ANDRZEJ KLIMCZAK: Zmarłym dziennikarzom z Kresów

Nieprzerwanie, od szesnastu lat trwa akcja poszukiwania i porządkowania przedwojennych grobów polskich dziennikarzy, literatów i pisarzy na cmentarzach Ukrainy. Akcja rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich została zainicjowana przez radiową dziennikarkę Jolantę Danak-Gajdę. Odnajdywania, często zapomnianych już grobów, i ich porządkowania nie przerwała nawet pandemia i wybuch pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Działamy nadal.

Jeszcze przed wybuchem pandemii na cmentarze dawnych Kresów jeździło z rzeszowskim SDP ponad 100 dziennikarzy. Dołączali do nich przedstawiciele mediów z innych regionów kraju a czasem nawet zza granicy. Poszukiwania i prace porządkowe wspomagali przedstawiciele rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej z Piotrem Szopą na czele i Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

W pracach pomagali przedstawiciele placówek dyplomatycznych, wspaniali patrioci: śp. wicekonsul Rafał Kocot oraz Eliza Dzwonkiewicz, była Konsul Generalna ze Lwowa. Zawsze obecni byli dziennikarze polskich mediów na Ukrainie z ekipą „Kuriera Galicyjskiego”, przy którym działa koło lwowskie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Łyczaków 2018 r.
zdj. Andrzej Klimczak

Wyprawy na kresowe cmentarze były dla dziennikarzy zawsze niezwykłą lekcją historii. Przy okazji poszukiwań grobów kolegów „po piórze” trafiali na grobowce sławnych i zasłużonych obywateli RP, obrońców ojczyzny, powstańców, naukowców o światowej sławie. Część z nich odnajdywała groby własnych rodzin.

Pracowali na cmentarzu łyczakowskim i janowskim we Lwowie. Odnajdywali groby naszych dziennikarzy i literatów w Kołomyi, Śniatyniu, Winnikach, Czerniowcach, Żytomierzu, Ostrogu, Brzeżanach i Bohorodczanach. Palili znicze i wiązali białoczerwone kokardy na nielicznych, ocalałych pomnikach grobowych cmentarza w Stanisławowie, zniszczonego przez Sowietów i zamienionego na miejski park.

Cmentarz w Kołomyi rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Na samym cmentarzu łyczakowskim odnaleźli i porządkowali 80 grobów. Na innych cmentarzach odkrywali pojedyncze, często bardzo zniszczone lub zarośnięte bujną roślinnością groby naszych dziennikarzy i pisarzy.

Nastała pandemia. Dwudziestego marca 2020 roku ogłoszono w Polsce stan epidemii. Wprowadzano coraz bardziej rygorystyczne nakazy. Przekraczanie granicy wymagało specjalnych zezwoleń, zaświadczeń i dokumentów potwierdzających badania na obecność covid-19. Ważność takich badań trwała 48 godziny. Przekroczenie tego czasu powodowało przy powrocie do kraju automatyczne skierowanie na przymusową kwarantannę. W tym czasie granicę przekraczał jedynie prezes oddziału rzeszowskiego SDP, organizując we Lwowie ekipę dziennikarzy Kuriera Galicyjskiego i Polaków mieszkających we Lwowie.

Były to skomplikowane wyjazdy, bowiem hotele w większości były zamknięte a te, które działały wymagały od klienta zestawu dokumentów potwierdzających stan jego zdrowia. Restauracje wydawały jedynie posiłki na zewnątrz. Wszędzie obowiązywał wymóg noszenia maseczek. I obowiązkowe badanie we Lwowie w dniu wyjazdu do Polski, którym należało się wylegitymować na granicy jeszcze po ukraińskiej stronie. Potem następowała cała procedura polskiej odprawy granicznej.

Pomimo, że pandemia uniemożliwiła grupowe wyjazdy dziennikarzy na Wschód, powstawały w zaciszu projekty następnych ekspedycji, gdy skończy się już zaraza. W planach była miedzy innymi Winnica i słynny cmentarz Bajkowe w Kijowie. Nikt jednak nie podejrzewał, że plany te nie dojdą do skutku.

Cmentarz ubogich Żytomierz, rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Dwudziestego czwartego lutego 2022 roku wybuchła na Ukrainie pełnoskalowa wojna, którą poprzedziły ataki w Donbasie i aneksja Krymu w roku 2014. Pierwszy dzień wojny rozpoczęło bombardowanie miast na Wołyniu. Wybuchy odnotowano w Kołomyi, Stanisławowie i Drohobyczu. Jednostki pancerne ruskiego agresora ruszyły na Kijów. Mordowano cywilów, rabowano dobytek, niszczono budownictwo mieszkalne. Ruscy zapowiadali, że w kilka dni podbiją cały kraj. Na szczęście tak się nie stało.

Dziesiątki tysięcy uchodźców codziennie przekraczało polską granicę szukając ratunku przed wojną. W pierwszym roku wojny walki koncentrowały się w środkowej i wschodniej części Ukrainy.

Na Ukrainie nie ma teraz bezpiecznych miejsc. Mała wioska pod Złoczowem
zdj. Andrzej Klimczak

Ataki na miasta zachodniej części kraju należały do rzadkości. Zagrożenie jednak było nadal duże. W takiej atmosferze, pomimo trwającej wojny, jak zwykle, w ostatni weekend października 2022 roku na cmentarzu Łyczakowskim pojawili się dziennikarze porządkujący groby. Tym razem w skromnym, dwuosobowym składzie: prezes SDP oddziału rzeszowskiego oraz członek koła lwowskiego SDP Karina Wysoczańska. Wspomagała ich niewielka grupa lwowskich Polaków.

Do tej pory alarmy bombowe były we Lwowie ignorowane, a życie toczyło się pozornie normalnie. Do tej pory… Około godziny 11 w mieście rozległ się dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wypełniały powietrze przeraźliwym dźwiękiem. Miejscowi nie reagowali jednak na te ostrzeżenia, bowiem wcześniej nie niosły one ze sobą realnych zagrożeń. Aż do tej pory… Rakiety i drony bojowe uderzyły w bazę paliwową w okolicy górnego Łyczakowa, zaatakowały też cele w innych rejonach miasta, w tym cele cywilne.

