/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/
Wzmaga się grupa nielegalnych szefów mediów publicznych po ich bezprawnym przejęciu w grudniu 2023 roku. „TVP, PR, PAP to ja”, zdaje się mówić premier Tusk nieskładną francuszczyzną naśladując Króla Słońce. Przyklaskują temu nielegalnie wybrani, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, szefowie mediów publicznych. Środowisko ich władz to w gruncie rzeczy panopticum złego dziennikarstwa i politycznego zarządzania państwowymi spółkami medialnymi, w myśl politycznej zasady „jesteś od nas, włos ci z głowy nie spadnie”. Niektórzy kierownicy mediów rządowych są łysi, ale i tak pod ochroną koalicji. Kuriozum stanowi fakt, że szef PAP w likwidacji kwestionuje fakty i atakuje swojego byłego szefa Tomasza Grodeckiego, do grudnia 2023 roku zastępcę redaktora naczelnego PAP.
Różne rzeczy przeżywa kadłubek mediów publicznych, po rzeczywistym rozpoczęciu niszczenia tych instytucji przez rząd Donalda Tuska. W TVP w likwidacji Tomasz Sygut i Daniel Gorgosz (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście, czyli o koorynowanie siłowej pacyfikacji budynków mediów publicznych 20 grudnia 2023 roku) sprzyjają arcykałpanom propagandy i Hienom Roku. A nawet hienom stulecia. Za kadencji Gorgosza i Syguta wyemitowano antypolski film „Wśród sąsiadów” z przemontowaną zawartością, tak, aby sugerować, że nowy prezydent RP Karol Nawrocki jest nacjonalistą… i – kto wie – może antysemitą.
Paweł Majcher i Juliusz Kaszyński (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście) z Polskiego Radia, na każdym posiedzeniu Rady Programowej, której z rekomendacji SDP jestem członkiem, udają, że nie widzą nierzetelności wskazywanych m.in. przeze mnie w programie. Nie mam satysfakcji z tych moich uwag, ale stan programowy publicznej radiofonii jest katastrofalny. W serwisach to jeszcze nie ma komunikatów o nieomylności prezmiera, ale dogmaty o złej opozycji pojawiają się nie tak rzadko. W publicystyce nuda i – jak mawia moja koleżanka – „apoteoza świętej apologii” KO, PSL, PL2025 i wychwalanie celebrytów, którym przeszkadza PiS. No i do tego korespondent z PR z USA Marek Wałkuski, któremu wydaje się, że wypowiedział wojnę prezydentowi Trumpowi…
Osobny rodział stanowi Marek Błoński z PAP (podejrzewany o członkowstwo w Grupie Wejście – to jego telefon z dialogiem w tej sprawie bez trudu sfotografowano i teraz te zdjęcia są dowodem na działanie tej specyficznej grupy). „Błoński, były korespondent agencji ze Śląska zwsze był nijaki. Ale, jak mawiają w Katowicach, miał kontakty. Ze wszystkimi? No, niezupełnie. Repertuar jego wielbicieli i tych, którzy wielbili Błońskiego za jego teksty w PAP był długi” – mówi pragnący zachować anonimowość śląski dziennikarz.
„Więkoszość kontaktów Błońskiego stanowili głównie politycy lewicy i liberałowie oraz środowisko związków zawodowych, ale nie wszystkich. Teraz chyba odcięła się od niego Solidarność, chociaż wszyscy wypominali temu związkowi, że Błoński, już jako nielegalny szef agencji i jednocześnie, 20 grudnia 2023 roku, jeszcze szef zakładowych struktur Solidarności w PAP, siłowo wkroczył do siedziby przy Brackiej na czele osiłków, brutalnych ochroniarzy, pacyfikujących PAP” – kończy swą opowieść dziennikarz ze Śląska.
Ja za wiele o Błońskim nie mogę dodać, obowiązuje mnie powściągliwość sądowa, bo pozwałem PAP za dyscyplinarne, moim zdaniem, bezprawne wyrzucenie mnie z pracy w 2024 roku, kiedy nowa ekipa medialna Tuska dopiero się rozkręcała. Jestem sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i red. nacz portalu SDP. Pisałem o haniebnych pacyfikacjach siedzib mediów publicznych, krytykowałem te nowe, nielegalne władze z Błońskim na czele, podpisywałem dziesiątki protestów w sprawie bezprawnego przejęcia TVP, PR I PAP, brałem w tych protestach udział. Mój los i dyscyplinarka – jak mówił mi jeden ze znajomych z PAP – były przesądzone, od momentu pierwszej krytycznej uwagi o PAP, jaką publicznie wygłosiłem w obecności Błońskiego. Ten „demokrata” nie zrozumiał.
Bardziej niż sytuacja w agencji, dziwi mnie fakt, że nieliczni uczciwi a niezbyt odważni dziennikarze z PAP milczą w sprawie tego, co teraz tam się wyprawia. Przecież to skandal. Trwa deprecjonowanie PAP poprzez „pomyłki” w relacjach. „Pomyłki” m.in. z wydarzeń z udziałem Karola Nawrockiego i „niefortunnej zmiany „- w oficjalnym serwisie PAP (!) – imienia obecnego prezydenta na „Karofel” , „nieudane i zbyt szybkie” tłumaczenie prezydenta USA, który „przez pomyłkę” mówił coś innego niż mówił. Kolejne „pomyłki” dotyczące Donalda Trumpa. I wreszcze sprawa Tomka Grodeckiego. Bardzo mnie poruszyła, bo to po prostu, w mojej opinii szantaż byłego pracodawcy wobec dziennikarza. Powie ktoś, no tak były podwładny zwolnił swego szefa, wicenaczelnego agencji. Nic bardziej mylnego. Jeśli Grodecki napisze wszystko, to wróbelki ćwierkają, że kierownictwoi PAP może mieć kłopoty.
Bezczelność to mało. Tylko popatrzcie jaki pozew wysmażył wobec mnie @PAPinformacje. Cóż, zastraszyć się nie dam. Nie pozwolę też na cenzurę. 👇https://t.co/Cm5tYZ5OQF
— Tomasz Grodecki (@TomaszGrodecki) January 29, 2026
Grodecki to dziennikarz, który pisał i pisze prawdę o tym, co stało się w publicznych mediach ponad dwa lata temu. Pisał m.in. o Grupie Wejście, największym skandalu w polskim dziennikarstwie po 1989 roku. To oczywiście nie w smak różnym czerwonym cenzorom, którzy zawłaszczenie TVP, PR i PAP chcą zamieść pod polityczny dywan ekipy Tuska. Znając Tomka, to się po prostu im nie uda…
Hubert Bekrycht
/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/