KLUB RONINA wraca do SDP na FOKSAL 3/5

Po przerwie Klub Ronina wraca na Foksal. Początek tygodnia po znakiem  interesujacych wydarzeń. Pod patronatem SDP  co poniedziałek „Przegląd tygodnia” Józefa Orła  i  spotkania z publicystami. Zapraszamy!
Początek 31 sierpnia 2026 roku g. 18.00 na Foksal 3/5 w Warszawie do siedziby SDP – Przegląd Tygodnia Józefa Orła.
O godz. 19 zaś Hanna Dobrowolska i Elżbieta Lachman – jak przeciwdziałać „nowej normalności” minister Nowackiej.

Prezes SDP gościem XII Nadzwyczajnego Zjazdu KLUBÓW GAZETY POLSKIEJ w Sulejowie

Dziękujemy, że jesteście, dziękujemy że bronicie dziennikarzy i wolności mediów – to najczęściej powtarzane słowa pod adresem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, jakie wypowiadali uczestnicy zjazdu Klubów Gazety Polskiej, zarówno w kuluarach, jak i w oficjalnych wystapieniach.  Na zaproszenie organizatorów  prezes SDP Jolanta Hajdasz była gościem Zjazdu. 

Kluby Gazety Polskiej  to lokalne kluby dyskusyjne i obywatelskie, które działają w Polsce i za granicą jako ruch społeczny. Nie mają osobowości prawnej jako stowarzyszenia rejestrowe (są nierejestrowane), ale są bardzo liczne, obecnie na świecie działa ich aż 569.  Ich XII Nadzwyczajny Zjazd odbył się w dniach 28–30 sierpnia 2026 roku w Sulejowie (województwo łódzkie).  Wydarzenie zgromadziło setki delegatów reprezentujących krajowe i zagraniczne kluby, ograniczeniem przyjmowania zgłoszeń była liczba miejsc noclegowych w ośrodku wypoczynkowym, gdzie zorganizowano spotkanie.

Zjazd  to przede wszystkim  emocjonalne  debaty polityczne na temat suwerenności Polski, bezpieczeństwa, sytuacji politycznej , wolności słowa oraz  szukania konsensusu w sytuacji wewnętrznych sporów na prawicy.  Oficjalnym hasłem przewodnim jednego z głównych paneli było „Bezpieczna Polska w niespokojnych czasach”. Zjazd stał się także przestrzenią dyskusji dotyczącej  rozłamu wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Klubowicze mieli okazję wysłuchać racji obu stron sporu, bo na zjeździe pojawił się i Mateusz Morawiecki, i Jarosław Kaczyński oraz Przemysław Czarnek. Gromkimi brawami przyjęto zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że na listach PiS w nadchodzących wyborach nie mogą znaleźć się ci, którzy doprowalili do rozłamu i odeszli z partii.
Panel dziennikarzy prowadził red. Janusz Życzkowski z TV Republika i cżłonek ZG SDP. Czym jest odwaga dziennikarska w naszych czasach, jak radzą sobie dziennikarze atakowani pozwami i procesami i w jaki sposób można im pomagać – to główne wątki dyskusji. Wzięli w niej udział obok Jolanty Hajdasz także red. Anna Zyzak,  Sabina Treffler, Adrian Stankowski,  Wojciech Szymczak oraz  prof. Piotr Grochmalski.  Całe wydarenie prowadzili m.in. redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz oraz prezes Klubów „GP” Ewa Wójcik.
Podczas zjazdu w Sulejowie Ewa Wójcik ogłosiła  plany na najbliższą przyszłość – zapowiedziała m.in. ogólnokrajową pielgrzymkę Klubów „Gazety Polskiej” na Jasną Górę, która odbędzie się 14 listopada 2026 roku i ma być połączona z aktem zawierzenia.Wydarzenie zakończyło się tradycyjnym dla zjazdów grillem,  integracją oraz podsumowaniem wniosków z paneli dyskusyjnych.
 Galeria zdjęć/ J. Hajdasz

Sekrety Matki Teresy. W rocznicę urodzin Świętej z Kalkuty w SDP projekcja wyjątkowego filmu o niej w reżyserii Barbary Lorynowicz

To nie była prosta produkcja, ale nigdy nie przyszło by mi do głowy, że będzie aż tak trudno – powiedziała Barbara Lorynowicz pytana o kulisy nakręcownego przez nią filmu dokumentalnego o Matce Teresie z  Kalkuty  w 1997 roku, roku śmierci Świętej założycielki zgromadzenia Misjonarek Miłości w Indiach. Barbara Lorynowicz to polska reżyserka, która swoją determinacją i desperacją zrealizowała unikatowe filmy o  najważniejszych autorytetach duchowych przełomu tysiąclecia . W swoich dokumentach pokazuje niezwykłe, intymne portrety Matki Teresy z Kalkuty, Jana Pawła II, Brata Rogera z Taize oraz Dalajlamy.  W zorganizowanym i prowadzonym przez red. Annę Popek spotkaniu  w Domu Dziennikarza  przy ul. Foksal 3/5  w środę, 26 sierpnia, Barbara Lorynowicz opowiadała jak powstały te legendarne filmy i dlaczego wciąż poruszają widzów na całym świecie.

