawiadomienie do Prokuratury o podejrzeniu przestępstwa fałszerstwa sądowego w Księgach Wieczystych Domu Dziennikarza tłumaczył zawiłości tej sprawy. Ówczesna wiceprezes SDP, a dziś prezes SDP, Jolanta Hajdasz składała osiem lat temu wyjaśnienia w Prokuraturze, ale SDP do dziś nie otrzymało na to zawiadomienie żadnej odpowiedzi, mimo iż upłynęło od tego czasu 8 lat,
Andrzej Maślankiewicz, sekretarz generalny SDRP potwierdził, że wobec zagrożeń dla Domu Dziennikarza, oba stowarzyszenia dziennikarskie „mówią jednym głosem”. Wiceprezes SDP Mariusz Pilis podkreślił, że nie można oddać Domu Dziennikarza w ręce osób, które wykorzystują luki prawne.
Wkrótce szersza relacja z konferencji prasowej z 15 września br.
Jolanta Hajdasz, Michał Karnowski i Andrzej Klimczak to reprezentanci Zarządu Głównego SDP na jubileuszowym XXXV Forum Ekonomicznym w Karpaczu, największej i najważniejszej w Europie Środkowej-Wschodniej międzynarodowej konferencji polityczno-gospodarczej. Wzięło udział ponad 6 tysięcy uczestników, przez trzy dni odbyło się ponad 500 debat i dyskusji panelowych. Partnerem strategicznym Forum było CMWP SDP.
Sztuczna inteligencja nie zabije dziennikarstwa, nikt z nas się tego nie obawia, choć oczywiście zmienia ona organizację pracy i modele finansowania mediów. Powszechny dostęp do tego narzędzia zmniejsza liczbę miejsc pracy w mediach to oczywiste, ale największe wyzwania na dziś w komunikacji masowej są natury ideowej, bo musimy znaleźć odpowiedź na pytanie jak sprawić, by prawda wygrywała walkę o uwagę odbiorców, czy jak reagować na fake newsy i dezinformację nie zwiekszając tym samym ich zasięgów – powiedziała prezes SDP Jolanta Hajdasz otwierając panel dyskusyjny pod patronatem CMWP SDP pt. „Lajki i zasięg zamiast papieru – media i informacja w erze cyfrowej”. Więli w nim udział dziennikarze i medioznawcy , w tym Barnabás Heincz, redaktor naczelny Hype&Hyper – z Węgier, redaktorzy Domenico Ercoli z Włoch, Arnout Le Clerq z Holandii i Péter Pető z Węgier oraz Roksana Bralczyk ekspertka ds. komunikacji w firmie prywatnej. Panel ten był ostatnim, podsumowującym dyskusje prowadzone na tzw. AI Forum. W tym roku sztuczna inteligencja i problemy z jej odpowiedzialnym wdrażaniem to jedne z najczęściej poruszanych tematów, Wiele uwagi poświęcono także cyfryzacji jako szansie na unowocześnienie struktur państwowych.
Michał Karnowski m.in. wziął udział w dyskusji o przyczynach i skutkach zacierania granicy podziału na lewicę i prawicę, gdy ruchy lewicowe przesunęły punkt ciężkości z kwestii ekonomicznych na obyczajowe to niszę, którą kiedyś wypełniała lewica zajął tzw. „prawicowy populizm” łączący postulaty prospołeczne i konserwatywne. Czy wobec tego tradycyjny podział, ciągle obecny w przestrzeni publicznej ma jeszce sens? – na to pytanie odpowiadali uczestnicy panelu pt. Zatarta granica w polityce.
W tej debacie wzięli udział m.in. Nikoloz Kawelaszwili z Uniwersytetu im. Ilii Czawczawadze z Gruzji oraz politycy z Polski poseł Krzysztof Sobolewski i senator Krzysztof Kwiatkowski. Z kolei Andrzej Klimczak, redaktor naczelny Forum Dziennikarzy brał udział w dsykusji pt. Nowe modele monetyzacji mediów – jak zarabiać w 2026 roku ? Wśród panelistów był m.in. Paweł Nowacki z Izby Wydawców Prasy i Bogusław Szewdo z Radia Leliwa.
Jednym z głośniejszych punktów programu Forum Ekonimicznego były rozmowy dziennikarza Krzysztofa Stanowskiego z byłym prezydentem Andrzejem Dudą oraz wicepremierem Władysławem Kosiniak – Kamyszem. Były prezydent podsumował dekadę swojej prezydentury, relacje polsko-ukraińskie oraz problematykę rosyjskiej dezinformacji, a prezes PSL-u i minister obrony mówił przede wszystkim o bezpieczeństwie Polski w kontekście zakupów i produkcji uzbrojenia.
Specjalną nagrodę Forum Ekonomicznego – Nagrodę Szkoy Głównej Handlowej odebrał Ryszard Florek, polski inżynier, przedsiębiorca, założyciel i prezes Fakro, od wielu lat sponsora w Konkursie SDP. Wręczył ją prof. Piotr Wachowiak, rektor SGH. Serdecznie gratulujemy!
