Wanda Wasielewska (1905 -1964) i Feliks Dzierżyński (1877 - 1926) - wyjątkowo mroczna para komunistów, którzy hańbili Polskę. "Wanda i Feliks, Feliks i Wanda - to wyjątkowo czerwona banda" - Niestety, tej prostej rymowanki niektórzy "progresiści" nie potrafią do dziś zrozumieć.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Krwawy Feliks i Wanda, co chciała Stalina

7 grudnia 1917 r. polski szlachcic Feliks Dzierżyński został szefem Czeka – Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Spraw Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem – sowieckiej policji politycznej, poprzedniczki NKWD i KGB. Komunistką stała się również pochodząca z innej zasłużonej polskiej rodziny Wanda Wasilewska.

Feliks, urodzony w 1877 r. w niewielkim majątku ziemskim Oziembłowo (gubernia wileńska), za sprawą ojca Edmunda, nauczyciela fizyki i matematyki, wywodził się ze starego szlacheckiego polsko-litewskiego rodu herbu Samson. Po śmierci Edmunda, matka – Helena z Januszewskich, wraz z rodzeństwem Feliksa przeniosła się do Wilna. Późniejszy krwawy rewolucjonista musiał w gimnazjum powtarzać klasę, bo nie mógł opanować języka rosyjskiego. Potem przez socjaldemokrację przyłączył się do komunistów, zostając bliskim współpracownikiem Lenina.

Stalin niósł trumnę

Prócz tego, że stworzył złowrogą Czekę, odpowiedzialną za masowe represje wobec wrogów „ludu”, w wojnie 1920 r. był członkiem planowanej, przyszłej władzy bolszewików nad Rzeczpospolitą: Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski z siedzibą w Białymstoku. Szczęśliwie czerwona zaraza została pokonana nad Wisłą, a potem Niemnem i Dzierżyński razem z kompanami musiał uciekać do Rosji. Jak ważnym był towarzyszem, niech świadczy fakt, że podczas pogrzebu w 1926 r. trumnę krwawego Feliksa nieśli m.in. Stalin i Trocki, a Dzierżyński spoczął na Cmentarzu przy Murze Kremlowskim.

Z ciekawostek: młodszy brat Feliksa, Władysław Dzierżyński, wybitny neurolog i psychiatra, w randze pułkownika był lekarzem wojskowym, zamordowany przez Niemców w marcu 1942 r.

Ojciec i…

10 grudnia 1936 r., w wieku 66 lat, zmarł Leon Wasilewski, wybitny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej. W latach 1918–1919 był pierwszym ministrem spraw zagranicznych odrodzonej Rzeczpospolitej, uczestniczył w negocjacjach pokojowych kończących wojnę polsko-bolszewicką: po przeciwnej stronie niż Dzierżyński.

Wasilewski był autorem polityki wschodniej (federacja Polski, Litwy i Białorusi w sojuszu z niepodległą Ukrainą), by w 1931 r. zostać prezesem Instytutu Badania Spraw Narodowościowych. Autor książek: „Litwa i Białoruś”, „Zarys dziejów PPS”, „Józef Piłsudski, jakim go znałem”. Bo Wasilewski należał do najbliższych współpracowników Marszałka, wydawał jego pisma i korespondencję. Nie wszyscy jednak skojarzą tego socjalistę niepodległościowca ze zdrajczynią polskiej sprawy, komunistką Wandą Wasilewską.

…córka z numerem telefonu do mordercy

Pamiętajmy szczególnie, że w młodości Leon sympatyzował z endecją, będąc nawet członkiem Ligi Narodowej. A Wanda to rodzona córka Leona. Pojawiały się nawet pogłoski, że była chrześnicą Piłsudskiego. Początkowo Wanda, wzorem ojca, wstąpiła do PPS, ale z biegiem lat coraz bardziej komunizowała. Do więzienia nie trafiła tylko ze względu na koneksje Leona. Komunistką nie przestała być nawet po wymordowaniu przez Stalina wielu jej kolegów z KPP, co usprawiedliwiała walką z „faszyzmem”. Również zbrodnia katyńska nie zrobiła na niej wrażenia. Przeciwnie, popierała pakt Ribbentrop–Mołotow, a po ataku ZSRS na Polskę przyjęła obywatelstwo sowieckie i oficjalnie wstąpiła do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików).