Miało być szybko i tanio, bo na ten projekt za prezesury Ryszarda Miazka w TVP nie było w ogóle na tę produkcję pieniędzy. Pani Barbarze udało się pozyskać kilku prywatnych sponsorów , więc reżyserka poleciała z ekipą filmową do Kalkuty. I wtedy Matka Teresa złamała objczyk i zamiast krótkich zdjęć trzeba było czekać czy i kiedy wyjdzie ze szpitala. Pani Barbara nie poddała się, mimo iż prasa w Indiach raz po raz podawała coraz bardiej pesymistyczne informacje, że pobyt w szpitalu Matki Teresy potrwa co najmniej pół roku, albo minimum 3 miesiące…  Reżyserka w Indiach spędziła łącznie 40 dni, ale efekt pracy jej i calej ekipy jest unikatowy, zarejestrowała bowiem ostatnią przed śmiercią rozmowę z Matką Teresą. Gdy  5 września 1997 roku Święta zmarła,  reżyserka przebywała w USA, wywiady z nią przeprowadzały wtedy media z wielu krajów na całym świecie. Film, do którego prawa ostatecznie za niewielką część nakładów kupiła TVP (sfinansowano tylko postprodukcję), nie został wtedy w Polsce nawet wyemitowany.

W SDP odbyła się projekcja tego unikatowego obrazu. Jego tytuł to „Sekrety Matki Teresy”. Na archiwalnych zdjęciach Barbary Lorynowicz uwiecznione są także pokazy jej filmów sprzed 30 lat, jakie wówczas odbywały się w tej samej sali , w Centrum Prasowym Foksal.

Zobacz zdjęcia:

Cały wywiad Anny Popek z reż. Barabarą Lorynowicz jest dostępny  na POPCAST TV

link :

ZBIGNIEW NATKAŃSKI: Zapomniane dziedzictwo przedwojennego Związku Dziennikarzy RP

Mija 75 lat od założenia Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W związku z jubileuszem przypominamy niektóre epizody z historii organizacji dziennikarskich. Swoje dni chwały przeżywało SDP 45 lat temu, kiedy to po utworzeniu NSZZ Solidarność stowarzyszenie wspierało demokratyczne zmiany w kraju, to zręby nowoczesnych grup zawodowych powstały już przed II wojną światową. Po latach komunizmu działający za granicą Związek Dziennikarzy RP uznał odnowione po 1989 roku SDP za organizację mogącą kontynuować tradycję niezależnych związków dziennikarskich.

Pierwsze stowarzyszenia i syndykaty dziennikarzy na ziemiach polskich powstawały na początku XX wieku, m.in. w Krakowie i Warszawie. Po odzyskaniu przez Polskę suwerenności syndykaty rozwijały działalność nie tylko na rynku pracy i związkowym krajobrazie kraju.

Elita w kraju i na świecie

Na początku lat 30. XX w. powstał Związek Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej. Po wynegocjowaniu wraz z syndykatami Układu Pracy zaczęto mówić o silnym ruchu związków dziennikarskich. W 1938 roku ZDRP zrzeszał ponad 1200 członków. Do tego Związku zapisywali się wyłącznie dziennikarze zajmujący się pisaniem, właściciele pism, gazet, pracownicy techniczni prasy nie mogli być przyjęci do tego związku. Był on organizacją zawodową i elitarną, dostęp do niego był regulowany przepisami statutu ZDRP.

Po wybuchu II wojny światowej środowisko dziennikarskie uległo rozproszeniu. Ci, którym udało się wyjechać na zachód Europy, przystąpili do walki o utraconą niepodległość przy instytucjach powstającego na obczyźnie rządu polskiego na emigracji. Zaś ci, którzy zostali w kraju pod okupacją niemiecką i rosyjską, stali się grupą zawodową, która poddana została represjom. Byli aresztowani, rozstrzeliwani w miejscach kaźni takich jak Piaśnica na Pomorzu, Palmiry i Wawer pod Warszawą, las pod Lućmierzem niedaleko Łodzi i wiele innych miejsc. Rosjanie z kolei wysyłali masowo na daleką północ i Syberię.

Próby reaktywacji

W 1940 r. we Francji reaktywowano Związek Dziennikarzy RP. Powstał on dzięki tym członkom, którym udało się uciec z okupowanego kraju. Byli to korespondenci polskich agencji prasowych i gazet, ludzie związani z instytucjami rządu polskiego na emigracji. Podstawowym zadaniem odrodzonego ZDRP była działalność informacyjno-polityczna. Chodziło o to, aby sprawa odzyskania niepodległości Polski nie schodziła ze sceny polityki światowej i była wyzwaniem dla sumienia świata. Działalność związku tą wspierało blisko pół tysiąca polskich dziennikarzy rozsianych na całym świecie.

