12 sierpnia 2021eoku odszedł Julian Eugeniusz Kulski, jeden z najmłodszych uczestników Powstania Warszawskiego, którego życie, odwaga i służba Polsce pozostają dla nas źródłem dumy oraz zobowiązaniem do pielęgnowania pamięci o wartościach, którym był wierny. W tym symbolicznym dniu, w imieniu Fundacji Kulskich oraz Instytutu Pamięci Narodowej, mamy zaszczyt zaprosić Państwa na dwa wyjątkowe wydarzenia poświęcone Julianowi Spitosławowi Kulskiemu i Julianowi Eugeniuszowi Kulskiemu, ojcu i synowi, których losy na trwałe wpisały się w historię Warszawy i Polski.
17 sierpnia 2026 r. o godz. 17.00 zapraszamy do Centralnego Przystanku Historia IPN przy ul. Marszałkowskiej 107 w Warszawie na wernisaż i debatę „Dziedzictwo odwagi. Niezwykła historia ojca i syna”. Będzie to spotkanie z historią dwóch pokoleń Kulskich, których łączyły odwaga, odpowiedzialność, służba publiczna i głębokie przywiązanie do Ojczyzny.
Dzień później, 18 sierpnia 2026 r. o godz. 11.00, zapraszamy do wspólnego oddania hołdu Julianowi Spitosławowi Kulskiemu, Wiceprezydentowi Warszawy, w 50. rocznicę Jego śmierci. Uroczystość odbędzie się przy Pomniku Prezydentów Wielkiej Warszawy Stefana Starzyńskiego i Juliana S. Kulskiego, przy ul. Wybrzeże Gdańskie, u zbiegu z ul. Grodzką w Warszawie.
Te dwa sierpniowe spotkania łączy pamięć o ojcu i synu oraz dziedzictwie, które pozostawili kolejnym pokoleniom. To historia dwóch niezwykłych ludzi, dla których służba Warszawie i Polsce była nie tylko obowiązkiem, lecz życiowym zobowiązaniem.
Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy potwierdził w środę wieczorem, że dane nawet 19 milionów Polaków „wyciekły” i mogą być w posiadaniu hakerów. Zastępca Donalda Tuska uznał jednak, że to nie aż tak szkodliwe jak mogłoby być, bowiem Gawkowski określił to wydarzenie mianem „niebywałego incydentu”.
Podczas wieczornej konferencji prasowej rządowi przedstawiciele podali, że „podjęto odpowiednie kroki”, ale nikt nie wyjaśnił, jak „wyciek danych 19 milionów Polaków” wpłynie na funkcjonowanie państwa. Wiadomo tylko, że chodzi o ujawnienie danych z bazy My Dr EDM, którą wdrożyło – jak podaje ministerstwo – ponad 10 tysięcy placówek służby zdrowia.
Czy skutków takiej kompromitacji nie mógł przewidzieć wicepremier i szef resortu cyfryzacji Krzysztof Gawkowski? Może nie być w stanie. Bo to w końcu tylko polityk. W takim razie, co robią rządowi specjaliści? I co zrobią? Już nie pytam (retorycznie) o to, co urzędnicy mają zamiar zrobuć aby zneutralizować ten atak? Co zrobią jednak w przyszłości (to już poważne pytanie), aby takim cyberprzestępstwom zapobiec? No i jeszcze kluczowa sprawa? Kto zapłaci za ewentualne skutki tej niefrasobliwości rządu? Rząd? Czyli my wszyscy? Czy tak trudno przewidzieć, że takie ataki się pojawią w czwartym roku wojny na Ukrainie albo „tylko” wobec wzmożenia cyberprzestępczości?
Informacja o potężnej kradzież danych 19 milionów Polaków, jak się wydaje, też „wyciekła” przypadkowo, bo rząd planował spokojny wieczór z zaćmieniem słońca i deszczem Perseidów.
A będzie jak zwykle, wstyd i „zaćmienie” urzędników oraz „deszcz” zarzutów. Wobec kogo? No, jak myślicie?
Od kilkunastu dni w portalach internetowych oraz w konserwatywnych mediach pojawiają się informacje o finansowanej przez KE instytucjonalnej walce z prawicą poprzez wrogiej jej media w Polsce. Dotąd były tylko w fazie przypuszczeń i podejrzeń po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku a także po wzmożeniu ataków koalicji na media niezależne, konserwatywne.
Brakujących ogniw tezy, że trzy lata temu to zorganizowana akcja liberałów i lewaków doprowadziła do porażki konserwatystów w wyborach parlamentarnych 2023 roku w Polsce. Koalicja, która od tamtej pory rządzi w Polsce unika odpowiedzi na pytania prawicy o wpływ Komisji Europejskiej i jej finansowania na zwycięstwo PO/ KO i jej politycznych akolitów.
Dlaczego? Odpowiedź wydaję się prosta. Otóż jeszcze w kampanii wyborczej trzy lata temu w przestrzeni publicznej, zwłaszcza w media społecznościowych, pojawiło się szereg akacji, publikacji, „satyry” bardzo często manipulujących opiniami, które godziły w polską prawicę.
Już wówczas sporo mówiło się o tym, że rządząca bez powszechnych wyborów w Unii Europejskiej emanacja większości jej rządów – Komisja Europejska posuwa się do finansowana kampanii przeciwko konserwatystom legalnie sprawującym władzę m.in. na Węgrzech i w Polsce. Taki sposób wpływania na obywateli krajów członkowskich UE, powiedzą krytycy tych działań, jest przecież niezgodny z zasadami praworządności i demokracji. No i co z tego? Tak odpowiedzą cynicy z Brukseli. Tylko oczywiście nie wprost.
Niezależna pl. cytowała niemiecka prasa. Przyglądali się temu dziennikarka konserwatywna Aleksandra Fedorska oraz wieloletni eurodeputowany i jeden z polskich polityków najlepiej znający UE Jacek Saryusz-Wolski, obecnie doradca prezydenta RP Karola Nawrockiego.
Dziennik Berliner Zeitung, który cytowała Niezależna.pl, napisał między innymi: „Obecnie interwencja coraz częściej odbywa się >>w górę<<, poprzez wpływanie na procesy wyborcze za pomocą dźwigni finansowej – takiej jak zamrożenie lub uwolnienie funduszy UE – oraz instrumentów manipulacji informacją” – podała BZ puublikując wywiad z publicystą i dziennikarzem Thomasem Fazim, który wysunął poważne oskarżenie wobec UE.