Litewska poetka i antropolog Olga Ozarenkowa była gościem Klubu Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W środę wieczorem w spotkaniu wzięło udział kilkadziesiąt osób.
Prezes KPK SDP Teresa Kaczorowska podziękowała za tak duże zainteresowanie poezją a prezes SDP Jolanta Hajdasz podkreśliła, że spotkania z artystami na Foksal 3/5 w Warszawie są świadczą o otwartości SDP na środowiska twórcze.
„Klub Publicystyki Kulturalnej SDP ma swoją wieloletnią tradycję a po wakacjach wznawiamy te spotkania na Foksal 3/5” – podkreśliła prezes Hajdasz. „Zapraszamy na nasze spotkania ludzi szeroko rozumianej kultury w każdą pierwszą środę miesiąca” – przypomniała kierująca KPK SDP Teresa Kaczorowska.
W spotkaniu oprócz poetki Olgi Ozarenkowej wzięli udział aktorka Marta Zygadło, która czytała wiersze autorki, ich tłumacz i muzyk Antoni Muracki. A spotkanie prowadziła dziennikarka Barbara Czechmeszyńska-Skowron, która przypomniała, że Olga Ozarenkowa wydała ostatnio polsko-litewski zbiór swoich wierszy, jeden z wielu dwujęzycznych tomików, które świadczą o wielokulturowości jej rodziny, m.in. o korzeniach polskich, rosyjskich, litewskich, estońskich, białoruskich, ukraińskich, żydowskich i włoskich.
Od lewej: prowadząca spotkanie Barbara Czechmeszyńska-Skowron, poetka Olga Ozarenkowa
„Olga jest uosobieniem rodzin kresowych. (…) Mieszkała w północnej Rosji. (…) Młodość spędziła na Litwie, stąd obywatelstwo, potem był kilkuletni epizod w USA, gdzie była modelką a od 30 lat mieszka w Polsce” – zaznaczyła Barbara Czechmeszyńska-Skowron.
Wiersz „Plany na przyszłość” Olgi Ozarenkowej odczytała Marta Zygadło:
„Nie próbuję dogonić nikogo, nie ma sensu się ścigać i gnać
Pragnę zwolnić i pójść własną drogą
I stanąć
I wolną się stać”
(transkrypcja z interpretacji)
Poetka przywitała uczestników spotkania w nieszablonowy sposób. „Bardzo wszystkim dziękuję za to, że zostawiliście swoje ważne sprawy, przyjechaliście do centrum miasta, gdzie nie ma miejsca na parkowanie. Zaparkowaliście swoje dusze tu, na chwilę, ja mam nadzieję, że mam władzę” – powiedziała Olga Ozarenkowa.
„Myślę, że każdy ma takie specjalne miejsce, głęboko, głęboko w duszy, gdzie odkładamy, jak do szufladki najważniejsze wspomnienia” – podkreśliła poetka.
W trakcie spotkania z Olgą Ozarenkową teksty jej utworów śpiewał Antoni Muracki akompaniując sobie na gitarze.
zdjęcia ze spotkania Jolanta Hajdasz
***
Olga Ozarenkowa – poetka, obywatelka Litwy o wielokulturowych korzeniach. Z wykształcenia antropolożka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Etnologia i Antropologia Kulturowa. Wczesne dzieciństwo spędziła w Białozersku, miasteczku zbudowanym przez polskich zesłańców w europejskiej części północnej Rosji, gdzie jej rodzice, ichtiolodzy, dostali nakaz pracy. Mieszka w Warszawie od 28 lat. Stworzyła i prowadziła w latach 2004-2009 Centrum Informacji Turystycznej Litwy przy Ambasadzie Republiki Litewskiej w Polsce, za co została nagrodzona przez Prezydenta Wilna (2008). Właścicielka restauracji w sercu Warszawy, która dwukrotnie uzyskała rekomendację Michelin w 2025 r. i 2026 r.
Uważa, że „poezja jest jak EKG serca, gdzie każdy impuls jest zapisany słowem”. W swym artystycznym poetyckim pamiętniku preferuje krótkie formy, pełne skojarzeń i emocji zapisy przeżyć, wrażeń, wydarzeń chwili.
Mecenasem wielojęzycznych wydań poezji Olgi Ozarenkovej, nawiązującej kolejno do języków, którymi posługiwali się przodkowie poetki, jest Fundacja Pokolenia Pokoleniom w ramach swojego projektu Pokolenia Pokoleniom Art Kolektyw. Wydano dotychczas Olgi Ozarenko tom polsko-rosyjski i polsko-litewski, gotowy jest tom polsko-niemiecki, w przygotowaniu polsko-estoński i polsko-włoski.
