Sprawozdanie CMWP SDP z działalności w czerwcu 2022 w Kurierze Wnet

W tym roku Dzień Dziennikarza ma gorzki smak. Trwa czwarty miesiąc wojny na pełną skalę i straciliśmy 32 dziennikarzy. W ciągu ośmiu lat wojny straciliśmy ich jeszcze więcej– powiedział 6 czerwca ukraiński minister kultury i polityki informacyjnej Ołeksandr Tkaczenko z okazji obchodzonego tego dnia na Ukrainie dziennikarskiego święta. W kontekście tych słów jak banalne wydają się nasze problemy z wolnością słowa, jak błahymi de facto sprawami zajmują się sądy, analizując dziennikarskie teksty i rozpatrując każdy, nawet najbardziej dziwaczny pozew o rzekome zniesławienie. Na Ukrainie dziennikarze giną, wykonując swoją pracę na froncie i w objętych walkami miastach. Wśród zabitych są także reporterzy, którzy stali się ofiarami ostrzałów i tacy, którzy pełnili służbę wojskową i zginęli w trakcie działań bojowych. Z tej perspektywy żadna z opisywanych poniżej spraw nie ma znaczenia, a zarzuty wobec reporterów i publicystów chyba nawet trudno byłoby przetłumaczyć na ukraiński. Ci dziennikarze, którzy relacjonują wojnę na Ukrainie nie mają złudzeń, że wojna zagraża także naszemu krajowi. W obliczu takiego niebezpieczeństwa jak wojna na Ukrainie byłoby dobrze, gdyby oskarżyciele wycofali swoje pozwy i zostawili dziennikarzy w spokoju. Choćby ze względu na ten absolutnie dramatyczny czas. Jest wielką satysfakcją dla nas podziękowanie, jakie w imieniu Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy skierował do CMWP SDP Siergiej Tomilenko, jego prezes. Podziękowanie takie otrzymało także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – czytamy w sprawozdaniu CMWP SDP za ostatni miesiąc.

I jeszcze uwaga techniczna – podsumowanie działalności CMWP SDP ukazuje się w „Kurierze Wnet”co miesiąc, sprawozdania te są skrócone w stosunku do pełnej wersji, mających mało czasu na lekturę gorąco zachęcamy więc do sięgnięcia do papierowego wydania  gazety. Jej egzemplarze są dostępne (nieodpłatnie) w siedzibie CMWP SDP (Warszawa, ul. Foksal 3//5).

nr 6 (60) 2022 Sprawozdanie CMWP SDP

Dziennikarz uniewinniony, redaktor naczelny jeszcze nie. Wyrok w sprawach z 212 kk przeciwko Głosowi Zabrza i Rudy Śląskiej

Dziennikarz uniewinniony, ale redaktor naczelny  – nie, bo jeden z zarzutów przeciwko niemu został jedynie warunkowo umorzony, co oznacza, ze ma wpłacić 2 tysiące zł. nawiązki, a to jest dla niego,  i dla kierowanej przez niego gazety, niebezpieczne, bo otwiera drogę do roszczeń  na gruncie prawa cywilnego.  Dlatego CMWP SDP protestuje przeciwko tej części orzeczenia i zapowiada wsparcie Redakcji  Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej przy składaniu apelacji od tego wyroku.  W imieniu oskarżonego złożenie apelacji potwierdził  jego adwokat. 

20 czerwca Sąd Rejonowy w Zabrzu  wydał wyrok w sprawie karnej z art. 212 kk z oskarżenia Fabiana Pawlaka opisywanego przez  dziennikarza gazety Głos Zabrza red. Przemysława Jarasza i redaktora naczelnego Jakuba Lazara. Fabian Pawlak wytoczył  im  trzy procesy karne z art. 212 o zniesławienie . w 2018 roku w Głosie Zabrza redakcja ujawniła, iż jest to  absolwent prawa, który nie uzyskał jak dotąd uprawnień adwokackich ani radcowskich i  prowadzi jedynie kancelarię doradztwa prawnego, co oznacza, że nie może wykonywać pewnej części usług, jak np. prowadzenie w sądzie spraw karnych czy rozwodowych. Niestety, część zwyczajnych  ludzi nie rozróżnia terminów i znaczenia określeń „radca prawny – doradca prawny” i była przekonana, że ma do czynienia z zawodowym prawnikiem o pełnych uprawnieniach. Zdaniem redakcji potwierdzała to jego oficjalna strona internetowa, na której wśród swych ofert zawarł niemal pełny zakres usług prawnych, dodatkowo powołując się wyraźnie na pracę w Sądzie Rejonowym w Lublinie. Sprawa została opisana przez  Głos Zabrza, gdy do Redakcji zaczęły docierać informacje o tym, że poszkodowani klienci Fabiana Pawlaka zgłaszają się do zabrzańskiego biura poselskiego posła Borysa Budki oraz do miejscowej prokuratury z prośbami o interwencje.  To niestety było nieskuteczne, bo prokuratura ostatecznie umorzyła kilka wszczętych postępowań, gdy się okazało, że na umowach z klientami drobnym druczkiem były adnotacje, że Fabian Pawlak jest doradcą, a nie radcą. Wtedy zaczął on nękać redakcję  aktami oskarżenia . Jak zazwyczaj w przypadku 212 kk toczyły się one z wyłączeniem jawności.

W sumie przeciwko dziennikarzowi  oraz redaktorowi naczelnemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej w Sądzie Rejonowym w Zabrzu prowadzone były trzy sprawy. W pierwszej dziennikarz Przemysław Jarasz  został oskarżony wraz z redaktorem naczelnym za serię artykułów ukazujących całą sytuację i niejasności, a także rozwój sytuacji po pierwszym artykule. Chodzi o publikacje „Gra pozorów”, „Kto go rekomendował”, „Policja u drzwi kancelarii”. Niezależnie od tego, że materiał był obszernie sprawdzony i udokumentowany i wypowiadał się w nim sam bohater, w imię pełnej otwartości na jego argumentację, Redakcja postanowiła opublikować jego krótkie sprostowanie (Nr 39/2018), a jej odpowiedzią było podanie kolejnych faktów i ustaleń w następnym numerze. Fabian Pawlak w akcie oskarżenia kwestionował niemal wszystkie argumenty.
Drugie oskarżenie pojawiło się po roku  od pierwszej publikacji , dziennikarz w nowym artykule opisał główne tezy aktu oskarżenia i przypomniał, o co w sprawie chodzi. Po tej publikacji zareagował rzecznik prasowy Śląskiej Izby Adwokackiej mec. Paweł Matyja, który  zaproponował redakcji pomoc prawną w procesie pro publico bono. Te wszystkie fakty i komentarze także zostały opublikowane w gazecie. Po tych dwóch artykułach  p.t. „Ścigani za prawdę” oraz „Solidarni z Głosem” zarówno dziennikarz jak i redaktor naczelny zostali ponownie oskarżeni przez bohatera ich tekstów. Dodatkowo  w trakcie pierwszego procesu Fabian Pawlak odkrył w aktach sprawy  służbową korespondencję dziennikarza z prezesem Sądu Rejonowego w Lublinie, dotyczyła ona  weryfikacji informacji o zatrudnieniu Pawlaka w tymże sądzie, gdyż taka informacja znajdowała się na jego stronie internetowej. Na podstawie tego maila kierowanego wyłącznie do prezesa sądu dziennikarz został oskarżony po raz trzeci.
Ze względu na niejawność toczących się spraw  oraz obawy oskarżonych, by nie narazić się  Sądowi przez  jej naruszenie, CMWP SDP  zgodnie z wolą oskarżonych nie zabierało publicznie głosu w tej sprawie razem z nimi oczekując na orzeczenie Sądu.  20 czerwca został ogłoszony wyrok  w którym Sąd uniewinnił dziennikarza Przemysława Jarasza od wszystkich zarzutów, ale warunkowo umorzył jeden z zarzutów o zniesławienie przeciwko Jakubowi Lazarowi redaktorowi naczelnemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej.  Chodzi o użycie przez niego słów „podszywa się pod adwokata” w emitowanej w lokalnej telewizji zapowiedzi treści najnowszych artykułów, co w ustnym uzasadnieniu wyroku zostało uznane za zniesławienie i za co  red. Jakub Lazar ma ma zapłacić nawiązkę 2 tysiące zł. W ocenie CMWP SDP  narusza to zasadę wolności słowa i niezależności dziennikarskiej, dlatego CMWP SDP protestuje przeciwko temu orzeczeniu zapowiada, że będzie wspierać publicznie apelację redaktora naczelnego Głosu Zabrza od tego wyroku.

Artykuł 212 – bat na niewygodnych dziennikarzy? Wywiad z Jolantą Hajdasz w „Dzienniku Bałtyckim”

Czy za artykuł prasowy, e-mail, cytowanie publicznych źródeł czy wpis w mediach społecznościowych powinna grozić kara więzienia oraz wpis do rejestru karnego? Na temat absurdów artykułu 212 Kodeksu karnego i procesów sądowych z nim związanych  red. Kamil Kusier z Dziennika Bałtyckiego rozmawiał  z Jolantą Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Obszerny wywiad ukazał się w weekendowym wydaniu dziennika 17 czerwca b.r  Publikujemy jego fragmenty .

Red. Kamil Kusier: Od lat trwają starania, aby artykuł 212 usunąć z Kodeksu karnego lub zmienić jego kwalifikację. Powraca dyskusja o karze, która grozi za przestępstwo popełnione z tego artykułu. Dlaczego do tej pory w Polsce za zniesławienie grozi kara pozbawienia wolności?