Łuk triumfalny na Cmentarzu Orląt we Lwowie
zdj. Andrzej Klimczak

Po tym niespodziewanym ataku prace na cmentarzu Łyczakowskim wznowiono i kilka grobów dziennikarskich udało się przygotować do zbliżającego się święta Wszystkich Świętych.

Minął rok niespokojny, przerywany nalotami na Lwów i inne miasta zachodniej Ukrainy. I znowu w ostatni weekend października żurnaliści z SDP pojawili się na cmentarzu łyczakowskim. Tym razem we dwóch: prezes oddziału SDP w Rzeszowie i dziennikarz prasowy, Andrzej Plęs. Noc minęła spokojne, chociaż na wschodzie kraju trwały ciężkie walki.

Słoneczna jesień na Łyczakowie ma szczególny urok. Nie zmieniła tego nawet wojna. Wzgórza, które „przytuliły” niezliczone grobowce zwieńczone niezwykłymi rzeźbami, mienią się wszelkimi barwami jesieni. Stare, pochylone drzewa malują krajobraz żółtymi, czerwonymi i bordowymi kolorami. Niżej, między grobami dzikie bluszcze, trawy i dziesiątki nieznanych z nazwy chwastów mienią się wszystkimi kolorami.

Nagrobki i niezwykłe, wzruszające epitafia zmuszają do refleksji. Ale też przypominają, że dziennikarze przyjechali tutaj aby przygotować do zbliżającego się święta chociaż kilka grobów.

Pracę przerywa znowu przeraźliwy dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wyją modulowanym dźwiękiem ostrzegając przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Ludzie znikają, chowając się po piwnicach starych kamienic, gdzie przygotowano prowizoryczne schrony zwane tutaj bomboshowyszczmi.

Z cmentarza daleko do jakiegokolwiek schronu, więc dziennikarze zostają na cmentarzu, dochodząc do wniosku, że w razie czego nie ma lepszego miejsca – od razu są tam, gdzie i tak by ich przecież zawieziono po śmierci…

Nadszedł rok 2024, drugi pełnoekranowej wojny, nie należał do najspokojniejszych. Pomimo tego akcja na cmentarzu łyczakowskim trwa nadal. Z prezesem rzeszowskiego SDP jest trójka Lwowian, którzy spontanicznie przyłączyli się do porządkowania dziennikarskich grobów. Od wczoraj trwają we Lwowie ataki dronów i rakiet. Giną cywile w zbombardowanych kamienicach. Tracą życie dzieci z rodzicami przywalone tonami gruzu. Trafiona zostaje szkoła – na szczęście nie było akurat lekcji.

Jesienny Łyczaków
zdj. Andrzej Klimczak

Ulice w całym mieście i te wokół cmentarza wypełnione są dźwiękiem pyrkotania agregatów prądotwórczych. Nie ma prądu bo zbombardowano stacje energetyczne. Powietrze wypełnia zapach spalin z agregatów. W zaułkach chowają się przerażone wybuchami i dźwiękiem prądnic koty i psy. Ale to miasto niezłomne żyje jak zwykle własnym, tym razem wojennym rytmem.

Jak co roku dziennikarze odwiedzają Cmentarz Orląt. W roku 1991 jedyną dostępną drogą do tego miejsca była prowizoryczna ścieżka wyłożona nagrobkami dzieci i obrońców Lwowa, zarośnięta wysokimi pokrzywami. Dzisiaj Cmentarz Orląt bieli się z daleka z kamiennymi lwami dumnie czuwającymi pod łukiem triumfalnym.

Nad wszystkim góruje biała kaplica cmentarna. W niej, wokół ołtarza i na ścianach niezliczone dowody pamięci i patriotycznych deklaracji.

Kilka lat temu zachwycało epitafium wypisane na starej maszynie i ofoliowane: mała karteczka z tekstem Kornela Makuszyńskiego, oparta o ołtarz kapliczny:

„…tu leżą uczniowie w mundurach,

Przeto ten cmentarz jest jak szkoła,

Najdziwniejsza szkoła, w której dzieci

jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym,

że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie”.

Jak bardzo aktualne są dzisiaj te słowa, chociaż zmieniły się czasy i inny już naród walczy tutaj o przetrwanie. Inny naród, chociaż w jego szeregach walczy i ginie wielu młodych Polaków, potomków tych, którzy pozostali po II wojnie światowej w swoich kresowych domach.

Październik 2025 roku, przeplatany deszczową pogodą przeważnie był słoneczny. Słoneczna była też sobota 25 dnia miesiąca.

Łyczaków, rok 2025. Grób Aleksandra Vogla, redaktora naczelnego Gazety Narodowej, prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich
zdj. Andrzej Klimczak

Cmentarz łyczakowski mienił się wszelkimi kolorami. Złoto klonowych i jesionowych liści stanowi doskonałe tło dla innych barw.

Łyczaków rok 2025. Bruno Franciszek Zaremba Bielawski, dziennikarz Gazety Lwowskiej i Dzwonka
zdj. Andrzej Klimczak

Główną bramę cmentarza mija kolumna wolno sunących samochodów. Kondukt pogrzebowy kolejnego młodego żołnierza, który zginął na froncie. Z fotografii umieszczonej na samochodzie patrzy młoda niemal dziecięca twarz żołnierza. Dzisiaj to czwarty taki pogrzeb. Kiedy samochody przejeżdżają obok, wszyscy ludzie na chodnikach klękają i żegnają się znakiem krzyża. To nowy zwyczaj oddawania hołdu zabitym na froncie. Z głośników karawanu słychać smutną pieśń o matce, która po raz ostatni żegna swoje jedyne dziecko…

W tym roku, w ramach corocznej akcji rzeszowskiego SDP, na cmentarzu był jedynie prezes oddziału, chociaż przyjazd na coroczną akcję deklarowało kilka osób. Nikogo nie wolno namawiać do wyjazdu. Na Ukrainie nie ma bezpiecznych miejsc.

