Urzędnicza bezradność… DANE 19 MILIONÓW POLAKÓW SKRADZIONE PRZEZ HAKERÓW – potwierdziło to Ministerstwo Cyfryzacji

Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy potwierdził w środę wieczorem, że dane nawet 19 milionów Polaków „wyciekły” i mogą być w posiadaniu hakerów. Zastępca Donalda Tuska uznał jednak, że to nie aż tak szkodliwe jak mogłoby być, bowiem Gawkowski określił to wydarzenie mianem „niebywałego incydentu”.

Podczas wieczornej konferencji prasowej rządowi przedstawiciele podali, że „podjęto odpowiednie kroki”, ale nikt nie wyjaśnił, jak „wyciek danych 19 milionów Polaków” wpłynie na funkcjonowanie państwa. Wiadomo tylko, że chodzi o ujawnienie danych z bazy My Dr EDM, którą wdrożyło – jak podaje ministerstwo – ponad 10 tysięcy placówek służby zdrowia.

Czy skutków takiej kompromitacji nie mógł przewidzieć wicepremier i szef resortu cyfryzacji Krzysztof Gawkowski? Może nie być w stanie. Bo to w końcu tylko polityk. W takim razie, co robią rządowi specjaliści? I co zrobią? Już nie pytam (retorycznie) o to, co urzędnicy mają zamiar zrobuć aby zneutralizować ten atak? Co zrobią jednak w przyszłości (to już poważne pytanie), aby takim cyberprzestępstwom zapobiec? No i jeszcze kluczowa sprawa? Kto zapłaci za ewentualne skutki tej niefrasobliwości rządu? Rząd? Czyli my wszyscy? Czy tak trudno przewidzieć, że takie ataki się pojawią w czwartym roku wojny na Ukrainie albo „tylko” wobec wzmożenia cyberprzestępczości?

Informacja o potężnej kradzież danych 19 milionów Polaków, jak się wydaje, też „wyciekła” przypadkowo, bo rząd planował spokojny wieczór z zaćmieniem słońca i deszczem Perseidów.

A będzie jak zwykle, wstyd i „zaćmienie” urzędników oraz „deszcz” zarzutów. Wobec kogo? No, jak myślicie?

 

zdj. Ministerstwo Cyfryzacji