Zanim podniesie się alarm, należy wszystko sprawdzić, może to wcale nie pożar a tylko ćwiczenia... Fot. HB

HUBERT BEKRYCHT: Gratulacje dla Oddziału Warszawskiego SDP

Serdecznie gratuluję członkom, ale przede wszystkim jednak władzom Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sukcesów w mijającym roku. Obwieszczenie tego radosnego faktu opisanego piórem prezesa OW SDP możemy przeczytać na autonomicznej stronie oddziału TUTAJ.

Jako sekretarz generalny SDP przede wszystkim gratuluję Wam, Koleżanki i Koledzy z oddziału warszawskiego, Prezesa, który ciężko pracuje, wszystkiego przypilnuje, ale też czasami… myli się, jak to zwykły człowiek. Właśnie tym, dezorientującym nasze środowisko pomyłkom szefa OW SDP w przywołanej publikacji pt. „Na dobrym kursie”, te kilka akapitów poświęcam.

Po roku działalności warszawskiego oddziału naszego stowarzyszenia należy podkreślić, że – bez ironii – Koleżanki i Koledzy, po ponad 2 latach izolacji covidowej, radzą sobie bardzo dobrze. Rozczaruję jednak niektórych liderów opinii z OW SDP, radzicie sobie bardzo dobrze, ale nie lepiej i nie gorzej w porównaniu z innymi oddziały terenowymi. Po prostu OW SDP jest najliczniejszy, ale nie zawsze musi to oznaczać, że jest najlepszy.

Wyciągając wnioski ze wspomnianego artykułu, na pewno prezes OW Zbigniew Rytel nie jest nieomylny. Wymieniając sukcesy swojego oddziału Zbyszek zauważył:

„Nasze biuro załatwia sprawy członkowskie i pomaga. Osobiście rekomenduję wnioski o pomoc finansową do Komisji Interwencyjnej. Z niepokojem przyjąłem wiadomość, że pula środków przeznaczonych na tę pomoc przez Zarząd Główny jest już na wyczerpaniu” – zaznaczył szef OW SDP.

To chwalebne, że prezes Rytel, jak każdy prezes oddziału, osobiście rekomenduje wnioski o pomoc finansową do KI, ale skąd „wiadomość”, że pieniądze przeznaczone na to przez ZG się kończą? Jak każdy dziennikarz, nawet a przede wszystkim w działalności publicznej, powinien pamiętać o podaniu źródła takiej informacji, bo nieprawdą jest, że „pula środków” (rozumiem, że chodzi o pieniądze) „jest już na wyczerpaniu”.

„Pula środków” dla Komisji Interwencyjnej, która rozdziela pomoc finansową w trzyletniej kadencję ZG (2021 – 2024) nie jest od razu oznaczona w podziale na poszczególne lata. Po prostu nikt nie ma pojęcia ilu osobom w tych latach trzeba pomóc finansowo. KI to samodzielny organ SDP wybierany przez Zjazd Delegatów i to właśnie KI określa wysokość wypłaty ze wsparciem i liczbę pozytywnie zaopiniowanych do wypłaty wniosków o zapomogi. Mam nadzieję, że wszyscy potrzebujący, którzy spełniają kryteria pomocy finansowej ją otrzymają. Oby takich Koleżanek i Kolegów było jak najmniej.

Druga sprawa, poruszona przez Kolegę Rytla w obwieszczeniu na stronie warszawskiego oddziału, to fatalna – głęboko wierzę, że nieświadoma – pomyłka prezesa OW SDP dotycząca Komisji Statutowej:

„Z pewnym zdziwieniem patrzę również na to, że w głębokiej tajemnicy, bez możliwości szerszej dyskusji przygotowywany jest nowy Statut naszej organizacji” – napisał Rytel.

To zdanie miałoby znamiona manipulacji i pomówienia, gdyby nie jego kuriozalna wymowa. Zbyszek chyba po prostu zapomniał, że w gronie OW SDP, są prominentni przedstawiciele władz centralnych, m.in. Sonia Kwaśny i Wanda Nadobnik zasiadające i w Zarządzie Głównym i w Komisji Statutowej. W KS jest też śląski działacz SDP Grzegorz Mika (Naczelny Sąd Koleżeński), który – jak mi powiedział – jako członek OW SDP (przeniósł się ze Śląskiego Oddziału SDP) został wyznaczony do KS przez prezesa oddziału warszawskiego.