Poznań, ul. Kolejowa 49. To z tego budynku 1 września 1992 roku wyszedł do pracy w Gazecie Poznańskiej Jarosław Ziętara i potem zaginął bez śladu. Nigdy nie odnaleziono jego ciała, choć potem w wielokrotnie wznawianych śledztwach organy ścigania stwierdziły już w sposób niepodważalny, iż zginął dlatego, że był dziennikarzem. Do tej pory nie odnaleziono jego ciała, ani nie ukarano winnych tej zbrodni. Jak co roku 1 września pod tablicą upamietniającą zamordowanego dziennikarza kwiaty złożyli jego przyjaciele, przedstawiciele władz miasta, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, NSZZ Solidarność oraz dziennikarze. W imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich kwiaty złożyła Jolanta Hajdasz, prezes SDP.
Gdy rok temu spotkaliśmy się tutaj, nastroje były gorsze – powiedział Krzysztof Kaźmierczak, redakcyjny kolega zamordowanego dziennikarza z Gazety Poznańskiej. To właśnie Kaźmierczak stoi na czele Społecznego Komitetu im. Jarosława Ziętary, czyli grupy osób, ktore od ponad 30 lat zabiegają o wyjaśnienie tej zbrodni. Po tym roku są jakieś nadzieje. Pierwszy raz sędziowie Sądu Apelacyjnego spojrzeli na sprawę tak, jak powinno się na nią patrzeć od początku. Ten materiał dowodowy jest naprawdę bardzo mocny i tak stwierdzili sędziowie w grudniu ubiegłego roku – powiedział Krzysztof Kaźmierczak.
Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”, ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do redakcji, ale nigdy tam nie trafił. W 1999 r. został uznany za zmarłego, ale jego ciała nie odnaleziono. Do dziś nie wyjaśniono okoliczności śmierci dziennikarza i nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych tej zbrodni. 19 października 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wcześniej, 24 lutego 2022 roku uniewinniony został były senator Aleksander Gawronik, któremu zarzucano podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Prokuratura Regionalna w Krakowie w maju 2022 roku zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary i złożyła apelację od wyroku uniewinniającego byłych ochroniarzy Elektromisu. W styczniu 2024 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji uniewinniający Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.
W grudniu 2025 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok uniewinniający Mirosława R. i Dariusza L. Sędzia Maciej Świergosz w uzasadnieniu stwierdził, że zgromadzony materiał dowodowy pozwalałby na skazanie ochroniarzy za pomoc w zabójstwie, jednak zgodnie z prawem, proces musi się odbyć ponownie. W maju br. Sąd Okręgowy podjął decyzję o ponownym zbadaniu dowodów dotyczących byłych ochroniarzy Elektromisu. CMWP SDP wspierało stanowisko Prokuratury w tej sprawie. Od początku wszystkie procesy dot. zabojstwa Jarosława Ziętary były i są objęte monitoringiem CMWP SDP.
W tym roku kwiaty pod tablicą upamiętniającą zamordowanego dzienniarza Jarosława Ziętarę złozyli m.in. Grzegorz Ganowicz, przewodniczący Rady Miasta Poznania, Jarosław Lange przewodniczacy NSZZ Solidarność Regionu Wielkopolska i prof. Szymon Ossowski, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM .
W rocznicę zamordowania w rzezi wołyńskiej Polaków mieszkańców wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka odbył się tam pogrzeb ofiar pacyfikacji ukraińskich oddziałów OUN/ UPA sprzed 83. lat. W oficjalnych uroczystościach uczestniczyli m.in. przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej, który ekshumował ciała zamordowanych oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich a w naszym imieniu kwiaty złożył wiceprezes Mariusz Pilis.
Pogrzeb poprzedziły żmudne prace ekshumacyjne ekspertów pod kierownictwem IPN.
Znaleziono szczątki kilkudziesięciu ofiar z ponad tysiąca, których ukraińscy nacjonaliści zamordowali w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. „Interdyscyplinarny zespół podjął szczątki 55 ofiar (w tym 26 dzieci) w trzech lokalizacjach w obu wsiach” – napisano na stronie IPN.
W poruszającym wpisie na FB dyrektor programowy wPolsce24, wiceprezes SDP Mariusz Pilis, który w imieniu członków SDP oddał hołd ofiarom, tak opisywał ten pogrzeb po 83 latach: „Ostrówki. Wołyń. Dzisiaj. Z potrzeby serca. Kwiaty złożyłem w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pamiętamy i pamiętać będziemy (…).” – napisał Pilis na FB.
„Przepiękna Homilia. Wielu ludzi. Polska powróciła po swoich” – zaznaczył dziennikarz.
„Dziękuję wszystkim ludziom z IPN, którym mogłem towarzyszyć przy ich ciężkiej i ważnej pracy ekshumacyjnej i dzisiaj w tej pięknej uroczystości pochowania ofiar rzezi Woli Ostrowieckiej i Ostrówek. Pochowaliśmy dzisiaj 55 osób” – podkreślił wiceprezes SDP.
