W ogarniętych czystkami medialnymi Węgrzech konserwatywny portal opublikował protest SDP przeciwko deptaniu wolności słowa

Konserwatywny węgierski portal konserwatywny Hungary Today, po zamachu na media publiczne ekipy premiera Petera Magyara, jako jedno z nielicznych mediów nad Dunajem opublikowało oświadczenie SDP,w którym nasza organizacja protestuje przeciwko czystkom w węgierskich mediach. 

Protest opublikowaliśmy dwa dni temu w sdp.pl, wysłaliśmy go do mediów, międzynarodowych organizacji dziennikarskich i instutucji zajmujących się obroną wolności słowa i praw człowieka. Protest SDP został zauważony w Polsce i Europie, m.in. przez portale niezależne, konserwatywne i lokalne.

PROTEST SDP przeciwko atakowi rządu węgierskiego na tamtejsze media publiczne

Węgierski konserwatywny portal omówił treść naszego oświadczenia. Przekład artykułu z Hungary Today jest poniżej wraz z oryginalnym linkiem do publikacji.

 

>>Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich potępia restrukturyzację mediów publicznych na Węgrzech   2026.07.10.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich twierdzi, że sytuacja na Węgrzech do złudzenia przypomina przejęcie polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.

Kierownictwo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) opublikowało protest przeciwko restrukturyzacji węgierskich mediów publicznych i trwającym zmianom kadrowym. Organizacja uważa, że ​​nowy rząd pod przewodnictwem Pétera Magyara przejął kontrolę nad mediami publicznymi za pomocą środków przymusu,

Jak podkreślają władze SDP w tekście stanowiska jest uderzająco podobne do przejęcia polskich mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska w 2023 roku.

SDP twierdzi, że z zaniepokojeniem śledzi wydarzenia na Węgrzech, które rozpoczęły się we wtorek 7 lipca. Jak zauważa, widzowie węgierskiej telewizji państwowej, radia i portali internetowych byli witani czarnymi ekranami wyświetlającymi przeprosiny za rzekome kłamstwa byłego kierownictwa, a transmisje telewizyjne były przerywane, audycje radiowe ograniczane, a aktualizacje stron internetowych zawieszane.

Organizacja twierdzi, że te działania zniekształcają rzeczywistość i naruszają wolność prasy.

Organizacja polskich dziennikarzy dostrzegła bezpośrednie podobieństwo między wydarzeniami na Węgrzech a wydarzeniami w Polsce w grudniu 2023 roku. SDP przypomniało, że premier Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego, również siłą przejęli budynki Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, przerywając transmisje i uniemożliwiając dziennikarzom pracę.

Według SDP, premier Węgier Péter Magyar naśladuje obecnie bezprawne metody stosowane w Polsce przez Donalda Tuska.

Oświadczenie krytykuje również Unię Europejską, która chociaż deklaruje poparcie dla praworządności, biernie przygląda się łamaniu wolności prasy w Europie Środkowej.
Według Stowarzyszenia  Dziennikarzy Polskiech czystka przeprowadzona w węgierskich mediach publicznych i poddanie ich kontroli rządowej stanowią otwarty atak na wolność słowa i można je uznać za próbę wprowadzenia cenzury.

W swoim oświadczeniu SDP wyraziło solidarność z węgierskimi redakcjami walczącymi o swoją niezależność i wezwało społeczność międzynarodową do potępienia demontażu węgierskich mediów państwowych. Dokument został podpisany w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przez Sekretarza Generalnego Huberta Bekrychta i zarząd organizacji.

Za pośrednictwem Mandiner, sdp.pl; Zdjęcie główne: MTI/Hegedüs Róbert<<

 

Artykuł z HT jest publikowany na wielu europejskich paltformach komunikacyjnych i w mediach społecznościowych,

Polish Journalists’ Association Condemns Hungary Public Media Restructuring

Hungary Today 2026.07.10.

Péter Magyar (left) and Donald Tusk (right)

The Polish Journalists’ Association says the situation in Hungary bears an eerie resemblance to the 2023 takeover of Poland’s public media by Donald Tusk’s government, Mandinerreported

The leadership of the Polish Journalists’ Association (SDP) issued a statement protesting the restructuring of Hungary’s public media and the ongoing personnel changes taking place. The organization believes that the new government led by Péter Magyar took control of state media through coercive means,

in a move it says is strikingly similar to Donald Tusk’s cabinet’s 2023 takeover of Poland’s public media.

Black screen displaying a message on Hungary’s M1 television channel on July 7. Photo: MTI/Illyés Tibor

The SDP says it has been following the events in Hungary that began on Tuesday, July 7, with concern. As they note, viewers of Hungarian State television, radio, and online portals were met with black screens displaying messages apologizing for the alleged lies of the former leadership, while television broadcasts were interrupted, radio programming was curtailed, and website updates were halted.

The organization maintains that

these measures distort reality and violate press freedom.

The Polish journalists’ organization drew a direct parallel between the events in Hungary and the developments that took place in Poland in December 2023. They recalled that Prime Minister Donald Tusk and Bartłomiej Sienkiewcz, then Minister of Culture and National Heritage, also used forceful methods to take over the buildings of Polish Television (TVP), Polish Radio, and the Polish Press Agency (PAP), cutting off broadcasts and preventing journalists from doing their work.

According to the SDP, Hungarian Prime Minister Péter Magyar is now imitating the unlawful methods that Donald Tusk employed in Poland.

 

The statement also criticizes the European Union, which

while paying lip service to the rule of law, stands idly by while press freedom is being violated in Central Europe.

According to the Polish alliance, the purge carried out in Hungary’s public media and the act of placing it under government control constitute an open attack on freedom of expression and can be regarded as an attempt to introduce censorship. In its statement, the SDP expressed solidarity with Hungarian newsrooms fighting for their independence and called on the international community to condemn the dismantling of Hungarian state media. The document was signed by Secretary-General Hubert Bekrycht and the organization’s executive board on behalf of the Polish Journalists’ Association.

