Dwa lata po bezprawnym, siłowym przejęciu mediów publicznych w Polsce, rząd postanowił wreszcie wprowadzić odpowiednią ustawę. Projekt przepisów o państwowych środkach przekazu jest jak sumienie administracji, nikt nie ma o tym pojęcia. Były ponoć jakieś konsultacje. Pomijały SDP, ale były. Po co więc kolejne? Przecież projekt ustawy jest po prostu politycznym gniotem i wstępem do następnego poziomu cenzury w TVP, PR i PAP.
Nowa minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska chyba naprawdę myślała, że uda jej się wprowadzić nowa ustawę medialną. Naiwne to i romantyczne.
Polityczna nautralność i apolityczność partyjna
Cienkowska ciągle mówi o apolityczności, a projekt zawiera najbardziej polityczny system powrotu od starej struktury Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji sprzed ponad dwóch dekad. Wówczas układ medialny zakładał rządzenie w KRRiT tylko SLD, PSL i UW z kimś z prawicy. Większość w radzie miał układ postkomunistyczny. I dzięki niemu władze publicznej telewizja, radia oraz Polska Agencja Prasowa były pod wpływem okrągłostołowego kontraktu.
Wg. nowej ustawy wiele się nie zmieni. KRRiT będzie liczyła nie 5 a 9 osób, a większość stanowić będą członkowie koalicji rządzącej. Co trzy lata następowałaby zmiana 3 członków KRRiT. Układ medialny na lata były związany z KO i jej sojuszników, bo większość pierwszego składu „odnowionej” rady byłyby z obecnego porozumienia rządzącego. Najwyżej 3 członków miałaby opozycja, bo tylu członków KRRiT najprawdopodobniej wskazywałby prezydent.
Mówienie w tym przypadku o neutralności partyjnej KRRiT i mediów publicznych, co ma wprowadzić nowa ustawa, przypomina groteskowe zapewnienie o apolityczności obecnych władz TVP, PR i PAP. Apolityczności w likwidacji.
Giertych do TVP
Projekt reklamowany przez MKiDN koncentruje się w innym punkcie na zacieraniu dowodów zniszczenia mediów publicznych dwa lata temu. Likwidacja Rady Mediów Narodowych ma być zlikwidowana. Tak jak resztki przyzwoitości w nowym prawie medialnym. Zamiast RMN władze mediów publicznych wybierałaby KRRiT. Rada złożona z rządowych polityków teoretycznie mogłaby wybrać nawet Romana Giertycha na prezesa Telewizji Polskiej a na szefów Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej Roberta Kropiwnickiego oraz Annę Marię Żukowską. Dlaczego? Bo podobnie jak obecni włodarze fikcyjnie likwidowanych TVP, PR i PAP ci politycy też nie znają się na zarządzaniu mediami.
Dodajmy do tego nagłą zmianę projektu i pozostawienie możliwość utrzymywania mediów lokalnych z kasy samorządów a także zwróćmy uwagę na likwidację abonamentu przy finansowaniu mediów publicznych kwotą 2,5 mld złotych rocznie, ale pozostawienie tam reklam. I oto mamy obraz mediów poddanych kontroli państwa i cenzurze rządowej.
Albańskie schrony…
Sytuację taką nazywano kiedyś w polityce albańskimi bunkrami. Podobnie jak komunistyczne schrony wokół Tirany, elementy projektu ustawy medialnej są niezniszczalne. Tylko, że albańskie bunkry, tak jak pomysły medialne MKiDN, nie nadawały się dla ludzi. Atak jądrowy nie niszczył konstrukcji schronu, ale jego mieszkańcy po wybuchu nie mieli szans na przeżycie… Takie to były konstrukcje.
I tak też może być z ustawą medialną autorstwa rządu Tuska. Nie będzie można odwrócić skutków jej wprowadzenia, bo przecież ta ustawa nie jest dla odbiorców mediów, a dla polityków. Tylko, że oni też bedą w tym medialnym bunkrze.
Nasz portal zaprasza do debaty o prawie medialnym. Czekamy na interesujace felietony o projekcie nowej ustawy .