Jak przypominają historycy z IPN „Zbrodnia Wołyńska to jedna z najtragiczniejszych kart polskiej historii XX wieku. W latach 1943–1945 ukraińscy nacjonaliści z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dokonali zaplanowanego ludobójstwa na ludności polskiej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Ataki rozpoczęły się na większą skalę wiosną 1943 r., osiągając apogeum 11 lipca 1943 r. (tzw. »Krwawa niedziela«), gdy zaatakowano jednocześnie kilkadziesiąt polskich miejscowości. W sumie zamordowano od 80 do 120 tysięcy Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci – stosując niewyobrażalnie okrutne metody: mordowano przy użyciu siekier, kos, wideł, palono żywcem i stosowano tortury. Kilkaset tysięcy osób musiało uciekać, ratując życie” – zaznacza IPN w opublikowanych dokumentach.
Instytut Pamięci Narodowej od lat bada rzeź wołyńską. Historycy opisują fakty dotyczące krwawych zbrodni OUN/ UPA oraz zwykłych Ukraińców, którzy ze szczególnym okrucieństwem zabijali swoich sąsiadów. „Jednym z najbardziej tragicznych epizodów tej zbrodni była zagłada Ostrówek i Woli Ostrowieckiej dokonana 30 sierpnia 1943 r. O świcie kureń (ukraiński pododdział) UPA Iwana Kłymczaka »Łysego« oraz sotnia Iwana Zareczniuka »Worona«, wsparci przez ukraińskich mieszkańców okolicznych wsi, otoczyli obie polskie wsie szczelnym kordonem” – napisano na portalu IPN.
„Mieszkańców podstępnie zgromadzono na placach szkolnych pod pretekstem zebrania. W Ostrówkach mężczyzn zapędzono do szkoły i zabudowań, gdzie grupami po dziesięciu mordowano uderzeniami siekier, drewnianymi maczugami i strzałami w tył głowy. Kobiety z dziećmi i starców zamknięto w kościele. W Woli Ostrowieckiej podobny los spotkał mieszkańców – mężczyzn zabijano za stodołą Strażyca, a później podpalono budynek ze zgromadzonymi kobietami i dziećmi, wrzucając granaty przez okna.
W ciągu zaledwie kilku godzin Ukraińcy wymordowali w obu wsiach ok. 1050 osób – w tym setki dzieci i kobiet. Ocalałych uratowało niespodziewane pojawienie się niemieckiego patrolu, który wywołał panikę wśród napastników. Po rzezi wsie splądrowano i spalono, a ciała pomordowanych wrzucano do masowych dołów, studni i rowów. Dziś na miejscu dawnych polskich osad rozciągają się pola i łąki” – relacjonują historycy IPN
IPN dodaje: „Od 13 lipca do 7 sierpnia 2026 r. pracownicy IPN, przedsiębiorstwa »Wołyńskie Starożytności« oraz specjalista medycyny sądowej z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przy udziale przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przeprowadzili ekshumacje ofiar Zbrodni Wołyńskiej w dawnych wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka (…) Według listy ofiar sporządzonej przez historyków wciąż pozostaje do odnalezienia ok. 300 osób (…). Znaleziono szczątki 55 ofiar, w tym 26 dzieci, w trzech miejscach w obu wsiach” – informuje IPN.
Na podst. portalu IPN i wpisu na FB Mariusza Pilisa oprac. red.
Z okazji tegorocznego jubileuszu 75-lecia utworzenia SDP, postanowiliśmy przybliżyć sylwetki niektórych polskich pisarzy, dziennikarzy, publicystów, ludzi związanych z mediami oraz z SDP. Cykl Notacje SDP to wywiady ze znaczącymi postaciami naszego środowiska. Rozmowy prowadzi publicysta wPolsce24 Tadeusz Płużański, dziennikarz od lat zajmujący się historią. Program realizowany jest we współpracy z kanałem TAK.
W poprzednich odcinkach Notacji SDP gośćmi byli Bronisław Wildstein, Wojciech Reszczyński, Jerzy Kłosiński, Jerzy Jachowicz, Janina Jankowska, Piotr Jegliński, Teresa Bochwic, Paweł Nowacki i Jan Pospieszalski oraz Marcin Gugulski.
W jedenastej części cyklu gościem Tadeusza Płużańskiego był dziennikarz, komentator polityczny, historyk, krytyk teatralny i filmowy PIOTR ZAREMBA
12 sierpnia 2021eoku odszedł Julian Eugeniusz Kulski, jeden z najmłodszych uczestników Powstania Warszawskiego, którego życie, odwaga i służba Polsce pozostają dla nas źródłem dumy oraz zobowiązaniem do pielęgnowania pamięci o wartościach, którym był wierny. W tym symbolicznym dniu, w imieniu Fundacji Kulskich oraz Instytutu Pamięci Narodowej, mamy zaszczyt zaprosić Państwa na dwa wyjątkowe wydarzenia poświęcone Julianowi Spitosławowi Kulskiemu i Julianowi Eugeniuszowi Kulskiemu, ojcu i synowi, których losy na trwałe wpisały się w historię Warszawy i Polski.
