Home / Publicystyka  / Czy stać nas na media publiczne? – zastanawia się ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI

Czy stać nas na media publiczne? – zastanawia się ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI

Dla kwestii finansowania mediów publicznych rok 2019 jest wyjątkowy. Główne siły polityczne zapowiedziały likwidację abonamentu. Czy utrzymywanie Telewizji Polskiej i Polskiego Radia z budżetu to jedyne rozwiązanie?

 

„Koń jaki jest, każdy widzi”

 

W drugim zdaniu hasła „koń” w „Nowych Atenach” (jedna z pierwszych polskich encyklopedii powszechnych) wydanych we Lwowie w 1745 roku, skąd pochodzi powyższy cytat, napisano jednak, że te konie mają różne rasy. Są więc wierzchowce tureckie, hiszpańskie, albańskie i tak dalej. W dziedzinie mediów publicznych można jednak stwierdzić, że każdy widzi tego konia w zależności od klapek, które sam ma na oczach. Mijają lata a z ogromu produkcji i emisji politycy i komentatorzy dostrzegają jedynie programy informacyjne i publicystykę. To się nie zmienia od lat. W 2011 roku Maciej Strzembosz, podówczas lider Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych, stwierdził wręcz w wywiadzie dla nieistniejącego już podcastu Radioblog.PL, że: „znikłyby wszystkie problemy mediów publicznych, gdyby wyłonić z nich osobną spółkę do produkcji newsów i publicystyki i podporządkować bezpośrednio prezydium Sejmu…” Im dłużej przyglądam się podejściu partii do tego wspólnego dobra, tym częściej to stwierdzenie staje mi się bliskie. Z aktualnego sporu politycznego znikają w całości takie programy, jak kapitalnie robione i świetne merytorycznie „Koło się kręci” (TVP3 Kielce, emitowane też na antenie TVP Historia). Omalże w ogóle nie dostrzega się działalności regionalnej, a trzeba pamiętać, że to media stanowią jedne z głównych zworników tożsamości województw wydobytych pod koniec lat dziewięćdziesiątych z wieloletniego niebytu. Nic to nowego. Tak jest od lat. TVP i Polskie Radio podobają się tym, którzy rządzą i nie podobają się tym, którzy u władzy nie są. Ciekawostką natomiast jest to, że najważniejsze siły polityczne w Rzeczypospolitej przedstawiły zbliżony pomysł na finansowanie mediów publicznych, czyli zniesienie abonamentu i stałe dotacje z budżetu państwa.

 

Likwidujemy abonament (znowu)

 

Pewnie mało kto poza ekspertami pamięta, że 9 września 2004 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym stwierdził, ze abonament radiowo-telewizyjny jest formą daniny publicznej i jako taka musi zostać określony w ustawie, a nie jedynie w rozporządzeniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji[1]. W obszernym uzasadnieniu odniesiono się też do podstaw działalności mediów publicznych, czyli ich misji i fundamentów utrzymania:

 

   (… ) dostarczanie niezależnej informacji, udostępnianie dóbr kultury i sztuki, ułatwianie korzystania z oświaty i dorobku nauki, upowszechnianie edukacji obywatelskiej, dostarczanie rozrywki i popieranie  krajowej twórczości audiowizualnej (art. 1 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji) czyli wykonywanie zadań, które na ową misję się składają, wymaga zapewnienia odpowiednich nakładów finansowych. Bez finansowego wsparcia publicznego nie byłoby to możliwe. Dla Państwa Polskiego realizacja owej misji to obowiązek publiczny, a zarazem społeczny i historyczny w stosunku do wszystkich tych, którzy z dorobku polskiej kultury, nauki i sztuki pragną korzystać.

 

W dalszej części zauważono, że wszystko jedno, czy fundusze na ten cel będą pochodzić z abonamentu, czy z budżetu. Pomysły likwidacji tej pierwszej formy pojawiają się nie od dziś. Kilkanaście lat temu pracowała nad nimi, będąca wówczas w opozycji wobec rządów Leszka Millera i Marka Belki, Platforma Obywatelska. To był bardzo interesujący okres w debacie na temat mediów publicznych, zdominowany przez kwestię „Afery Rywina”. PO nie tylko rozważała wówczas (zespół kierowany przez Jana Rokitę) likwidację abonamentu, ale też prywatyzację mediów publicznych. Były to oczywiście inne czasy. W dobie przed cyfryzacją jedynie radiowa „Jedynka” i TVP1 miały zasięg ogólnopolski. Ich prywatyzacja miała „złamać monopol informacyjny”. Trudno w to dziś uwierzyć, ale chociażby na tym przykładzie widać, jak bardzo dynamicznie zmienia się rynek mediów.

