Nie zliczę, ile razy – tylko na portalach prorządowych mediów – w ostatnim czasie obrażano byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który nie miał szans na uczciwy proces w Polsce i opuścił nasz kraj. Ostatnio prorządowe przekaźniki manipulacji powołując się na swoje informacje lub cytując premiera obwieściły oburzone, że Romanowski przebywa w Naddniestrzu separatystycznej części Mołdawii popieranej przez Kreml. Teraz służby mołdawskie podały, że to może być nieprawda…
Marcin Romanowski oskarżany o „zbrodnie” związane z Funduszem Sprawiedliwości, nadal bez procesu, jest już właściwie osądzony przez rząd Tuska i jego media. Wyrok? Winny. Także dlatego, że nie można go osądzić, bo sam obwiniony nie może mieć uczciwego procesu. Czego nie rozumiecie.
Gonić, nie złapać
Romanowski był długo na Węgrzech, ale tam, obecna władza – podobna do tej w Polsce – też już śrozpoczęła ściganie byłego polskiego wiceministra z prawicy. Nasze służby – nie wiem, czy to prezyzyjne określenie – poprzez informacje rozpowszechniane przez polityków koalicji, widziały już Romanowskiego w USA, Serbii, Mołdawii a ostatnio w separatystycznym Naddniestrzu, do którego Polacy są wpuszczani jako turyści – wielu z nich na profilach społecznościowych udostępnia stamtąd swoje wakacyjne zdjęcia. Chyba nie są ścigani przez nasze organy ścigania. Polskie formacje związane z bezpieczeństwem, które pod wodzą ministra Marcina Kierwińskiego zanotowały niewiele więcej wpadek niż ich szef, uparły się znaleźć Romanowskiego w rejonie wspieranym przez Moskwę i mafijne bandy rozmaitych politycznych rozrabiaków.
A jak się polski agent uprze, agent wspierany przez liberalno-lewicowy rząd, to w końcu znajdzie. Chyba. Bo w ubiegłym tygodniu podano, podobno potwierdzone, wiadomości o tym, że Romanowski jest w Naddniestrzu. Z satysfakcją i bez respektowania zasady oddzielenia faktów od komentarza przekazały na pierwszych miejscach wszystkie prorządowe media.
Komunikat wydali też prokuratorzy. Język śledczych jest specyficzny.

Niektórzy jednak bystrzejsi medialni akolici rządu powoływali się na premiera, ale… to też było ryzykowne. No, ale nagonka trwała…
A może poszli do lasu..?
I wtedy, prawdopodobnie w piątek, mołdawskie władze poinformowały, że w ich kraju ani w Naddniestrzu nie ma Romanowskiego, z którego prorządowe media zrobiły przyjaciela Putina, bo… był w Naddniestrzu. A jeśli, na co wiele wskazuje polityka tam nie ma?
Najpierw Tysol napisał: „Mołdawskie służby zabrały głos w sprawie Marcina Romanowskiego. Policja przekazała, że nie ma danych potwierdzających jego pobyt w Naddniestrzu ani wjazdu na terytorium Mołdawii” – te informacje przekazał jego naczelny Cezary Krysztopa.
Potem Wódz, czyli feleitonista Tysola zapytał: „Tusk wszystko zmyślił? Niewiarygodne…” – napisał na X Thašúŋke Witkó.
Tusk wszystko zmyślił? Niewiarygodne…
„Mołdawskie służby zabrały głos w sprawie Marcina Romanowskiego. Policja przekazała, że nie ma danych potwierdzających jego pobyt w Naddniestrzu ani wjazdu na terytorium Mołdawii”https://t.co/jtb06gJBbu
— Tȟašúŋke Witkó (@Tash_Witk) August 21, 2026
Czy media publiczne, TVN, GW, Onet i cały plankton dworskich portali przeproszą. Chociażby za posądzenia, że Romanowski, co stanowi absurd, jest zwolennikiem Rosji? Rakiem wycofuje się z tego portal Wirtualna Polska, kilka dni temu cytował premiera, że Roamnowski jest w nielegalnym państwie na terenie Mołdawii.

Teraz WP troszę łagodzą swoje doniesienia sprzed kilku dni. „Trop się urywa”.

Generalne stwierdzenia o miejscu przebywania Marcina Romanowskiego próbował wytłumaczyć portal Rzeczpospolitej.
Czy siewcy prorządow w mediach przeproszą. Nie, nie przeproszą, bo będą snuli narrację, że wiceminister sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy ucieka, a ucieka, bo zawsze ucieka winny.
Sądy i rozsądek
Czy jakiś sąd wydałby wyrok na podstawie przypuszczeń. A u nas? No parę sądów tak prowadziło sprawy. Wobec polityków konserwatywnych oczywiście. I dziennikarzy. Takich jak na przykład Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy, który ujawnił związek posła PO/ KO Romana Giertycha z aferą Polnord. Został aresztowany, a teraz nie może nawet zamieszkać we własnym domu a aparat represji państwa polskiego sukcesywnie go, wybaczcie szczerość, gnoi.
Co zatem jeśli Romanowskiego nie ma w separatystycznej republice na terenie Mołdawii? Dobrzy prawnicy zacierają ręce. Zleceniodawcy tych sensacji, o ile są nieprawdziwe, nie poniosą odpowiedzialności. A tzw. dziennikarze modlący się codziennie do premiera? Ci zostaną na lodzie. Jak pełnomocniczka od promocji marki Polska z raportem napisanym przez sztuczną inteligencję.
Jak mówią mądrzejsi dziennikarze, nawet jeśli okaże się, że Romanowski spędził w Naddniestrzu ileś, powiedzmy, godzin, nie oznacza prorosyjskich sympatii. Bo chodziło tylko o odpluskwienie polityka prawicy, o to, aby przylepić mu łatkę.
Dla porządku przedstawiam przykłady:




