2025. Grób Romualda Prawdzic Lewandowskiego, prawnika, dziennikarza i współzałozyciela największej, przedwojennej gazety prawniczej
zdj. Andrzej Klimczak

Rozsadek wziął górę – wszyscy chętni wycofali się z deklaracji wyjazdu po jednym z największych ataków rakietowo-dronowych dokonanych przez wroga tydzień wcześniej. Bombardowanie Lwowa trwało cztery godziny. Na szczęście obrona przeciwlotnicza unieszkodliwiła większość wrogich maszyn powietrznych. Nie obyło się jednak bez ofiar i strat.

Tym razem jednoosobowa delegacja SDP odwiedziła kilka dziennikarskich grobów. Niewiele jednak można zdziałać w pojedynkę. Usunięcie opadłych liści z płyt grobowych, wycięcie kilku agresywnie zarastających nagrobki bluszczy i usunięcie kilku suchych gałęzi lecących ze starych drzew cmentarnych – to wszystko co można było zrobić. Pozostało jeszcze tylko zapalenie zniczy i tradycyjna biało-czerwona wstążeczka zawiązana na grobowym krzyżu.

Dwie noce i następujące po nich dni były wyjątkowo spokojne. Ani raz nie ogłoszono alarmu lotniczego. Za to w odległym o 460 kilometrów Kijowie trwało bombardowanie. Informacje z tych terenów podświadomie budziły pytania, kto ze znajomych przeżył a kto nie. Wszak tam nadal jest sporo polskich dziennikarzy, zarówno tych miejscowych, jak i korespondentów, którzy ślą informacje z terenów okupowanych i tych nieustannie atakowanych z powietrza. Trwają tam, aby przesyłać prawdziwe informacje na przekór wrogiej propagandzie i aby ostrzegać, że to co dzieje się na wschód od naszej granicy niebawem może się stać codzienną rzeczywistością reszty Europy.

Tekst i zdjęcia Andrzej Klimczak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O kończącej się, wyjątkowo brutalnej, kampanii wyborczej pisze ANDRZEJ KLIMCZAK: Błoto zwycięstwa

Obserwując tegoroczną kampanię wyborczą trudno oprzeć się wrażeniu, że przestała ona spełniać rolę jaką określają encyklopedyczne definicje, które mówią, że: „jest to etap wyborów, w którym za pomocą różnych środków i działań komitety wyborcze promują wśród wyborców swoich kandydatów i programy, wykorzystując m.in ogół środków masowego przekazu”.

 Obecna władza, od momentu przejęcia sterów w państwie, interpretuje tę zasadę według własnego widzimisię i pewnie niebawem usłyszymy, że tak rozumieją prawo wyborcze. W tym prawo do obrzucania konkurentów politycznych błotem i najniższej kategorii, obrzydliwymi pomówieniami.

Niestety, w tym procesie bierze udział spora grupa osób, które przypisują sobie tytuł „dziennikarza” lub „redaktora”, chociaż w rzeczywistości są zupełnie uzależnionymi od ideologii marketingowcami dalekimi od dziennikarstwa, które statutowo ma być rzetelne i zawsze świadczyć prawdę.

Rządowa ekipa Donalda Tuska zachowuje się od początku kadencji jak przysłowiowa „małpa z brzytwą”, na wszelkie sposoby zrażając własny elektorat. Oczywiście z wyłączeniem „betonu” zwolenników, którzy w większości nie tyle są za koalicją, ale przepełnieni zaciekłą, niewytłumaczalną nienawiścią, przeciw jej konkurencji.

Przedwyborcze deklaracje z roku 2024, mówiące o „przywróceniu państwa prawa i wprowadzeniu dobrobytu społecznego”, przekonały sporą grupę wyborców do oddania głosu na rządząca obecnie koalicję. Ci którzy niedowierzali nowej władzy, nie podejrzewali jednak, że aż tak bardzo można sprzeniewierzyć się własnym obietnicom.

Pamiętam, jak kilka dni po wyborach parlamentarnych, jedna z gazet zwróciła się do mnie z prośbą o komentarz, w którym miałem odnieść się do przyszłości polskich mediów. Napisałem wówczas, że na pewno nastąpią zmiany w zarządach wielu redakcji – jak to bywało przy kolejnych wymianach ekip politycznych – ale dziennikarze raczej mogą być spokojni, bo nowa władza nie składa się z idiotów, którzy represjonując żurnalistów budowaliby sobie na początku kadencji tak znaczącą opozycję. Pomyliłem się. Kilka dni później dokonano prawdziwego zamachu na publiczną telewizję i radio. Dokonano tego bezprecedensowego aktu przemocy, pomimo, że media te były do opanowania na drodze pokojowej w ramach zgodnych z prawem zmian legislacyjnych.

Na dodatek zaczęto likwidować programy, które były nie tylko wartościowe, ale też niezwykle ważne chociażby jako „platformy międzynarodowe”.

Kolejne wyczyny ekipy Donalda Tuska i agresja skierowana przeciwko Kościołowi i politycznej konkurencji – oskarżanie o czyny których nie popełniono – wyraźnie wskazywały i wskazują nadal na próbę niedemokratycznego zmonopolizowania przestrzeni politycznej wszelkimi metodami – najczęściej tylko noszącymi znamiona prawa a w efekcie będącymi jedynie naiwnie brzmiącą jego interpretacją.

Doprowadzono też to sprowadzenia polityki na poziom o skali dotychczas nieznanej – prostacki, wulgarny, pełen kłamstw i pomówień.

Autorzy tego błota – ci ze sceny politycznej jak i ogromnej przestrzeni medialnej, wydają się wierzyć w swoją niekończącą się bezkarność. Nie przewidzieli jednak tego, że zmęczone społeczeństwo zaczyna mieć dość takich działań, które są szkodliwe dla Polaków i Polski. Coraz częściej spotykam ludzi, którzy w wyborach parlamentarnych głosowali za obecną koalicją – dzisiaj zarzekają się, że tego błędu nie powtórzą. Są też i tacy, których do głosowania na Karola Nawrockiego przekonała paradoksalnie… ekipa Donalda Tuska, wprowadzając wyborczy zamęt, snując przedwyborcze zarzuty, używając w kampanii nie tylko stronniczych mediów, firm PR, ale też państwowych instytucji.