Rozumiem, że Zbyszek, podobnie jak my wszyscy, dużo pracuje i czasem popełnia błędy, ale jako szef oddziału, powinien odpowiadać za swoje błędy i je sprostować.

Zbyszku, wystarczy tylko napisać: „pomyliłem się, przepraszam”.

Pozdrawiam wszystkich w SDP, a szczególnie członków z OW SDP!

 

Hubert Bekrycht

sekretarz generalny SDP

Zdj.: Archiwum

Ważny apel STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO i informacja PORTALU SDP.PL w sprawie rosyjskich propagandystów

To, że dziennikarze popierają aktualnie panującą władzę – nie nowina. Sęk w tym jak to robią. Jedni przekonują, że myślą tak samo jak decydenci i to jest usprawiedliwieniem, które można przyjąć za wiarygodne. Tak przecież może być. To jest do przyjęcia. Tak głosowali i tak teraz piszą. Inni – „bo muszą”: mają do spłacenia raty, człowiek jest wielodzieciaty, pole manewru małe, albo już w kościach skrzypi i zawodu nie da się zmienić. No, można zrozumieć.  Ale są też osobniki bezwstydnie. Klepią co im napisano, piszą wszystko co kazano. Dyskontują to przy kasie.
Póki co, kłamstwa u nas to tylko pyskówka, żenada i manipulowanie otumanioną gawiedzią. Zresztą coraz więcej ludzi w ogóle mediów nie słucha, nie czyta, nie ogląda.
Oto dzienniki regionalne. W aglomeracjach liczących po kilka milionów mieszkańców (np. na Śląsku razem z rejonem częstochowskim i bielsko-bialskim). Nakłady dzienne to zaledwie kilkanaście tysięcy. Pod własnością niemiecką miały ograniczenia publicystyczne przede wszystkim w kwestiach odpowiedzialności za II wojnę światową i w ogóle w krytykowanie naszego pseudo wspólnika w UE. Teraz oczywiście to się zmieniło. Obajtek zarządził odkupienie. I dobrze. Ale to co jest krytyczne, waleczne, dążące do informowania bez manipulacji i ograniczenia krytyki tylko do politycznych przeciwników – pozostawia wiele do życzenia.
W kapitaliźmie ludzie wędrują „za pracą”. U nas przywiązani jesteśmy do „naszej” płaczącej wierzby, a nawet śmierdzącego strumyka.
To samo mają ruskie. Żurnaliści mocarstwa na glinianych nogach tak strasznie kochają swój kraj, że popierają a nawet namawiają do zabijania i męczenia tych, którzy zerwali się z łańcucha. Zabieramy Rosjanom wizy. Zerwijmy również i kontakty dziennikarskie. Jeśli ktoś nawołuje do „nasilenia ataków” na ludność cywilną, do niszczenia miast i infrastruktury, agituje by postępować jeszcze ostrzej, grozi atomowym atakiem – toż to przecież taki sam bandyta jak wykonawcy zbrodni. Tyle, że bezpośredni wykonawca to ogłupiała i chciwa anonimowa masa, a dziennikarze to elita – byli edukowani, długo i drogo. Skreślmy ich! Dawno już powinno to być zrobione. Po co takie międzynarodowe organizacje dziennikarskie.
Lakoniczne oświadczenia i werbalne potępienia już nie wystarczą. Szala zbrodni sięgnęła dna. To już nie kłamstewka, kłamstwa. To działalność, głoszenie poglądów, nawoływanie zbrodnicze. Trzeba wyrzucić rosyjskich dziennikarzy z międzynarodowej federacji europejskiej i światowej. Na nic dziś EFJ i IFJ*. To trupy. A szkoda, bo one zrzeszają ponad 600 tysięcy dziennikarzy .
Ma być zimno. W domach i biurach. Ale już jest obojętnie i zimno wobec męczeństwa torturowanych i zabijanych. Przecież nie tak daleko od nas kremlowscy bandyci w rosyjskich mundurach, Rosjanie, zabili ponad 300 dzieci, ranili 700. Wiąże się ludziom ręce drutem i wpycha do dołu. Nic o tym na ruskim ekranie. W ruskich gazetach. Rzeczniczka władzy, utytułowany profesor, wreszcie „reporterzy” i „publicyści” prześcigają się w dogadzaniu putinowskiej władzy.