W wielkiej „wojnie ojczyźnianej” walczyła jako pułkownik Armii Czerwonej. Jej stosunki ze Stalinem były na tyle zażyłe, że posiadała prywatny telefon mordercy. Twórczyni Związku Patriotów Polskich i „ludowego” Wojska Polskiego, wiceszefowa PKWN. Mimo iż po 1945 r. nie wróciła do Polski, w PRL pozostawała narzuconym przez władze obiektem kultu, a w literaturze prekursorką socrealizmu (Maria Dąbrowska nazwała ją w „Dziennikach” liżydupą Stalina). W ślady ojca poszła starsza siostra Wandy – Halszka, która walczyła o Polskę w Legionach Piłsudskiego, a potem w Armii Krajowej.

 

8 grudnia premiera kolejnego odcinka „SDP Cafe”. Paweł Sołtysik rozmawia z Andrzejem Lisowskim  

Podróżnik, dziennikarz, fotograf i filmowiec Andrzej Lisowski będzie gościem Pawła Sołtysika w kolejnej rozmowie z cyklu „SDP Cafe”.  Premiera 8 grudnia o godz. 19 na portalu sdp.pl i na kanale SDP na YouTube.  

Jak sam przyznaje cierpi na schorzenie zwane poriomanią, czyli pociąg do bezustannej podróży. Andrzej Lisowski w swoim życiu przemierzył tysiące kilometrów, odwiedził odległe części globu, widział cudowne miejsca, poznał barwne kultury i egzotyczne obyczaje. Jest członkiem elitarnego The Explorers Club, którego celem jest  popularyzowanie badań Ziemi, głębin morskich, przestrzeni kosmicznej oraz troska o zachowanie światowego dziedzictwa przyrody i kultury. Wrażeniami ze swoich podróży dzieli się pisząc artykuły, książki, przewodniki, kręcąc filmy i robiąc zdjęcia. Jest też autorem programów telewizyjnych i audycji radiowych.

Od przeszło 40 lat w podróżach towarzyszy mu żona, Elżbieta. Jak się poznali? Gdzie pojechali w podróż poślubną? Tego m.in. będzie można się dowiedzieć w „SDP Cafe” i przekonać się, że Andrzej Lisowski to nie tylko wytrwały podróżnik, ale też wspaniały gawędziarz.

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy.

foto: M.Bilska/radiomaryja.pl

Protest CMWP SDP przeciwko blokadzie konta Radia Maryja na Facebooku

2 grudnia br. CMWP SDP stanowczo zaprotestowało przeciwko bezzasadnej blokadzie konta katolickiej rozgłośni Radio Maryja na Facebooku i zaapelowało o pilne przywrócenie zawartości i pełnej funkcjonalności tego konta. 

W piątek 2 grudnia rano profil Radia Maryja na Facebooku został pozbawiony możliwości publikacji, nie można było dodawać nowych informacji, zdjęć, filmów i grafik, ani ich edytować.  Facebook nie podał przyczyn decyzji. Do blokady doszło tuż przed 31. rocznicą powstania Rozgłośni, czyli w ostatnim dniu przygotowań do tego wydarzenia, zaplanowanego w hali Arena w Toruniu jako nabożeństwo religijne połączone z koncertem z wielotysięczną publicznością. Informacje publikowane na Facebooku były jednym z istotnych kanałów komunikacyjnych dla organizatorów i uczestników tego wydarzenia. Po publikacjach protestu CMWP SDP na antenie i stronie internetowej Radia Maryja, w sobotę 3 grudnia w godzinach rannych facebookowy profil Radia Maryja został odblokowany i zostały przywrócone wszystkie jego funkcje.

 

Więcej na ten temat:

https://www.radiomaryja.pl/informacje/konto-radio-maryja-na-facebooku-odblokowane/

https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-blokada-mediow-spolecznosciowych-radia-maryja-w-przededniu-31-rocznicy-powstania-rozglosni-dr-j-hajdasz-to-perfidne-dzialanie-i-skandaliczne-naduzycie/

https://www.radiomaryja.pl/informacje/facebook-zablokowal-konto-spolecznosciowe-radia-maryja/

 

 

Featured Video Play Icon

SDP CAFE. Edycja 2. KATARZYNA BAREJA

ODCINEK 9. Z Katarzyną Bareją, córką reżysera Stanisława Barei, autorką książki o swoim ojcu, rozmawia Anna Popek.    

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

Oddział Warmińsko-Mazurski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich istnieje już 70 lat

W sobotę, 19 listopada Oddział Warmińsko-Mazurski Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich świętował jubileusz 70-lecia. Podczas uroczystości wspominano m.in. bogatą historię stowarzyszenia i prezentowano nieistniejące już magazyny.

