Himalaje hipokryzji i Alpy absurdu! Można jeszcze trochę powiedzonek dorzucić, ale sytuacja jest zbyt poważna na abawy. „Stan likwidacji”, w jakim znajdują się media publiczne. Zaraz będzie druga rocznica. I co? I nic!
Na niedawnych targach książki, najpierw w październiku i na następnych w listopadzie, rzuciły mi się w oczy wielkie napisy „Telewizja Polska SA” oraz „Polskie Radio RDC”. Napisy są kłamliwe, nie oddają stanu rzeczy, fałszują rzeczywistość. Pełna nazwa tych instytucji brzmi wszak „Telewizja Polska SA w likwidacji”, „Polskie Radio w likwidacji”, i tak dalej. Jeszcze jeden przykład: przez cały październik oglądałam transmisje Konkursu Chopinowskiego – aż wreszcie do mnie dotarło, że powtarzane podczas każdej sesji przesłuchań informacje, komu zawdzięczamy transmisje – Polskiemu Radiu i Telewizji Polskiej – zawierają nieprawdziwe nazwy tych instytucji. To jest przecież „Polskie Radio w likwidacji” i „TVP w likwidacji”!!! To jest pełna oficjalna nazwa!
Tak naprawdę, to taka nazwa powinna chyba figurować na planszach, które wypełniają ekran telewizora między programami i między reklamami. Może wtedy do odbiorców by dotarło, że coś tu nie funkcjonuje. Bo na razie wychodzi na to, że stan powszechnego zakłamania w tej dziedzinie nikomu nie przeszkadza.
Ale co z tego – mógłby ktoś zapytać – przecież nie to żadnego znaczenia dla funkcjonowania tych mediów. Seriale lecą, interwencje regionalne też, a newsy polityczne każdy ogląda w mediach społecznościowych. A jednak nic tu nie jest w porządku.
Stan likwidacji – formalnie – nie pozwala na rozwój firmy będącej w takim stanie. Nie można zatrudniać, kupować sprzętu, inwestować, rozbudowywać. Stan likwidacji powoduje więc wielką chroniczną niepewność co do stanu finansowego , organizacyjnego, kadrowego i tym samym programowego.
Jestem – delegowanym tam przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – członkiem Rady Programowej TVP Warszawa, przedtem byłam członkiem Rady Programowej Radia dla Ciebie (RDC) . Wciąż domagam się na posiedzeniach Rady Programowej informacji, kiedy zakończy się stan likwidacji i jakie wiadomości na ten temat ma Zarzad , obecnie TVP Warszawa, przedtem RDC. Nie ma żadnych, bo tez nie o to władzy chodzi, żeby miał.
Uważam jednak, że jest moim podstawowym obowiązkiem domagać się nieustannie tej informacji i żądać zakończenia stanu likwidacji – fałszywego, szkodliwego, destrukcyjnego, groźnego podwójnie, bo także przez to, że już uśpił część opinii publicznej. Co więcej, w tej sytuacji jest to obowiązek jedyny, jedyny powód dla którego zasiadamy w tych radach, jedyna legitymacja – aby domagać się zakończenia stanu likwidacji.
Nie mówią o tym politycy, nie mówią o tym samorządy, nie mówią organizacje społeczne. Wydawałoby się, że na każdym posiedzeniu Sejmu powinien paść o tym głos, zapytanie poselskie, interwencja czy informacja o kontroli poselskiej . Wydawałoby się, że sprawa jest priorytetowa, bo dotyczy mediów publicznych, także ich niejasnej w tej sytuacji przyszłości – i dotyczy podstawowych wolności obywatelskich. Ale nie dzieje się nic.
Twierdzenia, że Rada Programowa opiniuje sprawy programowe sa nie tylko bałamutne, ale tez oparte na nieznajomości rzeczy – otóż Rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 4 grudnia 2018 r. w sprawie szczegółowego zakresu planów programowo-finansowych i trybu ich uzgadniania wyraźnie mówi, że „plany programowo-finansowe, opracowywane przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji i przekazywane Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zawierają opinię rady programowej i rady nadzorczej o planowanym programie lub usługach oraz kosztach i źródłach finansowania”. A wszystko to na podstawie art. 21c ust. 4 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji . Mówiąc po ludzku: nie da się zrobić programu bez pieniędzy.
A nie ma pieniędzy z powodu stanu likwidacji.
Można jeszcze długo dywagować, o co w tym wszystkim chodzi – kto chce załatwić jaki interes, kto ma strategiczne plany dotyczące mediów, kto może chciałby je zawłaszczać choć niekoniecznie prywatyzować, kto taktycznie milczy – ale to już zupełnie inna dyskusja.
Rzecz jest więcej niż poważna, bo dotyczy mediów publicznych w Polsce. I ich przyszłości. Na razie bowiem media są publiczne i mają ustawową misję – o misji mediów publicznych i o publicznej misji mediów uczą już na studiach więc nie będę się powtarzać. I jest naszym – dziennikarzy – podstawowym obowiązkiem domagać się możliwości realizacji tych misji.
Skończę jednak na sprawie, o której nie da się powiedzieć – w odróżnieniu od powyższych – że jest wagi państwowej. Ale za to jest bardzo konkretna, choć może dla władzy prozaiczna: otóż pracownik zakładu pracy będącego w stanie likwidacji nie dostanie kredytu w banku, gdyby się o takowy starał. Doświadczyło tego w ciągu minionych dwóch lat wielu pracowników mediów publicznych, nie tylko dziennikarzy. Oni tez, niezależnie od poglądów politycznych, mają dość stanu likwidacji.
Bardzo możliwe, że w obozie władzy pojawiły się już opinie, że coś trzeba z tym fantem zrobić. Ale nie ma pomysłu jak. Tym głośniej więc powinniśmy protestować i domagać się likwidacji stanu likwidacji.
Barbara Sułek-Kowalska