I znowu paradoksalnie… im więcej błota rzuconego na Karola Nawrockiego, tym większe jego szanse na zwycięstwo, bo dzięki temu przybywa przeciwników brudnej, wulgarnej kampanii.

A wystarczyło po wyborach parlamentarnych zachowywać się przyzwoicie i przestrzegać prawa. Gdyby tak było, to dzisiaj Karol Nawrockie nie powodowałby histerycznych reakcji rządzącej koalicji grzęznącej w błocie, które sama wytworzyła.

Andrzej Klimczak

 

 

O wolności słowa na Słowacji z szefem oddziału SSN w Preszowie Jozefem Jurčišinem rozmawia Andrzej Klimczak

Z Jozefem Jurčišinem, prezesem oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Słowackich (Slovenského Syndikátu Novinárov, SSN,) w Preszowie, członkiem Zarządu Głównego tej organizacji w Bratysławie rozmawia Andrzej Klimczak

 

AK: Jak funkcjonuje na Słowacji Wasze Stowarzyszenie?

JJ: Nasza organizacja utrzymuje się ze składek członkowskich i realizacji projektów, na które otrzymujemy finanse z dotacji unijnych lub ministerialnych. Członkostwo w naszej organizacji nie jest obowiązkowe dla pracowników mediów.

Jako oddział SSN utrzymujemy własne biuro w Preszowie, podobnie w kilku oddziałach regionalnych. Obecnie nie mamy stałego adresu siedziby w Bratysławie. Jak to zwykle bywa w przypadku organizacji NGO, część oddziałów jest bardzo aktywna a części wystarcza jedynie fakt przynależności do organizacji.

Oddział w Preszowie od wielu lat cieszy się opinią aktywnego, nie tylko ze względu na podejmowanie działań branżowych i wspomaganie dziennikarzy, ale również ze względu na organizację wydarzeń o charakterze kulturalnym i sportowym.

Muszę dodać, że nasz główny prezes jak i szefowie oddziałów regionalnych nie otrzymują żadnego wynagrodzenia, jesteśmy wolontariuszami na pełny etat…

 

Czy wolność słowa na Słowacji po zmianie władzy jest zagrożona?

Tego tak lakonicznie jak sformułowano to w pytaniu nie można stwierdzić. Nie mamy sygnałów jednoznacznie odnoszących się do bezpośrednich nacisków władzy na media, np. by podejmowała próby zmiany norm prawnych ograniczających wolność wypowiedzi dziennikarzy i mediów.

Zdarzają się jednak sytuacje, które pośrednio można uznać za próby nacisku na dziennikarzy i redakcje. Tak jak w przypadku rządzącego polityka, który wszczął proces wobec jednej z redakcji o to, że użyła ona na okładce pisma fotografii bez zgody bohatera artykułu, czyli tego polityka….

Obecna władza, na czele z premierem Robertem Fico, stygmatyzuje media z nurtu „mainstream”, nazywając je antysłowackimi, antyrządowymi. Na swoich konferencjach prasowych Fico i ministrowie ignorują pytania, które im zadają dziennikarze tych mediów.

Czy można stwierdzić, że słowackie redakcje nie odczuwają bezpośrednich nacisków zewnętrznych, bo nie dochodzi już do takich sytuacji jak zamordowanie dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej, po publikacji o związkach władzy z mafią?

 Sprawa morderstwa dziennikarza nie została ciągle do końca wyjaśniona. A upłynęło od tego tragicznego wydarzenia siedem lat… Mamy nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy na Słowacji. Prawda jest też taka, że obecnie na Słowacji rządzi ta sama ekipa ludzi, którzy byli „bohaterami” artykułów Jána Kuciaka.

Od pewnego czasu obserwujemy inne zjawisko… Chodzi o autocenzurę wielu redakcji spowodowaną nie tyle lękiem przed odwetem przedstawicieli władzy, a przed ograniczeniem dopływu środków finansowych z reklam i ogłoszeń. Wiadomo, że bez odpowiedniego rynku reklam czy sponsoringu, redakcje nie są w stanie funkcjonować. Zresztą na przestrzeni ostatnich lat kilka drukowanych wydań musiało wycofać się z rynku medialnego ze względów finansowych.

Czy w takich przypadkach SSN podejmował działania wspierające takie redakcje?

Nie mieliśmy podstaw do takich działań. To były autonomiczne decyzje redakcji. Nikt się do nas nie zwracał z prośbą o interwencję, a gdyby nawet się zgłosił to nasza organizacja nie posiada odpowiednich narzędzi do udzielenia skutecznej pomocy redakcjom, które ze względów finansowych nie są w stanie prowadzić dalszej działalności.

A jak wygląda kwestia polaryzacji mediów na sprzyjające rządowi i te będące w opozycji?

Według mojej wiedzy na Słowacji nie ma tak wyraźnego podziału jak w Polsce, na media, które sympatyzują z władzą lub są jej przeciwne. Praktycznie we wszystkich mediach słowackich można spotkać materiały krytyczne wobec obecnego rządu. Po zmianach dobrze się trzyma publiczna telewizja i radio – nie zauważa się w nich zbyt dużo prorządowej propagandy. Dopóki tak jest, to możemy mówić o niezagrożonej wolności słowa w naszym kraju. Oczywiście można by się pokusić o zrobienie statystyki opisującej, w których mediach jest więcej krytyki władzy, a w których więcej materiałów sprzyjających jej politykom. Nikt jednak do tej pory takiej statystyki nie robił. A gdyby nawet powstała, to wątpię, aby była do końca wiarygodna, bowiem opinie, które można by uznać za prorządowe lub opozycyjne nie są stałym algorytmem a wynikają z konkretnych sytuacji i zdarzeń, które za każdym razem będą się cieszyły pozytywną lub negatywną opinią poszczególnych redakcji.