Jolanta Hajdasz: Artykuł 212 Kodeksu karnego to przede wszystkim relikt ustroju komunistycznego. Przepis ten oznacza tak naprawdę po prostu groźbę kary więzienia za napisanie opinii, za napisanie artykułu prasowego, za zniesławienie kogoś w artykule prasowym. Każdy, kto uzna, że poczuł się zniesławiony, oddać może sprawę do sądu, a sąd ma to potwierdzić lub temu zaprzeczyć. Ten właśnie czynnik, kara więzienia za publikację w mediach, nazywana jest w żargonie prawniczym penalizacją zniesławienia i jest absolutnie uderzeniem w zasadę wolności słowa. Kara jest tak duża, niewspółmierna do czynu, że działa paraliżująco na tych, których dotyczy, czyli na dziennikarzy. Krótko mówiąc, każdy dziennikarz wie, że może mu grozić więzienie, jeżeli opublikuje coś, co się komuś nie spodoba i wtedy zdany będzie na łaskę lub niełaskę sądu. Dlaczego ta kara jest tak dotkliwa? Człowiek skazany z artykułu 212 Kodeksu karnego jest wpisany do rejestru karnego, przez co np. nie może wziąć kredytu, nie może ubiegać się o pełnienie funkcji w instytucjach publicznych, bo jest osobą skazaną w procesie karnym. To jest naprawdę realna groźba i dlatego ten przepis jest wyjątkowo anachroniczny w polskim systemie prawnym. Na terenie Unii Europejskiej w państwach członkowskich tego przepisu praktycznie nie ma, a instytucje europejskie również wielokrotnie wskazują właśnie funkcjonowanie tego artykułu jako czynnika, który zagraża wolności słowa w Polsce.

W jednym z apeli do ministra sprawiedliwości i do prezydenta podnoszono kwestię, że ten artykuł jest swego rodzajem narzędziem do tłumienia krytyki. Ma to swoje odzwierciedlenie w statystykach za lata 1999 – 2022. W tych latach stwierdzono niemal 10 tysięcy przestępstw popełnionych z tego artykułu…

Nie zliczę apeli i różnego rodzaju oświadczeń, jakie środowisko dziennikarskie podejmowało z prośbą o likwidację artykułu 212 Kodeksu karnego. Było ich na przestrzeni ostatnich lat mnóstwo. Na właściwie każdej konferencji, na której występują dziennikarze, pojawiają się apele o usunięcie tego artykułu z Kodeksu karnego i co ciekawe, jednakowo formułują je dziennikarze wszystkich opcji i medialnych nurtów od prawa do lewa. Powtarzamy te apele zawsze przy okazji wyroków, które zapadają z tego artykułu. Czy to tłumienie krytyki? Oczywiście, że tak, bo już sama groźba tego, że można być skazanym na karę więzienia, że można być skazanym w procesie karnym na wysoką grzywnę powoduje, że po prostu już w takiej sytuacji i dziennikarz i redakcja głęboko zastanowi się, czy poruszać dany temat, czy coś publikować, gdy temat jest kontrowersyjny i realne jest zagrożenie reakcji na publikację w postaci tak groźnego i kosztownego przecież procesu . Trzeba przy tym podkreślić, co jest niezwykle ważne, że procesy z artykułu 212 Kodeksu karnego najczęściej toczą się w trybie niejawnym. Strony postępowania, jak np. ostatnio marszałek Tomasz Grodzki, który pozwał do sądu dziennikarzy opisujących domniemaną korupcję w przeszłości w kierowanym przez niego szpitalu, nie zgadzają się na odtajnienie procesu, więc nie ma nawet jak ich relacjonować, by po prostu bronić stanowiska dziennikarzy. Już chociażby ten niejawny tryb, w jakim prowadzone są te procesy, pokazuje że są one po prostu tłumieniem krytyki.

Z drugiej strony należy też zrozumieć tych, którzy w niektórych sytuacjach bronią tego przepisu, ponieważ media w Polsce już dawno przestały być neutralne, a stały się bardzo mocno zaangażowane w walkę polityczną. Polaryzacja prasy jest po prostu zjawiskiem widocznym gołym okiem, stała się powszechna, co powoduje, że politycy uważają, że nie mają już jak bronić się przed mediami i dlatego ten artykuł jest niezbędny. Zwolennicy utrzymania tego artykułu w Kodeksie karnym mówią, że wystarczy, aby media przestały kłamać i nie będzie problemu z artykułem 212. Jako przykład można wskazać np. publikacje „Gazety Wyborczej”, w której odnajdujemy potwierdzenie tych słów. Zmasowana nagonka prowadzona na daną osobę przez kilka tygodni przynosiła często pożądany przez nią skutek, czyli dymisję, a nawet wręcz śmierć cywilną danego człowieka. To, że po latach odzyskuje taka osoba dobre imię właśnie wytaczając Gazecie proces, nie zmienia faktu, że jest jej trudno wrócić po takim długim okresie przerwy do działalności publicznej. Spotkało to m.in. ministra Romualda Szeremietiewa. To standardowy przykład niszczenia człowieka przez media i dlatego należy zrozumieć drugą stronę.

W mojej ocenie, biorąc to wszystko pod uwagę, artykuł 212 przynosi jednak więcej szkody niż pożytku. Warto się zastanowić, jak długo jednak jeszcze ten sposób dyscyplinowania mediów powinien w ogóle mieć miejsce w systemie prawnym i systemie prasowym.

Artykuł 212 Kodeksu karnego często jest używany jako środek presji na tych, którzy na wolności słowa opierają swoją pracę. Sam artykuł często nazywany jest wprost narzędziem do zwalczania nie tylko mediów, ale też osób publicznych. Jaki kierunek zmian byłby właściwy?

Jeżeli musi być ten artykuł, to należy niezwłocznie zmienić jego kwalifikację. W mojej ocenie jest rzeczą skandaliczną pozostawienie w Kodeksie karnym groźby pozbawienia wolności za przestępstwo popełnione z powodu zniesławienia. Co prawda w ostatnich latach dziennikarze nie trafili do więzienia z powodu tego artykułu, w ostatnim możliwym momencie skazanych zawsze ułaskawiał urzędujący Prezydent RP, natomiast groźba tej kary jest, niestety, realna.

W CMWP SDP zajmujemy się obecnie przypadkiem dziennikarza z Sosnowca, któremu realnie od roku grozi więzienie. Jak to się stało? Został skazany w trybie artykułu 212 za zniesławienie urzędników samorządowych, konkretnie kierownictwa Domu Kultury w Sosnowcu. Został skazany nie za artykuł, nie za publikację, czy za oficjalną wypowiedź, ale za wysłanie kilkudziesięciu e-maili do ludzi związanych z władzą samorządową, w których wskazał nieprawidłowości w Domu Kultury, do jakich tam dochodziło. I oni poczuli się tym faktem tak bardzo zniesławieni, że pozwali go za to do sądu, a sąd go skazał. Za to sąd wymierzył mu karę grzywny w wysokości około 3 tysięcy złotych. Dziennikarz nie miał pieniędzy, by to zapłacić, nawet gdyby chciał to zrobić, bo jest generalnie człowiekiem bardzo ubogim, komornik nie mógł ściągnąć grzywny z konta, sąd więc wydał wyrok nakazowy właśnie w procesie karnym, co oznacza, że 3 tysiące złotych zostało zamienione na 30-40 stawek dziennych, co skutkuje teraz koniecznością odsiedzenia przez niego tej grzywny w zakładzie karnym. Powtórzę, ten dziennikarz nie wyrażał swojej opinii w mediach, a jedynie w e-mailach. Za to sąd ostatecznie skazał człowieka na karę pozbawienia wolności. Cały czas go bronimy, obecnie udało się udowodnić przed sądem, że ze względu na stan zdrowia ten dziennikarz nie może przebywać w więzieniu, to jednak kolejna sprawa odbędzie się już w tym roku i nadal grozi mu kara więzienia.

Coraz częściej dochodzi również do sytuacji, że prominentne osoby, jak wspomniany marszałek Tomasz Grodzki, adwokat Roman Giertych, Fundacja „Otwarty Dialog”, a nawet zagraniczny koncern medialny Ringier Axel Springer pozywają dziennikarzy o odszkodowanie rzędu 100 tysięcy złotych. To gigantyczne kwoty dla każdego. W momencie usłyszenia takiego wyroku, staje się wręcz przed wizją bankructwa. Jak się tego nie bać? W mojej ocenie, jeżeli nie ograniczymy, tzn. nie zlikwidujemy kary więzienia, nie ograniczymy wysokości grzywny i nie odtajnimy tych procesów, dziennikarze będą bali się dochodzić prawdy w swoich publikacjach, co wpłynie negatywnie na wolność słowa i samo dziennikarstwo.

Problemem chyba jest też sama interpretacja zniesławienia. W krótkiej słownikowej definicji, to zepsucie komuś opinii, powiedzenie czegoś złego lub nieprawdziwej rzeczy o kimś. Przeglądając wyroki ogłaszane z tego artykułu można odnieść wrażenie, że przydałaby się ujednolicona definicja zniesławienia, która teraz jest interpretowana dość szeroko.