Zwrócono uwagę, że aktywności wspierane ze środków unijnych przyczyniły się do zmiany rządu w Warszawie w 2023 r. „Przykładem jest unijny program CERV, z którego do różnych organizacji w Polsce przekazano 40 mln euro w latach 2021-2027” – czytamy w Niezależnej.pl
„W swoim raporcie cytuję również prezesa polskiej organizacji pozarządowej, Fundacji Res Publica, który wyraźnie przyznał, że prowadzone prace – również wspierane ze środków unijnych – przyczyniły się do zmiany rządu w Warszawie w 2023 roku. Nie jest to zatem moja interpretacja, a jedynie bezpośrednie stwierdzenie. Wcześniej UE wywierała wpływ „w dół”: niezależnie od wyniku wyborów, polityka europejska pozostawała zasadniczo nienaruszona. Obecnie interwencja coraz częściej odbywa się „w górę”, poprzez wpływanie na procesy wyborcze za pomocą dźwigni finansowej – takiej jak zamrożenie lub uwolnienie funduszy UE – oraz instrumentów manipulacji informacją” – powiedział Thomas Fazi w wywiadzie dla Berliner Zeitung.
Wiele innych wątków związanych z finansowaniem przez KE proliberalnych i prolewicowych mediów w Polsce czeka jeszcze na badania. Chociażby sprawa promocji NASK tylko kandydata PO podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Na razie przeszkadzają w tym prorządowe organizacje i media w Polsce. Nie ma jednak wątpliwości, wkrótce dopowiemy się, czy nieprawdziwe informacje i obrazy dotyczące prawej części polskiej sceny politycznej nie miały swojej przyczyny w nielegalnym finansowaniu przez instytucje europejskie mediów otwarcie sympatyzujących z partią Donalda Tuska.
Klub Dziennikarzy Sportowych Republiki Czeskiej (KSN) przyjął w swoje szeregi kolejnego fotoreportera. To Peter Pavel, Prezydent Republiki Czeskiej – podały tamtejsze media.Portal jednego z głównych dzienników nad Wełtawą Lidove Noviny, czyli lidovky.cz poinformował, że KSN „rozpatrzył wniosek prezydenta w standardowym procesie rekrutacyjnym, który uwzględniał dotychczasową działalność kandydata”
„Prezydent spełnił wszystkie wymogi kwalifikacyjne dla fotografów-freelancerów i został również przyjęty do Międzynarodowego Stowarzyszenia Dziennikarzy Sportowych AIPS” – podał Michal Dusík, przewodniczący KSN.
Prezydent Pavel zajmuje się fotografią od dawna i skupia się przede wszystkim na sportach motorowych. Lidovky.cz opisały karierę Pavla jako fotoreportera. „Ostatnio fotografował m.in. słynny 24-godzinny wyścig Le Mans, Grand Prix Czech MotoGP w Brnie, Mistrzostwa Europy w Autocrossie w Novej Pace czy wyścig Grand Prix na torze żużlowym w Pradze” – napisano. „Pod koniec lipca pojawił się również jako fotograf akredytowany przez FIA podczas Grand Prix Węgier Formuły 1 na torze Hungaroring, gdzie fotografował wspólnie z czeskim fotografem sportowym Jiřím Křenkiem” – podał czeski portal.
„Cieszymy się, że Petr Pavel wyraził zainteresowanie członkostwem w organizacji, która od 1923 roku zrzesza profesjonalnych dziennikarzy sportowych, reporterów, fotoreporterów i innych pracowników mediów. Nie jako prezes, ale jako fotograf, który skupia się przede wszystkim na sportach motorowych” – powiedział prezes Michal Dusík, który spotkał się z Peterem Pavlem jeszcze przed wyjazdem na Grand Prix Węgier.
Prezydent Republiki Czeskiej Petr Pavel dołączył do licznej grupy niezależnych fotografów w klubie. KSN zrzesza obecnie około stu członków, którzy pracują jako niezależni fotografowie i zajmują się fotografią sportową.
„Przecz z komuną” i „dziękujemy” – to najbardziej głośne i najbardziej spontaniczne okrzyki, które można było usłyszeć na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie podczas obchodów pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta Karola Nawrockiego. Wydarzenie niecodzienne, bo w ten sposób nie świętował roku swojej działalności żaden prezydent, ale przecież ten obecny naprawdę ma się z czego cieszyć. Po 12 miesiącach pracy Karol Nawrocki stał się liderem sondaży na temat społecznego zaufania z poparciem większym niż uzyskał w wyborach. Można i trzeba gratulować, a raczej, tak, chcemy gratulować i szczerze gratulujemy. Ale w naszym dziennikarskim zwariowanym świecie też warto się zatrzymać i warto sobie postawić pytanie – z którymi dziennikarzami Pałac współpracuje najczęściej, kogo hołubi, a od kogo się dzisiaj dystansuje? I co to nam mówi o roli mediów w dzisiejszych czasach w naszym kraju u progu ostrej kampanii wyborczje, jaka nas czeka w 2027 roku.
6 sierpnia, godzina 17. 30, Pałac Prezydencki. Kolejka tzw. zwykłych ludzi, którzy bez zaproszeń, a jedynie po szybkim sprawdzeniu przez funkcjonariuszy SOP wchodzą na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego jest nadal bardzo długa. Pierwsze osoby weszły na dziedziniec już o 15.00, spędziły więc w tym wielkim ponad 33 stopniowym upale ponad 4 godziny, bo samo wydarzenie trwało ponad dwie.
