23 października miał być ogłoszony wyrok w procesie karnym o zniesławienie z powództwa byłego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi. Zamiast wyroku jedak sąd zapowiedział kontynuację swojej pracy. Ogłoszono, że rozprawa będzie kontynuowana ze względu na nowe dowody, które pojawiły się w sprawie. Z tego powodu tłumnie przybyła publiczność musiała opuścić salę rozpraw, bo na wniosek senatora PO proces toczy się w trybie niejawnym. Sam Tomasz Grodzki nie pojawił się w sądzie, a jego pełnomocnicy nie zgodzili się na odtajnienie procesu. Kolejny termin wyznaczono na 29 października. Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP.
Po opuszczeniu sali sądowej Tomasz Sakiewicz zwrócił się do dziennikarzy oraz osób, które przyszły go wspierać: W tej sprawie, gdyby zbadać wszystko, trzeba by kilku pokoleń, ponieważ nigdy nie widziałem w historii tak wielkiej afery łapówkarskiej. To, żeby setki osób się zgłosiły, które by chciały zeznawać, że dały łapówkę, albo że ich bliscy wręczali łapówki – naprawdę nie ma w historii demokratycznych państw takiej sytuacji – mówił Sakiewicz.
Oskarżany o łapówki polityk powinnien zniknąć z życia publicznego
Dziennikarz podkreślał, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się w innych okolicznościach, polityk oskarżony przez tak wielu obywateli musiałby natychmiast zniknąć z życia publicznego. Wg niego gdyby w normalnym kraju zdarzyło się tak, że polityk byłby przez tyle osób oskarżony, to musiałby on zniknąć z powierzchni ziemi. Ale czapa, którą ma ze strony politycznej Grodzki, powoduje, że on dalej może funkcjonować w sferze publicznej – zaznaczył red. naczelny Gazety Polskiej i TV Republika.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza, Platforma Obywatelska i sam Tomasz Grodzki liczyli, że sprawa ucichnie, ale efekt okazał się odwrotny: Marszałek Grodzki oraz jego środowisko polityczne chciało, żeby ta sprawa ucichła, ale przez to, że my tu jesteśmy, ta sprawa nie może ucichnąć. To był jego największy błąd: wytoczenie spraw dziennikarzom. Z tego powodu ta sprawa cały czas się odgrzewa. Tymczasem oni oczekiwali jednego – żeby ona ucichła, bo ona topi Platformę [Obywatelską – przyp. red.]. A właśnie sprawa się nie skręca, tylko rozkręca – powiedział po. rozprawie oskarżony Tomasz Sakiewicz.
Wymiar moralny
W ocenie redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, afera Grodzkiego to nie tylko problem polityczny, ale także moralny i społeczny: Ta sprawa różni się od innych tym, że dotyka zwykłego człowieka. Pokazuje, że ktoś biedny, kto nie ma znajomości, kto walczy o życie bliskiej osoby, może zostać skrzywdzony przez system. I dlatego ta sprawa tak bardzo szkodzi Platformie – bo każdy może się z tym utożsamić – mówił.
Na zakończenie Sakiewicz podziękował osobom, które w geście solidarności z nim przybyły do sądu: bardzo Wam dziękuję za tak liczne przybycie do sądu. Wasza obecność pokazuje, że Polacy nie pozwolą zamknąć ust dziennikarzom i że prawda prędzej czy później się obroni.
Nowe dowody
Mec. Lew-Mirski, pełnomocnik Tomasza Sakiewicza z satysfakcją przyjął to, że Sąd wsłuchał się w argumenty i sięgnął po nowe środki dowodowe. Największym zaskoczeniem było ogłoszenie przez sąd decyzji o ponownym otwarciu przewodu sądowego. Dla obserwatorów oznacza to, że sędzia uznał za istotne argumenty obrony oraz chce przeanalizować dodatkowe dowody. Sąd postanowił otworzyć przewód sądowy, sięgnąć jeszcze po inne środki dowodowe, które istnieją, o których żeśmy mówili. Sąd oczywiście bardzo dokładnie to rozpoznaje. To bardzo dobrze, że sąd zwraca uwagę na to, co mówią obrońcy i że na bieżąco analizuje akta – uważa mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Tomasza Sakiewicza.
Jak podkreślił obrońca, takie decyzje są rzadkie, ale mogą świadczyć o tym, że sąd „zobaczył coś nowego” w zgromadzonym materiale. Tylko dzięki temu, że sędzia jest na bieżąco z aktami, mógł dojść do przekonania, że jeszcze mu coś do szczęścia jest potrzebne do rozwiązania tej sprawy – dodał mecenas.