Dotyka pan sedna sprawy, powiedziałabym. Zniesławienie nie jest pojęciem ostrym, nie jest pojęciem wyrazistym, nie jest pojęciem zerojedynkowym. To nie jest twierdzenie Pitagorasa, którego schemat wszyscy znamy. Są sytuacje, w których pozew polega tylko na interpretacji. A przecież w momencie, gdy ktoś kogoś krytykuje, to musi w tekście zawrzeć negatywne informacje na jego temat, bo po prostu ocenia się negatywnie czyjeś złe zachowanie, jego postawę, albo czyny. Bohater tekstu czuje się zniesławiony, ale nie da się przecież kogoś skrytykować eufemizmami. Staje się to wówczas niewykonalne. W tej sytuacji niewykonalna jest tym samym realizacja funkcji kontrolnej, jaką pełnią media. Jak więc krytykować coś, w sytuacji, w której za każde słowo możemy być pozwani za zniesławienie? Nie dotyczy to zresztą tylko osób prywatnych i publicznych. W tej chwili sądy prowadzą również rozprawy przeciwko dziennikarzom, gdzie powodem jest… gmina. Rędziny, jedna z gmin obok Częstochowy, pozwała dziennikarza, gdyż poczuła się zniesławiona tekstem o tym, że kwoty, jakie pobiera od mieszkańców za wywóz śmieci, są w ich ocenie za wysokie. To kuriozum.Dziennikarz został już za to skazany przez sąd I instancji. Jak on ma o tym pisać, że część mieszkańców uważa, że płaci za dużo i im się to nie podoba? Dlaczego ma nie mieć prawa tego napisać? Nie da się tak po prostu zdefiniować zniesławienia, żeby zadowolić wszystkie strony. Należy postawić jakąś granicę, żeby sądy nie nadużywały swojej władzy w stosunku do prasy, do wolnych mediów, do dziennikarzy.

Ostatnio zapadło kilka wyroków, w których dziennikarze usłyszeli nieprawomocne wyroki za to, że cytowali w swoich tekstach publiczne źródła, chociażby z Instytutu Pamięci Narodowej. Nie formułowali swojej oceny w tekście, a powoływali się na oficjalne dokumenty. Mimo to wyroki skazujące zapadły. Jak to rozumieć?

Lustracja jest tym zagadnieniem, które jest wyjątkowo dobrym przykładem nieskuteczności działania artykułu 212 Kodeksu karnego. Sądy w tej chwili przerzucają na dziennikarzy odpowiedzialność za weryfikowanie informacji dotyczących tego, czy ktoś był czy nie był tajnym współpracownikiem. Dziennikarz nie jest organem śledczym, nie ma narzędzi takich jak prokuratura czy instytuty, takie jak np. IPN, aby to zweryfikować. Dziennikarz publikuje informacje na podstawie źródeł, do których dociera. Na podstawie publicznych źródeł. Jeżeli to robi, to nie wolno karać dziennikarza za to, że w swoim tekście oparł się na publikacji naukowej czy rozmowie z daną osobą. Dobrym przykładem tutaj jest sprawa redaktora Krzysztofa Marii Załuskiego, który procesował się z osobą, którą IPN wskazał jako tajnego współpracownika, a za co dziennikarz został skazany, gdyż oparł swoje twierdzenia w artykule na publikacji IPN-u. Co ciekawe, osoba, która jest tutaj powodem, nigdy nie pozwała IPN-u za to, co na jej temat znalazło się w dokumentach IPN. Nigdy nie wezwała Instytutu Pamięci Narodowej do tego, aby zweryfikować to, co zostało na temat tej osoby napisane. To jest kuriozalne, że sąd w ogóle bierze to pod uwagę. W jaki sposób dziennikarz miałby postąpić inaczej? Jak miałby nie publikować tych informacji? Przejść do porządku dziennego? Zostawić to? To generalnie jest wyjątkowo szkodliwe działanie, w momencie, kiedy dziennikarz jest zobowiązany tylko i wyłącznie do dochowania należytej staranności przy zbieraniu materiałów, a jeśli opiera swój materiał na kilku źródłach, to przecież tej staranności dochował. Dlaczego więc ma zostać skazany za to z artykułu 212? To otwiera sądowi furtkę i pozwala skazać dziennikarza po prostu na wysoką karę grzywny, bo przecież kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych to jest dla każdego z nas, dla każdego dziennikarza dotkliwa kara. Z wolnością słowa nie ma takie działanie nic wspólnego.

Cały artykuł jest dostępny TUTAJ.

CMWP SDP „Salonie Dziennikarskim” w TVP INFO

Gdyby Zełenski przegrywał, to nie pojechaliby na Ukrainę. Gdyby w niedzielę nie było wyborów we Francji i gdyby nie mieli za plecami Johnsona, który przyjechał zaraz po nich, żeby powiedzieć dokładnie to samo, co mówili oni, żeby zapewnić o wsparciu dla Ukrainy i że jest w razie co plan polityczny na zorganizowanie Ukrainy” – mówił mecenas Marek Markiewicz, prawnik, wykładowca akademicki i publicysta w „Salonie Dziennikarskim”, wspólnej audycji portalu wPolityce.pl, Radia Warszawa i tygodnika „Idziemy”, emitowanej na antenie TVP INFO w sobotę 18 czerwca.  Gośćmi redaktora Michała Karnowskiego byli także:  dziennikarz Tygodnika „Sieci”, Marcin Wikło, redaktor naczelny „Gazety Gdańskiej” Marek Formela oraz dr Jolanta Hajdasz z Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kojarzy mi się tu przede wszystkim znane powiedzenie dziennikarskie o tym, że prawdziwe są tylko informacje zdementowane, to znaczy, że są informacje , które czytać należy dokładnie odwrotnie  niż są wypowiadane. Prezydent Macron powiedział, że nigdy nie będzie żądał od Ukrainy ustępstw wobec Rosji, że nigdy Ukraina nie zostanie  sama i te informacje  brzmią w jego ustach dokładnie w ten sposób, że  ciśnie mi się na usta to powiedzenie — stwierdziła dr Jolanta Hajdasz. Potrzeba było tych ponad stu dni wojny, żeby tak ważni politycy jak prezydent Francji i kanclerz Niemiec złożyli wizytę na Ukrainie. Siłą rzeczy, dzisiaj takie słowa brzmią w ustach Macrona jak slogan, wypowiadany jedynie jak coś, co jego wyborca chciałby usłyszeć. My natomiast już znamy wiele tych historii, opisów tragedii, które zdarzyły się na Ukrainie  i dlatego czekamy na coś  więcej niż tego typu puste słowa.  Słuchałam tego i chciałabym w to wierzyć, co on i kanclerz Niemiec mówili, ale niestety nie wierzę –  dodała.

Gdyby Zełenski przegrywał, to by nie pojechali na Ukrainę. Gdyby w niedzielę nie było wyborów we Francji i gdyby nie mieli za plecami Johnsona, który przyjechał zaraz po nich, żeby powiedzieć dokładnie to samo, co mówili oni, żeby zapewnić o wsparciu dla Ukrainy i że jest w razie co plan polityczny na zorganizowanie Ukrainy — ocenił z kolei mecenas Markiewicz. To smutne, zresztą przywódca tak dużego państwa, państwa poetów, który mówi, że wojna jest brutalna, bo nie szanuje życia ludzkiego. To znaczy, że mamy nową kategorię wojen, które szanują życie ludzkie ? –  pytał z przekąsem adwokat. Markiewicz zgodził się z uwagą prowadzącego, że być może mamy po prostu nową kategorię – infantylnych zachodnich przywódców. Redaktor Marcin Wikło przywołał z kolei słowa ks. Popiełuszki. Dobrze, że pojechali, a z wizyty zostały słowa i zostały gesty i obie te rzeczy wzajemnie sobie przeczą. Ks. Jerzy Popiełuszko zawsze mówił, że prawda to zgodność słów z czynami, a ja tutaj tej prawdy nie widzę – wskazał. Padły tam wszystkie słowa, które paść powinny, Ukraina musi przyjąć je ze zrozumieniem. Były zapewnienia, że jest to część zachodniego świata, Europy i że będą dostawy broni. Tyle że takie zapewnienia już słyszeliśmy.— dodał dziennikarz „Sieci”. O taki bardzo brutalny komentarz pokusił się szef polskiego MSZ, który stwierdził w słowach dyplomatycznych, że z wielkim uznaniem przyjmuje fakt, że już po 4 miesiącach wojny ci przywódcy pojawili się w Kijowie i uzgodnili wspólne stanowisko, natomiast wypowiedział te słowa z takim „uśmiechem Giocondy”:, który najbardziej oddawał, co minister Rau o tym myśli i co pewnie wszyscy powinniśmy myśleć — wskazał.

Sceptyczny co do efektów spotkania był także redaktor Marek Formela. Wg niego ta wizyta Macrona i Scholza w Kijowie to  praktykowany przez przywódców kilku krajów Europy Zachodniej egoizm polityczny . Dowód na to, że unijne instytucje są bezradne i że Unia, jako organizacja, która w takich sytuacjach powinna występować pod wspólnym szyldem, jest organizacją złożoną z wykluczających się egoizmów — stwierdził redaktor naczelny „Gazety Gdańskiej”. Zachowanie polskich polityków na początku rosyjskiej agresji na Ukrainę było tym zachowaniem, którego oczekiwaliśmy od polityków unii. Tym bardziej że część polityków UE kontrasygnowała format normandzki i jednak wzięła na siebie pewną odpowiedzialność za bieg spraw na Ukrainie — dodał. Kiedy te sprawy nabrały złego kierunku, panowało milczenie podyktowane wyrachowaniem politycznym. To samo wyrachowanie polityczne, jak mówił Marek, wynikające z uwarunkowań wewnętrznych, kazało im pokazać się w Kijowie. Nie jestem przekonany, że wyniknie z nich cokolwiek poza obietnicami — podsumował Marek Formela.