Z chwilą zakończenia wojny dziennikarze ci nie pogodzili się z politycznym kształtem powojennej Europy i świata ustalonym w Jałcie i Poczdamie. Wraz z likwidacją większości instytucji rządu polskiego na emigracji i rozwiązaniem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie ponad 500 zawodowych dziennikarzy pozostało bez pracy. Związek Dziennikarzy RP stał się organizacją, która starała się pomóc im znaleźć zatrudnienie.

Emigracja

Problem został stopniowo rozwiązany poprzez powstanie rozgłośni radiowych nadających w języku polskim. Zespoły polskie powstały mi.in. w Hiszpanii (Radio Madryt); przedłużono działalność i rozbudowano sekcję polską w Londynie w BBC; podobne zespoły powołano w Paryżu, Luksemburgu i Rzymie. W USA wzmocniono program polski Głosu Ameryki. Wydarzeniem szczególnym było powstanie Radia Wolna Europa w Monachium, które rozpoczęło działalność 3 maja 1952 r.

Działalność i zasługi Związku Dziennikarzy RP na emigracji jest historią nieznaną i niedocenioną. Warto przypomnieć kilka nazwisk prezesów tej organizacji: Zygmunt Nowakowski, Antoni Bogusławski, Bolesław Wierzbiański, Ludwik Rubel, Aleksander Bregman.

Najwybitniejszy z nich to Bolesław Wierzbiański, który w 1990 r. przyjechał do Polski i uznał, że odtworzone po Okrągłym Stole Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich godne jest przejęcia roli odgrywanej przez ZD RP. Polegała ona na walce o niepodległość i wolność naszej ojczyzny, której kształt w latach 1944-1989 był wynikiem międzynarodowych umów krzywdzących nas jako państwo i naród. Była to decyzja polityczna, z którą Polacy nigdy się nie pogodzili.

Klamra niepodległości

Bolesław Wierzbiański był tą osobą, która w 1947 r. powołała do życia Międzynarodową Federację Wolnych Dziennikarzy w proteście przeciwko usunięciu z Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) Związku Dziennikarzy RP. Do organizacji Wierzbiańskiego weszli dziennikarze z krajów okupowanych przez komunistów, oprócz Polaków byli tam dziennikarze Europy Środkowo-Wschodniej, Bałkanów i krajów Bałtyckich oraz Kaukazu. Organizacja ta rozrosła się i z czasem liczyła półtora tysiąca dziennikarzy z krajów zza żelaznej kurtyny. Jej zadaniem było informowanie świata o wydarzeniach w krajach poddanych komunistycznemu ustrojowi.

To dzięki Wierzbiańskiemu Jan Nowak-Jeziorański mógł skompletować zespół dziennikarski w polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Bolesław Wierzbiański przez całe życie uważał, że członkowie Związku Dziennikarzy RP winni się kierować tolerancją poglądów politycznych i dbać o rzetelne informowanie odbiorców informacji.

VIDI – nieoczywiste… Łódzka wystawa fotograficzna ZYGMUNTA ŁOPALEWSKIEGO

Czy istnieje życie po nieustannym pędzie zasilanym adrenaliną? Tak, po dziennikarstwie, jak wielu z nas powtarza, jest przestrzeń na inne pasje. Chociaż nawet wtedy żyłka reporterska bierze górę i tęskni się za redakcją i współpracownikami…

Zygmunt Łopalewski to wieloletni dziennikarz. Był związany z TVP Łódź, tam gdzie pracował również jego nieżyjący już ojciec, realizator dźwięku Krzysztof Łopalewski.

Reporter po latach w redakcji informacji postanowił coś w swoim życiu zmienić. Od prawie dwóch dekad pracuje w międzynarodowej korporacji z Włoch. Pasją Łopalewskiego jest od 30 lat fotografia. W jego przypadku ta właśnie pasja związana jest z dawnym zawodem.

Kadr z małego ekranu?

Kiedy nie pracuje, a to rzadko się niestety zdarza, robi zdjęcia. Są to fotogramy niezwykłe, genetycznie związane z kadrem telewizyjnym. Tym, moim zdaniem szlachetnym kadrem, bo z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Łopalewski patrzy na rzeczywistość przez nieco wysłużoną, choć nadal genialną optykę sprzętu naszych rodziców i nauczycieli zawodu.

Jeden z małych – w mojej opinii – mankamentów prac z wystawy to ułożenie ich w sposób wpływający na percepcję. Jasności i kontrasty są bardzo wyeksponowane, ale to tylko wrażenie rozkapryszonego starego pismaka…

Włoski dotyk, polska wrażliwość

Czerń i biel. Delikatne muśnięcie światła, Italia z delikatną domieszką starych dzielnic Łodzi. To temat wystawy fotograficznej Zygmunta Łopalewskiego, który zabiera nas w podróż nieoczywistą, w podróż do naszej młodości, kiedy biegaliśmy po mieście z operatorami kamer i wszystko nas dziwiło, wszystko chcieliśmy mieć w ruchomym obrazie.