 

Public Media Goes Silent, EU Mentored Tisza Government Fires Editors and Journalists

Public Media Goes Silent, EU Mentored Tisza Government Fires Editors and Journalists

The move is reminiscent of Stalinist practices when accused individuals were forced to make public confessions. Continue reading

 

Via Mandiner, sdp.pl; Featured photo: MTI/Hegedüs Róbert

 

Link do publikacji o proteście SDP w Hungary Today

TUTAJ

 

Zdjęcie

Hungary Today

 

Mądrość etapu, czy etap głupoty? HUBERT BEKRYCHT ws. pytań SDP o stan mediów publicznych: Likwidowanie likwidowania likwidacji

Fikcja likwidacji mediów publicznych jest jak kubańska komedia. Nie jest ani śmieszna, ani pouczająca. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i jego przedstawiciele SDP w radach programowych mediów publicznych – jak już wielokrotnie informowaliśmy – spotkali się 27 maja br. w siedzibie Stowarzyszenia i zdecydowali, że zapytają likwidatorów Telewizji Polskiej S.A. oraz jej oddziałów, Polskiego Radia S.A., rozgłośni regionalnych PR a także Polskiej Agencji Prasowej o rzeczywisty stan tzw. likwidacji. Naszym zdaniem, powtarzam, fikcyjnej

Odpowiedzi, mimo, że wysłane jako odzew na oficjalne pisma w trybie informacji publicznej, spływają bardzo powoli. Właściwie spływają leniwie, tak jak przebiega fikcyjna likwidacja mediów publicznych.

Próba wyjaśnienia. Kolejna…

ZG SDP i przedstawiciele naszego Stowarzyszenia w radach programowych likwidowanych mediów publicznych ustalili, że likwidatorom TVP, PR, PAP, 17 rozgłośni regionalnych PR i 16 oddziałów terenowych TVP zadamy kilka pytań.

Całe pismo w tej sprawie z 27 maja 20226 roku:

TUTAJ

Zredagowaliśmy pismo i postawiliśmy pytania właśnie w trybie informacji publicznej, aby – zgodnie z prawem – odpowiedziano oficjalnie, formalnie, urzędowo, aby nikt nie mógł się zasłaniać „tajemnicą”, podległością służbową albo niuansami, które skutecznie nas zniechęcą. Krótkie uzupełnienie: nas, ludzi z SDP, zniechęcić nie można. Przypomnijmy pytania do likwidatorów mediów publicznych:

  1. Jaki jest stan prawny jednostki, którą Pan/Pani kieruje?
  2. Jakie działania zostały podjęte w związku z postawieniem spółki w stan „likwidacji” i od kiedy jest on datowany?
  3. Czy spółka w likwidacji sporządziła bilans otwarcia procesu likwidacji, czyli opracowała bilans na dzień rozpoczęcia procesu likwidacji i gdzie jest on dostępny?
  4. Czy i jakie nowe umowy zostały zawarte przez spółkę od dnia postawienia w stan likwidacji?
  5. Czy podjęto jakiekolwiek czynności związane z upłynnieniem majątku spółki, np. sprzedaż maszyn, nieruchomości lub towarów?
  6. Czy nastąpił jakikolwiek podział majątku spółki?
  7. Jakie są aktualne wyniki oglądalności/ słuchalności spółki w likwidacji?

 

Minęło prawie półtora miesiąca, pomijam, że termin odpowiedzi w trybie informacji publicznej ustawodawca określił na dwa tygodnie, z wyjątkami. Nie ma to jednak znaczenia, bo raczej nie spodziewaliśmy się szybkiej i konkretnej odpowiedzi. Dlaczego?

Milczenie jak „cymbał brzmiący”

Fikcyjna likwidacja jest puszką z ogromnym ładunkiem mogącym, jak mówi młodzież, zmieść z planszy wszystkich likwidatorów mediów publicznych. I ich mocodawców w Radzie Ministrów.  Milczą, wobec tego jak zaklęci szefowie mediów publicznych o zasięgu ogólnopolskim: Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut z TVP, milczy Paweł Majcher z Polskiego Radia, chociaż akurat PR przysłało odpowiedź, że dopowie później, milczy Polska Agencja Prasowa z jej likwidatorem, nazywanym teraz chyba dla większego prestiżu, dyrektorem generalnym, Markiem Błońskim. Milczy też wielu szefów jednostek mediów publicznych, chociaż ośmioro likwidatorów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia S.A. w likwidacji wypełniło obowiązek nałożony przez administracyjny nakaz o informacji publicznej.

Dlaczego jednak większość likwidatorów spółek medialnych działających za pieniądze z naszych podatków nie skorzysta z okazji i nie wyjaśni, jak spółki skarbu państwa mogą być w likwidacji, skoro art., 468 Kodeksu Spółek Handlowych stanowi, że w jednostce postawionej w stan likwidacji nie można robić inwestycji, ba, nie wolno nawet – wg. wielu interpretacji  – czynić nakładów na jej funkcjonowanie. A tworzenie jednostek organizacyjnych (dawniej redakcji) z ogromnym budżetem? A zatrudniania olbrzymiej liczby osób i to nie tylko, jako twórców, dziennikarzy, producentów czy pracowników technicznych? A nagrody, podwyżki, plany inwestycji i plany programowe? Czy to nie jest złamanie warunków likwidacji? Właśnie, to miało wyjaśnić nasze pismo m.in. z pytaniami do władz mediów publicznych. I naturalnie, przede wszystkim odpowiedzi likwidatorów.

Ośmioro

Telewizja Polska w likwidacji nie przysłała odpowiedzi. Tak samo jak Polska Agencja Prasowa w likwidacji. Polskie Radio w likwidacji poinformowało, że złoży odpowiedź do 10 lipca. Ale skoro to sobota, to może pismo wpłynie w przyszłym tygodniu.