Dziennikarze dyskutowali także o zapowiadającym się  kolejnym szoku cenowym na rynku energii , bo Bruksela zmienia zdanie co do roli gazu w transformacji energetycznej. Komisja Europejska chce już niedługo zakazać używania kotłów gazowych do podgrzewania wody i ogrzewania domów. Unijni politycy chcą też zrezygnować z budowy elektrowni jądrowych. Eksperci nie mają wątpliwości, że oznacza to wielki kryzys  cenowy na rynku energii. Poruszano także m.in.  zapowiedzi kontynuowania programów społecznych PiS-u oraz  ich odbiór w społeczeństwie.

Cała audycja TUTAJ.

 

Sąd Apelacyjny przychylił się do wniosku red. Tomasza Sakiewicza pozwanego przez prezesa fundacji „Otwarty Dialog”

Sąd Okręgowy w Warszawie – IV Wydział Cywilny na rozprawie 13 czerwca b.r. zdecydował o dalszym rozpoznawaniu sprawy redaktora  Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” pozwanego  przez Bartosza Kramka, prezesa fundacji „Otwarty Dialog”.  Na kolejnej rozprawie 15 lipca  ma być przesłuchany przez Sąd red. Tomasz Sakiewicz, który wnioskował o to formalnie od pierwszych rozpraw w tej sprawie, a którego zdania  sąd niższej instancji nie uwzględnił.  Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, w imieniu SDP w rozprawie apelacyjnej uczestniczyła red. Anna Maria Szczepaniak. 

Rozprawa odbyła się w trybie zdalnym. Bartosz Kramek zarzuca Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu „Gazety polskiej” i wydawnictwu  Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., o wydawcy „Gazety Polskiej”  naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji poprzez umieszczenia na okładce Gazety Polskiej z 16.08.2017 r. fotomontażu przedstawiającego jego twarz  wmontowaną w postać niemieckiego żołnierza łamiącego polską barierę graniczną. Wyrokiem z dnia 28 lipca 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał pozwanym publikację przeprosin oraz zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 15 000 zł, a także kwotę 10 000 zł na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Od powyższego orzeczenia pełnomocnik pozwanych wywiódł apelację, w której powołał zarzuty odnoszące się do naruszenia przepisów prawa materialnego, jak i procesowego.

W ocenie CMWP SDP  działanie Pozwanych  odnosiło się do działalności Powoda i  było uzasadnione.  Bartosz Kramek zasiada we władzach Fundacji Otwarty Dialog, która – zdaniem wielu mediów  prowadzi działalność wymierzoną w rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Powód zresztą osobiście angażuje się w te działania. Udział z manifestacjach, także tych organizowanych przez Obywateli RP czy Akcję Demokratyczną, to tylko część działalności Bartosza Kramka.   Często  występuje on w mediach, gdzie wygłasza komentarze, wręcz manifesty dotyczące jego działalności politycznej. Trudno nie zauważyć, że stał się przez to politycznym celebrytą. Jest wraz ze swoją żoną Ludmiłą twarzą Fundacji Otwarty Dialog  Dlatego też Bartosz Kramek jest osobą powszechnie znaną, a inkryminowany  fotomontaż jest zrozumiały  dla czytelników „Gazety Polskiej”.  Okładka , o którą toczy się proces  i również treść artykułu, jest uzasadniona działalnością polityczną Powoda.

W przesłanej do Sądu Apelacyjnego opinii Amicus curiae  sporządzonej przez Michała Jaszewskiego, doradcę prawnego SDP, CMWP SDP  podkreśliło, iż decyzje sądu I instancji odnoszące się do kwestii dowodowych budzą ogromne wątpliwości. Sąd oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych red. Tomasza Sakiewicza, w tym wszystkie wnioski dotyczące przesłuchania świadków. Ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie Bartosza Kramka. Pełnomocnik Pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. Abstrahując w tym miejscu od czysto procesualistycznej oceny tego stanu rzeczy, nie ulega wątpliwości, że ten wątek sprawy wymaga dogłębnego zbadania przez Sąd Apelacyjny pod kątem ustalenia, czy Pozwani nie zostali pozbawieni możliwości obrony ich praw w toczącym się postępowaniu, jak również – szerzej – czy nie pozbawiono ich prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

Tekst: Anna Maria Szczepaniak

Więcej na ten temat TUTAJ.

Pozwany z art. 212 kk Samuel Pereira z TVP wygrał w sądzie z Romanem Giertychem

10 czerwca br. Sąd Okręgowy w Warszawie  XXIV Wydział Cywilny umorzył proces karny z art. 212. kk przeciwko redaktorowi Samuelowi Pereira, redaktorowi naczelnemu  portalu TVP. Prywatny akt oskarżenia z powodu rzekomego zniesławienia skierował przeciwko niemu Roman Giertych żądając skazania dziennikarza na 1 rok więzienia oraz m.in. aż 200 tysięcy złotych odszkodowania.  Była to reakcja  polityka i adwokata  na publikacje dotyczące jego zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne  w październiku 2020 r. CMWP SDP wspierało dziennikarza w publicznych wypowiedziach. 

Według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości Roman Giertych miał działać na szkodę spółki Polnord, z którą był związany, a z której miało dojść do wyprowadzenia ponad 90 mln złotych. Adwokat zasłabł podczas zatrzymania i trafił na krótko do szpitala, co było przedmiotem szeregu publikacji medialnych towarzyszących zatrzymaniu Romana Giertycha.Roman Giertych złożył akt oskarżenia z tego powodu także przeciwko red. Cezaremu  Gmyzowi,  red. Piotrowi  Nisztorowi   oraz  przeciwko red. Michałowi Adamczykowi. W marcu br. Sąd Rejonowy Warszawa-Wola umorzył sprawę karną wytoczoną przez prawnika Piotrowi Nisztorowi.

CMWP SDP w publicznych stanowiskach  i wypowiedziach prasowych wspierało dziennikarzy pozwanych przez Romana Giertycha. W ocenie CMWP SDP wnoszone w niniejszej sprawie akty oskarżenia stanowią tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Cezarego Gmyza, red. Samuela Pereiry, red. Piotra Nisztora i red. Michała Adamczyka, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Romana Giertycha. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP). Jeśli będzie taka potrzeba, CMWP SDP będzie nadal nieodpłatnie wspierać dziennikarzy w tej sprawie. Czytaj TUTAJ.

Samuel Pereira w mediach społecznościowych podziękował  kancelarii Kopeć&Zaborowski i personalnie mec. Kubikowi za wsparcie w tym procesie . Jednocześnie w wypowiedzi dla portalu wirtualnemedia.pl przypomniał pytania, na które nie odpowiedział publicznie Roman Giertych , a których postawienie było główną przyczyną jego oskarżenia.  Pytanie, czy ta działka została zakupiona z przestępczego procederu kosztem właśnie akcjonariuszy poszkodowanej spółki i pytanie, jaka rolę też w tej sprawie odegrał Sebastian J., który znany jest właśnie z tego gestu, ale wcześniej był też znany jako taki, takie zbrojne ramię Romana Giertycha w LPR, w Lidze Polskich Rodzin.  Przecież to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu wyprowadzać te pieniądze, to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało zakładać spółki Romanowi Giertychowi, Sebastianowi J., Piotrowi Ś., byłemu szefowi Młodzieży Wszechpolskiej. To nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu tak długo przebywać we Włoszech i przylecieć akurat tego dnia, w którym Roman Giertych przyleciał i mógł zostać zatrzymanym, przecież to też nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu angażować się w sprawy Ryszarda K. i stworzyć cały ten łańcuszek spółek, kupować nieruchomości, sprzedawać je drożej po tygodniu i różnice inkasowali współpracownicy Ryszarda K., którzy mieli pełnomocnictwa do rachunków – stwierdził Samuel Pereira  w 2020 r. w TVP Info.

CMWP SDP wspiera apelację red. Tomasza Sakiewicza w procesie z Bartoszem Kramkiem z Fundacji „Otwarty Dialog”

13 czerwca br ma się odbyć rozprawa apelacyjna  Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” pozwanego  przez Bartosza Kramka, prezesa Fundacji „Otwarty Dialog” w związku z wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie – IV Wydział Cywilny z dnia 28 lipca 2021 r.   Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. 9 czerwca b.r  CMWP przesłało do Sądu swoją opinię działając w charakterze amicus curiae.  CMWP SDP stanowczo broni redaktora Tomasza Sakiewicza w tym procesie i apeluje do Sądu o uchylenie  wyroku.