Inną kwestią jest sprawa mediów, przede wszystkim internetowych, które można oceniać jak dezinformacyjne, prorosyjskie itp. Obecny rząd ceni je więcej niż te, które są wobec niego krytyczne. Nie będę wymieniać szczegółów, ale jest to istotny problem dla współczesnej sceny medialnej na Słowacji.

Czy SSN współpracuje z zagranicznymi organizacjami dziennikarskimi?

W tej chwili nie mamy żadnych wspólnych działań z takimi instytucjami. Byłoby jednak bardzo dobrze, gdyby taka współpraca była możliwa. Najbardziej interesowałaby nas współpraca w zakresie realizacji międzynarodowych projektów z zewnętrznym finansowaniem. Gdyby np. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich miało takie propozycje to zapraszamy do rozmów.

 

ANDRZEJ KLIMCZAK przenosi nas w świat poezji EDWARDA BOLCA – „Dedykacje”

Tak zatytułowany został nowy tom poezji Edwarda Bolca, członka oddziału  SDP w Rzeszowie, inżyniera, dziennikarza, kiedyś roznosiciela mleka, zaopatrzeniowca w fabryce butów i sprzedawcy starych, przeczytanych już wielokrotnie książek. Wielość doświadczeń życiowych zadecydowała o bogactwie nietypowej poezji stanowiącej raczej reporterskie relacje z kiedyś odwiedzanych miejsc i spotkań.

Ten, zdawałoby się mikroregionalny, poeta z łatwością żegluje również po tematach z dalekiego Bostonu oraz innych miejsc USA czy Grecji, gdzie odnalazł zapomniane ślady naszej europejskiej cywilizacji.

Bez karkołomnych, intelektualnych fajerwerków, bez wyszukanych metafor, Edward Bolec opowiada jednak najczęściej o ukochanym mieście i jego najbliższej okolicy. O rzece towarzyszącej mu od dzieciństwa i o zmianach zachodzących wokół. W tych wspomnieniach najważniejsi są jednak ludzie, ci ukochani, tak jak jego mama, czy też spotykani okazjonalnie, mozolnie wykonujący swój fach faceci, tacy jak chociażby Stach Nitka, który doczekał się pomnika na rzeszowskich bulwarach, przewoźnik przez lata wędrujący w tym samym miejscu tam i z powrotem przez rzekę swoją starą krypą napędzaną drewnianą żerdzią. Nie brak też wspomnień o tutejszych, równie niezwykłych menelach, stanowiących o kolorycie miejsca. Jednak najważniejsze podium w twórczości zajmują osoby bliskie sercu Edwarda.

Nie są to wspomnienia pozbawione emocji i tęsknot. Świadczy o tym dobitnie wiersz dedykowany nieżyjącej już matce autora:

„Podróż na gapę”

Za chwilę będzie wigilia, Mamo,

Opłatek, życzenia zdrowia

I wszelkiej pomyślności

W nadchodzące święta,

A ja wciąż w drodze,

nie wiem dokąd,

nie rozumiem dlaczego,

idę jak inni,

nogi same niosą. (…)

 

Częste powroty Edwarda do lat dziecinnych i młodzieńczych są nie tylko czysto sentymentalne, przepojone tęsknotą za minionym czasem, ale są przede wszystkim archiwalnym portretem miejsc, ludzi i zdawałoby się normalnych sytuacji, które w wierszach Edwarda nabierają niezwykle tajemniczego charakteru.

„Na tarasie pod parasolami”

Byliśmy tutaj,

Chodziliśmy tymi ulicami,

Nasze głosy słyszały mury tych kamienic,

Wpadaliśmy na Wiener Caffe

Lub Leżajsk (gdy rzucili)

Do Kosmosu przy 3 maja,

Na bluesowe msze Blackoutów

Urywaliśmy się „na pocztę”,

Jeśli zapadaliśmy się pod ziemię,

To na pewno wypełzaliśmy na ląd

W Olszynkach nad Wisłokiem. (…)

(…) Któregoś dnia białe gołębie zniknęły,

Ich miejsce zajęły obce czarne ptaki,

Nocą słuchaliśmy radia,

Posterunki rozpalały koksowniki

Na rogatkach

Zawołaliśmy swoje pierwsze NIE

I czas zastopował na chwilę, (…)

 

Tak w swoich wierszach przestawia zderzenia młodzieńczej sielanki z brutalną rzeczywistością minionych lat, która zmuszała do porzucenia marzeń i idyllicznego wyobrażenia otaczającej rzeczywistości. Tamta rzeczywistość kształtowała postawę nie tylko bohaterów wierszy Edwarda, ale też jego samego. Z upływem czasu i gasnącej euforii pojawiały się rozczarowania:

„Można”

Można nie mieć nic,

Być goły i niekoniecznie wesoły,

Zimować u Brata Alberta,

A rano gdy słońce wypala oczy,

Kurewsko cieszyć się życiem.

Można mieć wszystko,

Kasę, tytuły, ordery,

Tak zwaną dobrą rodzinę,

Stać w blasku reflektorów,

I być namaszczonym skurwysynem.

 

Te niepozbawione wulgaryzmów, ale jednocześnie nie wulgarne, opisy ludzkich postaw, są kolejnym dowodem na odwagę poety, który nie toleruje poprawności politycznej i nie godzi się na kompromisy.

Opisywane postacie w tekstach Edwarda Bolca są jednoznaczne, zdecydowanie dobre lub bezpardonowo krytykowane, gdy na to zasługują.

Opisy miejsc, osób i wydarzeń balansujące na granicy prozy i poezji, mimo, że odnoszą się do niewielkiego obszaru rodzinnego miasta poety, trudno nazwać lokalnymi, bowiem opisują przestrzeń, która jest znana wszystkim nawet w najdalszych zakątkach kraju. To przestrzeń sentymentów, kolorytu miejsc, fascynacji otoczeniem architektonicznym i tym zwyczajnym, ludzkim. To opis sytuacji, które zna każdy z nas bez względu na miejsce zamieszkania.