Jak długo jeszcze będziemy ich nazywać dziennikarzami, czyli naszymi kolegami, jak długo słuchać będziemy ludzi bez sumienia nazywając ich rzecznikami, naukowcami?
Stefan Truszczyński
22 września 2022 r.
                                                                             ***
* Drogi Stefanie,
rozumiem Twoje wzburzenie powszechnym w świecie przyzwoleniem na rosyjską propagandę sławiącą morderstwa, gwałty, rabunki i inne łajdactwa Putina na Ukrainie i nazywaniem tego ścieku dziennikarstwem. Na świecie być może jest to niestety możliwe, ale na pewno nie w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. U nas nie ma na to zgody!
Jesteś publicystą ważnym dla naszego środowiska i nie tylko, zatem, wybacz, ale pozwolę sobie na jedną uwagę.  W Twoim felietonie zabrakło mi tylko informacji, że to właśnie dzień po agresji Moskwy na Ukrainę, jako pierwsza organizacja dziennikarska na świecie, SDP zaapelowało do międzynarodowych stowarzyszeń, m.in IFJ oraz EFJ (International Federation of Journalists, European Federation of Journalists) o wyrzucenie ze struktur rosyjskich stowarzyszeń i związków dziennikarskich. Uznaliśmy bowiem, że nie ma w tej sytuacji „dobrych” Rosjan w kremlowskich mediach.
Nie posłuchano nas. Co prawda w EFJ nie ma już jednej ewidentnie proputinowskiej organizacji rosyjskich dziennikarzy, ale jest druga, której pozostawienie w demokratycznej strukturze budzi moje wątpliwości. Skadaliczne jest natomiast, to że w IFJ pozostawiono to pierwsze prokremlowskie stowarzyszenie…
Masz rację Stefanie, IFJ i tylko w niewiele mniejszym stopniu EFJ to nie są federacje żyjące prawdziwymi problemami dziennikarskiego świata. Dałem temu wyraz w serii publikacji z czerwcowego zjazdu EFJ na sdp.pl. Pisałem, że gdyby nie obecność delegatów z Ukrainy, Polski
i Litwy skończyłoby się na płomiennym oświadczeniu poparcia dla walczącego i spływającego krwią kraju i niebiesko-żółtych wstążeczkach na garderobie dziennikarek, szczególnie tych z Niemiec i Francji.
Na szczęście udało się wypracować ważną uchwałę potępiających rosyjskich propagandystów, nadal niestety powszechnie nazywanych na Zachodzie „dziennikarzami”. Pisałem też, że sporą część obrad zajęło relacjonowanie sytuacji środowisk LGBT w Europie oraz ostatecznej definicji określenia „gender”. Gdyby nie było wojny, nawet takie polityczne poprawne elukubracje (część z nich przedstawiał wraz z krytyką polskiego rządu przedstawiciel Towarzystwa Dziennikarskiego) może znieśliby wszyscy delegaci. Ja jednak, podobnie jak dwoje Ukraińców i Litwin, tego nie zniosłem…
Zatem należy reformować EFJ i IFJ, przypominać zapatrzonej w siebie dziennikarskiej Europie, że nie możemy uznawać ruskiej machiny propagandowej za „środowisko dziennikarskie”. I tu się zgadzam z Tobą Stefanie. Tyle tylko, że my, jako SDP zrobiliśmy to już kilkanaście godzin po zaatakowaniu przez Putina Ukrainy a i wcześniej potępialiśmy ich wielokrotnie. Więcej obwieszczamy to niemal co tydzień. Pod koniec lata nie tylko w ukraińskich mediach głośno było o naszym oświadczeniu z propozycją uznania rosyjskich propagandystów udających dziennikarzy za zbrodniarzy wojennych. I tej aktywności SDP należy często przypominać, co niniejszym czynię prosząc Cię również o to.
Pozdrawiam
Hubert Bekrycht
sekretarz generalny SDP,
red. nacz. portalu sdp.pl
23 września 2022 r.
Fot.: SDP

Wizyta czeskich senatorów na Foksal

Delegacja senatorów Republiki Czeskiej spotkała się w środę 7 września 2022 roku z przedstawicielami Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w naszej siedzibie przy ul. Foksal w Warszawie. 