Przed Pałacem
Determinacja, upór, by mimo przeszkód i trudu osiągnąć cel, widać ich radość i satysfakcję z uczestnictwa w czymś wyjątkowym. Nastrój udziela się chyba wszystkim, biało czerwone flagi widać wszędzie, a uśmiechnięte twarze mają także ci, którzy nie mają szans, by wejść do środka. Debata publicystów ucisza błyskawicznie rozmowy. Prowadzi ją Dorota Gawryluk z Polsatu, na jej pytania odpowiadają prof. Andrzej Nowak, Rafał Ziemkiewicz i Krzysztof Stanowski. Dobór komentatorów jest oczywiście merytorycznie uzasadniony, ale ten ukłon w stronę tych teoretycznie „neutralnych” i „niepolitycznych” mediów trudno nie zauważyć. Całe wydarzenie transmituje TV Republika, ale gdy później w trakcie wywiadu, jaki prowadzi red. Danuta Holecka ze Zbigniewem Boguckim, tuż obok nich przechodzi Karol Nawrocki, to prezydent zatrzyma się obok niej tylko po to, by przekazać, że ma inne obowiązki i że nie podejdzie i nie powie choćby kilku słów widzom tej stacji w programie na żywo, choć na antenie pada wyraźne zaproszenie prowadzącej. Sytuacja zapewne przypadkowa, ale nie da się ukryć, ma swoją wymowę. Czy Prezydent nie chce być kojarzony z tymi, którym już dawno mainstream przykleił łatę „głównego bastionu twardej prawicy” i „radykalnego narzędzia propagandy partyjnej”, że zacytuję najbardziej popularne określenia Republiki w Internecie? W trakcie przemówienia Karol Nawrocki z dumą mówi o radach społecznych, w których udało mu się zebrać ponad 700 osób „zupełnie apolitycznych”, a nazwę „Prawo i Sprawiedliwość” i nazwisko Jarosława Kaczyńskiego wymienił tylko raz w jednym bodajże zdaniu w długim, bo ponad godzinnym przemówieniu. Jasne, trzeba to zrozumieć, nadal trwa gra i zabiegi o poparcie wśród tych, których politolodzy nazywają swing voters, ci, którzy nie są niczyim twardym elektoratem i którzy płynnie zmieniają poglądy polityczne. Co innego jednak o tym wiedzieć, a co innego oglądać to w praktyce.
Debata
Gdy w trakcie dyskusji publicystów padło pytanie o „patriotyzm inkluzywny”, taki mniej bogoojczyźniany i z mniejszą ilością lub prawie bez tych biało czerwonych flag, bo ”czy pan prezydent ma ofertę dla tych co nie chcą chodzić na manifestacje?” stojący obok mnie ludzie zaczęli szemrać i protestować miedzy sobą, raczej przeciwko pomysłom pani redaktor Doroty niż przeciwko Prezydentowi, ale w powietrzu zawisło to pytanie, czy Prezydent naprawdę chce się teraz dystansować, czy odcinać od prawej strony sceny politycznej, od tych, którzy go wybrali. Coś w tym jest, bo tyle razy we wszystkich przemówieniach padła informacja o 400 tysiącach osób z poglądami lewicowymi, które zagłosowały na Karola Nawrockiego w drugiej turze i przesądziły o wyniku wyborów, że trudno nie zauważyć tego wyróżnienia. Czy to sygnał trochę innej strategii i taktyki politycznej? Czas pokaże, ale historia nas wszystkich nauczyła, że cel nie uświęca środków. Nic by się nie stało, gdyby wczoraj Prezydent dostrzegał i doceniał jednak także swoje realne zaplecze polityczne, tych którzy naprawdę wypracowali wygraną . Do tej pory Karol Nawrocki był człowiekiem niezwykle autentycznym, jego reakcje, a także oceny sytuacji były prawdziwe, oparte na tym co wiedział i czuł. Wczorajsza wspaniała uroczystość zasygnalizowała mi jednak, że specjaliści od story tellingu jako metody komunikowania masowego już są w Pałacu Prezydenckim, już sterują i kreują. Wykorzystanie zwykłych ludzi i ich historii jako nośnika idei, pomysłów i treści jest dziś bardzo popularne i nadal mało rozpoznane przez odbiorców, „szary to kupuje”, jak mawiają w agencjach, więc czemu nie miałby z tych metod korzystać i Karol Nawrocki? Oby tylko nie zgubił po drodze tego co najważniejsze, rzeczywistych relacji i swojego prawdziwego „ja”. Prawda rzadko leży pośrodku i nie da się stracić cnoty i ją nadal mieć.
Podsumowanie
Bilans pierwszego roku tej prezydentury jest imponujący. Karol Nawrocki złożył 29 wizyt zagranicznych, w tym 4 w Stanach Zjednoczonych. Wypracował bardzo dobre relacje z USA i prezydentem Trumpem, a one dzisiaj kształtują nasze bezpieczeństwo i są z całą pewnością jego fundamentem. Te polsko–amerykańskie relacje są dziś najlepsze w historii i wygląda na to, że mają szanse się rozwijać, bo oparte są na wspólnocie wartości i na wspólnocie interesów, bo my i oni cenimy wolność, patriotyzm i przedsiębiorczość, co raz po raz podkreśla Karol Nawrocki. Prezydent 17 razy spotykał się z wojskiem, wydał 23 postanowienia o użyciu sił zbrojnych poza granicami RP i wręczył 40 nominacji generalskich w siłach zbrojnych i służbach mundurowych. Wręczył ponad 90 tysięcy odznaczeń. Zastosował prawo łaski wobec 7 osób, w tym także wobec Adama Borowskiego, o co apełowało także SDP. Złożył 22 inicjatywy ustawodawcze, zawetował 41 ustaw, a podpisał 255. Nie jest więc żadnym „wetomatem” , jak przedstawia go Donald Tusk i jego zaplecze medialne i polityczne. Z tych 22 projekstów ustaw w sejmowej zamrażarce decyzją marszałka Czarzastego jest aż 21. Nie ma wątpliwości, że wygrana Karola Nawrockiego uratowała Polskę przed domknięciem systemu przez Donalda Tuska i jego mocodawców.
Możemy się tylko domyślać, w jakim kierunku zmieniono by prawo, lub jego interpretację, jak bardzo niszczono by nadal polską gospodarkę, szkołę czy kulturę, bo że to wszystko miałoby miejsce, nie można wątpić. My jako środowisko dziennikarskie także mamy powody do zawodowego zadowolenia i satysfakcji, bo PKN podpisał ustawę anty SLAPP. Zapewne Donald Tusk nie przewidział, że będzie to możliwe, gdy znienacka pod koniec kwietnia wrzucił ten projekt na listę rządowych projektów ustaw i gdy Sejm rozpoczął jego procedowanie w trybie ekspresowym. Ale potraktowaliśmy tę sprawę poważnie, połączyliśmy siły z bardzo różnych stron i poglądów i dosłownie (jak np. zrobiło to SDP) wepchnęliśmy się i na posiedzenia Sejmu i Senatu, podpowiadając tym, którzy mieli możliwość zgłaszania poprawek do Ustawy. Nasz apel do Prezydenta o podpisanie tej ustawy zapewne pomógł Karolowi Nawrockiemu podjąć decyzję o podpisie. Doceniamy i dziękujemy za tę ustawę Panie Prezydencie. Wy naród jesteście siłą i nadzieją Prezydenta, zawsze będę Wam wierny – powiedział Karol Nawrocki. Oby faktycznie tak było.