A to był błąd. Trzeba było fotografować. Tego błędu nie popełnił Zygmunt, fotografował wtedy i fotografuje teraz. Włoski tytuł „Vidi” wystawy każe sądzić, że Autor jeszcze długo będzie robił zdjęcia i nie powie zbyt szybko „Vici”. Mam nadzieję…

A sam Autor tak mówi o swojej wystawie:

„Jest moim bardzo osobistym spojrzeniem na Włochy – nie pocztówkowe, lecz codzienne: na ludzi, miejsca, gesty i atmosferę” – podkreśla Łopalewski.

I jeszcze jedno, dawno nie byłem na wernisażu w miejscu tak adekwatnym do tematu prac z upalnych włoskich plenerów. Centrum handlowe i wyspa – przystanek – odpoczynek z fotografiami Łopalewskiego.

Chcący zobaczyć tę niezwykłą ekspozycję powinni się spieszyć.

Wystawę fotograficzną Zygmunta Łopalewskiego „Vidi” można oglądać tylko do 28 sierpnia w Pasażu Łódzkim przy ul. Jana Pawła II 30 w Łodzi.

hub/ zdj. z wernisażu 21 sierpnia 2026 r. – różni autorzy

Pragnienia premiera analizuje DAWID WILDSTEIN: Donald Tusk zwiewa z Polski

Nie wiem, czy śledzicie takie sprawy na bieżąco, ale ponownie pojawiły się plotki, że Donald Tusk wychodził sobie kolejne stanowisko w UE. Najpierw szef EPL a potem szybki, dodatkowy przeskok na jakieś ważne stanowisko, bo jak to mówią w jweo rodzinie- musi zarabiać chłop jakieś sensowne pieniądze a nie te grosze, co ciułają Polaki Bidoki.
Żeby nie było, plotki o ewakuacji Tuska pojawiają się regularnie. Ale faktycznie tym razem potwierdzane są wewnątrz jego partii. Myślicie, że czemu wybuchły z taką mocą dwie ostatnie afery, tak w sprawie rozkradania kasy dla powodzian (skądinąd im więcej się w tej aferze odsłania, tym bardziej widać, jak zgniłym, obrzydliwym i zwyczajnie chorym państwem jest Polska za rządów Tuska) czy dotacji europejskich?
Prosta sprawa. Już głośno w samej partii mówi się, że Tusk ma wywalone na Polskę i myśli tylko o pieniądzach, które dostanie w Brukseli. Więc frakcje zaczęły się nawzajem żreć. Bo nie jest to pewne, ale coraz bardziej prawdopodobne, że już tylko rok został im na napchane kieszeni. I stąd konflikty.
Więc Tusk pakuje manatki.
Po raz kolejny. Oczywiście betonowemu elektoratowi i Silnym Razem się to wytłumaczy… pewnie standardowo. Wielki Tusk był zbyt wspaniały na tę biedną, malutką Polskę, więc poszedł zajmować się NAPRAWDĘ WAŻNYMI SPRAWAMI. Nie wierzycie? Zajrzyjcie na SokZBuraka i tym podobne szamba, zobaczycie, że oni już teraz w takie tony uderzają.
Dla reszty, tych, którzy myślą, sprawa jest i będzie oczywista. Rozwalił co się da, zablokował wszystkie najważniejsze, najbardziej niebezpieczne inwestycje dla Niemiec, teraz przestał być użyteczny, no ale trzeba jednak go obronić, bo inaczej inni mogliby uznać, że nie opłaca się wysługiwać Berlinowi i Brukseli.
Ale pomińmy Silniczki. Mnie ciekawią jego współpracownicy i sojusznicy. Kochany Giertychu, Bodnarze, Żurku, naprawdę jesteście tak głupi, że wierzycie, że Tusku was zabierze ze sobą? Ochroni? Funkcjonariusze z GW i innych TVNów, którzy brali udział w kryminalnych prowokacjach z udziałem służb, naprawdę myślicie, że z tej Brukseli Tusk zapewni Wam bezkarność? Bo co? Bo on ma takie dobre serduszko? 😃
Wspaniale was wyrolował wasz własny boss. No ale jak się bierze udział w mafii, także politycznej, to trzeba być idiotą, by wierzyć w jakąś lojalność… No cóż, zawsze możecie zemdleć. Ech, ale trzeba to oddać Tuskowi. Wspaniale wystawia do wiatru tak swoich kolegów, jak i wielbicieli. Nawet ni was nie żal.
A do opozycji mam zwyczajową odezwę. Tusk pewnie zwieje. Ale jeśli nie posadzicie, po tym, co odwalili, jego najbliższych współpracowników… to równie dobrze możecie do tej władzy możecie nie zdobywać.
Dawid Wildstein
PS. Zapraszam do obserwowania tego profilu
zdj. Donald Tusk – marzec 2022,
Fot. hub
Felieton z FB

O nagonce na Marcina Romanowskiego w prorządowych mediach pisze HUBERT BEKRYCHT: A co, jeśli go tam nie było?