Delegacji czeskiego Senatu przewodniczył wiceszef kominsji ds. mediów David Smoljak. Zarząd SDP reprezentowali prezes Krzysztof Skowroński, wiceprezes Mariusz Pilis, sekretarz generalny Hubert Bekrycht oraz wieprzewodniczący Głównej Komisji Rewizyjnej SDP Zbigniew Natakański.

Rozmowy dotyczyły mapy medialnej w Polsce oraz rozwiązań ustawowych dotyczących środków masowego przekazu w naszym kraju i Republice Czeskiej. Gości znad Wełtawy interesowało szczególnie fukcjonowanie prywatnych i publicznych mediów w Polsce. Dyskusja dotyczyła m.in. uregulowań wdrażanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz Radę Mediów Narodowych.

 

 

Obrady II Forum Narodów Rosji w Pradze 23 lipca 2022 r. Fot.: Piotr Bobołowicz

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wspiera ideę Wolnych Narodów Rosji

Praga, 23 lipca 2022 r.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wspiera ideę Wolnych Narodów Rosji, która daje możliwość przedstawicielom narodów skolonizowanych przez Rosję formułowania postulatów dotyczących ich praw do suwerenności i samostanowienia.

Uczestnicy Forum Wolnych Narodów Rosji w Pradze chcą by imperialna Rosja przekształciła się w unię niepodległych państw stworzonych na zasadzie dobrowolności oraz przywrócenia obywatelom podstawowych praw takich jak: wolność słowa, zgromadzeń, sumienia, możliwość zachowania tradycji i kultury.

Te postulaty mogą liczyć na pełne poparcie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jednocześnie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wyraża solidarność z wszystkimi więźniami w Rosji, szczególnie z tymi, którzy ponoszą konsekwencje swojej niezłomnej postawy i odwagi w pisaniu prawdy.

 

W imieniu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

   prezes SDP Krzysztof Skowroński

Zmarł dziennikarz i działacz opozycji solidarnościowej MAREK RAPACKI

1 lipca w Warszawie zmarł redaktor Marek Rapackim – dziennikarz i działacz opozycji niepodległościowej w PRL, związany z Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

Urodził się 18 sierpnia 1938 roku w Warszawie. Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1963 roku w redakcji Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, od 1969 roku dziennikarz „Kuriera Polskiego”.

Encyklopedia Solidarności przypomina  fakty z życia Rapackiego po sierpniu 1968 roku: „po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację drukarz kilku tys. ulotek ze sprzeciwem wobec inwazji (kilkaset zrzucono z dachu Centralnego Domu Towarowego w Warszawie). Od 1976 współpracownik KOR/KSS KOR”.

Od 1980 roku był członkiem „Solidarności”, redaktorem niezależnego miesięcznika „NTO Nauka Technika Oświata”, współpracownikiem pisma MKZ Regionu Mazowsze „Niezależność”, wiceszefem KZ w Wydawnictwie Epoka. Marek Rapacki był jednym z inicjatorów solidarnościowego zwrotu w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. W 1981 został wiceprzewodniczącym „Solidarności” Dziennikarzy Prasowych.

W stanie wojennym był dziennikarzem prasy podziemnej. W latach 1982–1988 redaktor naczelny „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. Encyklopedia Solidarności podaje też inne informacje o podziemnej działalności Marka Rapackiego: „1983–1988 członek kierownictwa MRKS, od 1985 uczestnik spotkań z kierownictwem MKK z ramienia MRKS. 1983–1989 pracownik Spółdzielni Dziennikarskiej Agencja Omnipress. 1988 kurier funduszy na cele wydawnicze z Francji od Jerzego Giedroycia i Mirosława Chojeckiego”.

