Rozwód Plus czy Rozwój Plus? Prezes SDP w Salonie Dziennikarskim telewizji wPolsce24 o politycznym konflikcie w PiS

Dobrze, że to przesilenie ma miejsce  na rok przed wyborami, bo gdyby ta sytuacja miała miejsce za kilka miesięcy, byłoby jeszcze gorzej. Nie mogę się uwolnić od takiej natrętnej myśli, że pan Morawiecki zapomniał skąd wziął się na scenie politycznej.On zastąpił premier Beatę Szydło w sytuacji, kiedy pani Szydło była u szczytu popularności i miała wyjątkowo wysokie  wyniki sondażowe, które dawały jej wielkie zaufanie społeczne i  pan Mateusz Morawiecki dostał wtedy  ogromny kredyt zaufania. Dzisiaj oczekiwałabym od niego odrobiny pokory, uszanowania tego, kto właśnie dał mu tak wielką szansę – powiedziała Jolanta Hajdasz w Salonie Dziennikarskim w telewizji  wPolsce24 komentując zapowiedź odejścia z Prawa i Sprawiedliwości tzw. grupy Mateusza Morawieckiego i prognozując problemy z ich samodzielnym startem w wyborach. 

Gdy słuchałem ludzi Morawieckiego czasem miałem wrażenie, że mają taki przekaz: nasz szef z zawodu jest premierem. To tak w życiu nie jest. Nie można załatwić sobie sukcesji poprzez umówienie się w cztery oczy z Jarosławem Kaczyńskim – powiedział redaktor Piotr Semka.  Jeżeli Mateusz Morawiecki rzeczywiście chce pozostać w tej samej rodzinie, chce rzeczywiście w sposób ewidentny doprowadzić do zmiany władzy w Polsce,  to mógłby wnioskować o takie skonstruowanie zarządu czy też statutu partii, żeby platforma, którą chciałby stworzyć była częścią partii, a nie była zewnętrzna wobec partii tylko dlatego, że profesor Czarnek został kandydatem na premiera – stwierdził Marek Formela . To buzowało od kilku miesięcy. Rozwód był nieunikniony – powiedział red. Andrzej Rafał Potocki.

„Salon Dziennikarski” to flagowy program publicystyczny telewizji wPolsce24, w którym czołowi dziennikarze i eksperci analizują najważniejsze wydarzenia polityczne, społeczne i kulturalne. Dynamiczne rozmowy, różnorodne opinie i głębia komentarzy czynią go wyjątkowym miejscem debaty publicznej.
Obok red. Jolanty Hajdasz gośćmi  red. Marcina Wikło w nadawanym na żywo programie byli także red. Piotr Semka, red. Andrzej Potocki i red. Marek Formela. Program był wyemitowany w sobotę 25 lipca , dostępny jest na platformie YouTube oraz na Facebooku.

Link do całej audycji:

Rozwód Plus czy Rozwój Plus? Polityczny konflikt w PiS! SALON DZIENNIKARSKI

Państwo oblało wojenny egzamin – pisze HUBERT BEKRYCHT: Dlaczego media prorządowe milczały ws. ataku rakietowego?

Rząd Donalda Tuska mimo udawania twardej formacji politycznej już kolejny raz był w Zaleszczykach. Chociaż porównując to z 1939 rokiem, teraz ruscy nas nie napadli. Jeszcze… Po ataku rakietowym spaliły się jednak w blokach prorządowe media. To nie był jednak zwykły błąd. To skutek zaniedbań.

Media publiczne, jeśli zaufać obserwacjom ekspertów i zwykłej logice, nie podały komunikatu, chociaż – jeśli wiedziały – powinny ostrzec ludzi na Lubelszczyźnie. A jeśli TVP, PR i PAP rano o ataku nie wiedziały, tym gorzej dla nich. I powinny być zlikwidowane, nie tylko fikcyjnie.

Czy wyłączenie nadajników mediów publicznych było testem?

W sumie jednak nie ma, co się dziwić nieporadności mediów państwowych. Mediów, które nie zapomniały jednak podawać we wszystkich serwiskach, że, rząd nagrodził mec. Sylwię Gregorczyk-Abram stanowiskiem RPO. Dlaczego nagrodził? Właśnie prawniczka, czyli teraz, przepraszam za wyrażenie, Rzecznik Praw Obywatelskich (nie moich) była w grudniu 2023 roku liderem grupy Wejście. Do czego? Już niczego. Bo wówczas Gregorczyk-Abram kierowała akcją, de facto, niszczącą media publiczne jako tzw. środki przekazu demokratycznego państwa. Rozumiecie to? Obecna RPO, raptem dwa i pół roku temu, nadzorowała bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych. Towarzyszyli jej marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP powołani kilka godzin wcześniej na mocy dokumentów przygotowanych przez… cóż za przypadek, podpisanych przez mecenas Gregorczyk-Abram.

To właśnie wtedy koalicja Tuska – wahałem się czy napisać „po raz pierwszy”, ale w końcu napisałem – wyłączyła sygnał telewizyjny, który stanowi pasmo zapasowe dla wojska podczas wojny. A wówczas za naszą południowo-wschodnią granicą już od prawie dwóch lat trwała wojna, Rosja napadła na Ukrainę. Czy trzeba coś dodawać?

Media państwowe bezradne wobec wojny?