Odpowiedzi ośmiorga szefów rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, czyli oddzielnych spółek mających swoje rady nadzorcze i zarządy, są do siebie podobne. Szczególnie tam, gdzie chodzi o stan likwidacji tych podmiotów. Zdaniem SDP, absolutnie fikcyjnej i wprowadzonej przez ekipę premiera Tuska po to, aby nie buntowały się komisje zakładowe central związkowych, aby nie było strajku, aby „uśpić czujność” krytyków, aby wreszcie, najprawdopodobniej, wyczyścić archiwa. Nie tyle programowe, choć te oczywiście też po przyjściu nowych władz są traktowane z czułością barbarzyńców.

Prolog

Na posiedzeniu jednej z rad programowych tuż po przesłaniu protestu SDP ws. fikcyjnej likwidacji mediów publicznych nasz przedstawiciel tak relacjonował reakcję większości członków rady z nadania koalicji rządzącej:

„Na dzisiejszej Radzie Programowej (…) w wolnych wnioskach odczytałem nasz protest w sprawie (…) spółek [mediów publicznych – red.] w likwidacji. Będzie dołączony do protokołu a pismo trafi do nich [władz jednostki – red.]” – napisał reprezentant SDP w notacje

„Tamta strona była zszokowana, zburzyłem sielankowy nastrój. Jąkali się, nie wiedzieli, jak zareagować ani skomentować. Poczekamy na odpowiedzi” – dodał.

Rozdziały

Odpowiedzi na pytania zawarte w naszym proteście przysłali likwidatorzy bądź ich przedstawiciele z (kolejność przypadkowa): Polskiego Radia Kielce, Polskiego Radia Szczecin, Polskiego Radia Wrocław, Polskiego Radia Zachód, Polskiego Radia Łódź, Polskiego Radia Poznań i Polskiego Radia Rzeszów i Polskiego Radia Opole. Czyli, to osiem odpowiedzi w ogóle, osiem na siedemnaście rozgłośni regionalnych Polskiego Radia. I w ogóle tylko osiem na, wliczając jeszcze centralę TVP, PR i PAP oraz szesnaście oddziałów terenowych Telewizji Polskiej. Nie ma co komentować, ale to chyba nie jest przykład buty ekipy medialnej z nadania rządu? Miałem coś jeszcze napisać, ale przestaję – na chwilę – żartować. Liczba odpowiedzi przed ponad miesiąc ze strony władz mediów publicznych jest przykładem lekceważenia największego w Polsce stowarzyszenia zrzeszającego dziennikarzy i pracowników mediów, czyli SDP.

I mała dygresja, bo piszę teraz o państwowych, regionalnych stacjach radiowych. Zawsze mnie dziwi, że po grudniu 2023 roku, a nawet i jeszcze wcześniej tak wiele rozgłośni regionalnych mając oficjale nazwy rozpoczynające się od „Polskie Radio”, na logotypach ma tylko Radio i nazwę miasta. Ale może się czepiam…

Przytaczam odpowiedzi na pytania z Polskiego Radia Wrocław, ponieważ lapidarność tej odpowiedzi wzruszyła mnie i zawstydziła. Bo ja tu stukam w te klawisze od lat, czasem uda się coś fajnego odtworzyć, a tam w stolicy Dolnego Śląska, jak na zawołanie, umieją z ogromnym zaangażowaniem, ale i ze spokojem, napisać urzędowe pismo wysyłające SDP na drzewo… No, tak sobie trochę kpię, lecz niezupełnie się to udało władzom Polskiego Radia Wrocław i pozostałych siedmiu rozgłośni. O tym później. A teraz obrzerne fragmenty dokumentu:

„(…) w odpowiedzi na wniosek z dnia 28 maja 2026 r. o udostępnienie informacji publicznej, poniżej przedstawiam odpowiedzi na zadane pytania:

Ad. 1

Spółka, którą kieruje pozostaje w likwidacji.

Ad. 2

Spółka została postawiona w stan likwidacji w dniu 29 grudnia 2023 r. Spółka podejmuje działania mające na celu zabezpieczenia bieżącego funkcjonowania Spółki w celu realizacji misji publicznej, do której Spółka nadal jest zobowiązana, a także zmierza do ściągnięcia wierzytelności należnych Spółce m.in. od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z tytułu środków abonamentowych za 2024 rok.

Ad. 3

Tak, Spółka sporządziła bilans otwarcia likwidacji Spółki, który został przekazany i zatwierdzony przez Walne Zgromadzenie Spółki w dniu 26 lipca 2024 r.

Ad. 4

Spółka pomimo stanu likwidacji zobowiązana jest do realizacji misji publicznej zgodnie z ustawą o radiofonii i telewizji, co skutkuje koniecznością zawierania różnego rodzaju nowych umów związanych z bieżącą działalnością Spółki.

Ad. 5

Nie 

Ad. 6

Nie 

Ad. 7

Aktualne dane o słuchalności (za okres kwiecień – czerwiec 2026):

Radio Wrocław: Dolny Śląsk – 4,58%; miasto Wrocław – 3,69%

Radio RAM – Dolny Śląsk – 2,73%; miasto Wrocław – 6,25%

Radio Wrocław Kultura – miasto Wrocław – 0,41%” – pismo kierowane do naszej prezes SDP Jolanty Hajdasz podpisał elektroniczne Tomasz Marcin Duda – likwidator Polskiego Radia Wrocław.

Podobne akapity?

Pozostałe odpowiedzi, przynajmniej w formalnych aspektach sprawy, są bardzo podobne. Nie śmiem twierdzić, że sporządził jej ten sam prawnik, ale dyletantowi może tak się wydawać.

Intersująco zaczepne i tyleż niezrozumiałe są konstatacje szefa likwidowanego Polskiego Radia Rzeszów Jakuba Osiki (też podpis elektroniczny):

„Odpowiadającemu na zapytanie nic nie wiadomo o postawieniu spółki w stan „likwidacji”. Natomiast jeżeli chodzi o rozpoczęcie likwidacji spółki, to uchwałą numer 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia spółki pod firmą ,,Polskie Radio Rzeszów” – Rozgłośnia Regionalna w Rzeszowie Spółka Akcyjna z siedzibą w Rzeszowie spółka została rozwiązana i otwarto jej likwidację” – napisał pan Osika.