Historia

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zostało utworzone 11 marca 1951 roku w Warszawie w miejsce Związku Zawodowego Dziennikarzy RP, a rok później powstały jego regionalne struktury na Warmii i Mazurach. Pierwszym prezesem Oddziału został redaktor Zbigniew Wojakiewicz. Do roku 1982 SDP było jedyną i powszechną organizacją środowiska dziennikarskiego w Polsce.

20 marca 1982 roku prezydent Warszawy gen. Mieczysław Dębicki rozwiązał Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w jego miejsce tworząc Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL. Cały majątek SDP – m. in. Dom Dziennikarza w Warszawie przy ul. Foksal – został skonfiskowany i przekazany tej organizacji. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nie przestało jednak istnieć. Jak podkreślają jego członkowie, którzy nie przystąpili do SD PRL, był to okres Podziemnego SDP. Prezesem był wówczas Stefan Bratkowski, wiceprezesem Maciej Iłowiecki i Jerzy Surdykowski, sekretarzem generalnym Dariusz Fikus, sekretarzami Krzysztof Klinger i Jacek Ratajczak. Dziennikarze wydawali podziemną prasę, współpracowali z demokratyczną opozycją.

Wyjście z podziemia i reaktywowanie SDP nastąpiło w 1989 roku, w Olsztynie – w czerwcu 1989. W wyniku wyborów, 25 września 1989 roku, pierwszym prezesem został red. Bohdan Kurowski. Od czerwca do grudnia 1989 roku udział w olsztyńskim oddziale SDP potwierdziło 46 dziennikarzy.

Od wielu lat Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie jest jednym z najprężniej działających Oddziałów SDP w Polsce i zrzesza ponad 80 aktywnych członków. Oddział włącza się w najważniejsze wydarzenia województwa warmińsko-mazurskiego oraz ogólnopolskie. Sztandarowymi działaniami Oddziału są m.in. konkursy: dziennikarski im. Seweryna Pieniężnego i na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa. Stowarzyszenie od 17 lat nieprzerwanie wydanie także swoje pismo „Bez wierszówki”.

Okazały jubileusz

Życzenia „jubilatowi” składali m.in. przedstawiciele marszałka województwa, wojewody, prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz, Maria Giedz z Zarządu Głównego SDP, zaprzyjaźnione stowarzyszenia i organizacje.Okazjonalny medal „70-lecia Oddziału” otrzymały instytucje i osoby, które współpracują lub wspierają działalność stowarzyszenia. Indywidualnie wyróżniono także jubilatów. Swoje dziennikarskie święto obchodzili:

Jerzy Pantak (40 lat w SDP)

Zbigniew Połoniewicz (35 lat w zawodzie dziennikarskim i 20 lat w SDP)

Grzegorz Radzicki (20 lat w SDP)

Andrzej Zbigniew Brzozowski (20 lat w SDP)

Ryszard Dobek (20 lat w SDP)

Zbigniew Kukuć (20 lat w SDP)

Adam Krzykowski (15 lat w SDP)

Martyna Seroka (10 lat w SDP)

Uwe Hahnkamp (10 lat w SDP)

W panelu dyskusyjnym dotyczącym historii oddziału prowadzonym przez Jerzego Pantaka uczestniczyli byli i obecni prezesi stowarzyszenia Joanna Wańkowska-Sobiesiak, Tadeusz Prusiński i Grzegorz Radzicki.

W tym dniu zaprezentowano także najnowszy numer „Bez Wierszówki” (e-wydanie do pobrania TUTAJ) oraz odbyły się premiery książek Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak „Ostatni Mazur. Reportaże” i Zdzisława Piaskowskiego „BezKresy Ryszarda Bitowta”.

Wydarzeniu towarzyszyła prezentacja wystawy przedstawiająca historię oddziału w XXI w. oraz wystawa czasopism, które ukazywały się w minionych latach jak np.: „Dziennik Pojezierza”, „Gazeta Warmińska”, „Głos”, „Kurier Olsztyński”, „Rolnicze ABC”, „Kormoran”, „Warmia i Mazury”, „Nasza Wieś”, „Panorama Północy”, „Gazeta Olsztyńska”.

Uroczystość uświetnił koncert muzyczny w wykonaniu kwintetu „Żywioły” z liderem zespołu, znakomitym wirtuozem akordeonu, Mateuszem Cwalińskim na czele.

Galerę zdjęć z jubileuszu TUTAJ.