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, jak sama podała, zabezpieczyła współwłasność nieruchomości do kwoty 1 mln zł członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i jej byłego przewodniczącego Macieja Świrskiego. Ponadto dokonano tzw. zabezpieczenia środków znajdujących się na rachunku bankowym do 200 tys. zł oraz jego wynagrodzenia z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do wysokości 5 mln zł. Zdaniem władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich działania wobec byłego szefa KRRiT są zemstą polityczną. Środowiska związane z opozycją akcentują, że represje mają na celu pozbawienie Świrskiego środków do życia.
To kolejne represje wymiaru sprawiedliwości, które spadły na Macieja Świrskiego jeszcze przed orzeczeniem jakiejkolwiek winy. Członek KRRiT został w lipcu zatrzymany a następnie, po kilkunastu godzinach zwolniony, przez CBA w związku ze sprawą rzekomych nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej, z którą Świrski była związany. Sprawa została wyjaśniona kilka lat temu a teraz ją wznowiono. Wraz z członkiem KRRiT zatrzymano związanego z PFN Cezarego Jurewicza i też go wypuszczono. Teraz wobec Jurewicza ustanowiono hipotekę przymusową w wysokości 2 mln zł na należącej do niego we współwłasności.
Szykany wobec Świrskiego natychmiast podjęły media prorządowe, których b. szef KRRiT był krytykiem po bezprawnym przejęciu TVP, PR i PAP oraz ich późniejszej fikcyjnej likwidacji. Portal Press informując o tzw. zabezpieczeniu majątku Świrskiego miesza fakty dotyczące PFN z późniejszymi działaniami publicznymi członka KRRiT. Manipulacje w prorządowych środkach przekazu zwieńczają zdjęcia Macieja Świrskiego z tzw. czarnym paskiem. Takie metody komunikacji stosuje się wobec groźnych przestępców, mimo iż urzędnik wyraził zgodę na publikację danych i wizerunku.
Władze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich opublikowały w połowie lipca tekst protestu wobec zatrzymania Macieja Świrskiego podkreślając, że to właśnie członek KRRiT występował przeciwko niszczeniu mediów publicznych i represjonowanie redakcji niezależnych, konserwatywnych:
„ZG SDP wyraża kategoryczny sprzeciw wobec zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Macieja Świrskiego, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, byłego członka Zarządu Polskiej Fundacji Narodowej. Działania podjęte przez służby podległe obecnemu rządowi noszą wszelkie znamiona tzw. pokazówki medialnej oraz zemsty politycznej. Stosowanie tak drastycznych środków przymusu wobec osoby publicznej, która nie ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i mogła zostać wezwana do prokuratury w standardowym trybie, rażąco narusza zasady demokratycznego państwa prawa” – napisali członkowie Zarządu Głównego SDP.
Z WIELKĄ prośbą o lekturę, komentarz, udostępnienie. Dajmy razem odpór temu szalonemu, obrzydliwemu strumieniowi kłamstw i hejtu na Prezydenta Nawrockiego oraz jego rodzinę, jaki wylewa się ze strony Uśmiechniętej Polski.Zwłaszcza w taki dzień, jak dziś. Rok temu zaprzysiężony został Prezydent Polski Karol Nawrocki. A jednocześnie od roku trwa niebywały, przekraczający wszelkie możliwe normy moralne i cywilizacyjne festiwal nienawiści, chamstwa, przemocy (politycznej i nie tylko), prymitywizmu i zwyczajnej podłości, jaki urządza w tej materii Tusk i jego dwór, a zwłaszcza sprzedane mu media.
Nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, jeśli nie jest funkcjonariuszem Wyborczej czy innego TVNu, albo patologią od Silnych Razem i Giertycha czy jej okolicami, musi czuć zwyczajne obrzydzenie.
– rok temu ci polityczni gangsterzy, na czele z Tuskiem, Giertychem i Bodnarem, usiłowali niedopuścić do zaprzysiężenia Prezydenta, który wygrał wybory. Był to atak na polską demokrację, który nie miał precedensu, absolutny gw#łt na państwie. Próba zamachu stanu.
– Gdy im się to nie udało, także od roku, snują, napisaną jak na Kremlu, destabilizującą i będącą zdradą polskiej racji stanu, narrację o sfałszowanych wyborach. Snuli ją wtedy, snują i dziś, czy przy pomocy tak odrażających kreatur, jak Szczepkowska czy Gretkowska, czy w swoich mediach, za pomocą najbardziej zdeprawowanych funkcjonariuszy medialnych, np. w neo TVP.
– przy okazji pamiętajmy, za jakich idiotów mają swoich własnych odbiorców. Pamiętajmy, że tak nimi gardzą, są tak przekonani o ich durnowatości, że „argumentami” za sfałszowanymi wyborami są analizy niejakiego Kontka (które niezbyt zdolny uczeń podstawówki powinien umieć obalić), rewelacje o Kamratach przejmujących państwo, snute przez Giertycha, oraz model analityczny typa, który sam przyznał, że wymyślił go po pijaku. [Przy tej okazji pamiętajmy, że Tusk tak gardzi swoimi wyborcami, że chciał ich wcześniej przekonać za pomocą „postaci znanej”, Murańskiego].
– od roku trwa najgorszy festiwal hejtu oraz zwyczajnego zbydlęcenia, wymierzony i w Nawrockiego, i w jego żonę, i w dzieci. Świadoma, konsekwentna kampania nienawiści farm trolli powiązanych z władzą, w której groźby pozbawienia życia, przemocy, także seksu#lnej, i to wymierzone w DZIECI I ŻONĘ, to standard. Rozumiecie to? Te bydlaki świadomie życzą kobiecie i jej córeczce… zresztą, nie będę tego opisywać. I oczywiście trwa to do dziś, wystarczy zajrzeć pod jakiekolwiek zdjęcie rodziny Prezydenta. Zaś ludzie, którzy to aktywizują nie tylko nie ponieśli żadnej kary. Oni dostali nagrody- np Giertych ma stanowisko wiceszefa rządzącej partii.
– doszło do takiej brutaluzacji języka i przyzwolenia na hejt, że wezwania do zam#rdowania Prezydenta, komentarze, że dobrze by było, jakby skończył jak Lech Kaczyński, „snucie marzeń” o jego śmierci, to standard „liberalnej” i „Uśmiechniętej Polski”. I nie mówimy tu o trollach.
