Fot.debata.olsztyn.pl

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. Bogdana Bachmury z olsztyńskiej „Debaty”

CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem sprawę red. Adama Sochy i red. nacz. Bogdana Bachmury z olsztyńskiego miesięcznika „Debata” pozwanych przez koncern Polski Bank Komórek Macierzystych SA  (PBKM) i jego spółkę – córkę  Instytut Terapii Komórkowych S.A. za publikacje na temat „leczenia komórkami macierzystymi” pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy. Koncerny żądają od pozwanych przeprosin, blisko 300 tysięcy złotych odszkodowania oraz żądają usunięcia z Internetu  już opublikowanych tekstów na swój temat. Dziennikarze nie przyznają się do winy. 

30 grudnia 2021 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali trzy pozwy od koncernu Polski Bank Komórek Macierzystych SA. Koncern pozwał dziennikarzy Adama Sochę i Bogdana Bachmurę, jako redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl oraz jako prezesa Fundacji „Debata”. Koncern zarzuca im naruszenie dóbr osobistych w 13 artykułach, które wg niego miałyby podważać skuteczność terapii wykorzystujących komórki macierzyste i krew pępowinową służącą do ich pozyskania oferowanych komercyjnie chorym na choroby neurodegeneracyjne.

Jednocześnie koncern PBKM zażądał od pozwanych usunięcie z portalu debata.olsztyn.pl na okres jednego roku czterech już opublikowanych artykułów oraz usunięcia kilku fragmentów z czterech innych tekstów, w których pada nazwa PBKM.  Ponadto pozwani żądają wykupienia przeprosin w dzienniku „Rzeczpospolita” i wpłaty od każdego pozwanego po 60 tys. zł. W sumie koszty, jakimi mogą zostać obciążeni pozwani w wyniku przegranego procesu wyliczono w tym pozwie na 222.952 zł. Pozew liczy 60 stron, do niego dołączono 103 załączniki, w sumie jest to ok. 750 stron (ponad 3 kg) dokumentów, część z nich jest w j. angielskim.

17 stycznia 2022 r. redaktor Adam Socha i redaktor naczelny olsztyńskiego miesięcznika „Debata” odebrali pozew od spółki Instytut Terapii Komórkowych (ITK) z Olsztyna, spółki-córki PBKM. Pozew liczy 127 stron i zawiera 99 załączników, czyli łącznie jest to ponad 700 stron tekstu, w tym większość załączników to artykuły w języku angielskim. ITK obliczył wartość sporu na 130 tys. zł (w tym żąda od dziennikarza 30 tys. zł, od Fundacji Debata – 30 tys. zł i od redaktora naczelnego portalu debata.olsztyn.pl – 30 tys. zł).

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP istnieje od 1996 r. i stanowi komórkę organizacyjną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołaną w celu obrony praw człowieka, w tym wolności słowa zgodnie z Europejską Konwencją Praw Człowieka. W związku z powyższym w zakresie realizowanych zadań CMWP monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela, m. in. w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae. W związku z powyższym CMWP SDP zamierza przedstawić swoją opinię w Sądzie  w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi, przed którym będzie toczył się proces.  Na razie jeszcze się on nie rozpoczął.

Na obecnym CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawę monitoringiem i zapewnia, iż udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i nieodpłatnej pomocy prawnej.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa , 25 stycznia 2022 r.

Kolejna rozprawa w sprawie red. Anety Urbanowicz z Tygodnika Zamojskiego

Brakiem wyroku zakończyła się kolejna rozprawa trwającego od dwóch lat procesu przeciwko red. Anecie Urbanowicz z Tygodnika Zamojskiego, która opisała niezgodne z prawem działania wicedyrektor lubelskiej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Dziennikarka napisała, iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat, a co wykazała przeprowadzona w Agencji kontrola.  Ponadto  wicedyrektor w  kolejnych latach nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie.

Red. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor, a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się również inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili na przykład, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa, a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Materiał opublikowany w Tygodniku Zamojskim spowodował, że zastępczyni dyrektora lubelskiej ARiMR założyła przed dwoma laty sprawę przeciw dziennikarce.

Podczas ostatniej rozprawy 19 stycznia b.r. przesłuchano trójkę świadków obrony – dwie urzędniczki pracujące w ARiMR oraz byłego męża bohaterki artykułu. Urzędniczki potwierdziły, że informacje zawarte w materiale prasowym autorstwa Anety Urbanowicz miały miejsce. Jeszcze bardziej obciążające były zeznania byłego męża zastępczyni dyrektora ARiMR, który zeznał, że to właśnie ona wypełniała wszystkie wnioski,  jakie składane były do zarządzanej przez nią Agencji  oraz że to właśnie ona otrzymywała wszystkie dopłaty.  Sąd pod przewodnictwem sędzi Hanny Życkiej zadecydował, że 13 lutego odbędzie się jeszcze jedno przesłuchanie świadka. Tym razem przesłuchanie ma dotyczyć wyprowadzania psa zastępczyni dyrektora ARiMR przez jej podwładnych w godzinach pracy.

W związku z aktem oskarżenia z art. 212, wniesionym przez Annę Kusiak przeciwko red. Anecie Urbanowicz – dziennikarce „Tygodnika Zamojskiego”, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa i prasy. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do Sądu Rejonowego w Zamościu 15 maja 2020 r. CMWP SDP reprezentuje na rozprawach red. Andrzej Klimczak.

Prywatny akt oskarżenia dotyczy  artykułu pt. „Nie porządzi”  opublikowanego w „Tygodniku Zamojskim” oraz zamieszczonego na stronie internetowej www.tygodnikzamojski.pl . W artykule zostało opisane m.in.  funkcjonowanie  Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Lublinie w czasie, gdy Anna Kusiak-Janiec  pełniła tam funkcję  zastępcy dyrektora. 6 listopada 2019 r.   pełnomocnik Anny Kusiak skierował do Sądu Rejonowego w Zamościu 12 listopada ub. roku prywatny akt oskarżenia  zarzucając autorce artykułu publikację rzekomo nieprawdziwych informacji, które pomówiły Annę Kusiak o takie postępowanie, które poniża ją w opinii publicznej, tj. o czyn z art. 212 § 1 kk w zw. z art. 212 § 2 kk.