 

 

Zanim podniesie się alarm, należy wszystko sprawdzić, może to wcale nie pożar a tylko ćwiczenia... Fot. HB

HUBERT BEKRYCHT: Gratulacje dla Oddziału Warszawskiego SDP

Serdecznie gratuluję członkom, ale przede wszystkim jednak władzom Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sukcesów w mijającym roku. Obwieszczenie tego radosnego faktu opisanego piórem prezesa OW SDP możemy przeczytać na autonomicznej stronie oddziału TUTAJ.

Jako sekretarz generalny SDP przede wszystkim gratuluję Wam, Koleżanki i Koledzy z oddziału warszawskiego, Prezesa, który ciężko pracuje, wszystkiego przypilnuje, ale też czasami… myli się, jak to zwykły człowiek. Właśnie tym, dezorientującym nasze środowisko pomyłkom szefa OW SDP w przywołanej publikacji pt. „Na dobrym kursie”, te kilka akapitów poświęcam.

Po roku działalności warszawskiego oddziału naszego stowarzyszenia należy podkreślić, że – bez ironii – Koleżanki i Koledzy, po ponad 2 latach izolacji covidowej, radzą sobie bardzo dobrze. Rozczaruję jednak niektórych liderów opinii z OW SDP, radzicie sobie bardzo dobrze, ale nie lepiej i nie gorzej w porównaniu z innymi oddziały terenowymi. Po prostu OW SDP jest najliczniejszy, ale nie zawsze musi to oznaczać, że jest najlepszy.

Wyciągając wnioski ze wspomnianego artykułu, na pewno prezes OW Zbigniew Rytel nie jest nieomylny. Wymieniając sukcesy swojego oddziału Zbyszek zauważył:

„Nasze biuro załatwia sprawy członkowskie i pomaga. Osobiście rekomenduję wnioski o pomoc finansową do Komisji Interwencyjnej. Z niepokojem przyjąłem wiadomość, że pula środków przeznaczonych na tę pomoc przez Zarząd Główny jest już na wyczerpaniu” – zaznaczył szef OW SDP.

To chwalebne, że prezes Rytel, jak każdy prezes oddziału, osobiście rekomenduje wnioski o pomoc finansową do KI, ale skąd „wiadomość”, że pieniądze przeznaczone na to przez ZG się kończą? Jak każdy dziennikarz, nawet a przede wszystkim w działalności publicznej, powinien pamiętać o podaniu źródła takiej informacji, bo nieprawdą jest, że „pula środków” (rozumiem, że chodzi o pieniądze) „jest już na wyczerpaniu”.

„Pula środków” dla Komisji Interwencyjnej, która rozdziela pomoc finansową w trzyletniej kadencję ZG (2021 – 2024) nie jest od razu oznaczona w podziale na poszczególne lata. Po prostu nikt nie ma pojęcia ilu osobom w tych latach trzeba pomóc finansowo. KI to samodzielny organ SDP wybierany przez Zjazd Delegatów i to właśnie KI określa wysokość wypłaty ze wsparciem i liczbę pozytywnie zaopiniowanych do wypłaty wniosków o zapomogi. Mam nadzieję, że wszyscy potrzebujący, którzy spełniają kryteria pomocy finansowej ją otrzymają. Oby takich Koleżanek i Kolegów było jak najmniej.

Druga sprawa, poruszona przez Kolegę Rytla w obwieszczeniu na stronie warszawskiego oddziału, to fatalna – głęboko wierzę, że nieświadoma – pomyłka prezesa OW SDP dotycząca Komisji Statutowej:

„Z pewnym zdziwieniem patrzę również na to, że w głębokiej tajemnicy, bez możliwości szerszej dyskusji przygotowywany jest nowy Statut naszej organizacji” – napisał Rytel.

To zdanie miałoby znamiona manipulacji i pomówienia, gdyby nie jego kuriozalna wymowa. Zbyszek chyba po prostu zapomniał, że w gronie OW SDP, są prominentni przedstawiciele władz centralnych, m.in. Sonia Kwaśny i Wanda Nadobnik zasiadające i w Zarządzie Głównym i w Komisji Statutowej. W KS jest też śląski działacz SDP Grzegorz Mika (Naczelny Sąd Koleżeński), który – jak mi powiedział – jako członek OW SDP (przeniósł się ze Śląskiego Oddziału SDP) został wyznaczony do KS przez prezesa oddziału warszawskiego.

Rozumiem, że Zbyszek, podobnie jak my wszyscy, dużo pracuje i czasem popełnia błędy, ale jako szef oddziału, powinien odpowiadać za swoje błędy i je sprostować.