17 sierpnia 2026 r. o godz. 17.00 zapraszamy do Centralnego Przystanku Historia IPN przy ul. Marszałkowskiej 107 w Warszawie na wernisaż i debatę „Dziedzictwo odwagi. Niezwykła historia ojca i syna”. Będzie to spotkanie z historią dwóch pokoleń Kulskich, których łączyły odwaga, odpowiedzialność, służba publiczna i głębokie przywiązanie do Ojczyzny.
Dzień później, 18 sierpnia 2026 r. o godz. 11.00, zapraszamy do wspólnego oddania hołdu Julianowi Spitosławowi Kulskiemu, Wiceprezydentowi Warszawy, w 50. rocznicę Jego śmierci. Uroczystość odbędzie się przy Pomniku Prezydentów Wielkiej Warszawy Stefana Starzyńskiego i Juliana S. Kulskiego, przy ul. Wybrzeże Gdańskie, u zbiegu z ul. Grodzką w Warszawie.
Te dwa sierpniowe spotkania łączy pamięć o ojcu i synu oraz dziedzictwie, które pozostawili kolejnym pokoleniom. To historia dwóch niezwykłych ludzi, dla których służba Warszawie i Polsce była nie tylko obowiązkiem, lecz życiowym zobowiązaniem.
Prominentny prorządowy dziennikarz, rzecznik rozliczenia prawicy w mediach publicznych, Andrzej Krajewski – publicysta, od ponad dwóch lat znowu często na antenie TVP, nie uzyskał poparcia Rady Mediów Narodowych i nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji – podał portal Wirtualne Media. W publikacji napisano, że sprzeciwił się temu Robert Kwiatkowski, dawny prezes TVP wskazany prawie 30 lat temu przez SLD a do RMN rekomendowany przez b. prezydenta Andrzeja Dudę.
Jeśli te wiadomości się potwierdzą, to będzie kolejna porażka rządowej polityki medialnej wobec TVP, PR i PAP. Chodzi nie tylko o bezczelne faworyzowanie przez obecną koalicję mediów publicznych – spółek skarbu państwa opłacanych z naszych podatków.
Świrski miał rację
W ubiegłym tygodniu sąd orzekł, że przewodniczący KRRiT Maciej Świrski miał rację, kiedy po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, nie będąc przekonany o legalności wyboru władz TVP, PR i PAP, pozostawił część pieniędzy z abonamentu w depozycie skarbowym. „W prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem” – ogłoszono na stronie KRRiT. W wyniku ataków na Świrskiego najpierw, pozostając w KRRiT, został zawieszony w wypełnianiu funkcji przewodniczącego Krajowej Rady. Prawie trzy tygodnie temu członek konstytucyjnego organu, tzw. regulatora mediów, został zatrzymany w dawno wyjaśnionej sprawie sprzed dziewięciu lat i przewieziony w asyście policji z wakacji z północno-wschodniej części Polski, gdzie wypoczywał po zawale do prokuratury w Rzeszowie, gdzie po kilkunastu godzinach został zwolniony.
W tekście protestu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nasze środowisko broniło Świrskiego. Przewodniczący, a później członek KRRiT występował wielokrotnie po grudniu 2023 roku w obronie dziennikarzy niezależnych i konserwatywnych, których prześladował rząd Donalda Tuska i podległy mu wymiar sprawiedliwości kierowany przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka. Zemsta polityczna – tak Zarząd SDP określił ostatnie działania rządu wobec Macieja Świrskiego.
Kogo uwiera skład prezydium Rady Programowej TVP?
Druga, w ciągu kilku dni, porażka wpływowej grupy wspierającej nielegalnie – z pominięciem RMN – wyłonione władze TVP, PR i PAP w likwidacji, dotyczy Rady Programowej TVP. Tam, półtora roku temu, w wyniku działań większości jej członków wyłoniono prezydium złożone z osób o różnych poglądach. Przewodniczącą została publicystka i dokumentalistka telewizyjna Barbara Bilińska, wiceprzewodniczącą Wanda Nadobnik, dziennikarka i publicystka m.in. TVP i PAP, wiceprezes SDP i dziennikarz kojarzonego z lewicą Tygodnika Przegląd Robert Walenciak.