Układ się domyka. Podejrzewam, ale chcę się mylić, że teraz, gdyby – nie daj Boże – ruskie wojska weszły na Przesmyk Suwalski, media publiczne nadałyby jakiś dobry mecz lub premierowy, sensacyjny film szpiegowski. Nie odciągnęliby uwagi mieszkańców z – też nie daj Boże – okupowanych terenów, ale na pewno, w rozumieniu koalicji Tuska, ten przekaz „uspokajałyby sytuację do reakcji Berlina, Paryża i Brukseli”. NATO i Stany Zjednoczone dowiedziałyby się wcześniej i zawiadomiłyby media niezależne, czyli w Polsce konserwatywne…

Czarne wizje? Scenariusz jak z horroru? Nie, to to tylko łagodna jego wersja. W każdej jednak negatywnej sytuacji antycypowanej przez analityków, polskie media stanowią ważny filar systemu bezpieczeństwa. No właśnie polskie media, a wiele z popularnych portali i czasopism nie ma większości kapitału polskiego.

To chyba nie przez przypadek, że na miejsce, gdzie spadła ruska rakieta, jako pierwsza dotarła reporterka Polsatu. A nie na przykład ktoś z TVP, Polskiego Radia, czy Polskiej Agencji Prasowej. Co nie przeszkadza tym mediom publicznym w fikcyjnej likwidacji rozwijać się za pieniądze podatników. Za pieniądze nie ujęte prawidłowo w budżecie, ale dawane „po uważaniu” przez rząd. Zatem za te pieniądze, samochody reporterskie powinny mieć teraz 24-godzinne dyżury w kilku oddziałach terenowych na wschodzie Polski. Plus ekipy z Warszawy, które też muszą mieć zadania związane z informowaniem o zagrożeniach.

Mozolne sklejanie systemu informacji w razie wojny może się odbyć tylko wtedy, kiedy z TVP, PR i PAP odejdą szkodnicy mieniący się władzami tych spółek skarbu państwa. Ale to nie nastąpi natychmiast. A Moskwa nie zaczeka aż Tusk wyrzuci z pracy Daniela Gorgosza i Tomasz Syguta z TVP, Pawła Majchera z PR i Marka Błońskiego z PAP.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP

 

zdj. hub

Ochronę wielorybów w Polskim Radiu postuluje HUBERT BEKRYCHT: Promocja czy prostactwo w państwowej rozgłośni?

Jako rekomendowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentant naszej organizacji Radzie Programowej Polskiego Radia S.A. w likwidacji, od półtora roku mierzę się tam ze zjawiskami właściwymi uniwersum, które trudno opisać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to wyparcie rzeczywistości przez obecne władze Polskiego Radia. Stosują ten sposób także inne prorządowe media państwowe, m.in. TVP i PAP, obie w likwidacji i kwiat rządowej propagandy – TVN, który broni się przed przejęciem przez konserwatywny amerykański koncern rozrywkowy.

Postawa, przypominająca wypieranie przez minister zdrowia gigantycznych kolejek do specjalistów, będzie miała – tak w służbie medycznej, jak i w mediach publicznych – skutki o ogromnie negatywnym ładunku następstw. Bo na przykład właśnie w mediach publicznych takie działania doprowadzą wkrótce do katastrofy. Udawanie, że coś się robi za pieniądze z naszych podatków skutkuje tym, iż powołani przez rząd likwidatorzy i wierni im przedstawiciele kierownictwa, na w przykład rozgłośni Polskiego Radia, stosują obłąkańczą medialnie taktykę wyparcia.

Władze mediów publicznych zrzucają wszystkie negatywne przejawy swojej działalności na poprzednie zarządy, których już od prawie trzech lat nie ma… Czy tym się da usprawiedliwić wszystkie błędy? Zdecydowanie nie.

Wejście w RPO

Nie zamierzam opisywać dobrego samopoczucia władz mediów publicznych wobec trwającego kolejnego etapu bezprawnego przejęcia przez rząd TVP, PR i PAP zapoczątkowanego brutalną pacyfikacją tych instytucji i czystkami wśród załóg w grudniu 2023 roku. Moim zdaniem, niszczenie systemu medialnego w Polsce spowodowało autentyczną słabość państwa w obliczu wojny, która toczy się za naszą wschodnią granicą. Przykładem niech będzie opisywane przez wszystkie niezależne redakcje wyłączenie sygnału telewizji państwowej 20 grudnia 2023 roku po interwencji tzw. Grupy Wejście z obecną RPO i powołanymi nielegalnie, marionetkowymi władzami mediów publicznych na czele. Wykonawcami zaś pacyfikacji budynków z woli rządu byli ludzie z prywatnej firmy ochroniarskiej, którą – na co również wówczas zwracały uwagę media – kierowali ludzie o przeszłości w służbach i żandarmerii.

Osłabianie w takiej sytuacji mediów, szczególnie publicznych, ale i nękanie mediów niezależnych, konserwatywnych – to grzech władz. Ale i poważne przestępstwo, może nawet, w pewnych okolicznościach, których jeszcze nie poznaliśmy zdrada stanu. Zrobiła to wtedy i nadal robi koalicja premiera Donalda Tuska. Przedstawiciele tej formacji KO/PO i akolitów robią to z rozmysłem. Po co? Aby zastraszyć niezależnych dziennikarzy i nałożyć knebel konserwatywnym mediom. I znowu, dlaczego? Bo, co w mojej opinii ważniejsze, takie działanie ułatwia rządzącym oszukiwanie odbiorców poprzez prorządowe środki przekazu. Przede wszystkim te w likwidacji.

Media jak zamki z piasku…

Oprócz wychwalania najgorszej polityki rządu  trzeciej kadencji Tuska, koalicja z życzliwymi jej mediami rozwala kraj w każdej dziedzinie. Jak mantrę powtarzam jednak – najgorsze jest zniszczenie części mediów, próby dalszej eskalacji tego procesu i – nade wszystko – próby marginalizacji przekazu w rozumieniu pluralizmu redakcyjnego.

No, bo gdyby tylko emanacja państwowej propagandy, czyli media prorządowe, wciskały, przepraszam, tylko kit ludziom świadomym, to mogliby oni zacząć szukać innych przekazów, aby sprawdzić prawdziwość pewnych bezczelnych tez lansowanych przez rząd Tuska. Ale pluralizm się kurczy. Koalicja PO/ KO i pozostałości po ludowcach i b. marszałku Sejmu, chce krytyków zapędzić do jak najciaśniejszej niszy. Nie uda im się. To nie optymizm, to fakt.

Oprócz poklepywania po brzuszku obecnej koalicji i wychwalaniu rozmaitych polityków, którzy nie mogliby być nauczycielami w podstawówkach, kierownictwo publicznych mediów niszczy je w inny, bardziej wyrafinowany sposób. Bezczelnie.

Jak promocja prezerwatyw w Afryce – kosztowna, ale nieskuteczna, niestety…

Są między innymi w Polskim Radiu w likwidacji kampanie reklamowe nazywane promocyjnymi. Teraz, po największym spadku słuchalności od wielu lat, to trudne, przyznać należy, zadanie. Spadek słuchalności spowodowany został nielegalnym przejęciem instytucji i czystkami, a także powrotem do państwowych mediów tzw. dziennikarzy kadzących rządowi w stopniu niewyobrażanym. Wypromowanie Polskiego Radia kosztuje krocie. Zawsze kosztowało, ale promocja bezsensowna kosztuje jeszcze więcej. Bywa też owe propagowanie programów obrzydliwie, bez gustu. No i – last not least – nieskuteczne.

Polskie Radio w ogóle, a w szczególności Jedynka i Trójka a także największa tuba propagandy koalicji PO/ KO, czyli PR 24, stosują tzw. wizualne środki promocji bilbordy oraz drogie postery w komunikacji miejskiej – tak się składa, że rzuca to się w oczy przede wszystkim w miastach zarządzanych przez PO/ KO.

Ostatnio jednak kampania wyszła bezpośrednio do… dziennikarzy. Wszystkich? Nie, bo to promocja popularnego w czasach PRL „Lata z radiem” radiowej Jedynki została reklamą w serwisie Press, który udaje „obiektywny portal o mediach”.

W tej tzw. promocji wykorzystano grafikę o narracji, zamierzonej chyba, dziecięcej naiwności autorstwa znanego rysownika. Jest tam zdanie, które mnie już nawet nie żenuje, ale żenuje mnie sposób jego „promowania” i szczególne prostactwo zleceniodawcy. Podmiotu działającego, jak mniemam, w imieniu utrzymywanej także z moich podatków państwowej rozgłośni.

Bo w sumie żart na złym poziomie nie powinien wzbudzać większego oburzenia. Wzbudza jednak politowanie…

Co promujący miał na myśli?

Opis tzw. żartu z reklamy Polskiego Radia w likwidacji na wirtualnych łamach serwisu Press:

Facet płynie materacem. Ma radio, które artysta „włączył” rysując nutki powodujące wrażenie aktywności urządzenia. Pod powierzchnią wody, wieloryb, który – jest komiksowy dymek – mówi albo myśli: „Miło posłuchać Lata z radiem, tylko te walenie”…

Śmiejecie się, brygada? Bo ja nie. Mój przyjaciel powtarza, że prostota wyrazu, jak w rysunku z promocją, nie jest niczym złym, jednak prostactwo tzw. dowcipu, jak twierdzi ów przyjaciel, rozwala kulturę. A przecież to właśnie pielęgnowaniem kultury przekazu zajmują się media publiczne. Nawet kiedy są w likwidacji. I nawet, kiedy ta likwidacja jest fikcyjna, aby kierownictwo i powolni władzy rządu Tuska mogli brać olbrzymie wynagrodzenia za swoją… Tu mam problem z określeniem tego procesu myślowego. Pracę?

Popsuty proządowy pilot do wszystkich mediów

Od grudnia 2023 roku obserwuję proces degradacji mediów publicznych do roli pilota, którego przycisków używa premier i jego ministrowie. Jako dziennikarz z prawie 35-letnim stażem przyszło mi, a przede wszystkim przyszło nam, we władzach SDP, protestować przeciwko traktowaniu instrumentalnemu mediów. Jako najstarsze i najliczniejsze w Polsce stowarzyszenie dziennikarskie i pracowników mediów pisaliśmy stanowiska, oświadczenia, teksty protestów oraz, co najważniejsze, broniliśmy i bronimy niesłusznie represjonowanych dziennikarzy.

Wreszcie, widziałem w swoim życiu, nie tylko zawodowym, sporo. Głównie jako reporter, publicysta, czy komentator. Nie zwróciłbym pewnie uwagi na tę oszołamiająco głupią promocję publicznego radia, gdyby nie pewna szczególna cecha, którą mam. Wrażliwość na prostactwo.

 

Hubert Bekrycht

 

                                                      Warszawa – Łódź 23 lipca 2026 roku

 

 

graf. – wykorzystano fragment zrzutu z ekranu portalu Press z 23 lipca 2026 roku

NOTACJE SDP, odc. 7. – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI rozmawiał z dziennikarką, działaczką opozycji antykomunistycznej TERESĄ BOCHWIC

Z okazji tegorocznego jubileuszu 75-lecia utworzenia SDP, postanowiliśmy przybliżyć sylwetki niektórych polskich pisarzy, dziennikarzy, publicystów, ludzi związanych z mediami oraz z SDP. Cykl Notacje SDP to wywiady ze znaczącymi postaciami naszego środowiska.

Rozmowy prowadzi publicysta wPolsce24 Tadeusz Płużański, dziennikarz od lat zajmujący się historią.

Program realizowany jest we współpracy z kanałem TAK.

 

W sześciu poprzednich odcinkach Notacji SDP gośćmi byli Bronisław Wildstein, Wojciech Reszczyński, Jerzy Kłosiński, Jerzy Jachowicz, Janina Jankowska i Piotr Jegliński.

W siódmej części cyklu Tadeusz Płużański rozmawiał z dziennikarką, publicystką, nauczycielem akademickim Teresą Bochwic, działaczką opozycji antykomunistycznej, wiceprzewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, członkiem KRRiT w latach 2016 – 2022.

 

 

Szykany 3.0, czyli, ZEMSTA POLITYCZNA NA MACIEJU ŚWIRSKIM

To upalne lato będzie pamiętne dla środowiska dziennikarskiego SDP. Niestety. Najgorsza w historii mediów koalicja rządząca, oprócz systematycznego nękania niezależnych dziennikarzy i mediów konserwatywnych, spowodowała zatrzymanie członka KRRiT, publicysty Macieja Świrskiego.

Ten urzędnik państwowy, dziennikarz, eseista i działacz społeczny związany z SDP (zawiesił swoje członkostwo w związku z pełnieniem funkcji w KRRiT) bronił represjonowanych przez rząd Donalda Tuska mediów i dziennikarzy. Zapamiętamy jego wystąpienia po bezprawnym przejęciu przez koalicję mediów publicznych w grudniu 2023 roku. Świrski wspierał następnie szykanowane przez rząd media konserwatywne.

Zatrzymano go na jego działce i po kilkunastogodzinnej podróży przewieziono z Suwalszczyzny na przesłuchanie do Rzeszowa, bo tam postanowiono zbadać wiedzę Świrskiego o dosyć odległych wydarzeniach (dłuższa droga to tego miasta prowadzi tylko ze Szczecina). Po forsownej podróży, Macieja Świrskiego, który odbywa rekonwalescencję po chorobie, zwolniono.

Zarzuty dotyczą postępowania w sprawie sprzed 9 lat, kiedy to w zarządzanej m.in. przez Świrskiego Państwowej Fundacji Narodowej badano rzekome nieprawidłowości. Postępowanie umorzono 6 lat temu. Dlaczego akurat teraz je wznowiono, chociaż sprawa jest bardzo problematyczna, a przesłanki zatrzymania, powiedzmy, bardzo tajemnicze?

Nawet w kręgach koalicyjnych słychać głosy, że to nie są prawdziwe powody szykanowania przedstawiciela ciała konstytucyjnego, czyli KRRiT. Te rzeczywiste są w kontrze do panującego prawa. SDP w proteście przeciwko zatrzymaniu Świrskiego napisało, że to zemsta polityczna:

Zemsta polityczna za wspieranie niezależnego dziennikarstwa i konserwatywnych, szykanowanych przez rząd, redakcji.

Zemsta polityczna, bo działacze PO/ KO nie zapomną Świrskiemu przede wszystkim doprowadzenia do wydania i przedłużenia koncesji na nadawanie TV Republika i telewizji wPolsce24 oraz obrony przed zakwestionowaniem tych decyzji.

Zemsta polityczna za to, że Świrski podważa legalność powołania władz publicznych mediów pod koniec 2023 roku a potem fikcyjnej likwidacji TVP, PR i PAP.

Zemsta polityczna za krytykowanie przez członka KRRiT Macieja Świrskiego polityki medialnej rządu premiera Tuska.

Czy może skutecznie rządzić koalicja, która boi się mediów a przede wszystkim jednego uczciwego człowieka walczącego z niszczeniem krytycznych wobec władz polskich niezależnych redakcji i dziennikarzy? Ten obraz ekipy premiera kierującego miliardy do prorządowych mediów i prześladującego niezależnych polskich dziennikarzy zostanie już na zawsze w pamięci. Elektoratu.

I nie tylko…

Hubert Bekrycht

red. nacz. portalu SDP,

sekretarz generalny SDP

Powyższy artykuł stanowi wstęp do Newslettera SDP z 21 lipca 2026 roku 

zdj. hub

Dlaczego EFJ lekceważy złą sytuację MEDIÓW W POLSCE, ale wszczęła ALARM WS. SERBSKICH DZIENNIKARZY, głównie tych z lewicy

European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?

Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.

EFJ jak cyklop

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.

„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.

Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk

Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.

„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.

Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.

Polityka a rzeczywistość = EFJ

Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?

Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.

Może wyjść?

SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?

Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.

Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.

Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem

Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.

17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.

Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.

Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.

W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też

Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.

Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk  tego określenia).

Prosta sprawa, tak jak medialna Europa

Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?

To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.

Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.

Witajcie w dziennikarskiej Europie AD 2026!

 

hub/ red. sdp.pl/ EFJ

 

zdj. EFJ/ Stringer / AFP/ hrob

 

Dziennikarz z wątpliwościami, ale bez wątpliwości? TSUE może, a my nie? – pyta HUBERT BEKRYCHT

A to się porobiło. Teraz już TSUE wątpi w pracę sędziego nominowanego za kadencji prawicy, ale w misję przedstawicieli Temidy powołanych za kadencji obecnie rządzących liberałów i lewaków, już nie… Jednej grupie dziennikarzy wolno pisać krytycznie o opozycji. Dotyczy to tzw. dziennikarzy prorządowych. Bronią oni rządu Donalda Tuska, jak niepodległości. Nie daj Boże wątpić w salonowe dziennikarstwo, można natomiast wątpić w opozycję – to straszne wnioski naszych czasów.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej działa jak fani zespołu Ich Troje. Niby widomo, co to jest TSUE, ale nie wszyscy przyznają się do poparcia tej dziwnej hybrydy polityki i wymiaru sprawiedliwości. Wolę, jak to robię od lat, krytykować TSUE niż Ich Troje, bo zespół z Łodzi jest w kulturze abstrakcją – każdemu wolno słuchać i krytykować, ale TSUE już nie, bo to sąd.

A dlaczego nie mogę krytykować TSUE?

Ten Trybunał to instytucja jednak obca. Nie tylko dal Polski i Polaków. Będąc od 22 lat obywatelem Unii Europejskiej i płacąc w niej podatki umiem czytać prawo unijne. Zatem, w zakresie sądownictwa, też zresztą w Polsce od blisko trzech lat upolitycznionoego i kiepskiego, mogę – przynajmniej teoretycznie krytykować rząd, ale dziennikarzy w tej sprawi gnębi minister sprawiedliwości Żurek.

Powtarzam, korzystam z prawa opisywania rzeczywistości, ale UE znacznie go ogranicza. Każe, wbrew prawu, respektować orzeczenia TSUE na poziomie krajowych Konstytucji. Ale na przykład ja, doświadczony polski dziennikarz będę krytykował TSUE w zakresie wypławiania przez Trybunał na polskie prawo, tam gdzie Bruksela w traktacie akcesyjnym zapewniła krajom członkowskich nadrzędność krajowych przepisów nad unijnymi.

TSUE ogłosił oto kilkanaście godzin temu, że – cytuję za codzienną prasą: „Przebieg procedury powołania sędziego może wystarczyć do podważenia jego niezawisłości i bezstronności, jeśli doszło do nieprawidłowości mogących wzbudzić wątpliwości co do wpływu innych władz na nominację”. Tłumaczyć. Spróbuję:

Nie popierasz rządu Tuska, jesteś wykluczony

Czyli, jeśli na przykład, jeśli jesteś dziennikarzem, czyli co gwarantuje ci prawo prasowe, możesz krytykować wszystko i wszystkich, teoretycznie, także sędziów, ale… Uważaj, jesteś obywatelem Polski, również jednak i UE, jak nie jesteś z obecną, popieraną przez KE, władzą, czyli rządem premiera Tuska, to musisz się liczyć z karą bo unia sama zdecydowała, podejrzewam, że bez protestu polskiego rządu, że ledwie wątpliwości mogą przekreślić twoją, redaktorze, pracę.

Słowem, jeszcze raz to powtórzmy, w UE Polska ma dużo do powiedzenia, ale, mimo nadrzędności orzeczeń rodzimych sądów, sąd hybrydowy polityczny, czyli TSUE, może wszystko. Łącznie z unieważnieniem twojego wczorajszego obiadu, ślubu, matury, dyplomu, pracy, orzeczeń polskich sądów. Wystarczą wątpliwości! Rozumiecie to, Szanowni Państwo. Teoretycznie rozumiem, ale nie mogę pojąć, jak Polska przez 22 lata zdążyła pozbyć się swoich praw obywatelskich w Unii Europejskiej? A to, niestety prawda. Nie, nie jestem za wyjście naszego kraju z UE, ale w referendum akcesyjnej 2003 roku nie było mowy o federacyjnej wyższości unijnego prawa. Nad polskim.

Mam wątpliwości,

zatem wywracam zmurszały stolik niby negocjacyjny. Niby praworządny. Niby dobrowolny. W niby pokojowym procesie integracji Polski z wielk a europejską rodziną.

Powtórzę, mogę, jeszcze, mówić, co chcę. Chociaż coraz częściej – np. od grudnia 2023 roku i późniejszych wydarzeń, odczuwam dyskomfort m.in. z powodu mojej działalności społecznej. Nigdy jednak się nie zatrzymam się w krytyce obecnie rządzących, nie zrezygnuję z wątpliwości i walki o wolność słowa, chociaż. m.in. z powodu mojej działalności w SDP wyrzucono mnie ponad dwa lata temu i to dyscyplinarnie z Polskiej Agencji Prasowej…

Zatem, podobnie jak TSUE, mam wątpliwości i żądam unieważnienia skutków prawnych kilku działań rządu wprowadzonych po grudniu 2023 roku przez koalicję remiera Tuska:

  1. Żądam od Unii Europejskiej odwołania skutków bezprawnego przejęcia przez polski rząd mediów publicznych i nielegalnego powołania, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, marionetkowych władz w TVP, PR, PAP w likwidacji. Fikcyjnej.
  2. Żądam od UE natychmiastowego zaprzestania represji rządowych wobec niezależnych i konserwatywnych mediów w Polsce, a także organizacji dziennikarskich, w tym SDP.
  3. Żądam zaprzestania szykan dziennikarzy i pracowników niezależnych mediów poprzez aparat wymiaru sprawiedliwość, poprzez m.in. nękające skutki przedłużających się postępowań sądowych prowadzących do zastraszania i tzw. efektu mrożącego.
  4. Żądam od UE ukarania prorządowych mediów w Polsce za bezpodstawne szykanowanie mediów konserwatywnych, wywierania presji na nie i stosowania mechanizmu „culture canceling”.

 

  1. A ponieważ, wydaje mi się, że – pomimo przykrych doświadczeń ostatnich lat i prób wywierania na mnie wpływu przez władze – nie straciłem, chyba, poczucia humoru, żądam od UE dostępu do Morza Śródziemnego, eksterytorialnej autostrady z Polski przez Słowację, Austrię, Słowenię albo Włochy oraz odszkodowania w wysokości 100 tys. euro na wybrany przeze mnie cel charytatywny.

Tak to wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonych, czyli krytykujących ten rząd mediów niezależnych, konserwatywnych, społecznych. To jest prawo rzymskie. Szkoda, że nie unijne…

 

 

CIĄG DALSZY POLITYCZNYCH REPRESJI WOBEC MACIEJA ŚWIRSKIEGO Z KRRiT: Blokada konta, kłopoty z wydaniem książki

Zatrzymany we wtorek 14 lipca br. i po kilkunastu godzinach wypuszczony przez CBA,  dziennikarz, publicysta, Maciej Świrski – członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji  – podał w piątek w Radiu Wnet, że trwają represje wobec niego. Zablokowano mu konto. Spowodowało to wstrzymanie publikacji najnowszej, ważnej książki Świrskiego. Publikacja „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” jednak się ukaże. Jest już w przedsprzedaży na platfrormie Maforion.pl

Prowadzący rozmowę w porannym programie Radia Wnet prezes rozgłośni Krzysztof Skowroński pytał o skutkki zatrzymania Macieja Świrskiego. Było to, najogólniej, skandalicznym przekroczeniem wszelkich zasad prawnych. O tym mówią media i dziennikarze. Z analiz prawnych wynika, że złamano też prawo.

Maciej Świrski mówił na antenie Radia Wnet o swojej „wycieczce” na koszt podatnika po zatrzymaniu go podczas urlopu w chacie na Suwalszczyźnie. We wtorek weszli tam funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w związku z – jak wyjaśniły wówczas Świrskiemu służby – sprawą, jak to określono, nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, w której obecny członek KRRiT był w zarządzie prawie dekadę temu .Aby przedstawić mu zarzuty, Świrskiego przewieziono z Suwalszczyzny do Rzeszowa, aby tamtejsza prokuratura mogła mu postawić zarzuty.

Maciej Świrski powiedział w Radiu Wnet, że nie może ujawnić szczegółów, ale „przekroczenie uprawnień” w PFN, które wskazała prokuratura „wynika z niezrozumienia przepisów o fundacjach” – podsumował.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Maciejem Świerskimna na portalu Radia Wnet

zdj. Maciej Świrski – fot. Radio Wnet

 

Członek KRRiT, który od grudnia 2023 roku – kiedy rząd premiera Donalda Tuska bezprawnie przejął media publiczne, aby je potem fikcyjnie zlikwidować – kilkadziesiąt razy bronił TVP, PR i PAP oraz dziennikarzy mediów niezależnych i konserwatywnych – Skowrońskiemu o oburzających szczegółach skutków wtorkowego zatrzymania.

Świrski podkreślił, ze palnował wydać ważną książkę krytyczną wobec władz, nie tylko w Polce. Nie może jednak tego zrobić. „Nie powiadomiono mnie po zakończeniu czynności wobec mnie, że zablokowano mi wspólne z żoną konto, z którego się utrzymujemy. Nie mogę także sfinansować wydania ważnej książki, bo z tego konta miały pochodzić pieniądze na publikację i na budowę nagrobka mojej śp. Mamy” – argumentował Świrski. Dodał, że część zgromadzonych na nieoczekiwanie, bez uprzedzenia zablokowanym koncie pieniędzy to spadek po Zmarłej Mamie członka KRRiT.

„Blokada konta bez zawiadomienia na piśmie, aby skutecznie zabezpieczyć potrzeby bytowe, to jest… Skandal” – mówił sdp.pl jeden z prawników zajmujących się takim sprawami. Inni przedstawiciele Temidy podkreślili, że blokada konta bez ostrzeżenia, stanowić może złamanie niektorych przepisów prawa.

Służby specjalne, a ich działalność nadzoruje minister Tomasz Siemoniak – przekonują w komunikatach prasowych, że zatrzymanie Świrskiego było zgodne z przepisami.

W związku z trudnościami z wydaniem książki, po blokadzie prywatnego konta przez wymiar sprawiedliwości, Świrski – na antenie Radia Wnet – poinformował, że wcześniej niż planował wyda jednak książkę, którą napisał. Książkę „Unicestwienie. Czy Polska przetrwa epokę algorytmów” Macieja Świrskiego można ją kupić, w systemie przedsprzedaży na platformie maforion.pl – link.TUTAJ

Strona główna

Z powodu, m.in. zablokowania konta Świrskiego, egzemplarze publikacji mogą dotrzeć do nabywców we wrześniu tego roku.

***

Wcześniej o zatrzymaniu Macieja Świrskiego informowały media, które podkreślały, że rzekoma wina członków zarządu PFN to bardzo dziwna, a nawet kontrowersyjna sprawa pochodząca sprzed ponad 9 lat, a 6 lat temu zamknięto to postępowanie.

W obronie Macieja Świrskiego wystąpiło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. W proteście, który ukazał się tuż po zatrzymaniu Świrskiego ogłoszono, że to polityczna zemsta rządu na członku KRRiT, a przypomnieć należy, że Świrski był przez trzy lata szefem państwowego regulatora mediów.

„Zarząd Główny SDP podkreśla, iż zatrzymanie (…) Macieja Świrskiego ma na celu wywołanie efektu mrożącego i zastraszenie środowisk konserwatywnych” – podkreślono w proteście. „To kolejne takie działanie podejmowane przez obecny rząd przeciwko środowiskom prawicowym, które wpisują się w konsekwentną próbę sparaliżowania i zneutralizowania krytyków władzy. Akcja CBA służy jedynie odwróceniu uwagi publicznej od bieżących kompromitacji i problemów koalicji rządzącej” – zauważają członkowie władz SDP. „Maciej Świrski to znany publicysta i działacz społeczny oraz ekspert do spraw mediów, bezpieczeństwa i wizerunku Polski w świecie, popularny komentator i autor wnikliwych analiz politycznych. Dlatego obecny rząd prześladuje go od wielu lat z wyjątkową zaciekłością. Obecne działania podejmowane przeciwko niemu są kolejnym tego przykładem” – podsumowali członkowie Zarządu Głównego SDP.

MACIEJ ŚWIRSKI NA WOLNOŚCI [Aktualizacja] – PROTEST ZG SDP PRZECIWKO ZATRZYMANIU CZŁONKA KRRIT – PRÓBA ZASTRASZENIA?

Skandaliczne zatrzymanie MACIEJA ŚWIRSKIEGO z KRRiT; kuriozalne przeszukanie u PIOTRA MATCZUKA dziennikarza TV Republika

zdj. Maciej Świrski – fot. Radio Wnet

Nie żyje JAROMIR KWIATKOWSKI – JAREK. Zmarłego dziennikarza z Oddziału SDP w Rzeszowie wspomina Andrzej Klimczak [akt. pogrzeb w czwartek]

W czwartek 16 lipca 2026 roku o godz. 18.15 odszedł do lepszego świata Jaromir Kwiatkowski. Walczył przez niemal trzy lata z nowotworem. Dziennikarstwo było dla niego sposobem na życie. Zaczynał jeszcze w stanie wojennym pisując do nielegalnych wówczas wydawnictw drugiego obiegu. Po roku 1989 pisywał do tygodnika „San”, pierwszego, niezależnego czasopisma w regionie podkarpackim. Potem pracował kolejno jako dziennikarz i redaktor dla Dziennika Obywatelskiego AZ i Nowin. Publikował w ogólnopolskim tygodniku „W sieci”. Współpracował z mediami katolickimi.

Był współtwórcą rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Katolickich. Po zaprzestaniu jego działalności, Jaromir, zwany przez nas Jarkiem, wstąpił do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jaromir Kwiatkowski napisał kilka książek. Ostatnią wydał przed kilkoma miesiącami. Nie była to dla niego łatwa praca, bo choroba poczyniła już wówczas spore spustoszenia.

„Glejak – Zaufać Panu Bogu”  –  to, w sposób niezamierzon,  książka pożegnalna, w której Jarek opisał nie tylko historię zmieniającą jego życie, ale też odnosił się do aspektów religii i wiary będącej dla Niego przestrzenią nadziei i orężem w walce z normalnym, ludzkim lękiem przed nieuniknionym.

Jeszcze kilka lat temu miałem sporo planów – pisał w książce – Lecz moje życie mocno zwolniło. W tamten dzień dostałem od Pana Boga dużo czasu na „przystanek w drodze”, bo zatrzymała mnie trudna diagnoza. Od tamtej daty nic nie jest takie samo. Okazało się, że praca i inne zaangażowania mogą poczekać albo znacznie zwolnić. I że wcale nie muszę tak biegać jak dotąd, nie muszę mieć kalendarza szczelnie wypełnionego wydarzeniami, mogę do wielu rzeczy podejść z dystansem i pewnym spokojem.

O swojej ostatniej pracy mówił: To książka o nadziei, która nie krzyczy, ale dodaje siły. O odnajdywaniu sensu tam, gdzie wszystko wydaje się być w czarnych barwach. O sile, która rodzi się z wiary i relacji z Bogiem.

Odkąd pamiętam, Jaromir zawsze podkreślał swoją przynależność do Kościoła Katolickiego. Brał czynny udział w wydarzeniach religijnych i życiu Kościoła. Był między innymi członkiem Domowego Kościoła, odpowiedzialnym za Diakonię Komunikowania Społecznego i niezwykle pracowitym i płodnym dziennikarzem. Świat widział przez pryzmat osobistych poglądów, ale nigdy nikomu nie odmawiał prawa do własnej wizji świata, nawet gdy ta daleka była od jego własnej. Potrafił jednak bardzo zdecydowanie bronić zasad, które uznawał za słuszne.