Zbyszku, wystarczy tylko napisać: „pomyliłem się, przepraszam”.

Pozdrawiam wszystkich w SDP, a szczególnie członków z OW SDP!

 

Hubert Bekrycht

sekretarz generalny SDP

Featured Video Play Icon

SDP CAFE. Edycja 2. MAREK GĄSIOROWSKI

ODCINEK 7. Z Markiem Gąsiorowskim, muzykiem, radiowcem, rozmawia Lech Pilarski.   

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

 

 

Fot. Wydawnictwo Unitas

Czy jest możliwa „Polska Stasiaka”? Spotkanie autorskie Wiktora Świetlika

25 listopada w Instytucie Europejskim w Łodzi, ul. Piotrkowska 262/264, o godz. 18.30 odbędzie się spotkanie autorskie Wiktora Świetlika poświęcone jego najnowszej książce „Polska Stasiaka”.

„Nie ma Rzeczypospolitej bez obywateli, ale nie będzie ona także mieć się dobrze, kiedy nie pracują dla niej dobrzy urzędnicy. Tacy, którzy rozumieją – jak ujął to mistrz Wincenty – iż >Rzeczpospolita jest jakby podopieczną<. Taką, która wymaga służby: wiernej, kompetentnej, nieoglądającej się za nagrodami ani korzyściami własnymi, ale za dobrem wspólnym. W tej książce zobaczyć można portret człowieka, który w ten właśnie sposób Rzeczpospolitą traktował, I dziwił się i ubolewał, kiedy widział, że inni tego nie robią. Ale nie upadał na duchu, nie wyklinał, tylko zachęcał, przekonywał – że dobrze jest pracować dla Polski – napisał we wstępie do „Polski Stasiaka” prof. Andrzej Nowak.

Ale książka Wiktora Świetlika  to nie tylko opowieść o wybitnym polskim urzędniku państwowym, który zginał tragicznie w katastrofie smoleńskiej, ale także próba refleksji nad polityką. Czy w obecnych czasach jest możliwy do zrealizowania ideał „Polski Stasiaka”? – na ten temat autor książki będzie chciał m.in. porozmawiać podczas spotkania w Łodzi.

Wiktor Świetlik to dziennikarz, publicysta i nauczyciel akademicki. Były dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i radiowej Trójki. Współzałożyciel Instytutu Staszica. Autor książki „Bronisław Komorowski. Pierwsza niezależna biografia”.

opr. jka

 

 

Nowoczesne drony mogą zagrozić okrętom wojennym. Fot. Wikipedia

WOŁODYMYR SYDORENKO: Drony na Morzu Czarnym wygrywają z okrętami

Drony i baterie rakiet nadbrzeżnych, mogą pokonać rosyjską marynarkę wojenną z jej dużymi, drogimi, ale przestarzałymi okrętami wojennymi.

Pod koniec października br., po tym jak kilka miesięcy wcześniej pociski Neptun trafiły flagowy okręt Floty Czarnomorskiej, krążownik Moskwa, Ukraina po raz kolejny zademonstrowała Rosji swoje możliwości bojowe na Morzu Czarnym. Drony nawodne unieruchomiły kilka fregat, które wciąż nie mogą brać udziału w działaniach wojennych. Z wielkim zaskoczeniem rosyjskie dowództwo odkryło, że jest katastrofalnie w tyle nie tylko z krajami NATO, ale także za Ukrainą, nie tylko w taktyce, nie tylko w skuteczności czołgów i artylerii, ale także w produkcji dronów, zwłaszcza marynarki wojennej.

„Ukraińskie statki bezzałogowe wygrywają wojnę morską na Morzu Czarnym” – pisze amerykański magazyn Forbes. – „Uderzenie ukraińskich dronów w pobliżu Noworosyjska, sto mil od okupowanego przez Rosję Krymu w południowej Rosji, powinno wywołać alarm w Sewastopolu… Bezzałogowe statki nawodne sygnalizują zmianę strategii morskiej Ukrainy. Bayraktary i  Neptuny zapowiedziały pojawienie się nowego typu floty – bez dużych statków, ale z dużą liczbą dronów i pocisków. Bayraktar i bateria Neptun  zatopili w kwietniu flagowy okręt Floty Czarnomorskiej – krążownik Moskwa.  Bayraktary i wyrzutnie rakiet skierowały następnie swoją uwagę na okupowaną przez Rosję Wyspę Węży na zachodnim Morzu Czarnym, wysadzając rosyjski sprzęt na wyspie oraz topiąc łodzie i statki pomocnicze, próbujące uzupełnić zaopatrzenie garnizonu wyspy. Po szturmie na Sewastopola flota ukraińska stała się znacznie odważniejsza w korzystaniu z nowych bezzałogowców (…). Flota bezzałogowa, wraz z bateriami rakiet nabrzeżnych, przewyższa możliwości rosyjskiej marynarki wojennej z jej dużymi, drogimi i przestarzałymi okrętami wojennymi…”