Od 1989 do 2010 roku Rapacki był dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, m.in. korespondentem tego dziennika w Paryżu.  W roku 2010 przeszedł na emeryturę.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Marek Rapacki miał 83 lata.*

 

*Korzystaliśmy z fragmentów biografii śp. Marka Rapackiego opublikowanych w Encyklopedii Solidarności

 

 

Spotkanie z Romanem Graczykiem (z lewej) prowadził Konrad Tatarowski; Fot.: Aleksandra Piotrowicz

ALEKSANDRA PIOTROWICZ: Roman Graczyk o książce „Demiurg…”: „Proces wliczony w koszty”

Po przerwie spowodowanej pandemią w Łodzi reaktywowano imprezy z cyklu SDP Cafe.    W auli Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego odbyło się spotkanie autorskie Romana Graczyka poświęcone jego ostatniej książce „Demiurg. Biografia Adama Michnika”, wydanej w 2021 roku przez wydawnictwo Zona Zero. Jak przyznał gość, było to jego pierwsze pocovidowe spotkanie z czytelnikami na żywo, wcześniej promował książkę tylko wirtualnie.

Imprezę zorganizował Łódzki Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wspólnie ze Stowarzyszeniem Ślad. Spotkanie poprowadził Konrad Tatarowski.

Roman Graczyk jest dziennikarzem i pisarzem. Oprócz „Demiurga” napisał biografie Tadeusza Mazowieckiego i Wiesława Chrzanowskiego, a także książki „Tropem SB. Jak czytać teczki”, „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”, „Oddychać swobodnie: Studencki Komitet Solidarności w Krakowie”. Pracował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia oraz w „Gazecie Wyborczej”, a więc bohatera swej książki miał okazję poznać osobiście jako szefa i kolegę.

– Przyszedłem do „Gazety Wyborczej” w 1993 roku, jeszcze w okresie pionierskim, co wtedy wywoływało duży entuzjazm, miało się świadomość, że uczestniczy się w dobrej zmianie – opowiadał Roman Graczyk. – To była pierwsza solidarnościowa gazeta, znaleźli się w niej świetni ludzie, których połączyła wspólnota idei, a którzy potem niestety poszli w różne strony. Adama Michnika wspominam jako dobrego szefa i człowieka charyzmatycznego, obdarzonego poczuciem humoru. Przez wiele lat wielu ludzi pozostawało pod jego urokiem. Ja też.

Roman Graczyk pracował w „Gazecie Wyborczej” do 2005 roku. Przyczyną rozstania był spór o lustrację. – Oni byli chorobliwie przeciw lustracji. Kto miał inne zdanie, odchodził lub był odsuwany, ja zostałem zmuszony do odejścia – wspominał autor „Demiurga”.

Pytany o konflikty szefa „Wyborczej” z dawnymi przyjaciółmi, gość powiedział: – Zdarzają się rozstania ludzi, którzy kiedyś byli blisko, ale stopień zawziętości, z jakim Michnik odwraca się od dawnych kolegów, jest niewyobrażalny. Podczas spotkania patrzy na taką osobę i jej nie widzi, traktuje ją jak zero, jak powietrze. Ona dla niego nie istnieje. Podobne zachowanie nie przystoi takiemu człowiekowi jak Michnik.

Podczas spotkania głównym tematem dyskusji autora z zebranymi gośćmi była rola Adama Michnika w polskiej historii i przemiana, jak w nim zaszła. – Adam dla swojego pokolenia i dla swojego środowiska był bardzo ważny – przyznał Roman Graczyk. – Ze swoimi poglądami i dzielnością mógł być przywódcą środowiska solidarnościowego, ale tak się nie stało. Nie chciał być liderem, który ponosi odpowiedzialność, którego można odwołać. Wolał być szarą eminencją używającą gazety jako narzędzia nacisku. Michnik spełniał się w tym, że jest przywódcą narodu. Dziś jest nieszczęśliwy, bo to stracił.

Zdaniem Graczyka, Michnik wypaczył ideę polskości. – Zgadzam się z Adamem, że Polska powinna przynależeć do Zachodu i do Unii Europejskiej, ale czy to ma być ślepe kalkowanie..?

O romansie Michnika z komunistami mówił: – Adam jest przyzwyczajony do swoich dowcipów. Skoro raz uścisnął się z Kiszczakiem i Jaruzelskim i został za to przez opinię publiczną zmiażdżony, to postanowił, że dalej będzie się z nimi ściskał.

Na temat afery Rywina: – Początkowo uważaliśmy, że „Gazeta Wyborcza” jest niewinna, ale zmieniliśmy zdanie po przesłuchaniu Jerzego Urbana przez sejmową komisję śledczą. Zapytali go, kiedy widział się z Michnikiem. Urban wyjął kajecik, przejrzał zapiski i wymienił kilka spotkań w ciągu tygodnia. To pokazało ogrom uwikłania Adama Michnika  i kierownictwa gazety w układ polityczny. Niektórzy wtedy zaczęli przeglądać na oczy.