Zastanawiające, że likwidatorzy tak skrupulatnie trzymają się litery prawa i gachowego słownictwa, a nie zauważyli, że ich spółki są bezprawnie, bo z pominięciem Rady Mediów Narodowych, przejęte przez rząd. Tym samym oni sami nie mają mandatu do sprawowania kierownictwa nad jednostkami mediów publicznych. W likwidacji.

Próby oryginalnych tłumaczeń

Bardzo podobne były szczególnie odpowiedzi na pytanie nr 4, które w skrócie można by określić tak „dlaczego spółka medialna w likwidacji rozwija się inwestując i zatrudniając nowych pracowników”. „Spółka, pomimo procesu likwidacji, jest zobowiązana do realizowania misji publicznej” – zaznaczył stanowczo, tak jak prawie każdy z odpowiadających na protest SDP szefów mediów publicznych, likwidator Polskiego Radia Kielce Zbigniew Gągorowski.

Chyba tylko likwidator Polskiego Radia Łódź Jacek Grudzień trochę inaczej tłumaczył nam procesy likwidacyjne. „W związku z otwarciem likwidacji istotnie ograniczono działalność generującą dodatkowe koszty oraz wstrzymano realizację nowych inwestycji” – napisał Jacek Grudzień, szef Polskiego Radia Łódź.

Niestety to wyjątek na tym ugorze buty i dobrego samopoczucia, choć pozostałe odpowiedzi łódzkiego likwidatora są podobne do innych.

Epilog

Nie będę Państwa już nudził pozostałymi pismami z innych rozgłośni Polskiego Radia. Dlaczego nudził? Bo nie są to w żadnym stopniu odpowiedzi bazujące na literze prawa, którą tak umiłowali mocodawcy likwidatorów mediów publicznych.

Nie ma sensu przytaczać setek przykładów niekompetencji niektórych z nich. Powstaje, nieformalnie oczywiście, coś w rodzaju białej księgi notującej wszelkie prawne i bezprawne głupie i… mniej głupie działania szczególnie central TV przy Woronicza, PR przy al. Niepodległości i PAP na Brackiej przy Mysiej. Tak, tak tam jeszcze niedawno była siedziba cenzorów z zapałem kreślących teksty twórców i dziennikarzy… Ale to już zupełnie inna historia.

Hubert Bekrycht

 

SDP rekomenduje Radom Programowym mediów publicznych w likwidacji negatywną ocenę ramówek na 2027 rok

 

 

ATAK NA MEDIA PUBLICZNE NA WĘGRZECH, PRZYPOMINA SIŁOWE PRZEJĘCIE TVP, PR i PAP PRZEZ RZĄD TUSKA – będzie protest SDP

We wtorek wieczorem nowa ekipa w węgierskich mediach publicznych wyłączyła sygnał w telewizji i ograniczyła nadawanie radia. Państwowe przekazy są sparaliżowane.  Delegowana przez tryumfatora wiosennych wyborów parlamentarnych, węgierskiego premiera Pétera Magyara, dyrekcja mediów publicznych robi w nich czystkę. We wtorek wieczorem pojawiły się pierwsze doniesienia o wyłączeniu sygnału telewizyjnego i kłopotach z odbiorem państwowego radia. W środę spodziewany jest oficjalny protest ZG SDP w sprawie zamachu na węgierskie media!

To było do przewidzenia – mówią specjaliści medialni. Nowa władza mści się na ekipie byłego premiera Węgier Victora Orbana, który wprowadził reformę mediów.

Nie wiadomo, co dzieje się wewnątrz budynków węgierskich mediów publicznych, ale przypominają się obrazy z siłowego bezprawnego przejęcia mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Stało się to na rozkaz ówczesnego ministra kultury, pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza, obecnie, w nagrodę za sprawne złamanie prawa, europosła PO/KO.

Od kilkudziesięciu minut z Węgier docierają sprzeczne informacje o tym, czy rządowe siły zajęły telewizję, czy nie. Na ekranach odbiorcy mogą przeczytać komunikat, z którego wynika, że rząd przejął media publiczne. To tekst z Magyar TV – MTV:

 

Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że kłamaliśmy przez tyle lat! Media publiczne przechodzą transformację, aby w przyszłości stać się niezależne i wiarygodne. Relacja z wydarzeń jest tymczasowo zawieszona. Bądźcie czujni!” – napisano na czarnym tle

Na Węgrzech – jak podkreślają dziennikarze, który obserwują media tego kraju – sytuacja w mediach jest krytyczna. Zderzenie dwóch ekip medialnych może doprowadzić do nieszczęścia. To nie tylko przypuszczenia, to poważne obawy.

Tym bardziej, że były szef węgierskiego rządu Victor Orban nie był, delikatnie mówiąc, zwolennikiem liberalnej demokracji w Unii Europejskiej. Zarzucano mu wspieranie Rosji po wybuchu wojny z Ukrainą. Teraz premier Péter Magyar robi to samo, bo otwarcie krytykuje europejskie, militarne wsparcie dla Kijowa.

A polityczna bitwa o media publiczne w Budapeszcie może być też wykorzystana do prowokacji. Czyjej? Węgry są w NATO…

 

Na profilu FB publicysty Michała Karnowskiego z kanału TAK pojawił się wpis o tytule „UWAGA!! „PRZEJĘCIE” i WYŁĄCZENIE mediów publicznych na Węgrzech”:

 

 

 

Nie żyje MIECZYSŁAW MAŁYSZ, reżyser, realizator, operator telewizyjny związany z TVP. POGRZEB W PONIEDZIAŁEK

4 lipca w wieku 90 lat zmarł Mieczysław Małysz. Tę smutną informację podał portal Film Polski.pl. Małysz był realizatorem telewizyjnym, realizatorem i operatorem w TVP, niemal całe zawodowe życie związał w Telewizją Łódź. Do historii przeszła jego niezwykła praca przy wielu adaptacjach Teatru Telewizji. Był rzetelnym fachowcem – tak przed laty mówił o Mieczysławie Małyszu jego kolega z łódzkiej szkoły filmowej, reżyser i aktor, laureat Oscara – Roman Polański.

Pogrzeb Zmarłego w poniedziałek

Mietek Małysz, z którym piszący te słowa miał zaszczyt pracować na przełomie XX i XXI wieku w TVP Łódź, był już wtedy legendą telewizji publicznej i Szkoły Filmowej w Łodzi, zachowywał się zawsze skromnie.

Mietek jestem!

Jako dziennikarski podlotek, kiedy przywitałem się z nim po raz pierwszy ponad 30 lat temu, powiedziałem chyba „To zaszczyt, Panie Mieczysławie”. Małysz odpowiedział szybko: „Mietek jestem” – ściskając moją prawicę. „Do roboty” – dodał. Długo się przyzwyczajałem do tego, że jestem po imieniu z legendą polskiej telewizji…

Miecio skracał dystans, ale był wymagający. A przede wszystkim jednak umiał przekazywać wiedzą. Potrafił także się uczyć od Koleżanek i Kolegów, a nawet od nas, wtedy jeszcze młodych, nieopierzonych dziennikarzy.

Skończył Wydział Operatorski łódzkiej filmówki w 1959. To był, jak się okazało dobry rocznik. Nie chcąc czegokolwiek pominąć odeślę Czytelników do fachowego biogramu Mieczysława Małysza z portalu FilmPolski.pl

Informacje o dorobku zawodowym MIECZYSŁAWA MAŁYSZA

Mietek pochodził z okolic Cieszyna.  Podobno był krewnym Adama Małysza, ale Mietek się tym nie chwalił. W ogóle, jeśli już nie mówił o telewizji, o zadaniach zawodowych, lubił milczeć. I słuchać. A słuchał jak mało kto, to też zaleta reżysera. Zapamiętywał w lot wszystkie szczegóły programu – to z kolei cechy realizatora telewizyjnego i operatora kamery.

„Były czasy” – mówił z nostalgią Mieczysław Małysz (zanaczony strzałką). Tradycją Teatrów Telewizji było to, że po realizacji spektaklu robiono wspólne zdjęcie twórców FilmPolski.pl.

Mieczysław był też encyklopedią wiedzy na temat Teatrów Telewizji i to nie tylko tych reaalizowanych głównie przez Małysza w Łodzi.

Spokój, opanowanie, dobra energia

„Zapamiętałem go jako człowieka o stalowych nerwach. W reżyserce programu na żywo, gdzie o nagłe zwroty akcji i skok ciśnienia nietrudno, on zawsze zachowywał absolutny spokój” – wspominał Zmarłego Tomasz Lasota, kiedyś dziennikarz TVP, obecnie wydawca Polsat News. Kiedy mieliśmy wspólny dyżur, w relacji wydawca lub prowadzący –  realizator telewizyjny, miałem ten komfort, że wszystko pójdzie gładko, profesjonalnie i bez niepotrzebnych nerwów. Choć sam raczej nie należę do choleryków, to przy nim ten spokój był po prostu zaraźliwy” – podsumował Lasota.

Przypomniała mi się anegdota o Mieczysławie Małyszu i Romanie Polańskim, której z Tomkiem Lasotą, ówczesnym kierownikiem redakcji, byliśmy świadkami. W 2000 roku reżyser „Chinatown” został zaproszony do lokalnego programu informacyjnego Łódzkie Wiadomości Dnia. Tomek z racji funkcji formalnie załatwiał sprawę zaproszenia, ja byłem wydawcą wieczornych ŁWD. Polański wchodzi do portierni TVP Łódź raczej znudzony. I nagle olśniło nas. Lecimy do Miecia do reżyserki. Jak Polański zobaczył Małysza zrobiło się cieplutko, miło… Serdecznie się przywitali. I tak długo gadali przed programem, że musiałem im przerwać, bo spóźniliby emisję ŁWD.

Polański chwali Mietka. Na żywo

Roman Polański zgodził się na pięciominutowy wywiad, rozmowa trwała ponad 20 minut. Prowadziła ją chyba Magdalena Michalak. I – o dziwo – laureat Oscara wspominał Małysza, który realizował rozmowę… Polański wspominał jak Małysz reperował starszym kolegom z filmówki skutery, jak profesjonalnie umiał ustawić światło. Polański mówił o Małyszu, że był po prostu rzetelnym i poważnym filmowcem, chociaż to nie był temat rozmowy…

Tak o Koledze Mieczysławie, który choć w najwyższym stopniu profesjonalista, znany był tylko w kręgach zawodowych, mówił ćwierć wieku temu światowej sławy reżyser. To jak najlepiej świadczy o Polańskim. No, ale przede wszystkim dobrze świadczy o Mieczysławie Małyszu. Jego biblijną skromność po 40 latach docenił oscarowy artysta, który raczej kocha mówić o sobie (teraz już rzadziej). Nie wtedy jednak, kiedy spotkał się z Mieciem. A przecież, przypominam, Mieczysław tę rozmowę realizował. Zażartował wtedy, że jeżeli Roman nie przestanie mu kadzić, zdejmie z anteny wywiad i zamiast transmisji rozmowy wyemituje jakiś teledysk disco-polo. A wtedy tego w TVP nie grano.

Nostalgia

Kiedy musiał – nie wiem, czy musiał, ale tak się mówiło – pójść na emeryturę, mimo radości z planowanego odpoczynku, chyba wiedział, że długo bez telewizji nie wytrzyma. Ale już nie w TVP, tylko w telewizji komercyjnej. Po prostu dorabiał i uczył młodych.

 

Spotkałem go kiedyś, a Mieciu skarżył się na początkujących techników, realizatorów –  nie rozumiał, jak można, według jego relacji, tak „lekko” podchodzić do zawodu. Mówił swoim uczniom zawsze prawdę, ale tylko w owej prywatnej stacji – jak wspomniał – nie spotkało go za to nic dobrego, choć wszyscy wiedzą, w jak kulturalny sposób przekazywał uwagi realizacyjne…

Nie był jednak zgorzkniały, raczej zawiedziony, ale wystarczyła chwila wspomnień i się rozpromieniał. Odszedł z komercyjnej telewizji. Spotykaliśmy się potem raczej sporadycznie przy jakichś okazjach w środowisku byłych pracowników TVP.

 

Mieczysławie,

nie dokończymy tutaj na razie swojego sporu o to, czy Twoja ziemia cieszyńska rzeczywiście jest najpiękniejsza na świecie. Nie wymienimy uwag o mediach publicznych, a dzisiaj nie byłbyś z nich zadowolony.

Liczę jednak, że w stosownym czasie, spotkamy się i przed omówieniem scenariusza programu naszych dalszych działań, spokojnie pogadamy, a Ty będziesz słuchał i wtrącał swoje uwagi. Zawsze potrzebne.

Do zobaczenia

 

Hubert

WOJCIECH SURMACZ – producent wykonawczy NEWSMAX POLSKA dla SDP.PL: nie potrzebujemy krzyczeć, żeby mieć rację

4 lipca rozpoczyna nadawanie nowy kanał telewizyjny NEWSMAX – to amerykański konserwatywny projekt istniejący na rynku USA we współpracy z serbskimi partnerami. 20 kwietnia br. ruszył także portal internetowy NP. Szefem Newsmaxu w Polsce został dziennikarz i publicysta Wojciech Surmacz, w latach 2018 – 2024 prezes Polskiej Agencji Prasowej.
Z Wojciechem Surmaczem, tuż przed uruchomieniem specjalnego sobotniego programu inaugurującego start stacji w 250. rocznicę utworzenia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, rozmawiał  red. nacz. portalu SDP (sdp.pl) Hubert Bekrycht.
Wojciech Surmacz podczas konferencji SDP w rocznicę bezprawego przejęcia przez rząd mediów publicznych w Polsce – 19 grudnia 2024 roku fot. i grafika HB
Hubert Bekrycht: Czy Newsmax to będzie amerykańska telewizja w polskich warunkach, czy polska w amerykańskim stylu?
Wojciech Surmacz: Żadne z powyższych — i oba jednocześnie. Newsmax to marka z amerykańskim rodowodem i kulturą dziennikarstwa, która zakłada, że widz jest dorosły i nie wymaga ideologicznej opieki. Ale robimy to po polsku, dla Polaków, o sprawach, które Polaków dotyczą.
HB: „Krytycy” starają się przypiąć wam łatkę… Zatem Newsmax to „prawicowy Polsat: czy „lewicowa TV Republika”?
WS: Skoro jedni chcą widzieć w nas prawicową, a drudzy lewicową telewizję — to albo jesteśmy doskonale wyważeni, albo nikt jeszcze nie zadał sobie trudu, żeby nas rzeczywiście obejrzeć. Skłaniam się ku tej drugiej teorii. Łatka to narzędzie dla tych, którzy boją się czytać instrukcję obsługi. My nie mamy łatki. Mamy program.
HB: Absolutny prekursor w przekazie informacji — to w ogóle możliwe?
WS: W teorii — tak. W praktyce polskiego rynku medialnego — to pytanie godne filozofa, najlepiej takiego, który ma ubezpieczenie zdrowotne. Ale poważnie: nie twierdzimy, że wynaleźliśmy dziennikarstwo. Twierdzimy, że robimy je inaczej — bez plemiennych wojen, z szacunkiem dla faktów i dla widza. Czy to jest prekursorstwo? Może smutniejsze jest to, że w 2025 roku w ogóle trzeba o tym mówić jak o czymś wyjątkowym.
HB: Rosyjskie powiązania przez serbskich partnerów — plotka, pomówienie?
WS: Klasyk gatunku. Nieznane źródło, nieoparte na faktach, za to niezwykle atrakcyjne medialnie. Jeszcze niedawno, gdybym dostał rubla za każdą podobną insynuację, mógłbym sfinansować całą telewizję. Ale dzisiaj to już pieśń przeszłości. Dziennikarstwo nie polega na kolportowaniu plotek bez weryfikacji. A akurat w tym jesteśmy dość mocni — w weryfikacji.
HB: Patchwork czy monolit — jaka będzie redakcja?
WS: Patchwork, i niech Bóg błogosławi każdą jego łatę. Mamy ludzi z różnych środowisk, różnych doświadczeń i — co tu ukrywać — różnych temperamentów. To nie słabość, to atut. Monolit jest piękny architektonicznie, ale ma jedną wadę: nie słyszy sam siebie. Redakcja, która myśli jednym głosem, bardzo szybko przestaje myśleć w ogóle. Chcemy debaty, także wewnętrznej, bo bez niej nie ma dobrego dziennikarstwa — jest tylko chór wujów.
WS: Czy wystarczy pieniędzy?
To pytanie, które zadaje się ludziom związanym z każdem przedsięwzięciem medialnym, a odpowiedź zawsze brzmi tak samo: nigdy nie masz tyle, ile byś chciał, i zawsze więcej niż myślisz, że masz. Jesteśmy częścią struktury z prawdziwym zapleczem — Newsmax to nie „garage startup” dwóch zapaleńców z kamerą. Mamy plan, mamy budżet, mamy wolę. Czy wystarczy? Zapytajcie mnie za rok.
HB: Co was istotnie wyróżnia?
To, że nie boimy się nudy — w sensie: nie potrzebujemy krzyczeć, żeby mieć rację. Polskie media nauczyły się, że uwagę zdobywa się temperaturą — im głośniej, tym lepiej. My stawiamy na coś staroświeckiego i nieco ekscentrycznego: treść. Rzetelna, podana bez protekcjonalizmu. I jedno praktyczne wyróżnienie: jesteśmy nowi. A nowość w mediach — jak dobry garnitur — jest zaletą dokładnie do momentu, gdy przestaje być nowością. Dlatego musimy zdążyć zbudować reputację, zanim nowość minie. Pracujemy nad tym codziennie.
***

Wojciech Surmacz – rocznik 1973 – polski dziennikarz śledczy i ekonomiczny, publicysta, menedżer mediów. Jak mawia, pracował w wielu redakcjach i ciągle się czegoś uczy. Surmacz to m.in były prezes PAP (2018 – 24). Szefował także spółce Media Alert, która wydawała portal gospodarczy Biznes Alert (2024-2025). Portale medialne, wskazując jako źródło m.in. Wikipedię, piszą o dyrektorze wykonawczym Newsmaxa, że „w latach 2014–2016 [Wojciech Surmacz – red.] był redaktorem naczelnym Gazety Bankowej. Pracował również w dzienniku Puls Biznesu (1998–2007), tygodniku Newsweek (2007–2011) oraz miesięczniku Forbes (2011–2014)”.