Nie zliczę, ile razy – tylko na portalach prorządowych mediów – w ostatnim czasie obrażano byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który nie miał szans na uczciwy proces w Polsce i opuścił nasz kraj. Ostatnio prorządowe przekaźniki manipulacji powołując się na swoje informacje lub cytując premiera obwieściły oburzone, że Romanowski przebywa w Naddniestrzu separatystycznej części Mołdawii popieranej przez Kreml. Teraz służby mołdawskie podały, że to może być nieprawda…

Marcin Romanowski oskarżany o „zbrodnie” związane z Funduszem Sprawiedliwości, nadal bez procesu, jest już właściwie osądzony przez rząd Tuska i jego media. Wyrok? Winny. Także dlatego, że nie można go osądzić, bo sam obwiniony nie może mieć uczciwego procesu. Czego nie rozumiecie.

Gonić, nie złapać

Romanowski był długo na Węgrzech, ale tam, obecna władza – podobna do tej w Polsce – też już śrozpoczęła ściganie byłego polskiego wiceministra z prawicy. Nasze służby – nie wiem, czy to prezyzyjne określenie –  poprzez informacje rozpowszechniane przez polityków koalicji, widziały już Romanowskiego w USA, Serbii, Mołdawii a ostatnio w separatystycznym Naddniestrzu, do którego Polacy są wpuszczani jako turyści – wielu z nich na profilach społecznościowych udostępnia stamtąd swoje wakacyjne zdjęcia. Chyba nie są ścigani przez nasze organy ścigania. Polskie formacje związane z bezpieczeństwem, które pod wodzą ministra Marcina Kierwińskiego zanotowały niewiele więcej wpadek niż ich szef, uparły się znaleźć Romanowskiego w rejonie wspieranym przez Moskwę i mafijne bandy rozmaitych politycznych rozrabiaków.

A jak się polski agent uprze, agent wspierany przez liberalno-lewicowy rząd, to w końcu znajdzie. Chyba. Bo w ubiegłym tygodniu podano, podobno potwierdzone, wiadomości o tym, że Romanowski jest w Naddniestrzu. Z satysfakcją i bez respektowania zasady oddzielenia faktów od komentarza przekazały na pierwszych miejscach wszystkie prorządowe media.

Komunikat wydali też prokuratorzy. Język śledczych  jest specyficzny.

Niektórzy jednak bystrzejsi medialni akolici rządu powoływali się na premiera, ale… to też było ryzykowne. No, ale nagonka trwała…

 

A może poszli do lasu..?

I wtedy, prawdopodobnie w piątek, mołdawskie władze poinformowały, że w ich kraju ani w Naddniestrzu nie ma Romanowskiego, z którego prorządowe media zrobiły przyjaciela Putina, bo… był w Naddniestrzu. A jeśli, na co wiele wskazuje polityka tam nie ma?

Najpierw Tysol napisał: „Mołdawskie służby zabrały głos w sprawie Marcina Romanowskiego. Policja przekazała, że nie ma danych potwierdzających jego pobyt w Naddniestrzu ani wjazdu na terytorium Mołdawii” – te informacje przekazał jego naczelny Cezary Krysztopa.

Potem Wódz, czyli feleitonista Tysola zapytał: „Tusk wszystko zmyślił? Niewiarygodne…” – napisał na X Thašúŋke Witkó.

Czy media publiczne, TVN, GW, Onet i cały plankton dworskich portali przeproszą. Chociażby za posądzenia, że Romanowski, co stanowi absurd, jest zwolennikiem Rosji? Rakiem wycofuje się z tego portal Wirtualna Polska, kilka dni temu cytował premiera, że Roamnowski jest w nielegalnym państwie na terenie Mołdawii.

Teraz WP troszę łagodzą swoje doniesienia sprzed kilku dni. „Trop się urywa”.

Generalne stwierdzenia o miejscu przebywania Marcina Romanowskiego próbował wytłumaczyć portal Rzeczpospolitej.

Czy siewcy prorządow w mediach przeproszą. Nie, nie przeproszą, bo będą snuli narrację, że wiceminister sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy ucieka, a ucieka, bo zawsze ucieka winny.

Sądy i rozsądek

Czy jakiś sąd wydałby wyrok na podstawie przypuszczeń. A u nas? No parę sądów tak prowadziło sprawy. Wobec polityków konserwatywnych oczywiście. I dziennikarzy. Takich jak na przykład Leszek Kraskowski, dziennikarz śledczy, który ujawnił związek posła PO/ KO Romana Giertycha z aferą Polnord. Został aresztowany, a teraz nie może nawet zamieszkać we własnym domu a aparat represji państwa polskiego sukcesywnie go, wybaczcie szczerość, gnoi.

Co zatem jeśli Romanowskiego nie ma w separatystycznej republice na terenie Mołdawii? Dobrzy prawnicy zacierają ręce. Zleceniodawcy tych sensacji, o ile są nieprawdziwe, nie poniosą odpowiedzialności. A tzw. dziennikarze modlący się codziennie do premiera? Ci zostaną na lodzie. Jak pełnomocniczka od promocji marki Polska z raportem napisanym przez sztuczną inteligencję.