 

Rok 2007

 

W 2007 roku brałem udział w eksperckim spotkaniu „Kultura i media”, który zorganizowała w stolicy Platforma. Wśród uczestników była m.in. obecna kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska, którą jednak interesowały tylko kwestie finansowania kinematografii, więc poglądów pani Małgorzaty na temat mediów publicznych nie udało mi się wówczas poznać. W samej debacie pojawiały się propozycje znacznego ograniczenia roli mediów regionalnych. Na przykład telewizję wyobrażano sobie, jako zespół: samochód, kamera, dźwiękowiec i reporter. Udało się te wizje zablokować i nie trafiły do ostatecznego programu. Pozostała kwestia finansowania. Jako nowy premier w 2007 roku Donald Tusk nazwał oficjalnie abonament archaicznym narzędziem i haraczem ściąganym od ludzi[2]. Rozpoczęło to ośmioletni spektakl pod tytułem: „Już za chwilę zlikwidujemy tę daninę publiczną”. Mniej więcej w tym samym czasie uczestnicy Kongresu Intelektualistów zwołanego przez Prawo i Sprawiedliwość domagali się utrzymania abonamentu stanowiącego gwarancje niezależności mediów[3].

 

W tle tych wydarzeń odbywały się debaty naukowców. Podczas konferencji, która miała miejsce 17 grudnia 2007 roku na Uniwersytecie Warszawskim prof. Janusz W. Adamowski powiedział: „Jestem za utrzymaniem abonamentu i podjęciem działań na rzecz zwiększania jego ściągalności (może np. poprzez umożliwienie dokonania odpisu wpłacanej kwoty od podatku osobistego PIT oraz podatku CIT – w przypadku firm)”. Proponowano też wprowadzenie licencji programowych, czyli finansowania produkcji materiałów, które uznawano by za misyjne. Prof. Tadeusz Kowalski ujął to tak: „finansowanie za coś, finansowanie z określoną intencją, określonym celem, który musi być sprecyzowany”. W toku debaty stwierdzono też, że nie da się wpisać zarabiania pieniędzy w misję mediów publicznych[4]. Z tych konferencji, debat i rozważań, których w latach 2007-2010 było wiele, parlamentarzyści wzięli sobie chyba najbardziej do serca początek wystąpienia prof. Kowalskiego: „Kiedyś było takie powiedzenie, że wojna jest sprawą zbyt poważną, żeby ją powierzać generałom. Ja myślę, że media są sprawą zbyt poważną, żeby ją powierzać profesorom, rektorom i innym osobom o podobnych kompetencjach”[5].

 

W stronę zgodności

 

Takiej zgodności między PO i PiS, jak w kwestii likwidacji abonamentu i finansowania mediów publicznych z budżetu państwa, nigdy nie było. Prawo i Sprawiedliwość już podczas konwencji programowej w Katowicach w 2015 roku zauważyło, że media publiczne powinny być traktowane jak dobro narodowe: kluczowe muzea, lub opery, a zatem być utrzymywane centralnie. Rozważano też kwestię całkowitej likwidacji reklam[6]. Finansowanie mediów z budżetu potwierdzają aktualne materiały z Konwencji Programowej „Myśląc Polska”, w których podkreślono, że rząd już zasypuje dziury spowodowane rozmontowaniem przez poprzedników całego systemu abonamentu[7]. Paweł Lewandowski, obecny wiceminister kultury, wyraził to tak: „Grzechy naszych poprzedników, którzy doprowadzili do całkowitej destabilizacji finansowej niemal 20 spółek medialnych należących do skarbu państwa, naprawiamy systematycznie, zwracając utracone dochody w formie rekompensat abonamentowych”.