Zadanie opracowania broni bezzałogowej zostało niedawno omówione przez ekspertów w Kijowie na konferencji „Wojna na Morzu Czarnym: imperatywy geopolityczne i strategiczne”. „Operacja wojskowa, którą Ukraina przeprowadziła 29 października przeciwko okrętom rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, zostanie po wojnie szczegółowo zbadana przez ekspertów z innych krajów” – mówi Wołodymyr Zabłocki, kapitan I stopnia, ekspert marynarki, felietonista. magazynu Defense Express.

Zauważa, że ​​„taka operacja wojskowa to nowy rozdział w historii złożonych ataków na chronione bazy morskie. Wywołało to panikę na najwyższym poziomie w Rosji. Rozwój dronów to bardzo udany kierunek, jesteśmy światowym liderem i nie było to nawet teraz, ale jeszcze przed wojną. Współpracowaliśmy i współpracujemy z kilkoma krajami” – powiedział Wołodymyr Zabłocki.

Ukraina tworzy pierwszą na świecie flotę dronów morskich. To unikatowe urządzenia ukraińskiego rozwoju. Prezydent Ukrainy zapowiedział zbiórkę pieniędzy na sto dronów. Według koordynatora platformy, na której jest ona prowadzona, Yaroslavy Gres, na dzień 17 listopada zebrano już pieniądze na 25 dronów. Zdaniem ukraińskich ekspertów korzystanie ze stosunkowo tanich i niepozornych dronów to właściwa strategia dla asymetrycznych działań na morzu.

Przeciwko Rosji konieczne jest użycie ataków „komarów” z powietrza w taki sam sposób, jak robi to ona teraz na terytorium Ukrainy, wystrzeliwując irańskie drony Shahed. „Ukraińska wersja amerykańskiego Switchblade nie jest gorsza. Rozwój drona uderzeniowo-rozpoznawczego z pociskami RK-2V firmy Promin KB nie ustępuje Bayraktorowi. Nie jest on gorszy, ale nawet jeszcze mocniejszy. Ponieważ jednostka bojowa jest znacznie potężniejsza” – powiedział Valentin Badrak, dyrektor Centrum Badań Armii, Konwersji i Rozbrojenia.

„Szczególnie interesujące jest kompleksowe wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych, podwodnych dronów i robotów, które są w stanie działać i oddziaływać na granicy dwóch środowisk – powietrznego i morskiego. To generalnie nowe słowo i chcę powiedzieć, że ukraińscy specjaliści mają pewne doświadczenie w tej dziedzinie” – mówi Wołodymyr Zabłocki, felietonista magazynu Defense Express.

Rosja wciąż stara się dogonić Ukrainę i inne kraje w rozwoju dronów morskich. Dwa tygodnie temu Władimir Putin wyznaczył gubernatorowi Sewastopola Michajło Razwożajewowi zadanie stworzenia bezzałogowych pojazdów podwodnych i nawodnych w bazie w Sewastopolu. Następnie gubernator Sewastopola zauważył na posiedzeniu rządu, że „armia dronów musi zostać stworzona szybciej niż zrobi to Ukraina”.

Jak pisze serwis informacyjny ForPost w Sewastopolu: „Produkcja bezzałogowych dronów morskich stała się tematem spotkania, które odbyło się na Uniwersytecie Państwowym w Sewastopolu. Oprócz przedstawicieli nauki wzięli w nim udział praktycy. >Z oczywistych powodów nie mogę teraz podać szczegółów. Ale myślę, że ważne jest, aby poinformować państwa, że ​​rozpoczęły się prace w tym kierunku, który jest ważny dla nas i dla całego kraju<” – powiedział gubernator Sewastopola Mychajło Razwozhajew na swoim kanale Telegram. Na uczelni powstały już wydziały projektowe rozwój bezzałogowych statków powietrznych i innych, których doświadczenia zostaną wykorzystane do rozwoju bezzałogowych statków powietrznych. Jednak myśl naukowa w tej dziedzinie w Ukrainie, Turcji, Polsce, USA, Niemczech i innych krajach też się nie zatrzymała, a te kraje oczywiście będą starały się nie dopuścić do wyprzedzenia ich w tej dziedzinie przez Rosję.

