Anna Popek: Jesteśmy na konferencji. Konferencja ta nosi tytuł, taki dość w sumie dziwny jak na 2025 rok w kraju europejskim. Chodzi o konferencję Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP pt. „ W obronie dziennikarzy i wolności słowa”. Czy naprawdę jesteśmy w momencie, że trzeba bronić dziennikarzy i wolności słowa organizując właśnie tak poważne konferencje?
Mateusz Teska: Z tego co widziałem, z tego co słyszałem, to rzeczywiście jest taka potrzeba. Nie tylko w mojej sprawie, ale w sprawach wielu innych dziennikarzy. Okazuje się, również dotyczą one nie tylko dziennikarzy, ale również osób, które pracowały jako operatorzy kamer w różnych mediach. To pokazuje, że wolność słowa jest zagrożona, jest z tym problemem. A my dziennikarze potrzebujemy być może jakichś wskazówek od innych, od prawników jak należy w tych warunkach postępować. Być może zmienić prawo, żeby to prawo było bardziej przyjazne dla ludzi mediów. Bo patrząc też na moją sprawę…
AP: No właśnie opowiedzmy w takim razie o pana sprawie. Mateusz Teska został skazany. Jakie ciężkie przestępstwo pan popełnił?
MT: Przestępstwo ze słynnego, artykułu 212 Kodeksu karnego, czyli zniesławienie. Według sądu zniesławiłem jedną z pań sędzi. Pierwsze pismo z żądaniem przeprosin zostało wysłane 4 lata temu. I to była bardzo zadziwiająca sytuacja, ponieważ ja tak naprawdę wykonywałem tylko research.
AP: Może zacznijmy od tego w jaki sposób pan zniesławił panią sędzię? Nie podajemy nazwiska dlatego, że nie możemy niestety, dlatego że proces cały został utajniony. Ale w jaki sposób w ogóle do tego doszło?
MT: Ja wysłałem maila do jednej z instytucji publicznej związanej z tą panią sędzią. Wysłałem oczywiście maila na adres rzecznika prasowego, czyli tam, gdzie każdy dziennikarz kieruje jakieś swoje pytania. I to te pytania stały się problemem.
AP: Czy pan jakoś, przepraszam, niegrzecznie sformułował te pytania?
MT: Mogę powiedzieć tyle, bo sprawa była w trybie niejawnym, ale na pewno to nie były, słowa powszechnie uważane za obraźliwe. Nic takiego nie padło. Po prostu chciałem zapytać o pewną sprawę z przeszłości, dotyczącą między innymi tej pani sędzi. No i okazało się, że te pytania od rzecznika prasowego trafiły w jakiś sposób do tej pani sędzi. Ona uznała, że te pytania czy sformułowania są zniesławiające i postanowiła wytoczyć proces karny przeciwko mnie. I sprawa toczyła się łącznie przez prawie cztery lata. Różnie sprawa się rozwijała.
Ostatecznie rok temu zostałem nieprawomocnie skazany, a w tym roku w marcu już prawomocnie. Nad czym ubolewam, ponieważ trudno jest mi się pogodzić z takim wyrokiem. Ja oczywiście uważam, że nikogo nie zniesławiłem. Zresztą uważam, że trudno jest kogoś zniesławić, jeżeli ten mail, o którym mówimy tak naprawdę nigdzie nie został upubliczniony. Ciężko mówić o tym, że ktoś mógł zostać w oczach opinii publicznej zniesławiony, jeżeli ten mail nigdzie nie został opublikowany, bo nie zdążyliśmy.
AP: Trafił tylko do rzecznika?
MT: Tak, trafił do rzecznika. Istnieje RODO, musimy respektować te przepisy. Ten mail nie był nigdzie publikowany ani przeze mnie, ani przez redakcję, ani przez Telewizję Polską, z którą wówczas współpracowaliśmy w ramach Magazynu Śledczego Anity Gargas. To były przygotowania do reportażu, który miał być wyemitowany na antenie TVP1 w Magazynie Śledczym Anity Gargas.
AP: Czyli, był to tak zwany research, czyli dokumentowanie tematu, tak żeby jak najszerzej i najrzetelniej przedstawić widzom czy odbiorcom dane zagadnienie. Normalna robota dziennikarska. W zasadzie bez tego nie powinien pan przystępować do pracy, bez tego researchu, bez zadania tych pytań.
MT: Tak, to było oczywiste dla mnie, że powinienem zwrócić się z pytaniami do różnych instytucji. Tak też uczyniłem i szczerze powiedziawszy, w mojej karierze dziennikarskiej pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. Nie ma jeszcze reportażu, nigdzie nie został on pokazany, upubliczniony. Ktoś jednak uznał, że czyjeś tam dobra osobiste zostały naruszone.
To był etap zbierania informacji. Za samo zbieranie informacji otrzymałem oskarżenie, prywatny akt oskarżenia. Uważam, że to miało za zadanie wywołać efekt mrożący. Innymi słowy, żebym najlepiej nie ruszał tego tematu.