Przypomnijmy, że Sikorski ostrzegał Nawrockiego, że „skończy jak Kaczyński” a Scheuring Wielgus, że „coś mu się stanie” i zastąpi go Czarzasty. Ci szaleńcy odlecieli tak bardzo, że podczas konfliktu na linii Nawrocki- Zelenski, zaczęli składać publicznej hołdy… temu drugiemu.
– to zaś, co, w sprawie Nawrockiego i jego ludzi, robią media sprzedane władzy, to rzecz bez precedensu, w swojej obrzydliwości, w dziejach 3 RP. Hejt, kłamstwa, fejki- ale też prowokacje rodem z głębokiego PRLu, razem ze Służbami, np hejt na żonę Prezydenta, czy próba, przez jednego z najbardziej odrażających funkcjonariuszy Wyborczej, Czuchnowskiego, zrobienia z Cenckiewicza wariata…
Mógłbym tak wymieniać jeszcze dłuuuugo.
Powtórzę. serio, tu juz każdy przyzwoity człowiek widzi, co się dzieje i, niezależnie od poglądów politycznych, musi czuć zwyczajne obrzydzenie i stać po stronie Prezydenta i jego rodziny.
Dawid
Ps. To o chuliganach bez zasad to cytat z Jońskiego. W ten sposób opisał Nawrockiego.
Ps.1 A zdjęcie ilustrujące ten post wywołuje wręcz niebywałą furię i apopleksję patusów z mediów Tuska albo Silnych Razem Giertycha czy Szczepkowskiej, Gretkowskiej i ich klonów. Więc uwielbiam je wrzucać.
W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora (możliwe są skróty) – tytuł, nadtytuły, śródtytuły od redakcji.
Po ciężkiej i długiej chorobie zmarł dziennikarz i publicysta stacji TVN i TVN24 Andrzej Morozowski. Prowadził w tej stacji m.in. rozmowy polityczne. Był także dziennikarskim filarem Radia Zet. Miał 69 lat.
O śmierci dziennikarza poinformowała telewizji TVN24, w ktorej od lat pracował Morozowski. Redakcja poświęciła mu program specjalny. Współpracownicy wspominali jego pracę.
Prowadził od lat program „Tak jest”. „To było coś co go identyfikowało. W programie tym zachowywał absolutny profesjonalizm” – mówiła we wtorek wieczorem na antenie TVN24 Bożena Walter jedna z założycielek stacji. „Czasem zadawał tak kulturalnie pytanie, że sami siebie pytaliśmy, dlaczego tak” – wspominała legendarna prezenterka Studia 2 w TVP.
„Andrzej to nie tylko dziennikarz, to instytucja” – podkreślał dawny pracownik stacji TVN24 Paweł Płuska, obecnie odpowiedzialny za pion informacyjny w TVP w likwidacji. „Nawet po jego odejściu, zobaczcie, jesteśmy tu wszyscy i wspominamy Andrzeja, chociaż los rzucił nas w różne miejsca” – dodał.
Andrzej Morozowski od początku startu TVN24 w 2001 roku był związany z pierwszą wówczas polską stacją informacyjną. W latach 1990 – 2000 był dziennikarzem Radia Zet. W TVN, oprócz „Tak jest” prowadził z Tomaszem Sekielskim program „Teraz My!”
Prominentny prorządowy dziennikarz, rzecznik rozliczenia prawicy w mediach publicznych, Andrzej Krajewski – publicysta, od ponad dwóch lat znowu często na antenie TVP, nie uzyskał poparcia Rady Mediów Narodowych i nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji – podał portal Wirtualne Media. W publikacji napisano, że sprzeciwił się temu Robert Kwiatkowski, dawny prezes TVP wskazany prawie 30 lat temu przez SLD a do RMN rekomendowany przez b. prezydenta Andrzeja Dudę.
Jeśli te wiadomości się potwierdzą, to będzie kolejna porażka rządowej polityki medialnej wobec TVP, PR i PAP. Chodzi nie tylko o bezczelne faworyzowanie przez obecną koalicję mediów publicznych – spółek skarbu państwa opłacanych z naszych podatków.
Świrski miał rację
W ubiegłym tygodniu sąd orzekł, że przewodniczący KRRiT Maciej Świrski miał rację, kiedy po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, nie będąc przekonany o legalności wyboru władz TVP, PR i PAP, pozostawił część pieniędzy z abonamentu w depozycie skarbowym. „W prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem” – ogłoszono na stronie KRRiT. W wyniku ataków na Świrskiego najpierw, pozostając w KRRiT, został zawieszony w wypełnianiu funkcji przewodniczącego Krajowej Rady. Prawie trzy tygodnie temu członek konstytucyjnego organu, tzw. regulatora mediów, został zatrzymany w dawno wyjaśnionej sprawie sprzed dziewięciu lat i przewieziony w asyście policji z wakacji z północno-wschodniej części Polski, gdzie wypoczywał po zawale do prokuratury w Rzeszowie, gdzie po kilkunastu godzinach został zwolniony.
W tekście protestu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nasze środowisko broniło Świrskiego. Przewodniczący, a później członek KRRiT występował wielokrotnie po grudniu 2023 roku w obronie dziennikarzy niezależnych i konserwatywnych, których prześladował rząd Donalda Tuska i podległy mu wymiar sprawiedliwości kierowany przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka. Zemsta polityczna – tak Zarząd SDP określił ostatnie działania rządu wobec Macieja Świrskiego.
Kogo uwiera skład prezydium Rady Programowej TVP?
Druga, w ciągu kilku dni, porażka wpływowej grupy wspierającej nielegalnie – z pominięciem RMN – wyłonione władze TVP, PR i PAP w likwidacji, dotyczy Rady Programowej TVP. Tam, półtora roku temu, w wyniku działań większości jej członków wyłoniono prezydium złożone z osób o różnych poglądach. Przewodniczącą została publicystka i dokumentalistka telewizyjna Barbara Bilińska, wiceprzewodniczącą Wanda Nadobnik, dziennikarka i publicystka m.in. TVP i PAP, wiceprezes SDP i dziennikarz kojarzonego z lewicą Tygodnika Przegląd Robert Walenciak.
