Fot.debata.olsztyn.pl

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. Bogdana Bachmury z olsztyńskiej „Debaty”

CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. nacz. Bogdana Bachmury z olsztyńskiego miesięcznika „Debata” pozwanych przez koncern Polski Bank Komórek Macierzystych SA  (PBKM) i jego spółkę – córkę  Instytut Terapii Komórkowych S.A. za publikacje na temat „leczenia komórkami macierzystymi” pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy. Koncerny żądają od pozwanych przeprosin, blisko 300 tysięcy złotych odszkodowania oraz żądają usunięcia z Internetu  już opublikowanych tekstów na swój temat. Dziennikarze nie przyznają się do winy. 

30 grudnia 2021 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali trzy pozwy od koncernu Polski Bank Komórek Macierzystych SA. Koncern pozwał dziennikarzy Adama Sochę i Bogdana Bachmurę, jako redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl oraz jako prezesa Fundacji „Debata”. Koncern zarzuca im naruszenie dóbr osobistych w 13 artykułach, które wg niego miałyby podważać skuteczność terapii wykorzystujących komórki macierzyste i krew pępowinową służącą do ich pozyskania oferowanych komercyjnie chorym na choroby neurodegeneracyjne.

Jednocześnie koncern PBKM zażądał od pozwanych usunięcie z portalu debata.olsztyn.pl na okres jednego roku czterech już opublikowanych artykułów oraz usunięcia kilku fragmentów z czterech innych tekstów, w których pada nazwa PBKM.  Ponadto pozwani żądają wykupienia przeprosin w dzienniku „Rzeczpospolita” i wpłaty od każdego pozwanego po 60 tys. zł. W sumie koszty, jakimi mogą zostać obciążeni pozwani w wyniku przegranego procesu wyliczono w tym pozwie na 222.952 zł. Pozew liczy 60 stron, do niego dołączono 103 załączniki, w sumie jest to ok. 750 stron (ponad 3 kg) dokumentów, część z nich jest w j. angielskim.

17 stycznia 2022 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali pozew od spółki Instytut Terapii Komórkowych (ITK) z Olsztyna, spółki-córki PBKM. Pozew liczy 127 stron i zawiera 99 załączników, czyli łącznie jest to ponad 700 stron tekstu, w tym większość załączników to artykuły w języku angielskim. ITK obliczył wartość sporu na 130 tys. zł (w tym żąda od dziennikarza 30 tys. zł, od Fundacji Debata – 30 tys. zł i od redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl – 30 tys. zł).

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony praw człowieka, w tym wolności słowa zgodnie z Europejską Konwencją Praw Człowieka. W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela, m. in. w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae. W związku z powyższym CMWP SDP zamierza przedstawić swoją opinię w Sądzie  w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi, przed którym będzie toczył się proces.  Na razie jeszcze się on nie rozpoczął.

Na obecnym CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa , 25 stycznia 2022 r.

CMWP SDP w „Salonie dziennikarskim” red. Michała Karnowskiego w TVP INFO

Tarcza antyinflacyjna czyli pakiet czasowych obniżek podatków przyjęte przez Sejm, dymisja 13 członków Rady Medycznej, blokada konta Konfederacji na Facebooku i pytania o cenzurę w Internecie – to tylko niektóre z tematów poruszonych przez publicystów w programie „Salon dziennikarski”  w TVP INFO  w sobotę 15 stycznia b.r. Jego autorem i prowadzącym jest red, Michał Karnowski, publicysta tygodnika Sieci, współtwórca portalu wpolityce.pl. Gośćmi programu byli Marek Formela, redaktor naczelny Gazety Gdańskiej, Marek Markiewicz, prawnik i wykładowca akademicki oraz Piotr Semka, publicysta tygodnika „Do Rzeczy” i dr Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Pytana o blokadę konta Konfederacji na Facebooku Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę, iż  w ocenie CMWP SDP jest to drastyczne naruszenie zasady wolności słowa, ponieważ  legalnie działająca partia polityczna w Polsce  utraciła przez to możliwość korzystania z jednej z najbardziej dostępnych i popularnych w naszym kraju platform społecznościowych. Partia ta  ma swoją reprezentację w parlamencie i cieszy się sporym poparciem społecznym, przez co zawieszenie jej konta na Facebooku jest szczególnie bulwersującą sprawą.„Przypomnę, że rok temu Twitter i Facebook zablokował konta Donalda Trumpa. Zawieszenie konta w Polsce jest absolutnie skandaliczne. Stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest jednoznaczne” – podkreśliła w „Salonie Dziennikarskim” dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Jolanta Hajdasz. Blokując profil Konfederacji na Facebooku po raz kolejny  przedstawiciel globalnych mediów społecznościowych w Polsce stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję istotnych z punktu widzenia interesu społecznego treści – zgodzili się uczestnicy programu. Po pierwsze, jeśli na Facebooku zamieszczano treści, które nie łamią polskiego prawa, to one mogą się ukazywać się publicznie. Nie ma możliwości stosowania jakichś innych  kryteriów, bo przewrócimy cały system prasowy. Druga sprawa – nie ma żadnej realnej ścieżki odwoławczej. Konto legalnie działającej partii, mających swoich przedstawicieli w parlamencie, jest jakimś dobrem rynkowym, platformą, dzięki której komunikują się z wyborcami. Ucinanie tego kanału to wielka, dotkliwa strata. Konfederacja nie ma się jak od tego odwołać, może co najwyżej pisać maila z protestami – powiedziała Jolanta Hajdasz dodając, że to uświadamia nam też, skąd płyną zagrożenia, że media społecznościowe nie są oazą wolności. Jest właściciel, który może stwierdzić, że coś mu się nie podoba. 

„Salon dziennikarski” to wspólna audycja Radia Warszawa, Tygodnika Idziemy, portalu WPolityce.pl oraz Telewizji Polskiej. To program publicystyczny, w którym dziennikarze komentują najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.

Więcej na ten temat TUTAJ.

Wydanie z 15 stycznia 2022 r. z udziałem CMWP SDP  jest TUTAJ.

 

Andrzej Grygiel w ubiegłym roku otrzymał Nagrodę SDP im. Eugeniusza Lokajskiego za fotografię o tematyce sportowej.

