Bardzo lubię wymyślać tytuły, nie wiem, jak mi idzie, ale powyższy nie jest taki jak wszystkie inne. Bo popełniam z premedytacją odwieczny błąd dziennikarzy, zbyt wiele chcę w tej relacji przekazać. Mocą książki o Rafale Ziemkiewiczu, którą kupiłem, przeczytałem i przemyślałem, jest zupełnie inny, a jednak podobny, życiorys bohatera i kronikarza. Chodzi o autora wywiadu rzeki „Ziemkiewicz”, czyli Witolda Świetlika.
Zresztą, Wiktor Świetlik czeka na dobre tematy do książek, trzeba przyznać, cierpliwie, ale nie pławi się we własnych lub cudzych sukcesach. Świetlik poszukuje innych wątków. Jest m.in. laureatem Nagrody Specjalnej SDP w kategorii gospodarczej im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Za książkę o Danielu Obajtku.

Teraz wziął się za pisarzy, publicystów politycznych. I nie tylko. Świetlik próbuje w swojej rozmowie analizy Rafała Ziemkiewicza. Nie wiem, na ile mu Ziemkiewicz pozwolił, ale wyszło nie najgorzej…
Mgła z ulicy, z mgły wychodzą politycy…
Zaproszenie na premierę książki „Ziemkiewicz”, na kartach której z autorem „Michnikowszczyzny”, rozmawia Świetlik dostałem w dość nieoczekiwany sposób. Wiktor, podczas gali SDP (nagrodę odebrał jako ostatni pędząc z Radia Wnet autem prowadzonym przez Marcina Wolskiego – dzięki Marcinie, uratowałeś galę – HB), zaprosił na promocję „Ziemkiewicza” wszystkich uczestników uroczystości na Foksal. Wszyscy nie przyszli, ale do podziemnej części „Hybryd” w czwartek 23 kwietnia br. schodzili się tajemniczo znani konserwatyści: dziennikarze, pisarze, politycy, urzędnicy, przyjaciele Ziemkiewicza i Świetlika.
Nie chcę przyrównywać tego do spotkań w katakumbach w różnych okresach historii, ale zanim zrobiło się jasno od gwiazdy Ziemkiewicza, było dosyć mrocznie, bo twarzy niektórych gości nie sposób było odróżnić. Zawdzięczać to należy dyskrecji mistrza oświetlenia, który może chciał gości Ziemkiewicza i Świetlika ochronić przed atakami służb rządu 13 grudnia. Tusk jednak nie jest tak głupi, aby łapać na mieście. Jeszcze nie.

W kolejce po autograf
Przed spotkaniem w kolejce po podpis do Rafała Ziemkiewicza gawędziłem sobie z mecenasem Arturem Wdowczykiem, który radośnie witał kolejnych prawicowych dziennikarzy, będących, tak jak ja, jego klientami.
Rozkoszując się tym, chyba, spokojnym ciepełkiem ludzi z kręgów konserwatywnych nie sposób nie opowiedzieć pewnej anegdoty. Otóż, gdy przypomniawszy się, dotarłem do pisarza i poprosiłem o dedykację, Ziemkiewicz nieco się zdziwił lustrując stronę, gdzie miał się podpisać. „Ale tu już się wpisał Świetlik” – powiedział twórca. „To proszę o złożyć podpis nad nim” – odpowiedziałem.
Patrzyłem z obawą na nieco obszerny wpis Wiktora, który był tak miły, że mnie za coś w dedykacji chwalił, ale nie doczytałem, bo Grochowiak z Pabianic – jak nazywają Świetlika – po prostu bazgrze. Ziemkiewicz odezwał się w końcu: „No dobra, to podpiszę w wolnym miejscu na górze”. I tak zrobił, też chyba nie mogąc przeczytać, co Wiktor nabazgrał. Autor „Pieprzonego losu kataryniarza” złożył elegancki podpis wytwornym charakterem pisma: „I ode mnie, serdecznie” – zaznaczył Ziemkiewicz.
Nie znam teraz już zbyt wielu ludzi z takim poczuciem humoru i zaufaniem do siebie jak Rafał Ziemkiewicz i Wiktor Świetlik. Czy ich w ogóle da się poznać? Odpowiedź też w książce. Nie łączy ich jednak tylko ADHD, którym obaj się chwalą. Zatem, co? Ciekawość tego, co się stanie. Trwają obaj w uścisku swoich talentów polityki i konieczności zarabiania na życie. Ziemkiewicz robi to dłużej.
O czym nie jest „Ziemkiewicz”?
I właśnie książka o dawnym twórcy fantastyki naukowej, jak za mojej młodości nazywano książki nie z tej ziemi, godna jest przeczytania, bo mało jest w niej fantastyki. Zdecydowanie nigdy nie napiszę, że „życie Rafała Ziemkiewicza było ciekawe”. Bo ono nadal jest interesujące, chociaż współzałożyciel (z Józefem Orłem oczywiście) klubu Ronina, chyba trochę siebie – sztucznie – postarza.

Nie napiszę, co jest w książce, bo tam jest i wszystko, co wiecie o Ziemkiewiczu i to, czego nie wiecie. Sprytnie to pomieszał Świetlik. Nie napiszę, bo nie przeczytacie, albo jak przeczytacie to za kilka lat, kiedy książka może – oby nie – kosztować dużo mniej niż teraz.
Bez streszczeń
Nie napiszę, co tam mnie w książce – wywiadzie poruszyło, bo mogę się nie znać. A mogę też źle przez lata odczytywać, to co serwuje nam Ziemkiewicz w swoim pisarskim i publicystycznym menu.
Przyznać tylko trzeba, że „salonowa cenzura” mediów, z którymi porządni ludzie nie powinni mieć wiele wspólnego, już nieśmiało narzeka na to, że „Ziemkiewicz w rozmowie ze Świetlikiem używa zbyt wielu wulgaryzmów” – podkreślają hipokryci.
Bez urazy
A czego mają używać opowiadający Ziemkiewicz i pytający, prowadzący rozmowę Świetlik? Narzędzi do jedzenia bezy czy języka francuskiego, jak dwugodzinny prezydent? W Polsce rządzonej przez zachłannych politykierów, którzy po prostu niszczą kraj, szczególnie media, trzeba przeklinać, trzeba być bezpośrednim, bo chamstwo obecnej koalicji należy opisywać adekwatnym językiem. W „Ziemkiewiczu” nie znajdziecie jednak 13. Księgi Pana Tadeusza. I autor „Czegoś mocniejszego” i autor „Ziemkiewicza” to osoby wrażliwe i kulturalne. Dlatego ich krytykom i krytykom konserwatyzmu tak trudno „odstrzelić” ich towarzysko. I, nad czym pracują tłumy i tumany ludzi, zohydzić Ziemkiewicza i Świetlika. To niemożliwe.

I już wiem, przypomniałem sobie. Wiem co łączy obu dziennikarzy. Podobne życiorysy? Absolutnie nie. Obaj jednak zasługują na prawdziwą biografię. Pierwszy w kolejce jest bohater książki „Ziemkiewicz”. Wiktorze, do dzieła! A może ogłosicie konkurs?
„Ziemkiewicz – rozmawia Wiktor Świetlik”,
Wydawnictwo Czarna Skrzynka, 2026