Od razu skład prezydium spowodował ataki tzw. grupy negującej wszystko, czyli m.in. dawnego prezentera TVP i członka KRRiT, który bezskutecznie starał się o miejsce w parlamencie z ramienia PO Krzysztofa Lufta, który – uwaga, jest także doradcą obecnych władz TVP, co za niezgodne z prawem uznaje wielu członków rady oraz dziennikarza ekonomicznego związanego z TVP Jarosława Szczepańskiego a także Krzysztofa Króla, dawnego polityka Konfederacji Polski Niepodległej, dziennikarza i przedsiębiorcę informatycznego, którego widuje się z Adamem Michnikiem, na przykład na imprezach z udziałem władz i dziennikarzy mediów publicznych.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likkwidacji 22 października 2025 roku – Krzysztof Luft (pierwszy z prawej – w okularach)
Uff… No nie, to dopiero początek pomysłów twórców nowego ładu medialnego, których działalność polega na tym, że zrzucają całą winę na prawicę, która już od prawie trzech lat nie rządzi.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji 22 października 2025 roku – od prawej Jarosława Szczepański, Krzysztof Luft zdj. hub
Ale, pomysły mają. Otóż po śmierci członka Rady Programowej TVP Janusza Daszczyńskiego, byłego wiceprezesa i prezesa TVP śp. Janusza Daszczyńskiego, „opozycyjna” wobec prezydium rady grupa wymyśliła, że nowy członek musi być przebojowy, progresywny i krytyczny wobec prawicy w mediach publicznych. Prawicy, której tam nie ma od prawie trzech lat…
Leki na zło w mediach publicznych
Zaproponowano więc Andrzeja Krajewskiego, dziennikarza i publicystę prasy PRL oraz, jak sam podkreśla, krótkotrwałego, członka PZPR, co w karierze dziennikarskiej wówczas bardzo pomagało. W latach 80. ub. w, jak mówią o nim jego dawni współpracownicy, doznał olśnienia i był zwolennikiem antykomunistycznej opozycji, wydawał nawet jakieś podziemne broszury. Po wyborach w 1989 roku był w TVP, pracował kilka lat w USA jako korespondent, potem roku znów był wydawcą – jak sam opowiada – niezależnych pism. W 2004 kandydował z PO do europarlamentu. I jakoś tak przy tym liberalizmie partii Tuska został. Czy to się przełożyło na jego karierę? „Krajewski to niezły pływak, potrafi napisać dobry materiał, a potem się go wyprzeć. Dlaczego? Z tych samych powodów, dla których skorpion zawsze ukąsi przewożącą go na drugi brzeg żabę. Już taki jest” – wspominają jego znajomi z lat 90. ub. wieku. „Kręcił się też zawsze wokół Foksal i SDP, wtedy było to już zupełnie inne stowarzyszenie niż kiedy Stefan Bratkowski i Dariusz Fikus przesądzali o jego znaczeniu w 1990 i 81 roku” – dodaje znajoma Krajewskiego, który nawet był wiceszefem SDP. Niedługo. O ambicjach Andrzeja Krajewskiego nie ma legend. To, podobno są prawdziwe opowieści – jak żartują starsi dziennikarze – te o bąblach dobywających się z głowy byłego korespondenta TVP. To nie bąble, to ego – pointują.
Odszedł z SDP, razem z dawnym korespondentem zagranicznych mediów Krzysztofem Bobińskim, który przegrał z Krzysztofem Skowrońskim w wyborach na prezesa. To był dość znany konflikt. Doprowadził do utworzenia Towarzystwa Dziennikarskiego. Wiele lat przewodził mu Seweryn Blumsztajn. Zamiast do rozłamu w SDP, do czego, ponoć chcieli doprowadzić Bobiński i Krajewski, doszło do małego pęknięcia. Towarzystwo dziennikarskie liczy, według danych Europejskiej i Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (EFJ, IFJ), ok. 170 osób. Nie jest reprezentatywne, na pewno jednak jest towarzystwem – powiedział mi jeden z kolegów, który zrezygnował z członkostwa w TD. Wyjaśnił tylko, że w jego wieku ma się jeszcze pamięć i za dużo tam ludzi „o czerwonym rodowodzie” albo o „rodowodzie raz takim, a raz innym” – zakończył mój rozmówca. O samym Krajewskim nie chciał mówić.
Lepszy
Andrzej Krajewski oprócz towarzystwa pań i panów z grupy regularnie zakłócających spokój dusz Ofiar zamachu w Smoleńsku, od dawna lubił też jeździć na zjazdy dziennikarskie EFJ i IFJ. Wraz z Krzysztofem Bobińskim zawsze z dumą wskazywali, że oni są „lepsi” bo są z postępowego, proeuropejskiego Towarzystwa Dziennikarskiego a my „gorsi” bo stanowimy prawicowy kamień w bucie zdrowej tkanki polskiego dziennikarstwa. Ileż oni – jak mówi młodzież – namieszali przy uchwale SDP ws. bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce w grudniu 2023 roku. Tak zmanipulowali uczestników zjazdu w Prisztinie w 2024 roku – co ich nie usprawiedliwia, uczestników i manipulatorów – że dokument był zaledwie szczątkami przedłożonego przez nas projektu. Trudno. Były inne nasze protesty i oświadczenia. W większości lewackich, międzynarodowych, szczególnie europejskich, środowiskach dziennikarskich stanowił Krajewski przykład polskiego progresizmu powiązanego czy to z opozycją PO – PSL, czy to z rządem Tuska, który rozwalił media, ale w Brukseli mówi się, że je oczyścił. Tusk, nie Krajewski.
