O prowokatorach dziennikarskich pisze HUBERT BEKRYCHT: Cyngle z propagandową amunicją

Tytuł to zabieg mający przypomnieć, że na świecie trwa wojna. Nie tylko w mediach. Wokół nas a nawet za naszą wschodnią granicą. Wojna ta przybiera rozmaite formy właśnie w środowiskach dziennikarskich. W wydawnictwach, telewizjach, rozgłośniach i nade wszystko na portalach trwa walka. Toczy się z siłą nie mniejszą niż na frontach. Wielu dziennikarzy upodabnia się do wojowników i codziennie przebiera się w redakcjach w mundur swej formacji, czytaj: siły politycznej. Typ broni? Na razie propaganda, przy czym, czasami, to groźniejszy oręż niż bomby.

Mieliśmy ostatnio szczególnie charakterystyczny przykład propagandy, której najbardziej boją się nie atakowani bezpośrednio, ale ci, którzy się bronią przed złem.

Pałka dopadła pałkarzy

Chodzi o ostatni konflikt zbrojny między USA i Izraelem, czyli, czy to się komuś podoba czy nie, światem zachodu, cywilizacją judeochrześcijańską, zachodnią a Iranem, satrapię ciągle rządzoną przez krwawy reżim ajatollahów powołujących się na wykrzywioną ideologię islamu, religii, która – jak mówią religioznawcy – jest wyznaniem pokoju.

Oto prorządowa gazeta Rzeczpospolita w ostatnim numerze swojego magazynu zaprezentowała okładkę, która ma nawiązywać do wojny w Iranie. W pasy stylizowanej flagi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej redakcja wkomponowała spadające (na Iran?) bomby. Zamiast gwiazdek na udawanym sztandarze USA są samoloty bojowe. Kontekst jest taki, że na Iran spadają bomby amerykańskie – ciekawe, dlaczego Rzeczpospolita nie użyła flagi Izraela – a zwykły czytelnik ulegający propagandzie rządowego dziennika ma wrażenie, że USA to całe zło tego świata, bo bombarduje niewinnych ludzi.

Jeśli dodamy do tego wiele publikacji, które na łamach Rzeczpospolitej mają zohydzić obecną administrację amerykańską i prezydenta Donalda Trumpa, czytelnik ufający redakcji może odnieść wrażenie, że USA są właściwie wrogiem świata. A co za tym idzie wrogiem Polski. Za dużo? Nic podobnego.

Redaktor naczelny dziennika wychwalał publikację: „Prawdopodobnie najlepsza okładka tego roku” – pisał na portalach społecznościowych Michał Szułdrzyński.

Dołóżmy do tego wypowiedzi dygnitarzy rządu 13 grudnia wyraźnie wrogich wobec obecnego głównego lokatora Białego Domu, które sytuują Trumpa jako sojusznika putinowskiej Rosji, zbrodniczego reżimy atakującego Ukrainę.

Dosłowność męczy…

Ładna szajba – mówi mój przyjaciel. Szajba dlatego, że Rzeczpospolita do wykonania propagandowej okładki implementowała autentyczny wzór plakatu z okresu zimnej wojny, kiedy Sowieci używalido propagandowego zohydzania USA plakatu łudząco podobnego do okładki Rzeczpospolitej, pisma niegdyś szacownego, obecnie podobnie gazety rządowej. Rządu Donalda Tuska, który walczy przecież z niezależnymi mediami. Plakat sowiecki przedstawiał na fladze amerykańskiej samoloty, nie bomby. Wymiar wizualny i merytoryczny tej pożal się Boże propagandy Rzeczpospolitej jest jednak taki sam.

Dlaczego do ogłupiania ludzi, wmawiania im, że USA są przyjacielem ruskich, Rzeczpospolita wykorzystała w istocie rosyjską propagandę? Inaczej niż głupotą dyżurnego redakcji nie umiem tego sobie wytłumaczyć. Bo jeśli to było zamierzone, no to okładka kretyńska, ale jeśli to prawdziwa deklaracja redakcji, rzecz jest poważna…

Skandal w cieniu bomb

Na te zachwyty naczelnego Rzeczpospolitej odpowiedał polityk opozycji Paweł Jabłoński:Dopiero co  @MSzuldrzynski zachwycał się antyamerykańską grafiką inspirowaną propagandą ZSRR/Iranu – a dziś bez mrugnięcia okiem głosi, że „prawica oddała się od Zachodu” Poziom hipokryzji trudny do przebicia nawet dla zawodowców z PO i okolic. W sumie – trochę podziwiam…” – napisał parlementarzysta PiS.