 

 

JÓZEFA MATUSZA wspomina Andrzej Klimczak: Odszedł wieczny optymista

Poznaliśmy się na początku lat 90-tych. Józek Matusz właśnie zakończył pracę w „Dzienniku Obywatelskim AZ”, gazecie podkarpackiej, która powstała po wyborach w roku 1989. Ten periodyk był, nie tylko dla Józka, poligonem doświadczalnym nowego, wolnego dziennikarstwa. Tam też zaczęła się dla Niego profesjonalna szkoła żurnalistyki, którą wcześniej uprawiał w studenckim piśmie „Dwukropek”.

Na dobre poznaliśmy się dopiero w „Rzeszowskich Nowinach”, całe lata dzieląc ten sam pokój redakcyjny. Pełnił też rolę kierownika oddziału Polskiej Agencji Prasowej, a później jednoosobowego oddziału „Rzeczpospolitej”. Na dodatek został jeszcze prezesem regionalnego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Rzeszowie.

Był prawdziwym pasjonatem swojej pracy. Nadmiar obowiązków powodował czasem, że Józek bywał roztargniony, ciągle w niedoczasie, zabiegany pomiędzy obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi. Czasem powodowało to zabawne dla  kolegów – pewnie mniej zabawne dla rodziny – sytuacje.

W czasach, gdy „Nowiny” były jeszcze drukowane w Rzeszowie a ich nakład sięgał 250-300 tysięcy egzemplarzy, każdy z nas musiał co jakiś czas dyżurować, nadzorując skład gazety, aż do przekazania materiału do drukarni w okolicach godziny 24.

W towarzystwie Józka zacząłem dyżur przed godziną 15-tą. Pisząc jakiś artykuł, siedział przy sąsiednim biurku. Co jakiś czas wstawał, robił kilka kroków po pokoju i głośno zastanawiał się co miał zrobić, bo na pewno żona prosiła aby coś zrobił. Między godziną 15-tą a 20-tą kilka razy przechadzał się po redakcyjnym pokoju i zastanawiał głośno co miał zrobić?

Nagle, parę minut po godzinie 20-tej, zerwał się na równe nogi i zakrzyknął: Już wiem! Miałem odebrać dziecko z przedszkola! Okazało się, że cierpliwa przedszkolanka czekała do 18-tej, a potem sama zawiozła córkę Józka do domu. To był właśnie Józio. Skupiony na pracy. Zaangażowany wielowątkowo i przez nadmiar obowiązków służbowych i zajęć pozazawodowych nie zawsze panujący nad przyziemną rzeczywistością.

Miał radosne usposobienie wiecznego optymisty. To zjednywało mu wielu znajomych i kolegów. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, kiedy był prezesem oddziału w Rzeszowie, zasłynął jako organizator zabaw sylwestrowych dla żurnalistów oraz corocznych regat żeglarskich dla dziennikarzy, organizowanych ze Związkiem Żeglarskim w Polańczyku nad Soliną.

Na wszystkich imprezach był duszą towarzystwa. Jeszcze przed pandemią uczestniczył prawie we wszystkich naszych wyjazdach do Lwowa i poszukiwaniach na cmentarzach grobów przedwojennych dziennikarzy.

Kiedy został dyrektorem TVP3 Rzeszów obejmował stanowisko z planami dużych zmian programowych i personalnych. Nie wspominał o nich jednak głośno. Powiedział mi kiedyś, że znalazł się w trudnej sytuacji, w której miejscowi politycy różnych opcji próbowali na nim wymusić zmiany programowe i wymianę części kadry. Nie wprowadził jednak żadnych istotnych zmian, również tych personalnych. Jedyną zmianą kadrową w TVP3 Rzeszów, po siłowym przejęciu mediów publicznych, było… odsunięcie Józka od pełnienia obowiązków dyrektorskich przez nowe kierownictwo TVP.

Do końca miał nadzieję, że gdy wróci normalność on też powróci do pracy…

Swoim odejściem zaskoczył wielu z nas. Dopiero gdy umarł, okazało się że cierpiał na poważną chorobę. Nie było tego świadoma większości dziennikarzy wiedzących przecież praktycznie wszystko a czasem nawet więcej…

Wszyscy, którzy Go znali w najbliższych dniach zjednoczą się we wspólnej modlitwie: Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

 

Andrzej Klimczak

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Rzeszowie

 

 

 

Zapraszamy do lektury nowego numeru „Forum Dziennikarzy”

Jak zwykle zapraszamy do lektury „Forum Dziennikarzy, w którym znajdziecie Państwo bardzo ważne teksty dotyczące losu mediów po wyborach parlamentarnych, które odbyły się jesienią ubiegłego roku.

Polecamy rozmowę Mari Giedz z Jolantą Hajdasz, dyrektorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy, która opowiada o tym co spotkało media i dziennikarzy po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska. Tekst nosi tytuł: Media Publiczne – Jeśli nie przejąć, to zlikwidować.

Kolejnym istotnym tekstem dla naszej organizacji jest materiał Jacka Karolonka „Drogowskaz ku nowym wyzwaniom” opisujący Zjazd Statutowy, który odbył się w Kazimierzu Dolnym a jego efektem są ważne zmiany w statucie SDP.

O tym co gnębi media w Polsce napisał Piotr Boroń w tekście „Dziennikarstwa siedem grzechów głównych”.

Do głosu o mediach w Polsce dołączył Marcin Wolski felietonem „Żelazna miotła”.

W tym numerze sporo miejsca poświęcono kulturze. Na uwagę zasługuje tekst Teresy Kaczorowskiej „Ernest Bryl. Wieszcz kodu narodowego.

Wojna i jej wpływ na relacje międzynarodowe to temat tekstu „Różnice nieoczywiste” opisującego wzajemne stosunki pomiędzy Czechami a Słowacją. Autorem jest Michal Lebduśka, czeski dziennikarz i analityk od kilku lat mieszkający w Polsce.

W podróż do „Doliny Świętych” zabierze nas Maria Giedz, dziennikarka, podróżniczka i wykładowca akademicki.