Od razu skład prezydium spowodował ataki tzw. grupy negującej wszystko, czyli m.in. dawnego prezentera TVP i członka KRRiT, który bezskutecznie starał się o miejsce w parlamencie z ramienia PO Krzysztofa Lufta, który – uwaga, jest także doradcą obecnych władz TVP, co za niezgodne z prawem uznaje wielu członków rady oraz dziennikarza ekonomicznego związanego z TVP Jarosława Szczepańskiego a także Krzysztofa Króla, dawnego polityka Konfederacji Polski Niepodległej, dziennikarza i przedsiębiorcę informatycznego, którego widuje się z Adamem Michnikiem, na przykład na imprezach z udziałem władz i dziennikarzy mediów publicznych.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likkwidacji 22 października 2025 roku – Krzysztof Luft (pierwszy z prawej – w okularach)
Uff… No nie, to dopiero początek pomysłów twórców nowego ładu medialnego, których działalność polega na tym, że zrzucają całą winę na prawicę, która już od prawie trzech lat nie rządzi.
Posiedzenie Rady Programowej TVP w likwidacji 22 października 2025 roku – od prawej Jarosława Szczepański, Krzysztof Luft zdj. hub
Ale, pomysły mają. Otóż po śmierci członka Rady Programowej TVP Janusza Daszczyńskiego, byłego wiceprezesa i prezesa TVP śp. Janusza Daszczyńskiego, „opozycyjna” wobec prezydium rady grupa wymyśliła, że nowy członek musi być przebojowy, progresywny i krytyczny wobec prawicy w mediach publicznych. Prawicy, której tam nie ma od prawie trzech lat…
Leki na zło w mediach publicznych
Zaproponowano więc Andrzeja Krajewskiego, dziennikarza i publicystę prasy PRL oraz, jak sam podkreśla, krótkotrwałego, członka PZPR, co w karierze dziennikarskiej wówczas bardzo pomagało. W latach 80. ub. w, jak mówią o nim jego dawni współpracownicy, doznał olśnienia i był zwolennikiem antykomunistycznej opozycji, wydawał nawet jakieś podziemne broszury. Po wyborach w 1989 roku był w TVP, pracował kilka lat w USA jako korespondent, potem roku znów był wydawcą – jak sam opowiada – niezależnych pism. W 2004 kandydował z PO do europarlamentu. I jakoś tak przy tym liberalizmie partii Tuska został. Czy to się przełożyło na jego karierę? „Krajewski to niezły pływak, potrafi napisać dobry materiał, a potem się go wyprzeć. Dlaczego? Z tych samych powodów, dla których skorpion zawsze ukąsi przewożącą go na drugi brzeg żabę. Już taki jest” – wspominają jego znajomi z lat 90. ub. wieku. „Kręcił się też zawsze wokół Foksal i SDP, wtedy było to już zupełnie inne stowarzyszenie niż kiedy Stefan Bratkowski i Dariusz Fikus przesądzali o jego znaczeniu w 1990 i 81 roku” – dodaje znajoma Krajewskiego, który nawet był wiceszefem SDP. Niedługo. O ambicjach Andrzeja Krajewskiego nie ma legend. To, podobno są prawdziwe opowieści – jak żartują starsi dziennikarze – te o bąblach dobywających się z głowy byłego korespondenta TVP. To nie bąble, to ego – pointują.
Odszedł z SDP, razem z dawnym korespondentem zagranicznych mediów Krzysztofem Bobińskim, który przegrał z Krzysztofem Skowrońskim w wyborach na prezesa. To był dość znany konflikt. Doprowadził do utworzenia Towarzystwa Dziennikarskiego. Wiele lat przewodził mu Seweryn Blumsztajn. Zamiast do rozłamu w SDP, do czego, ponoć chcieli doprowadzić Bobiński i Krajewski, doszło do małego pęknięcia. Towarzystwo dziennikarskie liczy, według danych Europejskiej i Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (EFJ, IFJ), ok. 170 osób. Nie jest reprezentatywne, na pewno jednak jest towarzystwem – powiedział mi jeden z kolegów, który zrezygnował z członkostwa w TD. Wyjaśnił tylko, że w jego wieku ma się jeszcze pamięć i za dużo tam ludzi „o czerwonym rodowodzie” albo o „rodowodzie raz takim, a raz innym” – zakończył mój rozmówca. O samym Krajewskim nie chciał mówić.
Lepszy
Andrzej Krajewski oprócz towarzystwa pań i panów z grupy regularnie zakłócających spokój dusz Ofiar zamachu w Smoleńsku, od dawna lubił też jeździć na zjazdy dziennikarskie EFJ i IFJ. Wraz z Krzysztofem Bobińskim zawsze z dumą wskazywali, że oni są „lepsi” bo są z postępowego, proeuropejskiego Towarzystwa Dziennikarskiego a my „gorsi” bo stanowimy prawicowy kamień w bucie zdrowej tkanki polskiego dziennikarstwa. Ileż oni – jak mówi młodzież – namieszali przy uchwale SDP ws. bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce w grudniu 2023 roku. Tak zmanipulowali uczestników zjazdu w Prisztinie w 2024 roku – co ich nie usprawiedliwia, uczestników i manipulatorów – że dokument był zaledwie szczątkami przedłożonego przez nas projektu. Trudno. Były inne nasze protesty i oświadczenia. W większości lewackich, międzynarodowych, szczególnie europejskich, środowiskach dziennikarskich stanowił Krajewski przykład polskiego progresizmu powiązanego czy to z opozycją PO – PSL, czy to z rządem Tuska, który rozwalił media, ale w Brukseli mówi się, że je oczyścił. Tusk, nie Krajewski.
Andrzej Krajewski przyszedł na posiedzenie RP TVP w likwidacji jako reprezentant Towarzystwa Dziennikarskiego. Od wiosny br. Krajewski zasiada w tzw. komisji antyrepresyjnej badajacej przypadki „szykanowania” mediów i dziennikarzy” przez PiS” w latach 2015 – 2023 zdj. hub
Podczas wielu sporów, które przez trzy lata jako delegat SDP toczyłem, nie da się wyznaczyć jakiejś linii, takiej Krajewski nie ma. Czujnie tylko napuszcza będących w większości liberałów i lewaków z dziennikarskich organizacji europejskich na nas, reprezentujących w SDP dosyć pluralistyczne środowisko, rzeczywiście bardziej konserwatywne niż inne. Andrzej Krajewski, nazywany często, z racji siwych włosów, Papą Smerfem Towarzystwa Dziennikarskiego, przestał przyjeżdżać na zjazdy dziennikarskie w 2025 roku. Przypadek? Nie, został członkiem „komisji ds. ścigania prawicy, która popsuła media w latach 2015-23”. Nazwa w cudzysłowie jest mojego autorstwa, bo oryginalna była dłuższa i przeciętny, dziennikarz, zwłaszcza po grudniu 2023 roku, nic z tego nie zrozumie.