Wsparcie CMWP SDP dla apelu o przywrócenie do pracy fotoreportera PAP Andrzeja Grygiela

CMWP SDP wspiera apel dziennikarzy i Prezydium Zarządu Regionu Śląsko Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” o przywrócenie do pracy w Polskiej Agencji Prasowej fotoreportera katowickiego oddziału PAP Andrzeja Grygiela. Fotoreporter stale współpracował z Agencją  od 2005 r. Z początkiem roku 2022 został poinformowany o nieprzedłużeniu mu umowy współpracy. Do dnia dzisiejszego pod listem otwartym o przywrócenie Andrzeja Grygiela do pracy podpisało ponad 100 dziennikarzy pracujących w redakcjach prasowych, radiowych, telewizyjnych, portalach internetowych oraz w agencjach fotograficznych w województwie śląskim. W obronie fotoreportera wystąpiło także Prezydium Zarządu Regionu Śląsko Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Jako pierwsi w obronie tracącego pracę kolegi wystąpili dziennikarze PAP w Katowicach: Z niedowierzaniem przyjęliśmy (…) informację o zamiarze nieprzedłużenia umowy z naszym kolegą, wieloletnim znakomitym fotoreporterem Agencji, Andrzejem Grygielem. Wierzymy, że decyzja ta zostanie zmieniona i Andrzej pozostanie członkiem naszego zespołu – napisali dziennikarze w liście do kierownictwa firmy. Jako dziennikarze współpracujący z Andrzejem na co dzień, możemy jednogłośnie zaświadczyć, że jego pracowitość, dyspozycyjność, kreatywność i oddanie pracy na rzecz PAP nie mają sobie równych – czytamy w piśmie dziennikarzy. Prezydium Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ ,,Solidarność” oświadczyło, iż jest gotowe udzielić fotoreporterowi wszelkiego wsparcia, mimo iż nie jest członkiem związku i domaga się przywrócenia Andrzeja Grygiela do pracy, a nawet podpisania z nim stałej umowy o pracę.

Andrzej Grygiel w Polskiej Agencji Prasowej pracował od 2005 r. Wcześniej przez 16 lat był związany z katowicką popołudniówką „Wieczór” i „Dziennikiem Zachodnim”. Jego zdjęcia były wielokrotnie nagradzane, np. w Grand Press Photo 2017 zajął drugie miejsce w kategorii Wydarzenia, a w World Press Photo 2014 otrzymał drugą nagrodę w kategorii Sport Actions. Była to pierwsza w historii nagroda World Press Photo dla fotoreportera Polskiej Agencji Prasowej.

W ocenie CMWP SDP losy zawodowe Pana Andrzeja Grygiela są przykładem są patologicznego traktowania dziennikarzy, reporterów i fotoreporterów w Polsce, gdyż bardzo często zmuszeni są oni do wykonywania pracy w swoich zawodach w ramach tzw. umowy – zlecenia lub umowy o dzieło ze wszystkimi negatywnymi dla pracownika konsekwencjami tego faktu. Często wykorzystując uprzywilejowaną pozycję pracodawcy wobec tak zatrudnionego pracownika pozbawia się go pracy bez socjalnego zabezpieczenia i bez próby uzasadnienia tego działania.  CMWP SDP podkreśla przy tym, iż szanuje prawo każdego pracodawcy do swobodnej polityki kadrowej i dowolnego doboru pracowników, ale jest działaniem nieetycznym i przez to nieakceptowalnym pozbawianie pracy w tak nagłym trybie współpracowników z kilkunastoletnim stażem i niekwestionowanym dorobkiem zawodowym. Dlatego CMWP SDP wspiera apel o przywrócenie współpracy Polskiej Agencji Prasowej z Andrzejem Grygielem wyrażony zarówno w liście otwartym dziennikarzy, jak i Prezydium Solidarności Śląsko – Dąbrowskiej.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP 

Warszawa 12 stycznia 2022 r

Protest CMWP SDP przeciwko usunięciu z Facebooka profilu partii Konfederacja

CMWP  SDP stanowczo protestuje przeciwko usunięciu profilu partii Konfederacja z Facebooka i apeluje o jego jak najszybsze przywrócenie. W ocenie CMWP SDP jest to drastyczne naruszenie zasady wolności słowa, ponieważ poprzez arbitralną decyzję platformy internetowej  legalnie działająca partia polityczna w Polsce  utraciła możliwość korzystania z jednej z najbardziej dostępnych i popularnych w naszym kraju platform społecznościowych. Partia ta  ma swoją reprezentację w parlamencie i cieszy się sporym poparciem społecznym, przez co zawieszenie jej konta na Facebooku jest szczególnie bulwersującą sprawą.

5 stycznia br.  koncern Facebook (Meta) usunął ze swojego serwisu profil Konfederacji, partii, która miała najwięcej tzw. znajomych (671 tys.) ze wszystkich partii politycznych w Polsce.  Według cytowanego przez media oświadczenia firmy Facebook (Meta)  strona Konfederacji została usunięta z powodu powtarzających się naruszeń zasad Facebooka dotyczących dezinformacji o COVID-19, w szczególności „poprzez publikowanie fałszywych twierdzeń o tym, że maski nie ograniczają rozprzestrzeniania się choroby, że śmiertelność COVID-19 jest taka sama lub niższa niż grypy, a także że szczepionki na COVID-19 nie zapewniają żadnej odporności i są nieefektywne”. Powodem zamknięcia miało być także naruszanie zasad dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna”.

W opublikowanym w mediach społecznościowych stanowisku przedstawiciele Konfederacji oświadczyli, iż zawieszenie swojego profilu traktują jako „pogwałcenie konstytucyjnej zasady swobody rozpowszechniania informacji i ingerencję w zbliżający się cykl wyborczy”.  Wg ugrupowania profil Konfederacji (…) osiągał „wielomilionowe zasięgi i od dwóch lat miał największą dynamikę wzrostu spośród wszystkich profili politycznych, a w czasie prowadzenia profilu zostały przeprowadzone trzy ogólnopolskie kampanie wyborcze i opublikowano na nim tysiące materiałów w różnej formie”. Administracja Facebooka –  podkreśla Konfederacja –  nigdy nie nawiązała z  przedstawicielami ugrupowania kontaktu w sprawie zastrzeżeń co do sposobu prowadzenia profilu, a jej płatne reklamy polityczne były zatwierdzane w kampaniach wyborczych. Wg Konfederacji usuwanie materiałów z ich profilu na Facebooku zdarzało się bardzo rzadko (ostatni raz w listopadzie 2021 r.) i nigdy nie towarzyszyły temu żadne wyjaśnienia poza całkowicie ogólną informacją o naruszeniu „Standardów Społeczności”. W bieżącym roku Facebook nie usunął żadnego materiału opublikowanego przez Konfederację.

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad  demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej . Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Likwidując  profil Konfederacji na Facebooku przedstawiciel globalnych mediów społecznościowych w Polsce po raz kolejny stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję istotnych z punktu widzenia interesu społecznego treści . Ze względu na powszechność serwisu społecznościowego Facebook w Polsce działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku konta partii Konfederacja. 

Biorąc pod uwagę wszystkie wskazane powyżej okoliczności Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP ponownie apeluje do rządu o jak najszybsze przyjęcie przepisów gwarantujących wolność słowa w Internecie. Petycja w tej sprawie została złożona w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów  przez  wiceprezesa Instytutu na Recz Kultury Prawnej Ordo Iuris dr Tymoteusza Zycha,  Prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztofa Skowrońskiego i dr Jolantę Hajdasz, dyrektora CMWP SDP  już w styczniu 2021 r.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 10 stycznia 2022 r.

Fot. YouTube

Apel CMWP SDP o pozostawienie na stanowisku kurator oświaty Barbary Nowak

Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP  z  najwyższym niepokojem przyjmuje żądania dymisji kurator oświaty w Małopolsce Barbary Nowak w związku z jej wypowiedziami na temat szczepień przeciwko COVID-19 udzielonymi w wywiadzie radiowym i apeluje do osób odpowiedzialnych o nie podejmowanie tego typu postępowania. Byłoby ono naruszaniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa i naruszeniem prawa każdego obywatela Polski do swobody wypowiedzi, jakie gwarantuje polska Konstytucja i inne akty prawne.

7 stycznia b.r. małopolska kurator oświaty Barbara Nowak w rozmowie z Radiem Zet użyła sformułowania „eksperyment” w odniesieniu do szczepień przeciwko COVID-19 i opowiedziała się przeciwko wprowadzeniu takiego obowiązku szczepień dla nauczycieli. Uważam, że człowiek dorosły i wolny musi sam odpowiedzialnie wybierać i nie wolno go do tego zmuszać. Absolutnie nie zgadzam się z pomysłem, by kogokolwiek do czegokolwiek przymuszać. Zwłaszcza, jeśli mówimy o szczepionkach, których konsekwencje – tego eksperymentu – nie są do końca stwierdzone –powiedziała Barbara Nowak. Kurator oświaty  napisała później w mediach społecznościowych, iż „mając wykształcenie historyczne, a nie medyczne” nie powinna się wypowiadać na temat szczepionki, a w kolejnej rozmowie z PAP kurator zapewniła, że nie kwestionowała zasadności szczepień, jednak – jak dodała – każdy człowiek musi mieć prawo do wolnego wyboru. Przyznała także, że sama zaszczepiła się przeciwko COVID-19.

W tej sytuacji w ocenie CMWP SDP jakiekolwiek postępowanie dyscyplinarne wobec kurator Barbary Nowak  naruszy fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa. W udzielanych dziennikarzom wywiadach każdy ma prawo przedstawiać swój osobisty punkt widzenia, a specyfika rozmowy emitowanej na żywo czyli w czasie rzeczywistym sprawia, iż wypowiedzi te mogą charakteryzować się większą spontanicznością i nie zawsze zamierzoną przez autora ich wymową. W związku z tym kara w postaci pozbawienia pracy w konsekwencji słów  wypowiedzianych  w środkach masowego komunikowania  byłaby działaniem całkowicie nieadekwatnym w stosunku do popełnionego czynu, jakim jest jak w tym wypadku wypowiedź w radiu, szczególnie w sytuacji, gdy wypowiedź ta dotyczy osobistych poglądów osoby, która udziela wywiadu.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż karanie za poglądy, jakie miałoby miejsce w opisanym wyżej przypadku kurator Barbary Nowak może prowadzić do uruchomienia i upowszechnienia w komunikowaniu masowym  mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się innych osób i nie podejmowania przez nich trudnych i kontrowersyjnych tematów społecznych, jakimi np. są problemy związane z potencjalnym obowiązkiem powszechnych szczepień przeciwko COVID-19 oraz ich skutkami społecznymi . W oczywisty sposób niszczyłoby to zasadę wolności słowa i prowadziłoby do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi. W związku z powyższym należy także przypomnieć, że wolność słowa i prasy podlega ochronie zarówno na gruncie krajowego, jak i międzynarodowego porządku prawnego. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do swobody wypowiedzi, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Jak wielokrotnie podkreślał Europejski Trybunał Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, a bez wolnej prasy społeczeństwo demokratyczne nie istnieje.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 9 stycznia 2022 r.

 

Jak przeciwdziałać koncentracji kapitałowej i chronić pluralizm mediów?

4 stycznia br. Instytut Ordo Iuris opublikował monografię, która przedstawia regulacje prawne odnoszące się do przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów w wybranych państwach Unii Europejskiej.  Zdaniem autorów publikacji przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji kapitałowej w mediach ma istotne znaczenie z punktu widzenia obronności kraju, suwerenności polityki wewnętrznej oraz  ochrony praw podstawowych. Publikacji monografii towarzyszyła debata ekspertów, wśród których była także dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.  W debacie  Ordo Iuris wzięli także udział: przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski,  publicysta Łukasz Warzecha i analityk Ordo Iuris apl. radc. Anna Wawrzyniak. Debatę transmitowaną na żywo w internecie prowadził Filip Bator z Ordo Iuris.

 

Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce, szczególnie w obszarze przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów, to strategicznie ważny obszar działania demokratycznego państwa. Ufamy, że dzisiejsza debata, a także prezentacja monografii na ten temat, przyczynią się do podjęcia w przestrzeni publicznej rzetelnej dyskusji nad kierunkiem zmian prawa w Polsce” – zaznaczył Łukasz Bernaciński, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris, współautor monografii. Autorzy monografii podkreślili , że rozwiązania antykoncentracyjne są integralnym elementem demokratycznego państwa prawnego, stosowanym w wielu krajach. W udostępnionej w sieci nieodpłatnie publikacji omówiono szczegółowo zasady  rynku medialnego w Polsce w zestawieniu z regulacjami funkcjonującymi m.in. w Wielkiej Brytanii, w Niemczech,  we Francji oraz w Czechach, Chorwacji i na Wegrzech.

 

Monografia : Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce i innych wybranych państwach europejskich Przeciwdziałanie koncentracji kapitału i ochrona pluralizmu mediów, autorzy :Bernard Bałazy , Łukasz Bernaciński, wydawnictwo : Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Warszawa 2021 , liczba stron – 107 .

 

Raport_o_dekoncentracji

 

W prezentowanej monografii czytamy, iż koncentracja mediów polega na występowaniu niewielkiej liczby podmiotów medialnych, które dominują proces kształtowania opinii publicznej. Skutkuje to reglamentacją prawa do informacji oraz ograniczeniu swobody wymiany poglądów, co prowadzi do destrukcji debaty publicznej. Zdaniem autorów publikacji przejawem nieprawidłowości na polskim rynku medialnym jest niski stopień pluralizmu rozpowszechnianych opinii oraz wysoki wskaźnik koncentracji kapitału w obszarze środków masowego przekazu. Podobne problemy występują również w innych krajach. Wprowadzono tam zatem konkretne rozwiązania antykoncentracyjne, które przedstawiono w monografii.  Prawnicy z Ordo Iuris zaproponowali również regulacje mogące przeciwdziałać koncentracji kapitałowej. Autorzy publikacji proponują m.in., aby maksymalny udział kapitału lub prawa głosu w podmiocie posiadającym koncesję nie mógł przekraczać 1/3. Z kolei nabycie powyżej 10 proc. udziałów w podmiocie medialnym przez podmiot spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego byłoby uzależnione od zgody właściwych władz państwowych. Zdaniem prawników, możliwości ubiegania się o koncesję nie powinny mieć podmioty z kapitałem zagranicznym powyżej 20 proc.

 

Uczestnicy dyskusji pytani byli o zasadność wprowadzania przepisów antykoncentracyjnych w mediach oraz o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji określaną jako „Lex TVN”. Witold Kołodziejski, Anna Wawrzyniak oraz Jolanta Hajdasz opowiedzieli się za wprowadzeniem takich przepisów, przeciwko nim opowiedział się red. Łukasz Warzecha. „Bez zdecydowanej ingerencji ustawowej ciężko będzie dalej z tym  (tzn. koncentracją w mediach – przyp. red. ) walczyć. Powołujemy się również na pewne na umowy międzynarodowe, inne kraje europejskie też są poddane rygorom wspólnego rynku i jakoś ich regulacje są bardziej szczegółowe od naszych” – podkreślił Witold Kołodziejski, komentując nowelizację ustawy medialnej. Do tego zagadnienia odniosła się także dr  Jolanta Hajdasz. „Skoro sama Discovery uznała, że trzeba zarejestrować w Holandii taką specjalną spółkę po to, by to prawo obejść, to widać,  że było to dla nich czytelne, co jest w tej ustawie, jakie przepisy ich obowiązują. Szkoda, że zabrakło woli lub narzędzi, by państwo polskie mogło je wyegzekwować, gdy ten medialny gigant kupował TVN w 2015 roku. Widzimy nieskuteczność tych obecnych zapisów i to, że państwo polskie zupełnie z nich nie rezygnujemy to dobrze, bo swój rynek medialny państwo choćby w jakiejś części  powinno chronić” – podkreśliła Jolanta Hajdasz. Krytycznie regulacje zmierzające do dekoncentracji kapitałowej ocenił za to Łukasz Warzecha.

 

„Jeżeli byśmy mieli jakieś uwagi do zagranicznych mediów w Polsce, to powinniśmy mieć je w ogóle, bez względu na to, czy ich właściciele  pochodzą z Niemiec, Argentyny, Stanów Zjednoczonych czy Tajwanu. To Unia Europejska nakłada na nas określone obowiązki i nie możemy blokować wolności  przepływu kapitału, ale ta swoboda powinna dotyczyć wszystkich podmiotów,  nie tylko tych z Europejskiego Obszaru Gospodarczego   – zaznaczył publicysta. O skutkach prawnych ewentualnego wprowadzenia nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji mówiła natomiast mec. Anna Wawrzyniak. „Ustawa, która ostatecznie nie została wprowadzona do porządku prawnego przewidywała pewne instrumenty, które pozwoliłyby uszczelnić aktualnie obowiązujące regulacje. Przede wszystkim miało to doprowadzić do tego, że obecność podmiotów zagranicznych na polskim rynku medialnym nie byłaby możliwa poprzez wykorzystanie  furtki prawnej, co niestety ma miejsce ” – powiedziała przedstawicielka Ordo Iuris.

 

Cała dyskusja jest TUTAJ.

 

Apelacja w sprawie przeciwko dziennikarce i dyrektor TVP3 Gdańsk

20 grudnia odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie z powództwa Henryka Jezierskiego przeciwko Joannie Strzemiecznej -Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarce tej stacji, red. Agacie Mielczarek. Pierwsza rozprawa w drugiej instancji, a więc w I Wydziale Cywilnym SA w Gdańsku odbyła się  w formie zdalnej. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, na rozprawach reprezentuje Centrum red. Maria Giedz. 

 

Apelację od  wyroku wydanego przez sąd pierwszej instancji, czyli Sąd Okręgowy w Gdańsku złożył Henryk Jezierski, właściciel internetowych wydawnictw motoryzacyjnych, który w 2017 r. miał wejść w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk. Nie wszedł, a dokładnie został odwołany z powodu materiału informacyjnego wyemitowanego w TVP 3 Gdańsk, w którym, jak twierdzi zainteresowany, bezpodstawnie przypisano mu współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL. Złożył więc apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o nakaz i zapłatę, pozywając Joannę Strzemieczną- Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarkę tejże stacji telewizyjnej Agatę Mielczarek.

 

20 grudnia w  rozprawie wzięli udział: powód, czyli Henryk Jezierski oraz jego pełnomocnik mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pozwana Agata Mielczarek wraz z pełnomocnikiem Tomaszem Plaszczykiem, a także mec. Wenanty Plichta, pełnomocnik Joanny Strzemiecznej-Rozen, która osobiście w posiedzeniu nie mogła uczestniczyć. Sprawę prowadziła Sędzia Sądu Apelacyjnego Dorota Majerska-Janowska. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę   monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Z ramienia CMWP proces sądowy obserwowała Maria Giedz.

 

Przypomnijmy: Przedmiotem sporu był wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Powód, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzucił pozwanym bezpodstawne przypisanie mu współpracy z peerelowską SB. Zarzucił im też brak rzetelności dziennikarskiej, mimo że materiał został opublikowany w oparciu o dokumenty z IPN oraz opracowanie Daniela Wicentego, „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym”, wydane przez IPN w 2015 r., co widać na nagraniu.

 

Z wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku dowiadujemy się, że Sąd nakazał pozwanym Joannie Strzemiecznej-Rozen oraz Agacie Mielczarek wyemitowanie, na własny koszt, w głównym, piątkowym wydaniu „Panoramy” oraz opublikowanie na portalu internetowym TVP 3 -http://www.gdansk.tvp.pl w najbliższym terminie po upływie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku, oświadczenia o następującej treści: „Przepraszam Szanownego Pana Redaktora Henryka Jezierskiego za opublikowanie bezpodstawnej informacji o współpracy powoda Henryka Jezierskiego ze służbami specjalnymi PRL. Jest mi niezmiernie przykro, że informacja ta, wyemitowana w gdańskiej „Panoramie” z dnia 27 stycznia 2017 roku naruszyły Jego dobre imię i cześć”. Pozwane miały się podpisać pod owym oświadczeniem.

 

Sąd nakazał także obu pozwanym uiszczenia kwoty po 600 zł na rzecz powoda Henryka Jezierskiego. Są to koszty, które powód poniósł jako wpis, wnosząc pozew. Pozostałe żądania powoda Sąd oddalił.

 

Henryk Jezierski domaga się jednak nieco innej treści przeprosin i to publikowanych na jego prywatnym portalu, najpierw przez miesiąc w części głównej portalu, gdzie, jak podała córka powoda mec. Jezierska-Wojdak podczas poniedziałkowej rozprawy, takie ogłoszenie kosztuje 200 zł netto za dobę, a następnie przez 12 miesięcy w dziale Publicystyka. Ponoć tam ogłoszenia są darmowe.  Niemniej obie panie miałyby zapłacić razem netto 12 tys. zł. [Mec. Tomasz Plaszczyk podał dla porównania, że miesięczna opłata za ogłoszenie na dużym bilbordzie wynosi od 750 do 900 zł miesięcznie]. Jezierski chciał też, aby każda z pozwanych uiściła po 20 tys. zł na cel społeczny, a także taką samą kwotę, czyli po kolejne 20 tys. zł na rzecz powoda tytułem zadośćuczynienia. Ponieważ rozprawa sądowa toczyła się zdalnie, to treść apelacji złożonej przez Jezierskiego, a odczytanej przez Sędzię Dorotę Majerską-Janowską była w większości niezrozumiała. Niemniej wyraźnie były wyartykułowane roszczenia finansowe Powoda.

 

Do apelacji odniósł się mec. Wenanty Plichta, który wniósł o oddalenie roszczeń powoda. „Powód w 2017 r. był osobą publiczną. Wchodził w skład organu ustawowego, czyli Rady Programowej TVP. Musiał się więc liczyć z zainteresowaniem społeczeństwa jego osobą… Działanie Agaty Mielczarek (autorki wyemitowanego materiału informacyjnego) było w interesie publicznym. Nie wchodziła ona w sprawy prywatne Powoda. Media mają prawo interesować się różnymi aspektami działalności osób publicznych. Mają też prawo do ich oceny, również krytycznej.”

 

Mec. Plichta podkreślił, że Mielczarek opierała się na dokumentach. Mówił, że „nie może być tak, iż prawo do ochrony dobrego imienia jest większe od prawa do swobody wypowiedzi”. Sąd pierwszej instancji stwierdził, że zostało naruszone prawo do swobody wypowiedzi. Powód wypowiadał się wówczas lakonicznie o 2-3 kontaktach z SB, a potem, w innym procesie, jak przedstawiał Plichta, przyznał się, że było ich więcej, co zostało zapisane w uzasadnieniu wyroku karnego (Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Wydziału II Karnego) skazującego Powoda w innym procesie, toczącym się również w Gdańsku z Ewą Leśniewską-Jagaciak (byłą dziennikarką trójmiejską). Powód przemilczał te fakty w Sądzie Okręgowym. Zdaniem Plichty w wyemitowanym materiale 27 stycznia 2017 r. nie doszło do naruszenia dóbr Powoda. Mec. Plichta wniósł, aby akta procesu karnego i wyrok skazujący Jezierskiego z 17 listopada 2021 r. dołączyć do akt sprawy.

 

Mimo to Henryk Jezierski domaga się, aby przeprosiny zostały zamieszczone na jego portalu, a jak wykazywali mecenasi pozwanych, na portalach motoryzacyjnych, których Powód jest i redaktorem naczelnym i wydawcą nie doszło do żadnych naruszeń dóbr prywatnych Powoda.

 

Mec. Tomasz Plaszczyk wyraźnie wyartykułował, że w przypadku tego procesu nie chodzi o sprawę lustracyjną tylko o niedopuszczenie dziennikarzy do swobody wypowiedzi. W materiale nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo każda ze stron mogła się wypowiedzieć. Jezierskiemu dano tę możliwość dwukrotnie. „Wyrok Sądu Okręgowego był wręcz salomonowym. Domaganie się zamieszczenia przeprosin w formie płatnego ogłoszenia na prywatnym portalu Powoda jest sposobem na uczynienie z tego źródła dodatkowego dochodu”. Na dodatek Powód domaga się przeprosin na portalu, na którym dochodzi do naruszeń praw osobistych wielu innych osób.

 

Mec. Jezierska-Wojdak podtrzymała twierdzenie swojego ojca, że jego kontakty z SB nie miały miejsca, że „nie jest to proces lustracyjny, że w IPN nie ma żadnego dokumentu (mówiącego) o współpracy Jezierskiego z SB i że dopuszczenie do sprawy kolejnych wniosków dowodowych jest bezpodstawne, bo istotą jest to, co znajduje się w dokumentach IPN”. Po za tym „w latach 80. XX w. Powód nie było osobą publiczną, nie sprawował żadnych funkcji publicznych”. (Był dziennikarzem, sekretarzem redakcji.) Inna sytuacja była w 2017 r. Dowodów na to, że jej Ojciec był tajnym współpracownikiem nie ma i nie będzie. Stwierdzenie, że do naruszenia dóbr osobistych Powoda doszło jedynie w „Panoramie” TVP 3 Gdańsk i tylko tam powinny ukazać się przeprosiny nie jest słuszne, bo to dotknęło najbardziej czytelników portalu motoryzacyjnego.

 

Sam Jezierski jeszcze raz pokreślił, że autorka materiału informacyjnego nie sięgnęła do dokumentów IPN, nie sięgnęła do źródeł, naciągnęła fakty, sekretarz redakcji nie jest osobą publiczną, a cennik ogłoszeń na portalu motoryzacyjnym jest bardzo niski. Dodał też, że skoro w IPN nie ma dokumentacji, to nie było współpracy, a jego portal jest bardzo poczytnym portalem. Niestety nie wie, jaka jest ilość odsłon, ale to można sprawdzić. Mec. Plichta przypomniał Henrykowi Jezierskiemu, że rzeczywiście w IPN nie ma dokumentów wyraźnie mówiących o jego współpracy z SB, gdyż wszystkie dokumenty, łącznie z mikrofilmami zostały zniszczone w 2010 r. Dodał też, że „Powód znany jest z bezpardonowych ataków na inne osoby, a oczekuje ochrony własnego imienia. Został już skazany prawomocnym wyrokiem (wyrok z września 2021 r.) za stosowanie groźby wobec Waldemara Jaroszewicza. Bez żadnych skrupułów atakował też inne osoby”.

 

***

 

Henryk Jezierski złożył pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy (Hannie Kordalskiej-Rosiek, Januszowi Wikowskiemu i Krzysztofowi Załuskiemu), również w kwestii przypisania mu współpracy z SB. Wszystkie materiały dziennikarskie zostały opublikowane w oparciu o opracowanie Daniela Wicentego, Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym, wydanym przez IPN w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

 

Henryk Jezierski został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe X Wydziału Karnego na 4-miesięczne pozbawienie wolności warunkowo zawieszone na okres 2 lata tytułem próby. Powodem jest publikacja autorstwa Jezierskiego, zamieszczona na portalu, którego jest wydawcą i redaktorem naczelnym, upokarzająca Waldemara Jaroszewicza radnego gdańskiego z klubu PiS oraz przewodniczącego Zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ponadto Jezierski dopuścił się publicznego szantażu Jaroszewicza, nadużywając pozycji jako dziennikarza.

 

Ponadto Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe II Wydział Karny wydał kolejny wyrok, ale jeszcze nieprawomocny, skazujący Henryka Jezierskiego na łączną karę 8 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym. Wyrok ten został wydany za publiczne znieważanie m.in. takimi zwrotami, jak: „osoba kwalifikująca się do miana swołoczy sowieckiej o rusko-pruskich metodach postępowania”, które odnosiły się do Ewy Leśniewskiej-Jagaciak, byłej trójmiejskiej dziennikarki.

 

***

 

Sąd postanowił: zwrócić się do Sądu Rejonowego w Gdańsku o nadesłanie tych wyroków wraz z uzasadnieniem, a także z protokołami przesłuchania Powoda. Chce też uzyskać akta z IPN. Odroczył więc rozprawę do dnia 17 stycznia 2021 r. Rozprawa odbędzie się zdalnie.

Opracowanie: Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Dziennikarze na granicy polsko-białoruskiej. Relacja CMWP SDP

Ponad 100 dziennikarzy  uczestniczyło do tej pory w wyjazdach z funkcjonariuszami Straży Granicznej w strefę pasa przygranicznego Polski i Białorusi, a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wydała ponad 140 dziennikarskich akredytacji.  Informacje te CMWP SDP uzyskało od Straży Granicznej i  z Biura Prasowego KPRM po skierowaniu pytań do tych instytucji  po dwóch tygodniach  obowiązywania znowelizowanej ustawy o ochronie granicy. Ze względów bezpieczeństwa dziennikarze nadal nie mogą swobodnie pracować na tym terenie,  warunki pracy, jakie dla nich przygotowano  umożliwiają  jednak przygotowanie prostych materiałów informacyjnych i reporterskich. Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP uczestniczyła w wyjeździe akredytowanych dziennikarzy  na granicę z Białorusią 16 grudnia.

  

CMWP SDP na akredytację czekało około tydzień, podobnie jak  inni uczestnicy wyjazdu tego dnia –  red. Agnieszka Jędrzejczak  z TVP 3 Łódź , która wraz z operatorem Stanisławem Ścieszką przygotowywała relacje dla TVP Info oraz red. Michał Bruszewski z Tygodnika „Solidarność” . Jedynie red. Martyna Bielska  z  Onetu na wyjazd na granicę czekała ponad 2 tygodnie, pierwsze wnioski o akredytację wysłała zaraz po 1 grudnia.  Kapitan Krystyna Jakimik Jarosz  z  referatu prasowego Podlaskiego  Oddziału  Straży Granicznej, która towarzyszyła dziennikarzom podczas tego wyjazdu wyjaśniała tę sytuację  liczbą napływających  do SG zgłoszeń , codziennie jest ich kilka, kilkanaście , a Straż Graniczna stara się organizować te wyjazdy ze względów logistycznych dla około 7 osób dziennie . Najczęściej są to grupy łączone dla dziennikarzy różnych mediów – prasy, radia, telewizji czy internetu. W dniu, w którym CMWP SDP uczestniczyło w takim wyjeździe , dziennikarze byli na placówce  SG w Szudziałowie, Czeremsze, Krynkach, Jurowlanach, Minkowcach i Usnarzu Górnym.

 

Scenariusze każdego takiego dziennikarskiego wyjazdu są podobne: dziennikarze oglądają wskazany przez SG  posterunek żołnierzy w odległości 15 m od ogrodzenia z koncertiny, rozmawiają z wybranym patrolem strażników granicznych, starają się rozmawiać z mieszkańcami przygranicznych wsi, choć z oczywistych względów nie jest to proste, odbywa się przecież pod okiem strażników i żołnierzy.  16 grudnia dziennikarze zostali także przewiezieni na miejsce byłego obozowiska migrantów w Usnarzu Górnym, pokazano im także miejsca forsowania granicy i sposoby jej patrolowania.

 

Do tej pory w takich wyjazdach nie uczestniczyli dziennikarze mediów zagranicznych ze względu na to, iż podlegają oni bardziej szczegółowej i wnikliwej weryfikacji niż dziennikarze z Polski. Jak poinformował przedstawiciel biura prasowego KPRM wpłynęły już wnioski o akredytację  dziennikarzy  m.in. z AP i  ZDF oraz z mediów m.in.  Danii i Finlandii,  one mają być udzielone w pierwszej kolejności.

 

Reportaż Martyny Bielskiej z Onetu z w/opisywanego wyjazdu jest TUTAJ.

 

Przygotowane dla dziennikarzy i działające od 3 grudnia Centrum  Prasowe zlokalizowane jest w Popławcach, w miejscowości leżącej między Kuźnicą, a Sokółką. Centrum jest przygotowane do prowadzenia konferencji prasowych , wyposażone jest w sprzęt do streamingu i  wi-fi oraz podstawowe zaplecze socjalne (kuchenka, toaleta).  Z Centrum może korzystać każdy dziennikarz, który ma akredytację KPRM, można ją uzyskać pisząc na adres media.granica@kprm.gov.pl . Zgłoszenia dziennikarzy polskich rozpatrywane są w ciągu doby.  Akredytacja KPRM nie upoważnia jednak do wyjazdu na granicę z funkcjonariuszami  Straży Granicznej, tę trzeba uzyskać poprzez zgłoszenie mailem na adres: akredytacje.kg@strazgraniczna.pl .

 

Na mocy  znowelizowanej  ustawy o ochronie granicy od 1 grudnia 2021 r. do 1 marca 2022 r. obowiązuje zakaz przebywania w 183  miejscowościach i w pasie przygranicznym z Białorusią. Zakaz ten obejmuje 115 miejscowości w województwie podlaskim i 68 w lubelskim.  Dziennikarze  mogą tam pracować na podstawie akredytacji,  za organizację wizyt mediów na granicy z Białorusią (dalej zwanej „wizytą”) odpowiada Straż Graniczna.