 

W ogłoszonym tydzień temu programie Koalicji Obywatelskiej czytamy: „Media publiczne muszą pełnić swoją obywatelską misję: rzetelną, bezstronną i wiarygodną. Dlatego ograniczymy emisję reklam i równocześnie zlikwidujemy abonament”[8]. Wracając do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 września 2004 roku trudno znaleźć związek między zdaniem pierwszym i drugim, należy jednak stwierdzić, że wszystko wskazuje na to, iż tym razem zniesienie tej daniny publicznej stanie się faktem i to w nieodległej przyszłości. Czy jednak na pewno nie ma innej drogi?

 

Projekt środowisk twórczych

 

Projekt ustawy medialnej przygotowanej przez środowiska twórcze dziesięć lat temu, który miałem przyjemność wspierać, również zakładał likwidację abonamentu. Jednak na jego miejsce zamiast środków budżetowych miała pojawić się niska, ale za to powszechna opłata audiowizualna uiszczana wraz z PIT przez każdą pracującą osobę. Miała ona wynosić 8 złotych, wówczas gdy wysokość abonamentu na rok 2010 ustalono na 17 złotych miesięcznie. Siłą rozwiązania był zarówno jego niski koszt z perspektywy obywatela (najubożsi mieli mieć możliwość odliczenia tej kwoty od podatku), jak i masowość. Projektem tym interesował się Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński, który kilkukrotnie spotykał się z jego liderami. Niestety nie przekuło się to na inicjatywę ustawodawczą. Wpłynął on też do klubu parlamentarnego PO, gdzie utknął w „zamrażarce” i już nigdy z niej nie wyszedł. Może jednak wciąż warto rozważyć niezależny od budżetu, a zatem i od polityków, system finansowania?

 

Co o tym dziś sądzi świat nauki? Dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Informacji Uniwersytetu Jana Kochanowskiego dr Tomasz Chrząstek: „Pomysł likwidacji abonamentu RTV, wraca jak bumerang. Ale bądźmy szczerzy, abonament w Polsce to fikcja. Płaci go znikomy procent odbiorców i finansowanie mediów z budżetu państwa jest już faktem. Z różnych źródeł wynika, że w ostatnich trzech latach państwo dołożyło do samej TVP blisko 2 mld zł. Moim zdaniem dobrym pomysłem, chyba już zarzuconym, był »abonament« zaszyty w cenie prądu. A czy finansowanie mediów publicznych z budżetu zagrozi ich niezależności? Absolutnie nie, bo są już od dawna zależne od ekipy rządzącej. Niestety po każdych wyborach media publiczne traktowane są w kategorii łupu i niezależnie od tego kto obejmuje władzę obsadza media publiczne swoimi ludźmi. Inna rzecz to styl w jakim to jest robione. W zasadzie już od dawna określenie media publiczne jest synonimem mediów rządowych”.

 

Może jako społeczeństwo po prostu nie stać nas na media publiczne? Ani na ich niezależne od budżetu finansowanie, ani na to by były prawdziwie publiczne?

[1] http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20042042092/T/D20042092TK.pdf

[2] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/premier-abonament-to-haracz-koniec-tego

[3] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/platforma-obywatelska-zlikwiduje-abonament-rtv

[4] Media publiczne w Polsce. Teraźniejszość i przyszłość, pod red. J. W. Adamowskiego i L. Jaworskiego, Warszawa 2007, s. 49 i 124.

[5] Ibidem, s. 53.

[6] http://pis.org.pl/dokumenty?page=2

[7] http://pis.org.pl/dokumenty?page=1

[8] https://koalicjaobywatelska.pl/program/polska-edukacji-i-kultury

Podziel się!

Z mediami związany od 1992 roku (fotoreporter w „Gazecie Lokalnej”), obecnie redaktor kreatywny branżowego kwartalnika „Doradca Kariery” i stały współpracownik Kieleckiego Magazynu Kulturalnego „Projektor”. Przez dziesięć lat prowadził jeden z najpopularniejszych blogów portalu Wirtualnemedia.PL. Jest jednym, z bohaterów filmu dokumentalnego o polskiej blogosferze „Blogersi” z 2011 roku (reż. Jarosław Rybus). Pisarz, autor opowiadań fantasy i S-F.

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików cookies na swoim urządzeniu więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close