Szefowa Krajewskiego, czyli RPO
Pozwólcie więc, że ostatnim akordem sporu o kandydaturę Andrzeja Krajewskiego w Radzie Programowej TVP w likwidacji będzie fragment mojego wpisu o koleżance dziennikarza, szefowej inkryminowanej komisji mecenas Sylwii Gregorczyk-Abram od niedawna Rzecznika Praw Obywatelskich (nie moich).:
„Wręcz legendarna jest apolityczność RPO S. Gregorczyk-Abram. B. minister kontrkultury o nazwisku Noblisty potwierdzi. Jak podkreślają w resorcie sprawiedliwości, jest mściwa – o czym przekonał się @SamuelPereira pytając ją o tzw. grupę Wejście – oraz niekompetentna. Pierwszemu się nie dziwię, to taki koalicyjny typ, w drugie nie uwierzą przecież jej promotorzy z rządu Tuska. Co zrobiła ta osoba w grupie Wejście w grudniu 2023 roku? Opisano to wówczas między innymi w @niezaleznapl. Autorami byli redaktorzy Sławomir Wierzchołowski, Toamsz Grodzki i Marcin Dobski (może nie ta kolejność, może ktoś jeszcze – wybaczcie).
Obecna RPO i marionetkowi szefowie TVP, PR i PAP koordynowali bezprawne przejęcie mediów publicznych i siłową ich pacyfikację. Obserwowałem to. Jak setki innych. I jak wielu oberwałem za protesty w tej sprawie. Bo jestem (…) od lat we władzach SDP a relacje nasze i Centrum Monitoringu Wolności Prasy z medialnego zamachu stanu rozsyłaliśmy po całym świcie. Podczas procedury mojego odejścia z PAP – po puczu zakomunikowałem publicznie, że się zwalniam – wyprzedzono mój ruch i próbowano się mnie pozbyć dyscyplinarnie – z tych powodów, które wymieniłem wyrzucono mnie z jednego z obecnie najbardziej żałosnych i prorządowych mediów w Polsce, czyli z państwowej agencji propagandowej, w skrócie PAP (…). Nie żałuję, bo to sądowy dowód winy reżimu Tuska. Nie wobec mnie, ale wobec setek innych konserwatywnych, niezależnych dziennikarzy. Procesy trwają. Tak się składa, że instancje niższe są niższe, ale mamy z moim adwokatem dużo cierpliwości. Wspierają mnie ludzie z władz SDP i CMWP oraz przyjaciele
To właśnie między innymi groteskowa, polityczna RPO winna jest zniszczeniu publicznych mediów i współwinna wyłączeniu sygnału nadawania w obliczu wojny za wschodnią granicą. To ona ponosi też część odpowiedzialności za chaos w mediach konserwatywnych. To ona była szefową komisji antypisowskiej powołanej przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. To ona współpracowała z wyznaczonymi przez rząd ludźmi, którzy mieli udawać, że się znają na mediach. Między innymi z reprezentującym Towarzystwo Dziennikarskie za granicą, byłym członkiem komunistycznej partii #PZPR, pracującego dla reżimowych mediów Gierka, Kani i Jaruzelskiego, potem cudownie go oświeciło i kręcił się przy solidarnościowej opozycji, a jeszcze później nawet był kandydatem z PO w wyborach do PE.
Takim towarzystwem otaczała się i kierowała Pani dawna mecenas, d. E. Wedel, d. 22 lipca. Właściwie to nadal 22 lipca. To ona właśnie była szefową komisji, z której członków MS zrobiło podsekretarzy stanu płacąc im, jak podały media, ponad 17 tys. zł. Miesięcznie. Ile odbierała kierowniczka tego uniwersum? Chyba nikt nie wie, to w końcu teraz jest RPO i pewnie nie powie. Zapytacie, co robiła/ robi ta komisja? Zgadliście. Już trzeci rok tropi nieprawidłowości, których prawica dopuszczała się w mediach publicznych torturując przez dwie kadencje, medialnych pracowników, którzy tam pozostali po grudniu 2023 roku. Był co prawda raport komisji, której przewodniczyła Pani mecenas a teraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Nic nie wykazał. No przynajmniej na to wyszło. Ani jednego wniosku o ściganie PiS za zarządzanie w TVP, PR i PAP. Moj Boże, takich apolitycznych ludzi jak RPO to świat nie widział… Mam nadzieję, że – nie tylko RPO – ale wszyscy odpowiedzialni za niszczenie polskich mediów staną przed sadem. Za mojego życia…”
Tym nieco ckliwym wpisem można by zakończyć tę relację, z tego, że prorządowy dziennikarz związany z TVP Andrzej Krajewski nie został członkiem Rady Programowej TVP w likwidacji. Chodzi jednak o coś, na co próbowałem zwrócić uwagę na początku tego artykułu.
Początek końca?
Czy jest to początek końca architektów, a raczej poprzez swoją mściwość grabarzy, nowego nieporządku medialnego trzeciego rządu Donalda Tuska? Nie wiem. Wygląda jednak, że tak jest, bo jak inaczej wytłumaczyć tak marną szermierczą postawę ludzi takich jak Andrzej Krajewski, Jarosław Szczepański, Krzysztof Król i Krzysztof Luft. Zostali w tej Radzie Programowej TVP i to w likwidacji w dodatku. Zostali trzej ostatni, bo Krajewski wypadł. No, ale dobrze napiszę o tych czterech dygnitarzach medialnych ery Trzeciego Tuska. Zamiast paradować w świetle fleszy po sejmowych bądź rządowych korytarzach, zarabiać krocie, co oznacza jeszcze więcej, użerają się z większością rady i gronem likwidacyjnym telewizji publicznej.
Dlaczego Krajewskiego nie dokooptowano do zacnego grona bojowników o wolność manipulowania mediów publicznych? I tu chyba zaskoczę. To zasługa Roberta Kwiatkowskiego, który jako członek Rady Mediów Narodowych nie zgodził się na tę kandydaturę. Tak, tak tego samego Roberta Kwiatkowskiego nazywanego Brunatnym Robertem przez autorów rubryki „Z życia koalicji, z życia opozycji” Wprost, czyli Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego.
Kłótnia w rodzinie?