AP: Tak skutecznie Panu zakneblowano usta, że nawet teraz nie możemy powiedzieć o co chodziło? Jakiej wagi to były pytania. To tak jakby ukarać rolnika za to, że sieje ziarno. Dziennikarze zadają pytania. Jest to oczywiste. Efekt pracy jest właśnie odpowiedzią, czy uzyskaniem odpowiedzi na te pytania. To jest wbrew logice, zdrowemu rozsądkowi, ale przede wszystkim warsztatowi dziennikarskiemu. Czy Pan miał obrońcę?
MT: Tak, miałem obrońcę ze strony redaktor Anity Gargas, z którą cały czas współpracuję. Również po grudniu 2023 roku, kiedy nasz program został zdjęty z anteny Telewizji Polskiej. Działamy nadal, tworząc kanał na YouTubie, Magazyn Anity Gargas i tutaj ze strony prawników pani Anity miałem wsparcie.
AP: Ale było widocznie niewystarczające, albo sąd w jakiś taki wyjątkowo surowy sposób do tego podszedł.
MT: Nie miałem wcześniejszej wiedzy pod kątem prawniczym jak to wszystko wygląda. Wydaje mi się, że problemem chyba jest sam artykuł 212 Kodeksu karnego. Daje on swobodny wachlarz możliwości do oskarżenia. Najczęściej wykorzystywany przeciwko dziennikarzom, a w tym przypadku został wykorzystany przeciwko mnie. Z tego co słyszałem od prawników interpretacja tego przepisu, polega na tym, że można zniesławić i nie musi być to w formie publicznej. Tak jak u mnie. Teoretycznie wystarczy list do konkretnej osoby i to już może zostać uznane za zniesławienie.
AP: Tak się dziwnie składa, że te zniesławienia wiążą się z określonym światopoglądem. Łatwiej oskarżyć kogoś o światopoglądzie konserwatywnym niż liberalnym. Przecież jest w przestrzeni publicznej tysiące dowodów na to, że różne osoby mogą czuć się zniesławione przez publikacje innych. Czy to pana zdaniem wiąże się jednak z podejmowanymi tematami i ze światopoglądem?
MT: Widziałem wiele sytuacji dziennikarzy z różnych redakcji, którzy osobom publicznym zadawali pytania z tezą i to tak na ostro. Można powiedzieć w sposób jawny zniesławiające. Tak to interpretowałem. I mimo to ci dziennikarze nie ponosili żadnych konsekwencji. Mimo, że pytania tego typu padły publicznie na jakichś konferencjach prasowych. Kontrastując to z moją sytuacją, pytania nie były nigdzie publikowane, nikt nie został poszkodowany w sprawie i w związku z pytaniami, które zadałem. A mimo to sąd zarówno pierwszej instancji, jak i później apelacyjny doszedł do wniosku, że jestem winny i muszę ponieść konsekwencje. To są podwójne standardy.
AP: Jakie to konsekwencje są?
MT: Ostatecznie to jest kara grzywny.
AP: A w jakiej wysokości?
MT: Łączna wysokość to około 8 tysięcy złotych. To, co jest bardzo krzywdzące to sam fakt, że znalazłem się w gronie osób skazanych. A to ma wiele różnych konsekwencji, chociażby takich, że nie można wziąć kredytu. Są również inne przeszkody, które uniemożliwiają swobodne działanie, jeżeli dana osoba jest skazana i widnieje w rejestrze karnym. To takie przykre sytuacje, które nie dotyczą oczywiście tylko mnie, ale to się też odbija na rodzinie, która jest świadoma, że mam taki zawód i po prostu obawia się o przyszłość.
AP: A jak rodzina do tego podeszła w ogóle?
MT: Rodzina z dużym niepokojem śledziła całą sprawę. Sam proces jest utajniony. Nie mogę ujawniać szczegółów postępowania i to też moich znajomych, rodzinę bardzo martwiło. Martwił oczywiście również sam wyrok skazujący. Na pewno odbiło się to na moich bliskich.
AP: A to, że trudno znaleźć pracę na przykład?
MT: Tak, w tego typu sytuacjach, jeżeli ktoś decyduje się na zmianę pracy, chce rozwijać swoją karierę zawodową, jest to w momencie skazania bardzo mocno utrudnione.
AP: Będzie Pan dalej zajmował się takimi tematami czy nie?
MT: Nie jestem dziennikarzem z wykształcenia. Jestem historykiem z wykształcenia, od dziecka chciałem pracować w dziennikarstwie i uważam, że jest to moje powołanie. Mimo tego wyroku chciałbym kontynuować moją pracę. Chciałbym zajmować się podobnymi tematami. Ten wyrok jakoś mnie nie zniechęca i chciałbym kontynuować swoją misję dziennikarską.
Rozmawiała Anna Popek