Jolanta Gajda pojechała jeszcze bardziej na Wschód i odwiedziła Japonię podążając śladami ojca Maksymiliana Kolbe. Swoja podróż opisała w tekście „Japoński Niepokalanów”.

Jak zwykle w najnowszym numerze znajdziecie Państwo jeszcze kilka innych, niemniej ciekawych tekstów.

Miłej lektury życzy

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

POBIERZ E-WYDANIE TUTAJ

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

1(151)/2024

Jak zwykle zapraszamy do lektury „Forum Dziennikarzy, w którym znajdziecie Państwo bardzo ważne teksty dotyczące losu mediów po wyborach parlamentarnych, które odbyły się jesienią ubiegłego roku.

Polecamy rozmowę Mari Giedz z Jolantą Hajdasz, dyrektorem Centrum Monitoringu Wolności Prasy, która opowiada o tym co spotkało media i dziennikarzy po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska. Tekst nosi tytuł: Media Publiczne – Jeśli nie przejąć, to zlikwidować.

Kolejnym istotnym tekstem dla naszej organizacji jest materiał Jacka Karolonka „Drogowskaz ku nowym wyzwaniom” opisujący Zjazd Statutowy, który odbył się w Kazimierzu Dolnym a jego efektem są ważne zmiany w statucie SDP.

O tym co gnębi media w Polsce napisał Piotr Boroń w tekście „Dziennikarstwa siedem grzechów głównych”.

Do głosu o mediach w Polsce dołączył Marcin Wolski felietonem „Żelazna miotła”.

W tym numerze sporo miejsca poświęcono kulturze. Na uwagę zasługuje tekst Teresy Kaczorowskiej „Ernest Bryl. Wieszcz kodu narodowego.

Wojna i jej wpływ na relacje międzynarodowe to temat tekstu „Różnice nieoczywiste” opisującego wzajemne stosunki pomiędzy Czechami a Słowacją. Autorem jest Michal Lebduśka, czeski dziennikarz i analityk od kilku lat mieszkający w Polsce.

W podróż do „Doliny Świętych” zabierze nas Maria Giedz, dziennikarka, podróżniczka i wykładowca akademicki.

Jolanta Gajda pojechała jeszcze bardziej na Wschód i odwiedziła Japonię podążając śladami ojca Maksymiliana Kolbe. Swoja podróż opisała w tekście „Japoński Niepokalanów”.

Jak zwykle w najnowszym numerze znajdziecie Państwo jeszcze kilka innych, niemniej ciekawych tekstów.

Miłej lektury życzy

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny „Forum Dziennikarzy”

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

Narazili się mafii – ANDRZEJ KLIMCZAK o rocznicy śmierci słowackiego dziennikarza Jána Kuciaka

W szóstą rocznicę śmierci zamordowanego dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej, Martiny Kušnírovej, dzisiaj (21 stycznia)  o godzinie 18.00, przed ratuszem miejskim w Preszowie na Słowacji odbędzie się manifestacja organizowana przez stowarzyszenie obywatelskie „Otwarta Brama” oraz dziennikarza z Preszowa, Jozefa Jurcisina.

Uroczystości uświetni występ Edo Klena, znanej na Słowacji folkrockowej grupy muzycznej. Organizatorzy zapowiadają, że nie zabraknie również utworu: „Ballad of Ján and Martin”. Przypomniana zostanie historia wydarzeń na Słowacji, które doprowadziły do zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej, oraz historia procesu, który nie doczekał się skazania wszystkich winnych.

Całe wydarzenie będzie szeroko relacjonowane na portalach społecznościowych.

Organizatorzy podczas manifestacji chcą ogłosić konkurs na wykonanie tablicy pamiątkowej poświęconej zamordowanym. Tablica ta zostanie umieszczona w Alei Mladámanželov w miejscu, w którym fotografują się nowożeńcy. Potencjalnie w tym miejscu mogliby się sfotografować Ján i Martina, gdyby morderstwo nie przekreśliło ich życiowych planów.

Ján Kuciak, dziennikarz śledczy, oraz jego narzeczona Martina Kusznírova zginęli 21 lutego 2018 roku. Do zbrodni doszło w ich domu w Veľkiej Maczy, kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Bratysławy.

21 marca 2018 przed śledztwem mającym jeszcze trwać pięć lat, Sasa Uhlowa, reportrerka z A2larm.cz pisała: „Jest czwartkowy wieczór, następnego dnia ma się odbyć kolejna demonstracja zorganizowana przez ruch ‘Opowiedzmy się za uczciwą Słowacją’ (Postavme sa za slušné Slovensko). Już od kilku tygodni Słowacja wrze. Protestujący na ulicach ludzie żądali i doprowadzili do dymisji premiera Roberta Ficy oraz ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera Roberta Kaliňáka. Protesty zapoczątkowało zabójstwo młodego dziennikarza Jána Kuciaka i jego dziewczyny Martiny Kušnírovej, których znaleziono zastrzelonych w domu w wiosce Veľká Mača koło małego słowackiego miasta Galanta. Motyw zabójstwa nie został do tej pory wyjaśniony, ale śmierć Kuciaka i Kušnírovej wywołała lawinę antyrządowych protestów”.

Temat, nad którym Kuciak pracował przed swoją śmiercią, łączy główną doradczynię kancelarii rządu Márię Troškovą z włoską mafią. Do tego doszło jeszcze wystąpienie prokuratora Vasiľa Špirki, według którego w roku 2010 zdymisjonowany wicepremier Kaliňák został skorumpowany, a później miał zastraszać prokuratora Špirkę, żeby przeszkodzić mu w badaniu sprawy. Przeciwko Kaliňákowi marsze antykorupcyjne organizowano jeszcze przed zamordowaniem Kuciaka i jego narzeczonej.

 

 

Na grobach dziennikarzy przy dźwiękach alarmu bombowego

Nieprzerwanie, od kilkunastu lat, trwa akcja Oddziału SDP w Rzeszowie poszukiwania za wschodnią granicą  grobów polskich dziennikarzy.