Jak mówią mądrzejsi dziennikarze, nawet jeśli okaże się, że Romanowski spędził w Naddniestrzu ileś, powiedzmy, godzin, nie oznacza prorosyjskich sympatii. Bo chodziło tylko o odpluskwienie polityka prawicy, o to, aby przylepić mu łatkę.

Dla porządku przedstawiam przykłady:

 

 

 

Nie żyje ojciec redaktor JANUSZ DYREK CSsR – redemptorysta związany z RADIEM MARYJA

„Zmarł o. Janusz Dyrek CSsR. Odszedł do Najświętszego Odkupiciela w szpitalu w Limanowej w niedzielę, 16 sierpnia 2026 r. w wieku 54 lat, w 29. roku kapłaństwa, przeżywszy 32 lata jako zakonnik. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…” – informację takiej treści podały między innymi Radio Maryja i TV Trwam.

O. Janusz Dyrek urodził w 1972 roku Do Zgromadzenia Redemptorystów wstąpił w 1991 roku, w Krakowie. Pierwsze śluby zakonne 1994 roku, zaś śluby wieczyste w 1997 roku. Rok później przyjął święcenia prezbiteriatu.

Skierowany został do posługi duszpasterskiej w Siekierkach (1998-2000). Następnie rozpoczął formację w Tirocinium w Krakowie (2000-01), gdzie był również współpracownikiem Centrum Duszpasterstwa Powołań. W latach 2001 – 2006 był pracownikiem Radia Maryja Potem przeniesiono go do Rzymu. Cztery lata był tam duszpasterzem przy sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W 2010 roku powrócił do pracy w Radiu Maryja w Toruniu. Był związany z rozgłośnio przez kolejne dziesięć lat.

Następnie posługiwał jako misjonarz, rekolekcjonista w Krakowie i Toruniu.

W ostatnim czasie zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Zmarł w szpitalu w Limanowej w dniu 16 sierpnia 2026 roku.

Pogrzeb odbędzie się w środę, 19 sierpnia, o godz. 13.00 w sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej w Tuchowie.

Na podstawie tekstu z Radia Maryja, fot. Katarzyna Cegielska

Wyrazy głębokiego współczucia

Rodzinie i Współpracownikom śp. ojca JANUSZA

składa Redakcja portalu SDP sdp.pl

Nie żyje JOANNA RAWIK – piosenkarka, aktorka, dziennikarka, pisarka, prowadząca audycje w Radiu Wnet

Śpiewała wspaniale, była wielbicielką piosenki francuskiej. Brawurowo wykonywała m.in. utwory Edith Piaf. Grała całą sobą. Pisała wrażliwie. Podkreślała w Radiu Wnet, że jest szczęśliwa, że może o muzyce opowiadać. Joanna Rawik umarła 15 sierpnia po południu. Miała 92 lata.

W Radiu Wnet, gdzie od kilku lat Joanna Rawik miała swoje programy, m.in. „Sztuka jest magią” ukazał się wspomnieniowy tekst o Zmarłej:

„Charakterystyczny, niski głos, niezwykła umiejętność interpretacji tekstu, ogromna wiedza o kulturze, a przede wszystkim wyrazista osobowość sprawiły, że przez dziesięciolecia pozostawała jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej piosenki.

Urodziła się 31 stycznia 1934 roku w Czerniowcach. Dzieciństwo spędziła poza Polską. Po II wojnie światowej, w 1947 roku, wraz z rodziną przyjechała do kraju i zamieszkała we Wrocławiu. To właśnie tam rozpoczęła się jej artystyczna droga. W połowie lat 50. zadebiutowała jako piosenkarka we wrocławskim kabarecie „Kaczka”. Szybko zwróciła na siebie uwagę charakterystyczną barwą głosu i sposobem interpretowania piosenek – dalekim od estradowej lekkości, bliższym teatrowi, literaturze i wielkiej francuskiej tradycji chanson. We Francji nazywano ją nawet „Juliette Gréco znad Wisły”.

W kolejnych latach stała się jedną z ważnych postaci polskiej estrady. Występowała na najważniejszych krajowych festiwalach – w Opolu, Sopocie, Kołobrzegu czy Zielonej Górze – zdobywając nagrody i wyróżnienia. Koncertowała również za granicą, między innymi we Francji, Czechosłowacji, Finlandii i Jugosławii. W jej repertuarze znalazły się takie utwory jak „Po co nam to było”, „Nie z każdej mąki będzie chleb”, „Tych dwoje”, „Mamy za mało siebie dla siebie”, „Nie chodź tą ulicą” czy „Niczym się nie różnimy”.