 

Wyjazd CMWP SDP na granicę z Białorusią w ramach dziennikarskiej akredytacji jest wstępem do opracowania przez Centrum Raportu na temat pracy dziennikarzy  w czasie trwania wojny hybrydowej na wschodniej granicy naszego kraju.

 

Fotorelację w wyjazdu można obejrzeć TUTAJ.

Wsparcie CMWP SDP dla nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

CMWP SDP popiera zmiany w ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji, przewidziane w projekcie nowelizacji w/w ustawy, których celem jest doprecyzowanie regulacji umożliwiających przeciwdziałanie przejęciu kontroli nad nadawcami radiowymi i telewizyjnymi przez podmioty spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG).  Znowelizowane przepisy przewidują, iż koncesję na nadawanie na terenie Polski może uzyskać osoba zagraniczna, mająca siedzibę w jednym z państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego pod warunkiem, że nie jest ona zależna od osoby zagranicznej, której siedziba znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim EOG. Przyjęte  17 grudnia b.r. przez Sejm RP  regulacje mają wykluczyć możliwość zależności bezpośredniej lub pośredniej koncesjonariuszy od podmiotów zagranicznych, niebędących członkami EOG, przez co  w skuteczniejszy niż obecnie sposób będą chronić  strukturę rynku medialnego w Polsce. Zapewni to skuteczniejszą realizację celów ustawy, która w obecnym kształcie pozwala na obejście prawa, dopuszczając możliwość uzyskania koncesji przez podmioty zagraniczne spoza EOG, także te uważane za potencjalnie niebezpieczne dla interesu państwowego.

 

Obecnie obowiązujące uregulowania w/w ustawy (dalej: „Ustawa”) nie gwarantują transparentności własnościowej na rynku mediów elektronicznych oraz umożliwiają obchodzenie przepisów podczas zmian właścicielskich w spółkach medialnych, nadających programy na podstawie koncesji radiowych i telewizyjnych. Wynika to z faktu, iż normy prawne tej ustawy dotyczące udzielenia koncesji dla spółek z udziałem tzw. osób zagranicznych uwzględniają jedynie formalną, a nie rzeczywistą strukturę kapitałową tych podmiotów. Jako przykład wskazać można art. 35 ust. 2 pkt 1 ustawy, zgodnie z którym koncesja dla spółki z udziałem osób zagranicznych może być udzielona, jeżeli udział kapitałowy osób zagranicznych w spółce lub udział osób zagranicznych w kapitale zakładowym spółki nie przekracza 49%. CMWP SDP zwraca uwagę, iż przepis ograniczający wysokość kapitału zagranicznego w mediach, które działają na podstawie koncesji, istnieje od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale jest on nieprecyzyjny i łatwy do obejścia, bowiem mimo pewnych obostrzeń w nim zawartych, daje jednak możliwość, aby osoby zagraniczne spoza EOG wywierały kluczowy wpływ na zarządzanie spółką – koncesjonariuszem. Wydaje się, że jest to sprzeczne z intencją ustawodawcy, według której koncesjonariusz nie tylko powinien być podmiotem zlokalizowanym w krajach EOG, ale przede wszystkim powinien być realnie zarządzany przez właściciela mającego siedzibę w EOG. Innymi słowy, obecnie przepisy ustawy są nieszczelne i przez to anachroniczne. Ocena struktury kapitałowej spółki powinna bowiem obejmować realny, a nie czysto formalny obszar jej zarządzania. Ograniczanie analizy sytuacji podmiotu do stanu formalnego, bez zrozumienia, kto jest jego realnym właścicielem (decydentem), prowadzi do wniosków sprzecznych z rzeczywistością rynkową.

 

Projektowana nowelizacja wychodzi naprzeciw temu problemowi. W ocenie CMWP SDP proponowane zmiany nie naruszają zasady wolności słowa, a ich celem jest jedynie ochrona rynku medialnego przed przejmowaniem kontroli nad nadawcami przez podmioty spoza EOG (w praktyce – spoza Unii Europejskiej), a więc również z państw mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.  CMWP SDP wielokrotnie wskazywało na zagrożenia związane z niekontrolowaną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, dlatego też projektowaną nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji postrzega jako szansę na poprawę tej sytuacji.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Tomasza Sakiewicza z powództwa Tomasza Grodzkiego

W związku z pozwem wniesionym przez  Tomasza Grodzkiego reprezentowanego przez adwokata Jacka Dubois przeciwko redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi  o przestępstwo określone w artykule 212 & 1 k.k. w związku z art. 212 & 2 k.k.  Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło tę sprawę  monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy.Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw red. Tomasza Sakiewicza.  Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 21 grudnia br.

 

W związku z powyższym CMWP rozważa przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae, która stanowi formułę wyrażenia przez organizację pozarządową opinii jako tzw. „opinii przyjaciela sądu”, gdy jest to uzasadnione celami tej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana tut. Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz ze wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Redaktor Tomasz Sakiewicz został oskarżony przez  Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o to, iż  6 stycznia 2020 r. za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter miał go pomówić  o postępowanie i właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania niezbędnego dla Marszałka Senatu RP. Chodzi o wpis: Platforma już głupiej nie potrafi bronić Grodzkiego niż twierdzić, iż ktoś przekupuje świadków. Są ich dziesiątki, o łapówkach wiedziały setki osób. A Grodzki jeszcze będzie miał sprawę o fałszywe zawiadomienie. Druga wypowiedź, która stała się przyczyną niniejszego pozwu to  wypowiedź red. Tomasza Sakiewicza w programie TV Republika 10 stycznia 2020 r.:  Kiedy ktoś, kto jest po prostu zwykłym łapówkarzem porównuje siebie, a ponosi konsekwencje ohydnej, po prostu ohydnej działalności, no to tylko poziom tej ohydy rośnie. Nic więcej nie da się w tej sprawie powiedzieć, to po prostu obrzydliwy facet. 

 

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik „Gazeta Polska”.

 

Prokuratura zamierza postawić „Tomaszowi Grodzkiemu” cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

 

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

 

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.

 

Komunikat Prokuratury: TUTAJ.

 

Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

 

Akredytacje są konieczne – CMWP SDP w mediach o sytuacji dziennikarzy w pasie przygranicznym z Białorusią

Akredytacje dla dziennikarzy to krok w dobrą stronę, obserwujemy sytuację i jeśli będzie taka konieczność, będziemy domagać się rozszerzania możliwości pracy dziennikarzy w rejonie konfliktu – mówiła w Polskim Radiu 24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w rozmowie z red. Antonim Trzmielem 7 grudnia 2021. Potwierdziła to także w czwartek,  9 grudnia na antenie Radia Poznań, gdzie była gościem red. Romana Wawrzyniaka w „Porannej Rozmowie”  Radia Poznań. 