Akcja wymyślona przez Jolantę Danak Gajdę, byłą dziennikarkę Polskiego Radia w Rzeszowie nie została przerwana podczas pandemii, a tym bardziej w czasie trwającej na Ukrainie wojny.

Na samym tylko cmentarzu łyczakowskim we Lwowie odkryliśmy około 100 grobów, często zapomnianych, zarośniętych kolczastymi pnączami, częściowo zdewastowanych. Nasza praca pozwoliła na kilku nekropoliach przywrócić na nowo groby zmarłych kolegów żurnalistów z czasów poprzedzających II wojnę światową.

Tak samo jak w ubiegłym roku naszym pracom towarzyszył złowróżbny dźwięk syren obwieszczających nalot bombowy. Na szczęście tym razem rosyjskie rakiety nie doleciały do Lwowa.

W latach poprzedzających pandemię, a później wojnę, przyjeżdżało na cmentarze Lwowa, Stanisławowa, Kołomyi czy Bohorodczan około 100 przedstawicieli naszego zawodu z całej Polski.

Ostatnie cztery lata spowodowały, że na cmentarzu pojawia się zaledwie kilka osób, ale reprezentują oni godnie tych, którzy przyjechać nie mogli, lub nie przyjechali z obawy przed wojenną zawieruchą. W czasach wojny, Oddział SDP w Rzeszowie przestał organizować wyjazdy za wschodnią granicę ze względów bezpieczeństwa. Nie ma w tej chwili na Ukrainie bezpiecznego miejsca, co udowodniły ataki rakietowe nawet na małe miejscowości i prywatne zabudowania. Każdy z uczestników wyjazdu na Łyczakowską nekropolię w tym roku, tak jak i w poprzednim, sam podejmował decyzję świadom ryzyka.

Zapaliliśmy również symboliczne światełko pod krzyżami obrońców Ukrainy, których groby wyszły już daleko poza granice starego cmentarza. Zapłakane matki, narzeczone, żony i dzieci pochylone nad grobowymi portretami młodych ludzi, to widok, którego nie zapomnimy nigdy.

Zapraszamy do lektury nowego numeru „Forum Dziennikarzy”

Nowe „Forum Dziennikarz” jak zwykle oferuje wiele ciekawych, zróżnicowanych tematycznie tekstów, odnoszących się do współczesności jak i wydarzeń historycznych.

Wracamy do tegorocznych nagród dla dziennikarzy w relacji Jacka Karolonka „Ważne nagrody z gorzkim posmakiem wojny”.

Przypominamy istotną dla wizerunku Polski beatyfikację rodziny Ulmów w tekście Aliny Bosak: „Zwyczajne dobro wymaga nadzwyczajnej odwagi”. Tekst został wzbogacony fotoreportażem Jacka Króla.

Maria Giedz odpowiada na pytanie: „Jak zostać Templariuszem” w tekście o takim właśnie tytule.

„Pisarz w ogóle nie posiada wstydu” – stwierdza prowokacyjnie Piotr Samolewicz w rozmowie z Marią Gołębiewską Bijak

Piotr Boroń zaprasza na spotkanie z Janem Matejką, którego dzieje i twórczość były w roku 2023 szczególnie mocno akcentowane.

Jakub Olchowski ujawnia rosyjską propagandę w tekście: „Wina zachodu i Polski, czyli jak Ukraina napadła na Rosję”.

W najnowszym numerze Forum Dziennikarzy znajdziecie Państwo jeszcze wiele innych ciekawych tekstów.

Miłej lektury

Andrzej Klimczak

redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

E-WYDANIE DO POBRANIA TUTAJ

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

 

2(149)/2023

Nowe „Forum Dziennikarz” jak zwykle oferuje wiele ciekawych, zróżnicowanych tematycznie tekstów, odnoszących się do współczesności jak i wydarzeń historycznych.

Wracamy do tegorocznych nagród dla dziennikarzy w relacji Jacka Karolonka „Ważne nagrody z gorzkim posmakiem wojny”.

Przypominamy istotną dla wizerunku Polski beatyfikację rodziny Ulmów w tekście Aliny Bosak: „Zwyczajne dobro wymaga nadzwyczajnej odwagi”. Tekst został wzbogacony fotoreportażem Jacka Króla.

Maria Giedz odpowiada na pytanie: „Jak zostać Templariuszem” w tekście o takim właśnie tytule.

„Pisarz w ogóle nie posiada wstydu” – stwierdza prowokacyjnie Piotr Samolewicz w rozmowie z Marią Gołębiewską Bijak

Piotr Boroń zaprasza na spotkanie z Janem Matejką, którego dzieje i twórczość były w roku 2023 szczególnie mocno akcentowane.

Jakub Olchowski ujawnia rosyjską propagandę w tekście: „Wina zachodu i Polski, czyli jak Ukraina napadła na Rosję”.

W najnowszym numerze Forum Dziennikarzy znajdziecie Państwo jeszcze wiele innych ciekawych tekstów.

Miłej lektury

Andrzej Klimczak

redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

 

 

Jak walczyć z fake newsami? Nowy numer „Forum Dziennikarzy”

Nowy numer „Forum Dziennikarzy” poświęcony jest projektowi realizowanemu przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Ministerstwo Spraw Zagranicznych StopFake PL. W jaki sposób jest on realizowany, jaki jest jego zasięg i jak ważny jest obecnie, gdy toczy się wojna na Ukrainie napadniętej przez Rosję – to wszystko znajdziecie w najnowszym, pierwszym w tym roku, wydaniu naszego pisma.

Wojna na Ukrainie ma wpływ na relacje międzynarodowe na całym świecie – również w Kurdystanie o czym pisze Maria Giedz.

Piotr Boroń w swoim poradniku medialnym pokazuje obowiązujące tendencje i przestrzega przed niebezpieczeństwami jakie oferują współczesne media. W innym materiale przypomina żurnalistom o zapomnianym patronie ich profesji.

Jak zwykle czytelnicy „Forum Dziennikarzy” znajdą jeszcze inne interesujące materiały.

Miłej lektury życzy

Andrzej Klimczak

redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

E-WYDANIE DO POBRANIA TUTAJ

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego