Dlaczego EFJ lekceważy złą sytuację MEDIÓW W POLSCE, ale wszczęła ALARM WS. SERBSKICH DZIENNIKARZY, głównie tych z lewicy

European Federation of Journalists – Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) podaje, że w Serbii wzrasta „poziom przemocy fizycznej wobec dziennikarzy, groźby śmierci i internetowe kampanie oszczerstw, utrwalona bezkarność i ścisła kontrola polityczna nad mediami” – informuje EFJ na swoim portalu internetowym – to jeden z komunikatów o serbskiej rzeczywistości medialnej, które tutaj często się ukazują. Dlaczego jednak – po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku oraz o niszczeniu mediów konserwatywnych – EFJ nie wydaje takich dramatycznych apeli o polskich mediach?

Działacze największego w Europie stowarzyszenia krajowych organizacji dziennikarskich prowadzą od dłuższego czasu akcję informacyjną dotyczącą, ich zdaniem, fatalnego stanu mediów w Serbii, państwie, które nie należy do Unii Europejskich: „Wolność mediów w Serbii pogrąża się w (głębokim – red.) kryzysie, a okres, w którym niezależne dziennikarstwo może funkcjonować, szybko się kurczy” – napisano w nocie EFJ.

EFJ jak cyklop

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), wraz z partnerami (…)” przedstawiła raport, który „przedstawia pogarszającą się sytuację w zakresie wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w Serbii. Raport jest efektem międzynarodowej misji do Belgradu” z marca 2026 roku.

„W 2025 roku w Serbii odnotowano 209 naruszeń wolności prasy – ponad dwukrotnie więcej niż 84 odnotowane w 2024 roku – dotyczących 359 pracowników i podmiotów medialnych. Do 16 lipca odnotowano 100 przypadków dotyczących 170 pracowników mediów od stycznia 2026 roku” – napisano w raporcie.

Kryzys serbski, ale w Polsce się poprawia, bo rzadzi Tusk

Zdaniem EFJ sytuacja w serbskich mediach jest dramatyczna. „Od czasu śmiertelnego zawalenia się wiaty dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 roku, w Serbii, liczba ataków na dziennikarzy relacjonujących demonstracje gwałtownie wzrosła. Organy ścigania nie tylko nie zapewniły dziennikarzom ochrony, ale sami policjanci coraz częściej sami występują w roli sprawców – od 2025 roku odnotowano co najmniej 38 ataków policyjnych na dziennikarzy” – podaje EFJ.

„Kryzys wykracza daleko poza kwestie bezpieczeństwa fizycznego. Strategiczne pozwy przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) nadal zagrażają dziennikarstwu działającemu w interesie publicznym, a Serbia zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby takich pozwów, według danych koalicji CASE z 2025 roku. Ciągła kryminalizacja zniewagi potęguje negatywny wpływ na pracę dziennikarzy” – ostrzega Europejska Federacja Dziennikarzy w raporcie z połowy 2026 roku.

Największa na Starym Kontynencie organizacja skupiająca stowarzyszenia i związki zawodowe dziennikarzy oraz pracowników mediów radzi, co powinny zrobić w tym przypadku władze Serbii „(…) Należy natychmiast zaprzestać podburzającej retoryki wymierzonej w dziennikarzy i powstrzymać się od wszelkich ataków słownych, fizycznych i prawnych na prasę, w tym od stosowania kar SLAPP. Władze powinny również wprowadzić specjalistyczne programy szkoleniowe dla policji i wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić spójne stosowanie środków ochronnych wobec dziennikarzy” – podpowiada serbskiemu rządowi EFJ.

Polityka a rzeczywistość = EFJ

Dlaczego jednak od dwóch lat EFJ, do której należy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nie zauważa złej sytuacji mediów w naszym kraju, szczególnie po bezprawnym przejęciu polskich mediów publicznych przez rząd w grudniu 2023 roku?

Otóż, EFJ to stricte polityczna organizacja, która jednak, jak może, unika tego określenia. Polska już ponad dekadę temu znalazła się w, spychanej na margines przez dziennikarskich liberałów i lewaków z EFJ, mniejszości krajowych federacji. Od lat poprawni politycznie działacze EFJ sprzymierzeni są z liberałami rządzącymi w Komisji Europejskiej, którzy, mówiąc wprost, nie kochają jakichkolwiek przejawów konserwatyzmu i niezależności. Brzmi to, w przypadku, stowarzyszenia federacji dziennikarskich niesamowicie, ale EFJ nie znosi niezależności medialnej (sic!). To oczywiście subiektywna, ale rzetelna ocena faktów zebranych na podstawie doświadczeń zebranych przez ostatnie cztery lata na zjazdach EFJ w Izmirze (2022), Hadze (2023), Prisztinie (2024), Budapeszcie (2025) i na zebraniu wyborczym International Federation Journalists, czyli Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) w Paryżu (2026). IFJ jest z kolei organizacją nadrzędną wobec EFJ, bo skupia federacje kontynentalną, m.in. europejską.

Może wyjść?

SDP od jakiegoś czasu zastanawia się, czy wobec przeszkód w przyjmowaniu pewnych uchwał obrazujących niekorzystne zmiany w polskich mediach od grudnia 2023 roku, nie wystąpić jednak z EFJ i IFJ. Większość jednak przedstawicieli władz naszego Stowarzyszenia skłania się ku pozostaniu w strukturach obydwu organizacji. Dlaczego?

Od zjazdu w Hadze w 2023 roku udaje nam się w coraz większym stopniu zwracać uwagę delegatów na poważne kłopoty niezależnego dziennikarstwa w Polsce. SDP robi to na tych zjazdach skutecznie, ale z dużym mozołem, wbrew faworyzowanemu przez progresywne trendy w EFJ lewicującemu Towarzystwu Dziennikarskiemu z pupilkami PO/KO prorządowymi obecnie Krzysztofowi Bobińskiemu i Andrzejowi Krajewskiemu.

Ten ostatni, z dziennikarza zrzeszonego w TD (Krajewski pracował w prasie PRL, był członkiem komunistycznej partii – PZPR; w latach 90. ub. w. był m.in. korespondentem TVP, prowadził pisma związane z Unią Wolności; był kandydatem PO w wyborach do europarlamentu; nawet na lotnisku Krajewski paraduje w kurtce z napisem EPP – frakcja PO/KO w PE) przeistoczył się w urzędnika na poziomie sekretarza stanu i od 2024 roku zasiada w komisji resortu sprawiedliwości tropiącej „afery medialne prawicy”.

Polityk rzecznikiem, rzecznik politykiem

Rzeczywistość medialną tłumaczą też w Polsce nieoczekiwane kariery ludzi żyjących na styku mediów i polityki. Szefową tego dziwnej instytucji była Sylwia Gregorczyk-Abram, prawniczka, o której media pisały, że podczas bezprawnego przejmowania przez rząd premiera Tuska zarejestrowała w nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowe, nielegalne i marionetkowe władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Media pisały o niej, że była w tzw. grupie Wejście i koordynowała działania rządu i wraz z nielegalnymi szefami mediów publicznych nadzorowała siłową pacyfikację TVP (wyłączenie sygnały na zlecenie ministra kultury, kiedyś w służbach specjalnych, ppłk Bartłomieja Sienkiewicza) PR i PAP, aby zainstalować ludzi, którzy w imieniu rządu, kierowali akcją masowych zwolnień dziennikarzy i pracowników mediów publicznych krytycznych wobec liberalno-lewicowej koalicji tworzącej od 13 grudnia 2023 roku rząd premiera Donalda Tuska – PO/KO.

17 lipca 2026 roku tylko 233 głosami, czyli np. w sytuacji poparcia rządu, dwoma głosami niezbędnej przewagi, Gregorczyk-Abram została wybrana przez Sejm na Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie głosowali na nią nawet niektórzy posłowie koalicji.

Wg, komunikatu PAP: „w głosowaniu wzięło udział 433 posłów. Większość bezwzględna wynosiła 217 głosów. Na Gregorczyk-Abram, która uzyskała wymaganą większość, głos oddało 233 posłów. Drugi kandydat – zgłoszony przez PiS Adam Borowski – uzyskał 177 głosów” – napisała PAP. „Za powołaniem Gregorczyk-Abram byli wszyscy głosujący posłowie KO, Lewicy, Centrum, Polski 2050. Z PSL-TD przeciw był jedynie poseł Marek Sawicki (był on również przeciwko kandydaturze Borowskiego). Z kolei kandydaturę działacza antykomunistycznej opozycji Adama Borowskiego poparli posłowie PiS (z wyjątkiem Jana Warzechy, który nie zagłosował za żadnym kandydatem) oraz koła Demokracja. Przeciwko obojgu kandydatom zagłosowało 23 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Razem.