Miał jeszcze wiele pomysłów na teksty i książki, o których opowiadał w sposób, który wskazywał, że ma już ułożone ich konstrukcje. Nic tylko usiąść i pisać. Ale z każdym dniem stawał się coraz słabszy. Na dwa dni przed śmiercią odwiedziliśmy Jaromira w trzyosobowym gronie dawnych redakcyjnych kolegów. Nie było już z nim kontaktu. Wychodząc z mieszkania, żegnając się z jego ukochaną żoną Renatą, byłem przekonany, że to nasza ostatnia wizyta. W myślach pożegnałem Jaromira zdaniem: Dobrej drogi Jarku…

Jaromir był osobą bardzo towarzyską, pełną optymizmu i radości życia. Nigdy nie skąpił uśmiechu dla innych. Jego pogoda ducha i poczucie humoru zjednywało mu ludzi. W dyskusjach, swoje wywody podpierał zapisami Dekalogu, opracowaniami uznanych filozofów katolickich, ale nie stronił też od pełnych humoru cytatów zasięgniętych z „Kubusia Puchatka” czy „Koziołka Matołka”. W tych dziecięcych książeczkach znajdował pokłady bardzo zdrowego poczucia humoru i swoistej filozofii życia. Lubił podróżować – głównie po kraju. Ostatnie zdjęcie jakie mi przesłał z jednej z takich nieodległych wypraw przedstawiało zadowolonego Jaromira z niewielką postacią koziołka Matołka. To zdjęcie to swoisty opis jego osobowości – dziennikarza o duszy dziecka zajmującego się bardzo poważnymi sprawami.

Jarku, będzie nam brakować spotkań z Tobą.

 

Jaromir Kwiatkowski rodził się 26 listopada 1962 a zmarł 16 lipca 2026

 

Andrzej Klimczak

prezes rzeszowskiego Oddziału

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

zdj. Jaromir Kwiatkowski, z archiwum Andrzeja Klimczaka/ graf. sdp.pl

Screenshot nerologu nadesłała Anna Pakuła

Skandaliczne zatrzymanie MACIEJA ŚWIRSKIEGO z KRRiT; kuriozalne przeszukanie u PIOTRA MATCZUKA dziennikarza TV Republika

We wtorek rano Centralne Biuro Śledcze zatrzymało Macieja Świrskiego, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zatrzymano także Cezarego Jurkiewicza. Obaj byli 10 lat temu we władzach Polskiej Fundacji Narodowej. Przeszukano też mieszkanie dziennikarza TV Republika Piotra Matczuka. Sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Hubert Bekrycht skrytykował te działania CBA.

O zatrzymaniach Świrskiego i Jurkiewicza oraz przeszukaniu u Matczuka poinformowały media konserwatywne. Potwierdziło je biuro prasowe kooryrdynatora służb specjalnych.

Działania CBA wobec członka KRRiT Macieja Świrskiego skrytykował sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht w programie „Popek &Stanisławski” na antenie konserwatywnej telewizji wPolsce24. „Zatrzymanie Macieja Świrskiego oznacza, że państwo nie jest z kartonu ani z papieru a z błota, którym obrzuca się krytyków władzy” – podkreślił Bekrycht.

Sekretarz generalny SDP przypomniał, że to właśnie Maciej Świrski jako szef KRRiT przeciwstawiał się bezprawnemu przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku. „To zatrzymanie ma na celu przykrycie przez rząd afer rządu Tuska, m.in. afery w Szpitalu Południowym” – podsumował Hubert Bekrycht.

Tych afer koalicji do wyciszenia, do „przykrycia” innymi „sprawami prawicy” jest więcej. To m.in. oburzająca afera w Kłodzku, kolejne nieprawidłowości w służbie zdrowia, szykanowanie niezależnych dziennikarzy oraz mediów konserwatywnych, na przykład ataki na TV Republika, z wtargnięciem do mieszkania szefa stacji Toamsza Sakiewicza i skuciem jego asystentki oraz przeszukaniem u dziannikarza Piotra Matczuka włącznie – przypomniał sekr. gen. SDP

Podejrzenia wobec Świrskiego i Jurewicza w sprawie powstałej prawie 10 lat temu Polskiej Fundacji Narodowej promującej nasz kraj pojawiły się już dawno temu, ale dopiero teraz po ponad 30 miesiącach rządów PO/KO niespodziewanie CBA dokunuje tych bulwersujących zatrzymań.

Więcej TUTAJ – TV Republika

Więcej TUTAJ – wPolityce

Więcej TUTAJ – Do Rzeczy

Więcej TUTAJ – Radio WNET

Więcej TUTAJ – Niezależna.pl

Protest ZG SDP przeciwko postawieniu szefa KRRiT MACIEJA ŚWIRSKIEGO przed Trybunałem Stanu

 

Więcej  TUTAJ – w Polityce – 2025 r.

 

MACIEJ ŚWIRSKI NA WOLNOŚCI [Aktualizacja] – PROTEST ZG SDP PRZECIWKO ZATRZYMANIU CZŁONKA KRRIT – PRÓBA ZASTRASZENIA?

CIĄG DALSZY POLITYCZNYCH REPRESJI WOBEC MACIEJA ŚWIRSKIEGO Z KRRiT: Blokada konta, kłopoty z wydaniem książki