Pytany o „Gazetę Wyborczą”, Roman Graczyk powiedział: – Już bym tam nie wrócił. Profesjonalizm pozostał, ale to już nie jest moja „Gazeta”. Obserwowałem ewolucję „Gazety Wyborczej” i to, jak się pod wpływem Adama Michnika zmieniała. Obecnie każdy spór merytoryczny zostaje przekształcony w spór moralny. To jest zabójcze dla prasy. Mamy tego dowody.

Graczyk przyznał, że wiele osób, do których się zwrócił, nie chciało rozmawiać o Adamie Michniku.  – Albo wprost odmawiali, albo odpowiadali; „muszę się zapytać”. Nieodżałowany Jan Lityński jako jeden z nielicznych nie oglądał się na opinię środowiska.

Adam Michnik jest znany z tego, że swoich adwersarzy pozywa do sądu. Roman Graczyk zapewnia, że swojej książki nie cenzurował, ale razem z wydawcą w umowie uwzględnili koszty procesowe.

Tekst i foto: Aleksandra Piotrowicz

Podpis: Spotkanie z Romanem Graczykiem (z lewej) prowadził Konrad Tatarowski.

Mariusz Pilis - wiceprezes SDP

MARIUSZ PILIS kandydatem SDP do władz Europejskiej Federacji Dziennikarskiej – EFJ

Wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Mariusz Pilis jest naszym kandydatem do władz Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (European Federation of Journalists – EFJ). Kongres wyborczy odbywać się będzie w tureckim Izmirze 13 i 14 czerwca.

EFJ zrzesza ponad 320 tysięcy dziennikarzy i pracowników europejskich mediów, którzy reprezentują 73 organizacje z 45 krajów.

Na kongresie w Izmirze, który rozpocznie się w poniedziałek 13 czerwca delegaci z niemal wszystkich państw Starego Kontynentu mają wybrać władze EFJ w kadencji 2022 – 2024.

Kandydatem do władz Europejskich Federacji Dziennikarskiej wskazanym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest jego wiceprzewodniczący Mariusz Pilis.

Sam kandydat nie może uczestniczyć w tureckim zjeździe, bo pracuje nad kolejnym filmem, tym razem na Ukrainie, kraju walczącym z rosyjską inwazją. W terminie kongresu nie jest w stanie przyjechać do Izmiru z ogarniętego wojną państwa.

Mariusz Pilis ma 55 lat, jest reżyserem filmowym, dziennikarzem i korespondentem wojennym, wiceprezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od lat współpracuje w Zrządzenie Głównym SDP z szefem stowarzyszenia Krzysztofem Skowrońskim.

W swoim programie wyborczym Pilis podkreślił, że we władzach EFJ powinni zasiadać przedstawiciele Europy Środkowo-Wschodniej, także ze względu na wyjątkowe historyczne doświadczenia tej części kontynentu, które mogą pomóc dziennikarzom z Zachodu zrozumieć specyfikę regionu.

Moskiewska agresja na Ukrainę – jak napisał w swoim programie kandydat SDP – udowodniła, że powinniśmy zastanowić się nad relacjami z Rosją i nad zrewidowaniem relacji z krajem, który dokonuje krwawej inwazji na sąsiednie państwo.

Dla nas, członków jednej z największych organizacji dziennikarskich na świecie i Europie, ważne jest aby rozpoznawać narzędzia wrogiej, kremlowskiej propagandy i móc jej się przeciwstawić. Nie możemy wierzyć w kłamstwa Rosji – zaznaczył Pilis wskazując na swoje doświadczenia w tej kwestii jako korespondent wojenny w Czeczenii i teraz na Ukrainie, gdzie realizuje właśnie kolejny dokument.

Mam nadzieję, że moje doświadczenie w pracy z Rosjanami i przedstawicielami okupowanych przez nich narodów, przydadzą się nam wszystkim teraz, kiedy cały świat boi się, że inwazja Rosji na Ukrainę może się  przerodzić w III wojnę światową – przekazał Mariusz Pilis w swoim programie skierowanym do delegatów kongresu EFJ .