Sejmowy wybór przewagą zaledwie dwóch głosów przy wyborze Gregorczyk-Abram na RPO musi potwierdzić jeszcze Senat. Premier Tusk zapewnił po głosowaniu, że głosy senackie ze strony koalicji PO/KO dla prawniczki są już politycznie przesądzone. Czy to prawda? Okaże się wkrótce.

W telewizji tego nie zobaczycie, w mediach EFJ też

Takiej kroczącej rządowej ofensywy w Polsce, ofensywy przeciwko niezależnym, konserwatywnych mediom, nie dostrzega większość działaczy EFJ. Oprócz mniejszości w ramach tej federacji, skupiającej m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, cała reszta ma lewicowe i liberalne poglądy. Oficjalnie tutaj, tzw. obiektywizm a nawet rzetelność, nie jest pojęciem zbyt popularnym, no chyba, że trzeba potępić jakiś konserwatywny rząd.

Dla tej większości lewicowej „koalicji” w EFJ najważniejsze ostatnio stały się marginalne problemy nie związane w wolnością słowa i szerszymi kwestiami dziennikarstwa w Europie i na świecie; są to m.in.: „problemy” gender i LGBT+ w redakcjach, nierzetelna ze strony EFJ stygmatyzacja Izraela w konflikcie w Stefie Gazy, promocja wszelkich organizacji związanych z palestyńskimi ruchami społecznymi oraz zagadnienia związane z AI, czyli sztuczną inteligencją – to lepiej brzmi po polsku niż AI po angielsku na przykład. Delegatka z RPA (wykluczona zresztą z obrad za to, że tamtejsza delegacja nie płaciła składek) na paryskim posiedzeniu IFJ zdążyła powiedzieć, że dziennikarską Europę z USA, Kanadę i Australię interesuje AI a oni, dziennikarze afrykańscy troszczą się o przetrwanie, żeby ich nikt nie zabił po rzetelnej publikacji, aby ich nie okaleczył w waśniach międzyplemiennych, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i ją utrzymać oraz last, not least, ogłosić światu specyfikę dziennikarską Czarnego Lądu ( reporterze z krajów afrykańskich używają takiego określenia, nie mają z tym problemów „rasowych”, chociaż lewaccy Europejczycy z EFJ bledną na sam dźwięk  tego określenia).

Prosta sprawa, tak jak medialna Europa

Dlaczego zatem Europejska Federacja Dziennikarzy krytykuje rząd serbski zarzucając mu złe traktowanie dziennikarzy a milczy o przypadkach represji wobec konserwatywnych mediów w Polsce, na przykład o aresztowaniu w Polsce red. Leszka Kraskowskiego, dziennikarza, który wykrył aferę Polnordu i jej związki z Romanem Giertychem – prominentnym politykiem PO/KO, posłem KO i adwokatem wielu osób z tej partii?

To proste, w Serbii rządzi partia konserwatywna a w Polsce koalicja liberalna z odcieniami lewackimi. Oczywiście nie pochwalam łamania praw człowieka W Serbii zdąża się to teraz dosyć często, szczególnie podczas ulicznych protestów, zagrożeni są relacjonujący je dziennikarze. Serbscy z państw bałkańskich i krajów Zachodu. Dlaczego jednak dziennikarze z frakcji większościowej w EFJ nie mówią o tym wprost – w Serbii rządzi prawica i dlatego dziennikarze o lewicowych poglądach są szykanowani, a w Polsce rządzi liberalna lewica i dlatego rząd prześladuje dziennikarzy krytykujących koalicję.

Czy doczekamy się postawienia tej sprawy jasno? W EFJ trzeba zmienić wektory. Trzeba tutaj wejść w sferę polityki, bo inaczej się nie da. No i wtedy rozlegnie się krzyk, że EFJ jest upolityczniona. Chyba, że władzę w zarządzie federacji utrzymają dziennikarscy liberałowie i lewacy, dla których od bezpieczeństwa reporterów ważniejsze są „problemy” gender i LGBT+ w redakcyjnych toaletach.

Witajcie w dziennikarskiej Europie AD 2026!

 

hub/ red. sdp.pl/ EFJ

 

zdj. EFJ/ Stringer / AFP/ hrob