Zanim został szefem PAP, był także wiceszefem radiowej Trójki i szefem redakcji gospodarczej Polskiego Radia S.A., w 2017 roku był komentatorem programu TVP W tyle wizji. Po zwolnieniu z funkcji prezesa PAP, po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, 20 grudnia 2023 roku nie uznał swojego odwołania sygnowanego przez ówczesnego ministra kultury z PO i pozostał przez kilka dni w swoim gabinecie.

Wojciech Surmacz prowadził również programy w telewizji Polsce24 i Radiu Wnet.

 

HB/ dp/ Newsmax

O strachu rodzącym głupotę w mediach prorządowych – HUBERT BEKRYCHT: nie będzie powrotu pasty do tuby

Upadek jest bliski. Upadek polskich mediów prorządowych, czyli bezprawnie przejętych przez rząd i obsadzonych operetkowymi władzami TVP, PR i PAP oraz komercyjnych liberalno-lewackich przekaźnikach opinii koalicji 13 grudnia. To, co od prawie od trzech lat tam się dzieje jest karykaturą demokracji i wolności słowa

Sytuacja przypomina pożar w pustej oborze. Jest panika, chociaż inwentarzowi nic nie grozi. Pali się budynek, czyli system środków masowego przekazu w Polsce, ale nikt z rządu nie reaguje, bo w końcu – politycy KO tak uważają – to nie koalicja będzie sprzątać. A pali się w prorządowych mediach aż iskry idą.

Samolikwidacja poprzez likwidację fikcyjną

Druga część mojego tytułu jest symboliczna, bo z czasów komuny. Po stanie wojennym więźniowie polityczni reżimu Jaruzelskiego często mówili o ówczesnych PRL-owskich mediach: „Nic nie zatrzyma koła historii, nie ma powrotu pasty do tuby”. Nie była to jednak zapowiedź zemsty, ale przewidywanie przyszłości przekazu. Nikt jednak nie przewidział, że współczesne media będą się same likwidować. I to prawie 40 lat po likwidacji komunizmu. Chociaż z tą likwidacją ustroju komunistycznego, to różnie bywało…

Obawiam się, że przy okazji fikcyjnej likwidacji, nastąpi prawdziwa likwidacja mediów publicznych. A piszę o tym, bo to przecież chodzi o pieniądze wszystkich Polaków, nie tylko tych z topniejących jak lód w szklance wody grup wyborców koalicji 13 grudnia.

Do tego dodajmy samozagładę mediów prorządowych, ale komercyjnych, chociaż wzmacnianych reklamami i promocjami spółek skarbu państwa. Ten mechanizm już mniej mnie martwi, bo oprócz monitorowania nic nie możemy zrobić. Ani jako SDP ani jako dziennikarze ani jako obywatele.

Lepiej nie będzie?

Smutne? Nie. Histeria polityczna rządu zawiera silne pierwiastki destrukcyjne, które i tak strącą w niebyt fikcyjnie likwidowane TVP, PR i PAP oraz także prokoalicyjne media m.in. TVN. GW, Onet i setki drobniejszych klakierów wychwalających przez 24 godziny na dobę Tuska i jego akolitów.

Żenujące. A lepiej nie będzie. To, przypominam, w sumie spore pieniądze. Nasze. Z podatków, bo abonament RTV to już taka sama prawda, że za wszystkimi potknięciami rządu stoi prawica i kot Filemon z popularnej kreskówki dla dzieci. Nie wiem, czy oni w to wierzą, czy ulegli własnej propagandzie. W sumie wszystko jedno.

Ciąg dalszy nastąpi i będzie to wyjątkowo przykry ciąg. Dla KO i nie tylko. I nie będzie to kolejna opowieść o Szpitalu Południowym w Warszawie. No chyba, że medycy powołają tam swoją telewizję, radio, gazetę, portal, aby bronić młodych, ambitnych lekarzy.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. sdp.pl

NOTACJE SDP – spotkanie czwarte. TADEUSZ PŁUŻAŃSKI rozmawia z publicystą JERZYM JACHOWICZEM

Z okazji tegorocznego jubileuszu 75-lecia utworzenia SDP, postanowiliśmy przybliżyć  sylwetki niektórych polskich pisarzy, dziennikarzy, publicystów, ludzi związanych z mediami oraz z SDP.

Cykl Notacje SDP to wywiady ze znaczącymi postaciami naszego środowiska. Rozmowy prowadzi publicysta wPolsce24 Tadeusz Płużański, dziennikarz od lat zajmujący się historią. Program realizowany jest we współpracy z kanałem TAK.

W trzech poprzednich odcinkach Notacji SDP gośćmi byli Bronisław Wildstein, Wojciech Reszczyński i Jerzy Kłosiński.  W czwartej części cyklu Tadeusz Płużański rozmawiał z publicystą Jerzym Jachowiczem, prekursorem dziennikarstwa śledczego w Polsce.