Życiorys Mariusz Pilisa oraz inni kandydaci

TUTAJ

 

 

 

Fot. Jerzy Muszyński

Doktor Tytus Chałubiński na Foksal. Relacja ze spotkania Klubu „Akapit”

Pierwsze po dwuletniej covidowej przerwie spotkanie Klubu SDP ,,Akapit” odbyło się we wtorek 24 maja;   organizowała i prowadziła je Przewodnicząca Klubu Anna Malinowska-Wegner, a  bohaterem spotkania był najsłynniejszy  lekarz dziewiętnastowiecznej  Warszawy  doktor Tytus Chałubiński.  

Bohater spotkania był już wybrany dwa lata temu, bo rok 2020 był Rokiem Tytusa Chałubińskiego (w dwustulecie urodzin!).  Ukazało się wówczas  drugie wydanie  książki Barbary Petrozolin-Skowrońskiej  Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego, wydanej przez Iskry, nagrodzonej w pierwszym wydaniu z roku 2005, a  zwracającej uwagę także graficzną i edytorską elegancją.  Wiedzę o Tytusie Chałubińskim uzupełniała publikacja z końca 2019 roku Przyczynki do biografii Tytusa Chałubińskiego, przygotowana głównie przez Barbarę Izdebską (córkę prawnuczki Tytusa – Jadwigi Mogilnickiej) i  prof. Jana Izdebskiego, oraz Zbigniewa Moździerza, która ukazała się  staraniem Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego.

Na spotkaniu chodziło  oczywiście  o przybliżenie ciekawej i  sympatycznej postaci  głównego bohatera, a także publikacji o nim (pokazaliśmy także specjalny numer kwartalnika ,,Tatry”,  wydanego z okazji Roku Chałubińskiego,   a jest tam 200 stron cennych  artykułów poświęconych Chałubińskiemu!).   Ale tytuł spotkania PORTRET POLSKIEGO INTELIGENTA  – miał zapoczątkować dyskusję  o roli polskiej inteligencji, właśnie z czasów, gdy polska inteligencja zdobywała swoje ważne miejsce w polskiej historii i zostawiła w niej ważny ślad. Nie zamierzamy rezygnować z  dyskusji o inteligencji w przyszłości!

Portret polskiego inteligenta – na przykładzie osoby tak wybitnej i sympatycznej jak Tytus Chałubiński – przybliżały:  przewodnicząca Klubu Anna Malinowska-Wegner,  Barbara Petrozolin-Skowrońska, a  także inż. Andrzej Skowron,  potomek Tytusa Chałubińskiego –  z linii  Jadwigi   Surzyckiej, córki Tytusa Chałubińskiego,  dla której Ojciec zbudował ,,Jadwiniówkę”,  dziś jeden z  najsłynniejszych  zabytków Zakopanego.

Andrzej Skowron zrobił zebranym miłą niespodziankę. Pokazał oprawione i z pietyzmem, przechowywane przez Rodzinę nuty Poloneza, skomponowanego przez ojca Tytusa – Szymona Chałubińskiego, mieszczanina i prawnika,  a zarazem pasjonata muzyki.  Polonez ten według rodzinnej tradycji, powstał  właśnie z okazji urodzin Tytusa!  I oto mogliśmy go  posłuchać ponieważ – staraniem państwa Skowronów –  został wykonany przez pianistę Marka Brachę i nagrany!

To było  jedno z osiągnięć Fundacji Pokolenia Pokoleniom, działającej już od wielu lat, a o jej zadaniach i osiągnięciach mówiła żona Andrzeja Skowrona Barbara  Czechmeszyńska-Skowron. A że następstwo pokoleń jest normalnością, mogliśmy też poznać córką Państwa Skowronów Kaję Abdank-Grucę, dziś prezesa tej  Fundacji.