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Zdrajcy z PKWN i bohaterowie z Londynu

W 1944 r. bolszewicy pisali do Stalina, że wkroczenie Armii Czerwonej Polacy uznają za „początek rosyjskiej okupacji”. Wiedzieli, że nie mają poparcia, dlatego władzę przejmowali bezprawnie. Kłamali, że to rząd w Londynie działa na podstawie „nielegalnej” konstytucji kwietniowej z 1935 r. Rządząc przez następne dekady niszczyli i dyskredytowali legalne polskie władze na uchodźstwie.

Bolszewicy kłamali także, że walczą z polskimi „faszystami”. W 1944 r. wkraczającej Armii Czerwonej towarzyszył Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Bolszewicy utworzyli go 22 lipca 1944 r. w Chełmie (faktycznie w Moskwie – tu odbyły się pierwsze trzy posiedzenia), w składzie, m.in.: Edward Osóbka-Morawski, Wanda Wasilewska, Andrzej Witos, Michał Rola-Żymierski, Wincenty Rzymowski. „Doradzał” sowiecki gen. Nikołaj Bułganin, który według Nikity Chruszczowa „miał uprawnienia specjalne, włączając w to władzę nad [polskim] wojskiem”.

Podobnie było w 1920 r. Wtedy, 23 lipca w Smoleńsku (faktycznie w Moskwie), bolszewicy stworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, zwany Polrewkomem, jako zalążek przyszłej komunistycznej władzy. Towarzysze – m.in. Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon, Józef Unszlicht – przemieszczali się pociągiem pancernym za frontem wkraczającej Armii Czerwonej. „Manifest do polskiego ludu roboczego miast i wsi”, autorstwa Dzierżyńskiego, mówił wprost o likwidacji II Rzeczypospolitej i powstaniu Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad. „Doradzał” sowiecki komisarz Iwan Skworcow-Stiepanow.

Na zdobytych terenach Podlasia i części Mazowsza bolszewicy bez powodzenia tworzyli Polską Armię Czerwoną, wydawali w języku polskim „Gońca Czerwonego”, a przede wszystkim, w ramach terroru rewolucyjnego, represjonowali, grabili i mordowali Polaków – np. w Białymstoku rozstrzelali przedstawicieli miejscowej elity, w tym prezydenta miasta. Wobec klęski Armii Czerwonej Polrewkom musiał uciekać z Polski i ostatecznie został rozwiązany.

Odpowiednikiem „Manifestu do polskiego ludu roboczego miast i wsi” był „Manifest PKWN”. Odpowiednikiem Polskiej Armii Czerwonej było ludowe Wojsko Polskie, a „Gońca Czerwonego” „Trybuna Ludu”.

Manifest stwierdzał, że jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce jest komunistyczna, uzurpatorska Krajowa Rada Narodowa, a powołany przez nią PKWN „legalną tymczasową władzą wykonawczą”. Tymczasem jedyny legalny rząd emigracyjny w Londynie, działający na podstawie przedwojennej konstytucji kwietniowej, owi czerwoni przestępcy określili jako „władzę samozwańczą”. Następował kolejny krwawy etap rozprawy z polskimi niepodległościowcami.

Błędem byłoby twierdzenie, że PKWN to tylko przeszłość, że odszedł razem z klęską komuny. No bo przecież komuna wcale od nas nie odeszła, ona trwała w najlepsze rozkradając nasz kraj. Dzieci i wnukowie owych PKWN-owców, dzięki Okrągłemu Stołowi, do niedawna rządziły Polską.

O tym, że ludzie PKWN nie zniknęli, tylko zachowali, a nawet zwielokrotnili wpływy (także zyski), najlepiej świadczył uroczysty pochówek – w 2014 r. – Wojciecha Jaruzelskiego w miejscu, gdzie nigdy nie miał prawa być pochowany, czyli na warszawskich Powązkach Wojskowych – nekropolii polskich bohaterów. Przywódcę komunistów polskich władze III RP pożegnały z najwyższymi honorami państwowymi, wojskowymi i kościelnymi.