Historia łapówkarza
Sprawę skomentował też dla CMWP SDP red. Tomasz Duklanowski, autor materiałów na temat korupcji w szpitalu zarządzanym przez marszałka Tomasza Grodzkiego w Szczecinie, na które powoływał się Tomasz Sakiewicz. Był on dzisiaj wśród zgromadzonych w sądzie.
Dziennikarz przypomniał, że jego śledztwa dotyczące afery łapówkarskiej opierały się na relacjach pacjentów i ich rodzin: przyszedłem na proces red. Sakiewicza, bo sprawa afery łapówkarskiej dotyczy również mnie. Sakiewicz „zniesławiając” byłego marszałka Senatu, powoływał się na moje materiały dziennikarskie, w których byli pacjenci i ich rodziny mówili, że Grodzki brał od nich łapówki w szpitalu – powiedział Tomasz Duklanowski.
Według redaktora „Gazety Polskiej” materiał dowodowy przedstawiony przez Sakiewicza nie pozostawia wątpliwości co do jego niewinności: podczas procesu red. Sakiewicz przedstawił bardzo obszerny materiał dowodowy, świadczący o jego niewinności i jednocześnie potwierdzający to, że była trzecia osoba w państwie jest „zwykłym łapówkarzem”. Ja co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości – zaznaczył Duklanowski. Jego zdaniem problemem nie jest brak dowodów, lecz strach środowiska sędziowskiego: O tym, że Grodzki brał łapówki, wiedzą także ludzie z PO. Problem tylko w tym, że sędziowie boją się to przyznać. Tak jak było w moim przypadku – wolą skazać mnie niż Grodzkiego, bo za nim stoi potężny układ polityczno-medialny, który go broni jak niepodległości – ubolewa Tomasz Duklanowski.
Zagrożona sprawiedliwość
Przed gmachem sądu zgromadzili się przedstawiciele organizacji obywatelskich i sympatycy środowiska „Strefy Wolnego Słowa”. Wśród nich znaleźli się m.in. Adam Borowski, Andrzej Piwnicki, Karol Kulicki i Janusz Daniluk.
Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej oraz szef warszawskiego Klubu „Gazety Polskiej” powiedział, że przyszedł do Sądu, bo zagrożona jest sprawiedliwość w Polsce. Bałem się, że Tomek, który wypełnia swoje obowiązki dziennikarskie w sposób znakomity, może zostać wsadzony do więzienia z powództwa człowieka, który brał łapówki nie incydentalnie, ale systemowo. (…) To człowiek, który brał łapówki także od ludzi biednych, którzy walczyli o życie swoich bliskich. A taki człowiek oskarżył Tomka Sakiewicza o to, że go pomawia. To jest po prostu niegodne! – mówił Adam Borowski.
Andrzej Piwnicki z Ruchu Kontroli Wyborów zwrócił uwagę na znaczenie tej sprawy dla całego społeczeństwa: Musiałem się tu znaleźć, ponieważ chodzi o Polskę, chodzi o wolność w Polsce, chodzi o sprawiedliwość, chodzi o wolne media. (…) Jeżeli kilkaset osób złożyło oświadczenia, że wręczały łapówkę, to wiemy, że tych przypadków było znacznie więcej. Musimy przywrócić normalną sprawiedliwość w Polsce!
W podobnym tonie wypowiedział się Karol Kulicki, według którego chodzi tu o problem systemowy, a ta dzisiejsza sprawa w ogóle nie powinna się wydarzyć. Janusz Daniluk, były działacz opozycji, mówił o osobistym wymiarze swojego udziału: Jestem tu, bo całe życie walczyłem o wolność słowa. A wolność słowa to jest jedna z podstawowych wartości. Poza tym mam osobisty do tego stosunek, ponieważ senator Grodzki obraził pamięć naszego księdza Jerzego Popiełuszki, stwierdzając, że tak samo cierpiał i był prześladowany jak ks. Popiełuszko. Dla mnie to profanacja! Będę tu przychodził, dopóki będę mógł”.
***
Czwartkowe wydarzenia w sądzie potwierdzają, że proces Tomasza Grodzkiego przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi nie tylko się nie kończy, ale wchodzi w nową fazę. Pomimo wniosków o utajnienie postępowania i braku zgody Grodzkiego na jego odtajnienie, sprawa przyciąga coraz większe zainteresowanie opinii publicznej.

Decyzja sądu o analizie nowych dowodów może oznaczać kolejny punkt zwrotny w jednym z najgłośniejszych procesów ostatnich lat — procesie, który coraz wyraźniej wykracza poza ramy pojedynczego sporu i dotyka kwestii zasadniczych dla polskiego życia publicznego: wolności słowa, odpowiedzialności władzy i granic ochrony polityków przed opinią publiczną. Od 2021 roku sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP.
tekst i zdjęcia: Anna Maria Szczepaniak