Bartosz Kramek zarzuca Tomaszowi Sakiewiczowi  naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji poprzez umieszczenia na okładce Gazety Polskiej z 16.08.2017 r. fotomontażu przedstawiającego jego twarz  wmontowaną w postać niemieckiego żołnierza łamiącego polską barierę graniczną. Jednakże działanie Pozwanych odnosiło się do działalności Powoda i nie było bezprawne. Bartosz Kramek zasiada we władzach Fundacji Otwarty Dialog, która – zdaniem wielu mediów  prowadzi działalność wymierzoną w rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Powód zresztą osobiście angażuje się w te działania. Udział z manifestacjach, także tych organizowanych przez Obywateli RP czy Akcję Demokratyczną, to tylko część działalności Bartosza Kramka.   Często  występuje on w mediach, gdzie wygłasza komentarze, wręcz manifesty dotyczące jego działalności politycznej. Trudno nie zauważyć, że stał się przez to politycznym celebrytą. Jest wraz ze swoją żoną Ludmiłą twarzą Fundacji Otwarty Dialog  Dlatego też Bartosz Kramek jest osobą powszechnie znaną, a inkryminowany  fotomontaż jest zrozumiały  dla czytelników „Gazety Polskiej”.  Okładka , o którą toczy się proces  i również treść artykułu, jest uzasadniona działalnością polityczną Powoda.

Zaskarżony przez pełnomocnika pozwanych (częściowo) wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie jest następstwem powództwa cywilnego o ochronę dóbr osobistych,
w którym jako pozwani występują: red. Tomasz Sakiewicz oraz Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o., odpowiednio: redaktor naczelny oraz wydawca „Gazety Polskiej”. Przyczyną wniesienia powyższego powództwa było opublikowanie przez „Gazetę Polską”, w tym także w mediach społecznościowych w/o fotomontażu  powoda Bartosza Kramka.

Wyrokiem z dnia 28 lipca 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał pozwanym publikację przeprosin oraz zasądził od nich solidarnie na rzecz powoda zadośćuczynienie w kwocie 15 000 zł, a także kwotę 10 000 zł na rzecz Fundacji Centrum Praw Kobiet. Od powyższego orzeczenia pełnomocnik pozwanych wywiódł apelację, w której powołał zarzuty odnoszące się do naruszenia przepisów prawa materialnego, jak i procesowego.

Jako kwestię wstępną podnieść należy, że wątpliwości CMWP budzą decyzje sądu I instancji odnoszące się do kwestii dowodowych. Sąd oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych pozwanych, w tym wszystkie wnioski dotyczące przesłuchania świadków. Ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie powoda. Pełnomocnik pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. Abstrahując w tym miejscu od czysto procesualistycznej oceny tego stanu rzeczy, nie ulega wątpliwości, że ten wątek sprawy wymaga dogłębnego zbadania przez Sąd Apelacyjny pod kątem ustalenia, czy pozwani nie zostali pozbawieni możliwości obrony ich praw w toczącym się postępowaniu, jak również – szerzej – czy
nie pozbawiono ich prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).

Odnosząc się do meritum sprawy stwierdzić natomiast należy, że sądowi I instancji umknęły – jak się wydaje – istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie.

Przede wszystkim Sąd Okręgowy nie wziął pod uwagę charakteru publicznej działalności społecznej i politycznej Bartosza Kramka. Naturalnie, ocena działań powoda jako takich nie należy do Sądu rozpatrującego sprawę. Niemniej, sąd I instancji powinien był należycie zbadać stan faktyczny, gdyż różne aspekty działalności powoda mają bezpośredni wpływ na ustalenie, czy krytyka prasowa tejże działalności wyrażona przez pozwanych w formie karykatury, miała dostateczne podstawy.

Działalność społeczno – polityczna powoda jest do tego stopnia nośna medialnie, że wiele jej aspektów stanowi przykład tzw. notoryjności powszechnej. I tak, sąd I instancji nie mógł mieć problemu z ustaleniem np. tego, czy powód określał działania polskich służb broniących granicy państwa, jako „zbrodnicze”; czy wzywał do działań i protestów zagrażających porządkowi publicznemu w Polsce; czy wznosił hasła w stylu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”; czy dopuścił się niszczenia urządzeń granicznych na granicy z Białorusią itp. (pełnomocnik pozwanych wskazał, że powodowi zostały z tego powodu postawione zarzuty). Podjęcie w tym zakresie podstawowych ustaleń możliwe jest na podstawie choćby tylko kilkuminutowej kwerendy Internetu, a ma przecież  fundamentalne znaczenie dla sprawy. Przykładowo, prowadzenie ataków na polski rząd (medialnych) czy na urządzenia graniczne (fizycznych) nabiera dodatkowego kontekstu, bowiem jak pokazał przebieg działań wojennych na Ukrainie, działania państwa białoruskiego polegające na kierowaniu imigrantów na granicę z Polską były koordynowane z Moskwą i stanowiły operację wstępną do inwazji wojsk Federacji Rosyjskiej na państwo ukraińskie. Jest więc zrozumiałe, że w tym kontekście pełnomocnik pozwanych domagał się ustalenia, czy kierowane przez powoda organizacje: Fundacja Otwarty Dialog i Akcja Demokracja przyjmowały środki finansowe ze źródeł zagranicznych, w tym niemieckich. Prowadzona przez pozwanych redakcja oceniała różne działania powoda po prostu jako antypolskie i inspirowane z zewnątrz (niezależnie od trafności takiej oceny), co mogło uzasadniać surową krytykę wyrażoną w formie karykatury. Nie jest zadaniem CMWP ustalanie ani ocena powyższych okoliczności w związku z niniejszym postępowaniem. Pragniemy jedynie zwrócić uwagę, że pominięcie przez sąd I instancji kwestii powszechnie znanych opinii publicznej powinno budzić poważne zaniepokojenie, szczególnie w kontekście – wspomnianych wcześniej – decyzji sądu co do pominięcia wniosków dowodowych pozwanych
i przesłuchania w charakterze strony jedynie powoda, czy też sympatii wobec powoda, której miał dać wyraz sąd orzekający ( ? ).

Jak wiadomo, prowadzona przez pozwanych „Gazeta Polska” specjalizuje się w tematyce politycznej i ideowej, nie unikając spraw budzących spory i kontrowersje społeczne. Faktu tego nie można pominąć, bowiem Bartosz Kramek swoimi działaniami niejednokrotnie wykraczał poza normy ogólnie przyjęte. Poza opisanymi wyżej działaniami zmierzającymi do „wyłączenia państwa polskiego” (jakkolwiek to rozumieć), dał się też poznać np. jako radykalny zwolennik aborcji oraz obrońca „osób LGBT”. Wydaje się, że powód należy to najbardziej rozpoznawalnych medialnie aktywistów ostatnich lat. Przy czym środowisko w którym działa, nie tylko nie unika kontrowersji, ale notorycznie prowadzi akcje epatujące przesadą czy groteską, mające prowokacyjny czy wręcz szokujący charakter. Jak wiadomo, oceny takich działań tych mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych. Jednak sąd
I instancji powinien mieć świadomość, że w konsekwencji w przestrzeni publicznej mogą być wyrażane skrajnie różne oceny, zwłaszcza przez dziennikarzy, którzy są wyrazicielami opinii publicznej. W takich przypadkach każdy, kto podejmuje radykalne działania i wypowiada radykalne poglądy, powinien liczyć się z krytyką społeczną,
w tym także medialną. Powód przedstawiał obraz państwa polskiego (a także środowisk, które według niego należy zwalczać) w ostry, karykaturalny wręcz sposób. Bardzo mocno angażował się przy tym w sprawy światopoglądowe, a nawet religijne (np. rozwieszając plakaty z „tęczową Matką Boską”), stosując przy tym piętnujący
i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Stosując takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że w myśl art. 41 ustawy – Prawo prasowe: „Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu, Senatu i organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego oraz ich organów,
a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury
.” W tym kontekście wymaga podkreślenia, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wolność słowa dotyczy nie tylko informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale także tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager
i
Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85). Przy czym wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (kolejna sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 15794/90).

Niezależnie od powyższego pragniemy zwrócić uwagę, że karykatura stanowiąca przyczynę wniesienia pozwu stanowiła formę wypowiedzi dziennikarskiej, której można przypisać co najwyżej charakter opinii. Powszechnie wiadomo, że wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty. Jak podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 15 września 2016 r. (II KK 95/16 – LEX nr 2112309): „co do zasady, prawo do krytyki uprawnia przede wszystkim do wyrażania ocen, a więc twierdzeń uchylających od sprawdzenia przy pomocy kryterium prawdy i fałszu”.

Sąd I instancji pominął też kontekst społeczny sprawy. Nie można bowiem abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów
na tematy istotne dla życia publicznego. Strony sporów politycznych i społecznych manifestują przy tym swój światopogląd, częstokroć nie unikając radykalnych lub bulwersujących haseł. Zarówno uczestnicy wydarzeń, jak i media wyrażają ostre opinie. W takiej atmosferze kontrowersyjne żądania forsowane przez niektóre grupy, w tym akcje prowadzone przez powoda, spotykają się z równie ostrymi ocenami. Oczekiwanie, by postulaty kwestionujące istniejący ład społeczny lub prawny miały przejść bez ostrej krytyki, byłoby oderwane od rzeczywistości. Dlatego odebranie tego prawa powodom podważa sposób rozumienia wolnej debaty przez Sąd I Instancji. Trzeba z całą mocą podkreślić, że w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory światopoglądowe są
zjawiskiem normalnym. Bez sporów demokracja nie istnieje. W tym kontekście nie tylko surowa krytyka, ale wręcz oburzenie opinii publicznej (abstrahując od oceny, czy słuszne) powinno naturalną reakcją w prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie.
A wyraz opinii publicznej dają właśnie dziennikarze. CMWP nie opowiada się za niczym nieograniczoną wolnością wypowiedzi (czemu dawało niejednokrotnie wyraz w swoich stanowiskach). Trudno jednak zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, co też można było niejednokrotnie obserwować w ostatnich latach podczas różnego rodzaju protestów społecznych i towarzyszących im sporów – a nie można dosadnie skrytykować osoby, która bezpośrednio lub medialnie atakuje państwo polskie. Ten aspekt Sądowi Okręgowemu całkowicie umknął.