Z drugiej strony – za czasów PO-PSL – zablokowano prace ekshumacyjne polskich bohaterów na cmentarzu na Służewie i na „Łączce” Powązek Wojskowych. W prawdziwie wolnej, niepodległej Rzeczpospolitej taka postawa byłaby niemożliwa, wręcz piętnowana. Tak jak niemożliwe byłoby dalsze trwanie Pałacu Stalina (pod kamuflującą nazwą Pałacu Kultury i Nauki). II RP kazała rozebrać okupacyjnego kolosa – sobór Aleksandra Newskiego na ówczesnym Placu Saskim.

Współczesne pseudoelity rodem z PKWN nie chciały też rozliczać komunistycznej przeszłości. Nie sądziło się oprawców za stosowanie drakońskiego prawa, lecz za jego naruszenia. A zatem całkiem prawomocne i legalne było ściganie, strzelanie do AK-owców i WiN-owców, a jedynie odrobinę nieprawomocne było wyrywanie im paznokci podczas ubeckich śledztw. Takie podejście do stalinowskiej przeszłości powodowało, że w Polsce nie nastąpiła moralna odnowa, odbudowa wartości narodowych. W świetle dzisiejszego prawa i aktywności lobby broniącego oprawców z UB, czy Informacji Wojskowej (później znana pod nazwami WSW i WSI), haniebny proces rotmistrza Witolda Pileckiego był całkiem praworządny. Bo przecież sędziowie w polskich mundurach (nie było istotne, że naprawdę byli przebierańcami, ludźmi sowieckimi) sądzili szpiega i bandytę. A dziś postkomunistyczne media (prym wiedzie tygodnik Polityka) kłamią, że Witold Pilecki poszedł na współpracę z oprawcami z UB.

Przedwojenna Polska została wymordowana przez PKWN-owców. Ci, którzy zdecydowali się wrócić z Londynu – wojskowi, politycy, twórcy – w najlepszym razie byli represjonowani i inwigilowani. Przedwojenne elity Rzeczpospolitej zostały poddane cenzorskiej obróbce i bolszewickiej propagandzie. Komuniści zastosowali wobec wolnych Polaków jeszcze potworniejszy oręż – zapomnienie. Stąd obywatele współczesnej Rzeczpospolitej zdecydowanie bardziej kojarzą takich niegodziwców i zbrodniarzy, jak Jaruzelski, Kiszczak, Urban, Bierut czy Gierek, niż wspaniałych przedstawicieli polskich elit wojskowych i cywilnych, by wymienić tylko Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, gen. Stanisława Sosabowskiego, czy gen. Stanisława Maczka (wyzwoliciel Bredy jest w tym gronie ciut bardziej rozpoznawalny), pisarza Józefa Mackiewicza, Ferdynanda Goetela, Sergiusza Piaseckiego…

Mamy jeszcze smutny aspekt międzynarodowy. Niestety, nasi wojenni sojusznicy uznali (w lipcu 1945 r.) emanację PKWN – Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej za legalną władzę w Polsce, odmawiając poparcia jedynemu legalnemu rządowi w Londynie.

Teraz sprowadziliśmy z Cmentarza Lotników Polskich w Newark w Wielkiej Brytanii i pochowaliśmy w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie prochy trzech prezydentów Najjaśniejszej Rzeczpospolitej na uchodźstwie: Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego. To ważna dla Polaków symbolika, bo większość z nas dba o groby. I mam nadzieję, że godne, państwowe uroczystości wywołały refleksję, że ci nasi krajanie, mężowie stanu wrócili do Ojczyzny po latach przymusowego wygnania. A ich nazwiska choć na moment stały się trochę bardziej bliskie.

Ale czy ten uroczysty pochówek najwyższych reprezentantów Polski pociągnie za sobą coś więcej? Restytucję polityczną, prawną i moralną prawdziwie wolnej i niepodległej Ojczyzny, jaką była II RP? Napisanie nowej konstytucji – odwołującej się nie do tej stalinowskiej, z 1952 r., ale kwietniowej z 1935 r.?

Dopiero wtedy będziemy mogli bez wahania powiedzieć, że wybór prezydentów Raczkiewicza, Zaleskiego i Ostrowskiego (a także Edwarda Raczyńskiego – spoczywa w rodowym mauzoleum w Rogalinie, oraz Kazimierza Sabbata – pozostał wolą rodziny na cmentarzu Gunnersbury w Londynie) przyniósł wymierne efekty. Że ci wybitni Polacy wygrali swoją batalię! A skoro oni wrócili, „prezydenta” Bieruta i innych komunistów powinniśmy odesłać tam, gdzie ich miejsce – do Moskwy.

 

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close