Upadek jest bliski. Upadek polskich mediów prorządowych, czyli bezprawnie przejętych przez rząd i obsadzonych operetkowymi władzami TVP, PR i PAP oraz komercyjnych liberalno-lewackich przekaźnikach opinii koalicji 13 grudnia. To, co od prawie od trzech lat tam się dzieje jest karykaturą demokracji i wolności słowa
Sytuacja przypomina pożar w pustej oborze. Jest panika, chociaż inwentarzowi nic nie grozi. Pali się budynek, czyli system środków masowego przekazu w Polsce, ale nikt z rządu nie reaguje, bo w końcu – politycy KO tak uważają – to nie koalicja będzie sprzątać. A pali się w prorządowych mediach aż iskry idą.
Samolikwidacja poprzez likwidację fikcyjną
Druga część mojego tytułu jest symboliczna, bo z czasów komuny. Po stanie wojennym więźniowie polityczni reżimu Jaruzelskiego często mówili o ówczesnych PRL-owskich mediach: „Nic nie zatrzyma koła historii, nie ma powrotu pasty do tuby”. Nie była to jednak zapowiedź zemsty, ale przewidywanie przyszłości przekazu. Nikt jednak nie przewidział, że współczesne media będą się same likwidować. I to prawie 40 lat po likwidacji komunizmu. Chociaż z tą likwidacją ustroju komunistycznego, to różnie bywało…
Obawiam się, że przy okazji fikcyjnej likwidacji, nastąpi prawdziwa likwidacja mediów publicznych. A piszę o tym, bo to przecież chodzi o pieniądze wszystkich Polaków, nie tylko tych z topniejących jak lód w szklance wody grup wyborców koalicji 13 grudnia.
Do tego dodajmy samozagładę mediów prorządowych, ale komercyjnych, chociaż wzmacnianych reklamami i promocjami spółek skarbu państwa. Ten mechanizm już mniej mnie martwi, bo oprócz monitorowania nic nie możemy zrobić. Ani jako SDP ani jako dziennikarze ani jako obywatele.
Lepiej nie będzie?
Smutne? Nie. Histeria polityczna rządu zawiera silne pierwiastki destrukcyjne, które i tak strącą w niebyt fikcyjnie likwidowane TVP, PR i PAP oraz także prokoalicyjne media m.in. TVN. GW, Onet i setki drobniejszych klakierów wychwalających przez 24 godziny na dobę Tuska i jego akolitów.
Żenujące. A lepiej nie będzie. To, przypominam, w sumie spore pieniądze. Nasze. Z podatków, bo abonament RTV to już taka sama prawda, że za wszystkimi potknięciami rządu stoi prawica i kot Filemon z popularnej kreskówki dla dzieci. Nie wiem, czy oni w to wierzą, czy ulegli własnej propagandzie. W sumie wszystko jedno.
Ciąg dalszy nastąpi i będzie to wyjątkowo przykry ciąg. Dla KO i nie tylko. I nie będzie to kolejna opowieść o Szpitalu Południowym w Warszawie. No chyba, że medycy powołają tam swoją telewizję, radio, gazetę, portal, aby bronić młodych, ambitnych lekarzy.
Hubert Bekrycht
red. nacz. sdp.pl