Jak wiadomo, wyniki ustaleń oraz ocena materiału dowodowego dotyczącego tych samych faktów przez różne składy orzekające mogą się różnić, co jest do pewnego stopnia naturalne gdyż wynika m. in. z konstytucyjnej zasady niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Przyjmuje się zatem, że ocena dowodów powinna być swobodna. Nie może ona jednak przeczyć regułom prawidłowego rozumowania, gdyż nie tylko stanowi to naruszenie odnośnych norm prawa procesowego, ale również może uchybiać powadze wymiaru sprawiedliwości. Tzw. „prawda sądowa” (formalna) nie może być oderwana od rzeczywistości, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie niesporne, o których sąd powinien w tym przypadku mieć wiedzę z urzędu na zasadzie tzw. notoryjności.

Odnosząc się natomiast do działań pozwanych wypada wskazać, że publiczne analizowanie i rozstrząsanie na łamach prasy kwestii publicznych należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 Prawa prasowego). W tym kontekście wymaga podkreślenia fakt, że od osoby kierującej organizacjami pozarządowymi a więc takiej jak powód, opinia publiczna ma prawo wymagać nienagannej postawy etycznej. Pozwani mieli więc wszelkie prawa
ku temu, aby działania powoda poddać krytyce. W postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003  r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie
i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa
”. Skoro zatem pojawiły się wątpliwości dotyczące działań powoda, do zadań dziennikarzy – jako reprezentantów opinii publicznej – jak najbardziej należy przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska, również w formie karykatury czy satyry.  Działanie takie leży w interesie społecznym, bowiem jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego jest wolność słowa.

Zgodnie z art. 14 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, natomiast w myśl art. 54 ust. 1 Ustawy Zasadniczej, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Również art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantuje wolność wyrażania opinii. W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 4 listopada 2014 r. (30162/10, Braun v. Polska, LEX nr 1532397) podkreślono, że wolność wypowiedzi, chroniona w art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, stanowi jeden z podstawowych fundamentów społeczeństwa demokratycznego. Podobnie Sąd Najwyższy w wyroku z dnia  2 czerwca 2003  r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) wskazał, że „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Bez zapewnienia standardów wolności słowa wolna prasa
nie mogłaby realizować swoich funkcji.

Podsumowując, CMWP wyraża opinię, że zaskarżony wyrok Sądu Okręgowego nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 EKPCz oraz wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie. Może być odebrany jako próba zablokowania krytyki dziennikarskiej. Do Sądu II Instancji należy zatem ocena tego stanu rzeczy i zagwarantowanie, w ramach nadzoru judykacyjnego, aby powyższe standardy zostały w niniejszym postępowaniu dochowane.

 

dr Jolanta Hajdasz
Wiceprezes SDP
Dyrektor CMWP SDP         

sporządził:
Michał Ł. Jaszewski
doradca ds. prawnych

Fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja obserwatora CMWP SDP

7 czerwca przed Sądem Rejonowym Warszawa–Wola miała odbyć się kolejna rozprawa karna w procesie, który marszałek Senatu Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi.  Ostatecznie jednak sprawa została nagle zdjęta z wokandy. Decyzją  marszałka Grodzkiego proces toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem jest red. Anna Maria Szczepaniak. 

7 czerwca miało dojść do kolejnego posiedzenia w procesie, jaki z oskarżenia prywatnego Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi Tomaszowi  Sakiewiczowi z art. 212 kodeksu karnego. Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by była ona prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Dzień przed planowaną rozprawą sąd poinformował o odroczeniu terminów posiedzeń planowanych na 7 oraz 14 czerwca.

Przyczyna oraz daty kolejnych rozpraw nie są znane.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza: sytuacja jest zupełnie niezrozumiała, bo przecież terminy były ustalane w taki sposób, żeby wszystkim pasowały. Miało dojść do przesłuchania marszałka Grodzkiego i do przesłuchania jednego z ważnych świadków.

Chociaż sąd nie podał powodu odroczenia wczorajszej rozprawy, to jednak zdaniem naczelnego GP odwlekanie w czasie tej sprawy może mieć bezpośredni związek z zatrzymaniem przez CBA lekarzy związanych z Fundacją Pomocy Transplantologii założonej przez Tomasza Grodzkiego. Tuż przed rozprawą dowiedzieliśmy się, że aresztowano dwóch prezesów fundacji, którą zakładał Tomasz Grodzki i pojawił się tam zarzut zorganizowania grupy przestępczej. Ten zarzut może poszerzyć zakres zarzutów wobec samego marszałka. Ja nie wykluczam, że może się pojawić ponowny wniosek o uchylenie immunitetu. Być może Tomasz Grodzki za wszelką cenę teraz próbuje opóźnić nagłośnienie tych spraw. To jest wyjątkowo rujnujące jego wizerunek, ale też wizerunek Platformy Obywatelskiej. Tylko tak potrafię sobie to wytłumaczyć, bo innego uzasadnienia nie znam.

Podobnego zdania jest Tomasz Duklanowski, redaktor naczelny Radia Szczecin, który jako pierwszy podjął i nagłośnił temat tzw. „afery kopertowej” w szczecińskim szpitalu. Marszałkowi Grodzkiemu na pewno zależy, żeby te sprawy związane z jego przeszłością korupcyjną były odwlekane w czasie, bo czas działa na jego korzyść. Dlatego, że świadkowie, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie, to często są już osoby w podeszłym wieku. Ponadto część  tych spraw może się przedawnić, bo to są zdarzenia sprzed wielu lat.

Warto wspomnieć, że w związku z prowadzonym śledztwem wobec marszałka Grodzkiego prokuratura przesłuchała już blisko 250 świadków. Część z nich bezpośrednio odciąża Grodzkiego; pozostali mówią o działalności przestępczej, która była prowadzona w szpitalu i przy szpitalu, którego ordynatorem był Tomasz Grodzki.

Wniosek Prokuratury Rejonowej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP w marcu ubiegłego roku.  Jak policzyli dziennikarze portalu niezależna.pl, marszałek Senatu już od 444 dni nie poddaje pod głosowanie tego wniosku

CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem ze względu na  zagrożenie naruszenia praw  red. Tomasz Sakiewicza w zakresie wolności słowa i prasy . Informowaliśmy  o tym w grudniu ub. roku.

Anna Maria Szczepaniak

Informacja Prokuratury na temat skierowania wniosku o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu TUTAJ.

Więcej informacji na temat tej sprawy TUTAJ.

Apelacja w sprawie uniewinnienia Aleksandra Gawronika w procesie o zabójstwo red. Jarosława Ziętary

Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary. W złożonej apelacji zarzuciła sądowi bezpodstawne uznanie za bezwartościowe zeznań wszystkich kluczowych świadków oraz podważenie opinii biegłych sądowych. Sąd Okręgowy w Poznaniu nieprawomocnie uniewinnił byłego senatora 24 lutego br.

Tego dnia, niespodziewanie dla prokuratora Piotra Kosmatego oraz oskarżyciela posiłkowego Jacka Ziętary, sąd odrzucił wnioski o przesłuchanie ważnych świadków, a także o odroczenie procesu w celu przygotowania mów końcowych.  Werdykt ogłosił po wysłuchaniu improwizowanych na gorąco mów końcowych, po zaledwie 20 minutowej przerwie na naradę. – Prawidłowa analiza zgromadzonych dowodów we wzajemnym ich powiązaniu, przy uwzględnieniu zasad prawidłowego rozumowania oraz zasad logiki i doświadczenia życiowego jednoznacznie wskazuje, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu –  powiedział składający zażalenie prok. Piotr Kosmaty dowodząc, że sąd wybiórczo i jednostronnie potraktował zgromadzone w sprawie dowody.

Prokurator zarazem zarzucił sądowi istotne naruszenie zasad postępowania karnego. Chodzi o pięć ważnych kwestii. Pierwszą z nich jest niewskazanie w wyroku przepisów stanowiących podstawę uniewinnienia oskarżonego. Drugi zarzut dotyczy nieprzeprowadzenia dowodów na poparcie oskarżenia przed dowodami służącymi do obrony (najpierw przesłuchano świadków zeznających na korzyść Aleksandra G.). Dwa kolejne zarzuty obejmują odrzucenie wniosku o przeprowadzenie istotnych dla sprawy dowodów dotyczących oskarżonego – konfrontacji pomiędzy świadkami (chodzi o założyciela Elektromisu, Mariusza Ś. i byłego redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, Marka Króla) oraz odmowę przesłuchania byłego wysokiego oficera Służby Bezpieczeństwa Henryka J. Ostatni zarzut prokuratury dotyczy poważnego naruszenia procedury sądowej, którym miało być przyjęcie przez sąd od oskarżonego dowodu (płyty z nagraniem) już po zamknięciu przewodu sądowego i bez umożliwienia zapoznania się z nim przez prokuratora i oskarżyciela posiłkowego.