Kiedy w 1989 r. powstawała redakcja „Gazety Wyborczej” został dziennikarzem śledczym (do 2005 r.). Pisał m.in. o śledztwach dotyczących śmierci księdza Sylwestra Zycha i Grzegorza Przemyka. Publikował później w m.in. „Newsweeku”, „Dzienniku”, „Uważam Rze”, „W Sieci”, „Gazecie Polskiej”. Był redaktorem w Polskim Radiu i w radiu Wnet. Jest nadal aktywny zawodowo jako dziennikarz i publicysta. Jest członkiem Stowarzyszenia Wolnego Słowa i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 22 kwietnia 1990 r. nieznani sprawcy podpalili jego mieszkanie w Pruszkowie. W wyniku pożaru w dramatycznych okolicznościach zginęła żona dziennikarza, zaś córka doznała poważnych obrażeń. Jerzy Jachowicz łączy tę tragedię ze swoją pracą i śledztwem związanym ze śmiercią Grzegorza Przemyka.

W 2023 r. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie 20 stycznia 2023 r. uznał red. Jerzego Jachowicza winnym rzekomego pomówienia prokuratora Dariusza Korneluka przez to, że w publicystycznym felietonie opublikowanym na kanale YouTube dla portalu wPolityce.pl  1 czerwca 2017 r. dziennikarz, przedstawiając polityczny kontekst powstania organizacji prokuratorów „Lex Super Omnia” m.in. krytycznie ocenił niektóre działania  w/w prokuratora w czasie, gdy pełnił on funkcję Prokuratora Apelacyjnego w Warszawie. Redaktor Jerzy Jachowicz w swoim felietonie użył sformułowania, iż prokurator Dariusz Korneluk „preparował” wnioski o uchylenie immunitetu posłom Antoniemu Macierewiczowi i Mariuszowi Kamińskiemu, czym miał go narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu prokuratora.  Za to dziennikarz został skazany z art. 212 kk, przeciwko czemu stanowczo protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Prezydent Andrzej Duda ułaskawił red. Jerzego Jachowicza w grudniu 2023 r.

 

Zmarł były prezes Telewizji Polskiej JANUSZ DASZCZYŃSKI

Nie żyje były szef Telewizji Polskiej S.A. Janusz Daszczyński. Tę potwierdzoną przez rodzinę zmarłego informację podały wieczorem portale internetowe wielu mediów.  Zmarły był m.in. wiceprezesem i prezesem TVP.

Janusz Daszczyński urodził się w 1952 roku w Gdyni. Po ukończeniu Politechniki Gdańskiej, w 1977 roku Daszczńskiego zatrudniono w dziale technicznym Oddziału Telewizji Polskiej w Gdańsku, której w latach 90. ub. w. był dyrektorem. Wcześniej pracował także w prasie.

W latach 1994-1999 był wiceprezesem Telewizji Polskiej. Był też wicedyrektorem TV Polonia, pracował także w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Prezesem TVP S.A. został Daszczyński w połowie 2015 roku. Pełnił tę funkcję do 8 stycznia 2016 roku.

Ostatnio był członkiem Rady Programowej TVP S.A. w likwidacji.

 

 

zdj. tvp.info

 

NOTACJE Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – JERZY KŁOSIŃSKI w rozmowie z TADEUSZEM PŁUŻAŃSKIM

Z okazji tegorocznego jubileuszu 75-lecia utworzenia SDP, postanowiliśmy przybliżyć  sylwetki niektórych polskich pisarzy, dziennikarzy, publicystów, ludzi związanych z mediami oraz z SDP.

Cykl Notacje SDP to wywiady ze znaczącymi postaciami naszego środowiska. Rozmowy prowadzi publicysta wPolsce24 Tadeusz Płużański, dziennikarz od lat zajmujący się historią. Program realizowany jest we współpracy z kanałem TAK.

W dwóch pierwszych odcinkach Notacji SDP gośćmi cyklu byli Bronisław Wildstein i Wojciech Reszczyński. W najnowszej części serii Tadeusz Płużański rozmawiał z dziennikarzem i działaczem opozycji antykomunistycznej Jerzym Kłosińskim, publicystą, który przez lata był redaktorem naczelnym Tygodnika Solidarność.

Dziennikarz PIOTR NISZTOR wygrał w sądzie z posłem KO ROMANEM GIERTYCHEM

Piotr Nisztor, dziennikarz TV Republika wygrał w sądzie m.in. z adwokatem i posłem KO Romanem Giertychem. Publicysta poinformował o tym na swoim profilu X. Chodzi o aferę taśmową z 2014 roku.

Piotr Nisztor zwrócił uwagę na argumentację sądu. „Wygrała wolność słowa! Po latach sąd prawomocnie umorzył postępowanie przeciwko mnie wytoczone przez R. Giertycha z subsydiarnego AO (w imieniu J.Rostowskiego i R.Sikorskiego) ws. afery taśmowej! Sąd podkreślił, że ujawnienie skandalu leżało w pełni (!) w interesie społecznym!” – napisał dziennikarz na X.

Uzasadnienie prawomocnego umorzenia tej sprawy powinno być pokazywane wszystkim politykom jako kwintesencją wolności słowa i roli dziennikarzy w demokratycznym kraju – podkreślił dziennikarz w wypowiedzi dla portalu TV Republika, dziękując za obronę kancelarii adw. Macieja Zaborowskiego i wszystkim prawnikom.

„Afera taśmowa wybuchła 14 czerwca 2014 po publikacji w tygodniku >>Wprost<< stenogramów z podsłuchanych rozmów polityków. Nagrań pokazujących całkowitą patologię w szeregach członków ówczesnej PO, dokonywano od lipca 2013 do czerwca 2014 w kilku warszawskich restauracjach, a wśród kilkudziesięciu podsłuchiwanych byli m.in. urzędujący i byli ministrowie, przedsiębiorcy oraz prezesi NBP i NIK” – napisano w TV Republika

Portal przypomniał, że „rozmowy zostały podsłuchane w restauracjach Sowa & Przyjaciele, Amber Room w pałacyku Sobańskich oraz Osteria. Do nagrań jako pierwszy dotarł dziennikarz śledczy Piotr Nisztor” – podano w TV Republika.

Piotr Nisztror w ostatnim konkursie SDP otrzymał Nagrodę Watergate za dziennikarstwo śledcze. Dziennikarza wyróżniono za serię publikacji o nieprowidłowościach w KGHM Miedź za rządów koalicji Donalda Tuska.