Andrzej Krajewski przyszedł na posiedzenie RP TVP w likwidacji jako reprezentant Towarzystwa Dziennikarskiego. Od wiosny br. Krajewski zasiada w tzw. komisji antyrepresyjnej badajacej przypadki „szykanowania” mediów i dziennikarzy” przez PiS” w latach 2015 – 2023 zdj. hub
Podczas wielu sporów, które przez trzy lata jako delegat SDP toczyłem, nie da się wyznaczyć jakiejś linii, takiej Krajewski nie ma. Czujnie tylko napuszcza będących w większości liberałów i lewaków z dziennikarskich organizacji europejskich na nas, reprezentujących w SDP dosyć pluralistyczne środowisko, rzeczywiście bardziej konserwatywne niż inne. Andrzej Krajewski, nazywany często, z racji siwych włosów, Papą Smerfem Towarzystwa Dziennikarskiego, przestał przyjeżdżać na zjazdy dziennikarskie w 2025 roku. Przypadek? Nie, został członkiem „komisji ds. ścigania prawicy, która popsuła media w latach 2015-23”. Nazwa w cudzysłowie jest mojego autorstwa, bo oryginalna była dłuższa i przeciętny, dziennikarz, zwłaszcza po grudniu 2023 roku, nic z tego nie zrozumie.
Szefowa Krajewskiego, czyli RPO
Pozwólcie więc, że ostatnim akordem sporu o kandydaturę Andrzeja Krajewskiego w Radzie Programowej TVP w likwidacji będzie fragment mojego wpisu o koleżance dziennikarza, szefowej inkryminowanej komisji mecenas Sylwii Gregorczyk-Abram od niedawna Rzecznika Praw Obywatelskich (nie moich).:
„Wręcz legendarna jest apolityczność RPO S. Gregorczyk-Abram. B. minister kontrkultury o nazwisku Noblisty potwierdzi. Jak podkreślają w resorcie sprawiedliwości, jest mściwa – o czym przekonał się @SamuelPereira pytając ją o tzw. grupę Wejście – oraz niekompetentna. Pierwszemu się nie dziwię, to taki koalicyjny typ, w drugie nie uwierzą przecież jej promotorzy z rządu Tuska. Co zrobiła ta osoba w grupie Wejście w grudniu 2023 roku? Opisano to wówczas między innymi w @niezaleznapl. Autorami byli redaktorzy Sławomir Wierzchołowski, Toamsz Grodzki i Marcin Dobski (może nie ta kolejność, może ktoś jeszcze – wybaczcie).
Obecna RPO i marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP koordynowali bezprawne przejęcie mediów publicznych i siłową ich pacyfikację. Obserwowałem to. Jak setki innych. I jak wielu oberwałem za protesty w tej sprawie. Bo jestem (…) od lat we władzach SDP a relacje nasze i Centrum Monitoringu Wolności Prasy z medialnego zamachu stanu rozsyłaliśmy po całym świcie. Podczas procedury mojego odejścia z PAP – po puczu zakomunikowałem publicznie, że się zwalniam – wyprzedzono mój ruch i próbowano się mnie pozbyć dyscyplinarnie – z tych powodów, które wymieniłem wyrzucono mnie z jednego z obecnie najbardziej żałosnych i prorządowych mediów w Polsce, czyli z państwowej agencji propagandowej, w skrócie PAP (…). Nie żałuję, bo to sądowy dowód winy reżimu Tuska. Nie wobec mnie, ale wobec setek innych konserwatywnych, niezależnych dziennikarzy. Procesy trwają. Tak się składa, że instancje niższe są niższe, ale mamy z moim adwokatem dużo cierpliwości. Wspierają mnie ludzie z władz SDP i CMWP oraz przyjaciele
To właśnie między innymi groteskowa, polityczna RPO winna jest zniszczeniu publicznych mediów i współwinna wyłączeniu sygnału nadawania w obliczu wojny za wschodnią granicą. To ona ponosi też część odpowiedzialności za chaos w mediach konserwatywnych. To ona była szefową komisji antypisowskiej powołanej przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. To ona współpracowała z wyznaczonymi przez rząd ludźmi, którzy mieli udawać, że się znają na mediach. Między innymi z reprezentującym Towarzystwo Dziennikarskie za granicą, byłym członkiem komunistycznej partii #PZPR, pracującego dla reżimowych mediów Gierka, Kani i Jaruzelskiego, potem cudownie go oświeciło i kręcił się przy solidarnościowej opozycji, a jeszcze później nawet był kandydatem z PO w wyborach do PE.