W liczącej 30 stron apelacji prokurator Kosmaty bardzo szczegółowo uzasadnił wszystkie zastrzeżenia wobec wyroku. Najwięcej uwagi poświęcił lekceważącemu potraktowaniu przez sąd zeznań najważniejszego świadka Macieja B. ps. Baryła, który zeznał, że był obecny przy tym jak Aleksander G. w 1992 roku miał domagać się od pracowników Elektromisu „skutecznego zlikwidowania” Jarosława Ziętary. Autor apelacji wykazał, że to, co mówił o zbrodni były gangster było logiczne i precyzyjne. – Za kompletnie niezrozumiałe należy uznać twierdzenie Sądu I instancji, że zeznania świadka Macieja B., który widział i słyszał jak Aleksander G. podżega do pozbawienia życia Jarosława Ziętary, są całkowicie nieprzydatne dla rozstrzygnięcia o winie oskarżonego – napisał prokurator. Stwierdził także,  że nieuzasadnione jest też zakwestionowanie przez sąd zeznań pozostałych najważniejszych świadków, którzy potwierdzili związek ze sprawą oskarżonego, w tym przechwalanie się przez niego „uciszeniem” dziennikarza. Chodzi m.in. o więźniów, z którymi przebywał Aleksander G. odsiadując wyroki za inne przestępstwa oraz świadków związanych z Elektromisem.

Nieodparcie można odnieść wrażenie, że zdaniem sądu (…), każda osoba, która mogłaby chociaż w minimalnym stopniu wzmocnić wiarygodność świadka oskarżenia musi być mało wiarygodne – stwierdził Piotr Kosmaty.

Prokurator podważył także zasadność odrzucenia przez sąd opinii biegłych psychologów, w tym słynnego profilera Bogdana Lacha, którzy uznali zeznania Macieja B. za wiarygodne. Zakwestionował również uznanie przez sędziów za „całkowicie bezwartościowe” badań wariograficznych. W złożonym zażaleniu prokurator Kosmaty odniósł się również do tego jak wydając wyrok uniewinniający potraktowano Jarosława Ziętarę. Uważa za bezpodstawne  uznanie przez sąd, że dziennikarz nie zajmował się tropieniem nielegalnych interesów Elektromisu i oskarżonego i że zajmowanie się taką tematyką nie stanowiłoby dla niego zagrożenia. Prokurator podkreślił, że zachowane zapiski Jarosława Ziętary i zeznania świadków dowodzą, że dziennikarz prowadził śledztwo dziennikarskie, a celem zabójstwa było uniemożliwienie opublikowania jego wyników.

Apelację krakowskiej prokuratury poparł w całości oskarżyciel posiłkowy Jacek Zietara, brat zamordowanego dziennikarza. W skierowanym do sądu piśmie wyraził zarazem swoje oburzenie tym, że uniemożliwiono zarówno jemu, jak i prokuratorowi przygotowanie się do mów końcowych. – Wydarzenia z 24 lutego odebrałem osobiście jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata – Jarosława Ziętary – napisał Jacek Ziętara.

Zażalenie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Termin posiedzenia w tej sprawie nie jest jeszcze znany

Źródło: https://poznan.tvp.pl/59560759/apelacja-w-sprawie-zabojstwa-dziennikarza

Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy. Sesja CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów w Krakowie

Paweł Bobołowicz z Radia Wnet, Jacek Łęski z TVP, Marcin Mamoń z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej i dr hab. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie  będą uczestnikami sesji dyskusyjnej na XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie. Gościem specjalnym sesji będzie dziennikarz z Ukrainy, wieloletni obserwator życia politycznego i społecznego Ukrainy. Sesja organizowana  jest pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyskusję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. 

Dyskusja o wojnie na Ukrainie widzianej oczami dziennikarzy – korespondentów wojennych rozpoczyna się o 11.45 ,  można ją będzie śledzić na kanale telewizyjnym organizatora konferencji – Papieskiego Uniwersytetu JPII (TUTAJ).  Konferencja  rozpoczyna się w środę, 18 maja br. i potrwa do 19 maja.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.  Tytuł  – motyw przewodni tegorocznej konferencji brzmi  Bezinteresowność w mediach – interesowne media .  Organizatorzy podkreślają, że współczesne media posiadają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi w wymiarze indywidualnym i społecznym. Skala i jakość tego oddziaływania zależy od przekazywanych przez nie wartości oraz od jakości i wartości samych mediów. Dlatego postrzeganie mediów i całej przestrzeni komunikacji społecznej przez pryzmat wartości jest nie tylko naukowo badawczą powinnością, ale stanowi konieczność dla naprawy i poprawy jakości współczesnej mediosfery, szczególnie po to, by media nie przyczyniały się do hamowania rozwoju społeczności i szkodzenia integralnemu dobru człowieka. Jedną z ważnych wartości w mediach jest bezinteresowność. Szkoda, że ta wartość w przestrzeni mediów i komunikacji społecznej bywa coraz częściej ironizowana, marginalizowana czy wręcz z niej eliminowana. Brak poważnego traktowania bezinteresowności pozbawia świat mediów najbardziej ludzkiego wymiaru. Bezinteresowność bowiem odsłania w mediach coraz częściej zapoznawane postawy i działania, takie jak: wzajemne obdarowanie, szlachetne intencje i motywacje przekazu, powołanie i misję dziennikarską, priorytet dobra odbiorcy, nieinteresowną afirmację osób obecnych w mediosferze. Bez uwzględnienia człowieka zdolnego do bezinteresowności nie można w ogóle mówić o ludzkim charakterze procesów komunikacji społecznej. Współczesna komunikacja medialna funkcjonuje w różnego typu uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych, w których elementy komercji i ideologii stają się coraz bardziej jednym z głównych wyznaczników jej charakteru i jakości, czyniąc z mediów narzędzia interesownych: komercyjnych, politycznych i ideologicznych działań. Badawcza konfrontacja analiz bezinteresowności jako koniecznej wartości w mediach z analizą tendencji interesownych działań medialnych wydaje się być interesującą badawczo i poznawczo powinnością

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Notki biograficzne uczestników dyskusji organizowanej przez CMWP SDP :

Paweł Bobołowicz TUTAJ.

Jacek Łęski TUTAJ.

Piotr Grochmalski TUTAJ.

Marcin Mamoń TUTAJ.

Jolanta Hajdasz TUTAJ.

Fot. wPolityce.pl

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Piotra Filipczyka z portalu wPolityce.pl pozwanego z art. 212 kk

W związku z prywatnym aktem oskarżenia z art. 212 § 2 k.k. wniesionym przez oskarżyciela prywatnego Henryka Jezierskiego przeciwko red. Piotrowi Filipczykowi, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Piotra Filipczyka.  Rozprawa toczy się przed Sądem Rejonowym w Gdyni. 

Henryk Jezierski, jako oskarżyciel prywatny w piśmie z dnia 23 lutego 2021 roku złożonym na wezwanie Sądu w ślad za  aktem oskarżenia zarzuca red. Piotrowi Filipczykowi, że w artykule prasowym opublikowanym  29 stycznia 2019 roku na portalu internetowym wPolityce.pl pt. „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”  zniesławił oskarżyciela poprzez określenie go mianem „zdemaskowanego  tajnego współpracownika SB” oraz podał nieprawdę przy powołaniu się na źródło tej informacji  – publikację Instytutu Pamięci Narodowej, w której pracownik IPN  dr Daniel Wincenty  przedstawił oskarżyciela jako tajnego współpracownika  SB o pseudonimie „Jurek” oraz przypisał oskarżycielowi  wypowiedź, w której jakoby oskarżony  przyznał się do współpracy z komunistycznymi służbami.

Apel CMWP SDP o uniewinnienie dziennikarza skazanego z art. 212 kk

CMWP  apeluje o uniewinnienie redaktora Przemysława Jarasza z tygodnika „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej”  w rozprawie apelacyjnej od wszystkich zarzucanych mu czynów oraz zwolnienie go z obowiązku ponoszenia jakichkolwiek kosztów procesu, jaki wytoczył przeciwko niemu pracownik Urzędu Miasta Zabrze i  miejscowy przedsiębiorca, z którym wspólnie prowadzi on firmę. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP . Rozprawa apelacyjna ma się odbyć 26 kwietnia . CMWP SDP wysłało do Sądu opinię amicus curiae w obronie dziennikarza. 

Redaktor Przemysław Jarasz został oskarżony w procesie karnym z art. 212 § 1 i 2 k.k.  między innymi o to, że w artykułach opublikowanych na łamach tygodnika „Głos Zabrza i Rudy Śląskiej”  w dniach 7 lutego 2019 r. nr 6 (3121) p.t. „Konflikt interesów” oraz  14 marca 2019 r. nr 11 (3126) w artykule p.t. „Zarządca pod lupą” miał dokonać pomówienia oskarżyciela prywatnego Leszka Jarosa, jako urzędnika Urzędu Miasta Zabrze i jednocześnie  przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą JK Nieruchomości s.c. L. Jaros, J. Kosiński oraz dokonał pomówienia oskarżyciela prywatnego Jerzego Kosińskiego, jako przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą JK Nieruchomości s.c. L. Jaros, J. Kosiński.  W obu artykułach dziennikarz ujawnił kontrowersyjne fakty dotyczące działalności obu mężczyzn. Jerzy Kosiński to bowiem były pracownik gminnej spółki ZBK, który aktualnie prowadzi wspólnie z urzędnikiem miejskim Leszkiem Jarosem firmę JK Nieruchomości.  Przyczyną procesu sądowego stał się m.in. opisany w artykułach zarzut zajmowania się działalnością konkurencyjną w stosunku do działalności gospodarczej miasta Zabrze (chodzi o zarządzanie wspólnotami mieszkaniowymi).