Tego samego Roberta Kwiatkowskiego, który od 1998 roku 2004 roku był delegowany przez SLD do pełnienia funkcji prezesa zarządu TVP. Tego samego, który wcześniej zasiadał w KRRiT a później był posłem SLD i od 2020 jest w RMN. Na to stanowisko rekomendował Kwiatkowskiego prezydent Andrzej Duda. Z tego wszystkiego jednak, przede wszystkim z politycznej przeszłości związanej z postkomunistyczną lewicą, można byłoby wysunąć wniosek, że Kwiatkowski z takimi ludźmi jak Krajewski dojdzie do porozumienia.
Przyszłość mediów publicznych, m.in. TVP w likwidacji nie jest jasna zdj. hub
I tu niespodzianka, otóż nie. Kwiatkowski nie lubi Czarzastego a marszałek Sejmu, jak opowiadają świadkowie z lewicy, wręcz nienawidzi byłego szefa TVP. Skąd zatem ten podstawowy błąd z Krajewskim, czyli kandydatem koalicji? Z przekonania, że mający wiele politycznych i telewizyjnych grzechów na sumieniu Robert Kwiatkowski nie zechce zerwać ze swoim środowiskiem. A może członek RMN wcale nie zerwał z Lewicą. Może jego decyzja o braku poparcia dla Krajewskiego do Rady Programowej TVP w likwidacji bierze się jednak z doświadczenia Kwiatkowskiego w pracy w mediach?
Hubert Bekrycht
W tekście wykorzystałem swoje zdjęcia z posiedzenia Rady Programowej Telewizji Polskiej w likiwdacji z 22 października. Zaproszono mnie tam jako reprezentanta SDP, który przrstawił stanowisko naszego Stowarzyszenia w sprawie m.in. fikcyjnej, naszym zdaniem, likwidacji TVP,
Po pół roku dowiedziałem się, że raport z owych obrad i skargę na mój temat otrzymali: minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska i przewodniczący Rady Mediów Narodowych Wojciech Król. Składającymi to pismo byli likwidatorzy TVP Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut. Nie podobały im się moje określenia: „bezprawne przejęcie przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku” oraz „nielegalnie wybrani członkowie władz mediów publicznych”. No cóż, nie ukrywam powiedziałem tak. Od lat te akurat dwa zwroty powatrzam dość często. Donos tyleż głupi, co potrzebny, aby i szef RMN i szefowa MKiDN poznali te stwierdzenia. Ale myślę, że je znali, bo po 10 miesiącach od skargi Gorgosza i Syguta nie słyszałem o odpowiedzi na skargę.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wygrała przed Naczelnym Sądem Administracyjnym sprawę z Polskim Radiem S.A. w likwidacji. W prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem – napisano na internetowym profilu KRRiT. Oznacza to, że szef KRRiT Maciej Świrski miał rację nie przekazywał pieniędzy z abonamentu TVP, PR i PAP, bo kwestionował legalność powołania władz mediów publicznych w grudniu 2023 roku.
Sprawa dotyczyła przekazywania zaliczkowych środków abonamentowych Polskiemu Radiu S.A. w likwidacji w okresie od 11 stycznia do 11 czerwca 2024 r. W czerwcu 2024 r. spółka złożyła skargę na bezczynność Przewodniczącego KRRiT – podkreślono na portali Rady.
Spór rozpoczął się po bezprawnym przejęciu mediów publicznych, w tym Polskiego Radia, przez rząd w grudniu 2023 roku. Przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji był wówczas Maciej Świrski, który teraz jest członkiem KRRiT. Na początku 2024 roku Świrski publicznie wyrażał swoje wątpliwości, czy nowe władze mediów publicznych powołane po pacyfikacji siedzib TVP, PR i PAP nakazanej przez rząd mają legalny mandat do sprawowania funkcji.
Realizację bezprawnego przejęcia, bo z pominięciem Rady Mediów Narodowych, zlecono tzw. Grupie Wejście. Jej koordynację powierzono m.in. ówczesnej adwokat potwierdzającej przejęcie spółek medialnych skarbu państwa mecenas Sylwii Gregorczyk-Abram oraz – co podkreślały media – marionetkowym szefom
Zamiast przekazywać pieniądze oznaczone w budżecie jako „abonamentowe” – od dawna ściągalność abonamentu RTV, jako podatku, czy daniny państwowej, utrzymuje się na marginalnym poziomie – mediom przejętym przez rząd, przewodniczący Rady składał je w depozytach sądowych. Rząd zaczął walczyć z KRRiT i jej szefem. Oskarżenia i nielegalne działania wobec konstytucyjnego organu konstytucyjnego skończyły się zawieszeniem Świrskiego w obowiązkach przewodniczącego w związku z rzekomymi przesłankami postępowania wobec niego przed Trybunałem Konstytucyjnym. Nie skończyło się jednak nękanie Krajowej Rady. Było to pod koniec lipca 2025 roku. Od tamtej pory funkcję szefowej KRRiT pełni Agnieszka Glapiak. Świrski nadal jest członkiem Rady.
Pod koniec lipca tego roku, zdaniem m.in. władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, próbowano zastraszyć Macieja Świrskiego. Tak w oficjalnym proteście nazwano zatrzymano Świrskiego w innej niż jego obowiązki w KRRiT sprawie. Sprawie sprzed 9 lat, dawno już wyjaśnionej a dotyczącej Polskiej Fundacji Narodowej, z którą był związany zatrzymany na kilkanaście godzin Świrski. Po jego wypuszczeniu na wolność, taki opresyjny sposób działania rządu wobec członka konstytucyjnego organu państwa, władze SDP określiły jako zemstę polityczną.
Nie cichną echa postępowań w sprawach przeciwko KRRiT. Wytoczyły jej m.in. władze mediów publicznych. W imieniu Polskiego Radia w likwidacji skargę złożyło kierownictwo rozgłośni. Początkowo Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał ją za zasadną, wyrok ten został uchylony przez Naczelny Sąd Administracyjny w czerwcu 2025 roku. Po ponownym rozpoznaniu sprawy WSA oddalił skargę, a obecny wyrok NSA utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy.
„Prawomocnym wyroku z 30 lipca 2026 NSA potwierdził, że Przewodniczący KRRiT nie pozostawał w bezczynności przy przekazywaniu środków z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej. Tym samym oddalona została skarga kasacyjna spółki. Wyrok kończy wieloetapowe postępowanie sądowe i potwierdza, że działania KRRiT były zgodne z prawem” – napisała w komunikacie KRRiT