Joanna Rawik należała do pokolenia artystów, dla których piosenka nie była jedynie rozrywką. Była małym spektaklem, literacką i aktorską wypowiedzią, opowieścią o człowieku – o miłości, samotności, tęsknocie i przemijaniu. Sama przez całe życie broniła takiego właśnie rozumienia sztuki. Była przy tym bezkompromisowym krytykiem współczesnej twórczości wszędzie tam, gdzie – jej zdaniem – krytyka była potrzebna. Przekonywała, że nie każdy śpiewać może. Ona mogła. I to jeszcze jak. Szczególne miejsce w jej życiu zajmowała piosenka francuska, a przede wszystkim Édith Piaf. Joanna Rawik przez dziesięciolecia popularyzowała w Polsce kulturę francuską, opowiadała o historii francuskiej piosenki, przygotowywała poświęcone jej programy i pisała książki. Piaf była dla niej nie tylko wielką artystką, lecz także postacią, której twórczość i życie nieustannie warto było odkrywać na nowo. Od 2025 roku na antenie Radia Wnet przybliżała biografię i twórczość Édith Piaf w cyklu audycji „Piaf, czyli wróbel”. Była to kolejna odsłona jej wieloletniej fascynacji francuską pieśniarką i zarazem możliwość podzielenia się ze słuchaczami ogromną wiedzą gromadzoną przez całe życie.

Z radiem Joanna Rawik była związana od wielu dziesięcioleci. Łączyła w nim doświadczenie artystki, dziennikarki i historyka piosenki. W 2020 roku na falach Radia Wnet pojawiła się jej autorska audycja „Sztuka jest magią”. I rzeczywiście – przez kolejne sześć lat potrafiła tą magią oczarowywać zarówno słuchaczy, jak i naszą redakcję.

Były to rozmowy z artystami, muzykami i ludźmi kultury, ale również opowieści o minionych, złotych czasach polskiej piosenki. Nikt chyba tak jak ona nie potrafił malować słowem. Historie, które dla innych mogłyby być jedynie wspomnieniem czy anegdotą, w jej ustach nabierały kolorów, emocji i znaczenia. Miało się wrażenie, że gdyby zaczęła opowiadać nawet o zwykłym przepisie kulinarnym, słuchalibyśmy jej z taką samą uwagą. Tymczasem ona mówiła o sprawach naprawdę ważnych – o sztuce, kulturze, historii, pamięci, odpowiedzialności artysty i o ludziach, których spotkała na swojej drodze.

W „Sztuka jest magią” spotykała się z wybitnymi przedstawicielami świata kultury i sztuki. Jej rozmówcami byli między innymi Grażyna Szapołowska, Olgierd Łukaszewicz, Piotr Moss, Wanda Kwietniewska, Anna Jurksztowicz, Sławomir Wierzcholski, Jerzy Kisielewski czy Agnieszka Cubała. Rozmowy dotyczyły teatru, filmu, muzyki i literatury, ale także kondycji współczesnej kultury, pamięci o wielkich artystach oraz przemian zachodzących w świecie. Zapraszała również dziennikarzy, naukowców i podróżników, sprawiając, że jej program stawał się audycją nie tylko o sztuce, lecz szerzej – o kulturze, historii i człowieku.

W Radiu Wnet poznaliśmy także inną Joannę Rawik – tę spoza sceny, zza kulis. Zawsze energiczna, ciekawa świata i życzliwa. Z wielkim szacunkiem odnosiła się do młodych ludzi i potrafiła z nimi rozmawiać bez cienia protekcjonalności. Każdą audycję rozpoczynała, ciepło witając swojego „ulubionego” – akurat przy konsolecie danego dnia – realizatora. Nie zapominała przy tym podziękować wydawcy – dodając z charakterystycznym dla siebie humorem – że właściwie nie wiadomo, gdzie ta osoba w danym momencie przebywa. Te drobne rytuały stały się częścią naszej radiowej codzienności i anonsowały: do studia wkroczyła Joanna Rawik.

Wspominając o Niemenie, Wodeckim, Demarczyk – przypominała, czym może być wielka interpretacja. Była przedstawicielką pokolenia artystów, które wierzyło, że słowo ma znaczenie, melodia służy tekstowi, a występ wymaga czegoś więcej niż tylko rzemieślniczej sprawności.

Działalność Joanny Rawik od dawna wykraczała daleko poza estradę i radio. Dała się poznać jako wytrawny kronikarz polskiego i europejskiego świata kultury począwszy od jej wspomnień „Za kulisami sławy” i „Kocham świat. Wspomnienia z piosenką”, kończąc na takich książkach jak: „Hymn życia i miłości – opowieść o Édith Piaf”, „Maestra – opowieść o Wandzie Wiłkomirskiej”, „Krótka opowieść o piosence”, „Epitafium dla wróbla” oraz „Muzyka życia”. Niedawno ukazało się także przygotowane przez nią tłumaczenie „Małego Księcia” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego.

Jej wielopłaszczyznowa aktywność – obejmująca teatr, piosenkę, radio, literaturę, publicystkę – została szczególnie doceniona w 2009 roku, gdy została została uhonorowana Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Dla nas pozostaje przede wszystkim niepowtarzalną osobą, za którą stało doświadczenie całej epoki i autentyczna ciekawość drugiego człowieka, której wyjątkowy głos przez sześć lat rozbrzmiewał na antenie Radia Wnet.