Sędzia Dorota Majerska-Janowska i pusta sala sądowa. Rozpraw odbyła się zdalnie. Fot. Maria Giedz

Wyrok w sprawie apelacyjnej przeciwko dziennikarce i dyrektor TVP3 Gdańsk

17 stycznia 2022 r. odbyła się już ostatnia rozprawa w gdańskim Sądzie Apelacyjnym (I Wydział Cywilny SA w Gdańsku) w sprawie toczącego się od niemal pięciu lat procesu sądowego pomiędzy Henrykiem Jezierskim, właścicielem internetowych wydawnictw motoryzacyjnych, a Joanną Strzemieczną-Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarką tej stacji Agatą Mielczarek. Sąd, wydając wyrok, odrzucił większość roszczeń finansowych Henryka Jezierskiego, ale  podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego zgodnie z którym dziennikarki mają go przeprosić. 

Sąd  Apelacyjny zmienił jedynie treść oświadczenia z przeprosinami,  jakie dyrektor Strzemieczna-Rosen i redaktor Agata Mielczarek  mają opublikować na stronie internetowej TVP3 Gdańsk. Chodzi o dodanie słowa „godność” do wcześniej zaproponowanej treści w wyroku pierwszej instancji Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Przedmiotem sporu był wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny, autorstwa Agaty Mielczarek, dotyczący wyboru członków do Rady Programowej tej stacji oraz Radia  Gdańsk. Powód, czyli Henryk Jezierski, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk jako rzekomy reprezentant Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, które jednak zaprzeczyło, jakoby udzieliło mu rekomendacji.  Po ujawnieniu tej informacji Henryk Jezierski został z Rady odwołany i wkrótce po tym  zarzucił dziennikarkom bezpodstawne przypisanie mu współpracy z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa. Zarzucił im też brak rzetelności dziennikarskiej, mimo że materiał w regionalnym programie TVP 3 Gdańsk na ten temat został opublikowany w oparciu o dokumenty z IPN oraz opracowanie Daniela Wicentego p.t. „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w stanie wojennym”, wydane przez IPN w 2015 r., co widać na nagraniu.

Rozprawa apelacyjna odbyła się w trybie zdalnym, wzięli w niej udział: powód, czyli Henryk Jezierski oraz jego pełnomocnik, a prywatnie jego córka mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pozwana Agata Mielczarek, a także mec. Wenanty Plichta, pełnomocnik Joanny Strzemiecznej-Rozen. Sprawę prowadziła sędzia Sądu Apelacyjnego Dorota Majerska-Janowska. Z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP proces sądowy obserwowała Maria Giedz.

Rozprawa, jak wspomniano, odbywała się w trybie zdanym i niestety była w większości, zwłaszcza w drugiej części słabo słyszalna i niezrozumiała. Niesprawny system techniczny sprawił, że przypominało to kpinę z Sądu. Słychać było jedynie pojedyncze sylaby, które po kilkukrotnym odtwarzaniu z nagrania można było domyślnie ułożyć w słowa, a nawet podjąć próbę konstruowania zdań. Dlatego dokładną relację z procesu będzie można zamieścić po ukazaniu się zarówno wyroku w formie pisemnej, jak i jego uzasadnienia, co nastąpi zapewne nie wcześniej niż za ok. 3 tygodnie.

Poza treścią oświadczenia i tak inną niż życzył sobie Henryk Jezierski, pozostałe punkty z apelacji złożonej przez Powoda, głównie dotyczące finansów, a także opublikowanie przeprosin na Jego własnym portalu oraz utrzymywanie owego oświadczenia przez rok, oczywiście na koszt pozwanych zostały przez Sąd oddalone. Bowiem Sąd, jak stwierdziła Sędzia Dorota Majerska-Janowska, skupił się wyłącznie na sprawie naruszenia dóbr osobistych powoda.

– Pozostałe kwestie nie podlegały analizie Sądu, jak m.in. udzielenie rekomendacji powodowi przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy czy członkostwo w Radzie Programowej TVP3 Gdańsk – czytała Majerska-Janowska.

Wyjaśniała też, że w IPN-ie nie istnieje teczka Henryka Jezierskiego, może istniała, ale wszystkie dokumenty zostały zniszczone, więc nie można powiedzieć, że Jezierski był tajnym współpracownikiem. Z dokumentów IPN-u wynika, że Jezierski odmówił współpracy, albo odmówił dalszej współpracy. Z przesłuchań świadków wiadomo, że autor książki „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym” wypowiadał się jedynie na temat zarejestrowania Jezierskiego, ale nie ma deklaracji podpisanej przez niego samego, ani potwierdzenia przyjęcia korzyści materialnych. – Trzeba rozróżnić fakt rejestracji od konkretnej współpracy – dodała sędzia Majerska-Janowska.

Sędzia podkreśliła też, że materiał dziennikarski został zebrany prawidłowo, z czym nie zgadzał się Henryk  Jezierski, tylko nieprawidłowo zostały wyciągnięte wnioski. Tak więc zarzut braku rzetelności dziennikarskiej Jezierskiego wobec Agaty Mielczarek nie był słuszny. Sędzia nie widzi też powodu publikowania przeprosin na stronach motoryzacyjnych, które są własnością Jezierskiego, gdyż tam nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda.

W IPN nie ma dokumentów wyraźnie mówiących o współpracy Henryka Jezierskiego z SB, gdyż wszystkie dokumenty, łącznie z mikrofilmami zostały zniszczone w 2010 r. Jednak w przypadku odnalezienia dokumentów stwierdzających tę współpracę lub dotarcia do innych dowodów, nie będzie możliwości zmiany wyroku Sądu Apelacyjnego, gdyż istotna jest wiedza na moment publikacji materiału w Telewizji, a więc na dzień 27 stycznia 2017 r.


Henryk Jezierski złożył także pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy, również w kwestii przypisania mu współpracy z SB. Wszystkie materiały dziennikarskie zostały opublikowane w oparciu o pracę Daniela Wicentego. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

W innym procesie Henryk Jezierski został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe X Wydziału Karnego na 4-miesięczne pozbawienie wolności warunkowo zawieszone na okres 2 lata tytułem próby. Powodem jest publikacja autorstwa  H.Jezierskiego, zamieszczona na portalu, którego jest wydawcą i redaktorem naczelnym, upokarzająca Waldemara Jaroszewicza, radnego gdańskiego z klubu PiS oraz przewodniczącego Zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ponadto H.  Jezierski dopuścił się publicznego szantażu Jaroszewicza, nadużywając pozycji jako dziennikarza.

Poza tym Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe II Wydział Karny wydał kolejny wyrok, ale jeszcze nieprawomocny, skazujący Henryka Jezierskiego na łączną karę 8 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w miesiącu. Wyrok ten został wydany za publiczne znieważanie m.in. takimi zwrotami, jak: „osoba kwalifikująca się do miana swołoczy sowieckiej o rusko-pruskich metodach postępowania”, które odnosiły się do Ewy Leśniewskiej-Jagaciak, byłej trójmiejskiej dziennikarki. Od tego wyroku Henryk Jezierski złożył odwołanie.

CMWP SDP w „Salonie dziennikarskim” red. Michała Karnowskiego w TVP INFO

Tarcza antyinflacyjna czyli pakiet czasowych obniżek podatków przyjęte przez Sejm, dymisja 13 członków Rady Medycznej, blokada konta Konfederacji na Facebooku i pytania o cenzurę w Internecie – to tylko niektóre z tematów poruszonych przez publicystów w programie „Salon dziennikarski”  w TVP INFO  w sobotę 15 stycznia b.r. Jego autorem i prowadzącym jest red, Michał Karnowski, publicysta tygodnika Sieci, współtwórca portalu wpolityce.pl. Gośćmi programu byli Marek Formela, redaktor naczelny Gazety Gdańskiej, Marek Markiewicz, prawnik i wykładowca akademicki oraz Piotr Semka, publicysta tygodnika „Do Rzeczy” i dr Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Pytana o blokadę konta Konfederacji na Facebooku Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę, iż  w ocenie CMWP SDP jest to drastyczne naruszenie zasady wolności słowa, ponieważ  legalnie działająca partia polityczna w Polsce  utraciła przez to możliwość korzystania z jednej z najbardziej dostępnych i popularnych w naszym kraju platform społecznościowych. Partia ta  ma swoją reprezentację w parlamencie i cieszy się sporym poparciem społecznym, przez co zawieszenie jej konta na Facebooku jest szczególnie bulwersującą sprawą.„Przypomnę, że rok temu Twitter i Facebook zablokował konta Donalda Trumpa. Zawieszenie konta w Polsce jest absolutnie skandaliczne. Stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest jednoznaczne” – podkreśliła w „Salonie Dziennikarskim” dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Jolanta Hajdasz. Blokując profil Konfederacji na Facebooku po raz kolejny  przedstawiciel globalnych mediów społecznościowych w Polsce stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję istotnych z punktu widzenia interesu społecznego treści – zgodzili się uczestnicy programu. Po pierwsze, jeśli na Facebooku zamieszczano treści, które nie łamią polskiego prawa, to one mogą się ukazywać się publicznie. Nie ma możliwości stosowania jakichś innych  kryteriów, bo przewrócimy cały system prasowy. Druga sprawa – nie ma żadnej realnej ścieżki odwoławczej. Konto legalnie działającej partii, mających swoich przedstawicieli w parlamencie, jest jakimś dobrem rynkowym, platformą, dzięki której komunikują się z wyborcami. Ucinanie tego kanału to wielka, dotkliwa strata. Konfederacja nie ma się jak od tego odwołać, może co najwyżej pisać maila z protestami – powiedziała Jolanta Hajdasz dodając, że to uświadamia nam też, skąd płyną zagrożenia, że media społecznościowe nie są oazą wolności. Jest właściciel, który może stwierdzić, że coś mu się nie podoba. 

„Salon dziennikarski” to wspólna audycja Radia Warszawa, Tygodnika Idziemy, portalu WPolityce.pl oraz Telewizji Polskiej. To program publicystyczny, w którym dziennikarze komentują najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.

Więcej na ten temat TUTAJ.

Wydanie z 15 stycznia 2022 r. z udziałem CMWP SDP  jest TUTAJ.

 

Andrzej Grygiel w ubiegłym roku otrzymał Nagrodę SDP im. Eugeniusza Lokajskiego za fotografię o tematyce sportowej.

Wsparcie CMWP SDP dla apelu o przywrócenie do pracy fotoreportera PAP Andrzeja Grygiela

CMWP SDP wspiera apel dziennikarzy i Prezydium Zarządu Regionu Śląsko Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” o przywrócenie do pracy w Polskiej Agencji Prasowej fotoreportera katowickiego oddziału PAP Andrzeja Grygiela. Fotoreporter stale współpracował z Agencją  od 2005 r. Z początkiem roku 2022 został poinformowany o nieprzedłużeniu mu umowy współpracy. Do dnia dzisiejszego pod listem otwartym o przywrócenie Andrzeja Grygiela do pracy podpisało ponad 100 dziennikarzy pracujących w redakcjach prasowych, radiowych, telewizyjnych, portalach internetowych oraz w agencjach fotograficznych w województwie śląskim. W obronie fotoreportera wystąpiło także Prezydium Zarządu Regionu Śląsko Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Jako pierwsi w obronie tracącego pracę kolegi wystąpili dziennikarze PAP w Katowicach: Z niedowierzaniem przyjęliśmy (…) informację o zamiarze nieprzedłużenia umowy z naszym kolegą, wieloletnim znakomitym fotoreporterem Agencji, Andrzejem Grygielem. Wierzymy, że decyzja ta zostanie zmieniona i Andrzej pozostanie członkiem naszego zespołu – napisali dziennikarze w liście do kierownictwa firmy. Jako dziennikarze współpracujący z Andrzejem na co dzień, możemy jednogłośnie zaświadczyć, że jego pracowitość, dyspozycyjność, kreatywność i oddanie pracy na rzecz PAP nie mają sobie równych – czytamy w piśmie dziennikarzy. Prezydium Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ ,,Solidarność” oświadczyło, iż jest gotowe udzielić fotoreporterowi wszelkiego wsparcia, mimo iż nie jest członkiem związku i domaga się przywrócenia Andrzeja Grygiela do pracy, a nawet podpisania z nim stałej umowy o pracę.

Andrzej Grygiel w Polskiej Agencji Prasowej pracował od 2005 r. Wcześniej przez 16 lat był związany z katowicką popołudniówką „Wieczór” i „Dziennikiem Zachodnim”. Jego zdjęcia były wielokrotnie nagradzane, np. w Grand Press Photo 2017 zajął drugie miejsce w kategorii Wydarzenia, a w World Press Photo 2014 otrzymał drugą nagrodę w kategorii Sport Actions. Była to pierwsza w historii nagroda World Press Photo dla fotoreportera Polskiej Agencji Prasowej.

W ocenie CMWP SDP losy zawodowe Pana Andrzeja Grygiela są przykładem są patologicznego traktowania dziennikarzy, reporterów i fotoreporterów w Polsce, gdyż bardzo często zmuszeni są oni do wykonywania pracy w swoich zawodach w ramach tzw. umowy – zlecenia lub umowy o dzieło ze wszystkimi negatywnymi dla pracownika konsekwencjami tego faktu. Często wykorzystując uprzywilejowaną pozycję pracodawcy wobec tak zatrudnionego pracownika pozbawia się go pracy bez socjalnego zabezpieczenia i bez próby uzasadnienia tego działania.  CMWP SDP podkreśla przy tym, iż szanuje prawo każdego pracodawcy do swobodnej polityki kadrowej i dowolnego doboru pracowników, ale jest działaniem nieetycznym i przez to nieakceptowalnym pozbawianie pracy w tak nagłym trybie współpracowników z kilkunastoletnim stażem i niekwestionowanym dorobkiem zawodowym. Dlatego CMWP SDP wspiera apel o przywrócenie współpracy Polskiej Agencji Prasowej z Andrzejem Grygielem wyrażony zarówno w liście otwartym dziennikarzy, jak i Prezydium Solidarności Śląsko – Dąbrowskiej.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP 

Warszawa 12 stycznia 2022 r

Protest CMWP SDP przeciwko usunięciu z Facebooka profilu partii Konfederacja

CMWP  SDP stanowczo protestuje przeciwko usunięciu profilu partii Konfederacja z Facebooka i apeluje o jego jak najszybsze przywrócenie. W ocenie CMWP SDP jest to drastyczne naruszenie zasady wolności słowa, ponieważ poprzez arbitralną decyzję platformy internetowej  legalnie działająca partia polityczna w Polsce  utraciła możliwość korzystania z jednej z najbardziej dostępnych i popularnych w naszym kraju platform społecznościowych. Partia ta  ma swoją reprezentację w parlamencie i cieszy się sporym poparciem społecznym, przez co zawieszenie jej konta na Facebooku jest szczególnie bulwersującą sprawą.

5 stycznia br.  koncern Facebook (Meta) usunął ze swojego serwisu profil Konfederacji, partii, która miała najwięcej tzw. znajomych (671 tys.) ze wszystkich partii politycznych w Polsce.  Według cytowanego przez media oświadczenia firmy Facebook (Meta)  strona Konfederacji została usunięta z powodu powtarzających się naruszeń zasad Facebooka dotyczących dezinformacji o COVID-19, w szczególności „poprzez publikowanie fałszywych twierdzeń o tym, że maski nie ograniczają rozprzestrzeniania się choroby, że śmiertelność COVID-19 jest taka sama lub niższa niż grypy, a także że szczepionki na COVID-19 nie zapewniają żadnej odporności i są nieefektywne”. Powodem zamknięcia miało być także naruszanie zasad dotyczących mowy nienawiści poprzez publikowanie „treści bezpośrednio atakujących inne osoby na podstawie tzw. cech chronionych, takich jak narodowość czy orientacja seksualna”.

W opublikowanym w mediach społecznościowych stanowisku przedstawiciele Konfederacji oświadczyli, iż zawieszenie swojego profilu traktują jako „pogwałcenie konstytucyjnej zasady swobody rozpowszechniania informacji i ingerencję w zbliżający się cykl wyborczy”.  Wg ugrupowania profil Konfederacji (…) osiągał „wielomilionowe zasięgi i od dwóch lat miał największą dynamikę wzrostu spośród wszystkich profili politycznych, a w czasie prowadzenia profilu zostały przeprowadzone trzy ogólnopolskie kampanie wyborcze i opublikowano na nim tysiące materiałów w różnej formie”. Administracja Facebooka –  podkreśla Konfederacja –  nigdy nie nawiązała z  przedstawicielami ugrupowania kontaktu w sprawie zastrzeżeń co do sposobu prowadzenia profilu, a jej płatne reklamy polityczne były zatwierdzane w kampaniach wyborczych. Wg Konfederacji usuwanie materiałów z ich profilu na Facebooku zdarzało się bardzo rzadko (ostatni raz w listopadzie 2021 r.) i nigdy nie towarzyszyły temu żadne wyjaśnienia poza całkowicie ogólną informacją o naruszeniu „Standardów Społeczności”. W bieżącym roku Facebook nie usunął żadnego materiału opublikowanego przez Konfederację.

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad  demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej . Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Likwidując  profil Konfederacji na Facebooku przedstawiciel globalnych mediów społecznościowych w Polsce po raz kolejny stawia się ponad obowiązującym prawem  i blokuje dyfuzję istotnych z punktu widzenia interesu społecznego treści . Ze względu na powszechność serwisu społecznościowego Facebook w Polsce działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku konta partii Konfederacja. 

Biorąc pod uwagę wszystkie wskazane powyżej okoliczności Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP ponownie apeluje do rządu o jak najszybsze przyjęcie przepisów gwarantujących wolność słowa w Internecie. Petycja w tej sprawie została złożona w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów  przez  wiceprezesa Instytutu na Recz Kultury Prawnej Ordo Iuris dr Tymoteusza Zycha,  Prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztofa Skowrońskiego i dr Jolantę Hajdasz, dyrektora CMWP SDP  już w styczniu 2021 r.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 10 stycznia 2022 r.

Fot. YouTube

Apel CMWP SDP o pozostawienie na stanowisku kurator oświaty Barbary Nowak

Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP  z  najwyższym niepokojem przyjmuje żądania dymisji kurator oświaty w Małopolsce Barbary Nowak w związku z jej wypowiedziami na temat szczepień przeciwko COVID-19 udzielonymi w wywiadzie radiowym i apeluje do osób odpowiedzialnych o nie podejmowanie tego typu postępowania. Byłoby ono naruszaniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa i naruszeniem prawa każdego obywatela Polski do swobody wypowiedzi, jakie gwarantuje polska Konstytucja i inne akty prawne.

7 stycznia b.r. małopolska kurator oświaty Barbara Nowak w rozmowie z Radiem Zet użyła sformułowania „eksperyment” w odniesieniu do szczepień przeciwko COVID-19 i opowiedziała się przeciwko wprowadzeniu takiego obowiązku szczepień dla nauczycieli. Uważam, że człowiek dorosły i wolny musi sam odpowiedzialnie wybierać i nie wolno go do tego zmuszać. Absolutnie nie zgadzam się z pomysłem, by kogokolwiek do czegokolwiek przymuszać. Zwłaszcza, jeśli mówimy o szczepionkach, których konsekwencje – tego eksperymentu – nie są do końca stwierdzone –powiedziała Barbara Nowak. Kurator oświaty  napisała później w mediach społecznościowych, iż „mając wykształcenie historyczne, a nie medyczne” nie powinna się wypowiadać na temat szczepionki, a w kolejnej rozmowie z PAP kurator zapewniła, że nie kwestionowała zasadności szczepień, jednak – jak dodała – każdy człowiek musi mieć prawo do wolnego wyboru. Przyznała także, że sama zaszczepiła się przeciwko COVID-19.

W tej sytuacji w ocenie CMWP SDP jakiekolwiek postępowanie dyscyplinarne wobec kurator Barbary Nowak  naruszy fundamentalną dla ustroju demokratycznego zasadę wolności słowa. W udzielanych dziennikarzom wywiadach każdy ma prawo przedstawiać swój osobisty punkt widzenia, a specyfika rozmowy emitowanej na żywo czyli w czasie rzeczywistym sprawia, iż wypowiedzi te mogą charakteryzować się większą spontanicznością i nie zawsze zamierzoną przez autora ich wymową. W związku z tym kara w postaci pozbawienia pracy w konsekwencji słów  wypowiedzianych  w środkach masowego komunikowania  byłaby działaniem całkowicie nieadekwatnym w stosunku do popełnionego czynu, jakim jest jak w tym wypadku wypowiedź w radiu, szczególnie w sytuacji, gdy wypowiedź ta dotyczy osobistych poglądów osoby, która udziela wywiadu.

CMWP SDP zwraca uwagę, iż karanie za poglądy, jakie miałoby miejsce w opisanym wyżej przypadku kurator Barbary Nowak może prowadzić do uruchomienia i upowszechnienia w komunikowaniu masowym  mechanizmu autocenzury, czyli samoograniczania się innych osób i nie podejmowania przez nich trudnych i kontrowersyjnych tematów społecznych, jakimi np. są problemy związane z potencjalnym obowiązkiem powszechnych szczepień przeciwko COVID-19 oraz ich skutkami społecznymi . W oczywisty sposób niszczyłoby to zasadę wolności słowa i prowadziłoby do ograniczenia swobód obywatelskich. Jest to tzw. efekt mrożący (ang. chilling effect), wielokrotnie opisywany zarówno na gruncie prawa polskiego, jak i innych krajów jako działanie przeciwko wolności słowa i wypowiedzi. W związku z powyższym należy także przypomnieć, że wolność słowa i prasy podlega ochronie zarówno na gruncie krajowego, jak i międzynarodowego porządku prawnego. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, każdy ma prawo do swobody wypowiedzi, które obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Jak wielokrotnie podkreślał Europejski Trybunał Praw Człowieka, swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, a bez wolnej prasy społeczeństwo demokratyczne nie istnieje.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 9 stycznia 2022 r.

 

Jak przeciwdziałać koncentracji kapitałowej i chronić pluralizm mediów?

4 stycznia br. Instytut Ordo Iuris opublikował monografię, która przedstawia regulacje prawne odnoszące się do przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów w wybranych państwach Unii Europejskiej.  Zdaniem autorów publikacji przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji kapitałowej w mediach ma istotne znaczenie z punktu widzenia obronności kraju, suwerenności polityki wewnętrznej oraz  ochrony praw podstawowych. Publikacji monografii towarzyszyła debata ekspertów, wśród których była także dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.  W debacie  Ordo Iuris wzięli także udział: przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski,  publicysta Łukasz Warzecha i analityk Ordo Iuris apl. radc. Anna Wawrzyniak. Debatę transmitowaną na żywo w internecie prowadził Filip Bator z Ordo Iuris.

 

Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce, szczególnie w obszarze przeciwdziałania koncentracji kapitału i ochrony pluralizmu mediów, to strategicznie ważny obszar działania demokratycznego państwa. Ufamy, że dzisiejsza debata, a także prezentacja monografii na ten temat, przyczynią się do podjęcia w przestrzeni publicznej rzetelnej dyskusji nad kierunkiem zmian prawa w Polsce” – zaznaczył Łukasz Bernaciński, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris, współautor monografii. Autorzy monografii podkreślili , że rozwiązania antykoncentracyjne są integralnym elementem demokratycznego państwa prawnego, stosowanym w wielu krajach. W udostępnionej w sieci nieodpłatnie publikacji omówiono szczegółowo zasady  rynku medialnego w Polsce w zestawieniu z regulacjami funkcjonującymi m.in. w Wielkiej Brytanii, w Niemczech,  we Francji oraz w Czechach, Chorwacji i na Wegrzech.

 

Monografia : Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce i innych wybranych państwach europejskich Przeciwdziałanie koncentracji kapitału i ochrona pluralizmu mediów, autorzy :Bernard Bałazy , Łukasz Bernaciński, wydawnictwo : Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Warszawa 2021 , liczba stron – 107 .

 

Raport_o_dekoncentracji

 

W prezentowanej monografii czytamy, iż koncentracja mediów polega na występowaniu niewielkiej liczby podmiotów medialnych, które dominują proces kształtowania opinii publicznej. Skutkuje to reglamentacją prawa do informacji oraz ograniczeniu swobody wymiany poglądów, co prowadzi do destrukcji debaty publicznej. Zdaniem autorów publikacji przejawem nieprawidłowości na polskim rynku medialnym jest niski stopień pluralizmu rozpowszechnianych opinii oraz wysoki wskaźnik koncentracji kapitału w obszarze środków masowego przekazu. Podobne problemy występują również w innych krajach. Wprowadzono tam zatem konkretne rozwiązania antykoncentracyjne, które przedstawiono w monografii.  Prawnicy z Ordo Iuris zaproponowali również regulacje mogące przeciwdziałać koncentracji kapitałowej. Autorzy publikacji proponują m.in., aby maksymalny udział kapitału lub prawa głosu w podmiocie posiadającym koncesję nie mógł przekraczać 1/3. Z kolei nabycie powyżej 10 proc. udziałów w podmiocie medialnym przez podmiot spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego byłoby uzależnione od zgody właściwych władz państwowych. Zdaniem prawników, możliwości ubiegania się o koncesję nie powinny mieć podmioty z kapitałem zagranicznym powyżej 20 proc.

 

Uczestnicy dyskusji pytani byli o zasadność wprowadzania przepisów antykoncentracyjnych w mediach oraz o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji określaną jako „Lex TVN”. Witold Kołodziejski, Anna Wawrzyniak oraz Jolanta Hajdasz opowiedzieli się za wprowadzeniem takich przepisów, przeciwko nim opowiedział się red. Łukasz Warzecha. „Bez zdecydowanej ingerencji ustawowej ciężko będzie dalej z tym  (tzn. koncentracją w mediach – przyp. red. ) walczyć. Powołujemy się również na pewne na umowy międzynarodowe, inne kraje europejskie też są poddane rygorom wspólnego rynku i jakoś ich regulacje są bardziej szczegółowe od naszych” – podkreślił Witold Kołodziejski, komentując nowelizację ustawy medialnej. Do tego zagadnienia odniosła się także dr  Jolanta Hajdasz. „Skoro sama Discovery uznała, że trzeba zarejestrować w Holandii taką specjalną spółkę po to, by to prawo obejść, to widać,  że było to dla nich czytelne, co jest w tej ustawie, jakie przepisy ich obowiązują. Szkoda, że zabrakło woli lub narzędzi, by państwo polskie mogło je wyegzekwować, gdy ten medialny gigant kupował TVN w 2015 roku. Widzimy nieskuteczność tych obecnych zapisów i to, że państwo polskie zupełnie z nich nie rezygnujemy to dobrze, bo swój rynek medialny państwo choćby w jakiejś części  powinno chronić” – podkreśliła Jolanta Hajdasz. Krytycznie regulacje zmierzające do dekoncentracji kapitałowej ocenił za to Łukasz Warzecha.

 

„Jeżeli byśmy mieli jakieś uwagi do zagranicznych mediów w Polsce, to powinniśmy mieć je w ogóle, bez względu na to, czy ich właściciele  pochodzą z Niemiec, Argentyny, Stanów Zjednoczonych czy Tajwanu. To Unia Europejska nakłada na nas określone obowiązki i nie możemy blokować wolności  przepływu kapitału, ale ta swoboda powinna dotyczyć wszystkich podmiotów,  nie tylko tych z Europejskiego Obszaru Gospodarczego   – zaznaczył publicysta. O skutkach prawnych ewentualnego wprowadzenia nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji mówiła natomiast mec. Anna Wawrzyniak. „Ustawa, która ostatecznie nie została wprowadzona do porządku prawnego przewidywała pewne instrumenty, które pozwoliłyby uszczelnić aktualnie obowiązujące regulacje. Przede wszystkim miało to doprowadzić do tego, że obecność podmiotów zagranicznych na polskim rynku medialnym nie byłaby możliwa poprzez wykorzystanie  furtki prawnej, co niestety ma miejsce ” – powiedziała przedstawicielka Ordo Iuris.

 

Cała dyskusja jest TUTAJ.

 

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Pierwsza rozprawa

21 grudnia br. w warszawskim Sądzie Rejonowym odbyła się rozprawa karna, na której otwarto przewód sądowy w sprawie z oskarżenia prywatnego prof. Tomasza Grodzkiego wobec red. Tomasza Sakiewicza. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

 

Marszałek Senatu oskarża redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” o pomówienia i narażanie na utratę zaufania społecznego poprzez publikowanie na swoim profilu Twitter, a także w mediach Strefy Wolnego Słowa wypowiedzi kłamliwych i krzywdzących dla Tomasza Grodzkiego. Redaktor Tomasz Sakiewicz wielokrotnie odnosił się bowiem do głośnej afery korupcyjnej z udziałem Tomasza Grodzkiego – który jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie miał (jak twierdzi Prokuratura) od swoich pacjentów i ich rodzin przyjmować pieniądze za świadczone tam usługi – nazywając go m. in. zwykłym łapówkarzem. Marszałek Senatu zaprzecza jakimkolwiek zarzutom dotyczącym czerpania nielegalnych korzyści majątkowych. 22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Senat RP do tej pory nie zajął się sprawą uchylenia immunitetu Marszałka Tomasza Grodzkiego.

 

21 grudnia br. podczas niejawnej rozprawy  został odczytany akt oskarżenia. Na tym etapie sprawy red. Tomasz Sakiewicz odmówił złożenia wyjaśnień. Kolejna rozprawa odbędzie się 1 marca 2022 r.  Naczelny GP zadeklarował, iż będzie starał się o to, by sprawa została odtajniona.

 

W tym samym dniu odbyła się sprawa cywilna z powództwa stacji TVN, która domaga się od red. Sakiewicza sprostowania w związku z publikacją tygodnika „Gazeta Polska” z 10 listopada 2010 r. Chodzi o okładkę ukazującą twarze paru osób publicznych w towarzystwie logotypów wybranych ugrupowań oraz mediów – wśród nich TVN. Grafika odwołuje się do wystąpień przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 r. i została opatrzona podpisem „oni roznieśli zarazę i śmierć”. Z powodu tego, że obie rozprawy odbywały się w bardzo bliskiej odległości czasowej od siebie, a miały miejsce w dwóch różnych sądach na terenie Warszawy, naczelny GP nie był w stanie wziąć udziału w obu posiedzeniach. Mimo to sąd nie przychylił się do złożonej przez dziennikarza prośby o przełożenie terminu posiedzenia w postępowaniu cywilnym. Ze względu na obowiązek osobistego stawiennictwa na rozprawie karnej, Sakiewicz zrezygnował z obecności na rozprawie z TVN. Został on tym samym pozbawiony możliwości zabrania głosu jako pozwany.

 

W tej samej sprawie wystąpił już przeciw red. Sakiewiczowi poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka (pisaliśmy o tym TUTAJ).

 

Zawiadomienie o objęciu tej sprawy  monitoringiem CMWP SDP jest TUTAJ.

 

 

 

Apelacja w sprawie przeciwko dziennikarce i dyrektor TVP3 Gdańsk

20 grudnia odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna w sprawie z powództwa Henryka Jezierskiego przeciwko Joannie Strzemiecznej -Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarce tej stacji, red. Agacie Mielczarek. Pierwsza rozprawa w drugiej instancji, a więc w I Wydziale Cywilnym SA w Gdańsku odbyła się  w formie zdalnej. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, na rozprawach reprezentuje Centrum red. Maria Giedz. 

 

Apelację od  wyroku wydanego przez sąd pierwszej instancji, czyli Sąd Okręgowy w Gdańsku złożył Henryk Jezierski, właściciel internetowych wydawnictw motoryzacyjnych, który w 2017 r. miał wejść w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk. Nie wszedł, a dokładnie został odwołany z powodu materiału informacyjnego wyemitowanego w TVP 3 Gdańsk, w którym, jak twierdzi zainteresowany, bezpodstawnie przypisano mu współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa z czasów PRL. Złożył więc apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku o nakaz i zapłatę, pozywając Joannę Strzemieczną- Rozen, dyrektor TVP3 Gdańsk i dziennikarkę tejże stacji telewizyjnej Agatę Mielczarek.

 

20 grudnia w  rozprawie wzięli udział: powód, czyli Henryk Jezierski oraz jego pełnomocnik mec. Małgorzata Jezierska-Wojdak, pozwana Agata Mielczarek wraz z pełnomocnikiem Tomaszem Plaszczykiem, a także mec. Wenanty Plichta, pełnomocnik Joanny Strzemiecznej-Rozen, która osobiście w posiedzeniu nie mogła uczestniczyć. Sprawę prowadziła Sędzia Sądu Apelacyjnego Dorota Majerska-Janowska. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę   monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Z ramienia CMWP proces sądowy obserwowała Maria Giedz.

 

Przypomnijmy: Przedmiotem sporu był wyemitowany w dniu 27 stycznia 2017 r. w TVP3 Gdańsk materiał informacyjny dotyczący wyboru członków do Rady Programowej w tejże stacji oraz w Radiu Gdańsk. Powód, który wszedł w skład Rady Programowej TVP3 Gdańsk, po czym został odwołany, zarzucił pozwanym bezpodstawne przypisanie mu współpracy z peerelowską SB. Zarzucił im też brak rzetelności dziennikarskiej, mimo że materiał został opublikowany w oparciu o dokumenty z IPN oraz opracowanie Daniela Wicentego, „Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym”, wydane przez IPN w 2015 r., co widać na nagraniu.

 

Z wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku dowiadujemy się, że Sąd nakazał pozwanym Joannie Strzemiecznej-Rozen oraz Agacie Mielczarek wyemitowanie, na własny koszt, w głównym, piątkowym wydaniu „Panoramy” oraz opublikowanie na portalu internetowym TVP 3 -http://www.gdansk.tvp.pl w najbliższym terminie po upływie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku, oświadczenia o następującej treści: „Przepraszam Szanownego Pana Redaktora Henryka Jezierskiego za opublikowanie bezpodstawnej informacji o współpracy powoda Henryka Jezierskiego ze służbami specjalnymi PRL. Jest mi niezmiernie przykro, że informacja ta, wyemitowana w gdańskiej „Panoramie” z dnia 27 stycznia 2017 roku naruszyły Jego dobre imię i cześć”. Pozwane miały się podpisać pod owym oświadczeniem.

 

Sąd nakazał także obu pozwanym uiszczenia kwoty po 600 zł na rzecz powoda Henryka Jezierskiego. Są to koszty, które powód poniósł jako wpis, wnosząc pozew. Pozostałe żądania powoda Sąd oddalił.

 

Henryk Jezierski domaga się jednak nieco innej treści przeprosin i to publikowanych na jego prywatnym portalu, najpierw przez miesiąc w części głównej portalu, gdzie, jak podała córka powoda mec. Jezierska-Wojdak podczas poniedziałkowej rozprawy, takie ogłoszenie kosztuje 200 zł netto za dobę, a następnie przez 12 miesięcy w dziale Publicystyka. Ponoć tam ogłoszenia są darmowe.  Niemniej obie panie miałyby zapłacić razem netto 12 tys. zł. [Mec. Tomasz Plaszczyk podał dla porównania, że miesięczna opłata za ogłoszenie na dużym bilbordzie wynosi od 750 do 900 zł miesięcznie]. Jezierski chciał też, aby każda z pozwanych uiściła po 20 tys. zł na cel społeczny, a także taką samą kwotę, czyli po kolejne 20 tys. zł na rzecz powoda tytułem zadośćuczynienia. Ponieważ rozprawa sądowa toczyła się zdalnie, to treść apelacji złożonej przez Jezierskiego, a odczytanej przez Sędzię Dorotę Majerską-Janowską była w większości niezrozumiała. Niemniej wyraźnie były wyartykułowane roszczenia finansowe Powoda.

 

Do apelacji odniósł się mec. Wenanty Plichta, który wniósł o oddalenie roszczeń powoda. „Powód w 2017 r. był osobą publiczną. Wchodził w skład organu ustawowego, czyli Rady Programowej TVP. Musiał się więc liczyć z zainteresowaniem społeczeństwa jego osobą… Działanie Agaty Mielczarek (autorki wyemitowanego materiału informacyjnego) było w interesie publicznym. Nie wchodziła ona w sprawy prywatne Powoda. Media mają prawo interesować się różnymi aspektami działalności osób publicznych. Mają też prawo do ich oceny, również krytycznej.”

 

Mec. Plichta podkreślił, że Mielczarek opierała się na dokumentach. Mówił, że „nie może być tak, iż prawo do ochrony dobrego imienia jest większe od prawa do swobody wypowiedzi”. Sąd pierwszej instancji stwierdził, że zostało naruszone prawo do swobody wypowiedzi. Powód wypowiadał się wówczas lakonicznie o 2-3 kontaktach z SB, a potem, w innym procesie, jak przedstawiał Plichta, przyznał się, że było ich więcej, co zostało zapisane w uzasadnieniu wyroku karnego (Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Wydziału II Karnego) skazującego Powoda w innym procesie, toczącym się również w Gdańsku z Ewą Leśniewską-Jagaciak (byłą dziennikarką trójmiejską). Powód przemilczał te fakty w Sądzie Okręgowym. Zdaniem Plichty w wyemitowanym materiale 27 stycznia 2017 r. nie doszło do naruszenia dóbr Powoda. Mec. Plichta wniósł, aby akta procesu karnego i wyrok skazujący Jezierskiego z 17 listopada 2021 r. dołączyć do akt sprawy.

 

Mimo to Henryk Jezierski domaga się, aby przeprosiny zostały zamieszczone na jego portalu, a jak wykazywali mecenasi pozwanych, na portalach motoryzacyjnych, których Powód jest i redaktorem naczelnym i wydawcą nie doszło do żadnych naruszeń dóbr prywatnych Powoda.

 

Mec. Tomasz Plaszczyk wyraźnie wyartykułował, że w przypadku tego procesu nie chodzi o sprawę lustracyjną tylko o niedopuszczenie dziennikarzy do swobody wypowiedzi. W materiale nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo każda ze stron mogła się wypowiedzieć. Jezierskiemu dano tę możliwość dwukrotnie. „Wyrok Sądu Okręgowego był wręcz salomonowym. Domaganie się zamieszczenia przeprosin w formie płatnego ogłoszenia na prywatnym portalu Powoda jest sposobem na uczynienie z tego źródła dodatkowego dochodu”. Na dodatek Powód domaga się przeprosin na portalu, na którym dochodzi do naruszeń praw osobistych wielu innych osób.

 

Mec. Jezierska-Wojdak podtrzymała twierdzenie swojego ojca, że jego kontakty z SB nie miały miejsca, że „nie jest to proces lustracyjny, że w IPN nie ma żadnego dokumentu (mówiącego) o współpracy Jezierskiego z SB i że dopuszczenie do sprawy kolejnych wniosków dowodowych jest bezpodstawne, bo istotą jest to, co znajduje się w dokumentach IPN”. Po za tym „w latach 80. XX w. Powód nie było osobą publiczną, nie sprawował żadnych funkcji publicznych”. (Był dziennikarzem, sekretarzem redakcji.) Inna sytuacja była w 2017 r. Dowodów na to, że jej Ojciec był tajnym współpracownikiem nie ma i nie będzie. Stwierdzenie, że do naruszenia dóbr osobistych Powoda doszło jedynie w „Panoramie” TVP 3 Gdańsk i tylko tam powinny ukazać się przeprosiny nie jest słuszne, bo to dotknęło najbardziej czytelników portalu motoryzacyjnego.

 

Sam Jezierski jeszcze raz pokreślił, że autorka materiału informacyjnego nie sięgnęła do dokumentów IPN, nie sięgnęła do źródeł, naciągnęła fakty, sekretarz redakcji nie jest osobą publiczną, a cennik ogłoszeń na portalu motoryzacyjnym jest bardzo niski. Dodał też, że skoro w IPN nie ma dokumentacji, to nie było współpracy, a jego portal jest bardzo poczytnym portalem. Niestety nie wie, jaka jest ilość odsłon, ale to można sprawdzić. Mec. Plichta przypomniał Henrykowi Jezierskiemu, że rzeczywiście w IPN nie ma dokumentów wyraźnie mówiących o jego współpracy z SB, gdyż wszystkie dokumenty, łącznie z mikrofilmami zostały zniszczone w 2010 r. Dodał też, że „Powód znany jest z bezpardonowych ataków na inne osoby, a oczekuje ochrony własnego imienia. Został już skazany prawomocnym wyrokiem (wyrok z września 2021 r.) za stosowanie groźby wobec Waldemara Jaroszewicza. Bez żadnych skrupułów atakował też inne osoby”.

 

***

 

Henryk Jezierski złożył pozwy wobec trzech innych trójmiejskich dziennikarzy (Hannie Kordalskiej-Rosiek, Januszowi Wikowskiemu i Krzysztofowi Załuskiemu), również w kwestii przypisania mu współpracy z SB. Wszystkie materiały dziennikarskie zostały opublikowane w oparciu o opracowanie Daniela Wicentego, Weryfikacja Gdańskich Dziennikarzy w Stanie Wojennym, wydanym przez IPN w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”.

 

Henryk Jezierski został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe X Wydziału Karnego na 4-miesięczne pozbawienie wolności warunkowo zawieszone na okres 2 lata tytułem próby. Powodem jest publikacja autorstwa Jezierskiego, zamieszczona na portalu, którego jest wydawcą i redaktorem naczelnym, upokarzająca Waldemara Jaroszewicza radnego gdańskiego z klubu PiS oraz przewodniczącego Zarządu Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Ponadto Jezierski dopuścił się publicznego szantażu Jaroszewicza, nadużywając pozycji jako dziennikarza.

 

Ponadto Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe II Wydział Karny wydał kolejny wyrok, ale jeszcze nieprawomocny, skazujący Henryka Jezierskiego na łączną karę 8 miesięcy ograniczenia wolności polegającą na wykonywaniu nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym. Wyrok ten został wydany za publiczne znieważanie m.in. takimi zwrotami, jak: „osoba kwalifikująca się do miana swołoczy sowieckiej o rusko-pruskich metodach postępowania”, które odnosiły się do Ewy Leśniewskiej-Jagaciak, byłej trójmiejskiej dziennikarki.

 

***

 

Sąd postanowił: zwrócić się do Sądu Rejonowego w Gdańsku o nadesłanie tych wyroków wraz z uzasadnieniem, a także z protokołami przesłuchania Powoda. Chce też uzyskać akta z IPN. Odroczył więc rozprawę do dnia 17 stycznia 2021 r. Rozprawa odbędzie się zdalnie.

Opracowanie: Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz

 

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close