Oczywiście opowieściom o Tytusie Chałubińskim (a zabrała też głos  m.in.  Magorzata Morawska, z rodziny jednej z sióstr Tytusa)  towarzyszył pokaz multimedialny  przybliżający  nie tylko Bohatera spotkania, jego rodzinę i współpracowników, ale i dziewiętnastowieczny obraz  Warszawy, gdzie mieszkał i pracował od 1846 roku  oraz  Zakopanego, gdy z rusyfikowanej Warszawy – aby dostać się pod Giewont, trzeba było  mieć zagraniczny paszport, pociągiem ruszyć do Krakowa, a z  Krakowa  – trzeba było jechać  dwa dni góralską furką… I tak właśnie od 1873 roku jeździł Chałubiński  z rodziną, by spędzać  wakacje w miejscu, gdzie ważne było nie tylko uzdrawiające górskie powietrze, ale i wolność! … Jak wiele zrobił doktor Chałubiński dla Górali i Zakopanego nie będziemy tu powtarzać, przypomnieć jednak warto, że każdego roku  – witały go powitalne bramy i muzyka, a  górale wyjeżdżali konno, by go spotkać…

Na miejsce pierwszego – po przymusowej przerwie  – spotkania naszego Klubu  wybraliśmy salę dawnej  kawiarni ,,Cudzysłów”, w której  przez wiele lat odbywały się nasze spotkania –  przy stolikach, kawie, herbacie i ciasteczkach. Wprawdzie sala był starannie  przygotowana (dziękujemy!) , ale  nie  było ,,jak dawniej”,  bo stoliki nowe, eleganckie, a kawa i herbata w termosach,  do picia w jednorazówkach… No cóż,  czasy i obyczaje  się zmieniają… W każdym razie w tej mniejszej sali  łatwiej  być razem i z sobą rozmawiać…  Pierwsze po covidowej przerwie spotkanie uznajemy za udane.   (A+B).

Fot. Jerzy Muszyński

 

Dzieci z Mariupola wyjechały z Kazimierza Dolnego

We wtorek, 31 maja w godzinach porannych 60 dzieci z Domu Dziecka z Mariupola, które od pierwszych dni marca wraz z opiekunami przebywały w prowadzonym przez SDP Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym,  wyjechały do przygotowanej dla nich placówki w Szwajcarii.

Decyzję o wyjeździe podjął w imieniu władz Ukrainy Artem Walach, p.o. konsula generalnego Ukrainy wraz z przebywającą z dziećmi dyrektor placówki Natalią Laszczewską. O decyzji tej było poinformowane Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Puławach, które w imieniu władz polskich sprawowało nadzór nad dziećmi i ich opiekunami. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zapewniało im wyżywienie i noclegi przez prawie trzy pełne miesiące.

W Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym nadal przebywa około 60 uchodźców z Ukrainy. Wśród nich są matki z dziećmi oraz grupa kilkunastu osób głuchoniemych. Schronienie w prowadzonej przez SDP placówki znalazło także kilkoro dziennikarzy z Ukrainy. Wszyscy będą przebywać w Domu Dziennikarza co najmniej do 23 czerwca br.

 

Jan Poniatowski.

Dolnośląski Oddział SDP wybrał władze. Jan Poniatowski został prezesem na drugą kadencję

30 maja dolnośląscy dziennikarze wybrali władze swojego oddziału SDP. Zdecydowane poparcie otrzymał dotychczasowy prezes Jan Poniatowski. Jego konkurentem był Błażej Torański.

Decyzją wyborców dotychczasowy Zarząd powiększono o jednego członka. Od poniedziałku prezesowi Poniatowskiemu pomagać będą: Tomasz Białaszczyk, Stanisław Bogaczewicz, Hanna Fastnacht-Stupnicka i Piotr Gaglik.

Obowiązki Komisji Rewizyjnej powierzono członkom: Wiesławowi Drozdowskiemu, Marii Dunikowskiej, księdzu Andrzejowi Paś.

W Komisji Członkowskiej po raz kolejny zasiadać będzie Maria Woś. Wnioski nowych kandydatów do stowarzyszenia także będą oceniać : Lidia Nestoruk i  Krzysztof Kunert.

Wybory pierwotnie miały odbyć się 17 marca br.  Komisja Rewizyjna wnioskowała o dodatkowy czas na przeprowadzenie szczegółowej kontroli. Ostatecznie po 74 dniach badań Rafał Bubnicki jako przedstawiciel komisji wnioskował o nieudzielenie absolutorium ustępującym władzom. Delegaci byli innego zdania. To była bardzo wolna elekcja. Prezes, Zarząd i Komisje Oddziału Dolnośląskiego otrzymały mandat zaufania na kolejną kadencję.

Tomasz Białaszczyk