 

Od 1 grudnia do 1 marca na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego na terenie przy granicy z Białorusią obowiązuje zakaz przebywania. Obejmuje on 115 miejscowości województwa podlaskiego i 68 miejscowości województwa lubelskiego. Zakaz nie obejmuje między innymi mieszkańców terenu objętego ograniczeniami, funkcjonariuszy i pracowników służb państwowych oraz żołnierzy. Rozporządzenie mówi, iż w uzasadnionych przypadkach z zakazu przebywania będą mogły zostać zwolnione inne osoby, w szczególności dziennikarze. W wypowiedzi dla Polskiego  Radia 24 Jolanta Hajdasz oceniła, że dostęp mediów do terenów przygranicznych jest krokiem w dobrą stronę. – Z różnych względów ta obecność jest potrzebna i wskazana. Należę do publicystów, którzy od początku opowiadali się za tym, by dziennikarze mogli pracować na granicy, ale tylko ci, którzy uzyskali akredytację. Cieszę się, że weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej, która takie akredytacje przyznaje to ważna rzecz, myślę, że to pozwoli nam z innej perspektywy poznać ten konflikt – zaznaczyła. Według niej w sytuacji wojny hybrydowej, z jaką mamy do czynienia, akredytacje są konieczne. Od początku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apelowało o te akredytacje. Pierwsze formalne stanowisko w tej sprawie było 4 listopada,  od 1 grudnia znamy te zasady. Wydawane są te akredytacje, trzeba się o nie ubiegać. Wtedy można – jak to mówią bardzo złośliwi dziennikarze mediów opozycyjnych, wybrać się na safari, czyli odwiedzić granicę pod kuratelą Straży Granicznej – mówiła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy na antenie Radia Poznań.  Jolanta Hajdasz potwierdziła, że także złożyła wniosek o akredytację i czeka na nią, by na miejscu sprawdzić warunki pracy dla dziennikarzy.

 

„Poranna rozmowa” z 9 grudnia w Radiu Poznań jest TUTAJ.

 

Rozmowa w Polskim Radiu24 z 7 grudnia TUTAJ.

 

Sąd w Gliwicach skazał red. Tomasza Sakiewicza za okładkę w „Gazecie Polskiej”

We wtorek 30 listopada br. ogłoszono wyrok w sprawie cywilnej o naruszenie dóbr osobistych z powództwa posła Borysa Budki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi oraz spółce Niezależne Wydawnictwo Polskie. Sąd nakazał zamieszczenie przeprosin na łamach „Gazety Polskiej” oraz wpłatę 10 tysięcy złotych  na rzecz fundacji WOŚP. Red. Tomasz Sakiewicz zapowiada apelację. CMWP SDP wspiera dziennikarza w tym procesie. 

 

Przyczyną pozwu stała się  okładka „Gazety Polskiej” z 10 listopada 2020 r., ukazująca wizerunek polityka oraz innych osób publicznych na tle logotypów niektórych mediów i ugrupowań. Grafika została opatrzona podpisem: oni roznieśli zarazę i śmierć. Okładka nawiązuje do działań związków i osób będących twarzą demonstracji tzw. „strajku kobiet” przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. TK orzekł wówczas, że tzw. przesłanka eugeniczna nie stanowi powodu do wykonania „zabiegu przerwania ciąży, a tym samym – zabójstwa nienarodzonego dziecka. Proces objęty był monitoringiem CMWP SDP , które relacjonowało jego przebieg i które w ramach instytucji  „amicus curiae” (czytaj TUTAJ).

 

W uzasadnieniu wyroku Sąd przyznał, iż tytułowy artykuł posiadał wyważoną treść i nie spotkał się z krytyką wymiaru sprawiedliwości; nawoływanie do demonstracji zaś mogło przyczynić się do zwiększenia ilości zakażeń wirusem SARS-CoV-2. Ostatecznie jednak grafika na okładce – zdaniem sędzi – nie zawierała dostatecznego i jednoznacznego odniesienia do treści artykułu ani też do demonstracji, do których na jesieni 2020 r. zachęcał ówczesny lider Platformy Obywatelskiej. Tym samym nie stanowiła wystarczającego uzasadnienia przedstawionej tezy, jaką zapewne miała być przestroga przed ryzykiem związanym z udziałem w demonstracjach. Dlatego też w opinii gliwickiego sądu forma i treść zarzutu na okładce nie jest adekwatna do zachowania powoda.

 

W tym miejscu sędzia odwołała się do przytaczanej podczas rozprawy wypowiedzi Borysa Budki, który 30 marca 2020 r. na antenie programu „Onet rano” mówił, że każdy, kto chce robić wybory 10 maja, po prostu będzie miał krew na rękach. Były szef PO odniósł się w ten sposób do pomysłu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Zdaniem sędzi słowa te – choć drastyczne – miały znaczenie metaforyczne i w przeciwieństwie do słów na okładce GP nie stanowiły wypowiedzi spersonalizowanej.

 

Chęć zdalnego udziału w posiedzeniu wyrazili dziennikarze Telewizji Republika oraz portalu Niezalezna.pl. Gliwicki sąd – pomimo pierwotnej zgody – ostatecznie nie zezwolił jednak przedstawicielom tych mediów na uczestnictwo w ogłoszeniu wyroku i nie wpuścił ich na platformę internetową.

 

Sąd nie zgodził się również na udostępnienie zapisu ze spotkania osobom nie będącym Stroną w sprawie.

 

CMWP SDP  przesłało w tej sprawie do Sądu Okręgowego w Gliwicach opinię amicus curiae . Czytamy w nim m.in. Okładka, która stała się przyczyną pozwu i sprawy sądowej, jest jedynie graficzną ilustracją opisu sytuacji, w której sam się ustawił poseł Borys Budka poprzez swoje co najmniej kontrowersyjne zachowanie. Samo pozwanie red. Tomasza Sakiewicza z powodu jej publikacji budzi zastrzeżenia, jego ukaranie będzie naruszeniem zasady wolności słowa (czytaj TUTAJ).

 

Zgodnie z decyzją Sądu redaktor naczelny GP został wezwany do zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także publikacji przeprosin posła Budki w papierowym wydaniu „Gazety Polskiej” oraz na stronie internetowej tygodnika. Należy przy tym podkreślić, iż  sędzia nie przyjęła materiału dowodowego od pozwanych. Redaktor Tomasz Sakiewicz zapowiedział, iż złoży apelację od tego orzeczenia Sądu.

 

Tekst i zdjęcie: Anna Maria Szczepaniak

 

 

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close