Joanna Rawik naprawdę wierzyła, że sztuka jest magią. A kiedy zaczynała opowiadać, opowiadała tak, że wierzyliśmy jej wszyscy”.

Redakcja Radia Wnet 15 sierpnia 2026 r.

 

 

Redakcja portalu SDP sdp.pl łączy się w smutku

z Bliskimi śp. Joanny Rawik

i jej Przyjaciółmi z Radia Wnet

PREZYDENT RP W 106. ROCZNICĘ ZWYCIĘSTWA NAD BOLSZEWICKĄ ROSJĄ: SILNY NARÓD TO SILNE WOJSKO

Podczas defilady Wojska Polskiego z okazji 106. rocznicy zwycięstwa nad bolszewicką nawałą i wstrzymania pochodu czerwonej Rosji na Europę, zwierzchnik Polskich Sił Zbrojnych prezydent RP Karol Nawrocki podkreślił, że wojny nie wygrywa się tylko bronią. „Siła narodu to siła żołnierza”.

Prezydent zwrócił uwagę, że zwycięstwo Polaków w wojnie polsko-bolszewickiej i Bitwie Warszawskiej 15 sierpnia 1920 roku było największym naszym tryumfem w XX wieku a stracie z bolszewikami na polach wokół stolicy zahamowało pochód czerwonych hord na Berlin, Paryż, na całą Europę. To zwycięstwo stanowi przekaz obrońców Warszawy i Polski sprzed 106 lat dla następnych pokoleń. Dzięki temu – jak powiedział prezydent – mieliśmy kolejnych bohaterów. Zwierzchnik Sił zbrojnych wymienił m.in. świętego Jana Pawła II, Zbigniewa Herberta, Obrońców Westerplatte i zdobywców Monte Cassino.

„Duch naszego narodu zna cenę wolności, niepodległości, wojen” – akcentował Karol Nawrocki. Dodał, że ponad sto lat temu naród polski został zbudowano na fundamentach chrześcijaństwa, wojska i wokół kompasu wolności. Prezydent przypomniał,że wówczas Polacy byli politycznie byli bardziej podzieleni niż dzisiaj, ale też nikt nie chciał stracić wolności. „Spory kończą się tam gdzi zaczyna się bezpieczeństwo państwa” – zwrócił uwagę. „Rakieta nie będzie pytać, kto na kogo głosował” – powiedział.

W przemówieniu Karol Nawrocki akcentował swoją rolę w procesie zapewnienia bezpieczeństwa Polsce. „Jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych dbam o to, aby rzad realizował programy zbrojeniowe rządów poprzednich. Nie jest wstydem, że dzisiejszy rząd realizuje programy poprzedników. Dbać będę, aby projekty dzisiejszego rządu nie zginęły w walce politycznej” – zapewnił prezydent nawiązując do wyborów w 2027 roku.

Prezydent RP zadeklarował również ścisłą współpracę z sojusznikami Polski w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Mówił jednak, że kultura strategiczna polega na zachowaniu suwerenności. Przypomniał, że na sztandarach, tak jak w 1920 roku, polska armia ma hasło Bóg, Honor i Ojczyzna. „Nie SAFE!” – podkreślił. „Bo potrzebujemy sojuszy, ale tutaj jest Polska” – dodał. Prezydent mówił, że decyzje, co do naszego bezpieczeństwa muszą zapadać w Warszawie, a nie w najbardziej nawet przyjaznym nam stolicach” – zauważył i podkreślił, że zagrożenie dla Polski to nadal neo imperialna Rosja.

„Niech żyją Żołnierze Wojska Polskiego, niech żyje Wojsko Polskie, nie żyją nasi sojusznicy z NATO! Niech Bóg błogosławi Polskę” – zakończył swoje przemówienie prezydent Nawrocki.

Po wystąpieniu głowy państwa wystąpił minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Zwrócił uwagę na hasło, które wywieszono na trasie defilady „Polska SAFE”. Nawiazuje ono do pożyczki, która zaciągnął ze źródeł UE obecny rząd. „Polska safe bezsprzecznie” – mówił. I przetłumaczył, jak powiedział, to hasło z języka angielskiego. W rzeczywiskości pierwszym literom hasła nadał znaczenie polskich wyrazów: »S« jak sojusze, »A«, jak armia, »F«, jak fabryki, »E«, jak Europa” – wytłumaczył szef MON.

Wcześniej w Gdyni, gdzie również się uroczystości z okazji Świta Wojska Polskiego i defilada morska wystąpił premier Donald Tusk, którego zabrakło na centralnych obchodach w Warszawie. „Chcemy uniknąć wojny, a wojny uniknie tylko ten, kto jest silny, niepodległy i suwerenny” – powiedział premier Tusk w Gdyni.

***

Media konserwatywne zaś, m.in. TV Republika, pokazywały całą defiladę, a czekając na przemówienia prezydenta RP i ministra obrony narodowej pokazano również przemówienie premiera Donalda Tuska.

hub/ KPRP/ X/ TV Republika

zdj. Marek Borawski/ KPRP