W zasadniczej części oskarżenia Sąd I Instancji uniewinnił oskarżonego od zarzuconych mu czynów tj. pomówienia w/w osób w artykule p.t. „Zarządca pod lupą”. Z niezrozumiałych jednak powodów Sąd Rejonowy w Zabrzu wykazał się niekonsekwencją i warunkowo umorzył na okres próby 1 (jednego) roku postępowanie karne przeciwko Przemysławowi Jaraszowi o czyny z art. 212 § 1 i 2 k.k., szczegółowo opisane w punktach 1 i 3 wyroku (pomówienie na podstawie artykułu pt. „Konflikt interesów”). Zdumienie jednak budzi to, iż mimo uniewinnienia od zarzutu pomówienia w/w osób, a częściowo – warunkowego umorzenia postępowania, Sąd I instancji zobowiązał oskarżonego do zapłaty na rzecz oskarżycieli prywatnych zadośćuczynienia w kwotach po 4.000,00 zł., co w sumie daje bardzo wysoką dla każdego dziennikarza lokalnego kwotę 8.000,00 zł. Ponadto Sąd I instancji zobowiązał oskarżonego do przeproszenia oskarżycieli prywatnych poprzez umieszczenia na pierwszej stronie „Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej” przeprosin o określonej w wyroku treści. Ponadto Sąd zasądził od oskarżonego solidarnie na rzecz oskarżycieli prywatnych koszty procesu w kwocie 300,00 zł oraz kwoty po 1.092,00 zł tytułem ustanowienia w sprawie pełnomocnika pomimo iż tenże pełnomocnik nie wnosił o zasądzenie kosztów.

Łącznie więc mimo – podkreślamy uniewinnienia i częściowo warunkowego umorzenia postępowania co do głównych zarzutów oskarżenia  redaktor Przemysław Jarasz ma ponieść karę finansową w wysokości ponad 10.000,00 zł oraz przepraszać na łamach swojej gazety za zniesławienie, którego – jak przyznał Sąd – przecież nie popełnił.  Z powyższym wyrokiem nie sposób się zgodzić, dlatego CMWP SDP wyraża stanowczą opinię iż wyrok ten powinien zostać zmieniony  w zaskarżonej części tj. w pkt 1,3,5,6,7,8 poprzez uniewinnienie oskarżonego Przemysława Jarasza od wszystkich zarzucanych mu czynów oraz zwolnienie go z obowiązku ponoszenia jakichkolwiek kosztów tego procesu.

W ocenie CMWP SDP  Sąd I instancji dopuścił się naruszenia fundamentalnej zasady procesu karnego, jaką jest zasada domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. W sprawie nie zgromadzono bowiem dowodów winy oskarżonego. Wszystkie natomiast występujące w sprawie wątpliwości, rozstrzygnięto na jego niekorzyść. Sąd I instancji (na str. 8 wyroku) wskazał, że artykuł prezentuje twierdzenia, które obiektywnie należy uznać za prawdziwe. Mimo to, na tej samej stronie Sąd stwierdza, że artykuł oparto na informacjach nierzetelnych. Powyższe w oczywisty sposób uchybia zasadom logiki. Jeżeli bowiem twierdzenia były prawdziwe, to nie mogły być nierzetelne. Tymczasem Sąd uznał, że artykuł choć prawdziwy, był pejoratywny, z czym nie sposób się zgodzić. Abstrahując jednak od kwestii wrażeń, jakie artykuł mógłby wywoływać, należy wskazać że tego rodzaju ocena, w kontekście konstatacji Sądu, że oskarżony napisał prawdę – była całkowicie nieuprawniona, co potwierdza doktryna i orzecznictwo. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, iż w przypadku stwierdzenia prawdziwości tez zawartych w artykułach prasowych, sąd zobowiązany był uniewinnić oskarżonego. Rozważanie Sądu na temat tego, czy wydźwięk artykułu był pejoratywny, czy nie, w ogóle nie powinny mieć miejsca w postępowaniu karnym bowiem celem tego postępowania jest stwierdzenie, czy oskarżony popełnił zarzucane mu czyny przestępne, a nie zajmowanie się sferą dóbr osobistych oskarżycieli prywatnych, co należy do materii cywilnoprawnej. Gdyby przyjąć tok rozumowania Sądu Rejonowego, krytyka dziennikarska byłaby w zasadzie pozbawiona ochrony prawnej.

Powyższe fakty mają niebagatelne znaczenie, ponieważ analizowanie kwestii związanych z działalnością oskarżycieli należy do ustawowych zadań prasy. Działania osoby publicznej w tym osoby realizującej zadania na rzecz urzędów administracji publicznej powinny być w pełni transparentne, jako że mają służyć należytemu funkcjonowaniu organów administracyjnych.  Z założenia budzą więc zainteresowanie lokalnej społeczności, którą informują i której opinię wyrażają m. in. dziennikarze. Wyjaśnianie czytelnikom tego rodzaju zagadnień leży w interesie społecznym, bowiem jest jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Dodać należy, że opisane przez dziennikarza fakty mogły wzbudzić poważne wątpliwości w zasadzie u każdego przeciętnego odbiorcy. Oczekiwanie od opinii publicznej (czyli dziennikarza, który ją reprezentuje) braku zainteresowania tym tematem stanowiłoby przejaw niezrozumienia społecznej funkcji prasy. Z utrwalonego orzecznictwa sądowego wynika, że choć dowód prawdy opublikowanych twierdzeń jest dowodem najmocniejszym , to jednak dziennikarz nie jest obowiązany do przeprowadzenia takiego dowodu, a jedynie do wykazania, iż dochował wymogów wynikających z przepisów ustawy – Prawo prasowe, tj. działał z zachowaniem szczególnej staranności i rzetelności oraz z uwzględnieniem zasad dziennikarskiej etyki zawodowej. Rzutuje też na odpowiedzialność karną, gdyż ma to wpływ na kwestię winy, która w prawie karnym jest ujmowana w sposób znacznie węższy niż na gruncie prawa cywilnego. Nawet jednak mimo to stwierdzić należy, że oskarżony dziennikarz wykazał prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec oskarżycieli prywatnych, bowiem z uzasadnienia wyroku wynika, że świadkowie zarzuty te potwierdzili. Jednak Sąd Rejonowy zeznania tych świadków pominął.

Podsumowując, oskarżyciel piastując ważne stanowisko podlegające urzędowi miejskiemu powinien liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej taką funkcję opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ocena postępowania oskarżycieli prywatnych wykracza poza ramy niniejszej opinii, niemniej, skoro pojawiły się wątpliwości ich dotyczące, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna reprezentowana przez prasę ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli postępowanie oskarżycieli prywatnych budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując w ttym miejscu od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, żeby nie narazić się na zarzut „pejoratywności” wypowiedzi, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa. A w tym przypadku świadkowie wielokrotnie potwierdzili w swoich zeznaniach wersję faktów przedstawioną przez oskarżonego dziennikarza.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki  bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 3 września 2009 r. (I CSK 44/09 publ. LEX nr 1211186): „Wprawdzie ochrona czci człowieka znajduje normatywną podstawę w art. 47 Konstytucji RP, art. 23 k.c., jak też w odpowiednich normach prawa karnego, jednak nie stanowi wartości absolutnej. Jednym z determinantów granic ochrony będzie wolność wypowiedzi, mająca umocowanie w art. 54 Konstytucji RP jak też art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.” Natomiast we wcześniejszym postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003 r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy wskazał, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa”. Również zgodnie z ugruntowanymi poglądami doktryny prawniczej, granice dopuszczalnej krytyki są szersze w stosunku do polityków i innych osób publicznych niż wobec osób prywatnych: „Osoby te świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają się na ostrą kontrolę i reakcję na każde wypowiedziane słowo” (Marek A. Nowicki, [w:] Wokół Konwencji Europejskiej. Komentarz do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, wyd. VII, publ. 2017 oraz cytowane tam orzecznictwo). „(…) od dziennikarza nie można w zasadzie wymagać odroczenia publikacji informacji w kwestiach ogólnego interesu bez poważnych, nieodpartych racji, które by za tym przemawiały. Podobnie nie można pogodzić z rolą mediów informowania o faktach albo opiniach i ideach, które są w danym momencie aktualne, ogólnego wymagania, aby dziennikarze dystansowali się systematycznie i formalnie od przytaczanych przez nich treści mogących obrażać i prowokować osoby trzecie lub oznaczać zamach na ich honor” (Marek A. Nowicki, ibidem).

W tym kontekście akt oskarżenia wniesiony przeciwko red. Przemysławowi Jaraszowi można zakwalifikować jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową formalnie legalną, ale zmierzającą do faktycznego ograniczenia wolności słowa poprzez zniechęcenie oskarżonego dziennikarza do podejmowania krytyki oskarżycieli prywatnych. Tego rodzaju działania nie służą założonym przez ustawodawcę celom postępowania karnego, gdyż powodują tłumienie krytyki, która stanowi niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Ostateczna ocena w/w aspektu sprawy należy do Sądu. Niemniej, należy wskazać, że ewentualne skazanie red. Przemysława Jarasza spowodowałoby tzw. efekt mrożący, co byłoby nie do pogodzenia z funkcjami, jakie w państwie prawa powinna pełnić prasa. Przyczyniłoby si również do niszczenia wolnej debaty, godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 21 kwietnia 2022 r.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close