Home / Publicystyka  / Czy możliwa jest debata politycznych liderów? – zastanawia się ŁUKASZ WARZECHA

Czy możliwa jest debata politycznych liderów? – zastanawia się ŁUKASZ WARZECHA

Aby przeprowadzić solidną debatę polityczną trzeba by znaleźć neutralny medialny grunt i  dziennikarzy możliwych do zaakceptowania dla obu stron, a o to coraz trudniej.

 

Od jakiegoś czasu krąży pomysł zorganizowania debaty Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Nie sądzę, żeby do niej doszło, a już na pewno nie na obecnym etapie kalendarza politycznego, gdy przyspieszone wybory wydają się nie być już w niczyim interesie i najpewniej do nich nie dojdzie. Warto się jednak nad taką propozycją spokojnie zastanowić. Czy tego typu wydarzenie miałoby sens i dlaczego tak trudno sobie je w dzisiejszej Polsce wyobrazić?

 

Z debatami – nawet tymi przedwyborczymi – problem jest taki jak z wieloma innymi mechanizmami polskiego życia politycznego: są tak mocno uzależnione od bieżących partyjnych potrzeb i tak mocno naznaczone plemiennością, że natychmiast każdy podejrzewa realizację jakiegoś niecnego planu. I w dodatku często ma rację. Tymczasem są przedsięwzięcia, które z tej gry powinny być po prostu wyłączone i instytucja debaty przywódców partyjnych jest właśnie takim przedsięwzięciem.

 

Generalnie debaty nie są korzystne dla lidera, a mogą na nich wygrywać pretendenci. Na pozycji lidera, który ma najwięcej do stracenia, jest dzisiaj Jarosław Kaczyński. Na jego niekorzyść w starciu z Donaldem Tuskiem działałoby nie tylko zużycie obecnej władzy i fakt, że przywódcy opozycji zawsze łatwiej jest krytykować stan rzeczy niż przywódcy rządzącego obozu prezentować własne osiągnięcia, szczególnie po sześciu latach rządów. W telewizji przeciwko Kaczyńskiemu działałaby również bardzo dzisiaj widoczna różnica wizerunkowa: prezes PiS, mówiąc brutalnie, wyraźnie się w ostatnich latach postarzał, podczas gdy młodszy o osiem lat Donald Tusk zachowuje naprawdę dobrą formę. Jarosław Kaczyński, by tak rzec, również nie trenował – nie musiał od lat stawiać czoła ani zadającym trudne pytania dziennikarzom, ani tym bardziej dobrze przygotowanemu przeciwnikowi politycznemu.

 

Tego typu kwestie mają znaczenie w bezpośrednim starciu. Tusk zapewne świetnie to wszystko rozumie, dlatego to on głównie prze do debaty, mając zresztą świadomość, że do niej nie dojdzie. Uważa – w jakimś stopniu słusznie – że i tak to starcie wygrywa jako ten, który ogłasza, że się go nie boi.

 

Te kwestie politycy muszą oczywiście mieć w pamięci, ale nie powinny one decydować o tym, czy do debaty dochodzi czy nie. Tak, ktoś na niej może wygrać, a ktoś niewątpliwie przegra, ale publiczność powinna móc poznać zdanie liderów w bezpośredniej konfrontacji.

 

Tu jednak pojawiają się problemy. Pierwszy z nich jest polityczny, ale też ma znaczenie. Znamy go z debat przedwyborczych: gdyby organizować starcie przywódców tylko dwóch dominujących obozów, liderzy pozostałych ugrupowań mogliby słusznie czuć się pominięci i uznać, że to część strategii likwidacji w świadomości wyborców jakichkolwiek alternatyw wobec dwóch największych armii. To może mieć znaczenie dla mediów publicznych w świetle przepisów ustawowych, ale już niekoniecznie dla mediów prywatnych, które mogłyby po prostu uznać, że dla nich, także z czysto komercyjnego punktu widzenia, taka debata ma sens, zaś problemy mniejszych partii są tylko ich kłopotem.

 

Drugi problem to znalezienie odpowiednio neutralnego gruntu. Tutaj wyzwanie jest wręcz dramatyczne, a bierze się z jednego z fundamentalnych problemów polskiej polityki – braku zaufania. Nie tylko politycy nie ufają sobie nawzajem nawet w najbardziej podstawowych sprawach, ale nie ufają również wszelkim zaangażowanym w politykę podmiotom, w tym mediom. Co gorsza, bardzo często słusznie. Tymczasem debata pomiędzy liderami politycznymi musiałaby być przeprowadzona w bardzo higienicznych warunkach: bez nieprzyjemnych zaskoczeń, we wcześniej ustalonym reżimie czasu i pytań, ale zarazem takim, który – co się zdarzyło przed wyborami prezydenckimi w ubiegłym roku – nie powodowałby, że starcie byłoby nieznośnie nudne. Trzeba by też znaleźć dziennikarzy możliwych do zaakceptowania dla obu stron, a o to również coraz trudniej. To kamyczek do dziennikarskiego ogródka, gdzie bardzo trudno znaleźć osoby gwarantujące wystarczający poziom bezstronności w przypadku takiego wyzwania.

 

Wszystko to są powody, dla których niełatwo sobie wyobrazić nie tylko debatę, o której teraz mowa, ale nawet jakąkolwiek debatę przedwyborczą z prawdziwego zdarzenia, a zatem taką, gdzie uczestnicy faktycznie mogą ze sobą wchodzić w polemikę, a prowadzący nie są tylko maszynkami do zadawania doskonale wcześniej znanych uczestnikom pytań.

 

Mógłby ktoś uznać, że wszystko to jest i tak tylko teatrem i nie ma większego znaczenia, a rozmowy o debacie wynikają jedynie z bieżącej partyjnej taktyki. Zapewne w jakimś stopniu miałby rację. Ale nie całkiem, bo debaty liderów nie są jakimś egzotycznym wymysłem, a kultura debatowania nie jest akademicką abstrakcją. Debaty pomiędzy partyjnymi liderami, traktowane poważnie, funkcjonują w Niemczech czy Francji. To my, za sprawą absurdalnie daleko posuniętej plemienności, oduczyliśmy je traktować jako nie tylko coś naturalnego, ale po prostu jako obowiązek wobec publiczności, z którego najważniejsze osoby w państwie muszą się wywiązywać.

Podziel się!

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Publicysta "Do Rzeczy". Karierę dziennikarską rozpoczynał w tygodniku „Najwyższy Czas!” Był redaktorem działu opinii dziennika „Życie” oraz wieloletnim komentatorem w „Fakcie”. Publikował m.in. w tygodniku „wSieci” oraz w dzienniku „Rzeczpospolita”. Był jednym z prowadzących program „W tyle wizji” w TVP Info. Obecnie jego teksty ukazują się m.in. w „Super Expressie” i na portalu Onet.pl.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close