No i last, not least, w końcu piszę o amerykańskiej fladze wykorzystanej do nędznej propagandy atakującej USA – nawiązanie plakatu Rzeczpospolitej do terrorystycznego posteru Hezbollahu, na którym oprócz spadających z pasów bomb, zamiast gwiazd są czaszki… Nie znajdę w sobie tyle siły i pomysłowości, aby to skomentować.

I nie pokażę tego „plakatu” zbrodniczej organizacji terrorystycznej na naszym portalu.

                           ***          ***        *** 

W stawce propagandowych cyngli rządu, okładka Rzeczpospolitej wcale nie jest na pierwszym miejscu.

Zawody propagandowe – komentarz sportowy

Trudno wskazać, kto w tym prop-biegu wygrywa, bo nadal trwa wyścig do serca (?) premiera Tuska z zawodnikami z prorządowych mediów w rolach głównych.

Komentarz do tych zawodów biegających cyngli mogłyby wyglądać tak:

Proszę Państwa, TVN jest w czołówce, bo przecież to ta telewizja wystawiła na węgierską konferencję prezydenta RP  młodego prowokatora, który miał już po spotkaniu z prasą zadać Karolowi Nawrockiemu pytanie, na które miał nie odpowiedzieć. Niestety młodego >>reportera<< zaskoczyła reakcja głowy państwa. A może taka miała być…

Zaraz za TVN, wśród zawodników propagandystów rządu, biegnie Rzeczpospolita z ruskim antyamerykańskim plakatem z czasów sowieckiech, który ma teraz być antyruską propagandą. Zawodnicy redakcji są gronem nie tak wysublimowanym, jak TVN, ale trzeba przyznać, że Rzeczpospolita koncertowo próbuje bezpośrednio wepchnąć do głowy swoich obrońców propagandę tak prostą jak kij od flagi. Chyba rosyjskiej, ale ze swojego stanowiska komentatorskiego tego nie widzę…

Proszę Państwa, ale, ale, w biegu do serca premiera słabnie TVP w likwidacji. Cóż, że mają tam czystą wodę i arcykapłanów propagandy oraz autorkę książki o propagandzie i fejkach, której przypisy były fejkiem. Niestety, TVP w likwidacji, ma nogi spętane oglądalnością, zatem czasem o 3 w nocy coś antyrządowego się trafi – chodzi oczywiście o poprzednie rządy.

W środku stawki Polskie Radio, też dla zmyłki w likwidacji, wystawiło zawodnika potęnego. Korespondent z Białego Domu leci jak szalony. Pyta, krytykuje, mierzy wschodnie skrzydło i gotuje… Gulasz z niechęci do prezydenta Trumpa. Biegnie ów korespondent techniką dwa kroki w przód, jeden w tył. Dobiegnie chyba pod koniec kadencji. Wszystkich kadencji.

W biegu prorządowych mediów pod koniec stawki biegną ci, którzy jeszcze na coś liczą. Sympatyczny chłopiec w zniszczonej czapeczce Unii Europejskiej to widok wzruszający. Jeszcze próbuje. Zmęczony, ale dumny. Wciska ludziom propagandowe bzdury, że jeszcze siły prorządowe, liberalne i lewackie zwyciężą. Wzruszające…

Na samych końcu kulawi, którym nie jest wszystko jedno oraz agencja, która się ciągle myśli, ale pragnie szerzyć informacje prorządowe…

Proszę Państwa, powtarzam, wzruszyłem się, bo konkurencja w propagandzie prorządowej, jest ogromna. I nie ważne, kto zwycięży, ważne, że uczestniczą w tym niesamowitym biegu do serca premiera…

Ze Stadionu Narodowego z biegu prorządowych propagandystów mówił do Państwa rzecznik rządu. Dobranoc Państwu”.

I byłoby to bardzo śmieszne… Gdyby nie było bliskie rzeczywistości.

Skojarzenia dotyczące bohaterów i okoliczności są skutkiem ubocznym odbierania prorządowych mediów.

Hubert Bekrycht