Takim towarzystwem otaczała się i kierowała Pani dawna mecenas, d. E. Wedel, d. 22 lipca. Właściwie to nadal 22 lipca. To ona właśnie była szefową komisji, z której członków MS zrobiło podsekretarzy stanu płacąc im, jak podały media, ponad 17 tys. zł. Miesięcznie. Ile odbierała kierowniczka tego uniwersum? Chyba nikt nie wie, to w końcu teraz jest RPO i pewnie nie powie. Zapytacie, co robiła/ robi ta komisja? Zgadliście. Już trzeci rok tropi nieprawidłowości, których prawica dopuszczała się w mediach publicznych torturując przez dwie kadencje, medialnych pracowników, którzy tam pozostali po grudniu 2023 roku. Był co prawda raport komisji, której przewodniczyła Pani mecenas a teraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Nic nie wykazał. No przynajmniej na to wyszło. Ani jednego wniosku o ściganie PiS za zarządzanie w TVP, PR i PAP. Moj Boże, takich apolitycznych ludzi jak RPO to świat nie widział… Mam nadzieję, że – nie tylko RPO – ale wszyscy odpowiedzialni za niszczenie polskich mediów staną przed sadem. Za mojego życia…”
Tym nieco ckliwym wpisem można by zakończyć tę relację, z tego, że prorządowy dziennikarz związany z TVP Andrzej Krajewski nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji. Chodzi jednak o coś, na co próbowałem zwrócić uwagę na początku tego artykułu.
Początek końca?
Czy jest to początek końca architektów, a raczej poprzez swoją mściwość grabarzy, nowego nieporządku medialnego trzeciego rządu Donalda Tuska? Nie wiem. Wygląda jednak, że tak jest, bo jak inaczej wytłumaczyć tak marną szermierczą postawę ludzi takich jak Andrzej Krajewski, Jarosław Szczepański, Krzysztof Król i Krzysztof Luft. Zostali w tej Radzie Programowej TVP i to w likwidacji w dodatku. Zostali trzej ostatni, bo Krajewski wypadł. No, ale dobrze napiszę o tych czterech dygnitarzach medialnych ery Trzeciego Tuska. Zamiast paradować w świetle fleszy po sejmowych bądź rządowych korytarzach, zarabiać krocie, co oznacza jeszcze więcej, użerają się z większością rady i gronem likwidacyjnym telewizji publicznej.
Dlaczego Krajewskiego nie dokooptowano do zacnego grona bojowników o wolność manipulowania mediów publicznych? I tu chyba zaskoczę. To zasługa Roberta Kwiatkowskiego, który jako członek Rady Mediów Narodowych nie zgodził się na tę kandydaturę. Tak, tak tego samego Roberta Kwiatkowskiego nazywanego Brunatnym Robertem przez autorów rubryki „Z życia koalicji, z życia opozycji” Wprost, czyli Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego.
Kłótnia w rodzinie?
Tego samego Roberta Kwiatkowskiego, który od 1998 roku 2004 roku był delegowany przez SLD do pełnienia funkcji prezesa zarządu TVP. Tego samego, który wcześniej zasiadał w KRRiT a później był posłem SLD i od 2020 jest w RMN. Na to stanowisko rekomendował Kwiatkowskiego prezydent Andrzej Duda. Z tego wszystkiego jednak, przede wszystkim z politycznej przeszłości związanej z postkomunistyczną lewicą, można byłoby wysunąć wniosek, że Kwiatkowski z takimi ludźmi jak Krajewski dojdzie do porozumienia.
Przyszłość mediów publicznych, m.in. TVP w likwidacji nie jest jasna zdj. hub
I tu niespodzianka, otóż nie. Kwiatkowski nie lubi Czarzastego a marszałek Sejmu, jak opowiadają świadkowie z lewicy, wręcz nienawidzi byłego szefa TVP. Skąd zatem ten podstawowy błąd z Krajewskim, czyli kandydatem koalicji? Z przekonania, że mający wiele politycznych i telewizyjnych grzechów na sumieniu Robert Kwiatkowski nie zechce zerwać ze swoim środowiskiem. A może członek RMN wcale nie zerwał z Lewicą. Może jego decyzja o braku poparcia dla Krajewskiego do Rady Programowej TVP w likwidacji bierze się jednak z doświadczenia Kwiatkowskiego w pracy w mediach?
Hubert Bekrycht
W tekście wykorzystałem swoje zdjęcia z posiedzenia Rady Programowej Telewizji Polskiej w likiwdacji z 22 października. Zaproszono mnie tam jako reprezentanta SDP, który przrstawił stanowisko naszego Stowarzyszenia w sprawie m.in. fikcyjnej, naszym zdaniem, likwidacji TVP,
Po pół roku dowiedziałem się, że raport z owych obrad i skargę na mój temat otrzymali: minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska i przewodniczący Rady Mediów Narodowych Wojciech Król. Składającymi to pismo byli likwidatorzy TVP Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut. Nie podobały im się moje określenia: „bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku” oraz „nielegalnie wybrani członkowie władz mediów publicznych”. No cóż, nie ukrywam powiedziałem tak. Od lat te akurat dwa zwroty powatrzam dość często. Donos tyleż głupi, co potrzebny, aby i szef RMN i szefowa MKiDN poznali te stwierdzenia. Ale myślę, że je znali, bo po 10 miesiącach od skargi Gorgosza i Syguta nie słyszałem o odpowiedzi na skargę.